Nataniel (VIII)

with 4 komentarze

 

Zło, które nie znało granic.

Czy ona miała wystarczająco dużo odwagi, by się zmienić i wyrwać z łap tego zła?

Uniesienie dłoni i muśnięcie palcami jego policzka, to był impuls. Od razu dostrzegła, że Natanielowi się to nie spodobało. Prawe ramię drgnęło, ale gdy odruchowo się skuliła, odpuścił.

Nie teraz – oznajmił ze spokojem, po czym brutalnie ją odepchnął. – Zabawimy się w drodze powrotnej. Uklękniesz i masując mi kutasa, będziesz prosić, abym cię przeruchał jak dziwkę, którą jesteś.

Nie odpowiedziała. Odsunęła się, po czym odwróciła głowę, patrząc na widoki przesuwające się za oknem. Zastanawiała się, jakie to miasto, później tknięta nagłym impulsem, zaczęła przyglądać się tablicom rejestracyjnym mijanych samochodów.

Warszawa, stwierdziła z zaskoczeniem. Niestety, pochodziła z zachodniej Polski i była tutaj zaledwie trzy razy. Nie pociągały ją tłumy, raczej urokliwe odludzia, góry, jeziora i zamki. Wybrzeże tylko poza sezonem. Lecz w Warszawie mieszkał Wojtek, pracujący w jednym z największych szpitali. Był neurologiem o doskonale rokującej karierze i to właśnie u niego gościła rok temu Anastazja w święta.

Gdyby udało jej się uciec, miałby gdzie się ukryć. Jednocześnie mogłaby ostrzec brata i zadzwonić do siostry, aby ta także była bezpieczna. W przypadku Nataniela wszystko było możliwe, bo ten skurwiel nie miał skrupułów. W dodatku realizował jakiś chory plan, którego Nastka kompletnie nie rozumiała.

Nie miała pojęcia, że sam Nataniel coraz mniej siebie rozumiał.

Znaleźli się w willowej dzielnicy, gdzie przy szerokiej ulicy pyszniły się swym pięknem oraz elegancją, wystawne domostwa. Wysoka brama, przy której postawiono wartowniczą budkę, otworzyła majestatycznie swe podwoje, a kręta droga poprowadziła tuż przez piętrowy budynek z czerwonej cegły. Po ścianach piął się bluszcz, a dwie białe, smukłe kolumny podtrzymywały ganek. Budynek był rzęsiście oświetlony, a z boku dostrzegła wiele parkujących luksusowych aut.

Nataniel wysiadł pierwszy, aby po dżentelmeńsku otworzyć drzwi po jej stronie i podać rękę, gdy wysiadała. Z trudem zniosła dotyk jego dłoni, ale nie widziała sensu, aby zaprotestować. Powinna zostawić sobie siły na później.

Było jak w bajce. Dyskretny przepych, bogactwo, stonowana elegancja. Kobiety w pięknych sukniach, obwieszone biżuterią, mężczyźni w doskonale skrojonych garniturach. Muzyka niczym szemrzący strumyk, grana przez kwartet smyczkowy. Blask świateł, szmer rozmów, szampan i ramię Nataniela, które tak nieoczekiwanie i tak subtelnie objęło ją w pasie.

Nierzeczywisty sen, który w każdej chwili mógł zamienić się w koszmar.

Moi rodzice – przedstawił ją, a głos miał stłumiony, pełen napięcia.

Matka była szczupłą kobietą, o doskonałej figurze, nieco ekscentryczną, ojciec był wysoki, dystyngowany, z lisim błyskiem w szarych oczach. Dokładnie takich samych oczach jakie miał Nataniel. Wyglądali na zgraną parę i zupełnie nie pasowali do obrazu, jaki przed przyjazdem w to miejsce, powstał w głowie Anastazji. Przywitali się z nią serdecznie, chociaż dostrzegła też odrobinę zdystansowania z ich strony.

Maria. – Uścisnęła drobną dłoń ozdobioną pierścionkami.

Andrzej. – Mężczyzna dla odmiany szarmancko pocałował ją w rękę. – Powiedzieć, że mój syn nas zaskoczył, to za mało.

Miło mi. – Uśmiechnęła się blado, nie kontynuując tematu zaskoczenia. Nie obchodziło jej to, bo miała inne plany na ten wieczór. Musiała poszukać drogi ucieczki, a to wcale nie wydawało się łatwe, chociaż Nataniel szepnął jej słówko, że idzie porozmawiać z ojcem i nie będzie go jakiś kwadrans.

Pilnuj się, laleczko. Nie chcę znów cię bić, pamiętaj o tym. Obym cię znalazł w tym samym miejscu, w którym cię zostawiam.

Zawoalowana groźba nie zrobiła na niej wrażenia, bo słyszała z jego ust dużo gorsze rzeczy. Poza tym to było oczywiste, iż w przypadku nieudanej ucieczki, kara będzie sroga. Została jedynie z Marią, która przyglądała się jej dyskretnie.

Przepraszam Anastazjo, możesz uznać, że traktujemy cię chłodno i z dystansem, ale naprawdę jesteś pierwszą kobietą, którą nasz syn postanowił nam przedstawić. To stwarza pewną nadzieję.

Nadzieję? – Nastka lekko pobladła.

Na to, że w końcu się ustatkuje. Dwa lata temu stuknęła mu czterdziestka, najwyższy czas na założenie rodziny. A jeśli mowa o rodzinie, poznaj mojego drugiego syna, Arka, jego żonę Patrycję i córkę, Wiktorię.

Podeszła do nich para z sześcio, może siedmioletnią dziewczynką. On stanowczo był podobny do ojca, ona była pięknością o egzotycznej urodzie. Tuliła się do boku męża, podczas gdy on delikatnie, jakby mimochodem dotykał wypukłego brzuszka. Lecz kiedy jego wzrok napotkał spojrzenie Anastazji, gdy została mu przedstawiona, niezauważanie ściągnął brwi.

Arek doskonale zdawał sobie sprawę, kim był jego brat i w czym gustował. Nie popierał tego, ale tolerował. Kilka tygodni temu Nataniel z entuzjazmem oznajmił mu, że znalazł zajebistą sukę, którą chce wyszkolić, aby obsługiwała gości na jego wyuzdanych przyjęciach. To musiała być ta kobieta, bo mówił o niej, że wygląda jak anioł, lecz jej wygląd zwiedzie niejednego.

I teraz zabrał tę dziwkę na przyjęcie rodziców! Do cholery, jak on śmiał! Będzie musiał poważnie z nim porozmawiać i zagrozić, że jeśli sytuacja się powtórzy, to wszyscy usłyszą, kim jest ta kobieta.

Przywitał się niezwykle chłodno, dostrzegając zdumienie w oczach matki, ale mało go to obeszło. Postanowił odszukać Nataniela, ale był jednocześnie wściekły, że ta kurwa zostanie tutaj z jego żoną i córką. Wyglądała wyjątkowo przekonująco. Każdy gest, każde spojrzenie, lekko spłoszone, na pozór nieśmiałe, mogły zmylić nawet najbystrzejszego obserwatora. Czysta niewinność i gdyby nie wiedział, kim jest, też dałby się na to nabrać.

Nataniela znalazł w gabinecie.

Muszę zamienić z tobą słówko.

Ze mną?

Tak.

Mam kogoś sprzątnąć, postraszyć?

Nie kpij, baranie. – Arek starannie zamknął drzwi i podszedł do brata stojącego przy oknie. Po drodze wziął z biurka napoczętą paczkę papierosów. Palił jedynie okazjonalnie, a teraz właśnie była ku temu najlepsza okazja.

Nie powinieneś jej przyprowadzać – oświadczył chłodno Arek, zaciągając się. – Co ci strzeliło do tego pojebanego łba, kretynie?

Dlaczego nie powinienem? – Nataniel nie miał wątpliwości, o kim mowa.

To pierwsza kobieta, jaką przedstawiłeś rodzicom. Wiesz, że matka już zaczęła snuć plany weselne?

Weselne? – roześmiał się Nataniel. – A dlaczego nie? Może faktycznie się ożenię?

Po cholerę? To zabawka, przedmiot, który po zużyciu wyrzucisz na śmietnik. Nawet ja chętnie skorzystam, bo piękna z niej kobieta. – Arek nie dostrzegł, iż z twarzy brata zniknął uśmiech, o w oczach pojawił się niebezpieczny błysk.

Chciałbyś? – zapytał cicho. – Namów Patrycję. Zamienimy się. Ja zerżnę twoją żonę...

Kurwa! Bez takich, zrozumiałeś? – Arek pchnął go na ścianę i chwyciwszy za poły marynarki, brutalnie potrząsnął.

Chcesz posuwać moją laleczkę, to dlaczego ja nie mogę twojej?

Nie porównuj jej do Patrycji, jełopie! Ta twoja laleczka, to zwykła kurwa! Materac, który dyma pewnie połowa miasta, oba twoje kundle, zboczeńcu i cholera wie, kto jeszcze!

Odszczekaj to! – wycedził Nataniel przez zaciśnięte zęby. – Odszczekaj to sukinsynu, albo pożałujesz!

Niby czego mam żałować? Doszły mnie słuchy, że wczoraj włączyłeś do zabawy Ramzesa. Myślisz że nie wiem, iż cię wyręczał? – zadrwił Arek.

Odszczekaj to! – Mięśnie twarzy Nataniela stężały, na czole ukazała się pulsująca żyłka.

Hau, hau! – roześmiał się brat, po czym pojednawczym gestem poklepał go po ramieniu. – No, daj spokój. Obaj wiemy, że lubisz rzeczy, które innym nie mieszczą się w głowach. Osobiście mam to dupie, ale stanowczo żądam, abyś nie przyprowadzał tej zdziry do naszego domu. Zrozumiałeś? Czy mam publicznie, przy wszystkich wyjaśnić, kim ona jest?

Nataniel puścił go i podszedłszy do barku, chwycił butelkę wódki. Pociągnął solidnego łyka, zastanawiając się, czy nie powinien skuć mordy temu debilowi.

Tak, traktował ją jak rzecz, bo taka była jej rola. Tak, wyjebie ją na zbity pysk, albo nawet zabije, gdy mu się znudzi. Lecz za wyjątkiem pierwszego razu, do jej ciała miał prawo tylko on, nikt inny. Więcej! Gdyby tknął ją któryś z jego ludzi, wspólników, przyjaciół czy znajomych, Nataniel bez wahania strzeliłby takiemu w łeb.

Była tylko jego.

Nie rozumiał własnego irracjonalizmu, uczucia zazdrości graniczącego z absurdem, ale nie potrafił znieść, gdy jego laleczki dotykał inny mężczyzna, kobieta czy nawet zwierzę. Przekonał się o tym na samym początku i chociaż gdzieś w głębi wciąż tlił się gniew, bo odstąpił od własnych zasad, nie umiał pokonać samego siebie. Wyjątkiem było ich pierwsze spotkanie, które wspominał z wściekłością. Z tego powodu Piotr zginął od zbłąkanej kuli, a Grzesika potrącił niezidentyfikowany pojazd.

Żadnych świadków!

Nieoczekiwanie przyszło mu do głowy, że to wyglądało tak, jakby zamierzał ją chronić.

On?

Roześmiał się w głos, tak absurdalna była to myśl. Jednak kula nie była aż tak zbłąkana, a niezidentyfikowany pojazd prowadził jego człowiek.

Wszystkie te groźby i obietnice były słowami rzucanymi na wiatr, napełniającymi Nataniela wściekłością. Lecz tłumaczył to sobie na swój własny, chory sposób. Podniecała go jej świeżość i niewinność, ciasna cipka, brak doświadczenia. Im dłużej taka zostanie, tym lepiej. Kiedyś mu się znudzi i wtedy dostaną ją inni.

Na razie jest jego.

Arek niech się wypcha, chociaż nie zamierzał wyprowadzać go z błędu i wyznać prawdę o Anastazji. A rodzice... Nataniel zasępił się. Postąpił nierozważnie zabierając ze sobą laleczkę na to przyjęcie. Tylko że miał na to taką cholerna ochotę! Okazać odrobinę człowieczeństwa, a potem znów strącić w otchłań, patrząc jak cierpi, jak próbuje się bronić i rozpaczliwie szuka ratunku, na samym końcu nawet w jego oczach.

Zagasił papierosa, poprawił marynarkę i postanowił sprawdzić, czy Anastazja wykazała się posłuszeństwem, czy wręcz przeciwnie. W sumie to nie miał ochoty jej bić, bo to znów mogło zaowocować przerwą na rekonwalescencję, a on wolał wypróbować kilka nowości. Takich, jakie czasami oglądał na organizowanych spotkaniach.

W salonie jej nie było. W jadalni i zimowym ogrodzie przylegającym do tych pomieszczeń, także. Powoli narastała w nim furia. Co za suka! Ośmieliła się...

Dostrzegł skraj szmaragdowej sukienki w drzwiach biblioteki. Furia nie minęła, wręcz przeciwnie, bowiem Nataniel coraz bardziej tracił kontrolę nad swym gniewem. Czy on nie wyraził się jasno? Miała czekać tam, gdzie ją zostawił. Co za zdzira! Już on ją nauczy, że rozkaz to rozkaz, a jej powinnością jest słuchać bez szemrania. Wciąż tlił się niej bunt, ale on wyruguje z niej wszystko, cały opór i nieposłuszeństwo. Za pół roku będzie się łasić u jego nóg, gdy tylko pojawi się w domu. Wytresuje ją na wyjątkowo ułożoną sukę, może nawet wsadzi w dupę korek z ogonkiem? Tak, to mógłby zrobić już teraz, niech się powoli uczy!

Nie wpadł do biblioteki w przytupem. Wślizgnął się ukradkiem, bo w ostatniej chwili dostrzegł, że nie była tam sama.

A to, co zobaczył...

Anastazja jeszcze chwilę przysłuchiwała się rozmowie Marii z synową. Mimo iż matka Nataniela sprawiała wrażenie nieco afektowanej, wyraźnie była jej przychylna. Za to zabolał widok Arka, który z taką miłością tulił córeczkę i z taką czułością odnosił się do żony.

Wczoraj była świadkiem, jak Nataniel pozwolił, aby pies zgwałcił niewinną kobietę. Podnieciło go to do tego stopnia, że doszedł niezwykle szybko, nawet nie jęcząc, a krzycząc z rozkoszy. Doszedł w jej wnętrzu, patrząc jak zwierzę gwałci kobietę.

Czy oni wiedzieli, kim tak naprawdę był ich syn i brat? Mieli świadomość, że to popierdolony sadysta, którzy przed niczym się nie cofnie? Zepsuty do szpiku kości, bezlitosny skurwiel?

Poczuła łzy napływające do oczu, lecz nie mogła rozpłakać się w tłumie obcych ludzi Drżącym głosem przeprosiła i umknęła do łazienki. Tam oparła się o ścianę i głęboko oddychając, próbowała się opanować.

Całkiem normalna rodzina, przynajmniej ona nie zauważyła niczego nietypowego. Po co ją tu przywiózł? Naprawdę była pierwszą kobietą, którą im przedstawił? Przecież to zakrawało na drwinę, było totalnym suspensem!

Albo elementem większego planu. Przecież Nataniel doskonale się bawił.

Wyszła z toalety, rozglądając się niepewnie. Wszędzie goście, pomiędzy nimi ochrona i służba. Na razie jedynie ułoży sobie w głowie plan domu. Korytarz na prawo to chyba droga do kuchni, bo tamtędy przemykali się kelnerzy, znikając za ostatnimi drzwiami po lewej. Poszła więc w przeciwnym kierunku. Wszystkie mijane drzwi były zamknięte, a ona nie ośmieliła się sprawdzić, czy także na klucz. Jedynie ostanie były szeroko otwarte.

Znalazła się w raju. Pokój będący tylko i wyłącznie biblioteką, zawsze był dla Anastazji szczytem marzeń. Wszędzie książki, na jednej ze ścian ogromny kominek, przed nim kanapa i dwa wygodne fotele. Weszła bez wahania, momentalnie zapominając, iż nie taki był jej cel. Zapomniała o Natanielu, o tym, że miała szukać drogi ucieczki, o wszystkim. Palcem przesuwała po grzbietach książek, czując niezwykła ekscytację. Wyczytywała na głos znane nazwiska, a czasami takie, z którymi nigdy się nie spotkała. Zamknięta w swoim własnym, małym świecie, nie dostrzegła, że do pokoju wszedł ktoś jeszcze.

Lubisz czytać?

Błyskawicznie się odwróciła. Zaskoczona, ale nie przestraszona.

Dziewczynka. Chyba miała na imię Wiktoria. Ładna, bardzo ładna, podobna do matki. W błękitnej sukience z dużymi kokardami, wyglądała jak mała dama. Podeszła do znieruchomiałej Anastazji, szeroko się uśmiechając i prezentując znaczne braki w przednim uzębieniu.

Kocham – odpowiedziała Nastka uczciwie. I nagle też się uśmiechnęła. Spontanicznie, szczerze, tak, jak za dawnych czasów, gdy jeszcze żyli rodzice, a świat wydawał jej się tajemniczym, ale i pięknym miejscem. Pochylając się, poprawiając jedną z kokardek i z coraz większym rozbawieniem słuchała dziecięcego szczebiotu.

I tak zastał ją Nataniel.

Anastazja kucała naprzeciwko Wiktorii, jego siostrzenicy. I chociaż Nataniel nigdy by tego nie przyznał, to dziecko było też jedną z nielicznych osób, które miały na niego jakikolwiek wpływ.

Niecały rok temu, wpadł do brata na niedzielny obiad. Wiki prawie się z nim nie przywitała, chociaż zazwyczaj rzucała się na szyję ulubionemu wujkowi. Była skupiona na pracy, którą okazał się rysunek pełen serduszek i kwiatów. Na pytanie Nataniela co robi, odpowiedziała niezwykle poważnie, że to dla jej koleżanki, która ma niedobrego tatusia. Pobił ją i Kasia leży teraz w szpitalu.

Dobrze, że mój tatuś jest taki kochany – podsumowała dziewczynka, bardzo rozsądnie jak na sześciolatkę.

Tylko by spróbował. – Nataniel szeroko się uśmiechnął.

Jak dobrze, że cię mam, wujku! – Małe ramionka opasały jego szyję. – Ty nie bijesz dzieci, prawda?

Tydzień później, gdy załatwiał sprawę z pewnym nieuczciwym wspólnikiem, kazał wyprowadzić jego siedmioletnich bliźniaków, ostro nakazując, aby nic im się nie stało. Słowa Wiktorii może nie rozjaśniły mroku duszy Nataniela, ale znacząco wpłynęły na jego postępowanie. Wtedy potaknął, chociaż nie takie grzechy miał na sumieniu. Teraz zdobył się na akt łaski, który wcześniej byłby nie do pomyślenia.

Patrzył na dziewczynkę, która chichocząc coś opowiadała, a później przeniósł wzrok na Anastazję, na jej twarz, błyszczące szczęściem oczy, szeroki uśmiech, światło, które jasnym blaskiem rozpromieniło twarz kobiety.

Nigdy wcześniej nie widział, jak się uśmiechała.

Kosmyk złotych włosów opadł na policzek, a wtedy poprawiła go niecierpliwym gestem.

To już nie była przerażona ofiara, a pełna życia, piękność. Dopiero teraz mógł docenić czystość jej rysów, subtelność w każdym ruchu dłoni, intensywną zieleń oczu. Ta krótka chwila wolności, wydobyła z Anastazji coś, czego Nataniel nienawidził.

Nie mogła być aż tak niewinna, aż tak dobra. Żadna z tych suk taka nie była.

I wtedy do niego dotarło, że właśnie to chciał w niej zniszczyć. Nie wolę walki, nie odwagę, lecz ten blask, którym teraz jaśniała.

Ona nie tylko wyglądała jak anioł. Ona była aniołem. Aniołem, który dawał sobą pomiatać, ale który każdej nocy czyścił swe skrzydła, przygotowując się, aby po raz kolejny wznieść się ku niebu. Aniołem, który nigdy tak naprawdę nie upada, bo zawsze ma siłę, aby się podnieść.

I Nataniel, chociaż tak bardzo tego nie chciał, nawet nie drgnął, pazernie pochłaniając wzrokiem roztaczający się przed nim widok. Jego myśli rozproszyły się, plany stały się takie mętne, a on tylko patrzył. Na soczyste usta, które teraz rozciągnęły się w szczerym uśmiechu. Na filigranową dłoń, która dotknęła główki Wiktorii i przeczesała palcami ciemne włosy dziewczynki. Wsłuchiwał się w dźwięk głosu, w serdeczny śmiech, który brzmiał niczym najdelikatniejsza melodia wygrywana przez dzwoneczki. Stał i patrzył, zaciskając dłonie w pięści, bo jego mroczna dusza tak bardzo chciała zgasić ten blask, stłamsić go, zamienić w nicość.

Powoli do niego docierało, że to niemożliwe. Co więcej, to światło może się przebić przez ciemność, w której się skrył i w której było mu tak dobrze. Nie pamiętał, dlaczego tak wybrał; miał wrażenie, że był taki od zawsze. Ekscytowało go niebezpieczeństwo, pobudzało to, co zakazane. Nie miał współczucia dla innych, za wyjątkiem swoich bliskich. Potrzebował jedynie seksu, im bardziej perwersyjnego, tym bardziej go kręcił, a przemoc stała się katalizatorem jego chorych fantazji.

Gdyby nie Wiktoria, to rzuciłby się na Anastazję, aby wróciła ta zastraszona, cierpiąca kobieta. Pragnął tego tak bardzo, że z ledwością nad sobą panował. Od zachwytu i zdumienia płynnie przeszedł do nienawiści i chęci ponownego jej skrzywdzenia. Im mocniej, tym lepiej. Im brutalniej, tym wspanialej.

Kiedyś jej te jebane skrzydła nie odrosną, a wtedy to on będzie triumfował.

Mama cię szuka – odezwał się w końcu. Anastazja drgnęła przerażona, ale Wiki tylko się roześmiała.

Już biegnę – obiecała. – Wujku, a to prawda co mówi babcia?

Co mówi babcia? – zapytał z pozornym spokojem.

Że się ożenisz z Anastazją. Ładna jest, prawie tak ładna jak moja mamusia – westchnęła dziewczynka. – Jak aniołek z obrazka, który wisi nad moim łóżkiem.

Jak aniołek – potwierdził, łapiąc spojrzenie Nastki. Dostrzegł, jak gwałtownie pobladła, bo Nataniel był delikatnie mówiąc, wściekły. Stał nieruchomo, patrząc spod pochylonej głowy, z ustami wykrzywionymi w grymasie mającym imitować uśmiech. A w jego oczach dostrzegła zapowiedź kary. – Zmykaj do rodziców, szukają cię.

Wiki podskakując, wybiegła z biblioteki, a wtedy cofnął się, zatrzasnął drzwi i przekręcił w nich klucz.

Podejdź do mnie! – rozkazał.

Podeszła. Blask bijący od niej, zbladł, jakby światło zmuszone zostało, by ustąpić ciemności. Już się nie uśmiechała, nie przypominała anioła. W zielonych oczach nie dostrzegł szczęścia, a obrzydzenie i nienawiść.

To, czego pragnął, czym się sycił.

A jednak jej nie uderzył. Objął gwałtownym ruchem i przyciągając ku sobie, pocałował. Jedną dłoń wplótł w złociste włosy, drugą zacisnął na smukłej tali i całował, jakby za chwilę miał się skończyć świat, łapczywie, pazernie, namiętnie. Pobudzał i prowokował, próbując dostarczyć jej przyjemności, którą wcześniej tak chętnie odbierał. To już nie była ani gra, ani zwykłe pożądanie.

Nataniel sam nie wiedział, co to było.

I ta niewiedza znów podsyciła gniew. Wtedy przerwał pocałunek i brutalnie złapawszy ją za podbródek, wysyczał:

Dzisiaj zabawię się z tobą tak, że będziesz wyć z bólu!

Zawsze tak było.

Wciąż się buntowała. Nadal potrafiła zripostować jego słowa. A on pozostawał w tej chwili bezsilny, bo nie mógł przywołać tej zdziry do porządku w tym miejscu. Nigdy nie zrobiłby tego rodzicom. Niech raczej myślą, że jest playboyem, który nie zamierza się ustatkować, niż zwyrodniałym zboczeńcem.

Masz pójść do salonu i tam na mnie zaczekać – wycedził. Bez słowa wyślizgnęła się z jego ramion i wyszła. A wtedy Nataniel zwinął dłoń w pięść i z furią uderzył nią w ścianę. Kilkukrotnie. Nie czuł bólu pokaleczonych kłykci, nie dostrzegł kapiącej na podłogę krwi.

Zaraz po tym zaczął się śmiać. Zanosił się śmiechem jak obłąkany, chociaż nie było ani jednego powodu, aby wyjaśnić ten nagły napad wesołości. I śmiejąc się, szedł do salonu, szedł pomiędzy zaskoczonymi ludźmi, znacząc drogę kroplami w kolorze soczystej purpury.

Umilkł dopiero, gdy usłyszał pełne pogardy i szyderstwa słowa, wypowiadane przez jednego z gości.

Pośrodku salonu stali jego rodzice oraz Arek, obok nich Anastazja. Naprzeciwko Paweł.

Cholera, zaklął w duchu Nataniel. Całkiem zapomniał, że ten chuj dziś tu będzie. Przecież należał do jednych z najlepszych klientów ojca. Pierdolony pseudo biznesmen, któremu słoma wyłaziła z butów, a którego Nataniel tolerował jedynie ze względu na jego udział w spektaklach, które organizował.

Na dodatek ten skurwiel przyszedł tu dziś lekko podpity. Czerwony na nalanym pysku, z błyszczącymi, świdrującymi oczkami i nieco bełkotliwym głosem.

...dziwka, która i mojego fiuta posmakowała. Nie spodziewałem się Andrzeju, że spotkam w twoim domu kurwę, którą posuwa pół miasta, a której specjalnością jest lizanie męskiej dupy – roześmiał się wulgarnie, nie dostrzegając, że i on budzi obrzydzenie swoim monologiem. – Zapytaj ukochanego syna, do czego mu służy. Niech ci opowie, jak skopał ją do nieprzytomności, gdy ugryzła mojego kutasa.

Anastazja stała w bezruchu. Policzki miała purpurowe z zawstydzenia, oczy błyszczące od łez. Nie spodziewała się, że spotka jeszcze raz tego człowieka, a tym bardziej, że spotka go w tym miejscu. Nie spodziewała się też, że bydlak po tych wszystkich pogardliwych słowach, splunie jej w twarz.

Tak należy traktować takie kurwy! – warknął Paweł, a wtedy Arek dostrzegł za jego plecami zastygłego niczym słup soli Nataniela. Od razu zorientował się, że jeśli czegoś nie zrobi, to jego brat zabije tego obleśnego idiotę.

Pozwól ze mną! – Bez wahania chwycił ramię grubasa, a potem pociągnął go w kierunku jadalni. Zresztą, było mu obojętnie gdzie pójdą, byle zniknąć z widoku Natanielowi.

Czy to prawda? – zapytała po chwili Maria, odwracając się w kierunku Anastazji. Ta dla odmiany pobladła, później poczerwieniała.

Ja... – wyjąkała. Wcześniej miała wokół siebie obojętne twarze. Nawet w wielu oczach dostrzegła zaciekawienie i uznanie. Teraz wszyscy patrzyli na nią z niezdrowym zainteresowaniem, z pogardą i politowaniem.

Powinnaś opuścić mój dom. – Głos Marii był ostry, rozkazujący. I wtedy Nataniel ruszył do przodu szybkim krokiem. Zatrzymał się dopiero przed wyraźnie rozgniewaną matką, lecz to nie ona była jego celem. Wierzchem dłoni starł plwocinę tego chama z twarzy Anastazj, tak delikatnie, jakby to miała być pieszczota, a wtedy ona się rozpłakała.

Zabierz mnie stąd, proszę! – Uniosła w górę zmoczoną łzami twarz. – Zabierz mnie, chociażby do tego więzienia, którym jest twój dom. Ale zabierz mnie stąd! – Ostatnie słowa prawie wykrzyczała, a wtedy Nataniel zrobił coś, czego się po nim nie spodziewała.

Chwycił ją i podniósł, a potem trzymając w ramionach, bez słowa opuścił przyjęcie. Twarz miał kamienną, usta surowo zaciśnięte. A oczy... Widać było w nich zapowiedź zemsty!

Nic nie mówił, podczas gdy ona cicho łkała. Czuł jednak, jak oplotła rękoma jego szyję, pierwszy raz dobrowolnie pozwalając sobie na odrobinę spontaniczności. Wsadził ją do samochodu i sam zajął miejsce kierowcy. Nie czekał na szofera, miał to w dupie. Musiał stąd zniknąć, inaczej nie da rady, cofnie się i zatłucze tego sukinsyna, zrobi z niego mokrą plamę, a fiuta odetnie i wepchnie mu do gęby.

Kurwa i jeszcze raz kurwa! – zaczął klnąc Nataniel, uderzając rantem dłoni o kierownicę. Za to miotającą nim furię wyładował na pedale gazu. Anastazja skuliła się na tylnym siedzeniu. Zamknęła oczy i starała się nie myśleć. Zapomnieć, pogrążyć w nieświadomości.

Co z tego, że nie zawiniła.

Gdy dotrą na miejsce, to ona poniesie karę. Zawsze ona, bo taką przeznaczył jej rolę. Była dla niego niczym worek treningowy, prywatna dziwka na każde skinienie i zabawka, którą w każdej chwili mógł zniszczyć i wyrzucić. To, że się wściekł na tamtego mężczyzną, o niczym nie świadczyło. Powodem było raczej pokrzyżowanie jego przewrotnego planu, bo przecież tym było zabranie jej na przyjęcie u rodziców.

Przestała płakać. Apatycznie kiwała się, gdy samochodem zarzucało na zakrętach. Patrzyła na domy, które mijały i myślała, że mieszka w nich tylu szczęśliwych ludzi, tylu zakochanych, normalnych ludzi. Jedzą wspólnie kolację, bawią się z dziećmi, kłócą i kochają.

Też chciała taki dom. Swój własny mały domek, z kominkiem i książkami, z mężczyzną, któremu mogłaby zaufać, którego pokochałaby i któremu urodziłaby dzieci.

Czy naprawdę było to tak wiele? Dlaczego to właśnie na nią uwziął się los?

Wysiadaj kurwo! – warknął Nataniel, gwałtownie hamując przed własnym domem.

Nie posłuchała. Pierwszy raz miała nadzieję, że w końcu ją zabije. Przecież i tak nie czekało na nią już nic dobrego. Przegrała swoje życie, bo nawet gdyby wydostała się z łap tego szaleńca, to ich spotkanie pozostawi po sobie koszmary. Ślad zła, który zatruje każdy objaw dobra. Skuliła się na siedzeniu, osłaniając głowę. Oby to nie potrwało długo. Oby tym razem nie było nikogo, kto chciałby ją ratować.

Powiedziałem, wysiadaj! – wrzasnął, gwałtownym ruchem otwierając tylne drzwi. – Natychmiast szmato, bo sam cię wywlekę za to złote kudły!

W odpowiedzi skuliła się jeszcze bardziej. Nataniel przyglądał się temu i nagle jego wykrzywioną złością twarz, rozjaśnił szeroki uśmiech. Dobra, zabawi się inaczej. To dopiero będzie satysfakcja!

Chodź laleczko – odezwał się, tym razem niezwykle łagodnie. – Nie zrobię ci krzywdy, przysięgam! No, chodź!

Odrobinę uniosła głowę. Oczy miała pełne lęku, policzki zaróżowione i mokre, włosy potargane. Nie uwierzyła w jego zapewnienia, ale powoli wysiadła, trzęsąc się jak osika. Bała się, tak bardzo się bała, bo Nataniel zachowywał się coraz gorzej. Jak totalny wariat!

Mam cię zanieść do sypialni?

Nie... ja sama – wyszeptała i wtedy się potknęła. Błyskawicznie ją podtrzymał, ratując przed upadkiem, a później bez zastanowienia uniósł w górę.

Jednak cię zaniosę. Mam dla ciebie propozycję.

Propozycję? – Tym razem go nie objęła. Lekko drżała, bo nie wierzyła w szczęśliwe zakończenie tego wieczoru.

Spodoba ci się – oświadczył z zadowoleniem, lecz Anastazja nie podtrzymała tematu.

Postawił ją tuż przy łóżku. Odruchowo otarła spocone dłonie o materiał sukienki.

Co teraz? – zapytała w końcu, bo Nataniel tylko stał i się uśmiechał.

Zaczekaj tu na mnie chwilę. Możesz usiąść, jeśli chcesz.

Wrócił po kilku minutach, już w samej koszuli, bez marynarki i krawatu. W dłoniach trzymał szpicrutę, kajdanki i ogromne, czarne dildo. Gdy to ujrzała, mocno pobladła.

Kupiłem to z myślą o tobie, laleczko – powiedział, obracając gumowego fallusa. – Chciałem ci to wsadzić w tą cudną dupcię, żeby zobaczyć ile wytrzymasz.

Nataniel... proszę, nie dziś – wyszeptała, mimo iż nie wierzyła, że ten skurwiel okaże jej litość. – Ja... Litości! Nie mam już siły!

Nie masz? – Znów to fałszywe zdumienie. – A ja dopiero zaczynam!

Dlaczego więc tak cię rozgniewały słowa tego człowieka? Przecież powiedział prawdę. Ty sam wyzywasz mnie od kurw, dziwek i szmat. Poniżasz na wszelkie sposoby. Krzywdzisz, bo cię to bawi. On nie skłamał, był wyjątkowo prawdomówny.

Wiem, ale nie miał prawa mówić tego przy moich rodzicach.

Na tak – uśmiechnęła się blado, otaczając ramionami. – Co mam zrobić, żebyś mnie po prostu zabił?

Zabił? Nie mam tego w planach, ale... – Z namysłem odłożył przedmioty, które trzymał. – Zrobimy to inaczej, zgoda? Wszystko zależy od ciebie.

Inaczej?

Tak. – Kucnął przed siedzącą na łóżku Anastazją. Palcami przesunął po zgrabnej łydce, wędrując nimi w górę, aż dotarł do ust. – Zupełnie inaczej. Rozbierzesz mnie, pobudzisz i zadowolisz według własnego pomysłu. Tym razem zrobimy to tak, jak ty chcesz.

Słucham?

Powiedzmy, że oddaję się w twoje ręce, laleczko – zaczął się śmiać. Był pewien, że ją zaskoczy, wprawi najpierw w zakłopotanie, później w gniew. – Chyba że nie chcesz i wolisz mój pierwszy plan? – Spojrzał znacząco w kierunku ogromnego dildo.

Aż żal zrezygnować – westchnął nieco teatralnie. – Wiesz, jak głośno byś wyła, gdybym ci go wsadził w dupę? Ma średnicę ośmiu centymetrów i długość trzydzieści. Byłaby jazda! – oświadczył z zadowoleniem. – Więc szybko decyduj laleczko, póki jeszcze mam ochotę, abyś to ty wybrała.

Zgoda – wyjąkała. – Zrobię to.

Serio? Pamiętaj, że masz mówić na głos, jak cię kręcę. Mile widziane pieprzne, ale nie wulgarne epitety oraz prośby, co mam ci zrobić. Podać przykłady?

Ni.. ie.. – wyszeptała. Skurwiel! Znów był górą. Tym razem nie ból, a upokorzenie, bo doskonale zdawał sobie sprawę, jak go nienawidziła i jak się nim brzydziła. Jednak była pewna, że gwałt tym czymś, może przynieść nie tylko cierpienie, ale i trwałe kalectwo. – Poradzę sobie.

To zaczynaj.

Stanęła naprzeciwko Nataniela i sięgnęła do guzików jego koszuli. Prawie, że dygotała ze wzburzenia, lecz nie zamierzała się wycofać. Nie mogła się wycofać, bo on wtedy spełni swoją groźbę.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Tak Nastka zdecydowanie jest aniołem, który ma za zadanie zmienić Nataniela ale niestety jakim kosztem:(

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Pytanie, czy warto?

  2. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    To opowiadanie jest mocne.. momentami aż za mocne.
    Tak szkoda mi tej dziewczyny. 😭 mam nadzieję, że uda jej się uciec.
    Myślę, że to jedno z Twoich najlepszych opowiadań.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Ma być mocne, nie można pokazać ogromu zła za pomocą okólników. Po to mamy słowa, aby móc je opisać :-)))

Napisz nam też coś :-)