fbpx

Nemezis (VIII)

with 2 komentarze

od nienawiści do miłości jeden krok
 
Jeżeli teraz ktoś pomyśli, że padną sobie w ramiona, by żyć długo i szczęśliwie to może poczuć się zawiedziony 😉
 

Ocknął się i otworzywszy laptopa, sprawdził lokalizację miejsca, którego adres zapisano na kartce. Chociaż dla zemsty podążyłby na koniec świata, a nie tylko te nędzne sto kilometrów. Potem spojrzał na zegarek. Nie musiał czekać na kolejny dzień. Miał wystarczająco dużo czasu, aby już teraz wsiąść w samochód i udać się w podróż.

Nie namyślał się dłużej. Zrobił, jak postanowił. Nie zabrał też nikogo ze sobą, bo wolał nie mieć świadków, chociaż nie wiedział jeszcze, czy się ujawni, czy z tym zaczeka.

Warunki jazdy były ciężkie, a drogi którymi jechał, należały do tych najmniej uczęszczanych. Lecz Igor pomyślał i o tym, wybierając zamiast ukochanego jaguara, solidne auto terenowe. Czas mu się nie dłużył, bo jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, kreując scenariusz spotkania z tą wywłoką i sposoby, w jaki mógłby ją upokorzyć.

Ciekawe czy znalazła już kolejnego naiwniaka? Równie bogatego co Krystian? Czy tym razem zadowoliła się czymś gorszym, byle tylko utrzymać się na powierzchni, po tym jak pozbawił ją środków do życia? Uśmiechnął się na tamto wspomnienie. Idealnie to rozegrał! Znał stan jej konta i wiedział, że nie ma na nim żadnych oszczędności. Zablokował telefon, bo idiotka skusiła się na abonament. No i wyrzucił z mieszkania, które od tak dawna bezcześciła swą obecnością, przy okazji rekwirując wszystko, co mogła wyłudzić od jego brata. I pieniądze, znalezione w małym pudełeczku. Nie ważne czy były jej, czy nie. Wisiało mu to. On jedynie realizował swój plan, krok po kroku, metodycznie i bez skrupułów.

Niestety, ta dziwka uciekła, zniknęła, zaszywając się w jakiejś dziurze. Sporo czasu upłynęło, zanim ktoś z zatrudnionych przez niego ludzi, wpadł na trop. A Igor jeszcze nie skończył. Chciał wykrzyczeć jej w twarz całą swoją złość, całą nienawiść, jaka go wypełniała.

W końcu dotarł na miejsce.

Zatrzymał się w pobliżu niewielkiego, parterowego domu. Ponieważ już zaczęło się ściemniać, jego okna rozświetlała złocista poświata, a przez firankę dało się zauważyć zarys postaci.

To pewnie ona, pomyślał, wysiadając z samochodu. Nie zwlekał, nie zastanawiał się co zrobi. Chciał jedynie znów ją skrzywdzić, obojętnie w jaki sposób. Ta potrzeba spalała go od wewnątrz, zagłuszała wszystko, co było w nim dobre. Zresztą, nie było tego znów aż tak wiele…

Dwa stopnie, drewniana weranda. Nieco nadgryzione zębem czasu drzwi, z małym okienkiem o kształcie rombu i kolorową, wypukłą szybką.

Zapukał.

Usłyszał szmer kroków. Potem niepewny głos spytał:

– Kto tam?

Tak, to była ona. Uśmiechnął się szeroko, chociaż w tym uśmiechu nikt nie dopatrzyłby się jakiejkolwiek radości.

– Igor – odpowiedział. Nie zamierzał kłamać. Zacisnął dłonie w pięści, chowając je do kieszeni płaszcza i czekał aż otworzy.

– Igor? – Oczywiście wydawała się być zdziwiona. – Ale po co?

– Musimy porozmawiać. To nie zajmie dużo czasu. Może kwadrans, góra dwa – skłamał gładko. Lekko drżał zniecierpliwiony jej wahaniem.

– No nie wiem…

– Nie odjadę bez rozmowy. I tak w końcu kiedyś cię dorwę.

– Może lepiej, żeby towarzyszyła nam wtedy osoba trzecia?

– Nie pierdol głupot! – rozgniewał się. – Dalej, otwórz!

– Nie, dopóki nie powiesz, z czym przyjechałeś?

Zastanowił się. Musiał szybko coś wymyślić, coś niejasnego, a jednocześnie pobudzającego jej ciekawość. I w miarę wiarygodnego.

– Znam twoją tajemnicę – zaryzykował. Za drzwiami Zojka nie zdołała powstrzymać jęku.

Jakim cudem się dowiedział? Pewnie zatrudnił cały oddział prywatnych detektywów, chociaż nie rozumiała po co. Przecież Krystian nie żył, a ona niczego od nich nie chciała. Odeszła, zaszywając się na tym odludziu i powoli od nowa układała sobie życie. Poczuła jak do oczu napływają jej łzy. A więc znowu będzie musiała uciekać? Bo przecież Igor z pewnością nie zjawił się tutaj jako dobry wujaszek. Jego obecność zapowiadała wybuch wojny, wojny, w której miał niewątpliwą przewagę.

– Wejdź.

Otworzyła drzwi i chowając się częściowo za nimi, gestem zaprosiła go do środka.

Nic się nie zmienił. Tak samo oziębły, opanowany, z oczami w kolorze błękitnego lodu. Wszedł i nie kłopocząc się zdjęciem obuwia czy płaszcza, od razu skierował się w stronę rozświetlonego salonu. Dopiero tam przystanął, obrócił się i zastygł niczym słup soli. Ze wzrokiem utkwionym w jej brzuch.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Nie sądzę, aby znalazł się ktoś aż tak naiwny, by nastawiać się na padanie w ramiona:) Pierwszy cel, Babeczko, osiągnęłaś: znielubiłam Igora jeszcze bardziej. Ten bydlak jechał z zamiarem zatłuczenia Zojki gołymi rękami? Bydlak to mało powiedziane. To niedopowiedzenie wszechczasów. Ile trzeba mieć w sobie podłości, żeby chcieć zbić kobietę tak, żeby poroniła? Jego wściekłość i nienawiść wynika z faktu, że jego kobieta usunęła ciążę, a teraz sam chce zabić dziecko? Nie tylko mamusi odbija – jemu odbiło już dawno temu. Szkoda tylko, że Zojka ponosi tego konsekwencje. Skoro Igor nie może mieć dzieci, to Maksiu jest jedyną nadzieją na podtrzymanie rodu. I jedynym spadkobiercą, ha, ha. Co do drugiego celu – pokochania Igora, to, nie, żebym w Ciebie, Babeczko, wątpiła, absolutnie nie, ale wyyysoko ustawiłaś sobie poprzeczkę:) Oj, wysoko:) No, ale próbuj, próbuj:) Być może, uratował bratankowi życie, ale to zdecydowanie za mało. Poza tym, może zrobił to tylko dlatego, że chce pokazać dziecko jego babce. Nie sądzę, żeby Maksiowi taka babcia i taki wujek byli potrzebni do szczęścia. Aczkolwiek, Maksiu mógłby uszczęśliwić ich. Nie zdziwiłabym się, gdyby Igor chciał odebrać dziecko Zojce. Sam sobie zrobił koło piórka żądaniem, żeby nie podawała Krystiana jako ojca dziecka. Tyle, że są przecież badania DNA, a to bydlę w ludzkim ciele twierdziłoby, że to perfidna decyzja Zojki. Nie spodziewam się po nim niczego dobrego.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Się pogimnastykuję, już gorsze dranie wychodziły na ludzi dzięki mej boskiej interwencji ;-)))
      A tak serio, to fajna zabawa. Sprawić że antybohater stanie się bohaterem. Nie zawsze wychodzi, ale warto próbować.

      No i zdradzę tylko, że pozory mylą, oj, mylą!

      PS. Jeśli nie odrzuca cię język rosyjski, to polecam. Od zapiekłej nienawiści do miłości, chociaż 10 h to trwało 😉
      https://youtu.be/Rgjc1c1i2dc?list=PLnJcjstxR0PQ61a93SA7PcNCeTyrXJuND

Napisz nam też coś :-)