Nie ta kobieta (XXI)

with 16 komentarzy

mocny erotyk

 

Na okładce Kondziowi dołożyłam Jagienkę 😉

 

Pod wieczór rozpętało się piekło. Tym razem nie były to pomruki, ale głośny krzyk. Piorun uderzał za piorunem, zlewając się w jeden, ogłuszający huk. Wiatr uginał gałęzie drzew do samej ziemi, a wody jeziora przypominały wzburzone morze. Nawet Jagna, chociaż nie miała w zwyczaju bać się takich rzeczy, pobladła i przycichła. Oczywiście najprościej byłoby schować się w męskich ramionach, ale Konrad znów przeżywał kryzys i burknąwszy coś na pożegnanie, położył się na swoim materacu, udając że śpi. Postanowiła, że nie będzie mu się narzucać, ale gdy rozległ się ogłuszający hałas, gdy zygzakowata błyskawica uderzyła o wodę, szybko to postanowienie złamała.

Drżąca, przytuliła się do jego pleców. Była pewna, że Konrad nie śpi, lecz nawet nie drgnął gdy objęła go w pasie ramieniem.

Drugie uderzenie musiało być znacznie bliżej. Zadygotała, zamykając oczy, a wtedy on się obrócił i przyciągnął ją ku sobie.

– Tchórz – mruknął.

– Zazwyczaj obserwowałam burzę zza okna swojego pokoju – odparła, z przyjemnością wtulając się w jego pierś. – W domu z piorunochronem.

– No tak – powiedział zamyślony. Od godziny starał się nie tyle zasnąć, co zając swój umysł innym tematem. Niestety, wciąż myślał o Jagnie. Coraz bardziej go to wściekało, bo nie chciał o niej myśleć. Nie chciał też zastanawiać się nad swoim lekkomyślnym postępowaniem. Zero zabezpieczeń, kobieta, z którą nie wiązał planów, skomplikowane związki rodzinne i ktoś, kto strzelał do jego podopiecznej. No już kurwa gorzej być nie mogło. Nie, zaraz, będzie gorzej, gdy Jagna dowie się o jego powiązaniach z Magdą. Wtedy dopiero rozpęta się piekło, gdy dwie zazdrosne baby skoczą sobie do oczu. Skrzywił się. Ten scenariusz, całkiem prawdopodobny w przypadku Magdy, kompletnie nie pasował do Jagny.

Trzeba będzie wiać na Ukrainę. Litka z pewnością znajdzie mu jakiś przytulny kącik. Jedyną rysą na szkle była osoba jej szanownego małżonka, tego wesołego psychopaty z kompleksem seryjnego mordercy. Konrad przypomniał sobie jedyną wizytę u siostry, tuż po weselu. Mógł zarzucić Żorce wiele rzeczy, ale tego, że był on jak wariat zakochany w Julicie nie trzeba było nikomu tłumaczyć. Gorzej, biedak znalazł się pod damskim pantoflem i wyraźnie było widać, że mu z tym dobrze. Litka robiła z nim, co chciała. Konrad nawet raz był świadkiem, gdy tłumaczący się ze swych grzeszków Żorik dostał kuchenną ścierką po głowie. Cierpliwie zniósł całą awanturę, po czym pojechał po kwiatki. Oczywiście, rozzłoszczona małżonka, nie od razu dała się przebłagać. Wtedy Żora zastosował wariant numer dwa, przerzucając ją sobie przez ramię i pogwizdując, skierował się ku sypialni.

Westchnął, bo on nie miał zamiaru tak skończyć.

– Seks na rozluźnienie? – zaproponował.

– Trochę mnie boli – głos miała niezwykle cichy, jakby zawstydzony.

– Boli? – z premedytacją postanowił zasłużyć na miano gnojka. – Nie szkodzi. Możesz obciągnąć i po sprawie. Przyda się przed snem – dodał nieco znużonym głosem.

Nie odsunęła się. Nie skarciła go wzrokiem, nie zareagowała złością. Tylko spojrzała, lekko odchylając głowę. W świetle sznurka okrągłych ledowych lampek, nie wszystko dawało się dostrzec, ale… Z trudem przełknął ślinę.

Oczy miała ogromne, pełne bólu. Nie łez, a bólu. Usta lekko jej drżały, jak małej dziewczynce, która za chwilę wybuchnie płaczem. Nie powiedziała ani słowa, po prostu wyplątała się z jego objęć, wstała i wyszła.

– Ja pierdolę! – zaklął, bo to nie był scenariusz, którego oczekiwał. Walczył z sobą przez chwilę, po czym klnąc, zerwał się na równe nogi i podążył za Jagną. Zatrzymał się dopiero na werandzie.

Stała na brzegu jeziora, zgięta w pół, obejmując się ramionami. Wiedział, że płacze. Ale to nie był zwykły płacz; w końcu udało mu się doprowadzić ją do ostateczności.

Kolejna błyskawica rozpruła niebo, sięgając rozszalałych fal. Dziewczyna upadła na kolana, skulona, przerażona. A on nie miał już siły zgrywać dłużej bezdusznego drania. Kiedy wrócili do domu, oboje byli przemoczeni do suchej nitki. Lecz nie odezwała się, nie spojrzała na Konrada. Owinęła się w ręcznik i położyła na samym brzegu łóżka, jak najdalej od niego.

– Jaguś… – zaczął z wahaniem. Drgnęła, ale nic poza tym. – Wrócimy jutro do domu, zgoda? To był bardzo głupi pomysł, aby się tutaj ukryć.

– Możemy wrócić. Przecież dostałeś już to, czego chciałeś – powiedziała obojętnym tonem.

– Też tego chciałaś. Zmieniłaś zdanie?

– Nie.

Krótko, treściwie i tak beznamiętnie, jakby starając się skryć swój ból, ukryła też wszystkie inne uczucia.

– Zadzwonię jutro do twojego ojca i powiem mu, co postanowiłem.

– Dobrze.

– Jaga! – zaczął groźnie. – Od samego początku postawiłem sprawę jasno. Czego ode mnie oczekiwałaś? Deklaracji miłości, kwiatków, motylków i recytowania miłosnych wierszy?

– Na pewno nie tekstów w stylu „możesz mi obciągnąć”.

– Korzystając z dziwek, przyzwyczaiłem się być bezpośrednim.

– Możliwe.

Zapadła cisza. Ona nie kwapiła się do rozmowy, on w duchu przeżywał swą porażkę. Nie był zadowolony z tego, jak się zachował. Zresztą, z wielu rzeczy nie był zadowolony. Chociaż jednego by nie oddał, nawet jeśli miałby go spotkać kara. Pierwszego pocałunku, pierwszego seksu, widoku jej twarzy, gdy przeżywała pierwszy orgazm.

Jutro ją odwiezie, spakuje się i z Magdą, albo i bez niej, wyjedzie daleko, daleko od tych wszystkich problemów.

Asekurant, szepnęło coś w jego umyśle.

Burza przycichła, chociaż od zachodu zbliżała się kolejna. Konrad próbował zasnąć, ale kąsające go z zajadłością wściekłego psa sumienie, skutecznie mu to uniemożliwiło. Był też pewien, że i ona nie śpi. W końcu wstał i wyszedł na zewnątrz. Usiadł na fotelu, zapalił papierosa i zaczął się zastanawiać na swoim pojebanym życiem. Czy przypadkiem nie dostał tego, na co zasłużył? Nie dało się wszystkiego wytłumaczyć zdradą Magdy. To on, on sam był winien sytuacji, a jakiej się znalazł.

– Konrad – drgnął, bo nie słyszał, jak się zbliżyła. – Powiedz mi, dlaczego?

– Nie poddajesz się, prawda?

– Nie bez powodu.

– Dać ci powód?

– Tylko wyjaśnienie. Kiedy się kochaliśmy – głos jej się załamał. – Było tak cudownie. A potem nadchodzi taka chwila, gdzie traktujesz mnie nie tylko jako zło konieczne, ale jak nic nie wartego śmiecia…

– Jaguś! – Była tak blisko, że wystarczyło wyciągnąć ramię. Potem wtulił twarz w jej brzuch i poczuł niewysłowioną ulgę, gdy wplotła palce w jego włosy. – To ja jestem śmieciem, który nie zasługuje na tak cudowną kobietę, jak ty.

– Ale dlaczego? Co zrobiłeś? – zdumiała się. Uniósł głowę i kiedy ciemność rozświetlił jaskrawy błysk, mógł dostrzec jej twarz. – Chodzi o tamto, o czym mi mówiłeś? Przecież wiesz, że nie miałeś wyboru.

– Wywalili mnie z Legii, bo rzuciłem się na zwierzchnika. Wydłubałem mu oko, mało brakowało, a trwale bym go okaleczył, zupełnie oślepiając – powiedział schrypniętym głosem. – A to nie był pierwszy mój wyskok, tylko czyn, którym przelałem czarę goryczy. Jestem wariatem Jagienko. Powinien był trzymać się od ciebie z daleka, ale nie dałem rady. Nadal ciężko zachować mi dystans. Nie wiem, czego chcę i do jakiego celu zmierzam. Nawet nie chcę wiedzieć.

– Tak, ja też mam czasami wrażenie – westchnęła. Nie miał celu w życiu, niczego nie szukał i niczego nie pragnął. – Może to wojsko było czynnikiem, który wyzwalał w tobie agresję? Czy wcześniej też się tak zachowywałeś?

– Powiedzmy, że nigdy nie grzeszyłem powściągliwością.

– I chciałeś zastać chirurgiem?

– To inna bajka. To mnie uspokajało, wymagając maksymalnego skupienia.

– Wiesz co? Powinieneś do tego wrócić.

– Może.

– Przyznaj, myślałeś o tym?

– Czasami – mruknął niechętnie. Już nie stała obok, a siedziała na jego kolanach. – Jaguś, przepraszam za tamte słowa – wtulił twarz w jej obojczyk. – Jutro zadzwonię i spytam, czy możemy wrócić.

– Już?

– W głowie mam coraz większy chaos. To niedobrze, bo mogę cię skrzywdzić znacznie bardziej niż za pomocą ostrych słów. Przekażę cię w bezpieczne ręce i wyjadę.

– Uciekniesz. – Nie była zła, ale zamyślona. – A nie mógłbyś zostać i po prostu się we mnie zakochać?

Cała ona. Uśmiechnął się, nie zdając sobie sprawy, jak szczery to uśmiech. Potem zacisnął palce na smukłym karku i przyciągnąwszy ją ku sobie, pocałował. Zostać i zakochać się? Jezu, ile on by dał za taką możliwość. W zasadzie to miał dwa wyjścia. Pierwsze to romansować i z Magdą, i z Jagną, dopóki sprawa się nie wyda. Drugie, to wziąć pod uwagę jedynie Magdę i mieć nadzieję, że przygoda z Jagienką skończy się tylko na seksie. Było jeszcze trzecie wyjście, chociaż o nim wolał nie myśleć. Mógł z nią szczerze porozmawiać, przyznać się, co łączyło go z jej macochą i błagać o wybaczenie. Tylko co dalej? Wróci na studia? Ustatkuje się? Poza tym odpuści Magdzie? Nie, to jeszcze nie pora na taki akt łaski. Najpierw musi ją wykorzystać, maksymalnie od siebie uzależnić, a potem zostawić.

Tak jak ona jego.

Pocałunek przestał być delikatny, stał się brutalny, roszczeniowy, pełen gniewu. Kobieta w jego ramionach pisnęła cicho, gdy zranił delikatne usta. Smak krwi go ocucił.

– Idź spać! – warknął, odpychając ją od siebie. Patrzyła na niego zaskoczona, lecz nie wstała, nie zostawiła go.

– Konrad… Czy ty przypadkiem nie cierpisz na jakieś zaburzenia psychiczne? Kilka objawów by pasowało.

– Nie cierpię. Trzymali mnie w psychiatryku trzy miesiące i nie wykryli nic, prócz niekontrolowanych wybuchów agresji oraz wpadania w stan chwilowej niepoczytalności.

– W psychiatryku?

– Tą drugą diagnozę załatwiła mi siostra, inaczej odpowiedziałbym za napad na przełożonego i pewnie trafił na kilka lat za kratki.

– Siostra? Kiedyś będziesz mi musiał o niej opowiedzieć – ujęła jego twarz w obie dłonie, pieszcząc kciukami szorstkie policzki. Potem delikatnie ucałowała czubek nos, czoło, na końcu zaciśnięte wargi. I wstała, a on o mało co nie stracił nad sobą panowania.

– Teraz pójdę spać. Dobranoc.

Został sam. Głowa opadła mu w dół, całe ciało pulsowało tęsknotą, a jednak Konrad przekonał sam siebie, że to tylko pożądanie. Nic więcej. Cholerne pożądanie, jakby mało mu było bab! Nie, stanowczo jutro wracają, bo tam będzie mu łatwiej zapanować na swoimi pragnieniami.

W domu, skulona na łóżku, leżała Jagna, wpatrzona w jasny prostokąt okna. Myśli w jej głowie wirowały jak szalone, nie mogą ułożyć się w żaden dobrze znany wzór. Już nie była pewna, czy Konrad cokolwiek do niej czuje, czy tylko się nią bawi, kiedy kłamie, a kiedy mówi prawdę. Zasługiwał tylko na jedno, ale paradoksalnie okazało się to dla niej równie trudne, jak dla niego przyznanie się do własnych uczuć.

Dlaczego tak panicznie się tego bał? A może po prostu była mu obojętna i tylko ona wmówiła sobie, że jest inaczej? Z taką czułością wypowiadał jej imię, by po chwili brutalnie odepchnąć, okazując nieuzasadniony gniew.

Czy było coś jeszcze, coś głębiej? Czy skrywało się tam jedynie szaleństwo, do którego bez skrępowania się przyznawał?

Cichutko westchnęła i podjęła decyzję. Tak, wrócą, a ona poleci do siostry. Na dwa, trzy tygodnie. Da czas do przemyślenia i jemu, i sobie. A kiedy wróci, będzie mogła zdecydować, czy chce o niego walczyć, bo ta walka będzie niezwykle trudna.

Biedna Jagna nawet w najśmielszych marzeniach nie przewidywała, jak trudna i ile blizn po sobie pozostawi.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    Ech.. . I teraz się zacznie…. 😱😰😢

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      W sumie powoli… 😉

  2. M
    MariTH
    | Odpowiedz

    Ach te burze! Nawet nie chcę myśleć do czego doprowadzi Magda. Podejrzewam, że ona będzie sprawcą paru ”blizn”

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No, ktoś musi robić za czarny charakter 😀

  3. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Rodzi się napięcie…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Powoli idziemy ku zakończeniu…

  4. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Oj biedna Jagna 🥺 Konrad jest zagubiony,przekona się że Jagna twarda babką jest i tak łatwo nie odpuści 😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To akurat racja, Jagna nie odpuści.

  5. Z
    Zuza
    | Odpowiedz

    OMG z jakimi emocjami ja to czytałam. Wow dziękuje i chcę duuużo więcej 😍😍 No dobra! Kupuje to i zaczynam wierzyć, że za 15 rozdziałów Kondziu będzie do zniesienia!! Żorka, psychoterapia i (mam nadzieje) ostre załamanie przez to jak narozrabia, kopnięcie w zgrabne dupsko przez Jagienkę, postawienie mocnych wymagań i będzie ok!!!! 💚💚💚💚

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety, dopiero kop od Żory ustawi go do pionu ;-)))

      • Z
        Zuza
        |

        To też mi się podoba 💚 spotkanie Żory z Magdzillą, ostrze na to ząbki. Kochana zdradź proszę ile części przewidujesz?

      • Babeczka
        |

        Bo ja wiem? Cztery, pięć, zależy od długości 🙂

  6. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Kondziu, ale z Ciebie uparty drań… obowiązkowo jakaś kara dla Ciebie musi być 😉 Mam nadzieję, że Jagience w tej w jej walce pomoże Żorka z Litka😚 a może i ich przebojowa mamusia coś wymyśli😊

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      O! O mamusi nie pomyślałam 🙂

  7. P
    P.
    | Odpowiedz

    To jest ten sam Kondziu co na poprzedniej okładce? Bo ten nowy to jest bardzo bardzo fajny….😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety tamten występował tylko solo i byłam zmuszona poszukać innego. W sumie to tamten był z czasów jak poznaliśmy Litkę, a ten obecny to już po przejściach ;-)))

Napisz nam też coś :-)