Nataniel (VI)

with 6 komentarzy

 

Tak mogło wyglądać piekło. Tylko czym sobie na nie zasłużyła?

Spać musiała na brzuchu, a korzystanie z toalety przypominało średniowieczne tortury. Lecz Nataniel nie zostawił jej bez pomocy. Codziennie zjawiała się pielęgniarka, która dbała o to, aby rany ładnie się zagoiły i nie pozostawiły blizn.

Dla kogoś takiego jak Anastazja, kto przez całe życie chodził z głową w chmurach, kto nieśmiało marzył o prawdziwej miłości i oglądał jedynie filmy, w których nie było przemocy, obecna sytuacja była gorsza niż piekielne męki.

Na szczęście Nataniel wyjechał. Nie było go bardzo długi czas, ale to niczego nie zmieniło. Anastazja całkowicie zamknęła się w sobie, cierpiąc ponad ludzkie wyobrażenie. Nocami płakała skulona na swoim dywaniku pod łóżkiem. Za nic nie zamieniłaby go jednak na miejsce znajdujące się powyżej, bo brzydził ją nawet zapach pościeli, w których sypiał. Prawie nie wychodziła na zewnątrz, z nikim nie zamieniła nawet słowa. Gdyby w domu znalazła jakieś książki, to w czytaniu znalazłaby ukojenie. Niestety, jedyną lekturą był poradnik uprawy roślin ogrodowych, wyszperany w ciemnym kącie kuchni, do której zakradła się nocą. Słowo zakradła było eufemizmem, bo była pewna, że każdy jej krok jest bacznie śledzony. Zmizerniała i zeszczuplała, bo niewiele też jadła. Złociste włosy straciły swój blask, a oczy intensywność koloru.

To mu się nie spodobało. Wrócił po prawie dwóch tygodniach, drżąc z podniecenia, bo przez ostatnie dni marzył jedynie o seksie ze swoją laleczką. Wrócił i spotkał zupełnie inną kobietę.

Źle wyglądasz! – cmoknął z przyganą, dotykając bladego policzka. Dostrzegł, jak drgnęła, jakby chciała się odsunąć, lecz zrezygnowała w ostatnim momencie. Nie odpowiedziała na jego słowa. Nie podniosła głowy i nie spojrzała na niego. Poczuł za to łzę, która kapnęła na jego dłoń.

Laleczko – wyszeptał wyjątkowo łagodnie. – Nie taką cię chciałem. Musimy to zmienić, bo inaczej cię zabiję. Zrozumiałaś?

To mnie zabij. – W końcu na niego spojrzała. Bez lęku, z gniewem.

Wciąż mnie zaskakujesz.

Kochał ostry seks i był egoistą, jeśli chodziło o te sprawy, ale potrafił rozpalić kobietę, zaspokoić ją, sprawić, by krzyczała z rozkoszy w jego objęciach. Zamyślił się, a w jego głowie zmaterializował się niecodzienny widok.

Leży na łóżku, z rozrzuconymi ramionami, z rumieńcami na policzkach i nabrzmiałym wargami. Jęczy, wijąc się z rozkoszy. Błaga go więcej, błaga o spełnienie. A wtedy on podciąga się w górę, wchodzi w nią i doprowadza do orgazmu.

Cholera – mruknął. – To mnie jara nawet bardziej niż przemoc. Ale chyba będę musiał mocno się postarać, prawda laleczko?

Rób, co chcesz.

Rany się zagoiły.

Te na ciele tak.

Pytałem tylko o nie. Twoją duszę mam w dupie.

Trudno tego nie zauważyć.

Oho! – zadrwił. – Nie jest tak źle, nadal pyskujesz.

Co za różnica, czy będę posłuszna, czy nie. I tak mnie skatujesz.

Skatuję? – Lekko uniósł brwi, przekrzywiając głowę. – Serio? Twierdzisz, że cię katowałem? Nie masz bladego pojęcia, do czego tak naprawdę jestem zdolny. – Poklepał ją po policzku, a później wymierzył cios otwartą dłonią. Słaby, bardzo słaby jak na jego możliwości.

Nie chcę cię bić, więc mnie nie wkurwiaj! – warknął. – Zrozumiałaś szmato?

Bierny opór. Tylko na tyle było ją stać. Przynajmniej dopóki potrafiła znieść ból, jaki jej zadawał. Prędzej czy później to i tak się skończy. Może ją zabije, może okaleczy, a może się znudzi i po prostu wyrzuci.

Przypomniała sobie własne, nieśmiałe marzenia. Nawet po tym, co wydarzyło się dziesięć lat temu, nie straciła wiary w to, iż gdzieś tam w świecie czeka na nią druga połówka. Mężczyzna idealny, czuły, delikatny, kochający. Taki, przy którym mogłaby się budzić i zasypiać każdego dnia. Bezpieczna w jego ramionach, szczęśliwa i pełna nadziei. Razem jedliby śniadania, przygotowywali obiady, spacerowali i rozmawiali o książkach. Podróżowali. Zawsze chciała podróżować po całym świecie, zwiedzać zakątki znane jedynie z fotografii, poznawać inne kultury. Podczas studiów, gdy nadchodził okres wakacji, pakowała plecak i ruszała w wędrówkę po Polsce. Czasami sama, czasami w towarzystwie, chociaż tak naprawdę kochała swoją samotność. W wyobraźni nigdy nie była sama, bo towarzyszył jej on. Ideał o błękitnych lub piwnych oczach, w których dostrzegała miłość. Później, gdy została zgwałcona, ta wizja zniknęła, rozwiała się niczym mgła. Już nie chciała ani podróżować, ani się zakochać. Lecz czas powoli zasklepiał rany, marzenia powróciły i wtedy złośliwy los znów postawił na jej drodze tego potwora.

Potwora, który w niczym nie przypominał jej ideału. Nie dlatego, że miał szare oczy, lecz z powodu szaleństwa i całkowitej pustki uczuciowej, którą dostrzegła w ich głębi.

Naprawdę zależało mu, aby przejawiała inicjatywę? To było tak żałosne, takie nieprawdopodobne, że powinna się roześmiać mu w twarz.

Zrozumiałam.

Nie zamierzała wdawać się w dyskusje, bo to mogło się źle skończyć. Niech ten pojeb robi, na co ma ochotę i da jej spokój.

A pojeb znów odzyskał dobry humor. Pogwizdując, zniknął w drzwiach łazienki, a kiedy wrócił po kwadransie, na nagiej skórze połyskiwały kropelki wody. Dostrzegł, że Nastka leżała na swoim miejscu, przykryta kocem, z głową wtuloną w ramiona.

Na łóżko, suko! – rozkazał, samemu zajmując miejsce pośrodku. – No dalej, żebym nie musiał powtarzać. I rozbierz się.

Miała na sobie jedynie obszerną bluzę i leginsy. Rozpuszczone włosy opadły na ramiona, lecz nie zasłoniły nagości.

Połóż się na brzuchu. Bardzo ładnie, widzę, że jednak wzięłaś sobie moje słowa do serca – pochwalił. Leżał na boku, podpierając głowę ramieniem i opuszkami palców wodząc po krzywiźnie pleców. Dotarł do pośladków, na których wciąż widoczne były ślady po uderzeniach szpicruty. Z uznaniem pomyślał, że ma piękną pupę, kształtną, jędrną, wręcz idealną. Zacisnął palce na prawym, potem na lewym pośladku. Jego męskość odrobinę się uniosła, powoli twardniejąc.

Taka piękna i taka obojętna – wymruczał. – Musimy to zmienić, laleczko. Połóż się teraz na plecach i rozłóż szeroko nogi.

Posłuchała, chociaż dostrzegł jak dygotała ze wzburzenia. A może ze strachu? Szczerze mówiąc, miał to w dupie. Ukląkł pomiędzy białymi udami, przyglądając się jej z namysłem i masując naprężonego penisa. Był już gotowy, bo zazwyczaj podniecał się niezwykle szybko, a przy niej osiągał rekordowe wyniki. Zauważył, że spod przymkniętych powiek, wymknęła się pojedyncza łza. Dłonie kurczowo zacisnęła w pięści, usta miała rozchylone, a dolna warga nieznacznie drżała. Pochylił się i wyjął z nocnej szafki lubrykant. Nie przepadał za otarciami na kutasie, a ona była tam niezwykle sucha i ciasna. Niecierpliwie rozsmarował lepką maź na całej długości, po czym odrzucił tubkę i opadł w dół.

Wszedł w nią bez ostrzeżenia, brutalnie i mocno. Napięła ciało, ale nie krzyknęła. Uśmiechnął się lekceważąco. Jeszcze będzie wrzeszczeć, wyć, błagając o litość, chociaż może nie dzisiaj.

Otwórz oczy! – rozkazał schrypniętym głosem.

Błyszczały od łez, ale widać było w nich też nienawiść i obrzydzenie. To podnieciło go jeszcze bardziej.

Połóż ręce na moich ramionach. O, tak, dokładnie tak – powiedział, gdy zacisnęła palce na jego barkach. – A teraz chciałbym usłyszeć jak ci dobrze. Mów, bo inaczej zerżnę twoją dupę, zadowalając się krzykami i skamleniem o litość. Powiedz, że kochasz być tak ruchana.

Kocham... być... tak... ruchana... – wycedziła, z całej siły panując nad tym, aby go nie odepchnąć, albo nie wydrapać mu oczu.

Powiedz, że chcesz, żebym się spuścił w środku. Że pragniesz wylizać mojego kutasa – posapywał, poruszając miarowo biodrami. – Mów ty zdziro, mów jak ci dobrze, jaką rozkosz czujesz! Krzycz, jak bardzo lubisz być posuwana w tę swoją ciasną cipę!

Jest... mi... dobrze...

Czyżby? – Pochylił się, aby ją pocałować. Tylko czy można to było nazwać pocałunkiem? Przypominało raczej brutalną penetrację, a smak jego śliny wywoływał odruch wymiotny. Nie potrafiła powstrzymać westchnienia ulgi, gdy oderwał się od jej warg i zaczął podgryzać piersi.

Leżała bezwolna, zaciskając palce na ramionach oprawcy i modląc się, aby skończył jak najszybciej. Lecz on wcale nie miał takiego zamiaru.

Jesteś mało spontaniczna, laleczko – wymruczał. – Chyba muszę ci pomóc. Powiedz: Natanielu, jest mi kurewsko dobrze. Natanielu, kocham jak mnie pieprzysz! Krzycz moje imię, błagając o więcej! – wysyczał, a wtedy Anastazja nie wytrzymała.

Nie! Ty chory pojebie...

Brutalnie zacisnął palce na jej szyi. Poruszał się coraz szybciej, coraz głośniej też dyszał, obserwując, jak próbuje wydostać się z jego uścisku. Jak walczy o oddech. Jej sina twarz i wytrzeszcz zielonych oczu, podniecił go tak bardzo, że czuł, iż zaraz dojdzie. Na kilka sekund poluzował uścisk, a kiedy zachłysnęła się powietrzem, znów zacisnął palce. Paznokciami rzeźbiła krwawe bruzdy w jego skórze, usiłując sięgnąć twarzy. Powoli traciła świadomość i chociaż wcześniej modliła się o śmierć, to teraz z całej siły walczyła, by żyć.

Tak! – wyjęczał. – Właśnie tak dziwko! Zaraz dojdę, zaraz...

Poderwał się, uwalniają Anastazję. Trzymając w ręku pulsującą męskość, wystrzelił na jej brzuch i piersi, pokrywając jasną skórę mlecznymi kroplami spermy. Później opadł obok zmaltretowanej kobiety i zaczął się śmiać.

Wciąż jesteś bezkonkurencyjna – oznajmił. – Masz jakieś eleganckie sukienki?

Nie – wychrypiała, zastanawiając się, po cholerę pyta o takie rzeczy.

Dobra, coś załatwię. Pojutrze jedziemy na obiad do moich rodziców.

Gdyby obok nie walnął piorun lub nie wylądował statek kosmiczny, Anastazja nie byłaby bardziej zdziwiona.

Słucham? – zapytała z niedowierzaniem, masując obolałą szyję.

Przedstawię cię i takie tam.

Po co? – jęknęła. – Prowadzą dom publiczny?

No co ty? – Przewrócił się na bok, przyglądając się jej z rozbawieniem. – Matka nie pracuje, jest niespełnioną aktorką i prezesem fundacji, pomagającej jakimś zafajdanym bachorom. Ojciec prowadzi kancelarię, specjalizuje się w prawie karnym. Jest jednym najlepszych obrońców w tym kraju, a mój brat poszedł w jego ślady.

Boże! – wyszeptała, zamykając oczy. – Powinni cię dożywotnio zamknąć w zakładzie psychiatrycznym.

E, tam. Lubię trochę ostro, to grzech?

Trochę? – Tym razem na niego spojrzała.

Wierz mi, na razie to jest trochę. Ale masz moje słowo, laleczko – pogładził kciukiem zaczerwieniony policzek – że wkrótce pokażę ci, co oznacza dla mnie pójść na całość.

***

Nie pozwolił jej spać na podłodze. Oznajmił, że zasłużyła na odrobinę luksusu, chociaż Nastka znacznie bardziej wolała swoje twarde posłanie pod łóżkiem. W nocy wziął ją jeszcze dwa razy, ale jakoś łagodniej, normalniej. Nad ranem zrobił sobie nią dobrze, bo inaczej nie można było tego określić, i kazał wszystko połknąć, ze śmiechem oświadczając, że to wyjątkowo zdrowe śniadanie.

Anastazji udało się powstrzymać torsje, chociaż niezwykła bladość twarzy oraz łzy na policzkach, świadczyły, iż przeżyła to równie mocno, jak każde ich poprzednie zbliżenie. Zwymiotowała dopiero, gdy Nataniel wyszedł, oznajmiając, iż zjawi się na kolacji i wtedy znów się zabawią. Coraz bardziej docierało do niej, z jakim typem człowieka ma do czynienia. Sadysta, zboczeniec, szaleniec. Psychol. A ona była taka bezbronna, bezsilna, chociaż wszystko się w niej buntowało nawet na samo muśnięcie jego dłoni.

Sądziła, iż żartował z wizytą u rodziców. Ktoś taki z pewnością nie miał nikogo bliskiego, jedynie znajomych, podobnych sobie pojebów. Zaczęła też rozmyślać nad ucieczką i nad tym, jak ochronić bliskich przed jego zemstą. Trochę dała się wkręcić w jego groźby, bo przecież tak naprawdę mogły to być czcze pogróżki.

Szybko przekonała się, że nie były.

Nataniel wrócił późnym popołudniem.

Laleczko – oświadczył radośnie. – Będę miał gości. Kupiłem ci odpowiedni strój, a ty uprzyjemnisz im czas.

Uprzyjemnię?

Ładnie ich obsłużysz. Jeden lubi głębokie gardło, drugi anala, a nie ma nic przyjemniejszego niż twoja ciasna dupcia.

Nikogo nie obsłużę! – Bała się, lecz nie zamierzała pozwolić, aby zrobił z nią dziwkę na usługi każdego, kto będzie miał na to ochotę.

Nie? – Nataniel ani odrobinę się nie zdenerwował. Za to wyjął z kieszeni komórkę, przykucnął przy siedzącej na podłodze Anastazji i pokazał jej zdjęcie, na którym widać było szczęśliwą, roześmianą gromadkę. Klarę, jej męża i dwie córeczki.

Ja nie proszę laleczko i nie pytam. Ja rozkazuję. Zobacz jacy oni radośni, szczęśliwi. Chcesz to zmienić?

Nie chcę – wyszeptała zmartwiałymi wargami. – Zrobię, co każesz.

Kąpiel, depilacja, bo trochę tam zarosłaś. Wiesz, mnie to kręci, ale gości trzeba obsłużyć z honorami. Założysz na siebie sukienkę, żadnej bielizny, nie będzie ci potrzebna. Makijaż też zbędny, bo jesteś wystarczająco piękna.

Dlaczego mi to robisz? – Spojrzała mu prosto w oczy.

Czym chata bogata – zadrwił, a później pochylił się i szczypnął zębami skórę na szyi, zostawiając zabarwiający się czerwienią ślad. – Łazienka jest twoja laleczko. Zrób się na bóstwo! Masz być gotowa na dwudziestą.

Już nie protestowała. Zrezygnowana powlokła się do łazienki. Wzięła szybki prysznic; zrobiła to, co kazał. Na końcu wysuszyła włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Miała wrażenie jakby poruszała się we mgle, jakby to wszystko wcale jej nie dotyczyło.

Nie powinnam była mu pomagać – szeptała raz za razem. – Nie powinnam była ratować. Czy to jest właśnie nagroda za moje dobre serce? Za litość, którą mu okazałam?

Ucieknie. Jutro, pojutrze lub za kilka dni. Pojedzie prosto do Wojtka i wyjaśni mu, o co chodzi. Powiadomi Klarę, potem policję. Tym razem nie spławią jej gładkimi słówkami. Tylko ucieczka miała sens, bo brnięcie dalej w to szaleństwo...

Nawet pomimo smutku goszczącego na twarzy, niezwykłej bladości i lęku, wyzierającego z każdego ruchu i kroku, była tak piękna, że od razu wzbudziła niezdrowe zainteresowanie obu panów. Siedzieli w salonie, wygodnie rozpostarci w fotelach. Umilkli, gdy tylko Anastazja pokazała się w drzwiach.

Przystawka, na danie główne później przyjdzie pora – roześmiał się gospodarz, czyniąc zachęcający gest w kierunku Naski. – Chodź laleczko, pokaż co potrafisz. Ostrzegam, głośno krzyczy, ale orgazmy w jej dupce są zajebiste.

Upokorzenie zabarwiło blade dotąd policzki. Pod taksującym wzrokiem nieznajomego podstarzałego tłuściocha, czekała na dalsze rozkazy. Wcale nie była pewna, że je spełni, ale przypuszczała, iż nieposłuszeństwo tym razem będzie bardzo dotkliwie ukarane. Powiedziało to ostrzegawcze spojrzenie Nataniela.

Uklęknij – rozkazał beznamiętnym głosem. – Nie musisz wiele robić, Paweł poradzi sobie sam, prawda?

Sam? – Wymienionemu z imienia mężczyźnie, chyba nie bardzo się to spodobało.

Moja laleczka nie ma doświadczenia.

Żadnego? Za stara jest na brak doświadczenia – sapnął grubas, rozpinając spodnie.

Doceń mój gest! – syknął nagle poirytowany Nataniel. – Nie dzielę się nią z byle kim!

Doceniam, doceniam. – Tamten uśmiechnął się obleśnie, po czym szarpnął głową Anastazji, wyrywając z jej ust jęk bólu. – Dalej suko, do roboty! Tylko schowaj zęby, bo zajebię!

Nie chciała tego, ale spojrzała błagalnie na Nataniela. Całą sobą prosiła o akt łaski, który i tak nie miał nadejść.

Grubas wstał i zsunął spodnie. Później obrócił się i oparłszy o fotel, wypiął dupskiem w jej stronę.

Najpierw wyliż mi odbyt! – rozkazał warknięciem. – No dalej, spiszesz się, to później będzie to przyjemne – zarechotał.

Chciała się odsunąć, uciec stamtąd, ale wtedy silne palce zacisnęły się na jej karku. I wylądowała nosem prosto pomiędzy tłustymi pośladkami. Smród bijący od tego miejsca był nie do opisania.

Liż! – rozkazał ze spokojem Nataniel, przytrzymując ją w stalowym uścisku. – Masz mu się wwiercić językiem w dupę!

Nawet gdyby znów miał ją skatować, nie potrafiła czegoś takiego zrobić. Cała się trzęsła i krztusiła, czując, jak do płuc wdziera się ten ohydny zapach.

Laleczko, miałaś być gościnna – upomniał ją łagodnym tonem Nataniel. Nie wyczuła w jego głosie złości, a irytację, lecz było jej już wszystko jedno.

Dobra, bo kurwa mi krzyże nawalą. – Grubas podniósł się i sapiąc opadł na fotel. – Dawaj ją tu, trzeba się rozgrzać przed imprezą.

Jego członek był miękki i krótki, ale za to gruby. Pieprzył ją oralnie bez najmniejszej litości. Nataniel w żelaznym uścisku więził ramiona Nastki, przyciskając je do jej pleców, lecz tym razem nie czuł ani podniecenia, ani zadowolenia.

Przeciwnie, narastała w nim furia, której powodów nie umiał określić.

O, tak! Zajebiście! – stękał Paweł, chociaż łzy gwałconej kobiety skapywały mu na jądra. – Jeszcze trochę, a później wskoczysz na mojego kutasa i będziemy się dalej bawić.

Już nie walczyła. Bezradna jak nigdy dotąd, usiłowała jedynie zachować resztę przytomności. Nawet Nataniel to wyczuł, bo puścił jej ramiona i stał z boku, przyglądając się temu ze zmarszczonymi brwiami. Wściekły nie na Anastazję, ale na samego siebie, bo tak bardzo chciał to przerwać...

Głębiej do cholery, łykaj go głębiej! – darł się spocony, czerwony grubas i wtedy kobieta nie wytrzymała. W pokoju rozległ się głośny wrzask, a Pawłowi o mało co, oczy nie wyskoczyły z orbit.

Ty kurwo! – ryknął. – Ty jebana szmato! – Potężny cios pięści posłał Anastazję prawie pod przeciwległą ścianę. – Zajebię cię dziwko, zajebię jak psa, bez litości – jęczał, trzymając się za poszkodowanego członka. Nataniel od razu zorientował się, że musiała go ugryźć i to mocno, bo krew płynęła dość wartkim strumieniem. Lecz wściekłość była znacznie większa. Grubas zataczając się, podszedł do kobiety, która z trudem usiłowała wstać. Uniósł nogę, chcąc wbić podeszwę swego buta w jej twarz, ale nie zdążył.

Nie!

Co nie? Nie widzisz, co ta pierdolona suka mi zrobiła?

Widzę, ale nie. Ja ją ukarzę – oświadczył głośno Nataniel. Stał pomiędzy rozwścieczonym mężczyzną, a swoją laleczką, nieziemsko wściekły, bo przedstawienie wcale nie przebiegło tak, jak to sobie zaplanował. Więcej. Czuł z tego powodu coś na kształt ulgi.

Tylko ja, bo ona należy do mnie. Zaraz przyjadą dziewczyny, zajmą się tobą. A ty – brutalnie szarpnął Anastazją. – Chodź! Rozliczymy się!

Nawet gdyby chciała, to nie potrafiła teraz uciec. Bała się. Bała się jak nigdy dotąd, bo głos oprawcy był taki zimny, taki lodowaty i taki pełen gniewu. Nie wpadł w szał, ale to było jeszcze gorsze.

Kiedy wepchnął ją do gabinetu, w duchu błagała, aby śmierć nadeszła szybko. Jeśli życie chociaż trochę jest sprawiedliwe, to może straci przytomność i nie będzie, aż tak cierpieć?

Upadła na ziemię i wtedy odważyła się spojrzeć w górę.

Twarz miał kamienną, oczy pociemniałe, prawie czarne, a może to była wina panującego wokół półmroku?

Nie chciałam... – wyszeptała. – Nie chciałam Natanielu, przysięgam!

Drgnął, bo chyba pierwszy raz usłyszał, jak wypowiada jego imię.

Ja już więcej nie zniosę, proszę!

Zniesiesz – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Ręczę, że zniesiesz.

To, co nastąpiło później było więcej niż koszmarem. Kopał ją i bił, zachowując się, jakby wpadł w szał. Brutalnie, z całej siły. Nie zwracał uwagi, gdzie padają razy. Udało jej się tylko ochronić ramionami głowę. Krzyczała, gdy kolejny cios dosięgał celu, przynosząc ze sobą nową falę cierpienia.

Ty cholerna suko! – warczał. – Ty jebana dziwko!

Anastazji ani przez moment nie przyszło do głowy, że powód jego wściekłości był zupełnie inny.

Wkurwił go widok kutasa tamtego dupka pomiędzy jej wargami. Na samo wspomnienie czuł przypływ gniewu. Wpadł w furię nie dlatego, że ona nie wywiązała się z zadania.

Wpadł w furię, bo poczuł coś, czego nie chciał.

Zazdrość.

W końcu zdołał się opanować. Dyszał ciężko, jak po przebiegnięciu maratonu, patrząc na skuloną w pozycji embrionalnej kobietę. Na samym końcu splunął na nią z pogardą, a później poprawił krawat i wyszedł z gabinetu.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Majka
    | Odpowiedz

    No przegiol i to grubo. Ciekawa jestem tego rodzinnego obiadku, może uda jej się uciec albo jego brat się nią zauroczy i jej pomoże

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Brat ma żonę, córkę i dziecko w drodze 🙂

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Mi już brakuje słów na to co wyprawia ten psychol. Tego rodzinnego obiadku tez się boją, bo może dostanie jej się za braciszka.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zdradzę, że rodzinkę to on ma jak najbardziej normalną 🙂

  3. J
    Julita
    | Odpowiedz

    Czytam i aż rycze mam nadzieje, że ktoś jej pomoże albo ktoś z domu albo na rodzinnym obiedzie

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mam nieco zawiłe plany 🙂

Napisz nam też coś :-)