Nemezis (VII)

with 11 komentarzy

od nienawiści do miłości jeden krok
Kilka słów tytułem wstępu. Na razie nie będzie opowiadania newsletterowego, bo "Nie umiem..." będzie ukazywało się w soboty.

Nadchodzi też lato i chociaż będziemy starać się zapewnić Wam maksimum rozrywki 😉 to mogą przytrafić się opóźnienia, więc jedynie prosimy o wyrozumiałość.

No i Instagram... Chciałybyśmy, aby ukazywało się tam coś więcej niż kolejne zapowiedzi naszych tekstów. Będzie bardziej osobiście, pokażemy wam też miejsca, w których toczy się akcja naszych historii, ludzi, którzy nas zainspirowali, a nawet zwierzęta. Zaczęła Jo ze swoim Asterixem :-), którego fotka cieszy się sporą popularnością 😀

Tutaj jest link (kliknij!) do naszego konta, albo możecie nas znaleźć wpisując motylewnosie!

 

– Akurat byłbyś do tego zdolny! Dupek z ciebie, to fakt, ale nie morderca, więc nie zgrywaj się – prychnął szyderczo Krystian. – Jesteśmy na miejscu. Skręć o tam, w prawo!

Igor posłusznie wykonał polecenie. Samochodem zatrzęsło na nierównym gruncie, lecz potężna maszyna jak mało która, nadawała się na takie drogi. Co prawda ciężko było mu się dziś skupić na prowadzeniu auta, lecz większość czynności wykonywał automatycznie. Niezgrabnie zaparkował wśród wznoszących się nagich, betonowych konstrukcji, prawie że zahaczając błotnikiem o wysoki słup.

– Powinieneś bardziej uważać – rzucił Krystian, wysiadając.

Igor skinął głową, lecz jego myśli absorbowało coś innego.

Jakich argumentów ma użyć, aby w końcu pozbyć się tej wywłoki? Najgorsze było to, że nawet rodzice zaakceptowali wybór Krystiana. Oczywiście nie do końca i bez jakiegokolwiek entuzjazmu, raczej na zasadzie „pożyjemy, zobaczymy, w końcu mu przejdzie”, ale ta cicha akceptacja zirytowała go jeszcze bardziej. Zwłaszcza przyzwolenie ojca, bo matka na szczęście nadal przyjmowała to z lodowatą wyniosłością. Co prawda daleko jeszcze było do niedzielnych obiadków w gronie rodzinnym, ale Igor miał wrażenie, że i do tego dojdzie.

Po moim trupie! Po moim kurwa trupie! warczał w myślach, obserwując Krystiana. Nad swą patologiczną niechęcią wobec Zojki przestał się już zastanawiać, po prostu zaakceptował jej istnienie. Gdyby mógł nad tym zapanować, po prostu zniszczyłby ich związek za pomocą starej jak świat sztuczki. Lecz nie potrafił się przemóc, aby chociaż dotknąć tej kobiety!

Mógł jednak kłamać. Jego słowo, przeciwko jej słowu. Zamyślił się. Cóż, zawsze warto spróbować. Mają całe pół godziny drogi powrotnej. Sprawdzi więc jak Krystian zareaguje na wiadomość, że posuwał jego ukochaną w wolnych chwilach. Tak, kłamstwo to też był dobry pomysł. Nie rozdzieli ich od razu, ale zasieje ziarno niepewności, z którego z czasem może wykiełkować coś o wiele więcej.

***

Wolała nie mówić Krystianowi, dopóki wszystkiego nie potwierdzi. Zresztą, nie była pewna jak zareaguje.

Ucieszy się?

Czy wpadnie w szał?

Miała przeczucie, iż w rachubę wchodziło raczej to pierwsze. Wywnioskowała to z jego nieco mętnych wypowiedzi, z nieśmiałych uwag. No i tak dziwnie na nią patrzył, gdy narzekała na zbytnią senność… Zojka z trudem stłumiła śmiech. Jak na mężczyznę bywał czasami aż nazbyt domyślny.

Usiadła na ławce w parku. Przymknęła oczy, wystawiając twarz do słońca. Było wczesne popołudnie, wiał delikatny wiatr, ciepły i łagodny, a jednak niosący w każdym podmuchu nieuchwytne tchnienie smutku. To zapowiedź nadchodzących zmian, pomyślała Zojka, zastanawiając się, czy jej życie potoczy się bez przeszkód torem, na którym znalazło się niespodziewanie trzy miesiące temu. Nie miała w zwyczaju tłumić własnych obaw, więc i teraz tego nie zrobiła.

Była pewna, że kocha Krystiana. Była też pewna, że on kocha ją. Oboje nie należeli do osób, które lubią co chwila powtarzać wyznania miłosne, a jednak kilkukrotnie im się to zdarzyło. Później słowa zastąpiły czyny, drobne pieszczoty i namiętne pocałunki, tak więc te, może nie całkiem stały się zbędne, ale nie trzeba było ich nadużywać.

Lecz czy miłość to wszystko?

Kolejne spotkanie z rodzicami Krystiana przebiegło we względnie pokojowej atmosferze. Względnie, bo bez problemu odgadywała ich myśli. „No niech się mu w końcu znudzi” – to matka Krystiana, z twarzą przyobleczoną w sztuczny uśmiech. „Jak to się skończy, to sam sprawdzę, co on w niej widział” – to z kolei ojciec i jego taksujące, momentami nawet lubieżne spojrzenie. Całe szczęście, że w tym towarzystwie zabrakło Igora i jego słabo maskowanej antypatii. Chociaż tego jej los zaoszczędził.

Boże! Zojka o mało co nie podskoczyła na ławce. A jak ONI zareagują? Przecież to będzie niczym wetknięcie kija w mrowisko! Musi przekonać Krystiana, aby o ich słodkiej tajemnicy powiedział rodzinie jak najpóźniej. A najlepiej wcale. Jakoś się bez tych „rodzinnych” obiadów przez jakiś czas obejdzie…

Westchnęła, a potem wyjęła z torebki niewielki kawałek papieru. Czarno białe zdjęcie, na którym i tak niewiele potrafiłaby dostrzec, gdyby nie lekarz, który z rozbawieniem wyjaśnił, czego powinna szukać. Co dziwniejsze, jakoś szczególnie nie żałowała utraty wolności. Tak, bo w pewnym sensie była to strata. Coś traciła, coś zyskała.

– Hormony we mnie buzują – mruknęła, chowając zdjęcie do torebki. – Instynkt macierzyński się odezwał psia kostka! Cóż… Tak bywa, jak się zapomina łykać pigułki.

Znalazła pracę, lecz zamierzała z niej zrezygnować. Nie chciała wyjść na desperatkę, która szukała zatrudnienia jedynie ze względu na ciążę. Lecz czy z drugiej strony, było coś w tym złego? Życie bywało wystarczająco pogmatwane, czego właśnie doświadczała na własnej skórze. Tak czy inaczej nie widziała w tym sensu. Za to postanowiła, że zapisze się na jakiś kurs lub szkolenie, aby nie marnować czasu. Może prawo jazdy? Aż wstyd, że dopiero teraz o tym pomyślała.

Wiatr zdecydował się w końcu pokazać, na co go stać i rdzawo–żółte liście zatańczyły tuż obok ławki, na której siedziała Zojka. Z uśmiechem złapała jeden i wstała, decydując się na powrót do domu. Tak naprawdę to była znów śpiąca.

Mieszkanie przywitało ją ciszą i złocistymi promieniami słońca, które przedarłszy się przez okna, tańczyły po granitowej podłodze. Zdjęła płaszcz, rzucając go z obojętnością na oparcie wysokiego krzesła, napiła wody i bez zastanowienia wtuliła się w miękkie objęcia kanapy.

Kiedy otworzyła oczy, nadal otaczała ją cisza, chociaż teraz brakowało złocistego blasku. Zastąpił je chłód i mrok.

Zadrżała.

Krystian jeszcze nie wrócił? To dziwne, bo zawsze zjawiał się wcześniej, aby zjeść z nią kolację. Może coś mu wypadło?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    A ślub po kryjomu gdzie? 🙂 A i miał Krystian przeżyć! 🙂 Chyba by rodzinka nie urządziła pogrzebu tylko po to, żeby się pozbyć Zojki? Chociaż, po nich wszystkiego można się spodziewać. Wszystkiego najgorszego, oczywiście. Biedna Zojka. Nie dość, że straciła ukochanego i będzie sama wychowywać dziecko, to jeszcze i ten szaleniec Igor. Jakby mało miała problemów. Ten facet jest psychicznie chory, jak słowo daję. A! I jednak była jakaś miłość…A właśnie! Jakie piętno? Jaka tajemnica? Co to może być takiego, że uniemożliwia ożenek z tą wywłoką Vivien? Ten bydlak na pewno będzie chciał odebrać Zojce dziecko, a zważywszy na kasę i znajomości, jakie posiada, to nie będzie miał z tym większych problemów. Zojka, trzymam za Ciebie kciuki. Nie daj się temu skur… Niech Cię Krystian z zaświatów wspiera… o ile nie leży w śpiączce w wypasionej rezydencji rodziców:) Chociaż… to też zaświaty, więc niech Cię wspiera niezależnie od tego, po której stronie się znajduje. Tą tajemnicą Igora toś mnie, Babeczko, moooocno zaintrygowała… co ten bydlak ukrywa…

    • A
      Anonim
      | Odpowiedz

      Może za jego wredny charakter jakaś laska mu obciela? 😁

      • T
        Tony Porter
        |

        he, he, albo odgryzła:) Ale chyba to nie to, bo ten bydlak mówił, że zaliczył Vivien. Mnie się zdaje, że jakaś cwana sztuka chciała się wżenić w bogatą rodzinę i udawała wielką miłość, Igor ożenił się z nią, a potem szydło wyszło z worka i wielką miłość szlag trafił. Nikomu nie życzę bycia oszukanym i wykorzystanym, ale to nie powód, żeby potem odgrywać się na innych ludziach. Mam nadzieję, że Babeczka da bydlakowi popalić – za każdą krzywdę zadaną Zojce odpłaci mu w dwójnasób.

      • Babeczka
        |

        Ja mam miękkie serce… 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Ekhem, ekhem, Babeczko, znasz porzekadło o miękkim sercu i twardej dupie? Oby Twoje miękkie serce nie odbiło się po całości na Zojce. Tego, to Ci czytelnicy nie darują:)

      • Babeczka
        |

        Nie wiem, czym mi się uda, ale sprawię, że jeszcze bardziej znielubicie Igora. A potem go pokochacie :-))) Zabawię się, zobaczymy jak wyjdzie…

  2. P
    P.
    | Odpowiedz

    czekałam na ślub i się nie doczekałam, biedny Krystian… taki fajna i pozytywna postać. A co do dziecka to gorzej jeśli Igor będzie chciał je zabić z zemsty.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      E nie, nie sądzę. Igor jest podły, ale kocha brata i nie zabiłby jego dziecka. Najwięcej satysfakcji dało by mu odebranie dziecka Zojce, pozbawienie jej praw rodzicielskich i przejęcie pełnej kontroli nad wychowaniem maleństwa. I jeszcze wmówienie dziecku, że jego matka je porzuciła. Mam nadzieję, że Krystian jednak żyje i w stosownym czasie spuści swemu bratu taki łomot, że jesień średniowiecza to przy tym pikuś:) Trzeba by chyba jakąś petycję do Babeczki wystosować, że chcemy ślubu Zojki i Krystiana, a na wstępie umieścić niegdysiejsze hasło reklamowe “Johnson&Johnson” – “Obiecałaś!” 🙂

  3. A
    A
    | Odpowiedz

    Igor impotentem? Nie, nie wierzę!!!

  4. P
    Pati
    | Odpowiedz

    Będzie dziś? Będzie? 😢
    Nie mogę się doczekać!
    Biedna Zojka, strach pomyśleć co tam Igor zdążył nawywijać przez te dwa tygodnie..

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Właśnie szykuję. Jak mi nikt nie przeszkodzi, to będzie 🙂

Napisz nam też coś :-)