fbpx

Marzenie (III)

with 3 komentarze
świąteczny ebook

 

Magia – odparł z tajemniczym uśmiechem.

To prawda – poświadczyła z powagą.

Nadal nie mogę uwierzyć – potrząsnął głową – że obejrzałaś nas w internecie i tak po prostu przyjechałaś.

Tak po prostu to nie. Ekspresowa wiza słono kosztuje – zażartowała. – Warto jednak czasami zaszaleć.

Dobrze że nie wybrałaś Nowego Jorku.

Nadałabym się paczką poleconą.

A właśnie! Wspominałaś, że studiujesz. Mogę wiedzieć co?

Zostanę przedszkolanką – leciutko się uśmiechnęła. – Uwielbiam dzieci i drzemiący w nich potencjał. Poza tym jak mało kto, potrafią być szczere do bólu.

Chyba tak – zakłopotał się. Szczerze mówiąc on nie cierpiał dzieci. Były hałaśliwe, krzykliwe i roszczeniowe. – Czy to przekłada się na chęć posiadania własnego potomstwa?

Ależ masz minę – zachichotała. – Nie, na razie nie. Z wielu powodów, a jednym z nich jest brak odpowiedniego kandydata na tatusia tego potomstwa. Masz rodzeństwo?

Starszą siostrę, ale nie utrzymujemy kontaktu – wzruszył ramionami. – Spotykamy się jedynie na rodzinnych imprezach, to wszystko.

Ja mam brata, ale my spotykamy się codziennie, głównie przed drzwiami łazienki, kiedy walczymy, kto ma pierwszy się wykąpać. Chociaż przyznam, że nie wyobrażam sobie, abyśmy mogli „nie utrzymywać kontaktu”, gdy już wyfruniemy z rodzinnego gniazda. Chyba jestem do niego przywiązana.

Wolę moich przyjaciół i muzykę.

Każdy wybiera sam. A twoi rodzice?

Mają się dobrze – oświadczył na pozór lekkim tonem, chociaż dostrzegła subtelną zmianę w jego zachowaniu. Niezwykle subtelną, zaledwie grymas twarzy i błysk niechęci w niebieskich oczach. – Zadzwonię do Jakima i spytam…

Nie, Jurij, nie – położyła dłoń na jego ręce. – Wolałabym najpierw zwiedzanie. Moskwa jest pięknym miastem, a ja mam nadzieję, że będziesz wspaniałym przewodnikiem.

Będę – poświadczył skwapliwie, chowając telefon. – Skończyłaś? Zapłacę i…

Wolałabym sama za siebie płacić.

W moim towarzystwie? Nie ma mowy – tym razem zamiast rozbawienia w jego głosie zadźwięczała stal.

Nie spierała się, bo i po co? To była tylko kawa. Ubrała się, a później wyszli z kawiarni, czując jak mróz uderza w nich z podwójną siłą. Po ciepłym, pełnym aromatów wnętrzu, kontrast był wręcz brutalny, chociaż chyba tylko Sara to czuła, bo Jurij nie wyglądał na zaskoczonego. Widać przywykł już do tych rzeczy.

Brrr! U nas dawno nie było takiej zimy, o śniegu nie wspominając – Sara otrząsnęła się, a wtedy objął ją i przytulił.

Trzeba było wybrać tropiki – zakpił.

Nie ma mowy. Tutaj jest pięknie!

Tak, to prawda – poświadczył poważnym tonem, myśląc, że ona też jest piękna. Złociste kosmyki, rumieńce na gładkich policzkach, duże, pełne ciekawości oczy i usta, które przyprawiały go o szybsze bicie serca. Znał już ich smak, chociaż wczorajszy pocałunek był zaledwie degustacją.

Gdzie pójdziemy?

Zobaczysz – oznajmił tajemniczo.

To był cudowny dzień. Miał wrażenie jakby odkrywał na nowo skarby własnego miasta. Sara zachwycała się nawet dostrzeżonymi niuansami. Śmiała się z jego słów, słuchała w skupieniu, gdy wplatał w nie odrobinę historii. Była doskonałym słuchaczem i jeszcze lepszą towarzyszką. Nie grymasiła, nie krygowała się, nie flirtowała z nim. Jej zachwyt, uśmiech, każdy gest był tak naturalny i tak spontaniczny, że Jurij marzył tylko o tym, aby było tego więcej i więcej. Dopiero po jakimś czasie dostrzegł, że on również nie musi silić się na udawanie. To nie była gra, do której przyzwyczaiły go inne kobiety. Przy Sarze mógł w całkiem szczery sposób wyrazić swoje myśli, nawet podzielić się pragnieniami. I chociaż na początku unikała zbędnej bliskości, to na samym końcu ich wyczerpującej wędrówki, sama przytuliła się do jego ramienia. Dostrzegł jej zmęczenie i zaproponował, aby poszli do niego, lecz odmówiła.

Cóż, zdziwiłby się, gdyby było inaczej.

Szkoda że zostały mi tylko trzy dni – powiedziała, przyglądają się mu z uśmiechem, gdy już stali przed motelem, w którym nocowała.

Na naukę – westchnął – trochę mało.

Jurij! – Tym razem śmiała się w głos. – Odpuść, proszę! Chociaż z przyjemnością posłucham, jak grasz.

Dlatego jutro zapraszam do mnie.

Do ciebie?

Nie patrz na mnie tak, jakby chciał cie żywcem pożreć – zażartował.

Życie nauczyło mnie ostrożności w takich sprawach.

Jakich niby?

Nie odpowiedziała, tylko wspięła się na palce, całując go w policzek.

Do jutra.

Może wieczorny maraton po mieście? Dasz mi swój numer telefonu?

Tak, telefon to dobry pomysł. Podyktuję, zapisz.

Skrupulatnie spełnił polecenie. Nie miał ochoty się z nią rozstawać, a jeśli już, to tylko na chwilę. Niestety, dziewczyna okazała się nieugięta. Jeszcze przez kilka minut stał na ulicy, patrząc na okna motelu, a potem wzdychając, postanowił wrócić do domu.

Co mi powiesz draniu? – przywitał go pełen urazy, kobiecy głos. Tatiana. Cholera, całkiem o niej zapomniał, chociaż przez cały dzień próbowała się do niego dodzwonić.

Nic – wzruszył ramionami. – Nie mam obowiązku się tłumaczyć.

Była wysoką, zgrabną brunetką. Kobietą, której zazdrościło mu wielu, idealną z wyglądu, doskonałą w łóżku. Niestety, już od dawna nie wiązał z nią żadnych planów na przyszłość, chociaż ona chyba uważała inaczej.

Gdzie byłeś?

Robiłem za przewodnika po mieście.

Znów jakaś wywłoka? – zmrużyła oczy, marszcząc idealnie wypielęgnowane brwi. Nie spodobały mu się te słowa, zwłaszcza w odniesieniu do Sary. Zdjął kurtkę, zzuł buty, a później podszedł do kominka, aby rozpalić ogień.

Nie, przyjaciółka – oświadczył ze spokojem. – Przyjechała na kilka dni, a ja obiecałem się nią zająć.

Zająć? Chyba przelecieć – dodała szyderczo. – Dobrze, przywykłam do twoich wyskoków.

Tak, przywykłaś – sarknął.

Jak długo będziesz się nią zajmował? Dam ci trzy dni.

Prychnął pogardliwie. Tatiana była upartą kobieta, która już dawno temu oświadczyła, że zostanie jego żoną. Co z tego, że Jurij był innego zdania? Zdawała się w ogólnie nie uważać tego za przeszkodę. Dotychczas mu to nie przeszkadzało, bo było po prostu wygodne. Seks, kiedy miał ochotę. Tak, seks. Zawstydził się nagle, ale to był jedyny powód, dla którego tolerował zachowanie Tatiany.

Trzy dni wystarczą – oświadczył chłodnym tonem. – Coś jeszcze? – spytał, wstając i prostując się.

Może – lekko się uśmiechnęła, przytulając do jego boku. Smukła dłoń sunęła w dół, po napiętych mięśniach brzucha, niżej, aż w końcu dotarła pomiędzy uda. – Masz ochotę? Bo ja mam.

Miał, tylko że nie na nią. Przeklął w duchu własny oportunizm. Nagle zrozumiał, że spotkanie z Sarą było w jego życiu niczym powiew świeżości. Czymś, co wytyczyło całkiem nowy kierunek, chociaż spędzili ze sobą zaledwie jeden dzień, rozmawiając i zwiedzając. Czymś nowym, bo dziewczyna, chociaż rumieniła się pod jego spojrzeniem, to ani razu nie próbowała z nim flirtować.

Była jak z innego świata.

Nie dziś – powiedział, odsuwając się do Tatiany. – I nie jutro czy pojutrze. Przyjdź za trzy dni.

Dziwkarz.

Co ty nie powiesz? – odparł z przekąsem.

Łatwa jest, skoro chcesz tylko trzech dni.

Każdy sądzi podług siebie.

Nie, kochany! – roześmiała się, sięgając po przewieszony przez oparcie fotela płaszcz. – Za dobrze cię znam. Masz trzy dni. Czwartego, jeśli ją tu zastanę, sama wywlokę za włosy.

Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele.

Ja? Nie żartuj!

Wyszła, pozostawiając Jurija wściekłego i zniesmaczonego. Szczerze mówiąc, przez cały dzień nawet nie pomyślał o Tatianie. Wbrew temu, co sama sądziła, nie wiązał z nią żadnych planów.

Jeszcze tego mu brakowało, że gdy zaprosi Sarę, zjawi się jego aktualna partnerka. Dopiero wtedy wyszedłby na durnia, zwłaszcza usiłując wyjaśnić, na czym tak naprawdę opiera się związek z Tatianą. Spojrzał na drzwi i już wiedział, co zrobi.

Po pierwsze zmieni zamki.

Po drugie, czeka go bardzo poważna rozmowa.

Po trzecie, musi wykombinować, jak zatrzymać Sarę na dłużej, nawet tydzień by mu wystarczył. Powodów, dla których chciał to zrobić, nie precyzował. Sięgnął po skrzypce, zastanawiając się, co mógłby jej zagrać, co by się spodobało?

Nakłoni ją jutro do odwiedzin, przygotuje obiad i postara się, aby dobrze się bawiła. To było oryginalne, ale od bardzo dawna nie myślał o kobiecie, jak o nowym podboju, który miał się zakończyć w bardzo oczywisty sposób.

Wyjął telefon i bardzo długo wpatrywał się w numer, który wpisała. Chciał zadzwonić, porozmawiać, nakłonić ją do spotkania, lecz nagle skapitulował. Napisał jedynie wiadomość: słodkich snów Saro! I tylko tyle. Przez chwilę czekał na odpowiedź, wręcz wstrzymując oddech, a kiedy komórka zawibrowała, dostrzegł jak drżała mu dłoń.

Dobrej nocy, Jurij. Trzy słowa, takie proste, niezobowiązujące, a przyniosły ze sobą pełne napięcia oczekiwanie na to, co może wydarzyć się kolejnego dnia.

To dopiero było niesamowite!

Rozdział 4 – Zimowe czary

Obudziła się, gdy na zewnątrz wciąż panował mrok. Wstała, przygotowała sobie herbatę i otulona szalem, podeszła do okna.

Śnieg znów padał, a świat wydawał się pięknym, pełnym magii miejscem. Tylko że Sara tym razem nie podziwiała widoków. Myślała zupełnie o czymś innym, o kimś innym.

Niezwykle lekko się z nim rozmawiało. Przyjemnie patrzyło, zwłaszcza gdy się śmiał, żartując z całkiem banalnych rzeczy. Nie poruszał osobistych tematów, nie próbował flirtować, chociaż dostrzegła jak ukradkiem taksuje ją wzrokiem, jak wlepia spojrzenie w jej usta czy piersi. Ciekawe jakim człowiekiem był naprawdę? Miał kogoś na stałe? Nie wspomniał o tym, lecz to akurat nie było dziwne. Może powinna zapytać wprost?

Mam trzy dni – powiedziała zamyślona. – Na co mi ta wiedza? Nie zostanę dłużej, on pewnie nie przyjedzie. Trzeba korzystać z chwili, dobrze się bawić i broń boże, zbyt wiele sobie nie wyobrażać. To potrafi zwieść na manowce.

Nigdy nie należała do osób, które zaczynały znajomość od łóżka. W stosunku do Jurija, ten delikatny pocałunek, to i tak było spore odstępstwo od zasad, które wyznawała. Poza tym świeżo co zerwała ze swoim chłopakiem i na razie nie myślała, o czymś nowym. Damian był jej pierwszą miłością, chociaż przez ostatni rok ta miłość jakby gdzieś się ulotniła, spowszechniała. Sara wiele razy zastanawiała się jaki był tego powód, lecz nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie.

A Jurij był na razie cudownym towarzyszem, ekscytującą nowością.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Ejże, niech Sara też ma coś od życia 😁

  2. A
    Anna
    | Odpowiedz

    A kiedy następna część? Może jeszcze w ostatnim dniu starego roku? 🙂
    Wszystkiego naj z Nowym Rokiem i oby był tylko lepszy od poprzedniego:)

  3. A
    Aaaaa
    | Odpowiedz

    Babeczkooooo
    Kiedy kolejna część?
    Ja tu usycham…..

Napisz nam też coś :-)