Nataniel (XVII)

with 8 komentarzy

 

Leniwe płynące dni przyniosły ze sobą jedynie większe poczucie jedności, intymność, której Anastazja nie znała, a Nataniel nigdy wcześniej nie doświadczył. I powoli zbudowały zaufanie między nimi.

To już nie był tylko seks czy pełne żaru pocałunki. To było wspólne życie, chociaż nadal niewiele zdradził jej szczegółów dotyczących tego, czym się zajmował. Pozwolił zadzwonić do siostry, porozmawiać z nią, nawet umówić się na odwiedziny. Często wpadali z wizytą do Arka i Wiki, zabierając dziewczynkę na spacery czy inne przyjemności. Patrycja przyjmowała to z ulgą, bo poród zbliżał się wielkimi krokami. Wtedy Anastazja ze zdumieniem obserwowała zachowanie Nataniela. Dla swojej bratanicy był nieulękłym bohaterem, ukochanym wujkiem i kompanem zabaw. Kochał ją, to było widać i ta miłość, starannie kamuflowana, skrywana w cieniu, tak bardzo ją wzruszała. Twardy, nieugięty mężczyzna, też miał swoje słabości.

Szybko zrozumiała, że kolejną jest ona.

Widziała też, że coś go dręczy. Że nadal potrafi być brutalny, chociaż była pewna, że już więcej jej nie skrzywdzi. W seksie przechodził sam siebie i, to akurat było tajemnicą, ze wzgardą odrzucił propozycję Kaliny, która ośmieliła się do niego zadzwonić.

Nie chciał już innej kobiety.

Zobaczyła się z Klarą, która nie mogła uwierzyć, że Nastka straciła pamięć. Na nowo poznała swoje siostrzenice, świetnie bawiąc się tego dnia. Nataniel zostawił jej wolną rękę, tłumacząc, iż musi wyjechać w pilnej sprawie. Nie miała pojęcia, że bał się, iż jej siostra mogła coś o nim wiedzieć. Niby nigdy nie ścigała go policja z powodu wydarzeń w restauracji, lecz mimo wszystko wolał się zabezpieczyć.

Za to zapomniał, że nie zabezpiecza się w zupełnie innej kwestii.

Miał inny, poważny problem. Pawła, który odgrażał się, że ten zboczony psychopata jeszcze go popamięta. Zadbał o ochronę najbliższych, ale nadal czuł niepokój. Docierały do niego sygnały, że sytuacja naprawę nie jest ciekawa, że ten wieprz oferował kupę szmalu za wykonanie jednego zlecenia.

Arek miał rację. Cholera, co go wtedy podkusiło? Wiedział co, a jednocześnie miał wrażenie, jakby był wtedy zupełnie innym człowiekiem.

Anastazji się nie przyznał, ale za pomocą brata znalazł terapeutę, do którego miał chodzić na sesje. Co prawda starsza i doświadczona pani doktor, aż pobladła, gdy przy pierwszej wizycie wyspowiadał się z kilku swoich grzeszków, ale później przyjęła sobie pomoc mu za punkt honoru.

Bo mimo wszystko zło wciąż walczyło, aby wydostać się na wolność. Demony szalały w głowie, wykręcały trzewia, torturowały duszę. Czasami budził się w nocy i patrząc na śpiącą Anastazję miał tak wielką ochotę ją skrzywdzić. Znów słuchać, jak skamle oo litość, znów czerpać przyjemność z jej bólu. Bał się takich nocy, bo chociaż na razie nad sobą panował, to nie miał pojęcia, jak długo to potrwa.

Tak bardzo nie chciał zawieść jej zaufania. Jej i Wiktorii, która już skrycie marzyła, że będzie sypała przed nimi kwiatki, gdy pójdą do ołtarza.

Widziałam w bajce – pochwaliła się osłupiałemu Natanielowi. – Będzie fajowo, wujku! Zobaczysz.

Pewnie tak – mruknął zmieszany. Mimo wszystko ślub był ostatnią rzeczą, jaką zamierzał popełnić na tym padole łez.

Za to Anastazja miała wrażenie, że śni. Czasami ten sen próbował zmienić się w koszmar, ale wtedy przepędzała złe duchy za pomocą pocałunków i pieszczot. Rozumiała już dwie rzeczy. Zależało mu na niej, ale ta skrzywiona część jego osobowości, nie zamierzała się poddać, lękając się zależności, tego uczucia między nimi. Trochę zaczęła czytać na ten temat i wiedziała, że Nataniel poprzez swoje zachowanie miał wrażenie, iż tylko w taki sposób mógł ją ze sobą związać. Praktycznie to zakrawało na cud, że był zdolny do związku bez przymusu, gdzie istniała autentyczna więź pomiędzy dwojgiem ludzi.

Czasami zastanawiała się, co było tego przyczyną, ale nie znała jego rodziców na tyle, by wysnuć jakieś wnioski.

Nie czekała też na ukryte w głębi umysłu, wspomnienia. Miała wrażenie, że lepiej byłoby gdyby tam pozostały. Zwłaszcza gdy pewnego dnia zorientowała się, że jest w ciąży.

To był szok, grom z jasnego nieba. Mimo iż żadne z nich się nie zabezpieczało, ani razu nie pomyślała, co może być konsekwencją ich niefrasobliwości. Kupiła test, a kiedy wyszedł pozytywny, długo siedziała w łazience, zastanawiając się, co teraz.

Nataniel. Jak on to przyjmie? Niby wierzyła, że się ucieszy, lecz ostatnio bywał taki nieswój, może nie zdenerwowany, ale poirytowany. Tak jak dziś, gdy zniknął zaraz po śniadaniu i dotąd nie dał znaku życia.

Sięgnęła po telefon i wybrała jego numer.

Halo? – Zniecierpliwiony, jakby obcy głos.

Ja...

Laleczko, błagam! Nie teraz. Mamy tutaj ciężką sytuację. Wszystko ci wytłumaczę, jak wrócę, ale... To będzie prawdziwa wojna.

Wojna? – wyszeptała, blednąc.

Z takim jednym obleśnym knurem. Nie martw się, nie dam się zabić – dodał, siląc się na beztroski, niemal radosny ton. – I wrócę na kolację.

Przyrzekasz?

Klnę się na mego fiuta!

Natanielu!

No co? – Tym razem słyszała jak się śmieje. – Czekaj na mnie dziś, chciałbym ci coś powiedzieć.

Ja tobie też Natanielu.

Na chwilę w słuchawce zapadła cisza.

Odzyskałaś pamięć?

Nie, to coś innego. – Dziwne, ale dlaczego nagle był taki spięty i nieswój? – Będę czekać, obiecuję.

Rozłączyła się i zamyśliła. Nataniel najwyraźniej bał się jej wspomnień. Czy na pewno powiedział do końca prawdę? Czy po prostu wstydził się tego, co robił?

Może była głupia, lecz to przestało być dla niej ważne. Był skomplikowanym człowiekiem, trudnym partnerem, ale innego już nie chciała. Przypomniała sobie, jak kochali się dziś po przebudzeniu. Z żarem, namiętnie, bez odrobiny brutalności. Jak czule pocałował ją na pożegnanie.

Pomyślała, że każde grzechy można wybaczyć.

I nawet nie przypuszczała, jak bardzo się myli.

***

Co teraz? – zapytał bezradnie Arek. – Co mam zrobić?

Jesteś pewien, że to on?

Szofer nie widział twarzy napastników.

Doskonale to zorganizowali – mruknął Nataniel.

Około południa zadzwoniła matka, mówiąc mu, że chyba stało się coś złego, bo Wiktoria nie wróciła do domu. Zaraz później dowiedział się od ojca, że dziewczynkę ktoś uprowadził spod szkoły. Pomimo, iż była to zamknięta, strzeżona placówka i pomimo tego, że odbierała ją obstawa składająca się z dwóch, doskonale przeszkolonych ochroniarzy.

Zostali sprawnie pozbawieni przytomności, a Wiki zniknęła. Nikt nie zadzwonił po okup, nikt nie przyznał się do porwania. Zrozpaczony Arek szalał, Patrycja była pod stałą opieką lekarza, a wstrząśnięci rodzice porzucili swoje zajęcia, siedząc teraz w salonie i szukając ratunku.

Wiesz, kto to zrobił, prawda? – odezwał się w końcu Arek.

Podejrzewam.

Nikt inny by się nie ośmielił. Nataniel...

Zadzwonię do niego. Powiem, że przyjadę sam, niech weźmie mnie zamiast Wiktorii.

Zabije cię.

To nie jest ważne. Ja to rozpętałem, ja muszę zakończyć.

Spojrzeli sobie w oczy.

Nataniel... Odzyskają ją, proszę.

Odzysk... Dzwoni Rafał – powiedział, zerkając na ekran komórki. – Może czegoś się dowiedział. Halo? Mów!

Arek w milczeniu obserwował twarz brata. Pionową zmarszczkę, która przecięła gładkie czoło. Wieści chyba nie były pomyślne.

Ten wieprz zarzeka się, że to nie jego sprawka – oznajmił Nataniel po zakończeniu rozmowy. – Chociaż Rafał ma wrażenie, że kłamie. Na wszelki wypadek trzeba sprawdzić czy to nie jakiś wróg ojca.

Największym wrogiem ojca są prokuratorzy. Sądzisz, że to któryś z nich? – zapytał z Ironią Arek. – Paweł nie jest głupi. Nie wystąpi przeciw nam otwarcie, bo wie, że wtedy byśmy go zniszczyli.

Logiczniej byłoby, gdyby porwał Anastazję.

Za dobrze jej pilnujesz. Miałem przeczucie, że Wiki powinna się uczyć w domu.

Daj spokój, nie damy się zastraszyć. Napiszę do tego wieprza propozycję. Ja w zamian za Wiktorię. Jeśli to on, zgodzi się.

Tak. I wystawi na cel naszej zemsty.

To ja bym się mścił. Zabije mnie i po kłopocie.

Dziwnie do tego podchodzisz.

Arek... Mam to w dupie, bo chodzi o Wiktorię. Mogą mnie nawet zabić, tylko proszę, zaopiekuj się wtedy moją laleczką. Dobrze?

Zaopiekuję się, masz moje słowo. – W oczach Arka pokazały się łzy. Może i Nataniel dla innych był skurwielem, ale ten skurwiel kochał pewną małą dziewczynkę i pewną kobietę, chociaż do tej drugiej miłości jeszcze nie przywykł i nadal się przed nią bronił.

Natan... A jeśli zażąda Anastazji?

Też przeszło mi to przez głowę, ale tego nie zrobi. Jeśli chce przeżyć tę akcję, musi zgodzić się, abym to ja został zakładnikiem. Musi mnie zabić. Nie jest głupi, wie, że w przeciwnym wypadku ma przejebane. Idź do rodziców. Ja tu postoję, bo duszę się w środku.

Został sam. Napisał wiadomość do Pawła, zapalił papierosa. Długo czekał na odpowiedź, czując kiełkującą furię. Aż w końcu przyszedł sms. Zaczynał się od przekleństw i kończył zapewnieniem, że on, Paweł, nie brał w niczym udziału. Chciałby, ale to nie on. On też szykuje zemstę, lecz małych dzieci w to nie miesza. Ale dobrze im tak, to kara za to, że Nataniel wciągnął w ich rozgrywki jego niewinną córeczkę.

Sukę, nie niewinną – mruknął Nataniel, bo dobrze znał krążące o niej plotki. – Coś tu śmierdzi i to mocno.

Zamyśli się. Jakim typem człowieka był Paweł? Niezbyt ciekawym, ale jemu to nigdy nie przeszkadzało.

Lubił perwersje. Jeśli chodzi o seks, to był jednym z tych, którzy uwielbiali zabawy z własnym i cudzym kałem. Kochanki nie musiały być młode, wolał raczej te bardziej doświadczone. I zawsze blondynki, dlatego chciał mu wtedy oddać Anastazję. Skrzywił się na samo wspomnienie. W interesach ten bydlak nie kierował się niczym poza własnym dobrem. Potrafił oszukać nawet swoich wspólników, za co niejednokrotnie grożono mu śmiercią. Miał kilkoro dzieci, ale niezbyt o nie dbał, z wyjątkiem panienki, z którą zabawiał się Nataniel.

Porwanie Wiktorii byłoby dla niego wyrokiem.

Tylko jeśli to nie on, to kto?

Doszliście do jakiś wniosków? – zapytał, gdy znalazł się w salonie.

Nie. Wszyscy przysięgają, że nie mają z tym nic wspólnego. Chociaż... – ojciec się zawahał. – Jeden z moich klientów ma syna. Nic ciekawego, ćpa, hula, można powiedzieć, że złoty dzieciak. Ale on podczas ostatniej imprezy gościł u siebie takich dwóch Czeczeńców. Wypili za dużo, bo myśleli, że chłopaka pokonają w ilości wódki i potem chwalili się, że jeden taki tłusty wieprz wynajął ich do super płatnej fuchy. Wojtek nie pamięta szczegółów, tylko te ich przechwałki, ile to zarobią na prostej robocie.

Tłusty wieprz pasuje do Pawła. Myślisz, że o to chodziło? O porwanie Wiki?

Całkiem możliwe.

Wie, kim było tych dwóch?

Nie bardzo. Spiknęli się w takiej jednej spelunie i niestety, może nam podać jedynie rysopisy, a i to niedokładnie, bo było tam za ciemno, aby dostrzegł szczegóły. Ale pamięta kiedy to było. Dokładnie siedem dni temu.

Dobre i to. Narodowość też wystarczy – mruknął Nataniel. – Dzwoń do niego jeszcze raz, potem ja rozpuszczę wieści i może się czegoś dowiemy.

Dwie godziny później tkwili w tym samym miejscu. Próbowali rozmawiać na banalne tematy, ale słabo im to wychodziło. Arek w końcu poszedł na górę, do żony. Do Nataniela zadzwoniła zaniepokojona Anastazja. Pierwszy raz to zrobiła, a on musiał wysilić się na beztroski ton. Nie chciał jej martwić. Skoro była daleko od tego wszystkiego, to po co miała wiedzieć, o porwaniu Wiki? Oczywiście, jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, to pewnie powie jej wszystko, gdy wróci do domu.

Kolejne dwie godziny i nic. Nędzna informacja, że faktycznie po mieście kręciło się takich dwóch, ale starali zbytnio nie rzucać się w oczy. Matce lekarz zaaplikował zastrzyk, aby mogła się przespać. Ojciec zamknął się w gabinecie i jeszcze raz obdzwaniał wszystkich klientów, którzy zawdzięczali mu swoją wolność. Patrycja zmęczona płaczem, usnęła, a Arek siedział na sofie zgarbiony i milczący. Czuł się podle, bo prócz lęku o córkę, towarzyszyło mu poczucie winy.

Szkoda, że to nie Paweł. Wtedy byłoby już po wymianie i trzymałby córeczkę w ramionach, zastanawiając się, jak pomóc bratu.

Niesprawiedliwie było tak myśleć, lecz Nataniel sam nawarzył sobie tego piwa.

Na zewnątrz nie tylko zapadł mrok, zaczęło też padać. Mocno, jakby ktoś na górze postanowił zalać ten świat hektolitrami wody.

Nataniel stał na ganku, paląc kolejnego papierosa. Zamiast gniewu pojawił się niepokój., jakby miało go spotkać coś niedobrego. Dziwne uczucie jak na takiego bydlaka, który innym zadawał jedynie cierpienie.

Ulewa rozszalała się na dobre. Wiatr zacinał deszczem, niewiele też dawało się dostrzec w panujących ciemnościach. Czasami, gdy mrok rozjaśniało światło błyskawic, widać było ogromne kałuże i wyginające się gałęzie drzew. Świat opanowało szaleństwo, jednak Nataniel się go nie bał.

Rozglądał się w milczeniu, podczas gdy ubranie przesiąkło mu wodą, a jej wąskie strumienie spływały po twarzy i ramionach.

W końcu dostrzegł coś dziwnego tuż w połowie drogi do bramy. Ruszył powoli, ostrożnie, lecz gdy kolejna błyskawica rozświetliła świat zimnym blaskiem, zrozumiał co widzi.

To było ciało, drobne ciało dziecka. Dziewczynki o czarnych włosach, ubranej w różową sukienkę.

Już się nie zastanawiał. Rzucił się do przodu, czując jak żołądek podchodzi mu do gardła. Padł na kolana i drżącym dłońmi chwycił w ramiona bezwładne ciałko.

Nie, nie bezwładne.

Martwe ciało.

Kolejny błysk, huk i szeroko otwarte oczy. Takie puste, takie obojętne.

Nie – wyszeptał Nataniel. – Nie, kurwa, nie! Błagam, nie!

Zdawał sobie sprawę, że nic nie da szukanie pulsu, z tego, że tym razem przyszło mu zmierzyć się z przeciwnikiem, który nie brał jeńców. Śmierć była nieubłagana, nie szło z nią pertraktować, nie można było jej oszukać, zwłaszcza gdy już zabrała coś, co do niej należało.

I nagle z przerażającą jasnością zdał też sobie sprawę, że to wszystko jego wina. To on rozpoczął tę wojnę, tego dnia, gdy postanowił zabrać ze sobą Anastazję. Tego dnia, gdy postanowił zmusić ją do seksu z Pawłem, i tego gdy torturował jego córkę. Arek prosił, aby odpuścił, lecz on był zbyt zadufany w sobie, zbyt pewien swej władzy i siły. Kpił sobie z niebezpieczeństwa, rzucał wyzwanie śmierci, a ta w końcu przybyła stoczyć pojedynek i zwyciężyła.

Mała dziewczynka, która tak bardzo go kochała. Którą nosił w ramionach od momentu, gdy się urodziła. Która tak w niego wierzyła, wierzyła, że jest dobrym człowiekiem.

Zawiódł ją. Zawiódł na całej linii. Nie zdołał ocalić, a teraz musiał wziąć w ramiona jej martwe ciało i zanieść je rodzicom.

Jak miał to zrobić?

Wikuś – wyszeptał bezradnie. Tego, co kotłowało się w jego duszy, nie potrafił opisać za pomocą słów. Nie płakał; twarz miał kamienną, tylko w oczach można było wyczytać cierpienie.

Jego wina! Jego cholerna wina!

Zemsta zaprowadziła go wprost do piekła straconych szans, bo tego, co zrobił, nie mógł już zmienić. Świadomość własnych win miała mu towarzyszyć po wieczność, albo do chwili gdy ktoś go nie zabije, albo gdy sam nie strzeli sobie w łeb. Była gorsza niż ból fizyczny, bo ten zawsze się kończył.

Powoli wstał. Przytulił do siebie zimne ciało dziewczynki, chociaż wiedział, że nic już jej nie rozgrzeje. Szedł przed siebie jak pijany, nieświadomy tego, co robi. A kiedy dostrzegł stojącego w drzwiach Arka, zrozumiał, że brat nigdy mu tego nie wybaczy.

On sam nie potrafił tego zrobić, dlaczego więc inni mieliby okazać litość?

Bez słowa oddał mu Wiktorię i zadrżał, gdy dostrzegł łzy płynące po policzkach Arka. On też wiedział, też to przeczuwał. Nawet nie spojrzał na Nataniela. Czekało go coś znacznie gorszego, coś, czego nie chciałby przeżyć żaden człowiek.

Nie chciał, ale musiał podzielić się swym bólem z Patrycją.

Nataniel jeszcze przez chwilę stał na progu, a gdy kobiecy głos wykrzyczał w nieludzkim cierpieniu:

Moja córeczka!

Odwrócił się i odszedł w ciemność. Za bramą wsiadł w samochód, by wrócić do domu.

Do niej.

Może kiedy wszytko jej powie, ona zrozumie?

A może powinien pokazać, kim naprawdę jest, zakatować ją na śmierć?

Może to przyniesie mu ulgę?

Jechał i z każdym mijanym kilometrem narastał w nim gniew.

To ta suka była wszystkiemu winna! To przez nią się mścił i przez nią zginęła Wiki! Pierdolona dziwka o niewinnym spojrzeniu, które tak go zwiodło. Koniec z tym wszystkim, koniec zabawy, musi to wreszcie skończyć.

Rozliczenie z Pawłem zostawi na później i tym razem potwór w jego duszy świętował, wiedząc, że zemsta nie tylko będzie okrutna. Będzie aktem prawdziwego bestialstwa.

Gwałtownie zahamował na podjeździe. Wysiadł z samochodu, z wściekłością trzaskając drzwiami. Przez chwilę zamarł w bezruchu, usiłując się uspokoić. Z kamienna twarzą i zaciśniętymi w pięści dłońmi, wszedł do środka, od razu kierując się do sypialni. O tej porze z pewnością tam ją znajdzie.

Miał rację. Stała zadumana przy oknie. A kiedy usłyszała jego kroki, odwróciła się i od razu jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.

Natanielu!

Nagle zwątpił w to wszystko. Może to nie ją, a siebie powinien zabić? Może to tylko on zasługuje na śmierć?

Natanielu, coś się stało? – Od razu wyczuła, że coś jest nie tak. – Jesteś cały przemoczony.

Interesy... – odetchnął. – Interesy źle poszły.

Bardzo źle?

Bardzo.

Stała tuż przy nim. Jedną dłoń położyła na jego piersi, drugą przycisnęła do swojej. Gdyby nie był tak przesiąknięty własnym bólem, od razu dostrzegłby jej poddenerwowanie.

Może... Może mam coś, co cię ucieszy i poprawi ci humor?

Tak, pomyślał mściwie. Twoja śmierć w męczarniach, kurwo! Lecz mimo to milczał, próbując się opanować. Głos rozsądku szepczący, że Anastazja w niczym nie zawiniła, z ledwością zagłuszał pragnienie, aby to na niej wyładować wszystkie negatywne emocje, które go przepełniały. Wkurwiało go to pełne skrywanych tajemnic spojrzenie, szczęście dostrzegalne w zielonych oczach. On cierpiał, ona najwyraźniej nie.

Ja... Natanielu, jestem w ciąży. Zostaniesz ojcem.

Zapadła cisza. Anastazja czekała na jego reakcję, na to, aż wygładzi się pionowa zmarszczka pomiędzy zmarszczonymi brwiami. Na słowa, które nadal wisiały w ciszy pomiędzy nimi.

Ojcem? – powtórzył zamroczony. – Ojcem?

Byłam pewna, że ta wiadomość cię ucieszy – powiedziała cicho.

Ucieszy? – Pochylił głowę, a ona przyglądała mu się niepewnie. Lecz kiedy ją uniósł, zrozumiała, że popełniła błąd. Nie wiedziała jaki, ale to był błąd.

Szare oczy przepełniło szaleństwo, szczupła twarz wykrzywił gniew, a wargi rozchyliły się, jak u dzikiego zwierzęcia, które właśnie ma zaatakować. Bo Nataniel wciąż widział przed sobą martwe ciało Wiktorii i graniczącą z obłędem rozpacz w oczach brata. Los jedno dziecko zabrał, drugie dał, tylko że on tego nie chciał.

Nie zostanę! – wysyczał. – Wyskrobię ci z brzucha tego bachora! Wypruję flaki razem z tym pojebanym płodem! Ty cholerna kurwo!

Chciała się cofnąć, uciec, ale nie pozwolił jej na to. Cios był silny i od razu posłał ją na podłogę. Zamroczył i oszołomił, bo przecież on... To był jej Nataniel, mężczyzna, w którym się zakochała. Wciąż czuła smak porannych pocałunków, pieszczotę dłoni, która teraz tak brutalnie uderzyła w jej twarz.

Dlaczego?

Albo nie! – warknął, brutalnym szarpnięciem za włosy, zmuszając ją do wstania. – Zrobimy sobie domową aborcję.

Natanielu! – krzyknęła z rozpaczą. Inne myśli wyparowały, ulotniły się, pozostała tylko ta jedna, aby bronić dziecka w jej łonie. Lecz on był silniejszy, znacznie silniejszy. Nie miała najmniejszych szans, mogła tylko błagać o litość.

Zawlókł ją na skraj schodów. Wiła się i szarpała, przerażona jego przeminą, słowami i sposobem w jaki ją traktował. Nie rozumiała dlaczego? Przecież...

Silne palce zacisnęły się na jej krtani, a wtedy nagle Anastazja zrozumiała.

Boże! – wyszeptała. Oczy miała ogromne, pełne niedowierzania. Już nie płakała, bo wspomnienia, które napłynęły, pokonały rozpacz. Nagle drzwi do przeszłości stanęły otworem, a do niej dotarło, że to wszystko było niczym okrutny żart. Każda chwila w jego towarzystwie, każdy pocałunek, każda pieszczota. Był potworem, oprawcą, a nie kochankiem. – Pamiętam...

Bardzo dobrze! – syknął. – A teraz pora przywrócić naturalną równowagę między nami. Między panem, a jego suką.

Natanielu ja...

Nie czekał, aż skończy. Pchnął, pchnął z całej dostępnej mu siły. Nie miała żadnych szans, nie mogła się uratować. Sturlała się po schodach i znieruchomiała na samym dole. Pełen przerażenia krzyk urwał się raptownie i zapadła cisza.

Złowróżbna, bo do Nataniela właśnie dotarło, co zrobił.

Jeśli i ją zabił...

Runął w dół, nie bacząc na nic. Pokonywał nawet po trzy stopnie i w mgnieniu oka dopadł leżącej Anastazji. Zauważył palmę krwi w okolicach jej głowy i prawie oszalał.

Laleczko! – wyszeptał urywanie.

Niemożliwe, nie mogła umrzeć! Kurwa, nie! Ręce tak mu drżały, że z trudem nad nimi zapanował. Odetchnął dopiero, gdy wyczuł słaby puls. W pośpiechu wygrzebał komórkę i zadzwonił po pogotowie. Jak chamy się nie pospieszą, to przysięga, zastrzeli ich!

A później już tylko siedział obok nieprzytomnej Anastazji, z głową schowaną w kolanach. Nie potrafił płakać, ale to nie umniejszało jego cierpienia.

Co on najlepszego uczynił?

Zamiast poszukać ukojenia w jej ramionach, wyspowiadać się ze wszystkich grzechów i czekać na przebaczenie, dał jedynie upust swej wściekłości. Mógł wszystko naprawić, a znów wszystko zepsuł.

Jego Wikusia umarła. A kobieta bez której nie potrafił żyć, właśnie podążała tą samą drogą.

Do Nataniela dotarła nagle brutalna prawda. Nie chodziło o tresurę, o przyjemność, o jego upór. Nie chodziło o seks i przemoc, które dostarczały rozkoszy.

Chodziło o nią.

Zawsze chodziło o nią, tylko on nie dopuszczał do siebie tej myśli. Bronił się z całych sił, buntował, krzywdził ją na różne chore sposoby.

Nie chciał jej złamać.

Chciał jedynie odsunąć od siebie uczucia, które pojawiły się w jego życiu.

Anioł nie upada nigdy. Diabeł upada na samo dno piekła i już nigdy się z niego nie wydostaje.

Tak jak on.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    To się nazywa zwrot akcji , rewelacja. Już dawno nie czytałam tak dobrej historii.

  2. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Jeeezzuuu, brak mi słów …

  3. k
    kaśka
    | Odpowiedz

    Jedna z najlepszych książek jakie czytałam , taka zupełnie w moim stylu , pełna emocji i zwrotów akcji , po prostu super .

  4. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    Nie wiem, co napisać. Serio, zwrot akcji niesamowity, ale tego można było się poniekąd spodziewać…

  5. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Nie ma dla niego szans, niech wróci jej wolnosc , pierwszy raz jestem za tym żeby glowni bohaterowie nie byli razem. On po prostu się nigdy nie zmieni , a będzie się wyżywał na Nastce. Mega emocje nam zaserwowałas Aga,właśnie to są te cienkie linie miedzy miłością a nienawiścią i pytania co dalej zrobić.

  6. Y
    Yasmin
    | Odpowiedz

    Niezły twist plot, ale mogę uwierzyć w istnienie takich potworów… Że boi się miłości, to jedna strona medalu, ale on ma naprawdę coś nie tak z głową 🙂 Ciekawe studium przypadku psychopaty

  7. K
    Kama
    | Odpowiedz

    Co za zwrot akcji. Nie można się nudzić.

  8. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Serce mi pękło na pół:(

Napisz nam też coś :-)