Nemezis (II)

with 3 komentarze

od nienawiści do miłości jeden krok
.

Na chwilę musiał zamknąć oczy, usiłując opanować rosnące pożądanie. I wtedy pod powiekami ujrzał ją nagą, leżącą na plecach z rozrzuconymi ramionami, jędrnymi piersiami o sterczących sutkach. A potem Zojka w jego wyobraźni uklękła i wypięła się, kręcąc kuszącą nagim tyłeczkiem. Krystian jęknął.

– Dobrze się czujesz? – spytała zaniepokojona dziewczyna.

– Dobrze – wychrypiał, otwierając oczy. – Musimy zmienić temat. Inaczej nie ręczę za siebie.

Uniosła w górę brwi, krzywo się uśmiechając i z fałszywą dezaprobatą kręcąc głową.

– Jak napalony smarkacz.

Sądziła, że go tym zirytuje, ale Krystian ją zaskoczył.

– Trafne porównanie.

– Nawet nie pytam, o czym pomyślałeś.

– Kiedyś sam ci powiem.

– Kiedyś? – spoważniała. – Przecież wiesz, że nie będzie drugiego razu.

Nie potaknął, ale też nie zaprzeczył. Po prostu nie widział sensu, aby teraz się z nią o to kłócić. A jednak był pewien, że będzie nie tylko drugi raz, ale i trzeci, czwarty, piąty… Zaskoczyła go własna zachłanność. Nieczęsto myślał o kobiecie w kategorii „przyszłość”. Zazwyczaj było to „tu i teraz”.

– Czy moglibyśmy porozmawiać jak normalni ludzie? – spytała.

– Najpierw coś zamówimy. – Dostrzegł zbliżającego się kelnera.

– Zdam się na ciebie, zgoda?

Potaknął ruchem głowy. Potem wszystko potoczyło się jak zawsze. Jedli, rozmawiali na banalne, mało drażliwe tematy, a jednak gdzieś głęboko ukryte tkwiło dziwne napięcie. Napięcie sprawiające, że każde z nich wyjątkowo starannie ważyło wypowiadane słowa. W końcu przy deserze, Zojka nie wytrzymała.

– Za chwilę będziemy konwersować na temat pogody – zaczęła się śmiać, widząc jego minę. – Albo o ochronie zagrożonych gatunków na Madagaskarze.

– Wypiłaś już trzy kieliszki wina – spojrzał na nią znacząco. – Chętnie bym powrócił do kwestii tych niegrzecznych słów.

– Potrafisz być uparty.

– Potrafię.

– Zawsze?

– Zawsze kiedy mi zależy.

– To może jednak wrócimy do tematu pogody?

– Boisz się? – Jego brwi powędrowały w górę. Wydawał się być niewzruszony, jedynie oczy błyszczały mu podejrzanie.

– Boję się powrotu. Prowadzisz, a też nie żałowałeś sobie wina.

– Zadzwonię po taksówkę.

– Jak dla nie nie trzeba. Wrócę sobie spacerkiem – machnęła ręką.

– Odprowadzę cię.

– Po co? W trosce o moje bezpieczeństwo? W tym stanie to raczej ja musiałbym bronić ciebie, a nie ty mnie. Nie wspominając już o tym, co taki wymuskany przystojniak potrafi? Chyba jedynie zadzwonić po policję ze swej super wypasionej komóry – dodała kpiąco.

Wzruszył w odpowiedzi ramionami, chociaż zdążyła zauważyć błysk gniewu w jego oczach.

– Ewentualna szybka ewakuacja też wchodzi w rachubę. Chyba po to są mężczyznom potrzebne spodnie rurki. Łatwiej się w nich ucieka.

– Wyglądam na takiego, co by uciekał? – spytał chłodno.

– No, może nie za szybko. Żeby za bardzo się nie spocić – przygryzła wargę, przechylając na bok głowę i patrząc na niego prowokująco. Pal licho bezpieczne tematy, tak „rozmawiało” jej się o wiele lepiej. Nie chciała zdawkowych słów czy opanowania. Pragnęła znów zobaczyć w jego oczach ten sam ogień, co na początku. – I nie pognieść garniturku od Armaniego.

– Przesadzasz. Poza tym to Versace.

– Aha! – wskazała na niego placem. – Ale co do reszty mam rację?

– To na mnie nie działa. Nie zamierzam za pomocą słów udowadniać tego, co nie jest do udowodnienia w ten sposób.

– I nie irytuje cię to?

– Irytuje.

– Zimny drań!

– Wiem. – Niespodziewanie znów szeroko się uśmiechnął, a Zojka konwulsyjnie zacisnęła uda. Mało brakowało, a zaczęłaby się wiercić na krześle. Koniec z winem, upomniała sama siebie. Co prawda nie była pijana, nie była nawet podchmielona, a jednak czuła się dziwnie lekko, frywolnie i beztrosko. Całe ciało pulsowało w niezwykły, pełen oczekiwania sposób. Jakby miało za chwilę wydarzyć się coś ważnego, coś niezwykle przyjemnego. Odwzajemniła uśmiech Krystiana, unosząc kieliszek z winem.

– Twoje zdrowie!

– Za początek owocnej znajomości! – odwzajemnił się.

– Nie takiej jak myślisz.

– Dokładnie takiej.

– Mam już chłopaka.

– I co z tego? – Miarowo postukiwał palcami w blat stołu. Poza tym wyglądał na niewzruszonego, całkowicie obojętnego. – Możesz go zmienić.

– Na ciebie?

– A nie chciałabyś? Przyjęłaś zaproszenie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    “Chyba po to są mężczyzną potrzebne spodnie rurki” – mężczyznom 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki ci dobra kobieto 🙂

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Rozproszyła mnie Babeczka nowym fejsem i podjarała “Wilkiem”, a ja miałam się skupić i w temacie “Nemezis” wypowiedzieć:) Tak się mocno nad tytułem opowiadania zastanawiam: czy o boginię zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia, czy o nieubłaganą, karzącą sprawiedliwość chodzi. Zdaje mi się, że słowem-kluczem jest przeznaczenie – Zojka spotyka Krystiana, dużo się dzieje – cudnie i strasznie, pojawia się Igor – i zdaje się, że też będzie się dużo działo. Z tym, że głównie strasznie, a cudnie jest dyskusyjne.
    Po II części Zojka i Krystian wiele zyskali na wizerunku – nie wnerwili mnie wcale:) Bardzo jestem ciekawa, co Zojka wykombinowała w swej głowie, że tak nieładnie Krystiana potraktowała. Nagłe wyrzuty sumienia ją ogarnęły, myśli, że Krystian się zabawi i szybko znudzi, Bartek powiedział coś, co nią wstrząsnęło? A właśnie! Bartek. Co sobie pomyślał odbierając Zojkę z lokalu? Jakoś nie bardzo wierzę, że nie zorientował się w sytuacji.
    Gdyby nie notka przy opowieści, że Zojka i Krystian zaznają szczęścia, to obgryzłabym paznokcie po całości, a tak, prawie, że spokojnie, czekam na ciąg dalszy. Aczkolwiek żal mi Krystiana, bo zdaje się być całkiem spoko gość.

Napisz nam też coś :-)