Miesiąc przed pełnią księżyca (całość)

with 14 komentarzy

baśń rosyjska w wersji dla dorosłychJedna z dzisiejszych niespodzianek, tym razem płatnych. Będą dziś jeszcze inne, więc zapraszamy, abyście dziś często zaglądali na motyle 🙂 bo niektóre maja bardzo krótką datę przydatności do spożycia ;-D

UWAGA! Bardzo ważna sprawa dotycząca zakupu w sklepie. Gdy już przechodzicie na platformę, gdzie macie wybrać rodzaj banku, pod tym są zgody, których musicie udzielić. I tu uwaga, bo wielu czytelników zgłasza mi ten problem. Platforma hotpay w trosce o klienta uruchomiła usługę POK - program ochrony kupujących. Niestety, aby "wykupić" sobie taka gwarancję, należy za nią zapłacić. Jeśli odhaczycie jeden kwadracik za dużo, to wtedy doliczy wam bonusową kwotę... I tutaj zdziwienie 😮 Usluga fajna, ale nie dla małych sum 🙁 Dlatego proszę, uważajcie co klikacie!

.

Małżeństwo miało przypieczętować sojusz. Było doskonale przemyślanym układem politycznym, w obliczu korzyści którego, nie liczyły się nawet uczucia dwojga przeznaczonych sobie ludzi. Zresztą, wiedzieli oni o swym losie już od kołyski. Taki był zwyczaj i nikt się z nim nie kłócił, nikt nie starał się go zmienić. Królewskie rody rządziły się własnymi prawami, jakkolwiek brutalne by one się nie wydawały.

Stolica Lacetoni była potężnym, rozległym miastem. Wieże zamku pięły się w górę, a ich czubki znikały w gęstych chmurach. Za zamkiem rozciągał się nieprzebyty ocean, a u podnóża płynęła wzburzona rzeka, oddzielająca twierdzę do zabudowań miejskich. Lecz nic tu nie było dziełem przypadku, wszystko starannie rozplanowano, każdy detal rozmieszczenia budynków i każdy detal ich murów. Jedynie wnętrze raziło pewną kiczowatością, bowiem ostatnie władczynie miewały dość kiepski gust oraz żywiły nieopanowaną miłość do różnego rodzaju bibelotów i ozdób pochodzących z zamorskich krain. Władców zaś bardziej zajmowały wyprawy wojenne i rządzenie niż detale urządzania zamkowych komnat.

Na jednej z wieży, w okiennym wykuszu siedziała dziewczyna. Uciekła tu, by choć przez chwilę odetchnąć od nałożonych na nią obowiązków. Też pochodziła z szlacheckiego rodu, ale od dawna nikt się tym szlachectwem nie przejmował. Konkretnie od dnia, gdy pradziadek przehulał w karczmie resztę rodzinnego majątku. Teraz to ona i jej siostry płaciły za rozrzutność przodków. Każda z nich ciężko pracowała na swe utrzymanie. Przy czym słowo ciężko, nie było eufemizmem, pomyślała z przekąsem Livia, zeskakując z szerokiego parapetu. Posłała ostatnie, tęskne spojrzenie dalekiemu światu, po czym pośpieszyła do komnat księżniczki.

Wielkimi krokami zbliżał się długo oczekiwany dzień. Wesele i ślub. Sojusz. Nawet odrobinę zazdrościła pannie młodej, bo narzeczony kiedy przybył z wizytą, wydał się wszystkim niezwykle przystojny i szarmancki. Legendy głosiły też, że był niezwykle waleczny. Same zalety, niewiele wad. Uśmiechnęła się pod nosem. Cóż, służba o jednej wiedziała na pewno. Pan książę nie pozostał obojętnym na uroki pewnej panny pokojowej i podczas pobytu tutaj, spędził wiele miłych chwil w jej towarzystwie. Oczywiście sowicie ją za to wynagradzając. Czyli zupełnie tak bez skazy nie był, pomyślała Livia, wiążąc tasiemki fartucha. Zresztą, to nie była jej sprawa.

Z westchnieniem przystąpiła do wypełniania swych obowiązków czyli czyszczenia ogromnych arrasów, na których przedstawiono bohaterskie czyny członków królewskiego rodu. Nawet weszła za jeden z nich, znajdując za grubą, ciężką tkaniną niewielką wnękę. Zanim zdążyła się zastanowić co robi, usiadła na kamiennej ławce i zamarła.

Do pomieszczenia, które pełniło też często rolę królewskiej komnaty narad, weszło kilka osób. Wzburzony głos władcy przeplatał się z innymi, wśród których Livia poznała jeszcze dwóch doradców, trzech ministrów i bardzo zasmucony głos królowej.

Jak to przysłał żądanie? Przecież już od wieków, nie dawał znaku życia! – mówiła władczyni. – I dlaczego akurat nasza córka?

Dawał moja droga, dawał. Ale zazwyczaj żądał niewolników, kamieni szlachetnych, czasem broni.

Nic nie mówiłeś.

Nie chciałem cię martwić.

I widzisz do czego to doprowadziło – wytknęła mu, podczas gdy cała reszta zachowała pełnej zadumy milczenie. Za to Livia siedziała jak przysłowiowa mysz pod miotłą. Od razu zorientowała się, o czym rozmawia królewska para.

Lacetoni było potężne, bogate i niezależne. Lecz istniał ktoś, kto zwyciężył całą armię, dotarł do stolicy, a następnie zażądał płacenia sobie corocznego okupu. To było dawno, bardzo dawno temu, nawet pradziadek hulaka dziewczyny był wtedy jeszcze zasmarkanym chłopaczkiem. Wielki Czarnoksiężnik nie niszczył, nie palił i nie brał do niewoli, choć nic nie stało mu na przeszkodzie. Zawarł umowę, skrupulatnie realizowaną przez kolejnych władców. Z czasem upominał się o swój legat coraz rzadziej. Zwykli ludzie opowiadali sobie o nim legendy, myśląc, że już dawno umarł, a ich świat został ocalony od złego ducha, zamieszkującego wyspę na samym środku wielkiego oceanu. Jak widać, nie była to prawda, a kłamstwo, skrzętnie ukrywane przez panującą władzę.

Co teraz zrobimy? – spytała drżącym głosem królowa.

Nic. Olina niech się przygotuje.

Nie! – krzyknęła. – Moja jedyna córka! Takie wiązaliśmy z nią nadzieje! Nie możesz!

– Arleno, muszę. – Król acz przybity, był również stanowczy. – Wiesz czym grozi niedotrzymanie warunków umowy? Zagładą naszego kraju.

Co mnie to obchodzi. Moja Olina! – zawodziła królowa. – Przecież wiesz, że poprzednie panny przepadały bez śladu. Twoja siostra, siostra twego ojca i cała reszta. Bez najmniejszego śladu! Zamordowane przez to monstrum! Kto wie, może też torturowane!

Najdroższa, nie przesadzaj. Nie ma żadnego potwierdzenia…

Jest! Brak kontaktu od nich!

Nikt nie ma kontaktu z Wyspą.

To sługa zła! Ohydny starzec, o naznaczonym ciemnością ciele i jeszcze mroczniejszej duszy. A ty chcesz mu dać!…

Kolejny jęk, a Livi zrobiło się nieoczekiwanie gorąco. Zły Czarnoksiężnik nie miał imienia, bo prosty lud bał się je wymawiać. W nocy, przy ognisku, opowiadano sobie o jego krwawych czynach, wyuzdanych praktykach, ofiarach składanych z niewinnych, zwłaszcza dzieci, o tym, że żywi się ludzkim mięsem, a ludzką krew pijał jak wino. Był wszechpotężny i całe szczęście niezbyt zainteresowany całkowitą władzą nad światem. Zresztą, już miał takową, bo gdziekolwiek by się nie pojawił, nienawidzono go i wielbiono, niczym jednego z bogów.

Zemdloną królową wyniesiono z komnaty, a król krótko naradził się zresztą. Postanowiono powiedzieć Olinie, aby miała czas z wszystkimi się pożegnać. I przygotować. Najgorsze było odwołanie małżeństwa z księciem, ale nikt nie mógł stanąć na drodze Czarnoksiężnikowi.

Na cały zamek spadła żałoba. Potem wypełzła za jego mury, dotarła do granic i bez problemu je przekroczyła. Olina na przemian mdlała i spazmowała, ale od ojcowskiej decyzji nie było odwołania.

– Idź do komnaty księżniczki, trzeba tam posprzątać – powiedziała ochmistrzyni, przybierając ponury wyraz twarzy. – Za dwa dni przybędzie po nią narzeczony. – Ostatnie słowo niemal wypluła. Nikt nie odważył się sprzeciwić władcy, chociaż wielu po cichu złorzeczyło Czarnoksiężnikowi.

Dobrze. Czy straż mnie wpuści?

Tak. Uprzedziłam ich, że przyjdziesz.

Komnata tonęła w półmroku. Sprzęty były poprzewracane, drobne bibeloty chrzęściły pod butami przy każdym kroku. Widać księżniczka dość ogniście okazała swe niezadowolenie. Teraz leżała na ogromnym łożu z baldachimem, nieruchomo, jakby w letargu. Livia ostrożnie zaczęła sprzątać, ale nie dało się tego robić w całkowitej ciszy.

A, to tylko ty – powiedziała obojętnie dziewczyna. Twarz miała opuchniętą od płaczu, złociste włosy potargane.

To tylko ja – mruknęła Livia. Układała, wycierała i zbierała, aż dotarła do okna. To, co przez nie ujrzała, zatrzymało ją w półkroku.

Pani – powiedziała zdławionym głosem. – Przybywa!

Jak to? Już? – Księżniczka poderwała się z łóżka i jednym susem dopadła okna. – Och bogowie, za wcześnie! On nie zdąży mnie… – I umilkła gwałtownie, wpatrując się w zaskoczoną Livię.

Domyślasz się, co chciałam powiedzieć?

Tak. Ale przysięgam, zatrzymam to dla siebie.

Nie będziesz musiała – Olina skuliła się, opierając o ścianę. – Dawen miał przybyć, aby zmierzyć się z Czarnoksiężnikiem, wyzwać go na pojedynek. Jeszcze się nie pojawił, być może w ogóle nie przybędzie. Nie dziwię mu się – dodała markotnie.

Nie dziwisz? – Livia również oparła się o ścianę, ramię w ramię z księżniczką.

To potwór, a nie człowiek. Zamieniłby Dawena w przydrożny pył. Aż tak mój książę mnie nie kocha – dodała z ironią. – Będę musiała zaakceptować nieuniknione i udać się w nieznane.

W nieznane? – Livia spojrzała na horyzont, na bezkresny ocean i niezwykle błękitne niebo tuż nad nim. – W nieznane – powtórzyła z nagłą tęsknotą.

Ty byś chciała?

Nie wiem. Ale istnieją gorsze rzeczy od życia, które wiodę – odparła z goryczą. – A co mam w perspektywie? Pijanych wielmożów, którzy chętnie zaciągnęliby mnie w ustronne miejsce. Zostanie kochanką bogacza, albo żoną wiecznie umęczonego biedaka.

Ładna jesteś, nawet bardzo. – Księżniczka zerknęła na nią z namysłem. – Niejedna na urodzie daleko zaszła.

Przez alkowę – Livia uśmiechnęła się cynicznie. – Przepraszam, muszę chyba wracać do pracy.

Zmiotła resztę potłuczonych skorup, poprawiła pościel na łóżku i już chciała wyjść, gdy księżniczka nieoczekiwanie zapytała.

Jak ci na imię?

Livia wasza wysokość.

Tamta z uśmiechem skinęła głową. I to wszystko. Drzwi zamknął za nią postawny strażnik, podczas gdy pozostałych dwóch bacznie się jej przyglądało. Lecz to było mało ważne. Livia wróciła do swoich obowiązków, szybko zapominając o dziwnej tęsknocie, która nawiedziła ją w komnacie księżniczki.

Gdy do portu wpłynął statek o żaglach czerwonych jak krew, w zamku zapanowała panika. Lecz szybko okazało się, że Czarnoksiężnik ani myślał przybyć po oblubienicę osobiście. Przysłał jedynie swego pomocnika, wysokiego, kościstego mężczyznę o jasnych włosach i surowej twarzy. Zresztą ten szybko wyprowadził wszystkich z błędu. Jakie zaślubiny? Jaka oblubienica? Jego pan po prostu miał taki kaprys i ani myślał się żenić. Królowa ponoć zemdlała, słysząc te słowa. A Livia następnego dnia znów została wysłana do komnaty księżniczki.

Moja szata. Już nie ślubna – skrzywiła się Olina pokazując bogato haftowaną suknię i wszystkie dodatki do niej. – Jak widzisz, ja też skończę jako kochanka, a kto wie, może nawet i gorzej. Chyba że chcesz się ze mną zamienić?

Livia zamarła. W oczach miała dwa pulsujące znaki zapytania. A księżniczka rzuciła swą bombę i teraz z zapartym tchem czekała na reakcję.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Jakie ja mam zaległości w płatnych opowiadaniach:( czy wiecie mniej wiecej kiedy gotowa bedzie płatność SMS?:))

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nic nie mów… Ożywiona korespondencja mailowa pomiędzy motylami, informatykiem, a hotpayem trwa… Mam nadzieję, że nie do przyszłej wiosny 😀

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Livia chyba nie zna powiedzenia: “Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.” To “nieznane” może okazać się takie, że wolałoby się go nigdy nie poznać. Ale cóż, do odważnych (albo głupich) świat należy.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niby tak, ale gdyby nie wrodzona ludzka ciekawość, to nadal byśmy siedzieli na drzewach, wydłubując pchły spod pachy 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he, wizja tego wydłubywania mnie powaliła. Nie dostrzegłam, że (całość) i nie chciałam wyrywać się przed szereg:)

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    A mi się to opowiadanie bardzo podoba 🙂 Czarnoksiężnik – mroczy mężczyzna, silny charakter. Livia może głupiutka i naiwna, ale dzielna mimo wszystko, przynajmniej w jakimś stopniu. Z tym złem było najlepsze. Kobiety poświęcone wyższej mocy, by Czarnoksiężnik mógł nadal siać postrach wśród ludu. Fajne, apetyczne opowiadanie w sam raz na wolne popołudnie lub wieczór 🙂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Ja nie mówię… a raczej nie piszę, że mi się nie podoba, tylko, że Livia wykazała się totalną lekkomyślnością/bezmyślnością/pustą ciekawością. Co do czarnoksiężnika – mroczność, silny charakter – ok, ale… sorry, Winnetou – gwałcić usta kobiety, gdy gwałci ją kto inny? Po czarnoksiężniku spodziewałabym się czegoś bardziej wyszukanego. A to zwykły…. nie będę się wyrażać w sobotnie popołudnie:) Liczy się to, że potrafił zatrzymać ohydztwo, że CHCIAŁ to zatrzymać, że nie był w stanie zabić Livii. A skoro Livia go pokochała, to co mnie do tego? Jej wybór.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ja tak sobie myślę, że skoro on miał być złą postacią, to trzeba było jakoś to pokazać. A, że nasza Babeczka wymyśliła to, a nie coś innego, to już kwestia naszych gustów i jej pomysłów 🙂 Tylko nie myśl, że jestem zwolenniczką gwałcenia kobiecych ust czy gwałtu w ogóle. Ja nie Blanka Lipińska.

      • J.Gibson
        |

        Nie wywołuj wilka z lasu?

      • Jo Winchester
        |

        Boisz się, że Blania wkroczy na motyle? 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Mnie po prostu dziwi, że taki niby wielki, mroczny czarnoksiężnik zadowalał się spółkowaniem zespół wespół. A i całe to jego miasto – ruja i poróbstwo. Gdzie tu magia? Chmara napalonych samców zachowujących się jak… nawet nie wiadomo do czego to porównać. Zwierząt obrażać nie będę. Pomysł ze smolistą, czarną mgłą i jej mackami – super. Tak jak i pomysł na historię, a że mnie czarnoksiężnik rozczarował? No bo ja rozwydrzona czytelniczo jestem i już mi się w głowie i w d… poprzewracało:) Co do gustów i pomysłów to ja nie dyskutuję, bo niektóre z moich fantazji samą mnie wzdrygają:) Mimo to, na zapoznanie się z twórczością Blanki Lipińskiej ochoty nie mam. Co nieco kłóci się z mym światopoglądem – jeśli sama czegoś nie obejrzę, nie przeczytam, nie zobaczę, to nie opiniuję. Ale tak w sumie, to czy ja powiedziałam/napisałam, że twórczość pani Lipińskiej jest be? No właśnie. Tak więc, mogę spać spokojnie. A propos opiniowania, to jestem świeżo po obejrzeniu “Green Book” i uważam, że warto ten film oglądnąć. Bardzo mi się podobał. Zapewne jest wiele głosów, z wielu środowisk, że film obraża, umniejsza, upraszcza, sugeruje jedyne właściwe odpowiedzi, wzmacnia stereotypy itp., ale mnie się po prostu film bardzo podobał. I jak się będziecie zastanawiać na co by tu do kina pójść, to uwzględnijcie w tych rozważaniach “Green Book”.

      • Babeczka
        |

        Bo to zboczony czarnoksiężnik był i tyle ;-D

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Chyba każdy jest trochę taki rozwydrzony czytelniczo, jak to określiłaś. Każdy ma swój jakiś gust i każdemu podoba się coś innego, coś innego go rozczarowuje, ekscytuje, itd. I dobrze, inaczej świat byłby nudny.
    Ja też Blanki nie czytałam, aczkolwiek wystarczyły mi niewielkie fragmenty w prześmiewczej recenzji/streszczeniu? Sama nie wiem, które określenie bardziej pasuje, mam gdzieś linka. Jeśli zechcesz, podeślę Ci.
    Zerknę, o czym ten film, bo nie kojarzę tego tytułu. Swoją drogą, gdzie chadzasz do kina? W Przeworsku jest jakieś czy może jeździsz do Rzeszowa?

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Linka podeślij – poczytam. No proszę Cię, oczywiście, że w Przeworsku jest kino! Wszak my miasto powiatowe jesteśmy:) A tak serio, to przeworskie kino “Warszawa” ma się wcale nieźle – możesz przez internet kupić bilet, panowie na kasie są mega uprzejmi, jakość dźwięku i obrazu jest ok, tak więc, serdecznie zapraszam. Jedynym mankamentem są foteliki (za ciasno), ale da się przeżyć.

Napisz nam też coś :-)