Nataniel (I)

with 3 komentarze

 

Anastazja stała przy oknie, z nieruchomym spojrzeniem wbitym w biel pokrywającą ulice i chodniki, w wirujące wokół własnej osi płatki śniegu. Zimą zmierzch nadciągał dużo szybciej. Był jej sprzymierzeńcem, całunem okrywającym intymne myśli, murem pomiędzy nią a resztą świata. Noc wydobywała z każdej rzeczy mrok, chybotliwym cieniem kładła się na szarej, pełnej trosk i wyzwań codzienności. A tych Nastce, jak pieszczotliwie nazywali ją najbliżsi, ostatnio nie brakowało.

Samotniczka z wyboru rzucona nagle na głęboką wodę. Po śmierci rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym, została prawnym opiekunem piętnastoletniego Wojtka i oraz siedemnastoletniej Klary. Została też właścicielką wcale nie tak małego majątku. Kamienicy w centrum miasta, doskonale prosperującej małej restauracji i kilku mieszkań. Problem polegał na tym, że ona wcale tego nie chciała. Wolała zacisze biblioteki, w której pracowała. Kochała zapach książek, ale kochała też swoich bliskich, dlatego po tragedii nie zaprotestowała ani razu, mężnie biorąc na swoje barki wszystkie obowiązki. A tych z każdym dniem przybywało, tak samo zresztą jak problemów. Wojtek pobił kolegę, który wylądował w szpitalu. Klara wróciła pijana z imprezy. Pracownicy nie szanowali Anastazji, bo nie miała siły przebicia i kompletnie nie sprawdzała się w roli szefowej. Na sam koniec pojawili się jeszcze oni, trzech mężczyzn, bardziej przypominających zlepek mięśni niż normalnych ludzi, żądający opłaty za tak zwaną "ochronę".

To przelało szalę goryczy. Jąkająca się, zakłopotana i czerwona ze wstydu Nastka odwiedziła pobliską komendę, gdzie zgłosiła sprawę, ufna, iż ktoś jej pomoże. Jednak została jedynie poklepana po główce, z zapewnieniem, że to się załatwi. Kobieta nie miała pojęcia, iż załatwienie polegało na wykonaniu telefonu do odpowiedniej osoby i przekazaniu informacji o niesubordynacji "klientki".

Z pozoru błaha decyzja miała stać się punktem przełomowym w jej życiu.

Ostatni z pracowników zniknął za drzwiami i Anastazja odetchnęła. Mogła teraz wydrukować raport z kasy, zrobić podsumowanie, napić się herbaty i odpocząć. To była chwila dla niej, jedna z niewielu w ciągu doby, gdy naprawdę była sama. Magiczna, regenerująca siły, dająca wolę do walki o każde kolejne jutro. Sięgnęła po pękaty kubek, nalała nieco zimowego naparu i uzupełniła resztę gorącą wodą, plasterkami pomarańczy i gwiazdkami anyżu. Czasami dodawała jeszcze miód, ale dziś miała ochotę na bardziej pikantną wersję. Z kubkiem w jednej ręce, a papierami w drugiej, usiadła przy stoliku i wtedy gwałtownie otworzyły się drzwi wejściowe. W zasadzie to zostały otwarte potężnym kopniakiem, który bez problemu pokonał lichy zamek. Gdyby Anastazja opuściła kratę, intruz nie miałby najmniejszych szans, ale zazwyczaj robiła to sam koniec, po zgaszeniu świateł.

Nie, nie intruz. Intruzi.

Skamieniała z przerażenia przyglądała się trzem mężczyznom, z których jednego mgliście pamiętała z poprzedniej wizyty. Dwóch pozostałych widziała pierwszy raz w życiu, chociaż miała zapamiętać na bardzo długo.

Witaj laleczko. – Jeden z nich chwycił krzesło i obróciwszy je, usiadł, kładąc ramiona na oparciu. Skórzana kurtka opinała szerokie ramiona, a sprane dżinsy znakomicie uwypukliły wąskie biodra. Był wysoki i w porównaniu do towarzyszy, bez przerostu formy nad treścią. Włosy miał przycięte tak krótko, iż ciężko było rozpoznać ich kolor, cerę smagłą, twarz szczupłą, o wyraźnie trójkątnym podbródku, wysokich kościach policzkowych i szramach szpecących całą lewą stronę. Usta wąskie, wykrzywione w sardonicznym uśmiechu, a oczy... Nigdy wcześniej nie spotkała się z taką intensywnością spojrzenia. Ich jasno–szare tęczówki otoczone były ciemniejszym pierścieniem i czarnymi jak węgiel rzęsami, co jeszcze uwypuklało kontrast, pogłębiając wrażenie niesamowitości.

To był mężczyzna, który musiał się cieszyć powodzeniem u kobiet. Przynajmniej tych mniej bystrych, które nie dostrzegały chłodu jego spojrzenia, obojętności pobrzmiewającej echem w głębokim głosie i błysku czystego wyrachowania. Które nie dostrzegały, że jego seksowny uśmiech nie docierał do oczu, będąc jedynie grymasem ust.

Czego chcecie? – zapytała odważnie, chociaż czuła tak ogromny strach, że gdyby wstała, to nie utrzymałby się na nogach.

Czas się skończył, poza tym nieładnie tak donosić. – Tym razem w uśmiechu błysnęły mocne, białe zęby, nie wiadomo dlaczego przywodząc na myśl drapieżnika, szykującego się do ataku. – Nie bój się, nie zabijemy cię. To nie leży w naszym interesie.

Zapłacę – zapewniła go drżącym głosem.

Zapłacisz – potwierdził obojętnie. – Tego jestem pewien. Ale najpierw... – Energicznie wstał, kopniakiem posyłając krzesło pod ścianę.

Najpierw udzielimy ci lekcji.

Znów się uśmiechał, ale tym razem dostrzegła w tym uśmiechu pełne satysfakcji okrucieństwo. Zamierzone, wysublimowane i niewróżące nic dobrego okrucieństwo.

Zerwała się na równe nogi. Trzy metry za plecami miała drzwi na kuchnię, które mogła zamknąć. Wystarczyło się za nimi znaleźć.

Nie dała rady. Silna dłoń brutalnie zacisnęła się na jej karku i wtedy Anastazja zaczęła krzyczeć. Ten krzyk urwał się równie nagle, jak zaczął, gdy męska dłoń zakneblowała jej usta.

Zamknij się suko! – Wywarczana obelga była zaledwie początkiem. Drobna kobieta nie miała najmniejszych szans w starciu z trzema rosłymi mężczyznami. Mocne uderzenie w twarz pozbawiło ją na kilka minut przytomności, a gdy się ocknęła...

Przywiązali ją do jednej ze smukłych kolumienek, z taką siłą wykręcając ramiona do tyłu, że miała wrażenie, iż wyrwali je ze stawów. Była też naga, wystawiona na ich szydercze, pełne pogardy spojrzenia. Chociaż, gdyby to tylko była pogarda. W oczach napastników dostrzegła coś na kształt złośliwej radości, satysfakcji z przewagi, którą nad nią mieli, zaprawionej lubieżnością.

Ocknęłaś się? To dobrze, mamy tylko kilka godzin na szkolenie. Najpierw się przedstawimy. Jestem Nataniel, a to Piotr i Grzesiu. – Musiał być ich przywódcą, bo dostrzegła przez łzy, że dwaj pozostali trzymali się za jego plecami. Wystudiowanym ruchem zdjął kurtkę, odwieszając ją na stojące w pobliżu krzesło, po czym z namysłem rozejrzał się dookoła. W rogu pomieszczenia stało drzewko cytrusowe, do którego teraz podszedł. Ułamał jedną z gałęzi, oczyścił ją z liści i wrócił do zastygłej ze strachu Anastazji.

Pomyślał, że jest naprawdę piękna. Niewysoka, ale wyjątkowo harmonijnie zbudowana, o jasnej, alabastrowej skórze, na której nie było widać żadnych niedoskonałości. Złociste włosy otaczały szczupłą twarz, w której dominowały ogromne zielone oczy i cudownie pełne usta. Mały nosek, subtelnie zarysowane jasne brwi, smukła szyja i te cycki! Całkiem spore, jędrne, ze sterczącymi sutkami, które aż prosiły, by się nimi zabawić.

Zaczniemy łagodnie. – Znów się uśmiechnął i sekundę później zaatakował. Pierwszy cios był zaskoczeniem, ale zaraz potem pojawił się przeszywający ból. Bez jakiejkolwiek litości okładał cienką witką nagie piersi, mocno, z wściekłością, która jemu przyniosła ulgę, a jej niesamowite cierpienie. Kiedy zaczęła krzyczeć, drugi z mężczyzn podszedł i zatkał jej usta. Nie mogła się poruszyć, bo każde drgnięcie kończyło się kolejną falą bólu wygiętych ramion. Nie mogła nic zrobić, jedynie błagać w duchu, aby przestał. Ale on bił dalej, bez opamiętania, jakby w amoku, rozcinając delikatną skórę.

Dwadzieścia – oznajmił z satysfakcją. – Wystarczy.

Odrzucił witkę i z perfidnym uśmiechem, zacisnął palce na pokaleczonych sutkach, potem szarpnął nimi, wykręcając je ku górze. Mało brakowało, a zemdlałaby z bólu. Już nawet nie krzyczała, jedynie przeciągle jęczała, patrząc na niego błagalnie. Nie potrafiła zrozumieć, jak to się stało, że pół godziny temu siedziała przy oknie, przyglądając się zimowemu krajobrazowi, a teraz przeżywała prawdziwą mękę, torturowana przez obcego mężczyznę, któremu w niczym nie zawiniła.

Natalniel obserwował ją z narastającym podnieceniem. To był jego żywioł i uwielbiał, gdy szef wysyłał go właśnie na takie akcje. Przemoc, władza, krew. Bezbronna kobieta, wyjątkowo piękna kobieta, zdana na jego łaskę. Pochylił się, skrupulatnie zlizując kropelki krwi ze świeżych ran na jej piersiach. Delektował się tym niepowtarzalnym aromatem o ciężkim, metalicznym posmaku, doprawionym obłędnym przerażeniem.

Złapał zębami sutek i ugryzł go, wyrywając z ust Anastazji kolejny skowyt bólu.

Błagam! – wyszeptała. – Zapłacę...

Przecież mówiłem, że zapłacisz. – Wzruszył obojętnie ramionami. – Umówiłem się z chłopakami, że dziś się dobrze zabawimy. Najpierw ja, potem oni. To będzie długa, pouczająca lekcja.

Błagam...

W odpowiedzi na pełną cierpienia prośbę zadał jej silny cios pięścią w twarz. Uderzenie rozcięło wargi, poraniło wnętrze ust, wybiło dwa zęby i sprawiło, iż znów znalazła się na skraju świadomości. Ugięły się pod nią kolana, ale nie upadła, bo nie pozwoliły jej na to krępujące ją więzy. Nie krzyczała; cichutko kwiliła, przeczuwając, iż to dopiero początek.

Etap pierwszy za nami – oświadczył ze śmiechem Nataniel. – Gruby, podaj no jakąś wódę. Pełno tam tego – wskazał na barek. Usiadł na krześle, dokładnie naprzeciwko półprzytomnej Anastazji i zapalił papierosa, masując się znaczącym gestem po wypukłości w kroczu.

Whisky? Może być. Kurwa, ale się podjarałem! – Zaciągnął się dymem, zmrużonymi oczyma przyglądając zakrwawionej kobiecie. – Niezła sztuka nam się trafiła. Patrzcie na tą dupcię i cycki!

Cycki już nie wyglądają tak dobrze – mruknął Piotr.

Dupa też za chwilę nie będzie. – Zaśmiał się Nataniel, po czym wstał i złapał za jędrną pierś. Z premedytacją zdusił papierosa na poranionej skórze, a wtedy Anastazja nie potrafiła nad sobą zapanować.

Nie! Nie, nie, nie! – Już nie krzyczała, ale darła się jak opętana. – Błagam, nie! Zrobię wszystko... Wszystko, co każesz!

I tak zrobisz. A teraz zamknij pysk i ładnie poproś o ruchanie. – Bezceremonialnie wsadził dłoń pomiędzy uda dziewczyny. Była tam wyjątkowo sucha, ale to dla Nataniela nie stanowiło, żadnej przeszkody. – Grześ, przynieś no olej albo jakąś oliwę z kuchni. Trzeba trochę ją nawilżyć, żebym sobie kutasa nie obtarł.

Proszę – wychrypiała.

Bez przekonania tak – wykrzywił twarz. – No dalej, postaraj się. Całym zdaniem i nie zapomnij dorzucić coś od siebie. – Sięgnął po broń zatkniętą za paskiem spodni i bez zastanowienia zaczął wpychać jej lufę w ciasną szparkę kobiety.

Pomimo wykręconych ramion, próbowała się wyrwać, odsunąć, krzycząc z bólu. Ale to tylko dodatkowo nakręciło Nataniela. Nie zamierzał okazywać litości, bo jej nie czuł. Zjawił się tutaj w jednym celu i zamierzał doskonale zabawić, bo tym dla niego było to, co właśnie robił.

Proś! – warknął, zwijając dłoń w pięść i wymierzając silny cios w splot słoneczny.

Pro... szę... – wyjąkała, dygocząc z przerażenia i z trudem łapiąc oddech.

Mówiłem, dorzuć coś od siebie!

Nie wiem, co mam mówić! – Rozpłakała się. – Proszę, to tak bardzo boli!

Dobra, podpowiem ci – oznajmił wspaniałomyślnie. – Ładnie poproś, żebym cię zerżnął, wyruchał w to ciasne cipsko! A jak mi się spodoba, to zajmę się też twoją dupą.

Z trudem podniosła głowę. Pod nosem miała krwawe wybroczyny, z podbródka kapała jej krew. Zielone oczy były pełne niewysłowionego cierpienia i niezrozumienia. Bo Anastazja nie rozumiała, z jakiego powodu tak się nad nią znęca. Naprawdę chodziło tylko o pieniądze? O jej wizytę na komendzie? Nie miała pojęcia, że trafiła w ręce prawdziwego pojeba, człowieka bez uczuć, za to owładniętego szaleństwem, które wyładowywał na słabszych, takich jak ona.

Na prawdziwego diabła, od którego niejeden mógłby się uczyć brutalności.

No dalej laleczko – opuszką palca delikatnie obrysował kontur drżących ust. – Nie daj się prosić, bo będę musiał cię zabić.

Zer... zerżnij mnie – wyjąkała, czując jak kolejne upokorzenie, zabarwia jej policzki purpurą.

Początek niezły. – Niemal pieszczotliwie poklepał ją po twarzy. – Rozkręcasz się.

Kurwa, nie możemy jej po prostu wyruchać i zmyć się stąd?

Nataniel z rozmysłem obrócił się do tyłu.

Nie.

Jedno słowo, ostre, podszyte gniewem. Jedno spojrzenie pociemniałych z wściekłości oczu, w głębi których wirowało szaleństwo. A kiedy spojrzał na Anastazję, ta zrozumiała, że to będzie długa, pełna tortur noc. Ten człowiek nie odpuści, nie okaże litości. Skrzywdzi ją, jak nikt inny wcześniej, pozostawiając po sobie koszmary, które będą ją budzić, gdy tylko przyłoży głowę do poduszki.

Więc o co prosisz laleczko? – Wyjął pistolet z jej obolałej pochwy, po czym ze smakiem oblizał zabarwioną krwią lufę. – Hmmm... Pysznie smakujesz! No dalej, mów!

Pro... szę... zer... żnij... mnie... – wyjąkała. – W... – Niezwykle ciężko było wypowiedzieć każde słowo. – W... cipkę...

Przyznam, że nie dam się dłużej prosić. – Broń odłożył na stole, po czym cofnął się o krok i rozpiął spodnie, z których wręcz wyskoczył gruby, nabrzmiały kutas. Odrobinę natłuścił go przyniesionym z kuchni olejem. – Tak z ciekawości zapytam, ale chyba jesteś mało używana w tym miejscu?

Tak...

Zajebiście! Dobra chłopaki, najpierw ja, a jak się spuszczę, nadejdzie wasza kolej.

Masz za dużego, rozepchasz ją – marudził Piotrek, podchodząc bliżej i kładąc rękę na pokaleczonej piersi.

Spierdalaj! – syknął Nataniel, a tamten cofnął się w popłochu. Tego skurwiela nie warto było irytować, bo mogło się to skończyć kulką w łeb.

Chwycił kobietę w pasie, lekko unosząc w górę. Zakwiliła z bólu, ale on tylko się roześmiał.

Teraz poczujesz prawdziwego chuja! – powiedział z satysfakcją, wbijając się w niezwykle ciasne wnętrze. Poszło łatwo, bo jednak olej doskonale odegrał swoją rolę, ale Anastazja o mało co, nie oszalała z bólu. Po raz kolejny wydawało się jej, że tego nie przeżyje, że potężny penis rozerwie ją od środka. Krzyczała, ale Nataniel jakby nie zwracał na to uwagi. Za to warknięciem rozkazał uwolnić jej ramiona. To była chwilowa ulga i wstęp do kolejnego upokorzenia.

Dobra, Piotrek – wysapał Nataniel. – Niemrawa jakaś ta laleczka, prawda? Weź no ją z drugiej strony!

Mogę? – Mężczyźnie zaświeciły się oczy.

Co dwa chuje, to nie jeden – zażartował Nataniel, a wtedy do zamroczonej Anastazji dotarł sens jego słów. Chciała zaprotestować, ale z ust wyrwał się jedynie zduszony jęk. Poczuła, jak gwałciciel zacisnął palce na jej pośladkach, rozchylając je na boki, aby ułatwić koledze zadanie. I zemdlała, bo tym razem cierpienie okazało się zbyt wielkie.

Kurwa! Wycofaj się, bo nam suka odjedzie! – warknął Nataniel. – Co za chujowy los!

Mnie obojętne – wysapał Piotr, ale posłusznie zrezygnował. – Cucimy?

Tak. Przynieś wódkę i garnek wody. Nie lubię jebać na trupa – wykrzywił twarz. Wyjął oblepionego krwią penisa z pokaleczonego wnętrza kobiety i aż gwizdnął.

Ale jaja! Na moje oko albo dziewica, albo ktoś ją kiedyś niedoruchał! Grzesiu, co ty taki cichy?

Cierpliwie czekam na moją kolej – mruknął mięśniak, wylewając na nieprzytomną kobietę lodowatą wodę. Ocknęła się, kwiląc cichutko, jak mała, bezbronna dziewczynka.

Posłuchaj laleczko! – Nataniel kucnął obok leżącej na zimnej podłodze, Anastazji. – Musisz się trochę postarać. Poudawać, przynajmniej na początku, a potem zobaczysz, też będzie ci dobrze.

Dobrze? – O mało co, nie wybuchnęła histerycznym śmiechem.

No chodź, bo mam ochotę skończyć to z przytupem.

Podniósł ją, bo sama nie była w stanie wstać. Pchnął na twardy blat stołu, tak że jego rant boleśnie wbił się w uda. Piotr przytrzymał jej ramiona, a wtedy Nataniel z całej siły naparł na drugą, ciaśniejszą dziurkę. Z sadystyczną satysfakcją zagłębiał penisa w odbyt, wsłuchując się w błagalne jęki i bełkotliwe prośby o litość. Wszedł do samego końca, a później opadł na bezbronną kobietę, zakleszczając palce na jej szczupłych ramionach i delektując się przyjemnością, która niczym fala przypływu, rozlała się po całym ciele.

Jesteś taka kurewsko ciasna – wymruczał. – A teraz powiesz, że kochasz, jak cię zapinam w dupsko! Mów kurwo, bo... – Zaczął się poruszać. To były silne, brutalne ruchy, przysparzające kolejnego cierpienia.

Mów! – warczał. – Mów jak bardzo kochasz być jebana w dupę! Mów szmato, bo inaczej tak cię przepierdolę, że będziesz srać nosem, bo twoja dupa przestanie się do tego nadawać!

Jednak Anastazja po raz kolejny powoli pogrążała się w nieświadomości. Chyba to zrozumiał, a może było mu to już obojętne, bo znalazł się na krawędzi ekstazy. Poruszał się coraz szybciej, wbijając z całą mocą lędźwi w okaleczone kobiece wnętrze. Był niczym zwierzę, kierujące się jedynie instynktem, pragnące jedynie spełnienia. A kiedy ono nadeszło, krzyczał głośno, napinając ciało i napełniając ją obfitym strumieniem spermy.

No! – Sapiąc, uniósł się i wymierzył w wypięte pośladki silnego klapsa. – Teraz wy. Wyruchajcie ją i spadamy.

Anastazji było już wszystko jedno. Bolał ją każdy milimetr ciała, cierpiała tak mocno, jak nigdy wcześniej. Pragnęła, aby już skończyli, aby zniknęli niczym nocny koszmar. Po zakrwawionej twarzy spływały wielkie jak grochy łzy. Nie zareagowała, gdy jeden z pozostałych napastników wsadził jej do ust śmierdzącego moczem penisa, z brudnym, oblepionym spermą napletkiem. Gdy bezczelnie rozgościł się w ciepłym wnętrzu, a na jego twarzy odmalowała się czysta satysfakcja. Nie drgnęła, nawet gdy ten drugi wbił się od tyłu i głośno postękując, zaczął ją posuwać. Ciszę zakłócały teraz jedynie klaskanie dwóch ciał i odgłosy krztuszenia oraz dławienia.

Jak pięknie! – odezwał się drwiąco Nataniel, zapalając papierosa. – No dalej laleczko, ssij go mocniej, żeby koledze gały na wierzch wylazły, jak spuści ci się do gardła.

Piotr doszedł gwałtownie, w ostatnim momencie dociskając jej twarz do swego podbrzusza. Poczuła ohydny, gorzki smak jego nasienia. Nie odpuścił i chociaż miała wrażenie, że się udusi, musiała wszystko połknąć. Po karku ściekała jej ślina trzeciego gwałciciela. Każde miarowe pchnięcie przysparzało niewysłowionego cierpienia, było brutalne i bezlitosne. Czuła się niczym szmaciana lalka, którą zabawiało się tych trzech oprychów. A kiedy był już blisko spełnienia, wyciągnął z jej obolałego odbytu nabrzmiałego kutasa i doskoczył od przodu, zalewając twarz i włosy cuchnącą spermą.

Prawie jak w dobrym pornosie – podsumował radośnie Nataniel, pochylając się nad zmaltretowaną kobietą. – Dobra laleczko, przyjemność była i wiem – puścił żartobliwie oczko – że chciałabyś więcej. Ale musimy spadać. Po kasę zjawi się ktoś jutro i dobrze byłoby, gdybyś dołączyła napiwek. Bo jak nie, to mój piesek tez jest całkiem niezły w te klocki. Szkoda jednak takiej ślicznotki dla zwykłego kundla.

Poklepał ją po przyjacielsku po twarzy i to było ostatnie, co zapamiętała.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    O kur**! Powiem Ci Babeczko, że bardzo mocne. W szoku jestem, zero litości. Tylko kochana pytanie, co z naszym Nikita?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nikitę wrzucę w całości, muszę tylko dwa wątki połączyć 🙂

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Już go nienawidzę

Napisz nam też coś :-)