Nataniel (XV)

with Brak komentarzy

 

Nataniel stał z boku, przyglądając się swojej laleczce.

Powiedzieć, że go zamurowało, gdy ją ujrzał, to za mało.

Skłamał, bo to nie on wybrał kreację. Poprosił o to Patrycję, która najpierw odmówiła, a później zgodziła się, chociaż nadzwyczaj niechętnie. Nawet nie spojrzał, co jest zawartością ogromnego pudła.

Sukienka była w kolorze nasyconej fuksji. Miała obcisły gorset, rozkloszowany dół i idealnie uwypukliła każdy szczegół figury. Uwagę zwracały zwłaszcza krągłe półkule piersi, zalotnie wyglądające zza linii gorsetu. Jasne włosy były umiejętnie upięte, eksponując smukła szyję i to też była zasługa Patrycji, która pomyślała, że Anastazji przyda się pomoc w postaci krótkiej sesji kosmetyczno-fryzjerskiej.

Kiedy rodzina Nataniela usłyszała, że nie zjawi się sam i kiedy Arek powiedział im, kim będzie towarzysząca mu kobieta, wybuchła sprzeczka. Dopiero po chwili zdołał ich przekrzyczeć i suchym tonem wyjaśnił, kim naprawdę była Anastazja. Może nie do końca, bo nie wszystkie sekrety brata chciał zdradzać, ale wystarczająco wiele, aby zyskać przychylność.

Jej uroda go oszołomiła. Wcześniej też twierdził, że jest piękną kobietą, lecz teraz... Delikatny rumieniec, odpowiedni makijaż, wargi lśniące od lepkiego błyszczyku.

Trzy dni traktował ją niemal jak powietrze. Przy okazji przygotował wszystko na pokaz, który zamierzał urządzić. Zapas specyfików, które pozwolą mu dłużej uprawiać seks, narzędzi tortur i różnorakich udziwnień. Ona również nie zmuszała go do rozmowy, wierząc, że wszystko wyjaśni jej po balu, tak jak obiecał.

Nie miała na sobie żadnej biżuterii i od razu pożałował, że o tym nie pomyślał. Z drugiej strony nic jej nie było potrzebne, jaśniała niczym najwyższej klasy diament.

Natanielu! – Uniosła dłoń, muskając jego policzek. – Wyglądasz niesamowicie.

W sumie to wcale nie musieli nigdzie jechać, pomyślał z nagłą desperacją. Mógł ją zabrać do góry, do sypialni i tam zrobić to, na co od kilku dni miał ochotę. Nie na dół, bo tamto miejsce kojarzyło mu się z tymi wszystkimi chorymi fantazjami, jakie realizował. A ona była zbyt piękna, aby się tam znaleźć tego wieczoru.

On również przytulił rękę do jej policzka, kciukiem obrysował kontur dolnej wargi.

Anastazjo! – Głos miał całkowicie zmieniony, stłumiony. – Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałem z swoim życiu.

Miał jeszcze ochotę dodać, że on postara się to piękno zniszczyć, zetrzeć na pył, ale nagle mrok w jego duszy odpuścił. Poddał się i wycofał, jakby również oszołomiła go uroda stojącej obok kobiety. Zmieszany i zdumiony, bo to on miał dziś triumfować.

To bal dobroczynny, prawda? – zapytała, wsuwając rękę pod ramię Nataniela.

Prawda. Chodźmy, matka nie daruje, jeśli się spóźnimy.

Tym razem zachowywał się jak dżentelmen. Jak mężczyzna, który troszczy się o swoją kobietę. Nie obłapiał jej, nie używał wulgarnych słów, nawet w myślach nie określał "suką" czy "kurwą". Dzisiaj była jego księżniczką.

Czym się zajmuje twoja mama? – zapytała z ciekawością Anastazja, gdy już wsiedli do limuzyny.

Głównie błyszczeniem, bo to niespełniona gwiazda – zażartował, nie spuszczając z niej roziskrzonego wzroku. Nawet na moment trudno było mu patrzeć w inną stronę. – Ojciec na początku swej kariery obrońcy bydlaków i morderców, bronił jednego frajera, który okazał się później pedofilem i domowym oprawcą. Nie wiedział o tym, bo inaczej od razu by odmówił. Wariuje na tym punkcie, bo dziadziuś też słodyczą charakteru nie grzeszył. Nawet go nie poznałem.

Umarł?

Nie utrzymywaliśmy kontaktu. Jak tata się dowiedział, co delikwent ma na sumieniu, wpadł w szał. Matka w ramach rekompensaty założyła wtedy fundację i tak sobie zbawia świat od ładnych dwudziestu lat. Dwa razy do roku wydaje specjalny bal. Wiosenny i Zimowy. To jej ulubione pory roku.

Czyli to duże wydarzenie?

Nawet jak na stolicę. Będzie mnóstwo znanych twarzy.

Nie wspominałeś o tym wcześniej – zaniepokoiła się.

Laleczko! – Pochylił się, muskając zaróżowiony policzek. – Nie masz się czego obawiać. Po pierwsze, będziesz najpiękniejsza. Po drugie, jesteś tylko moja i nikt nie będzie śmiał cię dotknąć czy obrazić.

Powinna poczuć się urażona za słowa "jesteś tylko moja", ale nieoczekiwanie dla niej samej, zakiełkowało podniecenie.

Nataniel wyglądał doskonale. Idealnie skrojony ciemno–grafitowy garnitur, koszula w odcieniu bladej szarości, elegancka mucha. Jak zawsze, twarz miał ogoloną, zdążyła już zauważyć, że nie lubił nosić zarostu, nawet takiego dwu lub trzy dniowego. Wysoki, znakomicie zbudowany, z tym żarem w niezwykle jasnych oczach, nie tylko przyciągał spojrzenie, ale i wywoływał bardzo niegrzeczne myśli.

Słowo bal kojarzyło się z przepychem, ale to co zobaczyło, zaparło jej dech. Przed ogromnym, rzęsiście oświetlonym gmachem, poczuła się taka niepozorna i taka zagubiona. Na szczęście Nataniel objął ją w pasie opiekuńczym gestem i poprowadził na salony.

Delikatnie drżała w jego uścisku. Oczy miała ogromne, błyszczące zachwytem, usta rozchylone i znów promieniował z niej ten blask, który zapamiętał z biblioteki.

Nie dam rady, pęknę, rozmyślał pół godziny później Nataniel. Anastazja rozmawiała z jego matką i jej przyjaciółkami, podczas gdy on stał nieopodal, sam, chociaż w towarzystwie. Nawet nie słyszał, o czym mówią jego kompani. Obracał w dłoni kieliszek szampana, wpatrzony w jeden punkt, w kobietę, która oddziaływała dziś na wszystkie jego zmysły.

Chciał się z nią kochać. Teraz, zaraz, natychmiast!

Wkurwiało go, że inni tak się na nią gapili.

Niechęcią napawała myśl, iż plany, jakie snuł na dzisiejszą noc, legły w gruzach.

Tak, dokładnie w gruzach. Bo chociaż Nataniel uwielbiał łączyć przemoc i seks, to dziś chciał podarować jej ekstazę. Spijać z niej sok podniecenia, patrzeć jak wije się z rozkoszy, jak krzyczy, gdy osiąga orgazm.

I jak prosi o więcej.

Na samą myśl o tym, przez jego ciało przebiegał dreszcz. Jebać plan! Zrealizuje go później, jak nasyci się już tym nowym rodzajem przyjemności.

Może nigdy?

Ta myśl była tak absurdalna, że roześmiał się w głos, ściągając na siebie ciekawskie spojrzenia. Nie, bywały kobiety, przy których potrafił przez jakiś czas zachowywać się normalnie, lecz szybko mu się to nudziło. Zawsze pragnął mocniej, brutalniej. Pragnął ich krwi, wyuzdania i całkowitego oddania.

Nagle zyskał pewność, że od niej tego nie dostanie. Ani dobrowolnie, ani tym bardziej pod przymusem.

Czyli to potrwa tylko chwilę. Dłuższą, krótszą i potem... Otrząsnął się. Właśnie, co później? Nie zabije jej, do tego nie był już zdolny. Nie pozwoli żyć bez niego, bo chyba oszalałby ze świadomością, iż mógłby ją dotykać inny mężczyzna. Ile czasu może grać, oszukiwać, udawać? Ile czasu bawić się w rzeczywistość, która będzie ułudą?

Nataniel zamyślił się. Może pójdzie na terapię? Cholera, przecież ludzie leczyli różne zboczenia, więc dlaczego on nie mógłby się leczyć? To mogłoby się udać, bo miałby jasno wyznaczony cel.

Nawet nie zwrócił uwagi na to, że pierwszy raz w życiu rozważa tego typu wyjście. Rozum mąciło mu pożądanie, myśli plątał jej widok. Ledwo nad sobą panował. A kiedy jeszcze dostrzegł, że do Anastazji podchodzi Arek z Patrycją, którym towarzyszył jakiś goguś, o mało co, nie eksplodował.

Nikt, nigdy!

Kochanie! – Z uśmiechem objął jej kibić, a Anastazja znieruchomiała. Wytrzeszcz oczu Arka powiedział więcej niż słowa. – Obiecałaś ze mną zatańczyć.

Oparła głowę jego ramię, nie potrafiąc nic powiedzieć, bo wzruszenie dławiło ją w gardle. Zapomniała, że trzy dni temu nazwał ją suką. Zapomniała, że miała mu nie darować tamtej nocy, gdy ją wykorzystał. Dała się ponieść chwili, gdy prowadził ja na parkiet sali balowej.

Zniknął otaczający ich tłum ludzi. Były tylko dźwięki muzyki i oni, dwoje ludzi, których dzieliło prawie wszystko. Pomiędzy którymi stała pełna bólu przeszłość. Anastazja jej nie pamiętała, lecz Nataniel miał świadomość, że gdy wspomnienia wrócą, to nie tylko się od niego odsunie, ale znienawidzi jeszcze bardziej.

Tego chciał?

Kiedyś tak, teraz już nie był tego pewien.

Położyła dłoń na męskim ramieniu, drugą wsunęła w jego rękę. Uśmiechnęła się, tak prawdziwie i tak radośnie, a on nie wiadomo który raz, poczuł coś nieznanego, co sprawiło, iż jego serce gwałtownie przyspieszyło.

Z jaśniejącym w blasku światła kandelabrów włosami, z delikatnym rumieńcem na policzkach i szczęściem w oczach, wydała mu się czymś nieskończenie doskonałym. Aniołem bez skrzydeł, bo te bezlitośnie wyrwał z jej ciała na samym początku.

Prowadził ją w tańcu, lekko, płynnie, w duchu dziękując matce, że tak upierała się, aby obaj z Arkiem brali tego typu lekcje. Wtedy był wściekły, ale już nie pierwszy raz czarował, popisując się nabytymi umiejętnościami.

Przycisnął do siebie Anastazję, pochylając się lekko, a ona uniosła głowę. W tej jednej chwili wyrwanej z wieczności, była tylko jego, tak jak on był tylko jej. I nagle zupełnie irracjonalnie zapragnął, aby chwila stała się całym życiem.

Pomóż mi – wyszeptał, gdy poruszali się w rytm płynącej niczym wartki nurt, muzyki. – Pomóż mi, laleczko!

W czym Natanielu? – Spoważniała, z niepokojem spoglądając w jego oczy. – Co się stało?

Nie chcę cię więcej krzywdzić.

Nie krzywdzisz mnie – zapewniła go, znów się uśmiechając.

Ale to robiłem.

Żałujesz tego?

Tak, żałuję.

I tylko to jest ważne. – Zatrzymali się, a ona uniosła ramiona i objęła smukłymi palcami jego twarz. – Nie pamiętam, że to robiłeś i jak robiłeś, więc dla mnie najważniejsze jest to, jakim człowiekiem jesteś teraz.

Pochylił się, przywierając do jej ust. Nie potrafił się powstrzymać. Pragnął jej, pragnął dać rozkosz i samemu ją otrzymać. Mrok skrył się w cieniu, został jedynie samotny mężczyzna, który powoli uświadamiał sobie czego tak naprawdę chce, czego pożąda i kto może mu to dać.

A ona po raz pierwszy nie miała wątpliwości, intuicyjnie wyczuwając, iż był szczery. Zarzuciła ramiona na jego szyję i pozwoliła mu na pełen namiętności pocałunek w tłumie obcych ludzi. Jak to możliwe, aby kogoś znała jednocześnie tak dobrze i tak źle? Bo przecież te kilka dni, to zbyt krótki okres, a nic więcej nie miała.

Powiedział, że ją krzywdził. Domyśliła się, o co mu chodziło. I przebaczyła, będąc pewną, że szczerze mówił o swym żalu. Naiwnie i głupio, lecz nigdy nie przypuszczałaby, że ten mężczyzna był dla niej tak okrutnym katem. Nie w tej chwili, gdy smak jego ust dostarczał tak niewysłowionej przyjemności.

Uniósł w górę Anastazję i bez słowa skierował się ku wyjściu. Wsiedli do limuzyny, która podjechała pod gmach, a wtedy Nataniel prawie stracił te resztki opanowania. Całował ją jak oszalały, przeczesując palcami złociste włosy, dotykając spragnionych pieszczot piersi. Na szczęście o tej porze był niewielki ruch na ulicy i dotarli do domu w zaledwie kwadrans.

Zabrał ją do swojej sypialni. Do miejsca, gdzie wydarzyło się tak wiele złego, a cienie tych wspomnień wciąż chowały się po kątach. Niecierpliwymi dłońmi zdjął z niej sukienkę, prawie zdarł bieliznę, podczas gdy ona rozbierała jego. Słychać było tylko ich głośne oddechy i ciche jęki rozkoszy.

Nie było czasu na grę wstępną, tak bardzo byli oboje podnieceni. Nie było czasu na słowa, a jednak gdy do jego uszu dobiegł nabrzmiały pożądaniem szept:

Pragnę cię, Natanielu!

Zwariował. Tyle razy chciał usłyszeć właśnie to, wypowiedziane dobrowolnie, bez jakiegokolwiek przymusu.

Jego laleczka. Jego księżniczka. Jego anioł, który właśnie wzbił się ku niebu, zabierając go ze sobą, zostawiając tam w dole wszystko to co złe, brzydkie i bolesne. Cały bagaż wspomnień, cały strach i cierpienie.

Opadli na łóżko. Ona na plecy, on na nią. Wpasował się pomiędzy smukłe uda, palce zacisnął na kształtnym biodrze i wszedł w nią jednym, silnym ruchem lędźwi. Bez najmniejszego oporu, tak była tam mokra. Nic więcej nie potrzebował, żadnych zapewnień czy dowodów.

Mówiła prawdę. Pragnęła go. Tak go to upoiło, że prawie stracił poczucie rzeczywistości. Poruszał się w niej w coraz szybszym tempie, a ona oplotła go nogami i ramionami. Jęczała, za każdym razem gdy wbijał się w jej wnętrze, a on przesuwał dłońmi po aksamitnej skórze, pieścił wargami każdy jej skrawek. Gdy napinała ciało, lekko wyginając je w łuk, wariował. Gdy odwzajemniała jego chaotyczne, mokre i pełne głodu pocałunki, wariował. A gdy wyjęczała wbijając paznokcie w jego barki:

Natanielu, mocniej! Błagam cię, mocniej!

Eksplodował. Krzyczał głośno, odginając głowę do tyłu. Drżał, czując jak mięśnie jej pochwy zaciskają się na jego członku. Ekstaza spleciona z dwóch głosów, echem odbijająca się od ich dusz i ścian sypialni. Nieporównywalna z niczym, co kiedykolwiek przeżył.

Opadł w dół. Wtulił pokrytą potem twarz w jej szyję. Wciąż w niej był, wciąż czuł oplatające go smukłe nogi. Półprzytomny, bo orgazm był tak intensywnym doznaniem, że prawie pozbawił go zmysłów. Nasycony, bo w końcu dostał to, czego pragnął od samego początku. Może sobie tego nie uzmysławiał, ale pragnął.

Ciężki jesteś – wyszeptała, leniwym ruchem przeczesując jego włosy. Uniósł odrobinę głowę, patrząc na jej zarumienioną twarz. Na kropelki potu, które zebrały się nad górną wargą i które teraz tak zmysłowo zlizała czubkiem języka. Na czerwień pokrywającą szyję, dekolt i piersi. – Ale zostań Natanielu, proszę, zostań. Chcę cię jeszcze czuć.

Uśmiechnęła się, a wtedy zamarł.

Chociaż to zakrawało na kpinę, to znalazł się właśnie w niebie. Wyrwała go z piekła i pokazała jak wygląda raj.

Laleczko... – Podciągnął się lekko w górę, tak, że teraz zawisł twarzą nad jej twarzą. – Coś ty ze mną zrobiła? Jakich czarów użyłaś? – wychrypiał.

Wcześniej nie było tak dobrze? – zapytała z wahaniem.

Nawet w połowie nie było – poświadczył z powagą. Na chwilę zamknął oczy, jakby obawiając się, że wyczyta w ich głębi stare grzechy. Nie chciał tego, nie w tym momencie, gdzie czuł ją tak intensywnie, każdym zmysłem, każdym skrawkiem skóry.

Kiedyś przyjdzie czas na rozgrzeszenie, ale to nie był ten dzień.

Chodź tutaj do mnie moja księżniczko – wymruczał, gdy sturlał się na łóżko, obok Anastazji. Wtuliła się w jego ramiona, a on otoczył ją kokonem z własnego ciała. Wdychał zapach jej włosów, czuł jak mocno i szybko biło jej serce. I jak później nagle zaczęło zwalniać, gdy zasnęła w jego objęciach, cichutko wzdychając.

Bardzo długo leżał tak w ciemnościach, powoli zaczynając rozumieć, co się właśnie wydarzyło. W końcu delikatnie ją odsunął i otuliwszy kołdrą wstał. Najpierw napił się wody, a później wyszedł na korytarz. Ciemności rozświetlała tylko jedna lampka, gdy Nataniel usiadł na szczycie schodów, zgarbiony, z pochyloną głową, z palcami wplecionymi we włosy.

Tak rozdarty pomiędzy siłami, które o niego walczyły, nigdy jeszcze nie był.

Anastazja... Anioł, który uparł się wydrzeć piekłu jego duszę.

To było prawdziwe. Pierwsza prawdziwa rzecz w jego pojebanym życiu. Nie tylko czyste pożądanie, ale o wiele więcej. Uczucie, którego nie chciał i którym pogardzał. Przed którym bronił się tak zaciekle, że potrafił zabić.

Zrobił dokładnie to, co zaplanował.

Zauroczył ją, rozkochał w sobie.

Nie wziął pod uwagę jednego. Że sam ulegnie fascynacji, że i jego serce nie pozostanie obojętne.

Że i on może się zakochać.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)