Na zawsze XIII

with Brak komentarzy

ebook erotyczny
 

Alice wiedziała, że Jasona nie ma w pałacu, ale postanowiła na niego poczekać. Jej przepustka obejmowała prawie wszystkie pomieszczenia. Była świadoma, że jeśli wejdzie do gabinetu szefa Secret Service, system to odnotuje. Tylko, czy coś dziwnego było w odwiedzaniu gabinetu narzeczonego?

Na biurku Jasona papiery poukładane były w dwa stosy. Na samej górze jednego z nich zobaczyła teczkę podpisaną "Nicole Scott". Ogarnęło ją nieprzyjemne wrażenie, że gdzieś jest też teczka z nazwiskiem Alice Grand. Zawahała się i sięgnęła po dokumenty.

To, co przeczytała o Nicole, nie było dla niej zaskoczeniem. Większość informacji dotarła do niej wcześniej, przez Rose. Pozostałe były nieistotne. Więc naprawdę nie mieli nic... Na końcu znalazła parę zdjęć, robionych z ukrycia. Hmm, ładna torebka... Alice znała tę markę z Croydon, to ciekawe, że w Lacroix ta firma też miała swój butik. Pani psycholog popatrzyła na adres zameldowania panny Scott, a potem wpisała w swoim smartfonie nazwę luksusowych torebek. Miała dobre przeczucie, tylko jeden sklep oferował je w Lacroix, znajdujący się na dodatek w galerii niedaleko mieszkania Nicole. Starannie poskładała i odłożyła akta na miejsce. Przejrzała grzbiety książek stojących na regałach i wybrała jedną z nich. Siadła na fotelu szefa Secret Service i zaczęła czytać.

Taką szefową mógłbym mieć – powiedział Jason, patrząc na kochankę.

Hmm, nie wiem, czy mógłbyś skupić się na pracy. – Zamknęła książkę. – Jak mylisz, Rose i Alex się pogodzą?

Są na to duże szanse. Philip powiedział, że umówił ją i Johna Greya na piątek.

Do piątku jeszcze tyyyle czasu – westchnęła, a on obszedł biurko i położył ręce na jej ramionach. Jego dłonie były ciepłe i miękkie, przyniosły jej natychmiastowe ukojenie po męczącym dniu.

Ustalmy datę – powiedział.

Ślubu?

Tak.

Czegoś się boisz, Jason? Nie musimy się aż tak śpieszyć...

Niczego się nie boję. To na ciebie czekałem całe życie... Nie chcę czekać dłużej!

Pewnie sądzisz, że się rozmyślę...

Ani mi się waż. – Pocałował ją w szyję.

Hmm... – Poddała się jego dotykowi i oparła policzek o jego dłoń. Ostatnio miał wrażenie, że Alice złagodniała. Przestała z nim walczyć, ciągle uciekać i zaczynali zachowywać się, jak para.

Alice, może pojedziemy gdzieś na weekend tylko we dwoje?

Na ten weekend? Mam zostawić Rose samą?

Może tak będzie lepiej. Ciężko oprzeć się pokusie, żeby nie ingerować w relację jej i Aliexa, ale jak coś pójdzie nie po naszej myśli...

Masz rację – oznajmiła, wstając. – Ale nie zabieraj mnie do swojej rodziny.

Zabiorę cię na bezludną wyspę. – Przytulił ją do siebie. – Nic nie oderwie twoich myśli ode mnie.

Masz przy sobie broń? – spytała, bo poczuła, że coś twardego wbija jej się w żebra.

Aha. Jesteś jej przeciwniczką?

Nie. Nauczysz mnie z niej korzystać?

Nie musisz umieć strzelać. Zawsze będę przy tobie, żeby cię obronić. – Pocałował ją w usta.

Bardzo, bardzo romantycznie. Ale kto obroni ciebie? – roześmiała się.

Rose pojechała do Johna, żeby z nim porozmawiać.

Jak się czujesz? – spytała.

Bez zmian. Na razie nie chcę nigdzie jechać.

John, jest szansa na to, że nie pojedziesz... – zaczęła.

Jak to? Przecież mówiłaś, że protesty Alice nie przyniosły żadnych efektów... Nawet opinia profesora z jej uniwersytetu nic nie wskórała.

Rozmawiałam z królem Alexandrem. Zmieni decyzję twoich przełożonych.

Rose! To cudownie. – John chwycił ją za ręce i przyciągnął do siebie. Zesztywniała. Nie chciała, żeby jakikolwiek mężczyzna, oprócz Alexa, ją dotykał. – Przepraszam.

To nic, po prostu... – westchnęła i objęła Johna. – Strasznie za nim tęsknię, John. Strasznie.

Dziękuję, że poszłaś do niego mimo wszystko...

Alex wspominał coś o tym, że być może będziesz musiał zmienić jednostkę.

Wiem, obecni dowódcy uznają mnie za zdrajcę, jeśli zignoruję ich wytyczne i nie pojadę do misję.

Myślałeś o tym, co chciałbyś robić?

Możemy na ten temat teraz porozmawiać?

Tak, John. Zapraszam cię na kawę w ramach terapii.

***

John miał na sobie garnitur i Rose stwierdziła, że wygląda świetnie, chociaż się nie ogolił. Zarost nadawał mu łobuzerskiego charakteru. Siedli w pokoju przylegającym do gabinetu Alexa i czekali na swoją kolej. John się nie denerwował, wiedziała, że potrafił świetnie trzymać emocje na wodzy. Za to ona... Pozornie była spokojna, ale wszystkie myśli i uczucia kłębiły się w niej od kilku dni. Nie mogła spać, nie mogła jeść, nie mogła skupić się na niczym, bo przed oczami wciąż miała Alexa stojącego przy oknie z niewzruszoną miną, kilkadziesiąt sekund po tym, jak trzymał ją w objęciach... Popatrzyła na Johna. "Dlaczego nie mogłam zakochać się w kimś takim, jak on?" – Pprzeszło jej przez myśl.

Panno Montgomery, panie Grey, proszę – powiedział Philip, wpuszczając ich do pokoju.

Król przyglądał się Johnowi, jakby zobaczył go pierwszy raz. Rose miała wrażenie, że ocenia jego wygląd i imponującą budowę. Dla niej to Alex był ideałem. W końcu król podał żołnierzowi rękę. Zacisnął przy tym usta, co znaczyło, że nie był zadowolony. Ale dlaczego? Czyżby zazdrość? Usiedli.

To zaszczyt, że pan służy dla naszego kraju, bosmanie Grey – powiedział Alex. – Przejrzałem pana osiągnięcia dzisiaj rano. Są imponujące.

"Aha, potrzeba kontroli daje o sobie znać – pomyślała Rose.”

Dziękuję, wasza wysokość.

Rose mówiła mi o przebiegu pana terapii... Na tyle, na ile pozwala jej na to tajemnica zawodowa, oczywiście. Rozumiem, że zgadza się pan z nią, że pański wyjazd na misję w tej chwili to nie jest dobry pomysł.

Zgadzam się z Rose w stu procentach. Wiem, że mógłbym zawieść moich kolegów w czasie tej misji, a bardzo bym nie chciał ich narażać.

Nie mam powodów, żeby nie wierzyć w pana słowa, tak samo, jak nie mam powodów żeby podważać opinię Rose i panny Alice Grand. Proszę mi powiedzieć, gdzie chciałby pan być przeniesiony...

To zależy, jakie mam opcje.

Nieograniczone – powiedział król.

"Jest miły, ale to nie mój Alex – pomyślała.” Rozmawiali, a ona się im przyglądała. "Może mojego Alexa już nie ma?" Czasem zwracał się do niej po imieniu, ale słyszała w jego głosie rozdrażnienie, jakby nie chciał, żeby tu była. Więc po co ją zaprosił? Spokojnie odpowiadała na pytania odnośnie zdrowia Johna. Po dwudziestu minutach miała tego dość. Philip przyszedł z jakimiś dokumentami, co dało Rose chwilę na odetchnięcie. Żałowała, że to nie Jason jest obok, jego obecność podniosłaby ją na duchu. Ale Jason wymyślił sobie ten romantyczny wyjazd z Alice, z dala od cywilizacji. Alex podpisał pośpiesznie parę stron, a potem wrócił do omawiania planów z Johnem. Ci dwaj zdawali się dogadywać.

Philip, zadzwoń do admirała Davisa. Spytaj, czy może tu przyjechać w ciągu godziny. Ma pan jakieś plany na wieczór, panie Grey?

Nie.

A ty, Rose?

Przesunęła spojrzenie z Philipa na króla.

Nie, nie mam.

Może zjemy razem obiad?

Nie wiedziała, do czego zmierzał.

Dobrze.

***

Dokąd mnie prowadzisz? – spytała Alice. Jason zawiązał jej oczy czarną opaską.

Czy ktoś ci już mówił, że jesteś strasznie niecierpliwa?

Aha, milion razy.

Dowiesz się w swoim czasie.

Czy będziemy robić coś niemoralnego? – Oparła ręce o jego piersi.

Może.

Pocałowała go z prawdziwą pasją. Ciężko mu było zapanować nad sobą, kiedy to robiła, ale musiał, bo inaczej jego plan spełzłby na niczym.

Nie jedźmy nigdzie. Chcę spędzić z tobą leniwy weekend w łóżku – wyszeptała.

Kochanie, obiecuję ci, że nie pożałujesz.

Jason... – Wsunęła dłoń pod jego koszulę. Wydał z siebie pomruk zadowolenia.

Co najwyżej opóźnisz nasz wylot o parę godzin...

Wylot? A spakowałeś mój paszport?

Nie będzie nam potrzebny. Chodź.

Jak mam iść, skoro nic nie widzę?

Alice, ufasz mi, czy nie?

To pytanie, chociaż miało zupełnie niewinny kontekst, zabrzmiało bardzo poważnie. Zastanawiał się, jak je wycofać, żeby jej nie zezłościć. Alice milczała, bo nagle odkryła, że zna na nie odpowiedź. Pierwszy raz od dawna czuła, że może polegać na jakimś mężczyźnie. Ten spokój w jej sercu i myślach był miły, ale obawiała się powiedzieć to na głos.

Ufam ci, Jason. Czy nie zgodziłam się wyjść za ciebie za mąż?

Myślałem, że zgodziłaś się, żeby zrobić na złość wszystkim obecnym wtedy przy stole...

Hmm, to też. – Uśmiechnęła się zawadiacko.

Dobrze, że też.

Pozwolisz mi sterować śmigłowcem? – spytała, a uśmiech nie schodził z jej twarzy, odkąd Jason zdjął jej opaskę.

Kochanie, chciałbym spędzić z tobą jeszcze mnóstwo czasu, mieć dzieci, a nie najbliższe pięć minut, które stanie się naszymi ostatnimi, jeśli zasiądziesz za sterami...

Będziemy mieli dzieci? – zdziwiła się. – Nie rozmawialiśmy o tym.

To chyba oczywiste.

Nigdy nie miałam instynktu macierzyńskiego, ale mógłbyś kupić mi psa.

Dobrze – uciął, bo nie chciał rozmawiać z Alice na ten temat. Był pewien, że zmieni zdanie.

Muszę przyznać, że wyglądasz bardzo seksownie jako pilot. Może jednak przełożymy ten start, bo nie ręczę za siebie. – Uśmiechnęła się.

Rozejrzał się po kabinie, jakby naprawdę rozważał taką możliwość. A przecież żartowała!

Będziemy mieli dla siebie cały weekend, a ja jestem przyzwyczajony do bodźców rozpraszających uwagę...

Takich bodźców? – Położyła rękę na jego nodze, bo tylko tyle dała radę się wychylić z mocno zapiętych pasów.

Lepiej się trzymaj – powiedział i uruchomił silniki.

Kilkadziesiąt minut później...

Przestań wstrzymywać oddech, Alice – powiedział Jason, kiedy wylądowali. – Udusisz się.

To było niesamowite! – oznajmiła.

Latanie z tobą to prawdziwa przyjemność. – Rozpiął jej kask, a potem pasy. Zatrzymał rękę na jej obojczyku. – Serce bije ci bardzo szybko.

Pocałuj mnie, Jason, już. – Uśmiechnęła się.

Hmm, pani życzenie jest dla mnie rozkazem.

Pocałował ją, a ona zamieniła ten pocałunek w prawdziwe szaleństwo. Zanim się zorientował, rozpinała guziki jego kurtki, siedząc mu na kolanach...

Chyba jednak spodoba mi się ten weekend – wyszeptała.

***

Rozmawiali we trójkę przy stole, ale między Rose a Alexem dalej było napięcie, widział to nawet John. Wkrótce do ich towarzystwa dołączyli admirał Davis i Philip. Król przedstawił im swoją decyzję o przeniesieniu Johna do innego oddziału i kontynuowaniu terapii u Alice. Admirał nie ukrywał niezadowolenia, że Alex wtrącił się w sprawy wojskowych. Kelner podał im obiad. Rosa zaczęła myśleć o tym, jak pierwszy raz siedziała przy tym stole, a Alex złożył jej swoją propozycję... Teraz ich spojrzenia spotykały się przypadkowo, ale król szybko się odwracał. Jak bardzo się zmienił od tamtego czasu... Patrzyła w swoje danie, zupełnie bez apetytu i dotarła do niej smutna prawda. "On próbuje ignorować mnie i moje uczucia, tak samo, jak ignoruje swoje." Po przystawce poszła do łazienki. Kelner zaprowadził ją wąskim korytarzem, a przecież doskonale wiedziała, gdzie to jest. Zamknęła za sobą drzwi...

Nie chciała, żeby Alex był dla niej taki nieprzyjemny. Nie chciała go widzieć, kiedy się tak zachowywał, ale musiała tam wrócić i stawić mu czoła. Wybrała numer Alice, ale telefon przyjaciółki był poza zasięgiem... Postanowiła odczekać chwilę, zanim wróci do towarzystwa. Poczuła się taka bezsilna, że zaczęła płakać, siadła pod ścianą na zimnej podłodze. Nagle usłyszała kroki na korytarzu, otarła szybko łzy i starała się przybrać obojętny wyraz twarzy. "Kogo ja oszukuję?" – zastanawiała się, kiedy do łazienki wkroczył Alex... Poważny i potężny.

Rose, proszę cię, nie płacz – powiedział. – Co się dzieje?

Dobrze wiesz, co.

Nie, nie wiem.

Dlaczego chciałeś, żebym tu przyjechała?

Ponieważ patrzenie na ciebie sprawia mi przyjemność, księżniczko.

Jesteś dla mnie raczej chłodny.

Podszedł do niej.

Powstrzymuję się przed pocałowaniem cię. Nie lubię się powstrzymywać przed czymkolwiek. To mnie denerwuje. Denerwuje mnie, że nie mogę cię dotykać, przytulać, budzić się przy tobie...

Alex...

W czasie naszej pierwszej rozmowy powiedziałem, że chciałbym w kimś budzić takie emocje, jakie w tobie budzi Alice, ale nigdy nie chciałem, żebyś przeze mnie płakała, Rose. Co mogę zrobić, żebyś poczuła się lepiej?

"Jest między nami coś, co równocześnie nas odpycha i przyciąga – pomyślała."

Jeden pocałunek? – spytała w końcu, po dłuższej chwili ciszy.

Z przyjemnością.

Delikatnie musnął ustami jej usta. W sekundę zmienił się w czułego Alexa i jego ręka powędrowała wzdłuż pleców Rose tylko po to, żeby zatopić się w jej włosach.

Alex... – zaczęła znowu płakać.

Już dobrze, jestem przy tobie. – Objął ją mocno. – Zawsze będę na ciebie czekał. Nie chcę nikogo innego, tylko ciebie.

Mogę już iść do domu?

Nie chcesz wracać do Greya i Davisa? Powiem, że źle się poczułaś... Możesz jechać do domu, szofer cię odwiezie. Albo idź do mojej sypialni, powiem wszystkim, że cię odwiózł... Rose, proszę cię, nie płacz już...

Dotknął jej szyi, a wkrótce do jego palców dołączyły także usta.

Chciałabym po prostu o tobie zapomnieć.

Wiem, kochanie. Wiem. – Pogłaskał ją po policzku. – Może damy sobie nawzajem trochę czasu, dobrze? Skoro i tak między nami znowu do czegoś doszło, może spróbujemy rozstać się kiedy indziej?

Mówisz serio?

Nie chcę, żebyś cierpiała...

Wiesz, że to donikąd nie prowadzi, niczego nie załatwia...

A czy twoje zachowanie tutaj daje mi jakiś wybór?

Przepraszam.

Nie przepraszaj. Masz prawo czuć się źle. Tylko nie płacz... – Pocałował ją w usta. – Poczekasz na mnie w pokoju? Porozmawiamy później?

Tak. Naprawdę mogę nie wracać na kolację?

Bosmanowi Greyowi nic z mojej strony nie grozi. To dobry żołnierz, nie stanie mu się krzywda, obiecuję.

Dziękuję.

Patrzyła kilka sekund na niego i odeszła w kierunku jego sypialni.

Rose rozejrzała się po sypialni. Tak niewiele się zmieniło od czasu, kiedy była tu ostatni raz, a jednocześnie tak wiele przeżyła w międzyczasie emocji, tęsknoty. Pomyślała, że może głupio upierała się przy swoim, bo nawet jeśli Alex miał być zwykłym macho, to może warto by było przedłużyć tę bajkę... "Nie, nie, zrywamy plaster! – pomyślała." Była tak zmęczona, że położyła się na łóżku. Pachniało Alexem, a ten zapach przenikał jej zmysły... Zamknęła oczy i przypominała sobie jego delikatny dotyk... Dotyk, który stawał się coraz gwałtowniejszy. Poczuła jego usta wpijające się w jej, bez chwili na oddech, zatraciła się w nim całkowicie...

Nagle usłyszała skrzypnięcie drzwi, ktoś wszedł do sypialni, aż podskoczyła przestraszona, ale w drzwiach stał Alex. Oczy otworzyły jej się szeroko ze zdziwienia, musiała zasnąć, to był tylko sen... To był sen, który stał teraz przed nią, przyglądając się w milczeniu. Jego oczy płonęły, pewnie tym samym żarem, który trawił Rose. Podbiegła do niego, zaczęła całować. Alex podniósł ją i zaniósł w kierunku do łóżka.

 

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)