Nataniel (XVIII)

with 6 komentarzy

 

Zemstę odłożył na później.

Rozpacz po śmierci Wiktorii była niczym otwarta rana.

Lecz to, co zrobił Anastazji... Z pełną premedytacją zepchnął ją ze schodów. Po tym, jak wyznała mu, że spodziewa się jego dziecko.

W zasadzie dokonał już zemsty, jedynie na niewłaściwej osobie.

Teraz zamknął się w domu, w sypialni i tylko pił oraz ćpał, aby chociaż na chwilę zapomnieć o tym, co się wydarzyło. O swoich grzechach, tak wielkich, że nie mogło ich zmyć już żadne odkupienie.

Anastazję zabrała karetka. Uraz głowy był poważny, bardzo poważny. Operacja trwała kilkanaście godzin, które Nataniel spędził samotnie na pustym korytarzu. Nie mógł szukać wsparcia w rodzinie, bo oni przeżywali własną tragedię.

Szczerze mówiąc, nie potrafił spojrzeć im w oczy.

Nieważne stało się, czy to Paweł zlecił zabójstwo, czy jego dwóch porywaczy wykazało się zbędną gorliwością. Nataniel wiedział, że w odpowiednim momencie dorwie ich wszystkich. Będą umierać długo i w męczarniach, już on to mógł im zagwarantować.

Nad ranem otrzymał informację, że operacja się udała. Wrócił do domu, bo niby co innego mógł zrobić? Wedrzeć się na OIOM, strasząc wszystkich bronią? Głupie, bo wtedy szybko by go zamknęli. Przynajmniej na dwie doby.

Lekarz obiecał mu tylko, że zadzwonią, kiedy będzie mógł odwiedzić pacjentkę. W zasadzie na początku powiedziano mu, że jako osobie nie z rodziny, nie powinni udzielać mu żadnych informacji. Lecz mina Nataniela była w tym momencie tak wymowna, że jego rozmówca skapitulował.

Teraz siedział na podłodze, pod ścianą, brudny, spocony i pijany. Palił papierosa za papierosem, wpatrując się tępym wzrokiem przed siebie. Nie jadł już całą dobę, ale to było mało ważne.

Nataniel?

Drgnął, gdy usłyszał głos matki.

Tutaj jestem – wychrypiał.

Co za smród! – Maria weszła do sypialni, krzywiąc twarz. Potem spojrzała na swojego starszego syna i pomyślała, że nie jest dobrze. – Jak ty wyglądasz Natanielu?

Jak gówno. Tak też się czuję – odpowiedział zgodnie z prawdą.

Anastazja odeszła?

Nie. Zepchnąłem ją ze schodów. Jest w szpitalu.

Matka pobladła. Przysunęła sobie fotel i usiadła naprzeciwko syna.

Przeżyła, prawda?

Ona tak – wzruszył ramionami. – Dziecko pewnie nie.

Była w ciąży?

Tak.

Wiedziałeś o tym? Czy powiedział ci, dopiero lekarz?

Wiedziałem.

Nataniel! – Maria drżącą dłonią przykryła usta, po to, aby nie krzyczeć. – Natanielu! Boże, jak mogłeś?!

Bóg nie miał tu nic do gadania. Raczej ten drugi.

Zapadła cisza. Patrzyła na swojego syna, na swojego pierworodnego i po raz pierwszy zastanowiła się, gdzie popełnili błąd? Gdzie ona go popełniła? Gdy urodził się Nataniel jej kariera zaczęła gasnąć. Desperacko walczyła o swoją pozycje, zaniedbując syna i zamiast prawdziwej matczynej miłości stawiając mu tylko warunki, które musiał spełniać. Dopiero gdy urodził się Arek, odpuściła z aktorstwem i zajęła się dziećmi. Może to właśnie był powód? Powód drążącego go zła? Powód, że tak bardzo bał się odrzucenia, iż nie nawiązywał żadnych normalnych relacji?

Jak się czuje Arek?

Źle. Patrycja urodziła ślicznego chłopca. Na szczęście wszystko potoczyło się pomyślnie.

Każdego roku – zaczął z goryczą Nataniel. – Gdy będą świętować jego urodziny, będą również obchodzić żałobę po stracie... – Nie dokończył, kuląc się w sobie.

Dali mu na imię Nataniel.

Nie powinni – wyszeptał.

Patrycja tego chciała.

Kiedy się dowie...

Już się dowiedziała. Arek niczego przed nią nie ukrywał.

Nataniel tylko się uśmiechnął. Bez radości był to jedynie sztuczny grymas ust.

Pojedziesz do niej?

Nie wiem, czy mnie wpuszczą.

Jedź. Walcz o nią, bo warto. Walcz z całych sił.

Mamo – po raz pierwszy odkąd przyszła, spojrzał jej prosto w oczy. – To na nic. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak wiele razy ją skrzywdziłem, jak bardzo przeze mnie cierpiała. Ile złego się między nami wydarzyło. Ja nie potrafię wybaczyć tego sam sobie, dlaczego ona miałaby to zrobić?

Jedź. – Maria uklęknęła przy synu i pogładziła go po zapadniętym i zarośniętym policzku. – Póki żyjesz, póki ona żyje, zawsze jest cień szansy.

Ja się nie zmienię. Próbowałem, ale nie potrafię.

To nie próbuj. Zrób to!

Nie wiesz, o czym mówisz.

Może nie, ale wiem, że czasami trzeba walczyć, a czasami się poddać. To jeszcze nie pora na kapitulację Natanielu. Pamiętam, jak na ciebie patrzyła. Pamiętam, jak ty patrzyłeś na nią. Proszę cię synku, jedź i walcz! To co najcenniejsze w naszym życiu, nigdy nie przychodził łatwo. – Dostrzegł dwie łzy, który potoczyły się po jej policzkach.

Nagle uświadomił sobie, że miała rację. Jego matka mimo tego powierzchownego wizerunku, jaki sobie wypracowała, była mądrą kobietą. Często o tym zapomniał, często zapominał, jak bardzo ją kochał. Może dlatego, że życie bez uczuć było dla niego łatwiejsze? Nie stawiał sobie granic, nie ograniczał w żadnym działaniu i nie musiał martwić się o własne sumienie.

Tylko dlaczego właśnie pomyślał, że teraz jego kolej na to, by płakać?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    O matko jedyna! Aga, ja zwariuje przez te historie. Z każdą Twoją książka mówię sobie „oooo to będzie zdecydowanie moja ulubiona, mój ulubiony bohater” , a Ty ciągle mnie zaskakujesz. Jesteś przezdolna kobietą 🙂 pisz dla nas do końca świata!

  2. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Nie każ nam długo czekać na kolejną część. NIE W TAKIM MOMENCIE!!! Oszaleć można.

  3. M
    Marta Georgopoulos
    | Odpowiedz

    No niech walczy

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Swietnia część. Na watt nie było części więc przyszedłem tutaj

  5. A
    Anika
    | Odpowiedz

    Chyba jest blad na stronie, bo ta czesc nie wyswietla sie na stronie glownej

  6. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    A teraz zostało ZMIAŻDŻONE:(

Napisz nam też coś :-)