Nemezis (II)

with 3 komentarze

.hit grudnia

– Pięknie wyglądasz – odezwał się cichym, sugestywnym tonem. Pochylił się i pocałował piegowaty policzek.

– Ty też – odparła kpiąco, chociaż dawało się zauważyć, że spodobał jej się komplement. Po dżentelmeńsku otworzył drzwi samochodu, a ona wsiadła z gracją, rzucając mu zaskoczone spojrzenie spod opuszczonych rzęs.

– Proszę! – Gdy zajął miejsce przy kierownicy, sięgnął po coś do tyłu. Tym czymś okazał się bukiet czerwonych róż.

– Jesteś niesamowity – powiedziała, zanurzając twarz w pachnących płatkach. – Najpierw na mnie krzyczysz, potem chcesz nie wiadomo czego, a na końcu zapraszasz na kolację i obdarowujesz kwiatami.

– Staram się.

Zerknęła na niego z namysłem. Tak, starał się. Nie rozumiała tylko, po co? Czy swoim lekceważącym zachowaniem pobudziła jego niezdrowy apetyt? Takiemu mężczyźnie pewnie niewiele kobiet odmawiało. Garnitur pomimo upału. Koszula, tym razem w kolorze bladego fioletu. Buty, bynajmniej nie sportowe, a na wysoki połysk. On nie wyglądał jak pospolity zjadacz chleba. Wręcz przeciwnie. Miała wrażenie jakby właśnie zszedł z plakatu reklamującego jakieś wyjątkowo ekskluzywne produkty. Do tego ten samochód. Nie potrafiła określić marki, bo znaczek z przodu kompletnie nic jej nie mówił, ale auto było tak samo wymuskane jak właściciel.

Dobrze że i ona ubrała się w miarę elegancko. Zamiast kwiecistej sukienki, założyła małą czarną, z odkrytymi ramionami, dekoltem w szpic, o długości, która bardzo ładnie eksponowała jej nogi. Włosy spięła w elegancki węzeł na karku, w uszy wetknęła długie, srebrzyste kolczyki, a zamiast ukochanych rzemykowych sandałków, pożyczyła od koleżanki eleganckie, czarne szpilki. Całości dopełniał makijaż i mała kopertówka.

Zasłużyłam na komplement, rozmyślała rozbawiona Zojka. Na pełne aprobaty spojrzenie, również. Zaraz potem nieznacznie spochmurniała. Bartosz wiedział o tym wyjściu. Wolała być szczera i niczego nie ukrywać, chociaż strasznie się zdenerwował. Uspokoiła go, przyrzekając, że zgodziła się na ten jeden, jedyny raz i to tylko dlatego, żeby facet się w końcu odczepił. Dyskutowali zawzięcie przez ponad dwie godziny, aż w końcu przekonała go, przypominając, jak pół roku temu umówił się ze swoją byłą na koleżeńską kawę.

Dała tylko słowo, że wróci przed północą.

Jak kopciuszek, uśmiechnęła się do swoich myśli. Zresztą, trochę właśnie tak się czuła.

– Jesteśmy na miejscu.

– Tak blisko? Mogłam dojść.

– Będziesz jeszcze miała okazję dochodzić – powiedział to w tak sugestywny sposób, że Zojka zamarła zaskoczona, czując, jak zdradliwy rumieniec wypełza na jej policzki. Zresztą, sam rumieniec to pestka, w porównaniu do dziwnego ucisku w żołądku. A jednak nie skomentowała jego słów, uznając, że nie ma to najmniejszego sensu.

Zaparkował, a potem zdążył jeszcze przytrzymać jej drzwi, gdy wysiadała. Posłała mu lekko kpiący uśmiech, jakby chciała powiedzieć „daruj sobie”, ale nic poza tym.

W restauracji doskonale dawało się wyczuć nieuchwytny powiew luksusu. Zojka rozglądała się dyskretnie dookoła. Traf chciał, że z natury była odporna na takie rzeczy, oczywiście nie z racji zawartości własnego portfela, ale raczej z powodu wrodzonej przekory. Podziękowała za menu, lecz zanim zerknęła na jego zawartość, spojrzała na siedzącego naprzeciwko mężczyznę.

– Nie wiem jak masz na imię – powiedziała po prostu.

Zmarszczył brwi zaskoczony.

– Krystian – przedstawił się suchym tonem. – Nazwisko nieważne.

– Miło mi, Zojka. Nazwisko również nieważne – dodała kpiąco. – Dlaczego tutaj nie ma cen? – spytała, gdy tylko rzuciła okiem na pierwsze pozycje w menu.

– Nie są potrzebne.

– Ale dlaczego?

– Bo nikt tutaj nie dba o coś takiego jak ceny.

– Pierwszy raz spotykam się z takim dziwactwem – pokręciła głową. – Coś polecisz?

– Mógłbym – zmrużył oczy, jednocześnie pochylając głowę i patrząc na nią. Należy też dodać, że całkiem zwyczajne słówko „mógłbym” nabrało nagle niezwykłej głębi.

– Mięsnego. Nie jestem wegetarianką – wyjaśniła na wszelki wypadek.

– Może być i coś mięsnego. – Tym razem do spojrzenia dołączył szeroki uśmiech.

Żartobliwie pomachała mu placem przed nosem.

– Niegrzeczny chłopczyk! – roześmiała się, jednocześnie czując jak powróciło to niepokojące uczucie w żołądku. Gorzej, teraz jakby zaczęło się przemieszczać. I to w dół…

– Nie lubisz niegrzecznych chłopców?

– Jednego już mam.

– Aha. – Błysk niezadowolenia ukazał się w ciemnych oczach. – Na czym polega jego niegrzeczność?

– Na czym? – Posłała mu spojrzenie spod opuszczonych rzęs. Oczywiście nie powinna była reagować na jawną prowokację, ale miała tak straszną ochotę go zirytować. Albo chociażby wytrącić z tego pełnego samouwielbienia zadowolenia. – Na tym, w jaki sposób się ze mną kocha.

– Lubisz perwersje?

– Lubię na ostro. – Odłożyła menu, opierając łokcie na stole i lekko pochylając się w kierunku Krystiana. Niepokój zamienił się w coś innego, słodkie uczucie promieniujące z dołu brzucha na całe ciało. Patrząc na siedzącego naprzeciwko mężczyznę pomyślała, że pomimo jego niewątpliwych wad, chciałaby sprawdzić, jaki byłby w łóżku. Mieć go pod sobą nagiego, podnieconego, z tymi czarnymi jak węgiel oczyma błyszczącymi pożądaniem… Słuchać głębokiego tembru głosu, przesuwać dłońmi po muskularnych ramionach, po napiętych mięśniach… Przeczesywać palcami ciemne włosy, dotykać tej wyrazistej twarzy…

Przestań! zbeształa się w duchu Zojka. Przestań, bo wpakujesz się w kłopoty!

– Co rozumiesz przez słowo ostro? – On również odłożył menu. Ale dla odmiany wyprostował się, plecami dotykając oparcia krzesła. Jakby nie podobało mu się zmniejszanie dystansu pomiędzy nimi. Przez chwilę panowała cisza, bo zjawił się kelner, aby napełnić im kieliszki i spytać, czy coś wybrali.

– Jeszcze nie. Proszę przyjść za pięć minut – odparł suchym głosem Krystian. A kiedy tamten odwrócił się plecami, z głośnym świstem wciągnął powietrze.

– Nie prowokuj mnie! – syknął, podczas gdy po jego udzie sunęła smukła, kobieca stópka. Na szczęście obrusy sięgały aż do samej ziemi i nie musiał się przynajmniej martwić, że ktoś będzie świadkiem tej zabawy.

– Uwielbiam cię prowokować! – roześmiała się perliście, sięgając po wino. – Jeszcze tego nie zauważyłeś?

– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

– Nie muszę na nie odpowiadać. Nie jesteś moją psiapsiółką, której zwierzam się z sekretów sypialni.

– Nie? – Wyglądał jakby nad czymś głęboko zamyślił. Lecz Zojka była pewna, że to tylko pozory. Oczywiście zabrała też nogę. Chciała go podrażnić, a nie podniecić.

– Co rozumiesz przed słowo ostro?

– Wiele trudnych słów, o pikantnym podtekście.

– Jakich trudnych słów?

– Nieodpowiednich na rozmowę dwojga obcych sobie ludzi.

– Całowaliśmy się – przypomniał jej. – Tego też nie robi dwoje obcych sobie ludzi. Czyli jakich słów?

Nie poddał się. Uparty drań, pomyślała z niechętnym podziwem.

– To może po trzecim kieliszku wina – mrugnęła łobuzersko okiem, sięgając po kartę. Ale on był szybszy. Uwięził w silnym uścisku jej nadgarstek.

– Wiesz jak ja lubię? Od tyłu. Uwielbiam brać od tyłu. Zebrałbym wtedy twoje włosy jedną ręką, drugą zaciskając na szyi. I pieprzyłbym cię do utraty tchu.

Tego się nie spodziewała. Nie takiej bezpośredniości, nie tak bezczelnych słów.

– Zwariowałeś? – wyrwała mu dłoń, posyłając pełne niesmaku spojrzenie. – Wiesz co powinnam teraz zrobić? Spoliczkować cię i wyjść.

– Sprowokowałaś mnie.

– Ale nie do obrażania!

– Czyli to, że mam ochotę się z tobą kochać, jest obraźliwe?

– No nie – zakłopotała się. Ta rozmowa całkowicie wymykała jej się spod kontroli. To, co miało być zabawą, podrażnieniem jego nadmuchanego ego, błyskawicznie zmieniło się w coś intymnego, coś zakazanego. Ale nie byłaby sobą, gdyby nie spytała:

– A wsadziłbyś mi go w pupę? Też lubisz?

Krystian szeroko się uśmiechnął. Nie tylko oddech mu przyspieszył. Tętno także. Krew pulsowała w całym ciele, kumulując się w jednym, szczególnym punkcie. On również nie spodziewał się, że rozmowa zboczy na takie tematy. Ale patrząc na siedzącą naprzeciwko kobietę, wcale tego nie żałował. Zauroczyły go duże, pełne ciekawości oczy. Oszołomiły rozchylone, pełne wargi w kolorze dojrzałych malin. A już do prawdziwego szaleństwa doprowadzał widok jasnej, pokrytej złocistymi piegami skóry. I każde wypowiedziane przez nią słowo.

Zwłaszcza te ostatnie…

Na chwilę musiał zamknąć oczy, usiłując opanować rosnące pożądanie. I wtedy pod powiekami ujrzał ją nagą, leżącą na plecach z rozrzuconymi ramionami, jędrnymi piersiami o sterczących sutkach. A potem Zojka w jego wyobraźni uklękła i wypięła się, kręcąc kuszącą nagim tyłeczkiem. Krystian jęknął.

– Dobrze się czujesz? – spytała zaniepokojona dziewczyna.

– Dobrze – wychrypiał, otwierając oczy. – Musimy zmienić temat. Inaczej nie ręczę za siebie.

Uniosła w górę brwi, krzywo się uśmiechając i z fałszywą dezaprobatą kręcąc głową.

– Jak napalony smarkacz.

Sądziła, że go tym zirytuje, ale Krystian ją zaskoczył.

– Trafne porównanie.

– Nawet nie pytam, o czym pomyślałeś.

– Kiedyś sam ci powiem.

– Kiedyś? – spoważniała. – Przecież wiesz, że nie będzie drugiego razu.

Nie potaknął, ale też nie zaprzeczył. Po prostu nie widział sensu, aby teraz się z nią o to kłócić. A jednak był pewien, że będzie nie tylko drugi raz, ale i trzeci, czwarty, piąty… Zaskoczyła go własna zachłanność. Nieczęsto myślał o kobiecie w kategorii „przyszłość”. Zazwyczaj było to „tu i teraz”.

– Czy moglibyśmy porozmawiać jak normalni ludzie? – spytała.

– Najpierw coś zamówimy. – Dostrzegł zbliżającego się kelnera.

– Zdam się na ciebie, zgoda?

Potaknął ruchem głowy. Potem wszystko potoczyło się jak zawsze. Jedli, rozmawiali na banalne, mało drażliwe tematy, a jednak gdzieś głęboko ukryte tkwiło dziwne napięcie. Napięcie sprawiające, że każde z nich wyjątkowo starannie ważyło wypowiadane słowa. W końcu przy deserze, Zojka nie wytrzymała.

– Za chwilę będziemy konwersować na temat pogody – zaczęła się śmiać, widząc jego minę. – Albo o ochronie zagrożonych gatunków na Madagaskarze.

– Wypiłaś już trzy kieliszki wina – spojrzał na nią znacząco. – Chętnie bym powrócił do kwestii tych niegrzecznych słów.

– Potrafisz być uparty.

– Potrafię.

– Zawsze?

– Zawsze kiedy mi zależy.

– To może jednak wrócimy do tematu pogody?

– Boisz się? – Jego brwi powędrowały w górę. Wydawał się być niewzruszony, jedynie oczy błyszczały mu podejrzanie.

– Boję się powrotu. Prowadzisz, a też nie żałowałeś sobie wina.

– Zadzwonię po taksówkę.

– Jak dla nie nie trzeba. Wrócę sobie spacerkiem – machnęła ręką.

– Odprowadzę cię.

– Po co? W trosce o moje bezpieczeństwo? W tym stanie to raczej ja musiałbym bronić ciebie, a nie ty mnie. Nie wspominając już o tym, co taki wymuskany przystojniak potrafi? Chyba jedynie zadzwonić po policję ze swej super wypasionej komóry – dodała kpiąco.

Wzruszył w odpowiedzi ramionami, chociaż zdążyła zauważyć błysk gniewu w jego oczach.

– Ewentualna szybka ewakuacja też wchodzi w rachubę. Chyba po to są mężczyzną potrzebne spodnie rurki. Łatwiej się w nich ucieka.

– Wyglądam na takiego, co by uciekał? – spytał chłodno.

– No, może nie za szybko. Żeby za bardzo się nie spocić – przygryzła wargę, przechylając na bok głowę i patrząc na niego prowokująco. Pal licho bezpieczne tematy, tak „rozmawiało” jej się o wiele lepiej. Nie chciała zdawkowych słów czy opanowania. Pragnęła znów zobaczyć w jego oczach ten sam ogień, co na początku. – I nie pognieść garniturku od Armaniego.

– Przesadzasz. Poza tym to Versace.

– Aha! – wskazała na niego placem. – Ale co do reszty mam rację?

– To na mnie nie działa. Nie zamierzam za pomocą słów udowadniać tego, co nie jest do udowodnienia w ten sposób.

– I nie irytuje cię to?

– Irytuje.

– Zimny drań!

– Wiem. – Niespodziewanie znów szeroko się uśmiechnął, a Zojka konwulsyjnie zacisnęła uda. Mało brakowało, a zaczęłaby się wiercić na krześle. Koniec z winem, upomniała sama siebie. Co prawda nie była pijana, nie była nawet podchmielona, a jednak czuła się dziwnie lekko, frywolnie i beztrosko. Całe ciało pulsowało w niezwykły, pełen oczekiwania sposób. Jakby miało za chwilę wydarzyć się coś ważnego, coś niezwykle przyjemnego. Odwzajemniła uśmiech Krystiana, unosząc kieliszek z winem.

– Twoje zdrowie!

– Za początek owocnej znajomości! – odwzajemnił się.

– Nie takiej jak myślisz.

– Dokładnie takiej.

– Mam już chłopaka.

– I co z tego? – Miarowo postukiwał palcami w blat stołu. Poza tym wyglądał na niewzruszonego, całkowicie obojętnego. – Możesz go zmienić.

– Na ciebie?

– A nie chciałabyś? Przyjęłaś zaproszenie.

Miał rację. Przyjęła, chociaż było to lekkomyślne i nierozsądne z jej strony. Ale jak oprzeć się pokusie, jak oprzeć się mężczyźnie, który wyglądał jak on? Mimowolnie oblizała wargi, czując cierpki smak wina. Zauważyła, że utkwił teraz wzrok w jej ustach. W sposób mistrzowski potrafił gdy chciał, panować nad mimiką, ale nie miał wpływu na to, co ukazywało się w jego oczach. Może dlatego to wszystko było tak podniecające?

– Przepraszam, muszę na chwilę do łazienki – powiedziała, wstając. Nie kłamała, bo od dłuższego czasu dokuczał pełen pęcherz. Prozaicznie i zabawnie, zwłaszcza w porównaniu do ich pełnej emocji konwersacji. Krystian w żaden sposób nie skomentował jej słów, odprowadzając ją spojrzeniem aż do zakrętu, za którym zniknęła. Dopiero wtedy wstał.

Zojka poprawiła sukienkę i podeszła do umywalki. Odruchowo zerknęła w wiszące nad nią lustro i aż krzyknęła zaskoczona. Pałające czerwienią policzki, nabrzmiałe wargi, zaróżowiona skóra na dekolcie. Ogromne, błyszczące oczy.

– Jak ja wyglądam? – mruknęła poirytowana. – Nic dziwnego, że facet nawija wciąż o tym samym. Powinnam chyba zadzwonić po Bartka.

Pierwszy raz tego wieczoru pojawiły się wyrzuty sumienia. Rychło w porę, stwierdziła kwaśno, usiłując zamaskować pudrem kompromitującą czerwień. Efekt okazał się mało satysfakcjonujący. W końcu wzruszyła ramionami. Wyciągnęła z torebki telefon i napisała do Bartosza prośbę, aby po nią przyjechał za kwadrans. Miała zamiar grzecznie podziękować za kolację, a potem po prostu się ulotnić w ramionach swojego chłopaka.

Nie zrobiła ani jednej z tych rzeczy.

Bo gdy tylko odblokowała zamek i nacisnęła klamkę, poczuła silne pchnięcie.

– Zwariowałeś?! – syknęła, chcąc wyminąć barczystą sylwetkę Krystiana, ale nie pozwolił na to. Kopniakiem zamknął drzwi, przekręcił klucz i chwycił zaskoczoną dziewczynę, przyciskając ją do siebie.

– Ja nie…

W oczach miał szaleństwo. Usta głodne, władcze, roszczeniowe. Zamknął ją w stalowym uścisku i całował, wgryzając się w te kuszące kolorem i kształtem wargi, których smaku zdążył już zakosztować. Oszołomiona Zojka na początku nie protestowała. Lecz bardzo szybko pojawił się w niej sprzeciw przeciwko takiemu traktowaniu. Rozcapierzyła dłoń, odpychając jego twarz.

– Idiota! – krzyknęła wzburzona, dając krok w tył i uderzając o krawędź umywalki. – Ani mi się waż więcej tego robić!

Milczał, tak bezczelnie taksując ją wzrokiem, że bezwiednie podniosła ramię, wymierzając mu siarczysty policzek.

– Przepuść mnie!

– Nie. – Potarł palcami znieważoną część twarzy, a jego spojrzenie nabrało nieoczekiwanej twardości. – Przez cały wieczór próbowałaś mnie podniecić, sprowokować.

– Nieprawda! Drażniłam się z twoim nabzdyczonym ego. Chociaż faktycznie to mogło wyglądać podobnie – dodała kpiną usiłując zamaskować kiełkujący niepokój.

– Więc jestem podniecony – dał krok do przodu, a ona poczuła się jak złapana w pułapkę.

– Krystian! Upiłeś się!

– Upiłem? – zdziwiony uniósł brwi. Podobał jej się ten gest. Niby taki prosty, zwyczajny, lecz nadawał jego twarzy zupełnie innego wyrazu. – Nie Zojko, bynajmniej nie jestem zamroczony alkoholem. Czym innym już tak.

– Krystian. – Tym razem jej głos brzmiał miękko; wydawało się, że wypowiedziała jego imię wręcz pieszczotliwym tonem. – To koniec naszego spotkania. Nie patrz tak gniewnie. Co myślałeś? Że przelecisz mnie w restauracyjnej łazience albo w trakcie krótkiej trasy do domu?

– Bardziej myślałem o ogromnym łóżku w mojej sypialni. – Pochylił się, dotykając czołem jej czoła. Położyła dłoń na jego piersi, bez problemu wyczuwając przyspieszone bicie serca oraz szybki, urywany oddech. Nie kłamał. Był podniecony. Ona również. I wtedy zrobiła coś, czego by się po sobie nie spodziewała. Pod wpływem nagłego impulsu, jej ręka zaczęła wędrówkę w dół, aż do miejsca, gdzie doskonale mogła wyczuć żywy dowód jego podniecenia.

Krystian na chwilę zamknął oczy, a z jego ust wydobył się przeciągły jęk.

Ta drobna, kobieca dłoń na jego nabrzmiałej męskości…

– Nie! Nie zabieraj jej stamtąd! – wyszeptał, zaciskając palce na krągłych biodrach dziewczyny. Zawisł ustami nad jej wargami, delektując się gorącym oddechem, o cierpkim aromacie wina i jedynym w swoim rodzaju, zapachem kobiecego ciała.

Nie tylko on stracił zdrowy rozsądek. Zojka również uległa magii chwili. Chwili, którą miała później wspominać ze wstydem i zażenowaniem. Zapomniała o Bartku, zapomniała o swoich własnych postanowieniach. Ta druga połowa, której potrzeby tak rzadko dochodziły do głosu, tajemnicza, pełna sprzeczności, złakniona przygód, wyrwała się w końcu na wolność. Słodkie uczucie w dole brzucha zamieniło się w tak ogromne pragnienie bliskości, w taki głód, że nie potrafiła zaspokoić go w żaden inny sposób. Odwzajemniając pocałunek, splatając swój język z jego, drżącymi palcami rozpięła zamek spodni i zwinnie wsunęła palce do środka. Poczuła jak mężczyzna napiął całe ciało, a potem zaatakował ją z podwójną siłą. Ogromna energia skumulowana w każdym, pełnym erotycznego głodu ruchu, doprowadziła ją nad przepaść w przeciągu kilku sekund. Sprawiła, że Zojka bez wahania w nią skoczyła i to głową w dół. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś takiego, nie wiedziała, że prawie całkiem obcy mężczyzna, tak może oddziaływać na kobietę.

Na nią!

Była tak cudownie bezwolna i bezsilna. Oszołomiona, zakleszczona pomiędzy nim, a twardym blatem, o który się opierała. Pragnęła by zrobił z nią to, co tylko podpowie mu wyobraźnia. Jego siła, pewność i zdecydowanie rozpaliły ją do czerwoności. A im bardziej był bezkompromisowy, tym szybciej rosło jej podniecenie.

Męskie dłonie zawędrowały pod skraj jej sukienki, unosząc ją w górę. Dwa palce kradły się pomiędzy kurczowo zaciśnięte uda, uparcie dążąc do celu. A gdy zanurzyły się w opływającym sokami podniecenia wnętrzu i zaczęły rytmicznie poruszać, Zojka zajęczała przeciągle. Wbiła paznokcie w jego plecy, oddychała głośno i z wyraźnym trudem, naprężając całe ciało. Wtedy zrobił coś, czego się nie spodziewała. Jeden z palców zapędził się dalej, do ciaśniejszej dziurki.

– Krystian! – krzyknęła, odrywając się od jego ust.

– Mówiłaś że lubisz – mruknął z wyrzutem.

– Bo lubię…

– Tak? – Wręcz perwersyjnie dawkował przyjemność, którą chciał jej podarować. – To czuć. Cała płyniesz dziewczyno.

Miał rację. Ale ona nie płynęła, ona tonęła.

Wycofał się. Uniósł ją w górę, sadzając na zimnym blacie. Niecierpliwe pozbył się koronkowych stringów oraz własnej marynarki. Ona drżącymi dłońmi pomogła mu rozpiąć spodnie. Oddychali coraz głośniej i coraz szybciej. Zojka przymknęła oczy, czując pod palcami twardego jak skała członka. Zamruczała z zadowolenia, kiedy dotarło do niej, jak był ogromny. Ciekawe ile mógł mieć? Jednak nie w głowie było jej teraz obliczanie długości. Była spragniona zupełnie czegoś innego. Całkowicie straciła kontrolę nad swoim ciałem, a stanowczość i pożądanie zauważalne w czarnych oczach Krystiana sprawiło, że była teraz gotowa na wszystko. Pozbyła się resztek wstydu, zapomniała o oporze. Stała się jednym, wielkim błaganiem o spełnienie.

Objęła go nogami, czując jak nabrzmiała męskość ociera się o wnętrze jej ud, o wrażliwą cipkę i pulsującą podnieceniem łechtaczkę. Krystian odgiął jej głowę i wpił się ustami w szyję, jednocześnie intensywnie poruszając biodrami. Lecz i jemu szybko zabrakło cierpliwości na taką zabawę. Zanurzył się w niej powoli, do samego końca i na moment znieruchomiał.

Przez kilka sekund patrzyli sobie prosto w oczy. On obejmował jej biodra, ona opasała go nogami, a dłonie zacisnęła na ramionach. Oboje głośno oddychali. Tu nie było miejsca na żadne myśli, a jedynie na niemo wyrażane pragnienia.

Zaczął się poruszać i to od razu w zawrotnym tempie, tempie jakiego się nie spodziewała. Niewielkie pomieszczenie wypełniły dźwięki, które ciężko pomylić z czymś innym. Ich usta spontanicznie spotykały się i rozstawały, ciała poruszały w tym samym rytmie. W którymś momencie Krystian zacisnął dłoń na smukłym karku dziewczyny, zachłannie ją całując. Czuł jak bliska była szaleństwa. On również był pewien, że długo nie wytrzyma.

– Dobrze ci? – wydyszał, na chwilę przerywając pocałunek.

– Tak… Błagam! Nie przerywaj… – wyjęczała, tonąc w jeszcze większej rozkoszy.

– Nie mam zamiaru.

Rzeczywistość splotła się z mgłą iluzji i pożądania. Żadnemu z nich nie przytrafiło się jeszcze coś takiego, aby przeżyć orgazm w tym samym momencie, co partner.

Aż do teraz. Potężna fala rozkoszy, jak nieposkromiony żywioł, przetoczyła się przez ich ciała. Każdy naprężony mięsień potwierdzał spełnienie. Krzyk rozdarł powietrze w toalecie. Krzyk nabrzmiały spełnieniem.

A później zapadła cisza, zakłócana jedynie ich szybkimi oddechami.

W końcu Zojka z trudem uniosła głowę. Napotkała spojrzenie Krystiana, który nagle cicho się roześmiał.

– Jesteś cudowna – powiedział, pokrywając drobnymi pocałunkami jej czoło i policzki. – Myśl sobie co chcesz, ale to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. To dopiero początek.

– Przestań! – Ręce położyła na jego torsie i lekko go odepchnęła. Jej policzki, szyję i dekolt pokrywała głęboka czerwień, lecz oczy błyszczały podejrzanie. Jakby miała się rozpłakać.

– Co się stało? – spytał zaniepokojony, palcami unosząc jej podbródek.

– To za szybko, za szybko – powtórzyła, potrząsając głową. Z eleganckiej fryzury niewiele zostało; włosy rozsypały się na szczupłych ramionach i plecach dziewczyny. – Chyba kompletnie oszalałam!

– Ty? – mruknął. – Ja mam wciąż ochotę na więcej. Pojedziemy do mnie kontynuować?

Nie kłamał. Był w niej, wciąż sztywny, wciąż twardy, wciąż gotowy na seks. Zojka patrzyła na niego bez słowa. Poczucie wstydu, gniew i żal mieszały się z pragnieniem, aby posłać zdrowy rozsądek w diabły i przystać na tę propozycję. Mogliby się kochać całą, calutką noc. Kiedy to sobie uświadomiła, wręcz ugięły się pod nią kolana.

Całą noc?

Na różne, wyuzdane sposoby?

– Muszę… muszę wrócić do domu – wyjąkała, próbując wyrwać się z jego objęć.

– Kłamiesz – przygryzł zębami płatek czerwonego uszka. A ona o mało co się nie poddała.

– Tak, kłamię. Ale muszę wrócić – dodała z determinacją. – Może ty jesteś przyzwyczajony do takiego szybkiego rozwoju znajomości, lecz dla mnie to nowość.

– Dla mnie też – wymruczał. – No, chyba że za to płaciłem. Wtedy też przechodziliśmy do konkretów.

Już gdy wypowiadał te słowa, zrozumiał, jak niezręcznie się wyraził. A przecież wcale nie miał nic złego na myśli. Wręcz przeciwnie. Był tak głodny tej dziewczyny, tak spragniony jej obecności, zapachu, smaku, że nie wyobrażał sobie rozstania i samotnego powrotu do domu.

Lecz właśnie popełnił brzemienny w skutkach błąd.

Ze zdławionym okrzykiem odepchnęła go. Spoliczkowała. Drugi raz. I ten wyraz jej oczu…

– Zojka, przepraszam. Palnąłem głupstwo – tłumaczył, podczas gdy ona drżącymi rękoma zbierała swój dobytek. – Zojka…

– Nie! – Brutalnie odtrąciła jego dłoń. Spojrzenie miała twarde, pełne zaciętości. – Powiedziałeś jedynie prawdę. Gorzką, brzydką prawdę. Zachowałam się jak sprzedajna dziwka.

– Nie! – zaprotestował z ogniem. – To ja jestem dupkiem. Przepraszam!

– Żegnaj Krystianie.

Był zbyt oszołomiony, by zatrzymać ją siłą. Został sam, pośrodku niewielkiej toalety, z rozpiętymi spodniami, sterczącym członkiem oblepionym spermą i jej sokami, zaskoczony i zawiedziony.

– Ty idioto! – warknął sam do siebie, doprowadzając ubranie do porządku. – Skończony idioto! Jak mogłeś porównać najcudowniejszą dziewczynę, jaką spotkałeś i najlepszy numerek, jaki zaliczyłeś, do seksu za pieniądze!

Epitetami w podobnym stylu obrzucał się podczas płacenia rachunku, jazdy samochodem i wieczoru spędzonego w towarzystwie butelki whisky. Był wściekły, ale przede wszystkim na siebie. I zdeterminowany, bo nie zamierzał zrezygnować z tej nietypowej znajomości i nietypowej dziewczyny. Cudownej, jedynej w swoim rodzaju.

Krystian uniósł butelkę, smętnie wpatrując się w resztkę bursztynowego płynu.

Cudownej? Jedynej? Jasna cholera! Przecież jeszcze wczoraj planował ją jedynie zaliczyć. Kiedy to się u diabła zmieniło? Pewnie za dużo wypił…

Niestety o poranku, od samego przebudzenia towarzyszył mu potężny kac i jeszcze potężniejsza tęsknota. Dlatego wziął prysznic, wypił morze kawy i poinformował, że dziś nie zjawi się w pracy, prosząc brata o zastąpienie go w obowiązkach.

A potem ubrał się, kupił po drodze ogromny bukiet róż i pojechał pod adres, który wciąż miał zapisany czerwoną szminką na własnym biurku.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    “Chyba po to są mężczyzną potrzebne spodnie rurki” – mężczyznom 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki ci dobra kobieto 🙂

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Rozproszyła mnie Babeczka nowym fejsem i podjarała “Wilkiem”, a ja miałam się skupić i w temacie “Nemezis” wypowiedzieć:) Tak się mocno nad tytułem opowiadania zastanawiam: czy o boginię zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia, czy o nieubłaganą, karzącą sprawiedliwość chodzi. Zdaje mi się, że słowem-kluczem jest przeznaczenie – Zojka spotyka Krystiana, dużo się dzieje – cudnie i strasznie, pojawia się Igor – i zdaje się, że też będzie się dużo działo. Z tym, że głównie strasznie, a cudnie jest dyskusyjne.
    Po II części Zojka i Krystian wiele zyskali na wizerunku – nie wnerwili mnie wcale:) Bardzo jestem ciekawa, co Zojka wykombinowała w swej głowie, że tak nieładnie Krystiana potraktowała. Nagłe wyrzuty sumienia ją ogarnęły, myśli, że Krystian się zabawi i szybko znudzi, Bartek powiedział coś, co nią wstrząsnęło? A właśnie! Bartek. Co sobie pomyślał odbierając Zojkę z lokalu? Jakoś nie bardzo wierzę, że nie zorientował się w sytuacji.
    Gdyby nie notka przy opowieści, że Zojka i Krystian zaznają szczęścia, to obgryzłabym paznokcie po całości, a tak, prawie, że spokojnie, czekam na ciąg dalszy. Aczkolwiek żal mi Krystiana, bo zdaje się być całkiem spoko gość.

Napisz nam też coś :-)