Nemezis (X)

with 2 komentarze

od nienawiści do miłości jeden krok

 

Trzy miesiące i koszmar wrócił. Igor nie ugiął się, nie pozwolił zrezygnować z umowy. Już teraz wiedziała dlaczego. Nie chodziło o jego matkę i jej samotność, lecz o pragnienie zemsty.

Gdzie musiałaby uciec, aby za nią nie podążył, aby nie prześladowała ją czysta nienawiść tego człowieka?

Miała wrażenie, że nie ma takiego miejsca na świecie, w którym znalazłaby schronienie.

Wolałaby weekend majowy spędzić z Marysią i Adamem, wyjechać nad morze, albo w góry, a tak musiała poświęcić pięć dni na koszmarną wizytę u psychicznie chorej kobiety, w towarzystwie jej równie pokręconego syna.

– Olej go – radziła beztroskim tonem Marysia. – Co ci niby zrobi?

– Nie jest normalny. Wszystko może zrobić, z morderstwem w afekcie na czele.

– Weź nie żartuj!

– Wcale nie żartuję. Gdybyś wtedy widziała jego oczy… – Zojka wzdrygnęła się, wspominając ostanie spotkanie z Igorem. – Każdy ma cel w życiu. Jego celem jestem ja, a właściwie pognębienie mej skromnej osoby. Jakoś wytrzymamy te pięć dni.

– Powinnaś porozmawiać z adwokatem.

– Ma lepszych. To na nic Marysiu. Muszę jedynie uważać na każdy ruch, na każde słowo, mając nadzieję, że w końcu mu się znudzi.

– Samotny?

– Nie wiem – Zojka wzruszyła ramionami. – Nie obchodzi mnie życie osobiste tego typa. Jak dla mnie może być mnichem, może też posiadać harem nadobnych dziewic.

– Kto ma harem nadobnych dziewic? – W kuchni pojawił się Adam, niosąc na barana rozchichotanego Maksia.

– Tak, dla was facetów to mega interesujący temat! – Marysia przewróciła oczyma. – Myjcie ręce i siadajcie do obiadu. Za godzinę zjawi się limuzyna.

Opuszczała swój mały domek z ciężkim sercem. Nawet jeśli miała pewność, że Igor dotrzyma umowy, to i tak czuła lęk. Może i bezpodstawny, może wcale brat Krystiana się nie pojawi, może kontakt z Iriną ograniczy się po powitania i pożegnania. Lecz strach wciąż tam był, czaił się na obrzeżach umysłu, zatruwał dobre samopoczucie. Był i przybierał na sile z każdym pokonywanym przez samochód kilometrem.

Posiadłość tym razem tonęła w zieleni. Od razu dostrzegła, świeżo postawiony przy tarasie, plac zabaw dla dzieci. Zaskoczył ją ten widok. Czyżby Irina? Bo to przecież niemożliwe aby Igor… Nie! Ta myśl wydał jej się tak absurdalna, że o mało co, nie roześmiała się w głos. To już prędzej było zasługą babci–psychopatki.

Która nie pojawiła się, aby ich przywitać. Kazała jedynie przekazać, że ma silną migrenę i na razie nie jest w stanie opuścić swej sypialni.

– Baba z wozu, koniom lżej – mruknęła Zojka, wcale nie zasmucona „złą” wiadomością. Szkoda że i Igor nie miewał migren. Byłoby prawie przyjemnie bez tych dwojga.

Ku jej niewysłowionej uldze nie pojawił się ani pierwszego, ani drugiego, ani nawet trzeciego dnia. Niestety, ten stan rzeczy nie miał trwać wiecznie. Jęknęła cicho, gdy wychodząc razem z synkiem do ogrodu, zauważyła mężczyznę siedzącego w fotelu na tarasie i pijącego kawę.

– Dzień dobry – przywitała się uprzejmie. – Śniadanie?

– Kawa. Siadaj.

Nie ośmieliła się zaprotestować. Maks przez chwilę nieśmiało wtulał się w jej ramiona, zerkając w kierunku niewzruszonego Igora, lecz szybko mu przeszło.

– Mogę tam? – wskazał na piaskownicę.

– Możesz.

– Chodź ze mną mamusiu.

– Przyjdę. Najpierw porozmawiam z wujkiem. Obiecuję, że wybudujemy wielki tor wyścigowy!

Na szczęście dał się przekonać.

– Wujkiem? – Igor prawie wypluł to słowo.

– Mógłby być bydlak, ale nie wypada przy dziecku. – Nie musiała być grzeczna ani uprzejma. To nie zmieni jego uczuć, a jedynie pokazuje jej własną słabość. – Czyj to pomysł?

– Nie rozumiem? – Lekkie uniesienie brwi w górę, beznamiętne spojrzenie, oschły ton głosu. Nic, a nic się nie zmienił.

– Z placem zabaw.

– Kupiłem i przywieźli.

– Ty?! – Trzeba przyznać, że ją zaskoczył. Naprawdę, większe szanse dawała Irinie.

– To nie mój pomysł – zachmurzył się. – Pani Beata oznajmiła, że dziecko się nudziło. Znalazła sklep i kazała kupić.

– Tak, to bardziej prawdopodobne. A dziecko ma imię. Maks. Maksymilian.

– Nie podoba mi się.

– Mnie twoje także – odparła z sarkazmem.

– Matka miała kiedyś kota o tym imieniu.

– A ja szczura, który nazywał się Igor.

Dostrzegła błysk gniewu w jego oczach. Zacisnął kurczowo wargi i siedział, patrząc gdzieś w nieokreślony punkt. Drgnął, gdy powoli wstała.

– Nie pozwoliłem ci! – syknął. – Siadaj!

– Ale po co?

– Siadaj!

Czuł ogromną wściekłość, jak zawsze w jej obecności. Także dlatego, że skłamał, chociaż nie o same kłamstwo chodziło. Pomysł z placem zabaw był jego. Chwila słabości, której teraz tak bardzo się wstydził. Najchętniej sam by go zdemolował, zniszczył, lecz to oznaczałby także przyznanie się do błędu. A Igor nienawidził się mylić. Nienawidził jej, nienawidził całego świata. Czasami miał wrażenie, że to uczucie go niszczy, spala od środka, lecz nigdy nie uczynił niczego, co mogłoby pomóc wydostać mu się z tej matni. Nienawiść była bezpieczna; była murem, za którym można się schronić, była strażnikiem jego prywatnego świata. Miał tylko jedną osobę, która bez problemu forsowała ten mur. Miał, bo kilka lat temu przyczynił się do śmierci tej osoby.

Czuł z tego powodu ogromną złość, frustrację i obrzydzenie. Do samego siebie i do kobiety, siedzącej naprzeciwko. Powoli docierała do niego prawda, której wcześniej nie chciał dopuścić do głosu.

Zojka nie była winna śmierci Krystiana.

On był.

I świadomość tego co zrobił, spychała go w dół, prosto w objęcia szaleństwa.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ha! A jednak matka! Co za podła sucz. Rozumiem, że przeżycia związane z drugą ciążą i porodem nie były dla niej łatwe, ale żeby odrzucić Igora? Żeby w ten sposób traktować swoje dziecko? Nie wiem, skąd mi się wzięło, że Krystian był młodszy od Igora. Cwana z Ciebie bestia, Babeczko, bierzesz nas na litość:) I to tak z grubej rury. Domyślam się, że czekasz na “Biedny Igor, nic dziwnego, że jest taki jaki jest”, ale nie tak prędko:) Aczkolwiek przyznaję, że to co przeżył, jest przerażające. I nic dziwnego, że tak się bał, że straci Krystiana. Dopóki tamten randkował i nie związywał się z żadną z kochanek – było ok, a pojawiła się Zojka, i to ona stała się najważniejsza w jego życiu. Jednej rzeczy nie rozumiem – Krystian był już przecież prawie dorosły, i wprawdzie został wywieziony z kraju, ale, żeby nie zdawał sobie sprawy z sytuacji jego brata? To co? Nie rozmawiał z nim potem? Dlaczego Igor mu o niczym nie powiedział? Krystian ani razu nie wspomniał o tych wydarzeniach z przeszłości. Gdyby był małym dzieckiem, to ok – nie rozumiał co się dzieje, wspomnienia się zacierają, stają się tylko koszmarnym snem, ale żeby prawie dorosły chłopak nie odnotował w życiorysie czegoś takiego jak porwanie? I nie interesował się swoim młodszym bratem? Studiował sobie beztrosko, a potem kpił z Igora, że taki z niego patriota, że woli uczyć się w Polsce? Krystian był idiotą, czy co?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To jest właśnie minus publikowania po części 🙂 bo wyjaśnienia są trochę dalej, właściwie przy samym końcu 🙂

      Oczywiście że na litość, a jakżeby inaczej! Wstęp do zmiękczania :-)))

Napisz nam też coś :-)