Na zawsze XVIII

with Brak komentarzy

królewski romans
 

Jason wkroczył do pokoju na komendzie niczym burza. Rzucił się na przesłuchującego ją policjanta i uderzył nim o stół. Strużka krwi pociekła z wargi funkcjonariusza na blat...

Jason! – Alice była zaskoczona brutalnością męża. – On tylko wykonuje swoją pracę. Poza tym i tak nic mu nie powiedziałam, bo nic nie wiem!

Skurczybyki, wykorzystali nasz ślub jako pretekst! Jako twój mąż nie mogę nakazać im cię wypuścić... Ustawa antynepotyczna. Od dziś jesteśmy spokrewnieni... Won mi stąd. – Uniósł policjanta za koszulę i popchnął go w stronę drzwi.

Złożę na pana skargę, panie Howlett.

To składaj, mam immunitet. Albo możemy załatwić to po męsku. – Jason uniósł pięści w geście gotowości do walki.

Alex może kazać mnie wypuścić – powiedziała Alice.

Alex zniknął. Ma wyłączony telefon. Rose też.

Pewnie zabrał ją na jakieś odludzie, z dala od cywilizacji... Rano mieli sprzeczkę...

Więc musimy poczekać.

Nie tak wyobrażałam sobie naszą noc poślubną... – Alice położyła ręce na stole, przed sobą.

Ja też, kochanie, ale ktokolwiek jest za to odpowiedzialny, zapłaci mi...

Jason usiadł naprzeciwko niej i przesunął kciukami po jej nadgarstkach.

O co w tym chodzi?

Podobno mają jakieś nagranie twojej rozmowy z Rose, gdzie przyznajecie się do szpiegostwa na rzecz Instabergu.

Co?

Alice, to bardzo ważne, przypomnij sobie, mówiłaś coś takiego?

Jason, to były żarty, po dwóch butelkach wina. I wcale nie przyznałyśmy się do szpiegostwa, ktoś musiał wyrwać coś z kontekstu! Ja nie jestem szpiegiem.

Wiem, Alice. Obiecuję, że cię stąd wyciągnę, muszę tylko znaleźć Alexa...

Pewnie są w letniej rezydencji... Sprawdź salon w pałacu. Ktoś musiał umieścić tam podsłuchy.

Wiesz, że chciałbym zostać tu z tobą... Ale i tak nic nie mogę teraz zrobić.

Chyba, że się rozwiedziemy... – Uśmiechnęła się smutno. – Aha. I jeszcze jedno... Trzymaj Rose z daleka od tego wszystkiego, nie chcę, żeby ją też aresztowali.

Pocałował ją mocno, aż jęknęła, a potem wstał szybko. Drzwi otworzyły się i zobaczyli w nich starszego rangą policjanta.

Panie Howlett... – zaczął ten ze strachem.

Właśnie wychodziłem. Moja żona nic wam nie powie, jest niewinna.

Nie będziemy... Wie pan, polecenie prokuratora... Ale ja też uważam to za nieporozumienie.

Jason zatrzymał się tuż przy oficerze i popatrzył na niego z góry.

Jeśli dowiem się, że choćby włos spadł jej z głowy...

Alice z rozbawieniem pomyślała, że nawet najlepsze fryzjerki i najdroższe odżywki nie są w stanie zapobiec utracie przez nią włosów, a co dopiero paru policjantów.

Oczywiście, że będzie tu dobrze traktowana, z resztą to na pewno sytuacja przejściowa i krótkotrwała, panie Howlett. Wkrótce będzie pan mógł zabrać żonę do domu.

Jak tylko skontaktuję się z Alexem... – mruknął Jason i wyszedł.

Alice poczuła, że humor, który poprawił jej się na widok Jasona, znów zaczyna się psuć... To przygnębiające, została aresztowana, zmuszona do spędzenia nocy na komendzie... Całkiem sama. Jak jakaś kryminalistka. Oficer policji przyglądał jej się z zainteresowaniem, ale nie zwracała na niego uwagi... Komu zależało tak bardzo na pozbyciu się jej i Rose? To oczywiste, że prokurator podlegał pod Donovana, ale kto je podsłuchiwał? I po co, skoro wiadomo było, że Alex ją z tego wyciągnie...

Pani Howlett? – spytał policjant.

"Może aresztowanie to ostrzeżenie?" Zastanawiała się Alice...

Pani Howlett?

Dopiero po chwili dotarło do jej świadomości, że to do niej zwrócił się policjant.

Słucham?

Nie ma potrzeby, żeby pani dłużej tu była. Przesłuchanie zakończone.

A tak, dziękuję.

Proszę za mną.

Jason docisnął pedał gazu do podłogi. Miał nadzieję, że Alex i Rose będą w letniej rezydencji, bo jeśli Alice nie miała w tej kwestii racji, on straci dużo czasu... Każda sekunda bez niej wydawała mu się wiecznością. Świadomość, że Alice siedzi w jakimś areszcie, a on nie może nic zrobić, była straszna. Ze złości wbił palce w skórzaną kierownicę i zaczął wyprzedzać. Jakiś samochód z naprzeciwka zatrąbił na niego. Zwolnił i zjechał na swój pas. "Spokojnie, Jason, martwy jej nie pomożesz..." – pomyślał, ale wszystko w nim się gotowało. Odkąd poznał ciemnowłosą przyjaciółkę Rose, wyjątkowo często dawał się ponieść emocjom... Wcześniej uchodził za szorstkiego, ale racjonalnego. Pani psycholog przewróciła jego życie do góry nogami...

Jego telefon zapiszczał. Dzwonił Philip. Jason włączył guzikiem na kierownicy zestaw głośnomówiący.

Namierzyłeś Alexa?

Nie, ale mam dla ciebie wieści odnośnie podsłuchów...

Philip był jedna z niewiele osób, którym mógł obecnie zaufać. Nie chciał wtajemniczać w sprawę zbyt wielu pracowników. Wśród nich czaił się zdrajca.

Tak?

Znaleźliśmy ślady, jeszcze świeże, ale żadnych urządzeń. Ktoś je zdementował.

Nie wiem, co mam zrobić, żeby zapewnić Alice bezpieczeństwo? Wywieźć ją na księżyc? – zapytał bardziej sam siebie, niż Philipa. – Nawet w pałacu nie można czuć się swobodnie.

Jason, spróbujemy użyć psa tropiącego... Ale nie nastawiamy się na sukces.

Dobrze, tylko pamiętaj, im mniej osób wie, tym lepiej.

Pamiętam, pamiętam. Daj znać, jak znajdziesz Alexa i Rose. Martwi mnie to ich zniknięcie.

Chyba będę musiał założyć mu GPS w samochodzie... – warknął. – Już naprawdę nie wiem, co robić...

Znajdziesz ich. A Alice to twarda dziewczyna, nie da sobie zrobić krzywdy.

Obiecałem ją chronić, a nie przewidziałam, że jako jej mąż odbieram sobie prawo do tego. Cholerna ustawa. Złapałem się w pułapkę.

Przygotowuję akt prawny, poprawkę, która w przyszłości umożliwi ci uchylenie nakazu prokuratora w stosunku do każdej osoby, nawet z rodziny. Jako szef Secret Service będziesz podlegał tylko Alexowi. Bezpieczeństwo króla przede wszystkim.

Rose poczuła dziwne mrowienie, kiedy weszli do letniej rezydencji. Coś się stało? A może to miejsce tak na nią zadziałało... To tu była na pierwszej randce z Alexem, nieświadoma jeszcze, jak daleko wszystko zajdzie... Minęło tak niewiele czasu, a tak dużo się zmieniło... Pomyślała, że może Alice ma rację, może trzeba się cieszyć tym, co daje los, a nie przejmować przyszłością. Kto wie, co będzie dalej... Może w Lacroix też wybuchną zamieszki i ona i Alex uciekną na bezludną wyspę, mając tylko siebie?

Chciałbym poznać twoje myśli... – powiedział Alex. To był długi dzień, a poranna kłótnia wydawała im się teraz bardzo odległa... Jak to możliwe, że od tamtego momentu minęło dopiero kilkanaście godzin?

Podeszła do niego, bardzo blisko. Zielone oczy wpatrywały się w niego zawzięcie. Zbliżyła do niego swoje usta. Przymknął oczy.

Alex?

Mmm?

Lubię ten moment, kiedy czekasz, aż cię pocałuję.

Czy ten pocałunek będzie oznaczał zgodę między nami? – spytał, nie otwierając oczu.

Wzięła jego dłoń i położyła ją powyżej swojej lewej piersi.

Strasznie szybko bije ci serce.

I stres ściska mi w żołądek – wyszeptał.

Musnęła ustami jego usta. Poczuł dreszcz przebiegający po plecach. Pocałował ją, bo nie mógł doczekać się, kiedy ona pocałuje jego.

Proszę cię, Rose Elisabeth Montgomery, zostań moją żoną... – klęknął przed nią.

Hmm...

Zapewniam cię, że zrobię wszystko, żeby ochronić twoją prywatność.

Wszystko, czyli co? Wyobrażasz sobie, że żona króla pozostanie anonimowa?

Nie wiem. Nie sprzeczajmy się o to teraz. Przyjmiesz mnie, czy mam tak klęczeć całą noc? – Ujął jej prawą dłoń i wsunął na jej na palec pierścionek, nie czekając na zgodę. Był zbyt uroczy, zbyt pewny siebie, żeby mogła zaprotestować...

Jason zaparkował przed letnią rezydencją Alexa z piskiem opon. Na szczęście samochód króla stał na podjeździe, więc on musiał być w środku. Drzwi otworzyły się i zobaczył zdziwione miny Alexa i Rose. Całe szczęście, że nie przerwał im czegoś bardziej intymnego.

Jason! Tak myślałem, że to ty... Czy ktoś jeszcze miałby pilota do bramy?

Gdzie Alice? – Wszystkie zmysły Rose podpowiadały jej, że przyjaciółka ma kłopoty.

W areszcie, została oskarżona o szpiegostwo, a ja, jako jej mąż, nie mogę nic zrobić, żeby ją wydostać.

Dlaczego?

Ustawa antynepotyczna.

Jaka? – spytała Rose.

Wysocy rangą urzędnicy, jak Jason, nie mogą uchylać decyzji innych organów, jeśli chodzi o ich najbliższych... – wytłumaczył. – Takie zabezpieczenie przed załatwianiem prywatnych spraw za pomocą stanowiska.

Ale chodzi o Alice! – Rose nie kryła oburzenia.

Jason, daj mi swój telefon, zadzwonię, do kogo trzeba – zamruczał Alex. – Oskarżyli Alice o szpiegostwo? Na jakiej podstawie?

Podsłuchali rozmowę Alice i Rose, jakieś wyrwane z kontekstu żarty... To nie ma najmniejszego sensu, Alex. Ktoś uparł się, żeby ci zaszkodzić. Zaszkodzić Rose.

Rose pomyślała, że robi się coraz mniej ciekawie. Alice w areszcie! I znowu podsłuchy... Ponownie naszły ją wątpliwości, co do jej przyszłości u boku Alexa. Może to całkiem normalne w życiu króla, ale jej na pewno nie! Była skromną dziewczyną, chciała po prostu wykonywać swoją pracę i cieszyć się życiem u boku ukochanego. Od czasu do czasu napić się wina z przyjaciółką bez obaw, że to będzie miało jakieś konsekwencje... Poza bólem głowy, oczywiście.

***

Alice zobaczyła Jasona i podbiegła do niego. Wziął ją w objęcia, kiedy zaczęła go całować. Oczy miał podkrążone, nie spał całą noc, sprawdzając kolejny raz akta wszystkich pracowników, nie zdążył się ogolić, więc jego zarost drapał ją w szyję. Dobrze, że przynajmniej zmienił koszulę. Ta była idealnie wyprasowana i jeszcze sztywna...

Chodź, kochanie, daliśmy już przedstawienie kolegom policjantom, teraz czas na paparazzi...

Paparazzi?

Sępy krążą pod komendą. Myślą, że aresztowana była też Rose... Jak się czujesz?

Dobrze.

Nie wiem, jak ty to robisz, wyglądasz cudownie. – Pocałował ją i wziął jej twarz w swoje dłonie. – Bardzo cię kocham, wiesz...

Ja ciebie też, Jason. Dzięki, że mnie z tego wyciągnąłeś.

Przecież nic nie zrobiłaś...

Wiem, ale gdybyśmy nie żartowały z tego tematu z Rose, nie mieliby się czego przyczepić... Już więcej nie będę.

To nie wasza wina. Pałac powinien być waszą enklawą. – Jason przyciągnął ją do siebie.

Nie jesteś swoim samochodem?

Nie, i wywiozę cię inną drogą.

Alice westchnęła. Nigdy by nie przypuszczała, że stanie się bohaterką takiej historii... Ale obecność Jasona, jego pewność siebie, podnosiła ją na duchu. Ciekawe, że wcześniej to ją w nim denerwowało, ale teraz czuła się bezpiecznie. Otworzył jej drzwi do samochodu.

Nie powinieneś uderzać tego policjanta – powiedziała. – Podobno ma pękniętą szczękę.

Gapił ci się w dekolt.

Mój drogi, musisz przyzwyczaić się do myśli, że nie chodzę w golfach. Jestem twoja, pamiętasz? – Pomachała mu ręką z obrączką przed oczami.

Stanąłem w twojej obronie.

Nie jesteśmy w liceum, cywilizowani ludzie zachowują się inaczej.

Ale ja nic innego nie mogłem zrobić!

Zapięli pasy. No tak, bezsilny Jason ujawnił swoją drugą naturę... To miło łechtało jej ego, ale zdawała sobie sprawę, że tak nie można...

Muszę chyba wziąć urlop na żądanie – zamruczała Alice.

Załatwiłem to już.

Ty za to musisz się przespać. – Położyła rękę na jego kolanie.

Nie mogę, jestem już bardzo blisko ... Zostało mi kilka osób na liście podejrzanych.

Będziesz ich torturował? – zażartowała, ale to wcale nie zabrzmiało śmiesznie. Jason wyjechał na ulicę, a ona zobaczyła tłum dziennikarzy przed główną bramą... Nie spodziewali się, że szef Secret Service użyje drogi ewakuacyjnej.

"Dobrze, że Rose tu nie ma" – pomyślała.

Hmm, tak poszłoby mi o wiele szybciej... Ale nie, kochanie, po prostu zamierzam zadawać im podchwytliwe pytania...

I myślisz, że dowiesz się, kto za tym stoi? Za moim aresztowaniem, podsłuchami w pałacu?

Nie. Jeśli to ta osoba, o której myślę, to ona zaprowadzi mnie do Donovana, a Donovan... Zaczynam mieć wątpliwości, że działa sam.

Ja też – powiedziała, chociaż wcale nie zamierzała wypowiadać tego na głos.

Alice, tylko trzymaj się od tego z daleka...

Dobrze. Dostałam już nauczkę.

***

Rose poszła do szpitala na dyżur. Jak dobrze było zająć umysł czymś innym... Przebierała się w fartuch, kiedy do pokoju wszedł Tom.

Dobrze, że jesteś, Rose – powiedział. Miło jej było słyszeć te słowa. – Mamy nagły wypadek, muszę lecieć na salę operacyjną. Zajmiesz się pacjentem z dziewiątki?

Wręczył jej kartę.

A co mu jest?

Trzydzieści dwa lata, silny ból brzucha, nudności, wymioty. Podejrzenie zatrucia ołowiem, jest konserwatorem dzieł sztuki...

Dobrze.

Następnym razem będziesz asystować, teraz wziąłem Javiera.

W porządku.

Rose przejrzała kartę i poszła do sali.

Dzień dobry, nazywam się Rose Montgomery, jestem pana lekarzem...

Dzień dobry, Ian Carpenter.

Popatrzyły na nią duże, niemal czarne oczy. Facet miał jednak jasnobrązowe włosy i to stanowiło dziwny kontrast. Jego uśmiech był ujmujący i tajemniczy, a równiutkie, białe zęby potęgowały wrażenie amanta filmowego.

Pozwoli pan, że pana zbadam, panie Carpenter?

Oczywiście, kobiecie takiej, jak pani, pozwoliłbym na wszystko, doktor Montgomery.

Był miły, zabawny i gdyby serce Rose nie należało do innego, z pewnością zabiłoby mocniej... Skierowała go na badania i wróciła do kolejnych pacjentów, ale to dziwne spojrzenie wciąż ją prześladowało.

Oto Rebel G.:

Rebel Girl – kocha podróże, gotowanie i domowe wypieki, fanka motocykli. W pracy poukładana, zorganizowana, analityczna, otwarta i ekstrawertyczna, prywatnie – emocjonalna introwertyczka. Pisze od dziecka, ma nadzieję stworzyć kiedyś coś dłuższego, na bazie własnych doświadczeń, bo sytuacje z jej życia czasem deklasują rzeczywistość.

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)