fbpx

Nemezis (IV)

with 9 komentarzy

od nienawiści do miłości jeden krok

– Zamilkłeś – powiedziała cicho Zojka.

– Pomyślałem o moim bracie. Ostatnio nie układa nam się najlepiej.

– Ostatnio?

– No dobrze, od jakiś pięciu lat.

– A mogę spytać dlaczego?

– Możesz. Tylko ja nie znam odpowiedzi. I jeszcze coś – zerknął na nią. – Moja matka. Będzie nieprzyjemna. To nie przypuszczenie, a pewnik. Zawsze jest nieprzyjemna, gdy przedstawiam jej kogokolwiek. Na szczęście nie robiłem tego często.

– A ile razy? – spytała zaciekawiona.

– Trzy. Ostatnio, gdy świeżo skończyłem studia. Wolałem nie narażać ani siebie, ani jakiejkolwiek dziewczyny, na tę wątpliwą przyjemność.

– A mnie chcesz narazić?

– Ty to co innego. Ich nie było powodu narażać.

– A mnie jest?

– Tak. – Nie powiedział nic więcej, całą resztę zostawiając na później. Bo to co czuł, z każdą minutą rosło w siłę, chociaż wciąż było mgliste i niewyraźne. Chciał to jednak zostawić na inne spotkanie.

– Jesteśmy prawie na miejscu – powiedział, zanim znów o cokolwiek spytała.

– Same lasy dookoła.

– Ale to miejsce idealne na takie przyjęcia. Zobaczysz.

Powiedział kilka słów do ochroniarza, który potem otworzył im bramę. Jechali krętą drogą, aby w końcu dotrzeć do ogromnego, rzęsiście oświetlonego białego budynku.

– Piękny! – zachwyciła się Zojka. – Jak z bajki! Aż chciałoby się w takim mieszkać!

Spojrzał na nią bystro, lecz nic nie powiedział. Jednak w duchu już negocjował cenę z właścicielami. Widział też jej rozświetlone szczęściem oczy, gdy dumnym gestem pokazywał, że to wszystko będzie teraz należało do niej.

Kompletnie ześwirował.

I cholernie mu się to podobało. Pierwszy raz od bardzo dawna, czuł, że naprawdę żyje.

– Chodź! – Objął ją w pasie, pociągając za sobą, gdy tylko zaparkował samochód. Zauważył, że rozglądała się z nieukrywaną ciekawością. Żadnych tam dyskretnych spojrzeń, gładkich komplementów. Lekko się uśmiechnął.

– Trochę się boję – przyznała.

– Smoka wawelskiego jakim jest moja matka? Niepotrzebnie, bo to ja sam decyduję o sobie i swoich wyborach – dodał twardo, starannie zagłuszając wspomnienia, kiedy ulegał woli matki, bo po prostu nie miał ochoty się z nią kłócić. Lecz to był zupełnie inny przypadek. Teraz nie zamierzał być konformistą.

Nie bez satysfakcji stwierdził, że kobieta u jego boku, była najpiękniejsza wśród całego tego towarzystwa. W zielonych, błyszczących ciekawością i podnieceniem oczach, w każdym ruchu, w każdym uśmiechu pełnych, soczystych warg, było coś takiego, że od razu zwróciła na siebie uwagę zgromadzonych gości. Co dziwne, tym razem Krystian był nie tylko dumny, ale i zazdrosny o każde pełne podziwu męskie spojrzenie. Szczerze mówiąc, poczuł nagłą ochotę, aby co większych zuchwalców najzwyczajniej w świecie sprać po pysku.

– Coś nie tak? – Zojka od razu wyczuła jego zmianę nastroju.

– Gapią się i gapią! – warknął.

– Przeszkadza ci to?

– Wkurwia mnie nieziemsko. Chodźmy, tam stoją moi rodzice.

– Ech… – westchnęła tylko. Intuicyjnie wyczuwała, że nie będzie łatwo. Na dodatek te ostrzeżenia Krystiana.

On był wysoki, dystyngowany i szpakowaty. Szczerze mówiąc bardziej wyglądał na starszego brata swojego syna, niż na jego ojca. Lecz w oczach miał chłód i wyrachowanie, którego nie zamaskował nawet zdawkowy uśmiech czy uprzejme słowa. Za to ona… Cóż, to nawet nie będzie bitwa. To zapowiedź prawdziwej wojny, pomyślała zrezygnowana Zojka. Matka Krystiana była wysoką, szczupłą kobietą, może niezbyt urodną, ale za to zadbaną i znakomicie „zrobioną”. Oczy miała błękitne, jasne i pełne wręcz arktycznego chłodu. Zwłaszcza gdy dostrzegła syna z kobietą u jego boku. Na początek zlustrowała Zojkę pogardliwym spojrzeniem, które nawet nie starało się zamaskować jej prawdziwych uczuć. Nie podała też ręki, jedynie sucho odpowiedziała na powitanie.

– Miło znów was widzieć. – Krystian wygłosił zwyczajową formułkę, modląc się w duchu, aby to spotkanie zakończyło się jak najszybciej.

– Nie spodziewałam się, że z kimś przyjdziesz? – U boku jego matki pojawiła się młoda kobieta, o oszałamiającej, soczystej urodzie. – Krystianie, pamiętasz Vivien? Zaprosiłam ją specjalnie dla ciebie. Będziesz musiał dotrzymać jej towarzystwa.

Cisza, która zapadła była co najmniej niezręczna. Zojka z ciekawością przyglądała się wszystkim, w duchu obstawiając, kiedy rzucą się sobie do gardeł. Co dziwne, ona sama nie czuła gniewu, a raczej rozbawienie. I przede wszystkim postanowiła się nie poddawać. Nawet jeśli tuż obok miała prawdziwą miss uniwersum, wysoką, posągową brunetkę, o oczach i ustach, które wygrałby konkurs na najbardziej seksowne oczy i usta na świecie.

– Pamiętam – odparł Krystian, gdy już udało mu się opanować wściekłość. – Ja już mam towarzystwo.

– Ją? Daruj synu – dźwięcznie się roześmiała. – Załatwimy jej transport do domu.

Syn poczerwieniał tak bardzo, że Zojka poczuła niepokój.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Na razie jest słodko pierwszego, ale coś czuje że będzie źle 🙁

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    O mamuniu! Rodzinka z piekła rodem! Swołocz do kwadratu. Jakim cudem Krystian uniknął genu bydlactwa. Fakt, że jest rozrywkowym chłopcem, ale przy Igorze to anioł. Już Zojce współczuję użerania się z nim po śmierci Krystiana – taki typ nie spocznie, dopóki jej nie zniszczy. Skoro Krystian kiedyś się z nim nieźle dogadywał, to ciekawe co się stało, że Igor się zmienił. Gen skur… się uruchomił? Zdaje się, że miałam w życiu szczęście – i mam nadzieję, że mnie nie opuści – bo nigdy się z takim bydlakiem nie spotkałam. Skąd Ty ich, Babeczko, bierzesz? 🙂 Biedna Zojka. Ciekawa jestem bardzo co zrobisz z Igorem. Czy da się takiego gnoja przerobić na człowieka? Czy to poza, czy naprawdę jest aż takim skur… ? Dużo, dużo pytań.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Popieram zdanie Tony. Koszmarni ludzi, pełni pychy i uwielbiają się wywyższać. Gardzą innymi, jakby byli kimś lepszym. A nie są. Są tak ubodzy emocjonalnie, że też współczuję Zojce. Niełatwo jej będzie teraz, a co dopiero, jak Igorek się uaktywni? Strach pomyśleć.
      Myślę, że wielu takich mężczyzn chodzi po świecie, tylko na szczęście nie mamy z nimi styczności.
      Czytałam dzisiaj Alergię i tam Babeczka napisała na początku coś o nieszczęściach, które dopadły Tosię całym stadem (czy jakoś tak). I tak mi się to skojarzyło z Zojką. Z tym, że u niej to chyba kilka takich stad się złączyło.

      • T
        Tony Porter
        |

        Mnie się zdaje, że sam Igorek to jest kilka stad naraz. I to z siłą wodospadu. Nazwał Zojkę dziwką, a obruszył się, gdy nader adekwatnie wyraziła się o plastikowej Vivien. To, że chcą ożenić Krystiana z kimś takim wiele mówi o całej rodzince. Ja pierdzielę, i brat, i ojciec… aż dziw, że mamusia jej nie zaliczyła. Niedobrze się robi na samą myśl, brrr…. ohida! No cóż, trzymamy kciuki za Zojkę:) Zojka, jesteśmy z Tobą!

      • Jo Winchester
        |

        I możesz mieć rację z tymi stadami i Igorem. Jestem ciekawa, jak zostanie przedstawiony dalej i czy faktycznie można go “uczłowieczyć”. Wiadomo, to fikcja i w zasadzie można wszystko (jak czasami widzę, o czym co niektórzy piszą, to wtedy WSZYSTKO nabiera innego wymiaru), ale pasuje, by jakoś wyjaśnić “przemianę” w miarę wiarygodny sposób. No chyba, że zostanie podłym draniem 🙂
        Obrzydzają mnie takie bogate sfery. Obłudni, okropnie obłudni ludzie.

      • Babeczka
        |

        Aż się boję dalsze części publikować… No i dlaczego Krystiana miałabym uśmiercać? Ależ ze mnie żądną krwi babę robicie :-)))

      • T
        Tony Porter
        |

        Ha! Ha po dwakroć! I Ha do kwadratu! Że wypadek, to wcale nie znaczy, że śmiertelny! Głupia ja! I hmmm… wybacz Jo, z całym szacunkiem, głupia Ty, i pewnie wiele nam podobnych… hmmm… a przynajmniej taką mam nadzieję, że nie tylko my czytamy bez zrozumienia:) Publikuj, Babeczko, publikuj spokojnie, a jak skrzywdzisz Zojkę, to stworzymy z Jo jednostkę specjalną i poczytamy Ci na głos “Misery” 🙂 Ha! Robimy! Pisze ta, co nigdy nikogo nie uśmierciła… w opowieści, znaczy się… chociaż, czy to tak do końca wiadomo, skąd Babeczka czerpie natchnienie, czy aby na pewno tylko z filmów, muzyki, zdarzeń przeróżnych… 🙂 Aleś nas zbałamuciła tym wypadkiem i fascynacją Igora:) Podoba mi się takie bałamuctwo:)

      • Jo Winchester
        |

        Cholera jasna! Faktycznie! Aż jeszcze raz przeczytałam opis do Nemezis i nie ma tam nic o śmierci 😀 Masz rację, Tony, głupie my!
        Myślę, że Babeczka już czuje nasz oddech na karku i aż włosy jej się jeżą, dlatego zakończenie będzie takie, żeby nas usatysfakcjonować. No i Zojkę, przede wszystkim 🙂

      • Babeczka
        |

        Chyba udało mi się namieszać Wam w głowach :-))) Nie napisałam, że wyżył, tylko iż w opisie wcale jednoznacznie nie było, że przeżył 😉

Napisz nam też coś :-)