Nemezis (XII)

with 1 komentarz

od nienawiści do miłości jeden krok
 
Pomalutku, ale do przodu 🙂 Szczerze mówiąc nie mam cierpliwości na fochy Igora, w takim jakimś nastroju jestem, że najchętniej przydzwoniłabym mu w ten zakuty łeb czymś ciężkim :-)))

 

Maks strasznie marudził. Był zmęczony, ale nie zasnął podczas drogi. Wiedziała, że siły dziecka są na wyczerpaniu, a zapasów dobrego zachowania w ogóle już zabrakło, dlatego uciekła się do przekupstwa. Po długiej, wyczerpującej dyskusji, umówiła się z nim na zakupy w dobrze znanym sklepie z zabawkami. Marysia uściskała ich na pożegnanie, zapowiadając, że wezwie wszelkie grupy specjalne jeśli nie będzie ich z powrotem za dwie godziny.

– Załatwię ci cyjanek. Mogłabyś otruć palanta – zaproponowała.

– Jego i to nie ruszy – odpowiedziała Zojka, siląc się na lekki ton. Lecz przyjaciółka doskonale zdawała sobie sprawę, jak wiele było w nim strachu i niepewności.

– Dwudziesta druga najpóźniej – upomniała szofera groźnym tonem. Mężczyzna lekko się uśmiechnął i skinął głową.

Być może imprez w domu Krystiana była dziesięć razy bardziej wystawna, sto razy więcej elegancka i tysiąc razy lepsza, ale Zojka z trudem opanowała chęć ucieczki, gdy już dotarli na miejsce. Zauważyła kilka znanych z okładek twarzy, i to nie tylko ze świata sztuki, ale także polityki. Dostrzegła wyniosłą, idealną Irinę. A później także i Igora.

– Punktualnie – powiedział na powitanie.

– Godzina – odparła. Skoro on nie silił się na uprzejmości, ona również nie należała. – Co mam robić?

– Nic.

– Nic? – uniosła zaskoczona brwi. – To trzeba było powiesić tu nasz plakat, efekt byłby ten sam.

Skrzywił się. W ciemnym garniturze, w białej koszuli, wyglądał niezwykle elegancko. I seksownie. Jak pieprzony model z żurnala, pomyślała z niechęcią Zojka. A więc jednak było jakieś podobieństwo między nim, a Krystianem. Przynajmniej fizyczne, bo innego nie zauważyła. Lecz to nie była pora na takie rzeczy, bo Igor ujął ją pod ramię.

Ciałem Zojki wstrząsnął dreszcz. Może nie obrzydzenia, ale z pewnością niechęci. Maks nie zwrócił na to uwagi, wyjątkowo grzeczny. Prześliczny chłopiec, o ogromnych, zdumionych oczach. Po chwili szeroko ziewnął i Zojka zrozumiała, skąd ta grzeczność. Już chciała wziąć małego na ręce, gdy ktoś ją ubiegł.

Igor.

Zatkało ją.

– Idziesz? – spytał. – Mamy w końcu tylko godzinę.

– Idę – mruknęła, nerwowym ruchem poprawiając opadające na twarz kosmyki włosów. Maksiu przytulił się do trzymającego go mężczyzny, opierając policzek na jego ramieniu i opasując szyję małymi rączkami. To także było zdumiewające. Rzadko darzył kogoś aż tak wielkim zaufaniem. A jednak nie miał nic przeciwko Igorowi.

Zojka głęboko odetchnęła. Podeszli do Iriny. Została przedstawiona kilku osobom, lecz nie potrafiła się na niczym skupić. Wręcz bezczelnie gapiła się na Igora trzymającego jej największy skarb. A ten skarb po kwadransie zaczął smacznie pochrapywać.

– Zmęczony wrażeniami – wyjaśniła drżącym głosem, gdy Igor posłał jej ostre spojrzenie.

– Nie tak miało być.

– To tylko dziecko. – Wyciągnęła ramiona, gestem dając znać, że ma go jej oddać.

– Zaniosę go do pani Beaty. Tobie zostały jeszcze czterdzieści dwie minuty.

– Ale…

Nie wdawał się w jałowe dyskusje. Ruszył przed siebie, a chłopiec w jego ramionach poruszył się niespokojnie. Igor przystanął w półmroku słabo oświetlonego holu. Nieco wykręcił głowę i spojrzał na śpiące dziecko.

Cały Krystian, odezwał się w jego głosie cichy głos. Lecz szybko go zignorował. Dotarł do sypialni gospodyni, wyjaśniając jej sytuację. Chciał jak najszybciej wrócić do gości.

Musiał też jeszcze coś załatwić.

W holu, opierając się o ścianę, czekała na niego Zojka.

– Gdzie…

– Już mówiłem – burknął. Wręcz brutalnie ujął ją za łokieć, potem zacisnął palce na ramieniu. Była pewna, że pójdą w stronę zgromadzonych w ogrodzie ludzi, ale nie. Wciągnął ją do wnętrza domu.

– O co chodzi? – Stawiła nikły opór, wciąż nie rozumiejąc jego zamiarów. A przecież powinna była wiedzieć.

– O ciebie! – wysyczał, przyszpilając ją do ściany. Unieruchomił nadgarstki, pochylony, z oczyma błyszczącymi od nadmiaru emocji. – Chcesz mnie oszukać suko! Nie zaprzeczaj! Wiem wszystko!

– Jak niby chcę cię oszukać? – spytała, zachowując spokój.

– Spróbuj tylko nie przyjechać na następną wizytę. Ten nędzny adwokacina, z którym się umówiłaś, nic mi nie zrobi! – dodał szyderczo.

– Skąd?…

– Pilnuję swoich interesów.

– Czy ty… podsłuchujesz mnie? – Wydawało się to nieprawdopodobne, ale zaskoczyło ją, że Igor wie o umówionym spotkaniu z prawnikiem i o planach buntu. Zwłaszcza o tym drugim, bo przecież rozmawiała na ten temat jedynie z Marysią.

– Tak.

– Rozmowy telefoniczne? Przecież do tego potrzeba…

– Pieniędzy! Zawsze wszystko rozgrywa się o pieniądze! – syknął. – Wiem o tobie, o was wszystko. Jak wyglądasz pijąc kawę, przygotowując posiłki, jak bierzesz kąpiel.

– Ja chyba śnię! – jęknęła z niedowierzaniem. – Czy ciebie już totalnie popieprzyło?! Nie masz własnego życia, to żyjesz cudzym? Jak to kąpiel?!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Cóżeś sobie stworzyła, to masz 🙂 Zachciało Ci się bydlaka, to teraz się z nim męcz 🙂 Inna rzecz, że ja też się z nim męczę 🙂 I jeszcze za to płacę 🙂 Następnego opowiadania z bydlakiem w roli głównej nie czytam 🙂 “Fochy” Igora wymagają odosobnienia i specjalistycznego leczenia. To nie są zaburzenia emocjonalne, tylko poważne problemy psychiczne. Mam nadzieję, że nie zrealizuje swego planu i nie skrzywdzi Zojki jeszcze bardziej. Jak na razie, to doskonale Ci, Babeczko, wychodzi zwiększanie mego znielubienia Igora, a pokochanie nawet nie powiewa na horyzoncie 🙂 Oczywiście, żal mi go, że tak go życie w wieku małoletnim przeorało i zniszczyło, ale Zojka i Maksiu nie są temu winni, nie na nich powinien się odegrać. Czy potrafi uwolnić się od demonów? Czy też będzie podążał ścieżką donikąd? No nic, poczekam, co wymyślisz 🙂 “Wjedź, śmiało.” Śmiało wjechać, to Zojka mogłaby samochodem na Igora – uwolniłaby się od niego 🙂

Napisz nam też coś :-)