Na zawsze XI

with Brak komentarzy

ebook erotyczny
 

Alice zobaczyła Jasona, siedzącego nad stertą dokumentów. Ciemne włosy miał w nieładzie, rękawy koszuli podwinięte, wyglądał na zmęczonego, ale i tak uważała go za najprzystojniejszego faceta na świecie. Jeszcze dwa dni temu, gdyby ktoś ją zapytał, czyj związek przetrwa dłużej: jej i Jasona, czy Rose i Alexa, bez wahania postawiłaby na przyjaciółkę i króla. A tymczasem oni się rozstali, a Alice mała wkrótce zostać żoną. Uśmiechnęła się smutno. Wcale nie spieszyło jej się do małżeństwa, Jason był spełnieniem jej marzeń, ale tak naprawdę nic o nim nie wiedziała.

Kontemplujesz widoki? – spytał Jason.

Nie sądziłam, że wiesz o mojej obecności...

Kochanie, jaki pożytek miałyby ze mnie siły specjalne, gdybym dawał się zaskoczyć?

Nie jesteśmy w wojsku, a ja nie jestem wrogiem.

Poniekąd. Mogłabyś być ich tajną bronią, przy tobie jestem bezsilny.

Aha.

Wstał i podszedł do niej, żeby ją pocałować. Przedłużyła pocałunek i skończyła go dopiero, kiedy Jason oddychał ciężko i miał pociemniałe z pożądania oczy.

A to za co?

A nie zasłużyłeś? – Uśmiechnęła się. – Za wszystko, co robisz dla mnie i Rose.

Jak ona się trzyma?

Średnio. Poszła na nocny dyżur do szpitala.

Masz ochotę na kolację na mieście? Odwiózłbym cię potem do domu.

Nie, dziękuję. Chyba, że ty jesteś głodny.

Zapytam kucharza, może zrobi mi coś na szybko.

A jak idą sprawy z Nicole?

Wciąż szukam źródła przecieku... Sprawdzam wszystkich moich pracowników.

Skąd wiesz, że to któryś z nich?

Po prostu wiem.

A gdyby spróbować z drugiej strony? Wypytać Nicole?

Nicole nie jest zbyt skora do rozmów, a my nie możemy na nią naciskać. Jej ojciec wciąż liczy się na scenie politycznej.

Wy nie możecie, ale ja... – Alice westchnęła i objęła Jasona za szyję.

Nie mieszamy spraw prywatnych i zawodowych, pamiętasz?

Dla mnie to sprawa tylko prywatna. Sprawa Rose. Jestem na Alexa zła, ale też nie chcę, żeby to się tak skończyło.

Pocałowała Jasona w usta. Tak bardzo potrzebowała jego bliskości... Czuła się dziwnie zagubiona.

Mmm, ciężko mi się myśli – wyszeptał, wsuwając ręce pod jej bluzkę. – Do tego zmierzasz?

Jason... – wyszeptała, kiedy zaczął całować jej szyję.

Słucham, kochanie? Wolisz, żebyśmy przenieśli się do łóżka?

Nie sądzę, żebym dała radę tak długo poczekać… – zachichotała i rozpięła trzy górne guziki od jego koszuli, a potem zdjęła mu ją przez głowę.

Jakby tylko czekał na pozwolenie, szybko rozpiął spodnie. Ściągnęli z siebie ubrania najszybciej, jak potrafili. Nie mogła doczekać się, aż będą nadzy, aż poczuje rozpalony język Jasona na swojej skórze, jego szorstki zarost na szyi, dekolcie... Chciała mieć go jak najszybciej... Co ją opętało? „To tylko mężczyzna, taki sam, jak każdy inny… – zdążyła pomyśleć.”

O, tak... – wyjęczała, kiedy bez żadnego wstępu w nią wszedł. Była wilgotna, ciepła…. Gotowa.

Ich ciała ocierały się o siebie, gorączkowo, jakby każda sekunda była cenna, jakby zaraz ktoś miał im przerwać... Przecież mieli dużo czasu, a nasycić wszystkie zmysły w jedną noc to i tak niemożliwe. Zacisnęła dłonie na jego pośladkach i przyciągnęła jego biodra do swoich.

Alice, Alice, jeśli nie przestaniesz, zaraz będzie po wszystkim.

Mhm – zamruczała. – Chcę tego.

Tęskniłaś za mną? Tęskniłaś za tym?

- Tak, och... - Wiła się pod nim w oczekiwaniu na ekstazę.

- Moja dziewczynka... Kocham cię.

Ciało zareagowało instynktownie. Doszła, wstrzymując powietrze, żeby nie krzyczeć. Jason wyczuł zaciskające się na nim mięśnie i też skończył, wtulając się we włosy kochanki.

Ręka Jasona błądziła po nagim ciele Alice. Siedziała na jego kolanach, drżąc jeszcze po tym, co między nimi zaszło. Nie spodziewał się tego, ale kolejny raz przekonał się, że była nieobliczalna. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko. Prawy obojczyk Jasona nosił ślady zębów, ale myślał o tym z satysfakcją. Tym razem sprawił jej prawdziwą przyjemność, pozbawił ją kontroli nad sobą, chyba pierwszy raz, odkąd się poznali. Gdzieś w głębi serca czuł jednak żal, że Alice zbliża się do niego tylko wtedy, kiedy opanowuje ją dziwny, melancholijny nastrój, którego źródła nie rozumiał. Że nie potrafi do niej dotrzeć inaczej, niż kiedy ona ma chwilę słabości. Westchnął.

Chcę tak zostać – wymruczała. – I o niczym nie myśleć.

Przeziębisz się.

Dlaczego mówisz w liczbie pojedynczej? Jesteś jakimś nadczłowiekiem, Jason?

Mógłbym być, dla ciebie... O czym tak bardzo chcesz nie myśleć?

O wszystkim. O Rose i Alexie. O Johnie...

Zawiesiła głos i dotarło do niego, że jest coś jeszcze. Ktoś jeszcze, o kim nie chce myśleć. Facet z Croydon, który złamał jej serce i nauczył jej nienawiści do mężczyzn.

John przyleci jutro wieczorem wojskowym samolotem.

Aha. Nie mówiłam Rose o nim. Dość ma już zmartwień.

Możesz przekazać jej dobre wiadomości. Wygląda na to, że poskładali go całkiem nieźle. Wyjdzie z tego.

Wyjdzie z tego fizycznie – poprawiła go Alice. – Dostanie psychologa od stresu pourazowego?

Nie wiem. Różnie z tym bywa.

Jeśli nie, ja będę jego psychologiem. Poinformujesz mnie, w którym szpitalu leży?

Pewnie. Masz gęsią skórkę, musisz się ubrać – pocałował ją w czoło.

Nie miała ochoty. Tak bardzo się bała, że jej szczęście zniknie. Wszystko było takie nierealne, z resztą przykład Rose i Alexa mówił sam za siebie...

Chciałabym, żeby tak było zawsze.

Przed nami jeszcze wiele takich dni, obiecuję. – Delikatnie zsunął ją sobie z kolan. – Idę coś zjeść. I wiesz co? Zatrzymam cię na noc tutaj.

Tutaj? W sensie... w bibliotece?

Nie, w pałacu. Będę czuł się lepiej, wiedząc, że nie dręczą cię koszmary.

To miał być żart, ale jej oczy zmieniły wyraz. Z niebieskich zrobiły się prawie szare, jak niebo w zimowy poranek.

Jason... – powiedziała innym tonem i nagle poczuł, jakby ktoś przed nim zamykał jakieś drzwi.

Przepraszam, przepraszam, nie miałem nic złego na myśli. – Zaczął ją całować po twarzy. Jej ciało było chłodne, sztywne. – Kochanie, przepraszam. Po prostu chcę się tobą zaopiekować, pozwól mi.

Nie wiem, czy potrafię ci pozwolić – westchnęła. – Jestem zmęczona. Powiedz mi, gdzie jest twoja sypialnia, bo marzę o tym, żeby położyć się do łóżka.

Zaprowadzę cię.

Głupi. Przez jedno zdanie mógłby zepsuć to, co udało mu się osiągnąć. Zabrał ją do sypialni, wygrzebał z szafy jakiś t-shirt do spania i poczekał, aż zaśnie, w jego ramionach, żeby samemu pójść do kuchni, a potem wrócić do sterty papierów, porozwalanej trochę przez pośpiech, w jakim się rozbierali...

Hej, Alice. Gdzie byłaś? – spytała Rose, kiedy przyjaciółka wślizgiwała się rano do mieszkania. Trochę zaspała, a Jason nie miał sumienia jej budzić, dlatego starała się przyjść niezauważona. Nie udało jej się. Lekarka siedziała przy kuchennym stole z kubkiem gorącej herbaty.

U Jasona. – Wcale nie chciała mówić tego Rose, ale nie miała zamiaru jej oszukiwać.

W pałacu?

Tak.

Wiesz, kogo widziałam na nocnym dyżurze? – spytała lekarka, ignorując odpowiedź Alice.

Nie. Nie mam pojęcia.

Emmę, ex Jasona.

Emmę? Co ona robiła w szpitalu?

Spotyka się z Tomem. To znaczy... Chyba Tom będzie jej robił nowy nos.

Że też Jason miał taką dziewczynę... Wiesz, że John przyleci niedługo? – spytała Alice i zaczęła opowiadać przyjaciółce szczegóły dotyczące bosmana Greya.

Myślisz, że pozwolą nam się z nim zobaczyć?

Rose, jeśli nie pozwolą, wejdziemy tam przez dach, szyb wentylacyjny, cokolwiek. Obiecuję ci, że będziemy stałymi bywalczyniami przy jego łóżku. On musi wiedzieć, że nie jest sam.

Skoro takie jest zalecenie pani psycholog – ironizowała Rose.

Nie mów, że masz coś przeciwko – roześmiała się Alice.

Widziałam Alexa – powiedziała Alice, po chwili ciszy.

Właśnie skończyła robić sobie herbatę i siadła obok przyjaciółki.

No i?

Prosił, żebym mu pomogła w twojej sprawie. Odmówiłam.

Sama nie wiem, co mam myśleć. Chyba lepiej zakończyć to teraz, niż później...

Jeśli jesteś pewna, że nie chcesz mieć z nim już nic wspólnego? Po tym, co przeszliście, co was łączyło? Chemia, biologia… I tak dalej.

Nie wiem, Alice. Po prostu nie wiem.

Dobrze. Cokolwiek postanowisz, będę cię wspierać. Jason też. Tylko idź już się przespać, bo wyglądasz na zmęczoną.

Dobranoc.

Dobranoc, ja idę do pracy. Jak wrócę, kupię coś do jedzenia. Lody. I pizzę. I urządzimy sobie babski wieczór, jeśli dziś nie masz dyżuru.

Nie mam. To dobry pomysł – uśmiechnęła się smutno.

***

Nie nadaję się do związku – jęknęła Alice, dopijając kolejnego drinka. Rose popatrzyła na puste butelki stojące w równym rządku na blacie. Jak to możliwe, że pochłonęły takie ilości alkoholu? – Muszę iść na psychoterapię.

Dlaczego tak myślisz?

Poznałam takiego faceta, jak Jason i robię wszystko, żeby to spieprzyć. Nie byłam gotowa, żeby uprawiać z nim seks, nie byłam gotowa, żeby poznać jego rodziców, a teraz nie jestem gotowa, żeby wziąć z nim ślub, a jednak nie robię nic, żeby to powstrzymać. I nieuchronnie zbliżam się do katastrofy.

Jason jest dość... hmm, władczy. Może nie tak, jak Alex, kiedy przemawia publicznie, ale ten jego wojskowy ton...

I co? Myślisz, że tak to działa? On jest władczy, a ja to biedna, bezbronna istotka? – uśmiechnęła się Alice. – Nie, to nie może tak być. Faceci zawsze robili to, co ja chciałam. Nawet taki głupek, jak Victor... Robił DOKŁADNIE to, co miał robić, żeby wpaść w moje sidła. Nagle straciłam tę moc.

Więc może się zakochałaś?

Czy zakochanie to stan, kiedy boisz się komuś zaufać?

Chyba. – Rose sięgnęła po pudełko z lodami. – A boisz się?

Tak. Widzisz, myślałam, że jak już znajdę odpowiedniego faceta, to będzie, jak z tobą... Jakbyśmy znały się milion lat.

Bo my się znamy milion lat, Alice. Mężczyźni są inni. To inny gatunek.

Do tej pory gatunek bardzo prosty i przewidywalny. A nagle pojawił się taki książę na białym koniu... Przepraszam, Rose, pojawił się taki Secret Service i cały mój światopogląd runął. Co ze mnie za psycholog.

Ale w czym jest problem, bo chyba się pogubiłam?

W tym, że miałam o sobie wysokie mniemanie, a teraz czuję się, jak we mgle.

Coś mogłabym ci powiedzieć na ten temat. – Rose westchnęła i odstawiła puste pudełko. – Po prostu nie wiesz, co będzie dalej. Nie wszystko da się przewidzieć i zaplanować. O to ci chodzi? Prawdziwa miłość to chaos, Alice. Tracisz kontrolę nad swoimi uczuciami, tracisz perspektywę, przestajesz się chronić, dopuszczasz ludzi blisko siebie, wpuszczasz ich do środka i mogą cię zranić.

Tak. Wpadam w panikę i myślę, że to pułapka. Że nikt nie powinien być tak blisko.

Miłość to pułapka. Nie masz nad tym kontroli, to jakby ktoś prowadził samochód, którym jedziesz… Niby wiesz, że ktoś jest dobrym kierowcą, ale zawsze istnieje ten niepokój, że coś może pójść nie tak i się rozbijecie. Poza tym, co jeśli w połowie drogi będziesz chciała zawrócić albo pojechać inną drogą?

Alice popatrzyła na nią z ukosa.

Nie jesteś obiektywna. Alex nie pocałował Nicole, ale i tak cię to zabolało.

Tak jakby sprawdziły się moje najgorsze obawy...

Samospełniająca się przepowiednia? Pozorna korelacja?

Może. Nie mogę ustrzec się przed tym, przed czym ostrzegali mnie inni... Że to najbardziej pożądany facet w kraju i że stanowi swojego rodzaju trofeum, czy tego chce, czy nie.

Na to nie ma recepty – zamyśliła się Alice.

Jedź do niego.

Do Alexa?

Nie, do Jasona.

Teraz? Jestem pijana.

Ja zaraz i tak pójdę spać, a ty wróciłaś od niego rano taka rozpromieniona. Bierz od niego tyle, ile ci daje, bo wcześniej, czy później pojawią się kłopoty.

Co za optymizm. Na pewno mam jechać, Rose?

Pewnie. No już, dzwoń po taksówkę. Nie, czekaj, zamówię ci ubera, a ty się ogarnij i spakuj majtki na zmianę.

Roześmiały się obie, a ciemnowłosa zniknęła w pokoju.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)