Nataniel (III)

with 2 komentarze

 

Kobieta.

Nataniel przekrzywił głowę, mrużąc oczy. Złociste włosy odbijały ognistą łunę ognia. Koloru oczu nie dostrzegł, innych szczegółów także, a jednak twarz wydała mu się znajoma.

Miałem wypadek. – Nie pytał, bo doskonale pamiętał tańczący na bezdrożach samochód, ogłuszający huk i siłę uderzenia.

Miałeś. – Głos miała schrypnięty, zabarwiony przerażeniem.

Bała się go? Przecież nic jej nie zrobił. Jeszcze, pomyślał rozbawiony.

To była bardzo głupia decyzja. Nie powinnaś była mi pomagać.

Wiem.

Wiesz? – Uniósł zaskoczony brwi, podciągając się w górę i zajmując pozycję siedzącą. Natychmiast lekko się skrzywił, bo chyba oberwały również żebra. Może nie były złamane, ale na pewno stłuczone. Albo nabawił się zwykłych siniaków.

Opatrzyłam ranę. Wezwałam pogotowie. Wkrótce przyjadą. – Relacjonowała suchym, beznamiętnym tonem. Niezupełnie beznamiętnym, bo nadal wyczuwał w nim strach.

Rozwiąż mnie – zażądał.

Nie mogę. Zaczekamy.

Lepiej, żebym nie zrobił tego sam, bo wtedy pokażę ci moje niezadowolenie z takiej gościny – zadrwił.

Trudno, zaryzykuję.

Dostrzegł, jak kurczowo zacisnęła palce na poręczach fotelu, w którym siedziała.

Daj mi wody, albo coś ciepłego. – Nie prosił. Rozkazywał. Tak jak wtedy, chociaż teraz nie okazywał rozbawienia.

Możesz dostać wodę. Nic do jedzenia. Od razu nie umrzesz z głodu.

Wstała, po czym nalała do wysokiej szklanki wody z dzbanka. I chociaż tak bardzo się wzdrygała przed fizycznym kontaktem z tym człowiekiem, to klęknęła przy nim i pomogła mu się napić. Sam niedbały rady, za dobrze go skrępowała. Wypił wszystko, a kiedy odsunęła naczynie od jego ust, oblizał się lubieżnie, przyglądając się jej niczym towarowi na wystawie sklepu.

Cholera... – mruknął, ponownie mrużąc oczy. – Gdyby to nie było absurdalne, to powiedziałbym, że cię znam, laleczko.

Dużo laleczek stanęło z pewnością na twej drodze – odparła ze spokojem, podnosząc się i kierując ku kuchni.

Jedna. Reszta to były zwykłe dziwki albo tandetne maszkarony. A ta miała złociste włosy, zielone oczy i niezwykle ciasną dupcię – roześmiał się. – Ja pierdolę! Przecież to zakrawa na żart! Serio? Po tym wszystkim jeszcze mi pomogłaś?

Nie jestem mordercą.

A ja tak – odparł wesoło, opierając się o ciepły kaloryfer. – Dobra, zajarzyłem. Czas leczy rany, kilka kroków do wybaczenia i takie tam.

Nie leczy – powiedziała cicho. – I nie wybaczyłam ci.

Więc dlaczego?

Nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że być może zostawiłam kogoś na pewną śmierć. Nawet takiego śmiecia, jak ty.

Hola, nie galopuj tak! – Zmarszczył brwi. – Przecież nie było tak źle? Na końcu nawet ci się podobało.

Nie odpowiedziała. Uciekła do łazienki, bo inaczej musiałaby użyć przygotowanego noża i wbić go w gardło tego sukinsyna. Usiadła na niskim taborecie i wtuliwszy twarz w miękką tkaninę ręcznika, rozszlochała się na dobre.

Powinna była go tam zostawić.

Dlaczego nie posłuchała głosu rozsądku, kierując się głupim poczuciem moralności? Dlaczego zamiast zemsty pozwoliła mu żyć, chociaż wspomnienia nadal sprawiały jej tyle cierpienia?

Trudno – wyszeptała. – Muszę go pilnować i próbować się dodzwonić. Pogotowie, policja, wszystko mi jedno, byle go zabrali. Potem spakuję się i pojadę do Klary. Pod byle jakim pretekstem. Nie wrócę już tutaj... – głos jej się załamał, bo kochała to miejsce. Było cudownym zakątkiem, jakby stworzonym do leczenia obolałej duszy i lizania trudno gojących się ran.

Z trudem wstała. Opryskała zimną wodą zaczerwienioną twarz. Kilka razy głęboko odetchnęła i postanowiła wrócić do pokoju.

Gdy Nataniel został sam, najpierw rozejrzał się z ciekawością. Pociągnał nosem i spróbował się po nim podrapać. Następnie w skupieniu przyjrzał się krępującym go więzom. Patrzył i patrzył, czując coraz większe rozbawienie. Co za kretynka! Naprawdę sądziła, że to go powstrzyma?

Uśmiechnął się drwiąco.

Nie przypadkowo zwracał się do niej per "laleczko". Była delikatna, subtelna i filigranowa. Wyjątkowo piękna. Nawet teraz, po tylu latach, pamiętał ekstazę, którą przeżył, gwałcąc tę zdzirę. Poczuł znajome mrowienie wzdłuż kręgosłupa, przyjemność kumulującą się pomiędzy udami.

Podniecił się.

Tamta przygoda tak mu się spodobała, że chciał wrócić i powtórzyć zabawę, ale niestety, trafił do paki. Posiedział kilka lat, a kiedy wyszedł, zapomniał o złotowłosej laleczce. Bab miał na kopy, czasami brał je hurtem, wciągając kokę, aby lepiej się bawić. Niektóre po takiej zabawie doznawały trwałego kalectwa, niektóre same podcinały sobie żyły, ale miał to w dupie. Ani trochę go to nie obchodziło.

Wyrzuty sumienia? No kurwa nie! Jakiego sumienia i jakie wyrzuty?

Nagle uświadomił sobie własne położenie. Dom na odludziu, bo inaczej nie zabrałby go ze sobą, a gdzieś podrzuciła. Szalejąca śnieżyca, utrudniająca dojazd i komunikację. Słaba kobieta i dużo, dużo czasu, który mógł wykorzystać w fantastyczny sposób. Od razu się rozmarzył.

Wtedy spuścił się tylko raz i to od tylca. A przecież było tyle ciekawych wariantów. Doskonale znał własne możliwości i wiedział, że może ją zaliczyć cztery, nawet pięć razy. Mlasnął z zadowoleniem językiem, ani przez moment nie zastanawiając się nad faktem, że ta kobieta prawdopodobnie uratowała mu życie. Kwestia sporna, pomyślał rozbawiony, znów pogrążając się w marzeniach.

Najpierw bicie. Tak, aby krwawiła i aby on mógł delektować się krwią. Później zdejmie pasek, rozłoży jej nogi i będzie torturował cipkę. Skończy, gdy przybierze odcień purpury, puchnąc i przysparzając niewyobrażalnego cierpienia. Kutas od razu mu zesztywniał, gdy wyobraził sobie jak wali paskiem w delikatne niczym płatki kwiatu, wargi sromowe. Dalej przyjdzie czas na konkrety. Najpierw tradycyjnie, aby mógł patrzeć prosto w twarz swej ofiary, delektować się jej bólem. Później wykorzysta pomoce dydaktyczne. Polano, odpowiednie warzywa? Tarkę? Aż jęknął, unosząc biodra w górę, gdy przypomniał sobie dziewczynę, którą gwałcił rozżarzoną lokówką. Ależ ona wyła! Najcudowniejsza muzyka pod słońcem! I ten zapach, smród palonego ciała!

Pornos trzy d – zażartował schrypniętym z podniecenia głosem. – To były czasy.

Musiał jedynie wyplątać się z tych supłów. To nie powinno być trudne, bo wyraźnie dawało się zauważyć, że nie miała wprawy w wiązaniu. Zaczeka, aż kobieta zaśnie, bo jeśli złapie go w trakcie, może po prostu chwycić stojącą na półce patelnię i przywalić mu w łeb.

Przygotuję kolację. – Jego pełne seksu i przemocy rozmyślania, przerwał drżący, kobiecy głos. Bała się go i to napełniło Nataniela samozadowoleniem. Uwielbiał, gdy się bały, gdy budził w nich obezwładniające przerażenie. Nie odpowiedział, tylko wodził wzrokiem za każdym ruchem, delektując się jego pełnym wrodzonego wdzięku pięknem, pięknem, które zamierzał zniszczyć.

Jak chcesz – powiedział w końcu. – Nie jestem głodny. Zapaliłbym.

W moim domu się nie pali.

Masz faceta?

Gówno cię to obchodzi! – Gwałtownie odwróciła się w jego kierunku. Spokojną, zwykle delikatną twarz ściągnął grymas gniewu.

Staram się kulturalnie pogawędzić na neutralne tematy. – Udał oburzenie, chociaż miał ogromną ochotę się roześmiać.

Kulturalnie? – powtórzyła z sarkazmem. – Nie masz bladego pojęcia, co oznacza to słowo.

Nie podjął wyzwania. Siedział wygodnie oparty, niby związany, lecz miała wrażenie jakby przyczajony do ataku. Zauważyła, że włosy miał tak samo krótkie, ale teraz widać było ślady siwizny na skroniach. Siateczkę zmarszczek w kącikach oczu. Ostre i kłujące spojrzenie, nawet wtedy, gdy się śmiał. Nie powinna ratować tego bydlaka, bo jeśli uwolni się z więzów... Odruchowo zerknęła w kierunku okna. Gdyby nie śnieżyca, zostawiłaby go tutaj i nawet pieszo udała się po pomoc. W sumie to był całkiem niezły pomysł, pomimo niesprzyjającej aury. Strach, niczym małe, zwinne zwierzątko prześlizgnął się po jej plecach, a w gardle pojawiła się nieprzyjemna suchość. Echo tamtego koszmaru powróciło, stawało się coraz bardziej wyraźne.

Intuicja czy rozsądek? Którego powinna posłuchać?

Rozsądek nakazywał jej, aby nie przesadzała. Drań posiedzi pod kaloryferem, pewnie będzie usiłował ją zirytować, a kiedy minie śnieżyca, zabierze go albo policja, albo pogotowie.

Za to intuicja nakazywała ubrać się i uciekać stąd jak najdalej, bo uratowała życie nie człowiekowi, a prawdziwej bestii bez sumienia i ludzkich uczuć.

I nagle Nastka się zbuntowała.

Nie! Koniec z konformizmem, koniec z tchórzostwem! Próbowała uciekać przez ostatnie dziesięć lat i co jej to dało? Mieszkała na tym zadupiu, ledwo wiążąc koniec z końcem, za towarzystwo mając jedynie dwa koty i opinię największej w okolicy dziwaczki. Niczego nie osiągnęła, będąc niczym żebrak na ulicach życia. Zadowalała się resztkami, ucztowanie przy suto zastawionym stole, pozostawiając innym.

To on się do tego przyczynił!

Zacisnęła zęby i wrzuciła na patelnię warzywa. Owszem, zrobi kolację, ale tylko dla siebie. Ten skurwiel nie dostanie ani kęsa, nic prócz wody z kranu. Ulżyła swemu sumieniu i to wszystko, a jego nie będzie traktować niczym gościa.

Zacięta w tym uporze, ogarnięta gniewem, który nie wiadomo skąd się pojawił, straciła czujność i nie dostrzegła jak Nataniel powoli obluzowuje więzy. Niestety, nie zdołał się uwolnić, bo Anastazja postawiła na stole talerz z potrawką warzywną i kubek gorącej herbaty. Po czym sama usiadła i wpatrując się w mężczyznę z satysfakcją, zaczęła jeść.

Mało gościnna jesteś – burknął, bo żołądek właśnie dał mu znać, że nie pogardziłby małym co nieco. Apetyczny zapach przygotowanej potrawy wwiercał się w nozdrza, a sam Nataniel z trudem panował nad furią, która kotłowała się w jego wnętrzu.

Pierdolona suka!

Czyżbyś był głodny? – zadrwiła, ze smakiem oblizując widelec.

Później – odparł ze spokojem, posyłając jej dwuznaczne spojrzenie. – Później zaspokoję głód.

Nastka wstała, wyjęła z szuflady ogromny nóż, po czym wróciła na miejsce, kładąc go po prawej stronie talerze. Nic nie powiedziała, ale zrozumiał przekaz, który cholernie go rozbawił. Ona tak serio? Chciała się tym bronić czy atakować?

Odłóż to gówno, laleczko, bo zrobisz sobie krzywdę.

Odłożę. Jak cię zabiorą.

Oboje wiemy, że w taką pogodę, nikt się tutaj nie zjawi.

Wodę dostaniesz, a bez jedzenia można wytrzymać kilka dni.

A potrzeby fizjologiczne?

Przyniosę wiadro.

Taka na ostro podniecasz mnie jeszcze bardziej. – Wyszczerzył zęby.

Podniecam? – Gwałtownie pobladła. Opuściła głowę i przez chwilę bezmyślnie grzebała w jedzeniu. Potem wstała i podeszła bliżej Nataniela. Przyklęknęła tuż obok, dostrzegając, jak jego wzrok powędrował w kierunku trzymanego przez nią talerza.

Nakarmię cię, pod warunkiem, że odpowiesz na jedno pytanie.

Stawiasz warunki? Zresztą, w porządku – oświadczył wspaniałomyślnie. – Pytaj.

Odstawiła naczynie, a później przemogła się i ujęła jego podbródek, tak, aby patrzył prosto w jej oczy.

Dlaczego? – zapytała z bólem. – Dlaczego potraktowałeś mnie wtedy tak brutalnie? Zgwałciłeś, skatowałeś w sposób niewspółmierny do mojej winy.

Bardzo powoli jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, a w szarych źrenicach pojawiło się szyderstwo.

Bo to kocham, laleczko. Kocham takie bezbronne suczki, jak ty. Kocham obłęd w waszych oczach, zapach przerażenia, ciasne cipki i dupki. Taki seks jest więcej niż zajebisty. Jest czystą ekstazą! A teraz dawaj to żarcie, bo jestem kurewsko głodny.

Miała ogromną ochotę rozkwasić zawartość talerza na jego twarzy. Postanowiła jednak, że nakarmi go, a potem zabarykaduje się w sypialni. Pewnie i tak nie zmruży oka przez całą noc, lecz gdyby się jej przysnęło, ogromna komoda z litego drewna stanowić będzie nie lada przeszkodę do sforsowania. Zabierze ze sobą coś do jedzenia, picia i telefon, z nadzieją, iż nad ranem śnieżyca odpuści i w końcu będzie mogła zadzwonić po pomoc.

Nałożyła na widelec sporą porcję, z którą bez problemu sobie poradził. Karmiła go w milczeniu, z trudem znosząc bliskość tego człowieka. Nie robił na niej wrażenia jako mężczyzna, budząc jedynie obrzydzenie. Cienie ślizgały się po jego twarzy, wydobywając szczegóły, które powinny fascynować, a tymczasem ona czuła jedynie obojętność.

Nienawidziła go. Gdyby miała więcej odwagi, mogłaby torturować skurwiela, sprawić, aby zapamiętał do śmierci ich spotkanie. Ale nie miała. Była zwyczajną kobietą o gołębi sercu, żadną bohaterką czy heroską. Świadomość tego też napełniła Nastkę goryczą.

Zmieniłaś się laleczko – powiedział nagle. On zupełnie inaczej odbierał całą sytuację. Podniecił się tak bardzo, że naprężony kutas uwięziony w mało elastycznych spodniach, wywoływał wręcz cierpienie. – Wtedy byłaś bardziej eteryczna, teraz jesteś taka wyrazista, soczysta. Piękna! Jeszcze piękniejsza niż te kilka lat temu.

Dziesięć lat, miesiąc, dwa dni i czternaście godzin.

Serio? – Zaskoczony uniósł brwi. – Byłem aż tak dobry, że odliczasz czas od naszego spotkania?

Nie. Byłeś aż tak zły, że odliczam czas od tamtego spotkania.

Nie pierdol. Krzyczałaś z rozkoszy.

Naprawdę wierzysz w to, co mówisz? – Była tak zaskoczona jego słowami, że nawet nie okazała złości.

Zatoczył oczyma, uśmiechając się szyderczo.

Umiem zadowalać kobiety. Dziś niestety jestem sam, nie ma przy mnie kumpli, więc będę musiał się postarać, abyś nie narzekała.

Widelec z brzękiem upadł na podłogę, a Anastazja wymierzyła mu siarczysty policzek.

O! Moja laleczka się wkurzyła! – zadrwił, czubkiem języka oblizując przeciętą wargę. – Cholernie jara mnie taka sytuacja, wiesz?

Słucham? – Spojrzała w dół, od razu dostrzegając sporą wypukłość.

Wiesz co? Proponuję układ. Uwolnisz mnie, a ja poprzestanę na seksie. Żadnego bicia, żadnych tortur. Zęby całe, kości niepołamane, cycki jedynie dopieszczone. Co ty na to?

Gwałtownie poczerwieniała. Zerwała się na równe nogi, chwyciła nóż, po czym dopadła gnojka, przyciskając ostrze do jego szyi.

Powinnam cię wykastrować, kanalio! – syknęła. – I spalić twojego fiuta w kominku!

Tak? – Głos miał schrypnięty, oczy pociemniałe z pożądania. Nie miała pojęcia, że przeżywał właśnie jeden z najlepszych wzwodów w swoim popapranym życiu. Jeszcze nigdy, żadna kobieta tak bardzo go nie rozpaliła, doprowadzając prawie nad samą krawędź.

Nie, nie zabije jej. Nawet zbytnio nie uszkodzi. Zabierze ze sobą i będzie korzystał, dopóki mu się nie znudzi. Już wtedy miał przeczucie, że to idealna kochanka dla niego.

A może powinnam zadbać o symetrię twojej twarzy i wyrzeźbić czubkiem ostrza taki sam wzór, jaki zdobi prawy policzek?

Tak! – Prawie to wykrzyczał. – Zrób to! Teraz! Już! – wydyszał, niespokojnie poruszając biodrami.

Jesteś jeszcze bardziej popaprany, niż przypuszczałam – odparła z przekąsem, zrozumiawszy jego zachowanie. Brak strachu nie zaskakiwał, ale jego wyraźne podniecenie, już tak. Pewnie sądził, że żartuje. Dobrze, pokaże mu, że to nie są żarty.

Przeciągnęła ostrzem po chropowatej skórze policzka. Szrama błyskawicznie zabarwiła się krwią, a wtedy Anastazja z determinacją wykonała drugie nacięcie.

O, kurwa! – krzyknął Nataniel. Nie wytrzymawszy napięcia, spuścił się w spodnie, głośno jęcząc. Odskoczyła do tyłu, upuszczając nóż i wpatrując się w niego z niedowierzaniem. On tak na serio...? Powinna uciekać. Im szybciej, tym lepiej. Zostawić go i uciekać, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.

Załatwiłaś mnie, laleczko – wychrypiał. Dostrzegła kropelki potu nad górną wargą, błyszczące szaleństwem oczy. Uśmiechał się, ale to był uśmiech pełen okrucieństwa, niewypowiedzianej satysfakcji.

Szybko zrozumiała dlaczego.

Bez problemu wysupłał dłonie z więzów, a później zaczął je rozmasowywać. Patrzył przy tym na znieruchomiałą kobietę, w taki sposób, jak drapieżnik patrzy na swą ofiarę. Prawdopodobnie od samego początku miał nad nią przewagę, a jej gniew tylko go bawił. A ona głupia myślała...

Za taki odjazd na sucho, obiecuję, będę łagodny.

Dziwna słabość minęła. Zerwała się na równe nogi i nie oglądając za siebie, wybiegła z domu. Prosto w objęcia chaosu, ale było jej wszystko jedno. Panika zalała umysł, nie pozwalając na racjonalną ocenę sytuacji, serce waliło jak oszalałe.

Musiała uciekać.

Miała nadzieję, że zanim Nataniel uwolni nogi, ona zdoła skryć się za białą kurtyną podającego śniegu. Być może też ze względu na ranę, nie będzie w stanie jej ścigać.

Pomyliła się.

Takiego jak on, napędzał ból. Tacy jak on, nie odpuszczali.

Potknęła się i wylądowała w zaspie, Gdy dygocząc z zimna, próbowała się z niej wygrzebać, poczuła silne szarpnięcie.

Nie zamierzał być delikatny. Brutalnie chwycił jasne włosy i zmusił kobietę, aby wstała. Później zacisnął palce na smukłym karku, pochylił się i wyszeptał:

Widzisz laleczko... Zawsze zdobywam to, czego pragnę. Zawsze! Zapamiętaj to sobie kurwo, bo przed tobą długa, wyczerpująca noc.

Pocałował ją, ale to nie było nic przyjemnego. O mało co, nie zwymiotowała, tak bardzo brzydziła się smakiem jego ust. A kiedy ją puścił, rozpłakała się z bezsilności. Dławił ją w gardle nie tylko strach, ale i gorycz, bo pomogła komuś, kto raz ją skrzywdził, a teraz bez skrupułów zrobi to samo.

Miał nad nią przewagę, bo ona słuchała swego sumienia, a on w ogóle go nie miał.

Idziemy – zarządził Nataniel, ale osłabiona strachem kobieta, nie miała siły zrobić ani kroku. Dlatego chwycił ją i przerzuciwszy sobie przez ramię, z mozołem zaczął iść w kierunku domu. Pogoda była tak chujowa, że nawet nie widział zarysów budynku, na szczęście ślady na śniegu były doskonałym drogowskazem.

Bez skrupułów rzucił ją na podłogę i zaczął strzepywać śnieg z ubrania.

Leżała skulona pod ścianą, a jej napięte jak struna ciało drżało nie tylko z zimna. Nie oczekiwała wdzięczności, ale nie przypuszczała, że ratując tego człowieka przed pewną śmiercią, sama na siebie sprowadzi taki los. Wspomnienia nie tylko powróciły. One rozgościły się na dobre w jej głowie i sercu, chociaż tak długo z nimi walczyła.

Chciała już tylko umrzeć.

Uciec od tego piekła, wyzwolić się od cierpienia. Od dotyku jego rąk, którego tak nienawidziła, od smaku ust, którymi tak bardzo się brzydziła.

Laleczko…

Jakim cudem tak piękne słowo mogło brzmieć tak szyderczo? Drgnęła, lecz nie podniosła głowy, nie spojrzała mu w twarz. Otuliła się ramionami, podciągając kolana pod brodę i dygotała w oczekiwaniu na to, co nieuniknione.

No, nie zadręczaj się – roześmiał się szyderczo. – Pewnie brakuje ci doświadczenia, ale zanim stąd zniknę, sporo cię nauczę. Dalej suko, wstawaj! – Bolesny kopniak uzmysłowił jej, że ignorowanie jego poleceń może przysporzyć jeszcze większego cierpienia niż ich wykonywanie.

Uniosła się z trudem, odgarniając opadające na twarz włosy. W końcu odważyła się spojrzeć mu w oczy. Takie zimne, takie nieludzkie, z szaleństwem tlącym się w głębi ich źrenic.

To był zły wybór – powiedział cicho, bacznie ją obserwując. – Powinnaś była tam mnie zostawić.

Powinnam była – potwierdziła beznamiętnie.

I powinnaś była grzecznie pójść na układ, który ci zaproponowałem. Wtedy nie musiałbym cię bić. – Brutalnie zakleszczył palce na jej podbródku. – To wszystko twoja wina!

Patrzyła na przystojną twarz mężczyzny, lecz nie czuła podziwu ani fascynacji, a jedynie strach i obrzydzenie. Był jak zbyt dojrzały owoc, na zewnątrz soczysty i apetyczny, budzący głód, a wewnątrz zepsuty, zgniły i robaczywy.

Był zły.

Będziesz grzeczna – pochylił się i z wyraźną przyjemnością zaczął lizać jej twarz – to więcej cię nie uderzę. Słowo honoru – dodał kpiąco Nataniel, drugą dłoń wpychając pomiędzy kurczowo zaciśnięte uda Nastki.

Będę.

Dobrze. Teraz odwrócisz się, a ja zerżnę cię w ten cudowny tyłeczek – wyszeptał. – Kurwa, już mi staje na samą myśl, jaka jesteś tam ciasna.

Nie rozpłakała się, wzrokiem szukając czegoś, co mogłoby posłużyć jej do obrony i zapewnić chociaż niewielką przewagę.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Brutalnie, bardzo brutalnie…kolejne nowe super opowiadania

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję że tym razem się obroni

Napisz nam też coś :-)