Nie ta kobieta (XVII)

with 15 komentarzy

mocny erotyk

 

Mam nadzieję, że teraz będę miała trochę czasu na pisanie 🙂 Uwaga! Książki już są, kto chce wysyłkę szybciej, proszę o kontakt na motylewnosie@gmai.com. Sama nie podejmę takiej decyzji, bo wiadomo lato, urlopy, niektórzy wyjechali na wakacje 🙂

 

– Kawa czy kąpiel?

– Kąpiel – zdecydował. – Nago – dodał z błyskiem drapieżności w oczach. – Żebyś mi przypadkiem czegoś nie ubrała.

– Nago? – stanęła obok łóżka i z niepewnością na twarzy owinęła się ręcznikiem.

– Tak. – Jeden stanowczy ruch, a nieszczęsny kawałek materiału pofrunął w przeciwny kąt pomieszczenia. Konrad nie bawił się w subtelności. Wziął Jagnę na ręce i wesoło pogwizdując, pomaszerował ze spłoszoną dziewczyną w kierunku jeziora. Puścił ją dopiero, gdy znaleźli się w wodzie. A w zasadzie wrzucił, zaśmiewając się z jej oburzonej miny.

– Drań! – Nagły kontakt z zimną jeszcze wodą, przyprawił o szok. Zresztą i tak mniejszy niż widok roześmianego Konrada. Nawet nie miała pojęcia, że tak mógłby wyglądać.

– Aha – poświadczył, po czym sam zanurkował. Na nim gwałtowne wejście do jeziora nie zrobiło żadnego wrażenia. Za to wyraźnie zebrało mu się na zabawę. Jagna krzyknęła, gdy złapał jej kostki pod wodą. Zaraz później jęknęła, bo silna, męska dłoń wkradła się pomiędzy jej uda, dotykając rozpalonego wnętrza, a ciekawski palec potarł obolałą łechtaczkę.

– Chyba nie chcesz powiedzieć że… – zaczęła, gdy Konrad się wynurzył.

– Tak. Znów mi stwardniał.

– Nie dam rady! – zaprotestowała, otulając się ramionami. – Boli mnie.

– Wiem – objął ją, dłońmi delikatnie gładząc szczupłe plecy, a czołem opierając się o jej czoło. – Nie dziś Jagienko, przynajmniej nie tak, jak bym chciał. Zaczekam. Do jutra – zakończył ze śmiechem.

– Liczysz na cud? – Zamknęła oczy, pocierając czubkiem nosa o szorstki policzek.

– Na własny urok. Poza tym są jeszcze inne sposoby, chociaż ty chyba sporo musisz się nauczyć?

– To źle? – Tym razem na niego spojrzała. Nigdy wcześniej nie patrzyła mu prosto w oczy z tej odległości w jasnym świetle dnia. Ciemne, odrobinę kpiące, pełne skrywającego się gdzieś w głębi mroku. I nagle zapragnęła przegnać ten mrok, zwyciężyć go.

– Nie – ujął szczupłą twarz dziewczyny w obie dłonie, gładząc kciukami policzki. A gdy zamknęła oczy, delektując się tym dotykiem, z czułością pocałował rozchylone usta.

Szczerze mówiąc to o niczym bardziej nie marzył, jak o seksie, namiętnym, szalonym, delikatnym, w zasadzie o każdej jego odmianie. Chciał z nią robić wszystko i na wszelkie sposoby. Dziś, jutro, aż do momentu gdy będą musieli wrócić. Czyli dokładnie za cztery dni.

Myśl o powrocie dziwnie mu się nie spodobała, chociaż brakowało mu seksu z Magdą. Trójkącik też mu się spodobał i szczerze mówiąc miał ochotę na powtórkę.

Konrad wykrzywił twarz. Chyba go już totalnie popieprzyło. Trzymał w ramionach cudowną kobietę, a rozmyślał o innej. Dobrze, koniec z tym. Należy cieszyć się chwilą i brać, co daje los. A potem się zobaczy.

– Chodź Jaguś – wyszeptał schrypniętym głosem. – Bo jeszcze trochę, a nie ręczę za siebie.

Roześmiała się cicho, a kiedy wychodziła z jeziora, nie zasłaniała już wstydliwie swej nagości.

Szybko przekonała się, że Konrad nie należał do zbyt rozmownych osób, chociaż nie był też mrukiem. Za to przyjemnie się na niego patrzyło. A jeszcze przyjemniej dotykało. I kiedy tak mknęli przez leśne bezdroża, przytulona do męskich pleców Jagna, zaczęła nieśmiało snuć plany dotyczące przyszłości. Przewidywała jednak problemy. Ojciec pewnie będzie rozgniewany, a ten gniew umiejętnie podsyci Magda, chociaż Jaga nadal nie rozumiała dlaczego. To serio była zazdrość? Skrupulatnie zaczęła przypominać sobie każdy szczegół w obecności tych dwojga i szybko doszła do wniosku, że nie było nic, co wzbudziłoby podejrzenia. Może macocha po prostu tak miała, że była zazdrosna o każdego mężczyznę w swym otoczeniu? Postanowiła, że nie będzie snuć teorii spiskowych, tylko szczerze porozmawia z Konradem. Dotychczas ją zbywał, lecz może teraz będzie inaczej?

Wrócili ze sporymi zapasami. Śniadanie przygotowali wspólnie, po czym usiedli na zrujnowanych schodach prowadzących z werandy do ogrodu.

– Mam wrażenie, że jest jeszcze cieplej niż wczoraj – westchnęła, odgarniając natrętne kosmyki włosów.

– To się rozbierz – zakpił Kondziu, sięgając po kolejną kanapkę. Apetyt miał łagodnie mówiąc wściekły. Zresztą nie tylko ten rodzaj głodu odczuwał.

– I tak niewiele na sobie mam.

– Jak dla mnie, możesz nie mieć nic.

– Aha – mruknęła. – Nie powiem, żeby mnie dziwiło twoje zdanie. Znalazłam miętę w czymś, co kiedyś było zapewne przydomowym ogródkiem. Przygotuję cały dzbanek herbaty, a potem wezmę koc i pójdę tam – wskazała na miejsce tuż przy samej wodzie, zacienione, bo tuż obok rosło rozłożyste drzewo. Nie spytała, czy pójdzie razem z nią, bo byłoby to pytanie retoryczne.

– Szkoda że nie wzięłam nic do czytania – westchnęła.

– Masz mnie.

– Do czytania?

Zmrużył oczy, wpatrując się w nią z namysłem.

– Mnie też możesz przeczytać. Strona po stronie, rozdział po rozdziale – odparł, kładąc dłoń na zgrabnym, kobiecym udzie. Kontrast pomiędzy jego śniadą, silną ręką, a jasną skórą dziewczyny, przyciągał wzrok. I podniecał, bo znów poczuł przypływ pożądania.

– Dziś jestem na czytelniczym kacu – zakpiła.

– Bzdury!

Jeden stanowczy ruch i siedziała na jego kolanach. Pusty kubek po kawie poturlał się słabo wydeptaną ścieżką, podczas gdy Konrad całował z pasją delikatne usta, błądził rękoma po szczupłym ciele. I z rozpaczą myślał, co ma zrobić, skoro tak bardzo jej pragnie, a jednocześnie nie chce być źródłem bólu.

– Posprzątam i zrobię herbatę, a ty ochłoniesz, zgoda? – Zgrabnie wyślizgnęła się z jego objęć. Choć niechętnie, pozwolił na to.

– Pójdę się wykąpać.

Potaknęła ruchem głowy, z melancholią zastanawiając się, jakim cudem tak szybko osiągał stan gotowości? Wystarczył bardziej namiętny pocałunek, a już był twardy jak skała. To jej pochlebiało, ale i wprawiało w zakłopotanie. Trochę się kłóciło z wizją romantycznej miłości, ale… Jagna zaczęła się śmiać. Konrad do słowa romantyczny pasował niczym pięść do nosa.

Posprzątała, przebrała się w luźną sukienkę, zdejmując biustonosz. Im mniej miała na sobie, tym lepiej, chociaż to i tak przyniosło połowiczną ulgę. Znalazła czyste butelki, do których wlała herbatę, przygotowała zapas kanapek, po czym wraz z kocem, zaniosła to wszystko w upatrzone miejsce. Konrada nie było widać, ale nie wnikała, co robił. Po namyśle, wróciła do domku po dwie poduszki i dopiero wtedy z westchnieniem ulgi rozłożyła się na kocu. Chrupiąc jabłko, wpatrywała się w migoczącą taflę jeziora i zastanawiała, jak to wszystko się potoczy.

Nie wyobrażała sobie, że po powrocie będzie tak, jak wcześniej. Nieśmiało marzyła o czymś więcej niż pocałunkach i seksie, wierząc, że właśnie on będzie potrafił jej to dać.

I wtedy dostrzegła płynącego Konrada. Musiał się wybrać aż na drugi brzeg i szczerze mówiąc, nie była tym zdziwiona. Wyszedł, ocierając mokrą twarz i od razu padł na koc, tuż obok niej.

– Od razu lepiej – powiedział, zamykając oczy i kładąc ręce pod głowę. Ani trochę nie wyglądał na zmęczonego, chociaż jezioro było duże i przepłynięcie go wpław dla Jagny stanowiłoby nie lada wyczyn.

Przygryzła wargi, wpatrując się w jego nagość z narastającą fascynacją. Miał na sobie jedynie bieliznę, teraz zresztą ściśle oblepiającą wąskie biodra. Śniadą skórę pokrywały kropelki wody, a to w połączeniu z tatuażami i owłosieniem, przyprawiało ją o zawrót głowy. Szkoda że tak ją bolało, bo marzyła jedynie o tym, aby poczuć ciężar jego ciała, aby opleść go nogami i ramionami i aby znów zobaczyć ten ogień spełnienia w ciemnych oczach.

– Byłeś na drugim brzegu?

– Zrobiłem kilka rundek w obie strony. Zgnuśniałem ostatnio – ziewnął, po czym uchylił jedną powiekę, krzywiąc zabawnie twarz. – Za mało seksu.

– Z pewnością – odparła z ironią. – Wybacz, akurat ty w najmniejszym stopniu nie wyglądasz na zgnuśniałego. Bardziej pasowałoby mi określenie przyczajony do skoku drapieżnik.

– Aha – potaknął, a chwilę później leżała na plecach, a on na niej, uśmiechając się asymetrycznie. – Wciąż cię boli?

– Konrad! Ty myślisz, że przestanie w przeciągu pół godziny?

– A skąd mam u licha wiedzieć? – Gorące wargi przylgnęły do jej szyi, wprawiając całe ciało w drżenie.

– Traktujesz mnie jak przedmiot – zgłosiła uzasadnioną pretensję. Szczerą, bo naprawdę poczuła się rozczarowana jego zachowaniem.

– Nie, nie jak przedmiot – uniósł głowę, wpatrując się w nią z namysłem. – Raczej jako obiekt mokrych, erotycznych snów.

– Konrad!

– Konrad i Konrad – mruknął, po czym sturlał się na bok. – Normalnie, jak moja siostra. Chociaż nie, ona mówi do mnie Kondziu.

– Jak słodko!

Łypnął na nią podejrzliwie. Z uśmiechem na ustach poprawiała sukienkę, smukłymi palcami wygładzając fałdy tkaniny. Wieczorem, pomyślał. Wieczorem nie odpuści.

– Wspomniałeś, że twoja siostra wyszła za mąż.

– Tak.

– Chyba nie lubisz szwagra?

– Szczerze? Nie cierpię tego bydlaka. Gdyby to było prostsze, to bym go zastrzelił i zakopał gdzieś na pustkowiu.

– A nie jest, bo to on mógłby pokonać ciebie?

– Nie Jaguś. Bo kocha moją siostrę, a ona kocha jego. Nie jestem z tego faktu zadowolony, zresztą nie wierzę w te głupoty – skrzywił się, nie dostrzegając, że nagle posmutniała. – Ale ona dość już wycierpiała.

– No tak. – Dziewczyna usiadła, przyciągając kolana do brody i obejmując je ramionami.

Tym razem zapadła cisza. Pełna spokoju cisza upalnego dnia, odrobinę znudzona, ale i przytłaczająca. Konrad zmienił pozycję, kładąc się na brzuchu i zamykając oczy. Pomyślał, że skłamał, bo wierzył w miłość. Już raz się zakochał, tak mocno, że gdy Magda złamała mu serce, o mało nie oszalał z rozpaczy. Co gorsza, nawet teraz coś do niej czuł, chociaż nie było to takie samo uczucie, jak kilka lat temu. To było podszyte złością, pragnieniem odwetu. Ostrożnie zerknął na siedzącą obok Jagnę. Wydawała się być smutna i chyba rozumiał z jakiego powodu. Problemem był jednak to, że nie mógł dać jej więcej. Tylko tu i teraz, tylko seks, może trochę czułości, lecz nic poza tym. Cholera! Nagle dotarł do niego fakt, że zachował się podle i egoistycznie. Myślał tylko o sobie, o własnych pragnieniach. A jeśli Jagna będzie chciała czegoś poza seksem? On sam najlepiej wiedział, ile boli taka nieodwzajemniona miłość, nie powinien więc… Zacisnął usta. Niczego nie obiecywał, niczego nie deklarował. Wiedziała, w co wchodzi. Skopał wyrzuty sumienia, posyłając je w niebyt. Trzeba korzystać z tego, co daje los, a później się zobaczy.

– Przejdę się. – Dziewczyna wstała, strzepując niewidzialny pyłek z sukienki. Nie oczekiwała odpowiedzi i słusznie, bo jej nie dostała.

Okolica była dzika i mocno zarośnięta. Widać było, że od lat nikt tu nie mieszka. Resztki drewnianego płotu walały się w wysokich, gęstych chaszczach, a sam budynek wyglądał, jakby trzymał się zaledwie siłą czyjejś woli. Lecz mimo to miejsce było niezwykle urokliwe. Otoczone z trzech stron ścianą lasu, z czwartej z zejściem do ogromnego jeziora. Jeśli wyburzy się stary dom, postawi coś nowego, zadba o ogród, to będzie prawdziwa oaza spokoju. Zerknęła w stronę leżącego w bezruchu Konrada i posmutniała.

Czego po nim oczekiwała?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    A na osłodę, jak zwykle, epilog z przymrużeniem oka 😉

    – To był świetny pomysł, żeby go zaprosić – powiedział z uznaniem Aleksandr, patrząc na klęczącego pośrodku zadbanego trawnika, Konrada. Biedak, minę miał wyjątkowo ponurą, a na jego plecach siedział dwuletni szkrab, wydając krwiożercze okrzyki. – Żorka, syn ci się udał, wypisz wymaluj tatuś.
    – Twoje dziewczynki go uczyły.
    – Moja krew – ucieszył się Sasza. – Będą z nich ludzie.
    – Ludzie? To dwa małe, żądne krwi potwory.
    – Żora! Wyrażaj się! Mówisz o moich dziewczynkach!
    – Nie da się ukryć, że są twoje. A jak najmłodsza latorośl?
    – Źle. Nika zapisała go na lekcje baletu – cmoknął z przyganą Aleksandr i zaraz potem potężnie westchnął. – Ja chciałem nauczyć go strzelać. To dobry wiek, dzieci szybko przyswajają wiedzę.
    – Strzelać? Z procy?
    – Kretyn. Na początek coś małego, bez kopa.
    – Chciałeś uczyć trzylatka strzelać z broni ostrej? Wiesz co Saszka, takiej sieczki to nawet ja nie mam w głowie. Dobrze że Dominika to rozsądna kobieta.
    – Ja ci nie wypominam, kto w waszym związku nosi spodnie! – warknął Aleksandr.
    – Nie mówiłem nic o spodniach. Oho, utrata roli przodownika stada boli – pokpiwał Żora. Zaraz potem spoważniał i westchnął. Tuż obok zjawił się znękany Konrad, z obawą oglądając się za ramię.
    – Uciekłeś?
    – Nie, pobiegły po lody – oznajmił, ocierając pot z czoła. – Ja pierdolę, trzeba było wrócić do Legii. Tam było lżej… No co się szczerzysz psychopato? Bo odreaguję, wybijając ci zęby.
    – Akurat. Jagusia pozwoliła?
    – Skurwiel. Zresztą, nie będę bił bezbronnego. Podobno masz szlaban na bójki – uśmiechnął się złośliwie.
    – Jakie tam bójki. Tylko bym ci raz po przyjacielsku przyłożył.
    – Ak…
    – Wiejemy! – Sasza poderwał się z fotela, na którym siedział. – Wracają! I to całą gromadą! Nie czas na kłótnie, powiem Nikusi, że mamy coś pilnego do załatwienia w terenie. Więc zamknijcie jadaczki i za mną!
    Trzech mężczyzn zgodnie zanurkowało w pobliskie krzaki. Nie kłócili się, nie sprzeczali.
    Połączyła ich wspólna sprawa.
    Niestety, nie zdołali uciec przeznaczeniu i pod wieczór wzięli udział w konkursie karaoke, gdzie przypadł im do wykonania utwór trzech tenorów. Dość powiedzieć, że dzieci były zachwycone, Bohdan zadowolony, bo ominęła go zabawa, małżonki wzruszone, a służba pokładała się w kątach, wyjąc i kwicząc ze śmiechu. A ponieważ ze względu na brak konkurencji, zakwalifikowali się do finału, na zakończenie zaśpiewali piosenkę o wdzięcznym tytule „don’t worry, be happy” przy czym solówka przypadła Aleksandrowi, podczas gdy Kondzio z Żorką robili za wdzięczny chórek.
    Jak to się mówi, wspólne nieszczęście łączy, więc dwie godziny później cała trójka imprezowała w najlepsze przy butelce wódki i słoiku ogórków, nieodmiennie dochodząc do wniosku, że mają przechlapane.
    Lecz tak naprawdę żaden z nich nie cofnąłby się ani o krok.
    Bo miłość bywa największym uzależnieniem.

  2. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Hahahahahahahahahahahahahahaha, epilog to złoto. 🤣
    A co do Jagny to nie dziwię się jej, że czuje się poniekąd zawiedziona, mimo że Kondzio nic jej nie obiecywał. A Kondzio mógłby w końcu pomyśleć o kimś a nie tylko o swoich potrzebach, łobuz. 😍

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Boski epilog. Odcinek nieci krótki, ale bardzo miły.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jak dotrzemy do miejsca załamania akcji, to pójdzie piorunem 🙂

  4. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Epilog trioche kieruję, że Jagna będzie tą wybranka chyba, że…… Będą mieć jakąś wycieczkę. No kondziu zdecyduj dupe bo zobaczysz źle się to skończy 😂 tym bardziej, że Magda już na plan.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Już na samym początku pisałam, że będą same happy endy, chociaż przyznam, że za ten numer co wywinął Konrad miałam ochotę go uśmiercić. Na szczęście w ostatnim momencie wyżył 🙂

      • M
        Martyna
        |

        To właściwy schemat na książkę tego rodzaju. Poznanie, łubudubu i happy end. Bo to właśnie łubudubu decyduje o tym jak dobra okazuje się książka. A Ty historie prowadzisz rewelacyjnie!

        Epilog dość Zabawny, fakt. Chociaż zawsze się zastanawiam co akurat robią szczęśliwe zonki 😂

      • Babeczka
        |

        Dziękuję 🙂
        A żonki? Cóż, piją kawę ;-)))

  5. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Epilog jest fantastyczny, Jagna zdobyła wielkiego Konrada 😁 Konrad tylko tak gadasz a będziesz zazdrosny o nią jak cholera 😂😂😂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Powiedzmy, że podążam utartymi ścieżkami 🙂

  6. A
    Andzia
    | Odpowiedz

    Część super 🙂 Epilog super 🙂 A tak na marginesie, pisałaś Babeczko po pierwszej części coś o zmianie okładki. Skoro Kondzio tak sobie dziś popływał, to pewnie też trochę odmókł, to może by go tak wyczyścić. Ten z dwóch propozycji ze zdjęcia nr 1 jest boski 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mam dwie inne wersje i jeszcze myślę 😉 Nie martw się, za chwilę znów się wybrudzi i to jak!

  7. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Kondziu nie masz lekko z tymi kobietami… 😛 Choć wiem, że wszystko się dobrze skończy to znając Ciebie droga jaką przejdą bohaterowie będzie pełna emocji, łez, zakrętów, trudna z kolcami. Boje się o Jagne i tego momentu kiedy Konrad zniszczy wszystko co tak pięknie się między nimi zrodziło przez kilka ostatnich dni😯

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale to takie przyjemne, pisać zakończenie, gdy on w końcu rozumie swa głupotę 🙂 i gdy mogą się pogodzić. Ja chyba wyłącznie dlatego robię im pod górkę 😀

      • K
        Karolina
        |

        A my z przyjemnością czytamy😊bo tak świetnie kierujesz słowem, uwodzisz nim nasze zmysły i poruszasz w nas emocje, które wybuchają jak fajerwerki😉

Napisz nam też coś :-)