Nie ta kobieta (XII)

with 21 komentarzy

gdy zakochujesz się tak prawdziwie

 

Wpuścimy Kondzia w maliny, a dla Was soczysty weekendowy kawałek 😉

 

Pierwsze dwa dni sam na sam z Jagienką, o ile można tak to ująć w domu pełnym służby, były niezwykle spokojne. Głównie dlatego, że dziewczyna wyraźnie unikała jego towarzystwa. Trzeciego dnia pojechał z nią do kolejnej rodziny, której pomagała i tym razem musiał się bawić w superbohaterów ze starszymi pociechami. Przeżył i nawet się nie wściekał. Po drodze wymieniali uprzejme słowa, chociaż żadne z nich nie miało ochoty na rozmowę. Jagna była zamyślona i nieobecna duchem, a Konrad wciąż pamiętał o prezencie Magdy, odczuwając z tego powodu jakby wstyd. Nie dlatego że uprawiał seks z dwoma kobietami, ale z powodu własnych fantazji. Brzydziły go i jednocześnie fascynowały. Chociaż kiedy patrzył na Jagę, był pewien, że nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego.

Czwartego dnia niespodziewanie zapukała wcześnie rano do jego drzwi.

– Coś ważnego? – mruknął, ziewając. Zasnął zaledwie dwie godziny temu.

– Nie, ale do kraju wróciła moja przyjaciółka i organizuje imprezę w domu swoich rodziców. – Jagna z pośpiechem wyrzucała z siebie słowa. Nic dziwnego, że z pośpiechem. Półnagi Konrad, zaspany, w samych tylko obcisłych bokserkach, obudził w niej niekłamany zachwyt. Co z tego, że obiecała sobie, iż przez najbliższe dni, będzie go ignorować?

– No i? – przyglądał jej się, mrużąc oczy. Lekko drwiąco, bo znów była zaróżowiona i uciekała spłoszonym spojrzeniem w bok.

– Bądź gotowy na osiemnastą.

– Będę – zapewnił ją. – Coś jeszcze? Mam robić za twojego chłopaka czy zostaniemy przy pakiecie ochroniarz?

– Tylko praca – oświadczyła z godnością, tym razem odwzajemniając jego spojrzenie. – Strój nieformalny, załóż coś lżejszego, żebyś tak nie wyróżniał się w tłumie – dodała, jednocześnie myśląc, że i tak będzie się wyróżniał. To był mężczyzna, który zawsze i wszędzie, będzie przyciągał ciekawskie, pełne zachwytu spojrzenia.

– Broń zostaw w domu.

– Nie ma mowy.

– Ale to tylko impreza wśród przyjaciół i znajomych, nic poza tym.

– Dobrze, wezmę tylko jednego glocka. I jeden zapasowy magazynek.

– Konrad!

Nieoczekiwanie dla samego siebie, postanowił się z nią podroczyć.

– Nie marudź. To co? Wchodzisz na poranny seksik czy mogę iść spać?

Zgodnie z jego przewidywaniami, zarumieniła się jeszcze mocniej.

– Idź spać. – I obróciwszy się na pięcie, prawie biegiem ruszyła w stronę schodów.

– Mały słodziak – mruknął, trzaskając drzwiami. Po czym rzucił się na łóżko i chwilę później już smacznie spał.

Posiłków nie podawano w jadalni, raczej każdy jadł, jak mu pasowało, dlatego Konrad aż do wieczora miał spokój. Po krótkim namyśle ubrał czarne dżinsy, czarną koszulkę, a za pasek zatknął, zgodnie z obietnicą, pistolet. Do tylnej kieszeni włożył po namyśle dwie prezerwatywy. Kto wie, może trafi się jakaś okazja? Na końcu przesunął w zamyśleniu dłonią po nieogolonym podbródku. Trochę zarósł przez ostatnie dni, ale zostawi to tak, jak jest. Przepłoszy zasmarkanych adoratorów samym dzikim wyglądem i nie będzie musiał wyciągać nawet spluwy. Tęsknie pomyślał, że przydałby się Robercik bis, ale na to raczej się nie zanosiło. Jebana rzeczywistość! Potrzebował adrenaliny, akcji, jakiejś podniety i to nie koniecznie związanej z seksem. Może jutro? Wybierze się do pierwszej lepszej tancbudy, narozrabia i da nogę? Pomysł całkiem niezły, tym bardziej, że Konrad nie brał pod uwagę, iż to jego mogą pobić. Stawienie czoła jego furii było ciężkim zadaniem. Wiedzieli o tym koledzy, którzy usiłowali go powstrzymać przed atakiem na przełożonego. Było ich trzech, trzech zaprawionych w bojach osiłków, a jednak nie dali rady. Wydłubał oko temu palantowi i do dziś wspominał to z zadowoleniem. Należało się chujowi za całokształt.

Jagna, zupełnie nieświadomie, ubrała się niezwykle kontrastowo do swojego ochroniarza. Miała na sobie zwiewną białą haftowaną sukienkę z odkrytymi ramionami i falbaną przy dekolcie. Dół był rozkloszowany i dość krótki. Nawet za krótki, stwierdził z irytacją Konrad, bezczelnie gapiąc się na smukłe, niezwykle zgrabne nogi. Włosy rozpuściła, wpinając z jednej strony biały kwiatek, ale zamiast butów na obcasie wybrała srebrzyste sandałki.

Wyglądała świeżo, niewinnie i kusząco. Ponury niczym chmura burzowa Konrad, bez słowa zaprosił ją gestem do samochodu, po czym energicznie trzasnął drzwiami i zajął miejsce kierowcy, a potem wbił podany adres w nawigację.

– Jak długo tam będziemy?

– Nie wiem. Masz jakieś palny odnośnie tego wieczora?

– Nie mam.

– Karina wyjechała pół roku temu do stanów, studiować. Wróciła na tydzień i mam nadzieję, że to nie będzie nasze jedyne spotkanie – westchnęła Jagna.

– To impreza w domu?

– Tak, całkiem niedaleko.

Nic nie odpowiedział, zastanawiając się czy lepiej mu wyrwać jakąś smarkulę, czy po wszystkim udać się do najbliższej mordowni? To drugie było znacznie bardziej kuszące.

Zgrabnie zaparkował przed bramą ogromnego budynku ze szkła i stali. W tle słychać było dudniąca muzykę, ludzkie głosy i śmiech.

– Jaga – zatrzymał ją w pół drogi silnym uściskiem, gdy już znaleźli się na ścieżce prowadzącej do furtki. – Zasada jest jedna. Nie muszę ci dyszeć nad karkiem, ale mam cię na oku. Zrozumiałaś? Zawsze i wszędzie.

– W damskiej toalecie także? – zakpiła.

– Jak wystarczy dla nas obojga miejsca, to tak.

– Dobrze – potaknęła, rzucając mu przeciągłe spojrzenie. – Będę o tym pamiętać, nie uciekać, nie kryć się po kątach, nie płatać głupich figli.

Skinął jedynie głową. Szedł za nią, usiłując nie patrzeć na te cholernie apetyczne nogi. Nie był to model „długie do nieba”, ale i tak przywoływał niegrzeczne myśli. Nie miał pojęcia, że Jagna przez cały czas musiała się powstrzymywać przed tym, aby nie wlepiać w niego maślanego wzroku. Dobrze chociaż, że będą wśród ludzi, pomyślała z wdzięcznością.

– Jaguś! – wysoka blondynka trzymająca w ręku butelkę szampana, rzuciła się jej na szyję. Lecz zachłanne spojrzenie utkwiła oczywiście, w stojącym nieopodal Konradzie. – Jezu, Jaga, to twój facet? No wiesz, a tak niewinnie wyglądasz, tak skromniutko. I wyrwałaś takie ciacho?!

– To mój ochroniarz. – Jagna spodziewała się takich słów, więc mogła zareagować ze spokojem. – Ojcu ktoś przysyła anonimy, więc postanowił zadbać o moje bezpieczeństwo.

– Czyli nie twój? – Karina najwyraźniej się ucieszyła. – To super! Chłopaka bym ci nie odbiła, ale ochroniarza chyba mogę poderwać? Jezu! Dziewczyno! Pokaż się! Ależ ty wyładniałaś! I nareszcie ubierasz się normalnie, a nie jakbyś przypadkiem znalazła szmatę od podłogi i postanowiła ją na siebie włożyć.

Obie dziewczyny, obejmując się, podążyły w głąb domu, a nieco rozdrażniony Konrad za nimi. Dostał drinka, miskę z chrupkami oraz polecenie, aby nie podsłuchiwał. Usiadł w fotelu, wystarczająco daleko, aby być dyskretnym i jednocześnie mieć swoją podopieczną na oku. Wszelkie próby nawiązania znajomości ignorował, a na pełne zachwytu czy uwielbienia spojrzenia, w ogóle nie reagował.

– Jaga, to na serio tylko ochroniarz? – Karina wręczyła przyjaciółce kieliszek z szampanem, chociaż sama nie kłopotała się korzystaniem z naczynia.

– Tak. Na szczęście tylko ochroniarz.

– Kretynko! Mnie się robi mokro od samego patrzenia, a ty masz go na co dzień i marudzisz!

– Serio? – Jagna spojrzała na nią krzywo.

– Co serio?

– Robi ci się mokro? Przecież go nie znasz, nic nie…

– Nieżyciowa to ty jesteś w dalszym ciągu – parsknęła Karina. Po czym przysunęła się bliżej i zaczęła szeptać jej do ucha. – Na weź, spójrz na niego. Chłopak jak z rozkładówki najgorętszego pisma, wysoki, umięśniony, wytatuowany. Buźkę to ma jakby mu Michał Anioł sam dłutem rzeźbił. Do tego te czarne oczka, ten żar w ich głębi… Kurde, podnieciłam się!

– Ty też się nic nie zmieniłaś – wybuchła śmiechem zarumieniona Jagna.

– On wie, że o nim mówimy. Zobacz jak na nas patrzy, jak wykrzywia usta. To wariat, furiat, chociaż wygląda tak spokojnie. Rozpalić go… Mogę Jaguś? Jedno twoje słowo i się odczepię, chociaż nie wiadomo jaką bym miała ochotę.

– Powinnaś uważać. To były żołnierz. Bywa opryskliwy, niedelikatny i brutalny.

– Brutalny! – westchnęła z rozrzewnieniem Karina, pociągając z gwinta. – Normalnie, mój ideał. Biorę!

– Jesteś zdrowo pogięta, wiesz o tym, prawda?

– Widziałaś go nago? Aha! – dźgnęła ją palcem. – Ten rumieniec zakłopotania świadczy, że tak.

– Niezupełnie.

– A! Miał majtki?

– Karo!

– I co? Jaki był? Dam głowę, że owłosiony jak zwierzę!

– Ciężko z tobą wytrzymać, gdy jesteś pijana – westchnęła Jagna. – Tak, jest mocno owłosiony, te wstrętne tatuaże ma prawie wszędzie, jest też doskonale zbudowany. Poza tym jest też niebezpieczny, a kiedy wpada w furię, to przestaje nad sobą panować. Zadowolona?

– Mroczny rycerz… Też namówię ojca na ochroniarza. – Potrząsnęła butelką. – Szampan się skończył. Chyba jestem pijana?

– Raczej na pewno.

– Trudno. Wpadnę do ciebie jutro, po południu, to porozmawiamy. O! Przyszli kolejni gości, chyba że jakiś debil bawi się dzwonkiem. – Mamrocząc coś pod nosem, zostawiła przyjaciółkę samą, ale zaraz znalazł się ktoś w zastępstwie. Większość znajomych Kariny, była również znajomymi Jagny. Dlatego nie miała problemu z zyskaniem towarzystwa. Śmiała się, gawędziła na neutralne tematy, a wszystko to pod czujnym, pełnym nieufności spojrzeniem Konrada. Nie podszedł bliżej, ale też nie spuszczał jej z oka.

Słowem, zachowywał się niezwykle poprawnie.

Za to ona rozluźniła się, zwłaszcza gdy wpadła w ramiona przystojnego blondyna, dawnego kolegi z liceum i swej skrytej, młodzieńczej miłości. Pięć lat temu temu była nim zauroczona do tego stopnia, że chyba zemdlałaby, gdyby się do niej uśmiechnął. Dziś traktowała po prostu jak dobrego kumpla. Pili piwo, wspominali i świetnie się przy tym bawili. W przeciwieństwie do coraz bardziej rozwścieczonego Konrada. Po pierwsze nudził się. Po drugie, nie mógł oderwać pożądliwego wzroku od roześmianej dziewczyny. Po trzecie, co chwila musiał się odganiać od napalonych kretynek, które śliniły się, patrząc mu zalotnie w oczy.

Kurwa!

Nie miał ochoty na seks. Nie miał ochoty na jakiekolwiek znajomość. Za to miał ochotę na szarooką Jagnę, podążając zachłannym wzrokiem za każdym ruchem jej delikatnych dłoni, za każdym gestem, który wykonywała z taką gracją. Był coraz bardziej podniecony i niespokojny, bo nie tak to wszystko sobie wyobrażał. Miał się trzymać z daleka, co zresztą nie powinno być trudne.

Nie była w jego typie. Nie była piękna. Ale do cholery dlaczego miał na nią coraz większą ochotę i z jakiego powodu coraz trudniej nad sobą panował?

Rozbawione towarzystwo przeniosło się do salonu. Kilka osób zaczęło tańczyć. Pojawiła się też gospodyni rzucając powłóczyste spojrzenia milczącemu Konradowi, ale miał to gdzieś. Zwłaszcza że ten błękitnoki drań objął Jagnę ramieniem i coś tam szeptał jej na ucho. A ona zarumieniona potaknęła ruchem głowy, po czym oboje wstali, on ją objął, ona opasała ramionami jego szyję.

Nagle do Konrada dotarło, że był najzwyczajniej w świecie zazdrosny.

Wpatrywał się posępnym wzrokiem w tańczącą parę. Posępnym, bo towarzysz Jagny miał syndrom niespokojnych rąk, które za wszelką cenę usiłowały dostać się w zakazane rejony. Gdyby miała na sobie spodnie, byłoby mu trudniej. Zwiewna sukienka dawała o wiele lepsze pole do popisu i Kondziu już czuł narastającą wściekłość. Chociaż Jagna nie protestowała, to w końcu uznał, że czas wkroczyć do akcji. Pokonanie tych kilku metrów zajęło mu sekundy, po czym brutalnie zacisnął palce na karku niefortunnego tancerza.

– Koniec – oświadczył, siląc się na spokój, chociaż z jego gardła wydobył się raczej gniewny warkot. – Spadaj wypłoszu, bo urwę ci jaja i powieszę na tamtym drzewie.

– Konrad! – Jagna zarumieniła się ze złości. – Co ty wyprawiasz?

Niestety, jej taneczny partner rzucił spłoszone spojrzenie pochmurnemu kolosowi, po czym uznał za słuszne ogłosić kapitulację.

– Jak mogłeś? – jęknęła. – Chciałam potańczyć i…

– Dobra – bez ceregieli objął ją jedną ręką w pasie, a drugą położył na pośladkach, przyciskając do swego ciała. – To zatańczysz.

– Nie ma mowy, puszczaj! – próbowała go odepchnąć, ale bez rezultatu. Równie dobrze mogłaby próbować wzruszyć kamień. – Konrad!

– Nie wyrywaj się, bo wrócimy do domu – zagroził.

– Jesteś wstrętny, bezczelny drań! – fuknęła, zarumieniona ze złości i wstydu. – Zabierz rękę z mojej pupy. Ale już!

– Bo? – spytał wrednie, bezczelnie się uśmiechając.

– Bo jesteś w pracy. I tego nie było w umowie.

– Zrobimy aneks.

– Konrad! – poczerwieniała jeszcze bardziej, bo nagle zrozumiała, że to coś twardego, co coraz mocniej ją uwierało od przodu, bynajmniej nie jest glockiem. – Puść mnie, albo sama ci urwę jaja i powieszę na drzewie!

Pochylił się i wyszeptał do czerwonego jak burak uszka:

– Nie. Ale możesz je wylizać. Uwielbiam takie zabawy…

Po czym delikatnie przygryzł jego płatek i chwilę potem czubkiem języka zaczął błądzić po aksamitnej skórze. Tym razem naprawdę był podniecony. Nie chodziło o brak seksu, ale o nią. Nagle, nie wiadomo dlaczego, poddał się i pozwolił sobie jej pragnąć. Walić konsekwencje. Walić Magdę. Zabawi się, a ta kretynka i tak o niczym się nie dowie. Bo niby kto jej powie? On? Jaga?

– Puuuśććć mniiieee… – wyjąkała Jagna. – Konrad proszę! Puść! – Z całej dostępnej sobie siły, próbowała go odepchnąć, podczas gdy zachłanne wargi wytyczały szlak w kierunku jej ust. Przyglądał się jej całe pieprzone dwie godziny, a jego podniecenie rosło, z minuty na minutę stając się coraz silniejsze. Roześmiana, rozluźniona, w tej białej sukience, wyglądała cudownie, kusząco. A on nie był najlepszy w poskramianiu swoich pragnień. Tylko na pozór sprawiał wrażenie opanowanego, podczas gdy w jego głowie szalały demony. I to właśnie te demony zapragnęły wydostać się na wolność.

– No, no, no! – Konrad warknął z irytacją, słysząc pełen wesołości głos Kariny. – A twierdziłaś, że to tylko ochroniarz.

– Bo to jest tylko ochroniarz. – Jagna momentalnie wykorzystała okazję i wysunęła się z jego ramion. Kolana miała jak z waty, serce o mało co nie wyrwało się z piersi, a policzki płonęły jej ogniem. Przyjaciółka objęła ją i pociągnęła za sobą, do kuchni, rzucając na odchodnym, kpiące spojrzenie znieruchomiałemu mężczyźnie.

– A nie mówiłam! Leci na ciebie. I to jak! Ho, ho, ho!

– Kari, przestań! Daj mi coś do picia. Nie, nie wodę, coś mocniejszego.

– Mocniejszego? – Karina aż się roześmiała. – Zauważyłaś, prawda?

– Co niby?

– Dobrze, raczej poczułaś. Ja nie mogę, ależ on się napalił! Było widać, że musiał mu całkiem stwardnieć.

– Tak, poczułam. – Jagna zakasłała, bo nie była przyzwyczajona do czystej wódki. – Nalej jeszcze. Nie tego szukam. Nie przygodnego, szybkiego seksu.

– Wiem. – Karina momentalnie spoważniała. – Dlatego po tym kieliszku, dostaniesz tylko wodę. Albo colę lub sok. Poza tym dałabym głowę, że nie byłby szybki – westchnęła.

– Możemy zmienić temat?

– Jaga! Pocałunek to nie seks. Przecież nie zaliczyłby cię na środku salonu w moim domu – dodała ze śmiechem. – Powinnaś go skusić takim słodkim, namiętnym buziakiem.

– Wolę nie.

– Ale dlaczego? Jezu! – zapiszczała Karina. – Normalnie jak w gorącej powieści erotycznej! Dziewczyno, nie możesz przegapić takiej okazji! Już ci mówiłam, że wodzi za tobą wzrokiem nie tylko z powodów służbowych. Ślepy by to zauważył.

Jagna bez słowa odpowiedzi, wyjęła jej z rąk butelkę szampana, po czym dała potężnego łyka. Zakrztusiła się, znów poczerwieniała, aż w końcu odzyskała oddech.

– Boję się – przyznała prawdomównie.

– Czego? Miłości?

– On nie jest we mnie zakochany, a ja nie jestem w nim.

– Wiesz, takie początki. Serio czekasz na uczucie, który walnie cię obuchem w głowę od pierwszego spojrzenia?

– Nie wiem. Nie obrazisz się, jak wrócę do domu? Wpadniesz jutro i pogadamy, zgoda?

– Dobrze kochanie – westchnęła Karina. – Lecz pamiętaj, ja na twoim miejscu bym zaryzykowała. Chociaż troszeczkę, taką ociupinkę.

Jagna roześmiała się, pocałowała ją w policzek po czym ruszyła na poszukiwania Konrada. Chyba olał swoje obowiązki, bo nie było go w pobliżu. Ani na tarasie, ani w domu. Potem przypomniało jej się, że z tyłu posesji jest furtka prowadząca nad jezioro.

– Konrad? – zawołała, patrząc niepewnie w ciemność rozświetloną jedynie łuną świateł pobliskich domów i nikłym blaskiem rosnącego księżyca. – Jesteś tutaj?

– Szukasz tego przystojniaka? – Jakaś dziewczyna, nieźle już wstawiona, pociągnęła ją za skraj sukienki. – Poszedł tam! – wskazała w mrok.

– Dziękuję.

– Chciałam go poderwać, ale mnie przegonił – bełkotała z rozżaleniem, a wtedy Jagna uśmiechnęła się przepraszająco i ruszyła ścieżką w stronę jeziora. Gdy wyszła z gęstych zarośli, dostrzegła barczystą sylwetkę nad samym brzegiem. Poczuła też zapach papierosów.

– Konrad?

– Czego chcesz? – warknął, nie odwracając się.

– Wrócić do domu.

– To wracaj. Ja jadę na dziwki.

– Ale…

– Wynoś się!

Rozgniewała się.

– Jakim prawem tak do mnie mówisz? – podeszła bliżej, stając naprzeciwko niewzruszonego Konrada. Nawet w panującym półmroku dostrzegła wściekłość w jego oczach. Czarnych, mrocznych, fascynujących przez emocje, które szalały w jego głowie.

– Mówię i robię to, na co mam ochotę. A teraz spadaj smarkulo, napić się soczku i porozmawiać o teletubisiach.

Sądził, że rozpłacze się, obrazi albo zezłości. A ona go uderzyła. Policzek nie był silny, nie zabolał, za to totalnie go zaskoczył.

– Gnojek!

– Też mi… – wyrzucił papierosa, posyłając jej drwiące spojrzenie. – Co to niby było? Siły nie masz chudzielcu…

Sprawnie zablokował kolejny cios. Chwycił szczupły nadgarstek, gwałtownym ruchem przyciągnął ją ku sobie i pocałował.

Nie potrafił się temu oprzeć.

I przepadł. Emocje były tak silne, pożądanie tak mocne, że nie mógł się wycofać. Nigdy w życiu nie przypuszczał, że można kogoś pragnąć tak bardzo, z siłą, która pokonywała każdą przeszkodę, kruszyła każdy mur. Smak jej ust, ciepło oddechu, wilgoć pomiędzy rozchylonymi wargami, własne fantazje, delikatne ciało, które trzymał w ramionach, to wszystko stało się mieszanką wybuchową, szaleństwem, w którym pogrążyli się wspólnie i z osobna. Żadna kobieta tak na niego nie działał, żadna nie doprowadziła do stanu, gdy stał się żywym wołaniem o spełnienie. Jedną rękę wplótł w rozpuszczone włosy, palce drugiej zacisnął niczym szpony na jędrnym pośladku, wręcz wciskając ją w swoje objęcia. Musiał ugiąć kolana, aby zniwelować różnicę wzrostu, lecz to nie było przeszkodą. Nic nią nie było.

Chciał ją czuć nie tylko ustami, chciał ją czuć każdym milimetrem ciała, wszystkimi zmysłami. Głód był tak przemożny, że brutalny pocałunek wręcz ranił delikatne usta dziewczyny. Ale nie protestowała, oszołomiona jego dzikością i owładnięta podobnymi uczuciami. Drżała w jego ramionach, splatała język z jego językiem, upajała się ogniem, w którym powoli się spalała. Już nie myślała o niczym więcej, niż o tym, by zaspokoić pragnienie, które pojawiło się tak nagle. Pierwszy raz tak boleśnie czuła swą fizyczność; podbrzusze pulsowało podnieceniem, nabrzmiałe piersi wołały o pieszczoty, a pomiędzy udami pojawiła się wilgoć. Czuła też jego podniecenie. Twardą jak skała męskość, żar drugiego ciała, jego siłę i własną bezbronność.

Lecz czy tylko ona była bezbronna?

Nie miała pojęcia jak to zrobił, ale plecami uderzyła o szorstki pień drzewa. Uniósł ją w górę, a ona opasała go nogami. I wtedy naprawdę go poczuła. Nabrzmiały penis ocierający się o wnętrze jej cipki, wątła bariera w postaci materiału jego spodni i ich bielizny. W oczekiwaniu na szaleństwo pulsujące w powietrzu dookoła nich, naprężyła całe ciało, głucho jęcząc w jego usta.

Tego biedny Konrad nie wytrzymał. Najzwyczajniej w świecie popełnił falstart, spuszczając się we własne spodnie. Eksplodował z głośnym krzykiem, a potem słychać było tylko jego ciężki oddech. Wtulił twarz w kobiecą szyję i dyszał, usiłując zrozumieć, co właśnie się stało.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Aż strach pomyśleć co będzie się działo jak dojdzie między nimi do czegoś więcej jak przy pocałunku już wióry lecą 😉 Kondziu nie wytrzymał spotkania z malinką i nie skończył tam gdzie trzeba 😁 Pięknie opisałaś ostatnią scenę, ich odczucia i emocje😚

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😉 A wióry nadal polecą ;-)))

  2. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    O ja Cię kręcę….. Aguś dałaś zajefajnie do pieca….. O matko chyba Jagnie się upiekło przez ten falstart…. Ale co się odwlecze to nie uciecze…. Tylko wtedy to Kondziowi całkiem zwoje się popalą jak całkiem dopadnie Jagnę…. A mnie rękę poparzy komórka, na której to wszystko czytam… Agnieszka ja już to gdzieś pisałam jesteś mistrzyni scen erotycznych i nie tylko… To się czyta jak film… Każda scena, dialog, miejsce, emocje bohaterów…. Jest tak obrazotwórcze, że moja wyobraźnia to wszystko natychmiast widzi… I to nie tylko tu ale w każdej Twojej książce czy opowiadaniu…. Drogie Panie gorąco polecam pozostałą twórczość Agnieszki, tylko ostrzegam bardzo uzależnia….. 🥰😁😘😍

    • M
      Mel
      | Odpowiedz

      Oj tak uzależnia i to na maxa👍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A dziękuję, dziękuję. Nie wiem, może to kwestia wprawy? Albo dobrze się wczuwam w role głównych bohaterów 🙂 I masz rację, co się odwlecze, to nie uciecze 😀

  3. K
    Kamila Gałecka
    | Odpowiedz

    O masakra to się dzieje aż strach pomyśleć co będzie się działo później

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Później będą uprawiać dziki seks 🙂

  4. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Jeju, Kondzio wymiękł. 😂
    A Jagna stara się być niedostępna, ale naszego bad boya to chyba jeszcze bardziej nakręca. 😅
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. ❤

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oj tak i to jeszcze jak nakręca 😉 A kolejny rozdział wkrótce…

  5. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Jak znam tego twardziela to się strasznie wścieknie.
    Mam nadzieję, że mimo wszystko jej nie zrani.
    Widziałam jedna literówkę. Stali już na pomoscie i zabrakło literki a. “żadna kobieta tak na niego działał”

    Poza tym, bardzo dobra cześć! Gratuluję.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jest coś, co go powstrzyma 🙂 dziękuję, zaraz poprawię…

      • M
        Martyna
        |

        Szkoda, że to coś tak zranilo jego siostrę 😕 ale ona ma Żorika więc nią już się nie martwię 🤣
        Czekam na rozwój wypadków 😆

  6. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Tego się nie spodziewałam 🙊

  7. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Aga jesteś the best 😙widzę to oczami wyobraźni rewelacja 👏😉 chcę jeszcze

    • M
      Mel
      | Odpowiedz

      Uffff ale gorąco i ekscytująco się zrobilo😊😋No Kondziu pewnie nie spodziewałeś się ze smarkula może aż tak rozgrzać do czerwonosci😂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Majka – Upadek twardziela. Akt drugi wkrótce 🙂
      Mel – ja myślę, że on sam się nakręcił, a Jagna chyba nawet bardziej jest tym zdumiona niż podniecona.

  8. J
    Julita
    | Odpowiedz

    Uśmiałam się z niego bo biedny zazdrosny i sam nie wie czemu 😂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Powiedzmy, że nawet nie podejrzewa dlaczego 😉

  9. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Kondziu poległ na całego przy pieszczotach😂 a gdzie sex to będzie musiał niebieską wziąść żeby zaliczyć Jagne😁😂😂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Natchnęłaś mnie 😉 chociaż błękitna tabletka nie będzie mu raczej potrzebna. Ewentualnie mrożony groszek ;-)))

Napisz nam też coś :-)