Nemezis (I)

with 14 komentarzy

od nienawiści do miłości jeden krokZaczynamy coś nowego, tym razem dłuższego. Znaczy się na mnie dziesięć części płatnych to dużo :-))) Niech Was nie zwiedzie początek, czyli pierwsze pięć kawałków, bo mniej więcej w połowie nastąpi zmiana kierunku i całość wskoczy na nowe, zaskakujące tory. Jakby kto pytał, to Wyklęty pójdzie plus minus do połowy czerwca. 

A tak prywatnie spytam - poleci ktoś coś wzmacniającego na wiosnę? Prywatnie, od serca, info z neta wiadomo jakie są... Bo szczerze mówiąc w tak kiepskiej kondycji fizycznej nie byłam chyba nigdy w życiu 🙁 Normalnie zdechlak do potęgi! ;-D

.

Nie było nic przyjemnego w takiej pobudce o poranku, na niewygodnym krześle, kiedy pierwsze promienie słońca świeciły prosto w zaspane oczy.

Uniosła głowę, nieprzytomnym wzrokiem rozglądając się dookoła. Zaraz potem gwałtownie się poderwała, bo zegar wiszący na ścianie wybił właśnie ósmą.

Jasny gwint! Spóźnię się!

W pośpiechu zwinęła w rulon grafikę, nad którą spędziła całą noc. Palcami przeczesała burzę niesfornych włosów, zastanawiając się czy zdąży zrobić coś więcej niż tylko umyć zęby. Potem energicznie ruszyła do akcji, pozbywając się wymiętej, przepoconej odzieży. Weszła pod prysznic, odkręcając zimną wodę. Wzdrygnęła się, kiedy tysiące kropelek uderzyło w jej ciało. Zimnych, wręcz lodowatych. Tak, jak lubiła. Po pierwsze dlatego, że od kilku dni panował wściekły upał. Po drugie, musiała się orzeźwić. Wycierając energicznie ręcznikiem ciało, podbiegła do sypialni. Z szafy wyciągnęła pierwszą z brzegu sukienkę, białą, koronkową, nieco frywolną, ale zważywszy na upał uznała, że nieco głębszy dekolt mógł zostać usprawiedliwiony. Zagarnęła leżące na stosie świeżo co wypranej i wysuszonej na wietrze odzieży, dwie sztuki bielizny. Nie zajęło to więcej niż minutę. Nos ledwo musnęła pudrem, niedbale przeciągnęła tuszem po rzęsach, włosom nie poświęciła żadnej uwagi. Otoczyły jej głowę miedziano złotą aureolą. Lecz dziewczyna nie zwróciła na to uwagi, bo właśnie pochłonęło ją poszukiwanie drugiego z sandałów. Oprócz nich miała jeszcze do dyspozycji japonki. W końcu znalazła zgubę pod łóżkiem. Biegnąc do drzwi, chwyciła po drodze torbę rozmiaru worka na kartofle, taką, w której można było pomieścić prawie wszystko i w której cokolwiek ciężko było odnaleźć. Zawróciła w progu, klnąc pod nosem, bo przypomniała sobie o pracy na dzisiejszy egzamin zaliczeniowy. Z żalem pomyślała o kawie, a potem już tylko ruszyła ostrym sprintem w kierunku uczelni.

W głowie kołatała tylko jedna myśl, że prawdopodobnie się spóźni. Wciąż się spóźniała. Miała nadzieję, że chociaż dziś uda się dotrzeć na czas. I co? Pstro, pomstowała w duchu zziajana. Rzuciła okiem na majaczące w oddali przejście dla pieszych, po czym postanowiła wyjątkowo złamać swoje własne zasady oraz podstawowe przepisy ruchu drogowego. Wybrała odpowiedni moment i ruszyła przez szeroką ulicę. Jednocześnie sięgnęła do wnętrza torebki, bo jej telefon zaczął przeraźliwie terkotać.

I wtedy rozległ się głośny pisk opon. Zdezorientowana, odwróciła głowę, patrząc prosto na hamujący gwałtownie samochód. Udało mu się, chociaż dzieliły ich zaledwie centymetry. W zasadzie lśniący chromem zderzak prawie dotykał jej kolana.

Jasna cholera! – Poirytowany głos męski dał wyraz niezadowolenia z faktu nagłego zatrzymania. – Jak łazisz ślepa kometo!

Ja… – zaczęła zdezorientowana, a wtedy ukazał się rozjuszony kierowca. – Ja… Tak wyszło…

Przy największych staraniach nie mogła rozzłościć go jeszcze bardziej.

Tak wyszło?! Ty!… – Zacisnął dłonie w pięści, a ona nadal gapiła się na niego bez słowa. Głównie dlatego, że to co widziała, było po prostu wspaniałe.

Mężczyzna, młody, nie dałaby mu trzydziestki, wysoki, smukły, w eleganckim, nienagannie skrojonym garniturze i błękitnej koszuli. Ciemne, modnie przystrzyżone włosy, otaczały szczupłą, pociągłą twarz ze starannie wypielęgnowanym zarostem. Oczy miał czarne, cerę smagłą i orli nos, który nadawał mu nieco drapieżności.

Krzyczał i krzyczał. W umyśle oszołomionej Zojki pojawiła się jedna, wyraźna myśl. Na uczelnię miała dwadzieścia minut szybkiego, bardzo szybkiego marszu. Gdyby ją podwiózł, byłaby za pięć. Tylko najpierw musiała coś zrobić, żeby przestał się tak wściekać. Roztrzaskanie mu czegoś na głowie nie wchodziło w grę, bo po pierwsze niczego takiego nie miała pod ręką, a po drugie, jak uszkodzi mu czerep, to facet raczej nie będzie nadawał się za kółko. W takim razie pozostało tylko jedno.

Bez słowa chwyciła tę szczupłą, wyrazistą twarz w obie dłonie i pocałowała. Przylgnęła ustami do jego warg, a mężczyzna zamarł w bezruchu. Za to zauważyła w ciemnych oczach bezgraniczne zaskoczenie. Pocałunek trwał zaledwie kilka sekund, zaraz potem Zojka odsunęła się, patrząc z aprobatą na efekt swych działań.

Podwieziesz mnie? Przynajmniej nikomu więcej nie wpadnę pod koła – dodała wesoło.

Że co? – spytał mało inteligentnie, nadal gapiąc się na nią jak sroka w gnat.

Super! – Poprawiła torebkę, podniosła z ziemi tubę, po czym bez zbędnego krygowania się i dyskusji, zajęła miejsce w wypasionej super bryce. Musiała też zachęcająco pomachać w stronę znieruchomiałego kierowcy. W końcu ocknął się i coś tam mamrocząc pod nosem, wsiadł do samochodu.

Gdzie? – warknął, odpalając.

Tu niedaleko. Na światłach w lewo, potem prosto i na końcu w prawo. Będę mówiła, gdzie masz skręcić – uspokoiła go, bo nadal wyglądał jakby miał go trafić nagły atak apopleksji. Ruszył tak gwałtownie, aż wcisnęło ją w siedzenie.

Bez nerwów. Bo jeszcze w coś albo w kogoś wjedziesz – pouczyła go. Mężczyzna jedynie zgrzytnął zębami, zaciskając palce na kierownicy.

Ale na miejsce dotarli nawet szybciej niż w pięć minut. Było jeszcze hamowanie z piskiem opon, a na końcu stek niezrozumiałych przekleństw, bo z przodu ukazał się radiowóz policji.

Jeszcze kurwa mandat dostanę! – syknął, nerwowym gestem przeczesując włosy.

Powiedz że się spieszysz do porodu. – Zojka mrugnęła okiem, zatrzaskując za sobą drzwi. Pędem ruszyła w kierunku wejścia głównego, a świeżo co poznany mężczyzna błyskawicznie wyparował jej z głowy. Na jego miejscu pojawiły się pomysły, jak wytłumaczyć kolejne spóźnienie.

Pół godziny później Krystian otarł pot z czoła. Oczywiście nie skończyło się na pouczeniu. A wszystkiemu winna ta kopnięta baba. Powinien… Zamarł z ręką na rączce biegów. W zasadzie powinien ją odszukać i obciążyć kosztami mandatu. Dla zasady, bo kwota trzystu złotych była dla niego śmiesznie niska. Tyle zarabiał przez godzinę. Wygrzebał z kieszeni komórkę, zadzwonił wyjaśniając powód swej nieobecności, po czym zostawił samochód na pobliskim parkingu. Kupił jeszcze coś zimnego do picia, po czym usiadł w cieniu, na niewielkim murku, intensywnie wpatrując się w drzwi budynku, w którym zniknęła. Miał jedynie nadzieję, że nie przyjdzie mu długo czekać.

I słuszną, bo po godzinie ukazała się grupka studentów, a wśród nich ona.

Chyba po raz pierwszy miał okazję dokładnie się jej przyjrzeć. Wzrost średni, budowa ciała raczej drobna, szczupła twarz otoczona burzą rudawych włosów. Z daleka nie dostrzegał wielu szczegółów, dlatego zgniótł butelkę po wodzie mineralnej, celnym rzutem posłał ją do pobliskiego kosza, po czym ruszył w kierunku dziewczyny.

Spostrzegła go, gdy dzieliła ich już niewielka odległość. Uśmiechnęła się szeroko, kpiąco. Zmrużyła oczy, nic sobie nie robiąc z groźnego wyrazu jego twarzy.

Ty tutaj?

Zapłaciłem mandat – powiedział tylko, dając do zrozumienia, że to przez nią.

W naturze? – zainteresowała się. – Chciałabym być na miejscu tej policjantki – westchnęła z taką siłą, aż kilka niesfornych kosmyków podfrunęło do góry.

Przez ciebie! – Oskarżycielsko wskazał ją palcem.

I co? Ja mam ci zwrócić w naturze? – roześmiała się.

Zasznurował usta, podchodząc bliżej. Tak blisko, że mógł policzyć piegi na zgrabnym, kształtnym nosie. I dojrzeć wesołe chochliki w głębi zielonych oczu.

W naturze? To byłoby jakieś wyjście – powiedział, mierząc ją taksującym spojrzeniem.

W porządku. – Sięgnęła do torby, wyjmując stamtąd siatkę cytryn. – To zaliczka. Reszta będzie później. Wolisz na słodko czy na słono? Zasobów węgla nie posiadam.

Węgla? – Lekko go zamurowało. O czym ona u diabła bredzi?

No bo wiesz, był kiedyś taki dowcip. Przychodzi baba do lekarza i chce mu zapłacić w naturze, a lekarz się pyta, dlaczego ma taki czarny brzuch. Ona na to, że przedtem płaciła za węgiel.

Wysłuchał do końca, ale skrzywiona mina powiedziała jej, że wcale nie ubawił go stary, nieco już wyświechtany kawał. Wręcz przeciwnie, zirytował.

Skoro nie chcesz cytryn – westchnęła – to może dasz się zaprosić na kawę w ramach rekompensaty?

Nie potrzebna mi twoja kawa.

– To czego chcesz? – spytała z roztargnieniem, bo na schodach budynku pojawił się ciemnowłosy chłopak, o olśniewająco białym uśmiechu.

Rekompensaty.

Dobrze. Mój prawnik skontaktuje się z twoim prawnikiem – odparła lekko drwiąco. – A teraz przepraszam, mam ciekawsze rzeczy do roboty.

I poprawiając wielgachną torbę na piegowatym ramieniu, odwróciła się na pięcie. Zaraz później utonęła w objęciach przystojnego bruneta, a oniemiały Krystian przyglądał się temu w milczeniu.

Jak ona śmiała?…

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Nic mi nie mow. W zeszlym tyg trzy razy pochwalilam sie, ze wszyscy zdrowi i juz od piatku (czyli juz prawie tydzien) 3/4 rodziny na antybiotyku.
    Osobiscie uwielbiam gorace mleko z czosnkiem miodem slodzone. Zazwyczaj dzialalo. Tylko w tym sezonie to jakos kiepsciutko. Moze juz sie do tego specyfiku przyzwyczailismy i dlatego nie dziala. 😭
    Chyba jestes z tego samego regionu co Jo. Obie uzywacie “zaraz potem”😂 i to nie w zestawieniu “zaraz potem się obleję” tylko dla pokazania, że jakas czynnosc nastepuje bezposrednio po poprzedniej. Ciekawe.
    U mnie na przyklad mowi się “bez mała” zamiast “prawie” lub “niecale” z czego moj Zygmunt juz 13 lat sie smieje bo pochodzi z innego regionu niz ja.
    Co do powolnego rozkrecania akcji: pamietajmy, że najlepsze silniki to diesle i one tez potrzebuja chwili na rozruch😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Jadzia, muszę Cię rozczarować, bo Poznań od Jarosławia dzieli spora odległość, więc niestety, ale to nie ten sam region😂 Serio ja też tak piszę? Hahahaha powiem Ci, że ja wielu rzeczy u siebie nie zauważam, dopóki ktoś mi nie zwróci uwagi.

      • J.Gibson
        |

        Bo właśnie samemu się nie słyszy oczywistości, które znamy od dziecinstwa. Ja też wielu nie bylam świadoma… aż poznałam “chłopa z Mazur” ha ha ha.

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    A co do samej treści. Zapowiada się kolejne ciekawe opowiadanie. Nietypowe pierwsze spotkanie może zaowocować czymś potężnym. Ale czy na pewno? Nie raz już zmyliłaś czytelników, więc też niczego nie biorę za pewnik 🙂
    Krystian jest bogatym, młodym mężczyzną, zapewne przyzwyczajonym do tego, że zawsze dostaje to, co chce. Pewny siebie typ, więc mam nadzieję, że Zojka (bardzo ładne imię) da mu trochę popalić, że nie podda się tak szybko. Aż strach się bać, co dla nas wymyśliłaś na ten zwrot akcji w połowie.
    Nie mam pojęcia, co Ci polecić na wzmocnienie. Może jakiś zestaw witamin? Najlepiej by było naturalnych. Też znowu na każdego działają inne rzeczy. Zdrowia życzę 😉

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    Zacznę od – duuużo ruchu :-))) Potem dołożę resztę, owocowy sezon idzie, będzie łatwiej 🙂

    • J
      Judyta
      | Odpowiedz

      Kiedyś piłam pokrzywę – 1 szklankę dziennie. Akurat tak wyszło, że jak mi się znudziło, to zima przyszła i byłam zaskoczona, bo przeziębiłam się tylko raz (zazwyczaj kilka razy mi się trafiało, zima na uczelni to zawsze było siedzenie w lodowce :/) i całe przeziębienie trwało… 2 dni. Poważnie 😀 Tylko smak pokrzywy to dla koneserów raczej 😉

    • J
      Judyta
      | Odpowiedz

      A, no i zrób sobie może badania. U mnie po uzupełnieniu żelaza odporność bardzo się poprawiła, bo wcześniej bieda była.

      • Babeczka
        |

        No kurczę, badania były, łącznie z tarczycą. Jedynie crp i ob wysokie, nic poza tym. Ale w sumie to było w październiku, chyba poproszę o powtórkę. Z tą pokrzywą to dobry pomysł, chociaż może nie herbatkę tylko do sałatki? No i niedługo sezon na sok z brzozy 😀

  4. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Taaak!! W końcu się doczekałam. I wiedzialam, że się nie zawiode i nie zawiodłam. Już nie mogę się doczekać nast. Części. Chcę się jeszcze i jeszcze a tu trzeba czekac.😂😂

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Co do tematów zdrowotnościowych, to ja po raz pierwszy od wielu lat przeżyłam zimę bez choróbska i uważam, że zawdzięczam to intensyfikacji spożycia następujących produktów: imbir, curry, kardamon, kurkuma, kmin rzymski, chili, cynamon, goździki, pieprz we wszystkich możliwych kolorach, tymianek, bazylia, zioła prowansalskie, oregano, chrzan, czosnek. I mrowie cukinii, pomidorów, papryki, szpinaku. I zupy szczawiowe i dyniowe. I kiszona kapusta – z domowego kiszenia, oczywiście. I awokado. Bakcyle nie miały szans. A na brak energii, to tak jak piszesz, Babeczko, “duuużo ruchu” – jak się 3 godziny wywłóczę po łąkach, polach i ugorach, to od razu energii nabieram.
    Co do opowiadania, to wszystko pięknie… aż do kolacji. No sorry, ale jaka zdrowo myśląca kobieta myrcha gościa stópką pod stolikiem w restauracji? A potem oburzona wielce jego odzywką o pieprzeniu. No, sorry. Zachowanie i teksty Zojki… żenada. Ale zdaje się, że idealnie do siebie z Krystianem pasują: skoro zebranie włosów, podduszanie i pieprzenie od tyłu nazywa kochaniem się, a ona nie widzi różnicy, to nic, tylko pożyczyć zdrowia, szczęścia, pomyślności.
    Po pierwszej części nie lubię obojga – Zojki bardziej. Taka niby cwana, tak to się miała gościem zabawić, podrażnić jego nadmuchane ego, ohoho… i co jeszcze? Niby dlaczego uważa się za lepszą od niego? Jak na razie, to robi z siebie konkursową idiotkę. Prowokującą idiotkę.

  6. K
    Kiki
    | Odpowiedz

    Tekst zapowiada się ciekawie, bardzo intrygująco.. czekam Na faktyczny rozruch! A co do odporosci u mnie działa dobrze witamina D😊 cały rok

  7. M
    MartiPe
    | Odpowiedz

    Dobre 😀 coś nie pasuje mi ta Zojka…niby ma chłopaka a całuje się z obcym facetem na środku ulicy i wychodzi z nim na kolację… Wyczuwam szybki koniec poprzedniego związku ze studentem 😀

  8. Babeczka
    | Odpowiedz

    Hurtem 🙂 bo dziś za mną wielki emocje 😉

    Tony – obawiam się, że Zojkę znielubisz jeszcze bardziej, bo w dalszych częściach rozrabia, aż miło ;-)))

    MartiPe – zaspamuję, bo w zasadzie to wyjdzie, że żadnego związku nie było…

    Kiki – faktyczny rozruch będzie w plus minus w połowie, a witaminę D biorę, bo mama za mną lata od samego rana z dwoma tabsami na śniadanie :-)))

    A ogólnie to kuruję się sokiem z brzozy, dużą ilością snu oraz ruchu. W ramach tego brałam udział w malowaniu placu zabaw, pojechałam na długie zakupy, przekopałam ogródek i przyznam, że tak mnie wszystko zaczęło boleć, że katar i kaszel gruźlika to pikuś ;-D

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Mam nadzieję, że te wielkie emocje z rodzaju tych dobrych były. Poczynania Zojki jakoś przeżyję:) Wszak, to nie pierwsza, i pewnie nie ostatnia wnerwiająca mnie postać – jestem już zahartowana:)
      Nie ma to jak siłownia ogrodowa.Wiem co mówię, bo jestem w trakcie wykopywania tuj – 19 już za mną, zostało tylko 5. Wszystko boli mnie wręcz rozkosznie:) Sok z brzozy to pyszności.

Napisz nam też coś :-)