Nemezis (IX)

with 10 komentarzy

od nienawiści do miłości jeden krok

 

Jeśli myślicie, że teraz będzie już prosta droga do "żyli długo i szczęśliwie", to możecie się nieco rozczarować. Zwłaszcza po ostatnim akapicie dziewiątej części :-)))

 

Jednak pogotowie dotarło wcześniej niż się tego spodziewali. Kwadrans później byli na miejscu. Małego przewieziono gdzieś w pośpiechu, a Zojce nakazano czekać na korytarzu.

Z ledwością zdołała dojść do stojącego w pobliżu krzesła. Roztrzęsiona, zapłakana, z prawdziwym mętlikiem w głowie. I wtedy zauważyła, że tuż obok pojawił się ktoś jeszcze. Miała nadzieję, że to Marysia, ale było to dwóch mundurowych, o poważnych, zasępionych twarzach. Od razu poczuła niepokój.

– My do pani – oznajmił jeden z nich, ani się nie przedstawiając, ani nie prosząc, aby potwierdziła swa tożsamość. Jakby byli stuprocentowo pewni, że jest osobą, której szukają. Już sam ten fakt zbudził w Zojce złe przeczucia.

– Do mnie? – Otarła wierzchem dłoni mokre policzki i wstała.

– Zgłoszono nam popełnienie przestępstwa.

– Przestępstwa? – Zamurowało ją. Wielu rzeczy się spodziewała, ale nie tego. – Jakiego przestępstwa?

– Próba zabójstwa dziecka.

I wtedy do Zojki dotarło, że Igor wcale się nie zmienił! To bydlę znowu coś uknuło, tym razem wytaczając do walki ciężkie działa.

***

Doba. Dwadzieścia cztery godziny w areszcie, z daleka od dziecka, które leżało w szpitalu, a o którego stanie nie chcieli udzielić jej żadnych informacji. Szalała z niepokoju. Umierała z tęsknoty. Płakała, ale na nic się to zdało. Oczywiście od samego początku podejrzewała, że to wszystko było najzwyklejszą lipą, lecz co z tego?

Po wyjściu popędziła do szpitala.

Na pustym korytarzu stała tylko jedna osoba.

Zojka podeszła bliżej, a kiedy Igor odwrócił się w jej kierunku, z całej siły go spoliczkowała.

– Ty!… – wrzasnęła, z trudem panując nad własnym głosem.

Nie odpowiedział, nie rozzłościł się. Jedynie wrednie uśmiechnął, pocierając znieważony policzek.

– Ja – potwierdził. Zero skruchy, czysta satysfakcja.

– Jak mogłeś? – Emocje opadły, a wielogodzinne napięcie nerwów przyniosło ze sobą niesamowite zmęczenie. – Czy masz chociaż blade pojęcie, jak się czułam? Nic nie wiedząc, nic nie mogąc zrobić, nie będąc nawet pewną, że wszystko w porządku, że Maksiu żyje… Jak mogłeś? – głos jej się załamał, a Zojka z trudem utrzymała się na nogach. Gdyby nie miłosierna ściana, to z pewnością by upadła.

– A co? Chciałaś sprawdzić, czy dałaś radę go wykończyć?

Siły wróciły, podsycane nagłym wybuchem wściekłości. Tym razem się na niego rzuciła, na nic nie zważając, nie licząc się z tym, iż był od niej sporo silniejszy.

– Ty skurwielu wyprany z ludzkich uczuć! Ty zakłamany, fałszywy bydlaku! – krzyczała, okładając go pięściami. – Mało ci mojej krzywdy? Jeszcze chciałbyś odebrać mi dziecko, które zanim się narodziło kazałeś wyskrobać! Ty!…

Może te kilka wymierzonych na samym początku ciosów było celnych, ale nie reszta. Osłabiona emocjami Zojka bardzo szybko została przyciśnięta do ściany, a jej ręce unieruchomił nad głową.

– Jak ty w ogóle mogłeś być jego bratem? – spytała z wyjątkową goryczą, a wtedy Igor drgnął. Po raz pierwszy stracił tę pogardliwie obojętną minę.

– Chłodna kalkulacja – powiedział po chwili, na pozór opanowany, lecz w głębi jego oczu, dostrzegła coś zupełnie przeciwnego. – Teraz wiesz, do czego jestem zdolny. Możemy zawrzeć umowę. Cztery wizyty na rok, po pięć dni każda. Przyjedziesz razem z dzieckiem.

– Nie! I puść mnie! Wtedy naprawdę brałam pod uwagę twoją prośbę, teraz w ogóle nie ma o tym mowy!

– Wtedy to była tylko prośba. – Ani drgnął, przytrzymując ją z siłą, jakiej by się po nim nie spodziewała. – Poza tym mówiłem już, że to umowa. Korzystna dla obu stron.

– Nie! – Nie mogąc wyrwać się z jego uścisku, splunęła mu w twarz. W niebieskich oczach pojawiła się furia, ale nadal nie reagował.

– Cztery wizyty, a zostawię was w spokoju. Żadnych niepożądanych odwiedzin, żadnych roszczeń wobec chłopca, żadnych prób odebrania praw rodzicielskich. Lecz jeśli się nie zgodzisz… – zmrużył oczy. – Mam pieniądze i znajomości. Nikt ci nie pomoże, nikt!

– Prasa…

– Nie. Ich także można kupić. Wszystko można kupić – dodał z nieoczekiwaną goryczą w głosie.

– Mnie nie można.

– Można. Jedynie waluta jaką ci zaproponuję, będzie inna. – Przekrzywił głowę, wpatrując się w nią z uwagą.

– Gówno nie zakup! – syknęła. – To zwykły szantaż!

– To bardzo korzystna transakcja – prawie że niezauważalnie wzruszył ramionami. – Zwłaszcza dla ciebie. Zyskujesz spokój, a w przyszłości także ogromny majątek.

– Wiesz gdzie możesz wsadzić sobie te pieniądze? – odparła z goryczą. – Niczego od was nie chciałam i niczego nie chcę. Przez te dwadzieścia cztery godziny przemyślałam sobie sporo rzeczy. I nieodmiennie dochodzę do wniosku, iż powinnam trzymać się od was z daleka.

– Niczego nie chcesz? – Pochylił się nad nią. Wyglądał na zamyślonego. – Problem polega na tym droga Zojko, że my chcemy.

Pierwszy raz słyszała, jak wypowiedział jej imię. Miękko, prawie pieszczotliwie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    O cholera! Bydlak to bydlak. Obstawiam że się pojawi inny kandydat bo Igora to ja nie widzę w roli amanta.

  2. A
    Aaaaa
    | Odpowiedz

    Ile Babeczko planujesz czesci tego opowiadania? Bo jestem strasznie ciekawa jak potoczy sie dalsza historia Igora. Czemu on tak bardzo ją krzywdzi. I czemu zabil wlasnego brata

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie mam bladego pojęcia 🙂 bo rośnie mi ten tekst i rośnie… Trzy części będą na sto procent, co do reszty to obstawiam całościowo jakieś 14, 15, raczej nie więcej. Zanosi się na najdłuższy tekst w moim dorobku 😮

      • J
        Judyta
        |

        Matko kochana, tyle czasu jeszcze czekać na całość?! 😭

      • Babeczka
        |

        Się rozpisałam 😉 jak nigdy.

      • J
        Judyta
        |

        A właśnie – Babeczko, jak wyjazd? Odpoczęlaś czy nie bardzo?

      • Babeczka
        |

        Psychicznie tak, ale za to fizycznie tak mnie wykończyli, że po przyjeździe do domu aż migreny dostałam :-))) Nie wiem, czy sobie dwóch dni wakacji od “mamo!” nie zrobię. Więcej nie, bo strach ich samych zostawiać 😀
        Szczerze mówiąc, to marzą mi się wakacje mobilne, szlakiem Orlich Gniazd, od Częstochowy do Krakowa, a później Zakopane, powrót przez Wrocław i tamtejsze zoo w planach. Tu przeszkodą jest mój małżonek, bo jego ideał wakacji to: plaża, telewizor na plaży, jedzonko podstawione pod nos i głuchota absolutna na “tato!” :-))) Tak mnie wkurza tym oglądaniem tv na wyjazdach, że szukając kwatery będę zadawała pytanie “czy można pozbyć się odbiornika tv z pokoju?”.
        Może ktoś, coś ciekawego w temacie trasy szlakiem Orlich Gniazd? Byłabym wdzięczna :-)))

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Orle Gniazda baaaardzo polecam, ogólnie całą Jurę (mało obiektywne polecenie, bo ja stamtąd pochodzę ;). Ogrodzieniec, Rabsztyn, Bydlin, Pieskowa Skała (w tym zamku jestem zakochana), Smoleń (na ruiny chyba nie można już wchodzić, dawno nie byłam, ale rezerwat wokół na wycieczkę pieszą jak najbardziej), Ojców (ogólnie cały Ojcowski Park Narodowy – piękne miejsce). Generalnie na ktory pagórek nie wyjdziesz, to się zachwycisz. Jeśli ktoś lubi rowerek, to naprawdę jest gdzie jeździć. Tylko uwaga na drogi w malych miejscowościach, zwłaszcza w małopolskiej części – koło można urwać…

    • A
      Ania Cierniejewska
      | Odpowiedz

      Tak się zaczytałam, że zapomniałam, że to aby jeden odcinek a nie całość😂 naprawdę robi się ciekawie, czytając fragment kłótni matki z Igorem daje do myślenia. Myślę, że i on miał ciężko w życiu i dlatego jest jaki jest. Mam nadzieję że jakoś się to ułoży. Naprawdę świetne opowiadanie. ❤️

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Czegoś takiego właśnie się po tym bydlaku spodziewałam, więc nawet nie jestem zaskoczona jego podłymi zagraniami. Tak sobie pomyślałam, że może wcale nie chodzi o jakąś kobietę i potencjalne dziecko Igora, tylko o jego matkę. Dowiedział się, że będąc z nim w ciąży chciała ją usunąć. Chociaż, nie, to bez sensu. Miałoby sens, gdyby Krystian był starszy od niego – wredna mamuśka mogłaby nie chcieć więcej dzieci. Co za baba. Myśli, że wychowanie dziecka polega na tym, że ma własny pokój, na wysłaniu go do snobistycznego przedszkola, kupieniu ekstra ciuszków? Współczuję Zojce tych wizyt. Mamuśka na pewno nie odpuści i będzie chciała się jej pozbyć. Można by wysnuć hipotezę, że Igorowi już nie tyle chodzi o to, żeby zatruć Zojce życie, ale po części o to, żeby nie zniknęła z jego życia. Chociaż, to chyba zbyt daleko idąca hipoteza. On nie może znieść myśli, że Zojka mogłaby sobie ułożyć życie, a nawet być szczęśliwa. Ma wyrzuty sumienia, więc na kimś musi się odegrać. Z chorej nienawiści zniszczy kobietę, którą kochał jego brat i jego synka. Nie wiem, Babeczko, jak masz zamiar dokonać cudu, ale to musi być coś naprawdę spektakularnego:) Igor jest wyjątkowo podły. Trudno mi uwierzyć, że ktoś, kto chciał biciem doprowadzić do poronienia, może być porządnym człowiekiem. To skur… i tyle.

Napisz nam też coś :-)