Nataniel (VII)

with 5 komentarzy

 

Poniższy fragment zawiera ciężkie i kontrowersyjne sceny. Uczciwie ostrzegam przed,  bo z każdą częścią przekraczam nowe granice.

*

Nataniel siedział na wygodnej kanapie i paląc cygaro, obserwował zabawiających się gości. Raz w miesiącu organizował takie party, w który brało udział kilku znaczących osób i specjalnie przeszkolona ekipa prostytutek. Prochy, wódka, seks i przemoc. Najbardziej wyuzdane pomysły, sadyzm, masochizm, pissing, wszystko, o czym skrycie marzyli jego goście. On sam nie brał udziału w takich zabawach, woląc zachować wstrzemięźliwość. Zresztą, jego kręciła przemoc i niewinność, a nie łykanie gówien czy picie uryny.

Zerknął w dół na wyczerpanego Ramzesa. Bydlę leżało u jego stóp z wywalonym jęzorem, bacznie obserwując kopulujących ludzi. On już zaliczył dwa numerki, a teraz jedynie odpoczywał.

Może by tak... Nataniel warknął coś i kopnął psa, który głośno zaskomlał. Nie! Jego laleczka jest jego i nikomu, nawet temu jebanemu kundlowi, nie pozwoli się do niej zbliżyć. Przynajmniej dopóki mu się nie znudzi. Już raz próbował i jak na tym wyszedł?

Starał się zapomnieć, że zostawił ją skatowaną i nieprzytomną na podłodze gabinetu.

Szefie!

Pojawił się jeden z ochroniarzy, nowy, z trochę niepewną miną. Doskonale wiedział, że Natanielowi się nie przerywa, ale to była sytuacja kryzysowa.

Źle z nią. Luiza weszła do gabinetu i sprawdziła puls. Jest nieprzytomna, mocno krwawi i chyba trzeba zawezwać karetkę. Albo dobić i zatrzeć ślady.

Ja ci dam dobić, debilu! – warknął Nataniel, zrywając się z miejsca. – Zajmę się tym. Żadnych karetek, bo się nam kurwa policja na łeb zwali. Ramzes, do nogi!

Doberman posłusznie się poderwał i podążył za panem. Trochę był zawiedziony, gdy ten kazał mu jedynie warować pod drzwiami.

Nataniel przykucnął, po czym lekko szturchnął leżącą na ziemi kobietę. Nie zareagowała. Połowę twarzy miała opuchniętą, usta zakrwawione. Nie widać było też prawego oka. Tam, gdzie krótka sukienka odsłaniała nagie ciało, rzucały się w oczy skaleczenia i siniaki rozlewające się barwnymi plamami na jasnej skórze. Nawet złociste włosy były poplamione krwią.

Patrzył na dzieło, które niewątpliwie było jego zasługą, lecz nie czuł satysfakcji, a niesmak. Znów jasna cholera, nie będzie się do niczego nadawała. I to raczej przez dłuższy czas.

Podniósł się z cichym westchnieniem, a później wyszedł z gabinetu i ruchem dłoni przywołał ochroniarza.

Znieś ją do mojej sypialni, dywanik pod łóżkiem. Zrozumiałeś?

Tak.

Ja idę zadzwonić po doktorka.

Doktorek był jego osobistym lekarzem, towarzyszem niejednej orgii i sadystycznego pokazu. Poznali się dawno temu w klubie. Nataniel uratował mu dupę, zresztą nie ostatni raz. W zamian za to Mateusz trzymał gębę na kłódkę, służąc swą fachową wiedzą.

Co tym razem? – zapytał z grymasem, gdy tylko wszedł do domu. – Twój kundel pogryzł jakąś kurwę?

Nie. Tym razem nie chodzi o "jakąś kurwę" – odparł cicho Nataniel, a wtedy Mateusz spojrzał na niego z zaskoczeniem. Lecz nie wyrzekł ani słowa, dopóki nie pochylił się nad bezwładnym kobiecym ciałem.

To ona?

Tak.

Niedobrze – zmarszczył brwi. – Przeholowałeś i to zdrowo. Chyba że chciałeś ją zabić?

Mieliśmy jutro iść na obiad do moich rodziców.

Serio? W tym stanie to ona nie dojdzie nawet do łazienki – zadrwił Mateusz.

Nie pierdol doktorku, tylko działaj.

Nie ma sprawy. – Mateusz wstał, otrzepując dłonie. – Po pierwsze, łóżko. Znam cię porypańcu, pewnie kazałeś jej tu spać. Więc od dzisiaj to koniec. Każ ją przenieść do osobnej sypialni, a ja idę do auta po drugą torbę. Co prawda przydałby się rentgen, ale prognozuję dwa złamane żebra i liczne obrażenia wewnętrzne. Muszę ją dokładnie zbadać, bo jeśli wydam złą diagnozę, umrze.

Umrze? – Nataniel nie wyglądał na zachwyconego. – Dobra, ewentualnie jakaś prywatna klinika – oznajmił z wyraźną niechęcią, jakby wbrew samemu sobie. – Co proponujesz?

Wezmę ją jako swoją pacjentkę. Do opłacenia troje ludzi. Kamerami zajmie się mój człowiek. Jeśli okaże się, że nic nie pękło i nie krwawi do własnych flaków, będzie mogła wrócić do domu.

Załatwisz to? Mam imprezę na dole.

Załatwię i dołączę. Jest coś ciekawego?

Jak zawsze – roześmiał się Nataniel. – Dobra, spadam. Przyślę mojego człowieka, żeby ci pomógł.

Nie wrócił jednak do salonu, gdzie w najlepsze trwała orgia. Kazał Luizie przygotować sypialnię obok, przenieść tam rzeczy Anastazji. Później siedział w gabinecie, popijając z gwinta i paląc papierosa za papierosem.

Co go opętało, żeby ją ratować? Powinien zabić sukę, dołożyć jej tak, żeby zdechła w męczarniach. Zawlec za włosy do gości i pozwolić im zrobić wszystko, na co mieliby ochotę. Ruchać w każdy otwór, torturować, bić, sikać na nią i co tam jeszcze przyszłoby im do głowy. Bywali niezwykle kreatywni.

On również.

Zrobiłaś bardzo źle, że wtedy mi pomogłaś – wymruczał, pochylając się i zamykając oczy. – Bardzo, bardzo źle laleczko. Zwłaszcza, że już wiedziałaś, czego się możesz po mnie spodziewać.

Mateusz wrócił pod dwóch godzinach. Niezbyt zadowolony, bo potwierdziły się podejrzenia o złamanych żebrach. Kobieta kilkukrotnie się ocknęła, ale wtedy zaczynała płakać, a płacz przysparzał ogromnego bólu. W końcu dał jej coś na sen, więc teraz tylko cichutko pojękiwała, gdy jeden z ochroniarzy niósł ją do łóżka.

Nataniel zjawił się chwilę później. Ponury, zasępiony, z umysłem pogrążonym w chaosie.

Nie jest dobrze, ale nie jest też najgorzej – oznajmił mu Mateusz. – Wszystko się zagoi, ale potrzeba czasu. Coś około miesiąca.

Miesiąca?

Może i dłużej, ale to już zależy od ciebie. Jeśli przez ten czas nie tkniesz jej, nie będziesz się nad nią znęcał, to przyjmiemy wariant optymistyczny. W tej chwili bardzo cierpi. Uśpiłem ją, bo inaczej wyłaby przez całą drogę.

Masz morfinę?

Morfinę?

Nie udawaj greka, doktorku. Coś na uśmierzenie bólu.

Mam. Chcesz ją znieczulić i dalej katować? – zapytał z przekąsem.

Nie. Chcę, aby nie cierpiała.

Mam jej wstrzyknąć śmiertelną dawkę?

Ochujałeś? Niewyraźnie mówię czy co? – zirytował się Nataniel.

Mówisz bardzo wyraźnie i prawie, że po ludzku, Właśnie to mnie tak dziwi. Dobrze, codziennie będzie zjawiał się ktoś, kto poda odpowiednią dawkę środków przeciwbólowych. Po około dziesięciu dniach można je odstawić.

W porządku.

Wytrzymasz miesiąc?

Wytrzymam. – Nataniel szeroko się uśmiechnął, lecz był to uśmiech pełen okrucieństwa. – Później nadrobię to, co straciłem.

Nie wątpię – odparł z przekąsem Mateusz. Wstał, spojrzał na pacjentkę i nagle się zawahał. Nie chodziło o urodę, bo pięknych kobiet było w tym domu na pęczki. Raczej o coś innego, coś niezwykle subtelnego. Coś, co musiało cholernie kręcić Nataniela, co go zauroczyło, bo inaczej kazałby po prostu dobić ranną. Oczywiście, zauroczenie u tego psychola objawiało się całkiem inaczej i chyba lepiej byłoby mu tego nie uświadamiać. Szkoda dziewczyny, bo wtedy faktycznie mógłby ją zabić.

Dziś nie skorzystam, żona czeka. Wolałbym się nie narażać, bo ostatnio zrobiła się podejrzliwa.

Po chuja się żeniłeś?

Kilka powodów się znajdzie. W razie czego dzwoń, przyjadę, chociaż myślę, że to nie będzie konieczne. Pozdrów Arka i Patrycję.

Spadaj doktorku.

Natalniel przez chwilę stał nieruchomo, patrząc na śpiącą Anastazję. Taką drobną i bezbronną, leżącą w ogromnym łóżku, pośród śnieżnobiałej pościeli.

Patrzył i zastanawiał się, po co mu to wszytko. Później pomyślał, że jego laleczka dostarczy mu jeszcze wiele przyjemności, bo jego kreatywność w dziedzinie tortur i znęcania, dopiero się rozpoczęła. Aż oblizał się na myśl, ile jeszcze pomysłów czeka na wykorzystanie.

A dlaczego akurat ona? Na to pytanie wolał nie szukać odpowiedzi.

***

Przez pierwsze dni bolało pomimo zastrzyków, które jej robiono. Starała się jak najmniej poruszać, spłycała oddech i za wszelką cenę powstrzymywała od płaczu. Z obojętnością potraktowała fakt, że dostała swoją sypialnię i nikt nie zakłócał jej spokoju. Doceniła jedynie, że naprzeciwko łóżka zamontowano ogromny telewizor.

Nigdy nie lubiła tego typu rozrywki, lecz teraz nie miała wyboru, bowiem ukochane książki pozostawały poza zasięgiem. Czasami bezmyślnie pstrykała, zmieniając kanały, czasami zatrzymała się na którymś na dłużej. Zresztą, wolała to niż własne, pełne bólu i goryczy myśli. Chociaż nawet one wydawały się takie rozmyte, mało wyraziste. Być może wpływ na to miały leki przeciwbólowe, które jej aplikowano.

Prócz pokojówki i pielęgniarki, nikt jej nie odwiedzał. Raz zjawił się lekarz, lecz Anastazji nie spodobała się jego twarz, surowa i kamienna, o ostrym, przeszywającym spojrzeniu niebieskich oczu. W jakiś sposób był podobny do Nataniela, chociaż nie miała pojęcia jak ubrać to podobieństwo w słowa. Udzielił jej kilku porad, wyjaśnił, jak postępować ma w najbliższych dniach i chłodno się pożegnał.

Dziesiątego dnia przyszedł Nataniel.

Witaj laleczko! – oznajmił radośnie, przysuwając do łóżka fotel. – Mam coś dla ciebie. Proszę!

Nierozsądnie byłoby odmawiać, więc bez słowa chwyciła coś, co wyglądało jak mały tablet, a okazało się czytnikiem.

Mówiłaś, że kochasz książki. Więc proszę, możesz czytać. Wykupiłem też abonament, pobierasz, co chcesz i gotowe!

Dziękuję. – Z trudem wydusiła to słowo. Po tym, co jej zrobił, mdliło ją nawet wtedy, gdy tylko na niego patrzyła. Zacisnęła palce na gładkiej powierzchni czytnika, z trudem nad sobą panując. Chyba to wyczuł, bo pochylił się do przodu, patrząc na nią badawczo.

Co jest laleczko? Mów, człowiekowi od razu lżej, jak się wygada.

Nie mogę... Nie mogę pozwolić sobie na luksus szczerości – wyjąkała.

Bo? – Zmarszczył brwi, a szare oczy błysnęły gniewem.

Bo znów mnie skatujesz.

A jeśli dam słowo, że cię nie tknę?

Nie wiem, ile jest ono warte.

Byłaś niegrzeczna, musiałem cię ukarać.

Tak, byłam – odparła z goryczą.

Boli jeszcze?

Tak.

Doktorek mówił, że mam odpuścić przez miesiąc. Ale ty mi powiesz, kiedy znów będziesz miała ochotę, prawda? – Nie wyglądał, jakby żartował i to przeraziło ją znacznie bardziej.

Powiem – wyszeptała zmartwiałymi wargami.

Trzeba ci czegoś więcej? Prócz mojego kutasa, oczywiście – mrugnął łobuzersko okiem, unosząc ramię i kciukiem gładząc ją po policzku.

Nataniel... – Pomimo beztroskiej pozy, nie spodobało mu się, w jaki sposób wypowiedziała jego imię. Miękko, delikatnie, niemal pieszczotliwie. – Pragnę tylko jednego. Wolności. Jeśli nie chcesz mi tego dać, nie pytaj więcej.

A czy ja cię tu trzymam siłą? Mówiłem, że możesz w każdej chwili wyjść, nikt cię nie zatrzyma. No laleczko! – Tym razem przytulił wnętrze dłoni do jej twarzy. – Oboje wiemy, że to cię rajcuje.

Bicie do nieprzytomności? Połamane żebra? Naprawdę w to wierzysz?

To akurat był wypadek przy pracy. Mówiłem o seksie.

Nie. – Tym razem stawiła nieoczekiwany opór. – Gwałty mnie nie rajcują. Ciebie tak i to ty korzystasz. Może zakończmy tę rozmowę, bo znów wydarzy się wypadek przy pracy – zadrwiła, a wtedy Nataniel pochylił się i wyszeptał:

Masz jeszcze trzy tygodnie. A później... – czubkiem języka obrysował kształt zgrabnego, kobiecego uszka. – Później zajmę się tobą tak, że będziesz wyła z bólu, skamląc o litość. Między czasie pokażę ci, na co mnie stać laleczko.

Wiem. – Pochyliła głowę. Posmutniała, bo była pewna, że on zrobi dokładnie to, co właśnie obiecał. A wtedy on palcem uniósł jej podbródek i pocałował. Namiętnie, subtelnie. Tylko że nie brał pod uwagę, że kobieta, którą całuje nienawidzi jego pocałunków, nawet gdyby były doskonałe, wręcz perfekcyjne. Nienawidzi jego dotyku, widoku, głosu. Brzydzi się nim. Dlatego gdy on pastwił się nad delikatnymi wargami, ona z trudem panowała nad sobą, by nie wybuchnąć płaczem. Nie do końca się to udało i pojedyncza łza spłynęła po policzku, a za nią podążyła kolejna.

Przeraziła się, że to rozgniewa Nataniela, ale on zaczął scałowywać wilgoć z jej twarzy.

Laleczko – szeptał. – Jesteś taka piękna i taka niewinna. Nie chcę zniszczyć twego piękna, ale złamię cię, sprawię, że staniesz się brudną kurwą, która każdego dnia łyka spermę, zatracając się w jej smaku. Szmatę, która wypina dupę, błagając każdego faceta, aby ją zerżnął. Spuścił się w niej, wypełnił gorącym nasieniem. Dziwkę delektującą się męskimi kutasami. Będziesz obciągać nawet mojemu psy i to z zapałem, którego jeszcze nie rozumiesz.

Jesteś chory!

Może, ale ty dołączysz do mego szaleństwa.

A jeśli nie?

Jeśli nie, co? – Zawisł nad jej twarzą, oddzielały ich teraz zaledwie centymetry. Nie wiadomo po raz który pomyślał, że ma takie cudownie piękne oczy, duże, intensywnie zielone, niewinne. A on chciał ujrzeć w nich niemal zwierzęcą chuć, nie łagodność.

Już nic. I tak nie zrozumiesz.

Roześmiał się głośno, jakby właśnie opowiedziała mu znakomity dowcip. Znów ją pocałował, a później wyszedł.

Drżącą dłonią starła smak jego ust. Później napiła się wody, lecz to też nie pomogło.

Musiała wyzdrowieć, aby stąd uciec. Nabrać sił, bo to nie będzie łatwe zadanie. Wbrew temu, co twierdził Nataniel, była w tym domu pilnie strzeżonym więźniem. On dobrowolnie nie wypuści jej ze swych rąk, bo zamierzał zrobić dokładnie to, co zaplanował.

Złamać ją.

***

Nataniel odwiedzał ją regularnie co dwa dni. Fizycznie nawet jej nie tknął, ale to nie oznaczało, że zamierzał odpuścić.

Czasami zjawiał się sam, całkiem nagi. Pot perlił się na jego czole, źrenice miał rozszerzone, nieprzytomne spojrzenie. Siadał w fotelu, dokładnie tuż przy łóżku, po czym zaczynał się masturbować i opowiadać, co z nią zrobi, gdy już minie wyznaczony termin. Nie pomijał żadnych szczegółów, nawet tych najbardziej obrzydliwych. Po kilku takich spektaklach, widać przestało mu to wystarczać, bo pewnego dnia pojawił się z kobietą. Miała wspaniałe ciało i puste spojrzenie. Teraz powtarzał tylko: "patrz laleczko, co cię czeka" i pastwił się nad bezbronną kochanką. Jej pełen cierpienia krzyk długo wibrował w uszach Anastazji. Czasami płakała, patrząc na taki spektakl, zwłaszcza gdy jedna z jego ofiar nieopatrznie drasnęła czubkami zębów penisa wepchniętego w jej usta. Nataniel strasznie się wtedy wściekł. Wybił jej wszystkie zęby i wyjątkowo brutalnie zgwałcił oralnie, nie bacząc na lejącą się krew. To był chyba jedyny raz, gdy Nastka nie wytrzymała i zwróciła świeżo co zjedzony posiłek.

Nienawidziła go z każdym upływającym dniem coraz bardziej. Wcześniej nie miała pojęcia, że tak można kogoś nienawidzić. Gdyby teraz powtórzyła się sytuacja z tamtego popołudnia, to nie tylko nie udzieliłaby mu pomocy, ale jeszcze rozbiła głowę kamieniem lub konarem, tak, aby bydlak nigdy już nikogo nie skrzywdził.

Po tym przedstawieniu zniknął na kilka dni.

Dochodziła do siebie nadzwyczaj szybko, jednocześnie snując plany ucieczki. Ostrożnie i jakby ukradkiem, poznawała rozkład domu, przyglądała się temu, co na zewnątrz, zwłaszcza ochronie, która najczęściej wyglądała na znudzoną. Widać nie mieli zbyt wiele do roboty. Czasami zastanawiała się, czy ktoś ją szuka? Inaczej, Wojtek i Klara z pewnością ją szukali, ale mieli też niewielkie szanse na odnalezienie. A może Nataniel wymyślił coś innego? Ciekawe, dokąd wyjechał? W końcu podsłuchała rozmowę pokojówki z ochroniarzem, który niestrudzenie próbował poderwać ponętną Luizę. Mówił, że szef ma problem z jednym wspólnikiem, który zdradził, łaszcząc się na hajs konkurencji. To brzmiało optymistycznie, bo być może Nataniel jeszcze przez długi czas będzie zajęty własnymi sprawami.

Niestety, pojawił się dokładnie w dniu, gdy kończył się jej "okres ochronny". Pełen ponurej satysfakcji, kazał, aby przygotowała się na wieczór, a później wręczył trzy ogromne torby.

Co to? – zapytała bez zapału.

Sukienki. Obiad u moich rodziców, pamiętasz?

Ale po co? – jęknęła.

Chcę cię przedstawić. Dziś się zabawimy... Laleczko – spojrzał na nią wyjątkowo łagodnie, dostrzegając lęk malujący się w zielonych oczach. – Tylko seks, klnę się na mój honor. Z ekstra pokazem, bo przy okazji załatwię sprawę zemsty na tym jebanym kurduplu, przez którego straciłem tyle kasy. No, nie bój się! Moja mama by mi nie darowała, bo od dawna opowiadam im o tobie. Chcą cię poznać, więc jeśli zjawię się jutro sam, to co im powiem? Laleczko...

Mam imię.

Masz. – Nataniel stał naprzeciwko, pochylony, skupiony i zadowolony. Może była przewrażliwiona, ale dla niej ta jego radość była dziwna, jakby pełna złośliwej satysfakcji. – Piękne imię, bo i ty jesteś piękna. – Ujął palcami jej podbródek i niezwykle delikatnie dotknął wargami ust. Poczuł, jak zadrżała, próbując się odsunąć, lecz nie pozwolił na to. Objął ją, przyciągając ku sobie i całował coraz namiętniej, coraz brutalniej. I nagle to przerwał.

Nie! – mruknął ochrypłym szeptem. – Później Anastazjo, bo inaczej nie dam rady się opanować. A ja zwlekałem tyle czasu z myślą, że kiedy już będziesz gotowa, kiedy znów znajdę się w twoim ciasnym, gorącym wnętrzu, to zafunduję nam orgazm stulecia. Punkt dwudziesta masz zejść do piwnicy. W torbie masz srebrną sukienkę, ubierz ją. Nie zakładaj bielizny. Dobierz odpowiednie buty i załóż pończochy. Rafał cię wpuści. W dół i na prawo, korytarzem do samego końca.

Ten dom ma piwnicę?

Dobrze ukrytą. To moje miejsce do zadań specjalnych.

Mówiłeś, że nie zrobisz mi krzywdy? – powiedziała drżącym głosem.

Tobie, nie. Pamiętaj, punkt dwudziesta. Nie lubię spóźnień.

Nie było nic bardziej przerażającego od niepewności. Lecz Nastka zauważyła jednocześnie, że podchodzi do tego wszystkiego coraz bardziej obojętnie. Bała się, ale lęk nie był już tak paraliżujący, tak obezwładniający. Wróciła do pokoju i przejrzała zawartość toreb. Bez zapału, chociaż kiedyś zaparłoby jej dech na widok sukienek. Były śliczne i chyba doskonale dopasowane. Zwłaszcza ta srebrna, skrawek materiału, który niewiele zasłaniał.

Wybrała cieniutkie niczym pajęczynka samonośne pończochy. Buty na wysokim obcasie, w których czuła się odrobinę niepewnie, bo rzadko takie nosiła. Założyła sukienkę i przejrzała się w lustrze. O makijażu nic nie wspomniał, chociaż niezbędne akcesoria znalazła w torbie. Poczuła jak chłód pieści nagie ramiona, gdy podążała wąskim korytarzem, po tym, jak potężny ochroniarz wskazał jej drogę. Doszła do drzwi i głęboko odetchnąwszy, zapukała.

Pomieszczenie nie należało do zbyt dużych. Było dość mroczne, ale dawało się dostrzec detale. Pod jedną ze ścian było coś na kształt podium. Naprzeciwko znajdowała się metalowa barierka, o którą opierał się Nataniel, a za jego plecami ogromna, czerwona sofa. Rozluźniony, w czarnej koszuli i czarnych spodniach, popijając drinka, stał w cieniu, wyglądając jak uosobienie doskonałości i najczystszego zła. Kiedy ją dostrzegł, szeroko się uśmiechnął.

Laleczko, już mi stoi – powiedział, przyciągając ją ku sobie i kładąc dłoń na jędrnych pośladkach. – Jak ty to robisz kobieto, że zaledwie na ciebie spojrzę, a mój kutas od razu twardnieje? To jest kurwa, niesamowite. Żadna inna tak na mnie nie działała – dodał z uznaniem. – Napijesz się?

Tak. – Może alkohol pozwoli się rozluźnić, może dzięki niemu łatwiej to zniesie?

Proszę, spróbuj, drinki to moja specjalność. – Wcisnął jej w dłoń smukły kieliszek ozdobiony egzotycznym owocem. – A teraz światło! – Pstryknął palcami i to, co na początku wzięła za scenę, faktycznie się nią okazało.

Muzyka! – Kolejne pstryknięcie i powietrze wypełniło przytłumione dudnienie. Było raczej jak tło niż wątek główny, hipnotyzując rytmicznym bum, bum.

A teraz poznaj naszą gwiazdę! – Gestem wskazał na podium, na które właśnie wprowadzono nagą kobietę i wniesiono coś w rodzaju niskiej pufy. Upadła na kolana, a później milczący strażnik, sprawnie ulokował ją w odpowiedniej pozycji. Klęczała teraz z pupą wypiętą w górę, z głową przyciśniętą do podłogi, ze skutymi nadgarstkami rąk i stóp. Nie próbowała się wyrywać i Nastka doskonale wiedziała dlaczego. Dostrzegła krew na okrągłej twarzy, siniaki na ciele. Nataniel musiał już wcześniej się nią zajmować.

Kto to jest? – zapytała niemal wbrew sobie.

Żona mojego eks wspólnika. Całkiem niezła kobitka, chociaż dobiega już czterdziestki.

Co ona tu robi?

Płaci dług – oświadczył zadowolony Nataniel. – Przecież wiesz laleczko, że jestem doskonały w ściganiu dłużników.

Zgwałcisz ją?

Ja? Nie, byle czego nie biorę – skrzywił się. – Nie po tym, odkąd spotkałem ciebie. Stań teraz tutaj – pchnął ją w stronę barierki. – Oprzyj dłonie i lekko się wypnij. Wezmę cię od tyłu. Aha, jeszcze jedno laleczko. Wiem, że jesteś bardzo wrażliwa, zwłaszcza na krzywdę innych. Więc wbij sobie do głowy – stanął za jej plecami, zaciskając dłonie na wąskiej talii – że jak będziesz niegrzeczna, każę ją zabić. Wyraziłem się jasno?

Tak.

Widzisz? Porządny wpierdol i od razu bez szemrania wykonujesz moje polecenia. Nasz gwiazda przeżyje tylko dzięki tobie, pamiętaj o tym. A teraz pora na poznanie gwiazdora naszego show. Poznaj Ramzesa.

Ale to... – Wykręciła głowę, spoglądając na Nataniela z niedowierzaniem. – To... pies!

Pies nie pies, też ma swoje potrzeby.

Ja nie... – Pobladła, z taką siłą zaciskając palce na barierce, że kłykcie stały się całkiem białe.

Miałem ochotę dołączyć jeszcze Brutala, ale trzeba go trzymać, bo psy nie lubią zbytnio oralu.

Obiecała sobie być silna. Obiecała, że przeżyje to wszystko i ucieknie. Ale teraz nie potrafiła zachować obojętności. Gwałtownie odwróciła się i wtuliwszy twarz w koszulę Nataniela, zaczęła płakać, błagając go urywanymi słowami:

Proszę... Błagam cię, nie chcę! Nie mogę! Litości, przecież... Natanielu!

Anastazjo! – Zmusił ją, aby spojrzała mu w twarz. Był niezwykle poważny i ani trochę rozgniewany. – Kiedyś to ty dostaniesz rolę główną w tym przedstawieniu. Ramzes ma całkiem niezłego chuja, więc gdy pozbędziesz się zahamowań, to będzie zajebiście, obiecuję. A teraz ładnie się odwróć i patrz! Jeśli oczywiście chcesz, aby ona przeżyła.

Chcę. – Pozwoliła, aby ustawił ją w poprzedniej pozycji. Przylgnął do jej pleców, dłonie zacisnął na piersiach. Powoli zaczął poruszać biodrami, owiewając oddechem skraj policzka.

Nie zamykaj oczu – ostrzegł ją. – Masz patrzeć suko, patrzeć i rozmyślać, jak to będzie, gdy to ty znajdziesz się na scenie, w blasku reflektorów.

Ramzes był potężnym samcem rasy doberman, a pod jego lśniącą sierścią można było dostrzec wysublimowaną grę mięśni. Brał już udział w takich zabawach, więc teraz doskonale wiedział, czego się po nim oczekuje. Kobieta na scenie też dostrzegła, co ją czeka, nie mogła jednak nic zrobić, tak umiejętnie ją związano i przygotowano.

Patrz, laleczko, patrz! – szeptał Nataniel, unosząc sukienkę w górę. Rozpiął spodnie i od razu wydobył na wierzch sterczącego kutasa. Podnieciło go nie przedstawienie na scenie, ale fakt, że znów miał przewagę. Przez chwilę nawilżał go własną śliną, z lubością masując jędrne, kobiecie piersi, a później rozkazał:

Wypnij się suko!

Wszedł w nią z impetem, który zdążyła już poznać. Znów zabolało, ale Nastka była w takim szoku patrząc na to, co rozgrywało się na jej oczach, że nawet nie zwróciła uwagi na ból.

Rozległ się cichy gwizd i pies zręcznie wskoczył na plecy związanej kobiety. Oplótł ją łapami, jakby chciał wciągnąć pod siebie, a później zaczął wykonywać nerwowe ruchy, próbując się w nią wbić. Szybko mu się to udało i wtedy psi kutas wdarł się w suchą cipkę, a kobieta zaczęła wyć. Nie tyle z bólu, co z obrzydzenia i upokorzenia. Psie łapy zacisnęły się jeszcze mocniej, kreśląc krwawe szramy na delikatnej skórze, a olbrzymie jądra kiwały się w tak ruchów kopulującego psa.

Bum, bum, dudniła w tle muzyka, a w jej takt odbywały się dwa okrutne przedstawienia. Pomieszczenie wypełnił zapach seksu, ohydny, mdły smród czegoś obrzydliwego.

Nataniel przyspieszył. Jego podniecenie osiągnęło apogeum. Chaotycznymi ruchami masował i ściskał falujące w tym uderzeń jego bioder, piersi, całował i kąsał smukłą szyję oraz nagie ramiona. Głośno dyszał, czując jak szybko zbliża się do finału. Dostrzegł, że Anastazja zamknęła oczy, lecz nie miał siły, aby ją upomnieć. Potrzebował orgazmu! Tak długo musiał panować nad swoją żądzą, tak długo trzymać się od niej z daleka. Lecz skoro Mateusz powiedział miesiąc, to przetrwał ten cholerny miesiąc!

Laleczko! – jęczał chrapliwie. – Jesteś taka cudowna! Otwórz oczy, proszę! Otwórz i patrz, bo cię kurwa szmato nauczę posłuszeństwa!

Mimo iż zbierało się jej na wymioty, posłuchała. I właśnie wtedy pies skończył. Ostatnie mlaśnięcie i cicho zawarczał, wbijając się głęboko we wnętrze gwałconej kobiety, a ta znów zaczęła głośno krzyczeć.

Nataniel całkowicie stracił nad sobą panowanie. Poczucie władzy, władzy nad kochanką w jego ramionach, było wspaniałym uczuciem. Nieważne, że nie wykazywała najmniejszej chęci do współpracy. Jego członek poruszał się teraz w zawrotnym tempie, niczym tłok parowy. Palce gniotły delikatne piersi z taką siłą, że Nastka prawie zemdlała z bólu. Czuła też jak mężczyzna brutalnie kąsa jej szyję, zbliżając się do finału, czuła zapach jego potu i każdy twardy, napinający się mięsień ciała. Była półprzytomna, ale wszystko czuła nadzwyczaj wyraźnie.

Anastazja! – wyjęczał jej imię, zamykając oczy i eksplodując. Naparł na drobne ciało z taką siłą, że wbił ją w barierkę, sprawiając kolejny ból. Trzykrotnie napiął mięśnie, trzykrotnie wytrysnął w ciasnym wnętrzu kochanki, aby w końcu znieruchomieć.

Dyszał ciężko, delektując się przeżytą ekstazą. Nie był w stanie wydobyć z siebie ani słowa, nie był w stanie wykonać też żadnego ruchu.

Zauważył, że Ramzes zniknął ze sceny i związana kobieta przestała krzyczeć. Lecz dopiero gdy puścił trzymaną w ramionach Anastazję, a ona osunęła się na podłogę, zrozumiał, że chyba zemdlała.

Za delikatna jesteś dla mnie laleczko – mruknął, sięgając po drinka, którego wcześniej odstawił. – Ale ja pierdolę! Za nic cię nie oddam!

***

Nie dała rady nic zjeść, bo wymiotowała nawet wodą. Wstrząsały nią torsje i płacz, bo odkąd odzyskała przytomność, to płakała, czasami nawet wyła, pakując sobie do ust zaciśniętą pięść, aby jej krzyk nie niósł się po całym domu.

Jednego była pewna. Jeżeli Nataniel mówił prawdę i to dopiero początek, to ona tego nie wytrzyma. Znajdzie sposób, aby ze sobą skończyć, obojętnie jaki, byle już nie musieć patrzyć na bestialstwa, do których się posuwał.

Po bezsennej nocy zbuntowany żołądek doszedł do siebie, ale Anastazja i tak wolała tylko pić wodę. Była tak wyczerpana, że ledwo trzymała się na nogach. Miała nadzieję, że teraz przez kilak dni jej odpuści, lecz niespodziewanie zjawił się około południa.

Pamiętasz o naszym wyjściu? – zapytał, siadając na skraju łóżka, tuż obok zwiniętej w kłębek kobiety.

To było serio? – wyszeptała słabym głosem. – Nie mam siły.

Masz laleczko, masz. Ładnie się ubierz, ciuchów kupiłem pod dostatkiem i bądź gotowa na siedemnastą. To będzie oficjalne i takie tam, więc postaraj się wyglądać oszałamiająco. Za to odpuszczę ci seks przed, bo faktycznie kiepsko wyglądasz.

Już nie protestowała, bo nagle przyszło jej do głowy, że to może być okazja do ucieczki.

Wybrała sukienkę w kolorze szmaragdowym, z dekoltem w łódkę, małymi bufami na rękawach, dopasowaną w talii i z rozkloszowanym dołem. Do tego założyła czarne, zamszowe kozaczki, upięła włosy i postarała się o delikatny makijaż, którego główną rolą było zamaskowanie sińców pod oczyma. Musiała też umiejętnie przypudrować ślady na szyi, bo Nataniel się nie hamował.

On naprawdę chce przedstawić ją rodzinie? Przecież to było absurdalne!

Czekała gotowa, gdy po nią przyszedł. Tym razem i on ubrał się niezwykle elegancko, w ciemny garnitur i równie ciemną koszulę. Tylko krawat był w innym odcieniu, barwna plama we wszechobecnym mroku.

Laleczko – uśmiechnął się szeroko. – Wyglądasz pięknie! Aż szkoda, że nie mamy czasu w zapasie, bo przeleciałbym cię jeszcze przed wyjściem. Może w limuzynie?

Po co pytasz, skoro i tak nie liczysz się z moim zdaniem?

Tyle czasu, a ty wciąż umiesz się postawić. Będę musiał wybrać ostrzejszy wariant tresury – pokiwał z rezygnacją głową i objął ją pasie. – Chodź, to temat na później.

Nigdy wcześniej nie jechała limuzyną. Nagle przyszło jej do głowy, że kiedyś marzyła o czymś takim. Zawsze wzruszała się, gdy w filmie lub książce, mężczyzna zabierał kobietę na bal lub przyjęcie takim właśnie luksusowym samochodem. Zerknęła na siedzącego obok Nataniela. To nie był piękny sen, bynajmniej. To był najgorszy koszmar, jaki może kogoś spotkać.

Co mam mówić, gdy będą pytać o rzeczy tak oczywiste, jak nasze pierwsze spotkanie oraz jak się pomiędzy nami układa?

Pierwsze spotkanie? – zamyślił się. – Powiedz, że poznaliśmy się podczas załatwiania wspólnych interesów. Jak się układa? No przecież zajebiście!

Zamknęła oczy, zaciskając pięści.

Zabiję cię gnoju, pomyślała z zaciętością. Zabiję, gdy tylko trafi mi się okazja.

Będą moi rodzice, poza tym brat z żoną i córką, drugie dziecko w drodze. Potem trochę kuzynostwa, ciotki, wujkowie, kilkoro przyjaciół i znajomych. W sumie jakieś trzydzieści osób. Zjemy kolację, zatańczymy, może zerżnę cię gdzieś w ciemnym zakamarku, a później wrócimy do domu.

Dla mnie to jest więzienie, nie dom. Umiejętnie pleciesz wokół mnie sieć, jak wielki, tłusty pająk, ale nie myśl, że ja tego nie widzę. Nie jestem ślepa Natanielu. – Odważnie spojrzała mu w oczy.

Nie, nie jesteś. – Przyciągnął ją ku sobie, tak, aby usiadła okrakiem na jego kolanach. – Laleczko, proszę! Bo inaczej zwariuję! – mamrotał. – Jesteś taka śliczna, taka cudownie mięciutka. Twoja cipka tak ciasno opina mojego kutasa, że za każdym razem szaleję z rozkoszy! Chcę cię mieć chociaż przez chwilę. Na szofera nie zwracaj uwagi, on niejedno widział.

Pognieciesz mi sukienkę.

Wiem. – Oddychał szybko, urywanie i znów był podniecony.

Lecz ona tylko patrzyła, patrzyła ze smutkiem, nie czując niczego podobnego, co Nataniel. Patrzyła na przystojną twarz, na barczyste ramiona i krótkie, ciemne włosy. Dopiero teraz dostrzegła seksowny zarost, zgrabny nos, szeroki uśmiech ukazujący idealnie białe zęby. Do tego te jasne oczy w ciemnej oprawie... Oczy, w których nawet teraz dostrzegła zło, umiejętnie stłumione, zamaskowane, ale czekające jedynie na dogodny moment, aby mogło objawić się światu.

Nataniel był taki idealny, ale jedynie fizycznie. Tam w środku nie było nic pięknego. Szaleństwo, okrucieństwo, gwałtowna zmienność nastrojów, egoizm i narcyzm. Mój, mi, mnie. Całkowity brak empatii. Pęd do zaspokajania wyłącznie własnych potrzeb.

Zło, które nie znało granic.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Zastanawiam się ,co dalej będzie ,jakie zakończenie …siedzi mi głowie Nataniel i Nastka …

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Ile jeszcze będzie musiała wycierpieć ta kobieta za swoją dobroć? Mam nadzieje, że Nastka nie złamie się, a ten potwór dostanie za swoje:)

  3. S
    Salamandra
    | Odpowiedz

    Oj Babeczko…
    Przechodzisz sama siebie!
    🙂

  4. J
    Julita
    | Odpowiedz

    Raz lekarz to skurwiel bo powinien ja dobić w szpitalu bo gdyby ją ratował to mogło by sie wydac i by żona oberwala czy ktos z rodziny, a tak to podalby coś co trudno wykryć i tyle, a dwa ja na jej miejscu pozwoliłabym tamtej kobiecie umrzeć nawet gdyby unierala godzinami, lepsze to niż żeby miała przeżywać te gwałty i cała reszta kij wie ile czasu a później np z tym żyć.
    Zreszta nie jest powiedziane ze to raz i ja wypyszcza, serio wolałabym żeby ja zabili niż żeby sie do końca życia musiała męczyć z tym wszystkim co przeżyła bo nie wiadomo czy terapia by coś dała.
    Licze, że ktoś jej pomoże bo nie umiem sobie wyobrazić że bedzie z kimś takim jak on, nawet gdyby padł na kolana i płakał blagajac o wybaczenie, gdyby wycofał sie z tych zabaw i zakończył te znajomości nie wyobrażam sobie żeby z nim była.
    Bardziej mam nadzieje, że albo ktoś ją uratuje albo ona zabije jego albo siebie

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nataniel nie z tych co na kolana padają… Nie da rady, to niewykonalne, nawet dla mnie…

Napisz nam też coś :-)