Nataniel (XI)

with 12 komentarzy

 

Co zamierzasz? – zapytał zwięźle Arek, który pojawił się jeszcze tego samego dnia w szpitalu.

Nic. – Nataniel wzruszył ramionami. Siedzieli na zewnątrz, na murku pod niewielkim daszkiem. Nataniel dlatego, że na razie nie chcieli go wpuścić do Anastazji, Arek przyjechał wybadać sprawę. To wszystko według jego prawniczego nosa miało drugie dno.

A jej rodzina? Nie będą jej szukać?

Nie znajdą. Zapłaciłem kupę kasy odpowiednim ludziom.

Serio? Totalnie ci odpierdoliło! Możesz tym zaszkodzić nie tylko sobie, ale i nam.

Wybronicie się – zadrwił Nataniel. – Jak Wiki?

Arek spojrzał na brata z dziwnym namysłem, chociaż już od dawna wiedział, że jego córka ma niezwykły wpływ na tego szajbusa.

Martwi się o swojego aniołka. Co mam jej powiedzieć?

Powiedz, że wujek zadba o aniołka.

Dobrze że nie zrozumiała tego, co zobaczyła. Tylko ani słowa Patrycji, bo chyba mnie zabije.

Pantoflarz – mruknął Nataniel.

Tobie też przydałaby się normalna kobieta.

Po co? Stać mnie i na służbę, i na dziwki.

Tak, z pewnością – odparł zamyślony Arek. – Natan, powiedz prawdę. O co chodzi z Anastazją? Na początku byłem pewien, że to jedna z twoich suczek, a tresura ma służyć temu, aby obsługiwała gości na tych twoich seks party dla zboczeńców. Tylko że mam do tego coraz większe wątpliwości. Po pierwsze ta kobieta nie pasuje mi na dziwkę. Po drugie twoje zachowanie jest coraz bardziej irracjonalne. Pobiłeś jednego z najlepszych klientów ojca, o mało co, nie pobiłeś mnie, a nad nią znęcasz się z tak sadystyczną skrupulatnością, jak nigdy wcześniej.

Odkryłem swoje powołanie. – Nataniel wyjął z kieszeni papierosy i nie częstując brata, zapalił. Cholernie nie w smak były mu jego słowa.

Pytałem o Anastazję. To jej prawdziwe imię?

Tak.

Gdzie ją poznałeś?

Zbawiłem się w egzekutora długów na prośbę Szajbusa.

I co? Wziąłeś ją zamiast forsy?

Nie. Wtedy tylko zgwałciłem.

A później?

Później poszedłem siedzieć, nie pamiętasz?

Dziesięć lat temu? – Arek spojrzał na niego zdumiony.

Dobra, powiem wszystko, bo nie dasz mi żyć. Poużywaliśmy sobie z Piotrkiem i Grześkiem, nie znasz, więc nie pytaj. Na moje oko laleczka miała wtedy albo kiepskie, albo nawet zerowe doświadczenie w tych sprawach. Los zetknął nas kilka miesięcy temu. Wybrałem drogę na skróty, samochód wpadł w poślizg, a ja straciłem przytomność. Pewnie bym wykitował, bo właśnie nadciągnęła śnieżyca stulecia, ale ona mnie znalazła i przytargała do domu.

Chwila! – Arek uniósł dłoń. – Pomogła ci i za to się mścisz?

Jakie mścisz? – prychnął Nataniel. – Bawię się w tresurę. Po wszystkim będzie posłuszną suką, spełniającą każde moje życzenie. Każę jej obciągać, obciągnie. Mnie, tobie, komukolwiek.

Serio? – Tym razem z głosie brata pobrzmiewała drwina. – Kurwa, człowieku! Mało co się na mnie nie rzuciłeś, jak chciałem ją przykryć kocem. Wysiadujesz na szpitalnych korytarzach, tylko czekając, aż będziesz mógł do niej wejść. Paweł do dziś chodzi z opatrunkiem na twarzy. Gówno, nie tresura!

Założymy się? – zapytał ze spokojem Nataniel, lecz w głębi jego oczu błysnęło szaleństwo.

Wiki liczy na to, że będzie mogła was odwiedzić. Powiedziałem jej, że bardzo chętnie, gdy tylko Nastja wróci do domu.

Nie mów tak o niej!

Niby jak?

Nataniel zasznurował usta. Co miał odpowiedzieć? Że wkurwiało go to pieszczotliwe zdrobnienie w ustach brata? Że do furii doprowadzała go cała ta rozmowa? Co ten chuj sobie myśli? Tresura, to tylko tresura. Jeszcze złamie tę dziwkę i będzie się pieprzyć z każdym, nawet z knurem, jeśli go przyprowadzi! Może potrwa to znacznie dłużej, niż sobie założył, ale osiągnie cel. Prędzej czy później go osiągnie!

No właśnie, musiał jeszcze załatwić porachunki z tym tłustym wieprzem, Pawłem. Oduczy go nazywać laleczkę, dziwką i szmatą! W sumie to przy okazji, głównie zemści się za kompromitację przed rodzicami, poprawił się w myślach Nataniel. Dobra, tego splunięcia mu nie daruje! I pomyśleć, że... Zgrzytnął zębami, gdy przypomniał sobie kutasa tego oblecha w jej ustach. I jeszcze to, do czego zmusił ją później! Kurwa jego jebana mać! klął w duchu, czując jak w środku zaczyna wrzeć. Był wściekły również na siebie, bo zachciało mu się pierdolonego show!

Nataniel, matka zaprasza na przyjęcie w gronie rodzinnym z okazji urodzin ojca.

Nie przyjdę.

Dlaczego?

Nie zostawię Anastazji.

Weź ją ze sobą, wszystko im wyjaśnię.

Nie uwierzą. Nie broniła się wtedy.

Myślę, że była w szoku. Przyjdź z nią, przysięgam, że nikt nie powie złego słowa. Jak tylko wyjdzie ze szpitala. I o ile znów jej nie skatujesz – dodał z przekąsem. – Uciekam, bo czekają na mnie w domu. I Nataniel – zawahał się – zadbaj o nią, proszę.

Zadbam, tego możesz być pewien. – Brat uśmiechnął się ponuro, jakby z jakąś sadystyczną radością. – Zawsze dbam o moją własność.

Po krótkiej i treściwej rozmowie z Mateuszem, dowiedział się, że będzie mógł zabrać Anastazję do domu już kolejnego dnia. To go wyraźnie ucieszyło i od razu zaczął planować, jak się zabawi. Może dziwka straciła pamięć, ale szybko nadrobią tę stratę. Stanął w drzwiach jej pokoju, przyglądając się siedzącej na łóżku kobiecie. Patrzyła prosto w okno, przesuwając dłonią po szorstkim materiale szpitalnej kołdry, zamyślona i smutna. Była blada, a na policzku miała ślady zadrapań.

Musi się pilnować, aby wszystkie siniaki można było zakryć ubraniem.

Powoli odwróciła głowę i od razu go zauważyła.

To ty! – uśmiechnęła się, Nataniel poczuł, jakby ktoś z całej siły przywalił mu w splot słoneczny. – Dobrze, że przyszedłeś. Wczoraj tak nagle wybiegłeś, że... Czy ja zrobiłam coś złego? Czy ten pocałunek... – zarumieniła się. – Mówiłeś, że jesteśmy przyjaciółmi. Przepraszam, nie powinnam była, ale czuję się taka samotna i zagubiona. Nawet nie wiem, jak masz na imię?

Nataniel – odparł cicho, siadając na krześle, stojącym tuż obok łóżka. – Trochę więcej niż przyjacielem.

Więcej? – Uniosła dłoń i opuszkami palców dotknęła jego warg. – To takie głupie, ale nic nie pamiętam. Naprawdę, zupełnie nic.

Wiem, lekarz wszystko mi powiedział. Jutro mogę zabrać cię do domu.

Chciałabym skontaktować się z bratem i siostrą.

Później – mruknął szorstko, nie spuszczając z niej bacznego spojrzenia. – Przyjdzie na to czas. U nich też wiele się zmieniło.

Może masz rację – odpowiedziała zamyślona. – Czy wiesz może co z restauracją?

Masz spore braki laleczko.

Nataniel... – skrzywiła się. – Mógłbyś tak do mnie nie mówić? Nie podoba mi się to słowo. Chociaż to absurdalne, kojarzy się z czymś złym, ohydnym, groźnym. Z czymś – pokręciłą głową, przyciskając prawą dłoń do żołądka – co przywołuje mdłości. Proszę, nie mów tak do mnie.

Mdłości? Jebana suka! Dobrze że jutro wraca, czas podjąć przerwaną tresurę. Wymyśli coś, co nie zostawi wielu śladów. Nasmaruje jej cipkę imbirem, albo lepiej od razu chili. Skorzysta z każdego otworu, a wcześniej użyje nie szpicruty, lecz grubego pasa z metalową klamrą. Sutki będzie przypalał papierosami. Między zęby włoży silikonowy ring, który zapobiegnie ich zamknięciu. Będzie mógł wtedy ruchać ją w gardło na wszystkie możliwe sposoby. Za kilka dni spotkanie w większym gronie. Dotknąć im nie pozwoli, ale niech sobie popatrzą. Chociaż akurat ten ostatni pomysł momentalnie popsuł mu humor. Nie, patrzenie też odpada.

Będę do ciebie tak mówił – oznajmił z pozornym spokojem. – Zawsze tak do ciebie mówiłem.

Zawsze? No dobrze, może przywyknę.

Przywykniesz, możesz być tego pewna.

Mam nadzieję, że szybko odzyskam pamięć.

Laleczko, daję słowo, pomogę ci. – Przysunął się do niej, a później położył dłoń na smukłej szyi. Miał taką cholerną ochotę ją zacisnąć, znów ujrzeć przerażenie w jej oczach, posłuchać jak skamle o litość, a w zamian za to przesunął rękę na kark i przyciągając zdumioną kobietę ku sobie, pocałował. Miała takie miękkie, uległe wargi. Smakowała trochę truskawkami, które przed chwilą jadła, trochę sobą, własną niepewnością i uległością. Smakowała wybornie!

Może nie powinien się tak spieszyć z tą tresurą?

Co tam, będzie siedział cicho przez kilka dni, a suczka sama wpadnie w jego łapy. Będzie błagała o rżnięcie, łasiła się i przymilała, aby zrobił jej dobrze.

Podniecił się tą wizją. Zanim Anastazja zdążyła zaprotestować, przyciągnął ją ku sobie, sadzając okrakiem na kolanach. Dłonie zacisnął na pośladkach, językiem penetrował natarczywie wnętrze ust. Czuł, jak szybko bije jej serce, czuł gorący oddech i ciepło drobnego ciała. Pod tym szpitalnym fartuchem była naga, całkiem naga. Gładka skóra prawie parzyła koniuszki jego placów, złociste włosy omiotły twarz i nagle kobieta wyrwała się z jego objęć.

Nie! – zaprotestowała z rumieńcem na twarzy. – Możliwe, że ja... że my... Wiesz, co mam na myśli. Lecz nic nie pamiętam! Natanielu przepraszam, ale mam wrażenie jakbyś był dla mnie obcym człowiekiem. Jakbyśmy robili to wszystko pierwszy raz!

Z pewnością nie pierwszy – odparł z przekąsem. – Zaliczyłem każdą bazę, jeśli chcesz to koniecznie wiedzieć. Z tyłu jesteś niesamowicie ciasna, z przodu nie lepiej, ale na moją spermę zawsze jesteś łasa.

Słucham? – Zaczerwieniła się, aż po korzonki włosów.

Mam powtórzyć?

Zaprzeczyła ruchem głowy, jeszcze bardziej się od niego odsuwając. Obserwowała spod lekko opuszczonych powiek, zastanawiając się, kim tak naprawdę był dla niej ten mężczyzna. Twierdził, że kochankiem. Zadrżała, bo ta myśl, wcale nie wydała jej się wstrętna. Co prawda oczy miał pełne chłodu i lekceważenia, ale momentami to znikało. Wtedy pojawiał się płomień, w którym mogłaby się zatracić. Płomień pożądania, którego tak się obawiała.

Wierzyła, że jeśli naprawdę mu zależy, zaczeka.

Mógł mieć coś około czterdziestu lat. Może więcej niż czterdzieści? Będzie musiała go zapytać. O to i o wiele innych rzeczy. Przystojną twarz szpeciła blizna na prawym policzku, lecz paradoksalnie dodawała mu seksapilu. Jasne oczy w ciemnej oprawie fascynowały, a krótkie włosy na skroniach były pokryte już siwizną. Był wysoki, dużo wyższy niż ona. Szerokie ramiona, wąskie biodra, doskonale płaski brzuch. Czuła jego twardość, gdy przyciągnął ją ku sobie. Zresztą, twardy miał nie tylko brzuch.

Miał też cudowne dłonie, silne, stanowcze.

Jedyne co jej się w nim nie podobało, to to specyficznie wymawiane słowo "laleczko". Więcej, przerażało ją, chociaż nie rozumiała dlaczego.

Przyjadę jutro po ciebie – powiedział, wstając, a ona jedynie skinęła głową. Nie pożegnał się, po prostu wyszedł i nagle poczuła się taka samotna.

Wspomnienia wciąż kryły się w cieniu. Pamiętała pogrzeb rodziców, własną decyzję o przejęciu opieki nad rodzeństwem, trudne początki. I dalej nic, czarna dziura, otchłań w której miała wrażenie, że czai się coś przerażającego.

Czy to jest związane z Natanielem? I dlaczego z nim? Miał w sobie coś mrocznego, co budziło lęk, lecz jednocześnie kiedy ją objął, poczuła się w jego ramionach taka bezpieczna.

O co w tym wszystkim chodziło?

Położyła się i zamknęła oczy, myśląc, że póki sobie tego wszystkiego nie ułoży, póki z okruchów słów nie stworzy obrazu przeszłości, nie pozwoli mu się do siebie zbliżyć. Nie dlatego, że jej nie pociągał, ale dlatego iż nie miała pojęcia, z jakiego powodu była z tym człowiekiem.

Jednego była pewna.

To nie była miłość, nie taka, o jakiej zawsze marzyła.

I nagle poczuła niewypowiedziany smutek, którego powód ukrył się gdzieś daleko, na skraju jej umysłu.

***

Nataniel patrzył na leżącą na stole kobietę o jasnych włosach. Ręce miała związane z tyłu, nogi również skrępowane. W ustach knebel w postaci piłeczki umocowanej za pomocą skórzanego paska. Skrzywił się, bo jej uroda wydała mu się taka wulgarna, taka pospolita. Nic dziwnego, była córką tego wieprza. Niskie spodnie opinały wydatne biodra, biust wylewał się z głębokiego dekoltu, a krzykliwy kolor lakieru do paznokci i makijażu, wywoływał w nim niesmak. Gdyby nie to, byłaby nawet ładna.

Odcharknął i splunął jej prosto w twarz.

Zabawimy się, dziwko. Twój tatko czeka na relację z tego przedstawienia. Pewnie się ucieszy – dodał drwiąco Nataniel.

Gdy wrócił ze szpitala, był tak wkurwiony, że nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Wtedy zadzwonił ktoś, komu złożył zlecenie na córeczkę Pawła. Suka miała już dwadzieścia trzy lata. Tyle co jego laleczka, gdy pierwszy raz się z nią zabawiał.

Twój tatuś cholernie mi się naraził. Potraktował moją kobietę jak szmatę, więc ja zrobię teraz to samo – szeptał, przyglądają się, jak w brązowych oczach ukazuje się niepewność. Młoda, głupia i przywykła do tego, że będąc córką tak grubej ryby jak ten wieprz, nikt jej nie ruszy.

Miała pecha, bo on zawsze realizował swój plan do końca. A skoro zaplanował zemstę, nie zamierzał się cofać. Poza tym przyda się ciekawy, pełen tortur i seksu wieczór.

Może i na to nie zasłużyłaś – dodał Nataniel filozoficznie. – Ale ja mam to w dupie.

Zaczął od zmiany pozycji. Trochę się szarpała, lecz silny cios w głowę dał mu znaczącą przewagę. Przykuł jej nogi i ręce do stalowych nóg stołu, później metodycznie pozbył się odzieży. Leżała teraz przed nim naga, rozkraczona, a obfite piersi rozlały się na boki.

Ładnie patrz w obiektyw – wskazał Nataniel na aparat na statywie. – Będziesz gwiazdą, skurwiała dziwko. No i trochę sobie na tobie potrenuję, żeby moja laleczka miała więcej uciechy, jak już się za nią zabiorę.

Podwinął rękawy ciemnej koszuli. Założył gumowe rękawiczki, a później sięgnął po niewielki słoiczek.

Najpierw cię rozgrzeję. Dosłownie – zaśmiał się, nabierając odrobinę pasty jalapeno, ostrego sosu z zielonych papryczek. Wtarł palcami gęsty krem w okolice sromu, całkiem grubą warstwą przykrył łechtaczkę. Później zdjął rękawiczki, czekając na efekt.

Niezbyt długo.

Zza knebla wydarł się stłumiony wrzask. Z oczu popłynęły łzy, twarz nabrała odcienia purpury. Dziewczyna wiła się i szarpała, przeżywając prawdziwe katusze, a Nataniel tylko się temu przyglądał. Z chłodną ciekawością, chociaż nie robił tego pierwszy raz.

W sumie... – przekrzywił głowę. – Zdejmę ci knebel. Lubię wasze wrzaski, błagania o litość. I dołożę bonus, będzie jeszcze bardziej zajebiście.

Najpierw uwolnił jej usta, a później nie zważając na przekleństwa, prośby i groźby, zacisnął na łechtaczce metalową klamerkę.

Rozległo się prawdziwe, pełne cierpienia wycie. Dziewczynie oczy prawie wyszły na wierzch, z ust kapała ślina, palce kurczowo zaciskały się i rozwierały.

Dobrze, już dobrze – oświadczył Nataniel, kładąc rękę na twardniejącym penisie. Nieziemsko go to pobudziło, a przecież dopiero zaczął. – Teraz zajmę się twoją dupką. Zmienimy ten mały otworek w porządną dziurę, którą zaspokoi najpierw mój kutas, a potem to cudo. – Z dumą zaprezentował czarne dildo, które tak bardzo przeraziło jego laleczkę.

Rozkuł ją i przewrócił na brzuch, ale dziewczyna była tak wykończona bólem, że nie zdobyła się na najmniejszy protest. Leżała teraz znów rozciągnięta, budząc jego podziw swym młodym ciałem i jędrną, dorodną pupą. Dał kilka kroków do tyłu, z uznaniem kontemplując swoje dzieło, a kiedy wyobraził sobie, że na jej miejscu leży Anastazja...

Za szybko – mruknął, czując jak twardy niczym skała penis, napiera na nieelastyczną tkaninę spodni. – Najpierw chłosta, później reszta. Zobacz, co dla ciebie mam! Pierdolona sucz!

Chwycił ratanową rózgę i długi, czarny kabel. Przez chwilę przyglądał się obu, po czym odłożył pierwsze narzędzie, skupiając się na drugim. Lania kablem jeszcze nie praktykował, ale mogło dać całkiem dobre efekty.

Pierwsze uderzenie, potem kolejne. Wszystkie w to samo miejsce. Ofiara krzyczała, darła się, wyła. Znów to samo, pomyślał znudzony Nataniel. Smarki zwisały jej z nosa, spływały po gładkiej powierzchni stołu, który był lekko nachylony pod jednym kątem. Pot skleił włosy na skroniach, przywołał obłęd w brązowych oczach. Przestało go to bawić. Odłożył kabel i sięgnął po dildo. Nie zamierzał być delikatny. Pragnął, aby cierpiała, aby zapamiętała pobyt tutaj do końca swego nędznego życia. Teraz ona, później weźmie się za tego sukinsyna. Na razie Paweł wyjechał byczyć się gdzieś na plażach Tajlandii i pozostawał poza zasięgiem zemsty Nataniela.

Wykorzystał jej tyłek z wyjątkowym okrucieństwem. Użył lubrykantu, lecz to okazało się zbyt mało. Mięśnie były nieprzygotowane, napięte do granicy rozdarcia. Wepchnął dildo prawie w całości, a wtedy dziewczyna zemdlała.

Dobra, kończymy zabawę. Jesteś beznadziejna w te klocki.

Wyjął dildo, patrząc jak zwieracz wcale nie wraca do pierwotnego kształtu, za to pulsuje załamany torturą. Nataniel sięgnął po prezerwatywę, rozdarł opakowanie zębami i sprawnie nałożył gumkę na sterczącego kutasa. Wszedł na stół, a później przyklęknął. Położył ręce na blacie po obu stronach ciała dziewczyny, po czym wbił się w wyeksponowany otwór.

Pod wpływem jego energicznych ruchów, odzyskała przytomność. Ból powrócił, bo Nataniel nie zamierzał odpuścić, a na dodatek z całą siłą dociskał do siebie jej poranione pośladki.

Przerucham cię dziwko tak – sapał – że do końca życia będziesz o mnie marzyć! O mnie i o moim chuju!

Chwycił ją za włosy i szarpnięciem odchylił głowę do tyłu. Był już na krawędzi, ale do pełnej ekstazy brakowało mu jednego. Zamknął oczy, wyobrażając sobie, że leży pod nim jego laleczka. Zmaltretowana, znów pełna bólu, który jej podarował. To jej jasne kosmyki trzyma teraz w garści, to jej krzyk wibruje mu w uszach niczym najpiękniejsza muzyka. To ona prosi go o litość i to nad nią ma pełnię władzy.

Nie, przestań, już nie mogę! Tak boli, tak boli! – Jazgot ofiary wybudził go z transu. Zacisnął zęby i wbijał się coraz mocniej, coraz brutalniej, aż odzyskał poprzedni rytm. W końcu ekstaza zalała ciało oraz umysł, a Nataniel znalazł się w raju.

Laleczko! – jęczał, napinając mięśnie. – Nigdy nie pozwolę ci odejść! Nigdy!

Rzeczywistość pomyliła mu się z ułudą. To Anastazję widział w tej obcej dziewczynie, chociaż nie wykazywały żadnego podobieństwa. Jego laleczka była taka delikatna, subtelna, eteryczna.

Nigdy – wyszeptał, zamierając w bezruchu.

Otworzył oczy i kiedy zrozumiał, że odpłynął, prawie zabiłby tę sukę ze złości. Jednak nie taki był plan, to byłoby zbyt proste. Śmierć zawsze zamykała pewien rozdział, a Nataniel wcale nie chciał dla swego wroga krótkiej nowelki. Pragnął mu podarować całą książkę, której prolog właśnie napisał.

Nie miał jednak pojęcia, że właśnie rozpętał coś, co przyjmie zupełnie nieoczekiwany obrót. Nie wiedział, że znalazł się na drodze, która prowadziła prosto do piekła straconych szans, najgorszego miejsca, gdzie może trafić mroczna dusza takiego bydlaka, jak on.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Nataniel nigdy się nie zmieni, a swój los przypieczętował tym co zrobił córce Pawła 🙁 Gościu wpadł w obłęd. na nie go nic nie zadziała. Biedna Nastka:(

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, on raczej nie… A to zrobił córce Pawła będzie miał swoje konsekwencje 🙁

  2. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Myślę, że Nataniela trzeba omijać szerokim łukiem…
    Biedna Anastazja, mam nadzieję, że teraz będzie wobec niej mniej brutalny.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Biedny Nataniel, aż tak?

  3. Y
    Yasmin
    | Odpowiedz

    Ciężko się to czyta, bo Nataniel ma coraz bardziej porąbane pomysły… No i ile pecha może mieć nasza bohaterka?
    Ale z drugiej strony czyta się trochę, jak kryminał, gdzie trup i flaki ścielą się gęsto, więc szacun dla Ciebie za wzbudzenie emocji i wiarygodne opisy. Nie mam wrażenie, że coś jest na siłę… To po prostu psychol, jak seryjny zabójca, który czerpie satysfakcję z cierpienia innych.
    Nie ma w nim nic, za co można by go lubić.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Postaram się, może coś tam znajdę, słowo 🙂 Tak mi teraz te klimaty pasują, pewnie później przyjdzie czas na coś innego, ale na razie korzystam 😉

      • Y
        Yasmin
        |

        Pisz, co Ci w duszy gra, bo ciekawe postacie powołujesz do życia 😈

  4. Y
    Yasmin
    | Odpowiedz

    I podziwiam Twoją ewolucję jako pisarki – od romantycznych historyjek do brutalnych powieści, gdzie od opisów robi się słabo.
    Tylko please, bez happy endu dla tej dwójki 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję! 🙂 Chociaż mi ostatnio taki normalny romans bez krwi i psychola chodzi po głowie 😀

      • Y
        Yasmin
        |

        Ale opowiadanie bez krwi i gwałtów też byłoby fajne 🙂 Chodziło mi o to, że nie zamknęłaś się na eksperymenty ze stylem/tematyką, po napisaniu kilku (nastu) niezłych „Harlequinów”. Łatwo obrosnąć w piórka, kiedy słodkie romanse ewidentnie Ci wychodziły 🙂

      • Anonim
        |

        Popieram, bez happy endu..

  5. A
    Anita
    | Odpowiedz

    Happy End dla Anastazji, nie dla Nataniela, tylko go nie zabijaj, niech żyje i patrzy na szczęście Nastki I cierpi ale nie fizycznie.

Napisz nam też coś :-)