Nataniel (X)

with 9 komentarzy

 

Siedziała na szerokim parapecie, patrząc na wiatr szarpiący gałęziami drzew i uderzający w okno ogromnymi płatami śniegu.

Zima nie chciała odpuścić. Wiosna się ociągała. Nataniel wyjechał, a za dwa dni był wtorek.

Nie wierzyła, że nie wziął pod uwagę tej drogi ucieczki, lecz nie miała wyjścia. Musiała podjąć decyzję, musiała wyrwać się z łap tego potwora.

Poprzedniej nocy obudziła się rozpalona, z dłonią pomiędzy udami, marząc o pieszczotach, które doprowadziły ją na szczyt. Tak nią to wstrząsnęło, że kolejnej nocy bała się nawet zasnąć.

Miała jednak nadzieję, że Nataniel zrobić coś, po czym znów będzie mogła go jedynie nienawidzić.

Nie zawiódł jej.

Laleczko! – Wesoły głos zwiastował pojawienie się gospodarza. Objęła ramionami kolana, ale nic ponad to. Nadal patrzyła w okno, nadal milczała.

Tutaj jesteś! – Ubrany był niezwykle elegancko, jakby wrócił z przyjęcia. Zanim podszedł do Anastazji, poluzował krawat i zdjął marynarkę, rzucając ją na podłogę. – Przygotowana na ostrą jazdę?

Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Źle się czuję. Mam miesiączkę.

Miesiączkę? – Coś wyjątkowo ohydnego błysnęło w szarych oczach. – Kurwa, cudownie!

W końcu na niego spojrzała. Chciał ją... Przecież to obrzydliwe! Tylko że temu szaleńcowi mogło to wcale nie przeszkadzać.

Zostaw mnie, proszę. – Zdobyła się na te słowa, chociaż miała ochotę wydrapać gnojowi oczy. Za to, jak na nią patrzył, za to, jak ją traktował.

Nie ma mowy. Zabawimy się jak nigdy wcześniej! – mlasnął językiem z zadowolenia. – Krew to siła, laleczko. Widzę, że cię to nie kręci? Nie czujesz się szczęśliwa, na myśl, że cię wyliżę?

Nie, za to czuję ulgę, bo miesiączka oznacza, że nie zaszłam z tobą w ciążę, skurwielu! – Nie wytrzymała. Z każdym ich spotkaniem, pomimo gróźb i tego, czego była świadkiem, coraz słabiej panowała nad nerwami.

Nataniel jednak zamiast wpaść w furię, wyglądał na zaskoczonego.

Ty nie...? O cholera! Nie pomyślałem o tym wcześniej – zmarszczył czoło z wyrazem niezadowolenia. – Dobra, dziś tradycyjnego ruchanka nie będzie. Szykuj dupcię!

Po co? I tak weźmiesz mnie w sposób, jaki ci będzie odpowiadał. Nie muszę być do niczego gotowa, bo to nie ma najmniejszego znaczenia.

Laleczko? – Spojrzał na nią ostrzegawczo.

Umilkła, bo nagle przypomniało się jej o wtorku. Nie powinna przeciągać struny. Musi wyjść z dzisiejszego spotkania cało, aby mogła w końcu uciec. Jeśli ten psychol znów ją pobije, nie będzie miała na to szans.

Połóż się na łóżku i zaczekaj, wrócę z akcesoriami.

Chyba nie... Nataniel!

Nie, zostawię go na później. Najpierw trzeba trochę rozluźnić ci zwieracze.

Nie powinna, ale odetchnęła z ulgą. Seks analny nadal był torturą, ale ten normalny mogła jakoś przeżyć. Posłusznie położyła się więc na wznak, wysunęła spod głowy poduszkę i czekała. Zrezygnowana, przerażona, ze łzami spływającymi po policzkach.

Nataniel wrócił ze sznurem i kajdankami. Apatycznie poddała się niewoli, bo wiedziała, że protest może tylko go rozjuszyć. Dopiero wtedy bywał nieobliczalny.

Skuł jej nadgarstki, później szeroko rozłożył nogi i przywiązał do niskich kolumienek. Łóżko nie miało baldachimu, jedynie cztery smukłe kolumny, niezbyt wysokie, ale wystarczające, aby nadały się do jego planów.

Później zza pleców wyjął nóż, obserwując w skupieniu twarz Anastazji. Spodobał mu się strach w jej oczach, gdy błysnęła stal noża, lecz on nie zamierzał używać go do okaleczania.

Metodycznie i w skupieniu pozbył się jej ubrania, najpierw górnej, później dolnej części garderoby. Zostawił tylko majtki.

Najlepsze na koniec – oznajmił z zadowoleniem. Dostrzegł, jak jej ciało pokryła delikatna gęsia skórka. – Zimno ci, laleczko? Nie martw się, zaraz cię rozgrzeję.

Wstał, podziwiając swoje dzieło. Lśniła bielą nieskazitelnej skóry, niczym gwiazda, bo i ułożeniem przypominała teraz gwiazdę. Bezbronna, niby obojętna, ale i pełna buntu. Co prawda miał ochotę na coś ostrzejszego, ale lubił też tego typu zabawy. Cóż... Jarało go zlizywanie krwi miesiączkowej. Głównie dlatego, że mało która pozwalała robić to sobie dobrowolnie. Zawsze podniecały go zakazane rzeczy.

Jego laleczka nie miała wyboru.

Zobaczmy, co mamy tu ciekawego. – Wsunął dłoń za skraj bawełnianych majtek. Celebrował każdy gest i ruch, nie spuszczając wzroku z coraz bardziej zawstydzonej Anastazji. Rumieniec pokrywał nie tylko twarz, ale i szyję kobiety, dotarł też do dekoltu.

Jasne włoski posklejane były krwią. Wąską strużką krew spłynęła też na pościel. Nataniel ukląkł i patrzył, masując powiększającą się wypukłość w spodniach. Oddychał coraz szybciej, bo jego podniecenie błyskawicznie rosło. Nie tylko dlatego, że za chwilę będzie mógł dotknąć językiem tego cudownego miejsca, ale dlatego, że miał też inny plan. Na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić, wariował. Jego laleczka też pewnie zwariuje. Z przerażenia.

Już on pokaże tej dziwce, że nie zawsze jest tak pięknie. Przynajmniej doceni, kiedy będzie chciał podarować jej rozkosz.

Rozpiął spodnie, wydobywając na wierzch twardego penisa. Masturbując się, pochylił głowę i zaciągnął wyraźnym, metalicznym aromatem krwi zmieszanej z zapachem kobiecego wnętrza. Delektował się tym, tak samo jak delektował się strachem w zielonych oczach swej laleczki. W końcu nie wytrzymał napięcia.

Zaczął zlizywać z niej krew. Poczuł, jak naprężyła ciało, usłyszał cichy jęk, bynajmniej nie rozkoszy, lecz Nastka nie zamierzała protestować. Po co? Żeby ten pojeb jeszcze bardziej się nakręcił? I tak zrobi to, na co ma ochotę.

Jeszcze dwa dni, pomyślała. Uda jej się, musi udać, nie widziała innego wyjścia. Los nie może być tak okrutny. Niech w końcu podaruje jej szansę na wybawienie.

Nie płakała. Zagryzła zęby, zacisnęła usta i w milczeniu znosiła swoje upokorzenie.

Nataniel niezwykle skrupulatnie wylizywał każdy zakamarek, coraz szybciej masując nabrzmiałą męskość. Wiedział, że za chwilę skończy, bo podniecenie wystrzeliło w górę niczym fajerwerki, gdy tylko poczuł na czubku języka krew miesiączkową.

Bosko smakowała. Kilka dni też kosztował jej wnętrza, ale teraz była tak cudownie słodka, zakazana, ciepła i wilgotna.

Zębami szarpnął posklejane włoski i nagle gwałtownym ruchem się wyprostował i przesunął w stronę twarzy Anastazji.

Otwórz japę, głupia suko! – warknął. – Już!

Brutalny policzek powiedział jej, że to nie przelewki. Zamroczona uderzeniem zrezygnowała z oporu, a wtedy włożył w rozchylone usta nabrzmiałego penisa i wystrzelił.

Tak! – jęczał, oznajmiając światu swój orgazm. – Ssij laleczko! Ssij, abyś nie uroniła ani jednej, cennej kropli mojej spermy!

Po wszystkim opadł na łóżko, tuż obok Anastazji. Przez chwilę dyszał, a kiedy jego oddech się uspokoił, Nataniel postanowił przejść do następnego punktu. Najpierw zdjął koszulę i wytarł nią twarz, przyglądają się kpiąco milczącej kobiecie. Później figlarnym gestem musnął zgrabny nosek, starł kropelkę spermy, która zatrzymała się na podbródku i zaatakował.

A teraz głośno i wyraźnie powiedz laleczko, jak ci się podobało.

Nie podobało mi się – oświadczyła zgodnie z jego oczekiwaniami.

Chwila... – zamyślił się. – Czyli uważasz, że byłem kiepski? Nic nie czułaś? Nic a nic?

Wstręt, obrzydzenie. To czułam.

Cholera, niedobrze. Chciałbym, abyś i ty czerpała przyjemność z seksu. Cóż, mam pomysł, jak to nadrobić.

Nie czekając na reakcję wyszedł z sypialni.

Szarpnęła więzami, ale były zbyt solidne. Zresztą, kajdanki stanowiły przeszkodę nie do pokonania.

Rozpłakała się. Przestała już liczyć, ile razy płakała. Ten bydlak najwyraźniej miał ochotę na więcej. Był nienasycony jeśli chodziło o własne fantazje i jej cierpienie. Pewnie teraz spełni swoją obietnicę i znów ją zgwałci. Zrezygnowana, patrzyła w kierunku drzwi, dopóki nie pojawił się w nich Nataniel. W ustach wciąż czuła obrzydliwy smak jego spermy, ale pokonała mdłości.

Jeszcze dwa dni.

Nataniel wrócił, nie był jednak sam.

Pomyślałem laleczko, że może język do wylizywania twojej cipki był nieodpowiedni – powiedział, zaśmiewając się z niedowierzania w jej oczach.

Przy jego nodze stał ogromny doberman, inny niż ten z pamiętnego show.

Mój piesek naprawi to, co spartaczyłem. Spokojnie, tylko cię wyliże, nic więcej.

Nataniel... Nie! – Prawie uniosła się nad łóżkiem, próbując wyzwolić z więzów. – Błagam, nie! Jeśli to zrobisz skurwielu, przysięgam, ucieknę! Bez względu na konsekwencje, bez względu na wszystko!

To cię złapię – odparł ze spokojem.

Za co? Za co mnie tak karzesz? Przecież nigdy nic ci nie zrobiłam! – Szlochała tak rozpaczliwie, że te łzy wzruszyłyby kamień. Kamień, ale nie mężczyznę, który właśnie podszedł do łóżka, uśmiechając się z wyjątkową perfidią.

Gdybyś zrobiła, to zatłukłbym cię na śmierć, zdziro. Teraz przestań się drzeć i delektuj przyjemnością.

Biedna Anastazja nie wiedziała jednego – to był żart, okrutny żart, bo Nataniel zabiłby każdego, kto tylko ośmieliłby się jej dotknąć. Nawet zwierzę. Patologiczna zazdrość, która obudziła się w nim tamtego wieczoru, gdy ujrzał kutasa tego palanta pomiędzy jej delikatnymi ustami, wcale nie zmalała. Przeciwnie, do szaleństwa doprowadzała Nataniela myśl, że ktoś mógłby jej chociażby dotknąć.

Doberman z ciekawością zastrzygł uszami. Doskonale wyczuwał zapach, jaki unosił się nad szamoczącą się kobietą. Oblizał pysk, jakby rozumiał, że czeka go coś ciekawego.

To będzie pokaz! – Nataniel też się oblizał, kładąc rękę na twardniejącym członku. – Znów się podnieciłem. Mam pomysł. On będzie lizał, a ja przerucham cię w usta? Co ty na to, laleczko? Będzie ci dobrze, zobaczysz. Może nawet zażyczysz sobie powtórki?

Mówił, patrząc na udrękę malującą się na kobiecej twarzy, na bezbrzeżne cierpienie w pełnych łez oczach. Widział, jak konwulsyjnie wiła się w więzach. Dostrzegł otarcia od kajdanek, głębokie, prawie do krwi. Krzyczała przeraźliwie, jakby nie wiadomo jak okrutnie ją torturował. A kiedy gwizdnął i podszedł jeszcze bliżej z psem u nogi, przechyliła głowę na bok i zwymiotowała.

Kurwa, co się tu odpierdala?

Zaskoczony Nataniel odwrócił się w stronę drzwi, gdzie stał Arek z wyrazem obrzydzenia i niedowierzania na twarzy.

Bawimy się – przyznał uczciwie, chociaż nie podobało mu się, że brat był światkiem tych jego zabaw.

Pojebało cię! – wydarł się Arek. – Ty cholerny sadysto! Przegiąłeś i to sporo.

Ruszył w kierunku łóżka, a kiedy brutalnie odtrącił nogą węszącego psa, ten zawarczał. Syknięcie Nataniela przywołało go do porządku.

To nie jest zabawa – powiedział Arek, patrząc na wstrząsaną konwulsjami kobietę, która pozbywała się zawartości własnego żołądka. Oczy pociemniały mu z gniewu, nozdrza drgały ze wzburzenia. Nawet jeśli miał Anastazję za zwykłą dziwkę, to co ujrzał obudziło w nim zwyczajną litość. Nigdy nie widział kogoś tak bardzo sponiewieranego, w stanie tak ogromnego przerażenia, prawie obłędu.

Bez pytania o pozwolenie, sięgnął po leżący na nocnym stoliku, kluczyk. Otarcia na nadgarstkach były głębokie, bardzo głębokie. Miały pozostawić blizny, fizyczną pamiątkę po tym wieczorze.

Nie odbierałeś telefonu, a ja mam bardzo ważną sprawę. Dobrze że przyjechałem. – Usiadł na łóżku, pomagając podnieść się dygoczącej kobiecie.

Zostaw ją! – syknął Nataniel, napinając mięśnie.

Nie.

Zostaw ją, bo cię skurwielu zatłukę! Ona jest moja!

Tym razem Arka zatkało.

Co ci zrobiła? – zapytał krótko, sięgając po koc. Okrył szczupłe ramiona, krzywiąc twarz, bo smród rzygowin nie należał do przyjemnych.

Nic. Jest moja!

Pastwisz się nad nią bez powodu? – Anastazja powoli uniosła głowę, a gdy napotkała spojrzenie siedzącego obok mężczyzny, ten ze świstem wciągnął powietrze.

Nigdy nie widział tyle bezbrzeżnego cierpienia w czyich oczach. Tak ogromnego strachu. Lęku graniczącego z szaleństwem. I błagalnej, niemej prośby, aby jej pomógł.

Nataniel – powiedział cicho, po czym odwrócił głowę, napotykając spojrzenie brata. – Jak możesz? Jeśli naprawdę w niczym ci nie zawiniła, jak możesz się tak nad nią znęcać?

Mówiłem, że to zabawa – odparł ten ze zniecierpliwieniem. – Odsuń się w końcu od niej, dobrze?

Zabawa? Non stop się tak bawisz.

Nie z nią. Powiedziałem, że jest moja? Bo jest i nikt, nawet ty czy ten kundel, nie powinniście jej dotykać.

Zwario...

Tatusiu! – rozległo się gdzieś w pobliżu.

O, kurwa! – zaklął nagle Arek, zrywając się na równe nogi. – Wiktoria!

Zabrałeś ze sobą Wiki? – Tym razem Nataniel pozbył się swego lekceważącego tonu. – Popierdoliło cię?

Chciała się z tobą zobaczyć.

Arek bez słowa ruszył w kierunku drzwi, Nataniel zaraz za nim, lecz obaj się spóźnili.

Dziewczynka stanęła, przyglądając się temu, co ujrzała nic nie rozumiejącym wzrokiem. To trwało zaledwie kilka sekund, lecz spojrzała prosto na skuloną Anastazję, a ta podniosła głowę i odwzajemniła to spojrzenie. Zaraz później Wiki znalazła się na zewnątrz w ramionach wściekłego Arka. Chyba jeszcze nigdy nie był tak rozgniewany na brata.

Co za skurwiel! Wiedział wiele o jego grzeszkach, lecz nie spodziewał się, że potrafi posunąć się tak daleko.

Tatusiu! To była Nastka, tak mi się przedstawiła. Co jej się stało? – Wiki podskórnie wyczuwała, że coś musiało się stać i to było coś złego. – Wujku? – ponowiła pytanie, gdy na korytarzu pojawił się Nataniel z psem.

Nic – burknął, naciągając koszulkę, którą ubrał.

Czy ktoś ją pobił jak Kasię? Biedna! Wujku, mówiłeś, że nie pozwolisz nikogo bić.

Mówiłem. – Nataniel wyglądał jakby nagle skosztował czegoś wyjątkowo obrzydliwego. – Jest chora, boli ją brzuszek, to dlatego. Chodźmy na dół.

Jednak Wiktoria była wyjątkowo upartą osóbką. Wdrapała się na kolana wujaszka i kontynuowała.

To bardzo dobrze, że dbasz o jej brzuszek – oznajmiła z zadowoleniem. – Jak mnie boli, mama masuje go i dostaję ciepłej herbatki. Mę... mą... miętowej – zmarszczyła nosek. – Wujku, masz rankę! Krewka ci leci – dotknęła zaschniętej plamy na obliczu Nataniela, a Arek gwałtownie pobladł. Od razu przypomniał sobie to, co zobaczył i zrozumiał, że to nie rana, a efekt chorych zabaw jego braciszka.

Wiki, proszę do mnie! – rozkazał. – W wujek pójdzie doprowadzić się do porządku! – syknął. – Już, kurwa, bo faktycznie będziesz miał rankę!

Nie miałbyś szans, krawaciarzu – mruknął Nataniel, ale posłusznie wstał, udając się do najbliższej łazienki.

Żaden z nich nie zatroszczył się o pozostawioną w pokoju Anastazję.

Ta z trudem rozsupłała więzy na nogach, a później spróbowała wstać. Niestety, nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Miała wrażenie, że świat zwariował. Nic, co wcześniej widziała, nie przygotował ją na aż takie okrucieństwo ze strony Nataniela. Ten chory skurwiel nie znał granic, nie zamierzał odpuścić. Była dla niego rzeczą, zwykłym przedmiotem. Dziurą, którą mógł zaliczyć wedle swego upodobania.

Musiała uciekać.

Teraz, zaraz, póki zajęci są sobą.

Nie zostanie w tym domu ani chwili dłużej. Nawet jeśli miałby ją zabić, to śmierć wcale nie wydawała się najgorszym wyjściem. Nie było niczego gorszego niż Nataniel.

W końcu udało się jej dotrzeć do drzwi. Opierając się o ścianę, drżąca i półprzytomna, zeszła na dół, słysząc dochodzące z salonu głosy. Później prześlizgnęła się w stronę wyjścia na tylny taras. Dopiero teraz dostrzegła, że jest naga, a krew spływa po udach. Lecz nie wycofała się. Bezszelestnie odsunęła ogromne drzwi pełniące również rolę okna i wyszła na zewnątrz.

Zadrżała w podmuchach zimnego, wręcz lodowatego wiatru. I parła dalej. Gdy upadała na kolana, czołgała się. Bezgłośnie łkała, czując zalewające oczy łzy. Nie wydała z siebie żadnego jęku, nic, co mogłoby zaalarmować ochronę. Wiedziała, że przy szopie na narzędzia stała drabina. Jeśli przystawi ją do muru, może da radę go przeskoczyć?

Człowiek to jednak istota o zdumiewającej woli przetrwania. To właśnie pozwoliło Anastazji dowlec drabinę do muru, chociaż robiła to w ciemnościach, zgwałcona, przerażona i dygocząca z zimna. Miękka trawa stłumiła wszelkie odgłosy, zresztą jeden ochroniarz drzemał w stróżówce, drugi flirtował z pokojówką. Żaden nie spodziewał się, iż w obecności szefa mogłaby odważyć się na ucieczkę. Z trudem wspięła się na ostatni stopień i przełożyła jedną nogę przez mur. Potem drugą i zapatrzyła się w ciemność pod nią.

Nigdy więcej Natanielu, nigdy więcej – wyszeptała urywanym głosem, po czym skoczyła. To nie było wysoko, zaledwie dwa i pół metra, lecz upadła wyjątkowo nieszczęśliwie. Ostatnim co zapamiętała, był ból. Znów pojawił się ten stary, dobrze znany kompan.

A później Anastazja straciła przytomność.

***

Przepraszam, ale mam wrażenie, że cię pamiętam – powiedziała siedząca na szpitalnym łóżku kobieta, uśmiechając się niepewnie. Dostrzegł jednak jak kurczowo zacisnęła palce na szpitalnej kołdrze, jak zapadnięte policzki pokryły się bladym rumieńcem.

Wrażenie? – zapytał, siadając przy łóżku.

Kim jesteś? W sensie – zmieszała się. – Kim jesteś dla mnie?

Przyjacielem – odparł zdławionym głosem.

Gdy Arek wyszedł, obiecując, że jeszcze sobie z nim porozmawia, Nataniel wypił drinka, zapalił papierosa i dopiero wtedy zdecydował się pójść na górę. Lecz już u podnóża schodów zorientował się, że Anastazja musiała zejść, bo widać było krople krwi na podłodze. Zaprowadziły go do niedomkniętych drzwi tarasowych i wtedy poczuł niepokój.

Po cholerę uciekała, skoro miał ją w garści? Naprawdę nie wierzyła, że wystarczy jeden telefon, aby ucierpieli jej bliscy? Głupia kurwa, przeklinał w duchu, podrywając zaspanych ochroniarzy. Szybko znaleźli drabinę stojącą przy murze, a po jego drugiej stronie nagie i lodowate kobiece ciało.

Nigdy wcześniej nie pokonał żadnej trasy z taką prędkością. Nie pozwolił nikomu jej tknąć, warknięciem żądając czegoś do okrycia. Ułożył na tylnym siedzeniu luksusowego ferrari, nie zwracając uwagi na krew brudzącą jasną tapicerkę. Miał to w dupie. Przykrył kocem i ruszył z kopyta, wciskając gaz do dechy.

Pędził, jakby goniło go stado biesów, chociaż tak naprawdę były one sprzymierzeńcem Nataniela. Wściekły i niespokojny, bo mimo iż wyczuł puls, to wyglądała źle. Blada, wiotka, zakrwawiona. Nie zastanawiał się, co powie w szpitalu. Nie martwiło go to, że mogą go zamknąć, nawet bez konkretnych zarzutów, tylko dlatego, że był notowany. Konwulsyjnie zaciskał palce na kierownicy, kaleczył wargi, zagryzając zęby i pędził do celu, jakby kończył się świat.

Nie da jej umrzeć. Nie da uciec, uwolnić się od niego.

Ma z nią rachunki do wyrównania, bo ośmieliła się złamać zasady. Od kary, którą obiecał jej wymierzyć, nie ma ucieczki! Po drodze zadzwonił do Mateusza, żądając, aby ten stawił się na miejscu. Był w końcu w tym cholernym szpitalu ordynatorem!

Czekał trzy godziny na to, aż w końcu Mateusz wyszedł i powiedział mu, co się stało i jak ją ratowali.

Wstrząs mózgu. Musiała o coś mocno uderzyć. Uciekała, prawda? Ty ją goniłeś...

Uciekała, ale jej nie goniłem.

Dlaczego naga?

Bawiliśmy się.

Nie wnikam w szczegóły. Musi tu zostać, zdajesz sobie z tego sprawę? Zjawi się policja, będą wypytywać, węszyć.

O to się nie martw, załatwię to z Irkiem. Wyciszy sprawę.

A tak, słyszałem że awansował. No dobrze, jakby co, zadzwonię.

Mogę wejść?

Nie będę łamać dla ciebie wszystkich zasad – skrzywił się Mateusz. – Jedź do domu. Wpuszczą cię jutro.

Dziś! – upierał się Nataniel.

Jutro i to moje ostatnie słowo.

Zjawi się więc następnego dnia, ponury, gniewny, niewyspany, bo przez całą noc o niej myślał. Wspominał dzień, gdy uratowała mu życie, ten, gdy zmusił ją do obsłużenia Pawła. Tę chwilę, gdy śmiała się serdecznie ze słów małej dziewczynki. I tę, gdy krzyczała z niechcianej rozkoszy. A na samym końcu z niechęcią wspominał ostatni wieczór.

Może Arek miał rację i przesadził?

Tylko że naprawdę to był jedynie żart, nie pozwoliłby żadnemu kundlowi dotknąć jego kobiety.

I nagle do Nataniela dotarł sens własnych myśli.

Jego kobiety?

Przez kilka dni Anastazję utrzymywano w śpiączce, a Nataniel szalał. Jeszcze nigdy nie był tak wyuzdany, tak okrutny. Karał innych za własne grzechy, a podczas rozmowy z Arkiem o mało co, nie doszło do rękoczynów. W końcu Anastazja się obudziła, a zmieszani lekarze powiedzieli mu, że cierpi na amnezję. Pewnie czasową, ale sięgającą około trzynastu lat wstecz. Dokładnie do chwili śmierci rodziców.

Pierwszy raz odkąd pamiętał, nie patrzyła na niego z obrzydzeniem czy niechęcią. Pierwszy raz nie wyczuwał w niej nienawiści. Pierwszy raz był dla niej po prostu interesującym mężczyzną, a nie oprawcą, katem i sadystą, który gwałcił ją bez litości od tylu miesięcy, bił i poniżał, zmuszając do spełniania własnych, chorych fantazji.

Przyjacielem? – Rumieniec pogłębił się, a ona obrzuciła go wstydliwym spojrzeniem.

Bliskim przyjacielem – dodał, pochylając się ku Anastazji. – Bardzo bliskim, laleczko.

Coś, jakby cień, przesunął się po jej twarzy. I zniknął, rozwiał się niczym mgła.

Nie pamiętam cię – powiedziała bezradnie.

Przypomnisz sobie.

Mam nadzieję. – Był tak blisko jej ust. Prawie czuł ich smak, miękkość, uległość. A kiedy ich dotknął, kiedy ich wargi złączyły się w delikatnej pieszczocie, naszła go zaskakująca myśl.

Nie chciał, aby sobie przypomniała.

To było dziwne, bo nie zamierzał się zmieniać. Nie zamierzał też zwracać jej wolności. Sam już nie wiedział, czego chciał.

Drobne dłonie wkradły się na jego kark, dotarły do linii włosów. Pocałunek pogłębił się, a wtedy ciało mężczyzny, przeszył dreszcz. Ta drobna, filigranowa kobieta w jego ramionach, stała się niezwykłym doznaniem. Taka krucha, bezbronna, jednocześnie miała nad nim władzę, której nie mógł pojąć. Zazwyczaj wtedy ogarnięty agresją pastwił się nad nią, realizując coraz bardziej wyuzdane pomysły, lecz teraz... Teraz odepchnął ją i w pośpiechu graniczącym z paniką, uciekł ze szpitalnego pokoju. Biegł tak długo, aż znalazł się na zewnątrz. Zatrzymał na środku placu, w strumieniach ulewnego deszczu i spojrzał w niebo.

Muszę cię zabić, laleczko. Im szybciej, tym lepiej – wyszeptał.

I nagle dotarło do niego, że nie potrafi tego zrobić. Nie dlatego, iż coś do niej czuł, ale z zupełnie innego powodu.

Życie bez niej straciłoby sens.

Uzależnił się od tej kobiety, od seksu, od jej obecności.

Uzależnił tak bardzo, że okazało się to nałogiem nie do pokonania.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję, że amnezja to tylko zagrywka Anastazji, aby móc zemścić się na tym potworze.

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Czyżby teraz Nastka przejęła władzę w tym chorym związku. Nie wiem, czy ona gra, czy na prawdę straciła pamięć? Nadszedł czas na zemstę Nastki?

  3. M
    Madzia
    | Odpowiedz

    A dobrze Ci tak skurczybyku! Teraz to uzależnienie Cię zniszczy ! 😠 Bardzo dobrze !

  4. P
    P.
    | Odpowiedz

    Ale to sprytnie wymyśliłaś Babeczko 😉

  5. K
    Kama
    | Odpowiedz

    Jeju powiedzieć że ubóstwiam Twoje książki to niedopowiedzenie! Codziennie czekam na kolejny rozdział a jak wskakują dwa to cieszę się jakbym w totka wygrała…🤷‍♀️ Wszystko ładnie pięknie tylko ciągle mało😭 Pozdrawiam cieplutko 😊😊😊

  6. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Oj dobrze mu tak, jeszcze niech się nią zajmie jakiś normalny lekarz a jego niech szlag trafia

  7. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    No jestem w szoku , powiem szczerze. Jak nic jej amnezja to ściema i teraz słodka zemsta Nastki 🙂

  8. K
    Katarzyna Walerczuk
    | Odpowiedz

    Dziś znalazłam tę książkę i jestem zachwycona ,chociaż brutalność Nataniela jest nie do pojęcia , to wreszcie drań pozostaje draniem , nie zmienia się natychmiast pod wpływem kobiety w zakochany podnóżek.Pewnie przyjdzie też w końcu kolej na niego ,co sugeruje tytuł ,ale nie będzie to od razu , jak w wielu romansidłach .Już teraz cieszę się na myśl ,że i on będzie cierpiał katusze .Twoje książki , są tak bardzo w moim stylu ,że czytam je po kilka razy .

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 No, może i przyjdzie, ale on na rolę słodziaka szans nie ma :-))) nawet po porządnej resocjalizacji. Mam nadzieję, że jeszcze wielu emocji dostarczę 😉

Napisz nam też coś :-)