Nie ta kobieta (XXV)

with 46 komentarzy

mocny erotyk

 

Przepraszam że nie odpowiedziałam na wszystkie komentarze, ale czasu zbyt mało, a Wy pewnie czekacie na kolejną część 🙂 Na dodatek wczoraj po prostu padłam i nie było nocnego maratonu z kompem ;-))

Wstawiam na surowo, mogą być niedociągnięcia.

 

– Witam. Przyjechała tak szybko, jak mogłam – powiedziała niewysoka, ciemnowłosa kobieta, która pojawiła się niespodziewanie w jego biurze. Wolał tutaj, bo nie chciał, aby ktokolwiek w domu o tym się dowiedział. Ten bydlak miał tam swojego informatora, chociaż nie wiadomo było, kim była ta osoba.

– Proszę usiąść. – Z trudem zmusił się, aby zachować spokój. – Rozumie pani moją prośbę, prawda?

– Rozumiem, ale nadal nie wierzę w pana słowa – zagryzła usta, a stojący za nią mężczyzna, w geście pocieszenia położył ręce na szczupłych ramionach kobiety. – To na pewno mój brat? Jest pan pewien?

– Tak. Policja właśnie bada…

– Kto to jest? – przerwał mu ostrym głosem nieznajomy, wskazując na stojące w rogu biurka zdjęcie.

– Nie rozumiem…

– Kobieta na tej fotografii. Mała, zobacz!

Zaskoczony Krzysztof patrzył w ich skupione, ściągnięte gniewem twarzy.

– Moja żona Magda i pani kuzynka.

– Pańska żona? – Litka potarła kciukiem czoło. – W to akurat nie wątpię. Ale to nie jest moja kuzynka. To była narzeczona mojego brata, która zostawiła go na kilka dni przed ślubem. Co tu dużo mówić, która zrujnowała mu życie.

Zapadła cisza.

– Chyba rozumiem – powiedział wolno Żora, wpatrując się w bladego jak ściana prezesa. – I dam głowę, że wkrótce osoby prowadzące śledztwo w tej sprawie, również to odkryją. Ta baba musi być bezdennie głupia, jeśli sądzi, że to się nie wyda.

– Magda zawsze była zbyt pewna siebie, wręcz zarozumiała – mruknęła Julita. – Cholera, teraz rozumiem. On to zrobił dla niej. A ja miałam nadzieję… Kiedy dzwonił do mnie miesiąc temu, wydawał się być szczęśliwy, podekscytowany. To na pewno nie z powodu Magdusi. W jakim wieku jest pana córka?

– Ma… – Krzysztof musiał odchrząknąć. – Ma dwadzieścia dwa lata. Muszę…

– Nie! – Żora był stanowczy i szybki. – Lepiej, żeby nie wiedziała, że została zdemaskowana. Doprowadzi nas do nich. Do kryjówki, w której ją przetrzymują. Prędzej czy później każdy amator popełnia błąd, zwłaszcza, gdy poczuje się bezpiecznie.

– Jest pan policjantem?

– Nie – Żora roześmiał się głośno. – Wręcz przeciwnie. Ale nieraz z Saszą musieliśmy odstrzelić jelenia, który poczuł się zbyt pewnie, okradając nas.

– Czy Magda wie, że pan do mnie dzwonił?

– Nie – odparł powoli, czując dziwny uścisk w okolicach serca. – Jest w ciąży. Chciałem jej oszczędzić zmartwień, więc staram się jak najmniej rozmawiać o zaistniałej sytuacji. Miałem też nadzieję na niespodziankę… O kurwa! – dodał tylko, przecierając zmęczona twarz dłońmi. – To nie jest moje dziecko.

– Dziecko? – prychnęła Litka. – Dam głowę, że nie ma żadnego dziecka. Nigdy jej nie lubiłam. Manipulowała Konradem, a ten zakochany kretyn nie potrafił tego dostrzec. Teraz z pewnością wkręciła go, kłamiąc o ciąży.

– Boję się o córkę. Czy on może ją skrzywdzić?

– Nie wiem – przyznała uczciwie Litka. – Kiedyś powiedziałbym, że nie. Teraz nie jestem tego pewna, nie, kiedy w grę wchodzi Magda.

Przypomniała sobie dwie ostatnie rozmowy z bratem. Jedną miesiąc temu, gdy wydawał się rozluźniony, prawie szczęśliwy. Kiedy spytała go, czy przyczyną jest kobieta, tylko się roześmiał. I na pewno nie myślał wtedy o Magdzie. Tydzień temu też zadzwoniła, ale nie chciał z nią rozmawiać. Był dziwnie przygaszony, ponury, spięty. Zamienili kilka słów, po czym Konrad spytał się czy to wszystko i rozłączył.

– Co mam zrobić?

– Przede wszystkim zawiadomić policję, oni z pewnością się tym zajmą.

– Ta twoja wiara w służby mundurowe – mruknął Żora. – Wyśledzimy babę, odbijemy dziewczynę, a Konradowi osobiście skuję mordę. Nie lepszy plan?

– My?

– Byłaś policjantką, nadasz się mała.

– Nie. – Litka nie droczyła się z nim, nie przekomarzała. – Wrócimy do domu i poczekamy na rozwój sytuacji. Ale masz moją zgodę, aby po wszystkim skopać mu tyłek. A pan niech dzwoni, gdzie trzeba. Myślę że teraz, gdy wiadomo już, kto współpracuje z Konradem, nie będzie problemu, aby ją wyśledzić.

***

Nie potrafiła określić upływającego czasu. Obolała psychicznie i fizycznie, upokorzona koniecznością wypróżniania się w zwykłym wiadrze, kuliła się tylko na łóżku, drżąc z zimna. Błagała, aby to się skończyło, a jednocześnie była pewna, że gdy się skończy, to straci Konrada na zawsze.

Tylko czy już go nie straciła?

Teraz, gdy czasu miała aż nadto, analizowała każde ich spotkanie, każde wypowiedziane słowo, każde spojrzenie i gest. I nieodmiennie dochodziła do wniosku, jakby miała do czynienia z zupełnie innym człowiekiem.

Czy był aż tak znakomitym aktorem?

Raz próbowała go tłumaczyć, innym razem życzyła mu wszystkiego co najgorsze. Już nie płakała, bo płacz nie przynosił ulgi. Po prostu leżała i czekała na cokolwiek, co przyniesie los.

Kiedy pojawił się pierwszy raz, przynosząc tacę z jedzeniem, udała, że śpi. Bała się go, bała się tego, co mógłby zrobić, tego, co znów by w niej zniszczył.

Nie czuła głodu, ale zjadła wszystko, co do ostatniego okruszka. Popiła wodą, której akurat miała pod dostatkiem. W pomieszczeniu panował zaduch, unosił się nieprzyjemny zapach. Na to nic nie mogła poradzić. Ale z każdą upływająca godziną, była coraz bardziej rozżalona, coraz mocniej rozumiała swą przegraną. Pojawił się również strach o ojca, o to, jak to wszystko zniesie.

Znów zachrobotał klucz w zamku i wtedy usiadła, z pozornym spokojem wpatrując się we wchodzącego mężczyznę.

– Konrad – zaczęła, udając że nie dostrzega odpychającego wyrazu jego twarzy. – Co z moim tatą?

– Nic. Żyje. Pertraktujemy.

– To dobrze – odetchnęła, a wtedy podszedł bliżej.

– Kurwa, ależ tu śmierdzi – skrzywił się. – Zbieraj dupę, idziemy na górę. Wykąpiesz się, a potem tu wrócisz.

Kiedy wstała, z ledwością zachowała równowagę. Szła potykając się, chwiejąc, ale on jej nie pomógł. Wcześniej… Z trudem powstrzymała łzy. Wcześniej wziąłby ją na ręce, zaniósł do łazienki, a teraz po prostu przyglądał się, a z ciemnych oczu wyzierała wściekłość.

Czym ona mu zawiniła, że tak bardzo się na nią gniewał?

W łazience zaczęła się rozbierać, z trudem pozbywając przepoconych, brudnych rzeczy. Strumień ciepłej wody, był jak pieszczota. Delektowała się nim, nie przejmując, że stoi z boku, patrząc na jej nagość. Nazwał ją kościstą brzydulą, już nie musiała się martwić o wrażenie, jakie na nim wywiera. Umyła włosy, potem chciała jeszcze trochę nacieszyć się chwilą, ale nie pozwolił na to.

– Koniec! – warknął.

– Czy nie mogłabym…

Z taką wściekłością szarpnął szklanymi drzwiami prysznica, że wyrwał je z zawiasów. Potem brutalnie zacisnął dłoń na jej ramieniu i wywlekł ją spod prysznica. Nie protestowała, zbyt słaba i przerażona. Nie podał jej ręcznika, nie dał nic do ubrania.

Brutalnie wepchnął ją do śmierdzącego, pełnego zaduchu pomieszczenia, które służyło za jej więzienie. Dygotała ze strachu i z zimna. W piwnicy było zaledwie kilka stopni, a ona wciąż była mokra. I naga, bo nie zadbał o jakiekolwiek okrycie.

Z hukiem zatrzasnął drzwi. Jagna skuliła się na materacu, cicho szlochając. Na prawdziwy płacz nie miała już siły.

Dlaczego tak ją traktował?

Czy wtedy, przez tyle dni, tylko udawał?

Na to wyglądało, chociaż ona wciąż nie mogła w to uwierzyć. Czy można tak doskonale kłamać, każdym słowem, każdym gestem, każdym pocałunkiem? Widocznie można. Drżącymi ramionami objęła kolana. Chłód boleśnie szczypał nagie ciało, ale znacznie gorsze było poniżenie, którego doświadczyła. I to ze strony mężczyzny, w którym bez pamięci była zakochana.

Konradowi oraz Magdzie chodziło tylko o pieniądze. I nagle Jagna uświadomiła sobie, jak bardzo skrzywdzili i ją, i ojca. Zwłaszcza jego, bo pewnie jeszcze nie wie, że ukochana żona, którą tak hołubił, stawiając na piedestale, była oszustką.

Tylko o pieniądze. Zawsze chodzi o pieniądze.

Konrad stał przy oknie, patrząc na krajobraz przykryty kurtyną deszczu. Zmęczonym gestem przeciągnął dłońmi po twarzy.

Co on u licha wyprawiał?

Jak mógł ją tak traktować?

Przecież realizował plan punkt po punkcie i był tak blisko zwycięstwa. Dlaczego więc znęcał się nad Jagną i to w tak bezduszny, okrutny sposób? Uderzył ją, powiedział tyle ostrych, złych słów. Dlaczego patrząc na nią czuł tak ogromną wściekłość? W niczym nie zawiniła, nigdy go nie obraziła, nigdy nie poniżyła. Wręcz przeciwnie, wiedział, że była w nim zakochana.

Może właśnie to jej uczucia wyzwalały w nim tak ogromne pokłady agresji?

– Cześć tygrysku! – zabrzmiało radośnie od progu.

– Tygrysku? – wykrzywił się. – Mówiłem chyba coś na ten temat. Po co przyjechałaś? Chcesz nas wsypać?

– Zaparkowałam daleko stąd. I bardzo uważałam, nie martw się.

Martwił się, bo Magda ostatnio była zbyt pewna siebie. A to niejednego już zgubiło.

– Miałam na ciebie taką ochotę, że nie mogłam się powstrzymać – wymruczała mu do ucha, dłonią pieszcząc wypukłość pomiędzy udami. – Dawno mnie nie pieprzyłeś.

– Tak, tylko soliłem – burknął, strząsając jej rękę. Jakoś nie miał ochoty na seks. – Złapią nas przez twoją swędzącą cipę.

– Nie złapią. – Wyglądała na urażoną jego brakiem zainteresowania. – Jak tam nasza Jagusia?

– Normalnie – wzruszył ramionami. Wolał nie wdawać się w szczegóły. – Na razie żyje.

– To dobrze. Ech… Gdyby nie te pieniądze, z jaką chęcią bym tę kurwę udusiła – westchnęła Magda, na szczęście nie dostrzegając wyrazu twarzy Konrada. Wyjęła z torebki papierosy i jednego zapaliła, podsuwając mu paczkę.

– Częstuj się.

– Nie, dziękuję. Skończyłem z tym. Dlaczego chcesz ją zabić?

– Ma wszystko i nie musi dawać dupy staremu capowi, jak ja – wykrzywiła twarz.

– Nikt nie zmuszał cię do małżeństwa.

– Ja się zmusiłam, to wystarczy.

– Dla pieniędzy? – spytał z namysłem.

– A niby dla czego innego? Obleśny, rudy staruch. Co prawda jeszcze mu staje, ale ciekawe jak długo? Dobra, idę zobaczyć co u niej.

Nie odpowiedział, ale podążył za Magdą, ponuro wpatrując się w jej rozkołysane biodra i krągłą pupę. Ten widok wciąż wywoływał w nim podniecenie, ale coraz mniejsze. Miał wrażenie, jakby dostrzegał coraz więcej rzeczy, na które wcześniej pozostawał ślepy.

Otworzyła drzwi do celi i z satysfakcją wpatrywała się w nagą, skuloną dziewczynę.

– No, ślicznie! – pochwaliła. – Nigdy nie lubiłam tej zdziry. Ale fajnie się trzęsie – dodała z zachwytem, a Konrad z niepokojem spojrzał w kierunku Jagny. Znów poczuł gniew, bo przecież tutaj było naprawdę zimno, a on zostawił ją całkiem nagą.

– Chodź kochanie – wymruczała Magda, całując go namiętnie. – Podniecił mnie ten widok. Wiesz co? Zróbmy to tutaj. Na jej oczach. Ta smarkula jest w tobie zakochana. Niech zrozumie, że nigdy nie miała i nie będzie miała żadnych szans. Takie pokraczne brzydactwo – roześmiała się, rozpinając jego spodnie i klękając.

Uległ pieszczocie kobiecej ręki, chociaż w jego wnętrzu coś innego rosło i nabierało siły.

– Kocham twojego kutasa – roześmiała się Magda. – Jest cudowny! Nie to co ten flak tego starego capa. A skoro Jagusia tak lubi podglądać, to niech sobie popatrzy.

Oparty o ścianę, pogrążył się w narastającej przyjemności. Co dziwne, patrzył nie w dół, ale przed siebie. Na skuloną dziewczynę, która ignorowała ich, od kiedy się pojawili. I nagle zapragnął zburzyć ten mur obojętności. Z głuchym warknięciem zmusił Magdę, aby wstała, obrócił tyłem i brutalnie przycisnął do ściany. A później w nią wszedł, z takim impetem, że głośno wrzasnęła. I na tym nie poprzestał. Całą wypełniającą go wściekłość wyładowywał w każdym ruchu bioder. Jej krzyk splótł się z jego chrapliwym oddechem, a wtedy Jagna uniosła dłonie i przycisnęła je do uszu. Nie chciała widzieć, nie chciała słyszeć. Pragnęła umrzeć, tak bardzo cierpiała, chociaż nie rozumiała, za co oboje tak bardzo ją nienawidzą.

Za co on tak nienawidzi jej.

Mocniej, o tak! Mocniej! – darła się Magda, wijąc się w ekstazie. – Rżnij mnie mocniej!

Kobiecym ciałem wstrząsnął orgazm. On również eksplodował, ale jemu nie przyniosło to ulgi. Może jedynie przyjemność. Odsunął się, głośno dysząc i znów spojrzał w kierunku Jagny.

Tym razem wtuliła się w kąt pomieszczenia. Bezbronna, zwinięta w kulkę i drżąca, powinna wzbudzić w nim tylko litość, ale on był coraz bardziej wściekły. Nie zapinając spodni, dopadł jej jednym susem i brutalnie chwycił za wciąż wilgotne włosy.

– Zabawimy się! – syknął. – Masz go wylizać do czysta kurwo!

– Kondziu, ależ ty potrafisz być ostry – zachichotała Magda, poprawiając sukienkę i podchodząc bliżej. – Jezu, jak ona wygląda. Widzę, że potrafiłeś się nią zająć. Nie żałowałeś sobie – znów się roześmiała, a on miał wrażenie, że za chwilę eksploduje. Niestety, swoją wściekłość kierował ku bezbronnej dziewczynie. Palcami ścisnął jej nos, tak że zmuszona była otworzyć usta i wtedy brutalnie wepchnął tam wciąż twardego kutasa. Do samego końca, bezlitośnie, nie zważając, że zaczęła się dusić. Policzył do dziesięciu i dopiero wtedy się wycofał.

Bezwładnie opadła na materac. Potem lekko się uniosła i zwymiotowała. A ponieważ od ponad doby nic nie jadła, ból wstrząsanego torsjami ciała był obezwładniający.

– No, ślicznie. Niech tu leży, we własnych rzygach – Magda spojrzała na rywalkę z pogardą. – Chodź kochanie, mamy coś do omówienia.

Poszedł, ani razu się nie obejrzawszy.

Zacięty w swym gniewie, pogrążony w chaosie własnych uczuć, ogarnięty furią, której powodów nie potrafił podać.

– Seksik był super. Z Jagienki też skorzystałeś? – spytała z ironią, gdy znaleźli się w kuchni połączonej z salonem i sypialnią.

– Nie twoja sprawa – burknął.

– Nie będę zazdrosna. Korzystaj – wzruszyła ramionami. – Dziura to dziura, a młoda najwyraźniej się w tobie zabujała. Zabawne, prawda? – roześmiała się drwiąco.

– Tak, zabawne – wykrzywił twarz. – Wracaj już. I lepiej abyś więcej nie przyjeżdżała.

– Oj, jakiś ty marudny. – Poprawiła fryzurę, przeglądając się w wiszącym na ścianie lustrze. – Dobrze kochanie, będę grzeczna. Samotność wynagradza mi marzenie o nas dwojgu, gdzieś daleko na krańcu świata. Plaża, piasek i bezmiar oceanu. – Pocałowała go namiętnie. – Do zobaczenia Konradzie.

Bez słowa patrzył jak wychodzi, jak znika pomiędzy drzewami. Nie czuł tego co dawniej. Jedynie ulgę. Obrócił się na pięcie i pognał do piwnicy.

Leżała w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawili. Nieprzytomna.

Zaklął pod nosem, a potem podniósł bezwładne ciało.

Zaniósł ją na górę, położył w łóżku. Mokrym ręcznikiem otarł twarz. Później wstał i zaparzył herbatę. I na samym końcu położył się na skraju łóżka, wpatrując w nieprzytomną dziewczynę.

Na jasnej skórze wykwitły fioletowe siniaki, bo nie obchodził się z nią delikatnie. Dolna warga była przecięta i opuchnięta, a po prawej stronie twarzy było widać pamiątkę po jego pięści. Paznokcie miała połamane, miejscami obgryzione do krwi. Drobne dłonie pełne zadrapań i ran.

Wyglądała tak po dziecięcemu bezbronnie, że znów poczuł chęć, aby się na nią rzucić. Z trudem pozbył się tego uczucia, wciąż nie rozumiejąc, skąd się ono bierze i dlaczego jest aż tak intensywne.

I nagle go olśniło.

Zagrażała jego status quo, jego z trudem wypracowanemu bezpieczeństwu. Wzbudzała w nim uczucia, o których chciał zapomnieć. Których nienawidził, bo kruszyły mury, które wybudował przez ostatnie lata. Magda nie stanowiła dla niego zagrożenia, bo łączył ją jedynie z seksem. Ale z Jagną było zupełnie odwrotnie.

Nie tylko ona była w nim zakochana.

On również coś do niej czuł i właśnie to doprowadzało go do szaleństwa.

Poruszyła się niespokojnie. Powieki zatrzepotały, a z ust wydobyło się ciche westchnienie. Otworzyła oczy i przez chwilę patrzyła na niego zdumiona, jakby nie do końca rozumiała, co się stało i gdzie jest. Lecz trwało to zaledwie kilka sekund. Potem pisnęła i odsunęła się pod samą ścianę, zasłaniając ramionami. Znów się trzęsła; dygotała z taką siłą, jakby ktoś potrząsał nią za pomocą niewidzialnych sznurków.

– Przestań – rzucił szorstko, podnosząc się. – Chcesz coś do picia, coś do jedzenia?

Zaprzeczyła ruchem głowy.

– Głupia! – syknął. Wstał i nalał do kubka ciepłej herbaty, a później znów przysiadł na brzegu łóżka.

– Dalej, chodź. Zjesz coś, napijesz się i wrócisz do siebie. No już! – warknął, chwytając ją za ramię i przyciągając ku sobie.

– Proszę…! – wyjąkała. – Nic nie chcę, naprawdę! Tylko mnie zostaw… – rozpłakała się.

– Nie. Pij, bo ją w ciebie wleję!

Nie ośmieliła się dłużej protestować, ale nie była też w stanie utrzymać kubka w drżących dłoniach. Musiał jej pomóc. Potem przyniósł talerz z kanapkami. Karmił ją po kawałku, a ona już nie protestowała. Posłusznie przeżuwała każdy kęs, chociaż strach wyzierał z ogromnych, szarych oczu.

– Dziękuję – powiedziała cicho, gdy skończyła. A on poczuł, jakby ktoś z całej siły znokautował go silnym ciosem w przeponę. Ona mu dziękowała?! Co za kurwa kretynka!

– Chcesz jeszcze? Bo jak nie, to wracamy na dół.

– Konrad… – drgnął. – Czy mogłabym tutaj zostać? Tam jest tak zimno i tak… – przygryzła wargi. – Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz? Za co? Co ja ci zrobiłam? – pytała, zaciskając pięści.

– Nic.

– Więc dlaczego?

– Dla zabawy – wzruszył ramionami. – Lubię robić takie rzeczy, a ty znakomicie nadajesz się na ofiarę.

– Lubisz? – pobladła. Nie miała więcej pytań, nie zamierzała błagać o litość. Pragnęła tylko, aby ten koszmar wreszcie się skończył. Opuściła głowę, mając nadzieję, że pozwoli jej zabrać chociaż koc, którym była przykryta.

I wtedy to on zrobił coś zaskakującego. Przyciągnął ją ku sobie, objął ramieniem i wtulił twarz w jej włosy. Ale tym razem nie uczyniło to na niej wrażenia. Zdrętwiała z przerażenia, bo bała się, że cokolwiek powie i cokolwiek zrobi, znów doprowadzi go do szału.

– Jaguś… – wyszeptał. – Nie powinnaś była mi ufać. Nie powinnaś była się zakochiwać. Nie we mnie, bo ja już od dawna mam swoje prywatne miejsce w piekle.

Zadrżała w jego ramionach, ale nadal milczała.

– Czy ja wrócę do domu? Puścicie mnie, gdy ojciec zapłaci okup? – spytała po chwili.

– Tak – skłamał. Magda miała przecież zupełnie inne plany. A on musiał je wykonać.

Musiał?

Dlaczego?

Zmarszczył brwi, bo nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to proste pytanie.

– To dobrze – westchnęła. – Chciałabym już wrócić. Tęsknię… Chyba za wszystkim, na co wcześniej nie zwracałam uwagi. Za swoimi książkami, za zajęciami na uczelni, za tatą. – Spojrzał w dół, łapiąc jej rozmarzony wzrok. Uniósł ramię i kciukiem dotknął skaleczonej wargi, a potem bladego policzka. I wtedy to ona zatopiła spojrzenie w jego oczach, uśmiechając się ze smutkiem.

Był marzeniem, które zbyt szybko się rozwiało. Tak wiele miała nadziei, tak wiele planów, tyle słów chciała mu jeszcze powiedzieć.

A on po prostu kłamał.

Tego się nie spodziewała, nie po tym, co między nimi zaszło. Wierzyła że było to szczere, prawdziwe, ale nie było.

Było złudzeniem.

On był złudzeniem.

I może dlatego to wszystko tak bardzo bolało. Rozdzierający ból serca, duszy i umysłu, znacznie gorszy od tego fizycznego. Nigdy wcześniej w życiu tak nie cierpiała. Jakby coś rozdzierało ją od środka, jakby chciało doprowadzić do szaleństwa. Brakowało jej siły, brakowało łez, ale nie bólu. Ten był ogromny, wszechobecny i tak silny, że miała ochotę wyrwać sobie to nieposłuszne, zdradzieckie serce.

Boże! Tak bardzo go kochała, a on tak bardzo ją rozczarował.

To nie była zwykła, przelotna miłostka. To było uczucie, którego doświadcza się raz w życiu. Lecz jej pozostało nieodwzajemnione, wzgardzone, odrzucone. Zakochała się w najmniej odpowiednim mężczyźnie i nic nie mogła na to poradzić.

Czasami nawet miała ochotę, aby ją zabił.

Tak byłoby lepiej, bo w końcu przestałoby boleć.

– Możesz mnie znieść na dół – powiedziała cicho, zamykając oczy.

– Zostaniesz tutaj – odparł również szeptem. – Faktycznie, tam jest trochę zimno.

Nie odpowiedziała. Westchnęła tylko, opierając głowę o jego ramię. Jakby nie miała już siły na nic, nawet na nienawiść.

Bo przecież po tym co zrobił, musiała go nienawidzić.

Położył ją na łóżku, otulił kołdrą. Potem zajął miejsce obok i podparłszy głowę ramieniem, patrzył na leżącą dziewczynę.

Nie, nie była pięknością, ale miała w sobie coś takiego, co doprowadzało do szaleństwa jego zmysły. Delikatność, siłę, subtelność. Każdy ruch zgrabnej dłoni był niczym eteryczny lot motyla. Każdy uśmiech zapadał w serce. A wspomnienia tych chwil, gdy szczęśliwa śmiała się w głos, gdy pokrywała pocałunkami jego twarz, gdy tak odważnie pieściła jego ciało, sprawiały mu niewysłowione cierpienie.

Magda powiedziała o niej „pokraczne brzydactwo”, ale on widział przed sobą tylko cudowną, młodą kobietę, która chciała mu tyle dać, ale od której nie chciał niczego przyjąć. Kobietę, w oczach której można było czytać niczym w otwartej księdze. Która czarowała go każdym spojrzeniem, każdym słowem.

Dlaczego tak bardzo uparł się, aby to zniszczyć?

Zmieniła pozycję, także kładąc się na boku i wsuwając dłoń pod policzek. Patrzyła na niego milcząc, z tak ogromnym smutkiem, że wyrzuty sumienia stały się palące niczym żywy płomień.

– Jaguś! – Znów dotknął jej twarzy, mokrych policzków.

– Wrócisz do domu, obiecuję – wychrypiał. Miał w dupie, co powie Magda. Dawno już powinien był uwolnić się od tej zdziry. Nawet jeśli naprawdę była w ciąży i nosiła pod sercem jego dziecko.

– Dziękuję.

– Nie powinnaś. To ja… Kurwa! Jakie to wszystko jest porąbane – dodał z goryczą. I nagle poczuł napływające do oczu łzy. Płakał tak samo jak ona. Płakał, bo nagle zrozumiał swoje winy, dotarło do niego, jak bardzo ją skrzywdził. Zbyt mocno, by chociaż błagać o przebaczenie. Była najcudowniejszą rzeczą, jaka przytrafiła mu się w tym popieprzonym życiu, a on to wszystko zniszczył, starł w pył.

Lecz jednego był pewien.

To koniec. Magda może sobie mówić, co chce, przestała nad nim mieć jakąkolwiek władzę. Z goryczą pomyślał, iż szkoda, że tak późno.

Jagna odważyła się dotknąć jego mokrych policzków. A kiedy poczuł ten delikatny, nieśmiały dotyk, już wiedział, jak wiele przegrał.

W zasadzie wszystko…

Nakrył jej smukłą, drżącą rączkę, swoją dłonią, zamknął oczy i intensywnie chłonął rzeczywistość, która była ostatnim aktem tego dramatu. Końcem. Dalej dostrzegał tylko mrok, ból i żal, bo nie ma gorszego piekła niż miejsce we własnej głowie, w którym tkwią stracone szanse.

– Kochany! – To było niczym szept wiatru, a jednocześnie smagnęło jego duszę niczym bat.

To był punkt zwrotny, przesilenie.

Gniew zniknął, wściekłość ulotniła, a Konrad się poddał. Po raz pierwszy od wielu lat, ogłosił bezwarunkową kapitulację. Przyciągnął ją ku sobie, wtulił się niczym spragnione czułości dziecko, opasał ramionami. I rozpłakał tak gwałtownie, że wręcz dygotał. Wyrzucał się siebie wszystkie te lata, gdy żył wyłącznie zemstą, gdy karmił się nienawiścią i nie potrafił nikomu zaufać, nikogo pokochać. Łzami moczył wzburzone włosy, bo nie miał już siły grać narzuconej mu roli niepokonanego.

Płakał, bo ona była zdolna mu wybaczyć, ale on sobie samemu nie potrafił.

– Cicho, spokojnie – szeptała, tuląc go do siebie, gładząc potargane włosy, drżące ciało. To była jej siła, wiara w ludzi, wiara w niego. W dobro, które ponoć drzemie w każdym człowieku, chociaż czasami jest tak głęboko ukryte. – Będzie dobrze, zobaczysz. Zawsze trzeba mieć nadzieję.

– Nadzieję? – Spojrzał na nią, a ona pomyślała, że po raz pierwszy od pobytu w domku nad jeziorem, wrócił jej Konrad. Wyśniony, ukochany mężczyzna, któremu chciała dać kolejną szansę. Nie dlatego, że uważała, iż na nią zasługuje, ale dlatego, bo sama tego pragnęła. A ona nigdy się nie poddawała do końca, zawsze znajdując w sobie dość siły, aby wstać i walczyć dalej.

Tak, jak teraz.

Konrad lekko się odsunął, łapiąc spojrzenie szarych oczu. Już się nie bała, a w ich głębi dostrzegł to, o czym mówiła.

Nadzieję.

Jego maleńka, słodka dziewczynka. Jakim kurwa był durniem, żeby wcześniej tego nie dostrzec, żeby nie zrozumieć własnych uczuć?

Długo się przed tym wszystkim bronił, raniąc jedną osobę na tym popieprzonym świecie, na której mu tak naprawdę zależało. To, że sobie zrobił krzywdę, nie było ważne, przestało się liczyć. Teraz tulił ją w ramionach, notując w pamięci każdy szczegół, bo był pewien, że to koniec. Gdy nadejdzie nowy dzień, odwiezie ją na najbliższy posterunek policji, pozwoli się aresztować i do wszystkiego przyzna. Potem założy pętlę na szyję i skończy ze sobą.

Nie był sensu dalej w to brnąć. Nie było ani jednego powodu. Magda go zwiodła, mamiła wizją szczęścia, którego wcale nie pragnął. A Jagny już więcej nie skrzywdzi. Trochę po nim popłacze, a potem znajdzie sobie mężczyznę, który jej nie uderzy i nie zdradzi. Który będzie ją kochał, bo zasługiwała na kogoś takiego.

– Śpi Jaguś – szeptał. – Śpi maleńka, a jutro wrócisz do domu.

– Wiem, wierzę ci.

– Wieczna optymistka – mimo woli się uśmiechnął. A potem już oboje milczeli, udając, że udało im się zasnąć. W końcu i to udawanie zamieniło się w prawdę. Kat i jego ofiara, spleceni w pełnym czułości uścisku.

Lecz pobudka nie należała do przyjemnych.

– Co to kurwa ma znaczyć? – wydarła się Magda, stojąc nad łóżkiem, na którym spali.

– Zamknij się! – warknął Konrad, na wszelki wypadek zasłaniając własnym ciałem kulącą się ze strach Jagnę. – To koniec – oświadczył od razu.

– Że co? – Magda zdezorientowana zamrugała oczyma.

– Koniec powiedziałem. Odwieziemy ją do domu nawet bez okupu.

– Zwariowałeś? Krzysztof się zgodził, zapłacił.

– Nie chcę tych pieniędzy.

– Ale ja chcę! – wrzasnęła, tupiąc nogą. Potem nagle złagodniała, jakby zrozumiała, że nie tędy droga. – Dobrze, sprawdź czy pieniądze są już na kocie, a później odstawimy ją do domu.

– Nie.

– Ty nie musisz nic brać, ja wezmę.

Wzruszył ramionami, pomagając wstać drżącej z zimna dziewczynie. Wrześniowe poranki bywały wyjątkowo chłodne, a ona nadal nic na sobie nie miała. Sięgnął po własną, czystą koszulę, a potem bez słowa pomógł jej ją włożyć.

– Będzie dobrze – uśmiechnął się ze smutkiem, muskając blady policzek. – Będzie dobrze Jaguś, wrócisz do domu.

Magda odwróciła się na piecie i z głośnym tupotem podeszła do drzwi.

– Macie kwadrans, aby się przygotować. Zaczekam w przedsionku, bo zachowujecie się jak dwójka zakochanych smarkaczy – dodała z obrzydzeniem. A potem postanowiła być wyjątkowo perfidna.

– Wolałam, gdy zachowywałeś się jak wczorajszego wieczoru i siłą wsadziłeś jej brudnego fiuta do ust.

– Wyjdź! – wywarczał, błyskawicznie tracąc nad sobą panowanie. – Już, bo nie odpowiadam za siebie!

Wzruszyła ramionami i zniknęła w sąsiednim pomieszczeniu.

– Co zamierzasz? – spytała Jagna, zakładając rzeczy, które jej podał.

– Zabrać samochód, którym przyjechała, zostawić ją, a ciebie zawieźć na najbliższy posterunek.

– Aresztują cię.

– Mnie już nie zależy – wzruszył ramionami. – Gotowa? Dobrze, lepiej nie marnujmy czasu. Kto wie, co to babsko mogło wykombinować. Wolałbym jej nie zbijać, zwłaszcza, że jest w ciąży.

– To twoje dziecko? – Jagna zawiązała sznurowadło i wstała, gotowa do drogi.

– Tak.

– Stracisz je.

– Gdy ze mną zerwała, też była w ciąży. Usunęła ją. Widocznie pewne rzeczy nie są mi pisane – odparł ze spokojem. – Chodź Jaguś! – Z wahaniem ujęła wyciągniętą dłoń. Była sucha, ciepła i silna. Tym razem nie zadała bólu, a przywołała odrobinę poczucia bezpieczeństwa. Konrad był zdrowo pokręcony, nieprzewidywalny, ale ona wciąż potrafiła mu zaufać.

– Już? – Magda wykrzywiła twarz. – Co zamierzasz?

– Zrobił przelew, tak jak mówiłaś – oznajmił Konrad lakonicznie.

– Przelew? – zmrużyła oczy, przyglądając mu się podejrzliwie. – Nie kłamiesz?

– Nie. Jedziemy ją odwieźć, a podczas drogi sprawdzisz stan konta, zmienisz hasło na swoje. Ja nic nie chcę.

– Tym lepiej – wzruszyła ramionami. – Idiota z ciebie.

Nie odpowiedział. Wyszli na zewnątrz, a on od razu poczuł silny niepokój.

Coś było nie tak, jak powinno.

I miał rację, a tym czymś były napięte jak postronek nerwy jednego z mężczyzn, który celował do niego z gęstwiny krzaków. To była jego pierwsza tego typu akcja i nie wytrzymał. Nacisnął spust szybciej niż padł rozkaz.

Kiedy rozległy się strzały, Konrad zareagował odruchowo. Lecz wcale nie próbował się ukryć. Nie próbował też osłonić stojącej obok Magdy. Za to błyskawicznie zasłonił własnym ciałem drobną, dziewczęcą sylwetkę. W jego głowie pulsowała tylko jedna myśl – nie dać jej skrzywdzić.

To dziwne, bo to on był najbardziej brutalnym katem dla tej młodej kobiety.

Przycisnął ją do ściany budynku i zadrżał, gdy poczuł jak kule wbiły się w jego plecy.

– Jaguś… – wyszeptał, patrząc w dół, prosto w jej zaskoczone oczy. – Powiedz, że nic ci nie jest? Nie trafili cię?

– Nie – odparła z wahaniem i dopiero wtedy zrozumiała, że on nie miał tyle szczęścia.

– To dobrze – zdołał się jeszcze uśmiechnąć, a potem stracił przytomność. Dookoła zapanował chaos. Magda leżała na ziemi, ramiona miała rozrzucone, a spojrzenie szkliste, puste. Była martwa. I nagle Jaga zrozumiała, co się stało.

– Nie, Konrad, nie! – jęknęła, próbując go podtrzymać. – Proszę, nie! – rozpłakała się.

Gładziła go po włosach, po nieruchomej twarzy, czując, jak słabnie jego puls. Zbyt szybko, aby mogła nadejść pomoc.

– Nie rób tego, walcz, błagam! – szeptała, tuląc do siebie bezwładne ciało. – Kochany, proszę! Nie zostawiaj mnie, nie tak, nie teraz…

Ktoś próbował ją od niego oderwać, ale nie pozwoliła na to. Słyszała głos ojca, czuła jego łzy, lecz nawet kiedy odciągnął ją od rannego Konrada, spojrzenie miała utkwione w ekipie rozpoczynającej reanimację. I chociaż przez ostatnie godziny była pewna, że zakosztowała bezmiaru cierpienia, to dopiero teraz zrozumiała, iż może być znacznie gorzej.

Bo nie mogła wygrać ze śmiercią.

To był punkt, w którym znikała cała nadzieja, punkt, poza którym nic już nie istniało.

Dygocząc, powtarzała jego imię. A kiedy dostrzegła, że jeden z lekarzy pokręcił przecząco głową, odkładając łyżki defibrylatora, straciła przytomność.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. I
    Iwona
    | Odpowiedz

    Czyżby nas czekał cud medycyny?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Druga opcja to pogrzeb, ja tam jestem otwarta na propozycje 😉

      • A
        Ania
        |

        Nieeeee!!!! Żadnych pogrzebów! Jestem za cudem medycyny😀😀 juz się nie mogę doczekać kolejnej części…lzy same płynęły do oczu

      • Babeczka
        |

        Pogrzeb w sumie miałam tylko jeden, w Nemezis, może czas na kolejny?

      • E
        Elka
        |

        Sfingowany pogrzeb i ucieczka na Ukrainę 🤔
        W końcu Zorka obiecał obić mu gębę

      • Babeczka
        |

        Lubię jak oni się nie lubią :-)))

      • A
        AinaIgn
        |

        Aguś Ty nie masz dwóch opcji…. Opcja jest tylko jedna…. Za dużo łez wylałyśmy żebyś nam Konrada uśmierciła…. On ma wyżyć i dostać wkurzający wykład od Lidzi oraz oczyszczający wpierdol od Żorki.
        A co do Nemezis to tam 4 pogrzeby były przy czym dwa słuszne jeden bolesny a jeden…. Sama wiesz 😉

      • Babeczka
        |

        No faktycznie, aż cztery. No patrz, o szanownych rodzicach zapomniałam.
        Kondziu wyżyje, ale łatwo nie będzie. Nie poleci od razu padać na kolana i błagać o wybaczenie, najpierw muszę go trochę pomęczyć, coby za łatwo nie było :-)))

  2. E
    EM
    | Odpowiedz

    O matko, ale się spłakałam. Piękne.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bardzo pożądana reakcja 😉

      • D
        Domi
        |

        Łoooooo! Czuję się usatysfakcjonowana 😁

      • Babeczka
        |

        🙂 trochę jeszcze popłaczecie…

  3. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Dałaś czadu Babeczko.. 👍Zafundowałaś nam kolejny raz cały wachlarz emocji… Jak tu nie beczeć..
    Nie zabieraj Kondzia dla naszej Jagusi bo dziewczyna może tego nie przeżyć. Tylko jak Konrad dojdzie do siebie to pliss wyślij go na męska rozmowę z Żora😄 – to będzie ciekawy rozdzial🤼‍♂️
    Niezła nam tu rodzinkę stworzyłaś sami silni niegrzeczni chłopcy z Sasza na czele😃

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zdradzę tylko, że tak, Konrad trafi do siostrzyczki na szkolenie ideologiczne 🙂

      • A
        AinaIgn
        |

        Tak…. 😎 … Już mu współczuję 😁

      • Babeczka
        |

        Może nawet dojdzie do wniosku, że lepiej wrócić do wojska??? 🙂

  4. A
    Ala
    | Odpowiedz

    Będę bezwzględna ale powiem, ze ani jego łzy ani bohaterski czyn nie zrobiły na mnie wrażenia. 😀 Ja jestem bardzo pamiętliwa i nigdy nie zapomnę o tych wszystkich okropieństwach które jej zrobił. Jagna głupia i naiwna, uczucie ją strasznie zaślepia, no ale w końcu to jej pierwsza miłość. Juz może Babeczko obejdzie się bez tego pogrzebu Kondzia ale jestem za tym żeby mimo wszystko nie byli razem.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja wcale nie twierdzę, że masz zmienić zdanie. Każdy z czytających, ma sobie zadać pytanie i na nie odpowiedzieć. Konrad i Jagna zrobią po swojemu :-))))

  5. Z
    Zuza
    | Odpowiedz

    OMG wow jakie emocje. Piękne. Ech

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂

  6. L
    Lena
    | Odpowiedz

    Szczerze to miałam nadzieję, że Magdę oddadzą Żorce na tortury

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Do Żorki na tortury wyślemy Kondzia 😉

  7. O
    Ola
    | Odpowiedz

    Żadnych pogrzebów !!! Proszę , tylko szczęśliwe zakończenie 😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Czyli epilog z “don’t worry, be happy”? 😀

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    No nie bądź jędzą musi żyć

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To jeszcze nie koniec, a ja nie z tych, co żałobę Jagienki w pięciu aktach przedstawi 😉

  9. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Jejus popłakałam się. Musi wrócić do żywych. Babeczko chcemy happy end plisss

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiem, wiem 😀 Do żywych wróci, ale to uparty drań!

  10. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Konrad zrozumiał w końcu swoje postępowanie ale za późno , przekonał się że Magda to wyrafinowana sucz której zależy tylko na forsie, Jagna okazała bezgraniczna miłość która potrafi wybaczyć wszystko i to Konrada najbardziej wkurzało w niej że pomimo tego co jej zrobił ona nadal go kocha ❤️

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Najsłuszniej byłoby napisać, że do furii doprowadzały go własne uczucia 🙂

  11. N
    Nutria
    | Odpowiedz

    Babeczko rzadko się udzielam na twoja genialna twórczość, ale proszę Cię nie zabieraj go do piekła gdzie jego miejsce. Niech Obudzi się na Ukrainie przy Julitce i Żory niech będzie rozmowa niech zrozumie swoje czyny. Liczę że nie zakończysz tego tak szybko. Pozdrawiam i przesyłam buziaki ❤️

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, jeszcze trochę przed nami 🙂 Dziękuję za pozdrowienia!

    • A
      Aricca
      | Odpowiedz

      Ależ się popłakałam……tylko Magda za szybko umarła. Zdecydowanie zbyt łagodnie skończyła

      • Babeczka
        |

        Krwawa niewiasto 😉 Za chwilę część kolejna, na rozluźnienie, a potem będziemy walczyć 🙂

  12. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    I tym sposobem Konrad zapłacił za wszystkie grzechy. Nie tylko te popełnione od momentu poznania Jagi ale i wcześniejsze. Nie chcę żeby tak się to skończyło bo on tak naprawdę dopiero teraz zacznie żyć. Czeka go wprawdzie
    trudny czas bo świadomość tego co zrobił będzie z nim do końca życia ale to już będzie życie,a nie nędzna egzystencja napędzana zemstą. Życie z Jagą, jego maleńką.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wcześniej nie mógł sobie poradzić z własnymi uczuciami, teraz nie będzie mógł się pogodzić z własnymi winami. Nie wiem, czy już by nie wolał “tortur” u Żorki? 🙂

      • A
        Aleksandra
        |

        Oby tylko Żorka się nie zagalopował. Bo jak to poniesie to jeszcze Saszka będzie musiał wkroczyć. 😉

      • Babeczka
        |

        Konrad też nie ułomek, raczej nie widzę, jak daje się lać równo w ramach pokuty 🙂

  13. P
    P.
    | Odpowiedz

    Babeczko bardzo mi się podobało. Śmierć ostatnio dotknęła bliskie mi osoby, nie chce więcej nawet w opowiadaniu…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, od początku nie planowałam go zabić, więc nie musisz się bać 🙂

  14. m
    mala
    | Odpowiedz

    Musi być szczesliwe zakończenie dla nich po tym wszystkim po prostu na to zasługują. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu 💕 Ps. Dawno tak nie płakałam 😭

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mam nadzieję, że dam jutro. Młodsza pociecha chora i pisanie nocą odpada 🙁 ale na pewno postaram się najszybciej, jak będę mogła 😉

  15. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję, że chłop się czegoś nauczy oprócz tego, że zrozumiał… Bo to będzie długa droga.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      I tu się z Tobą zgodzę, będzie długa.

  16. N
    Nazan
    | Odpowiedz

    Babeczko, nie wiem jeszcze jak będzie wyglądało zakończenie tej książki. Natomiast jestem pewna, że ta historia będzie jedną z najbardziej emocjonujących wśród wszystkich twoich opowiadań. Chyba juz dawno nie czulam tylu emocji na raz. 😊

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję! Dobrze się takie słowa czyta, bo ja za każdym razem mam wrażenie, że nic lepszego już nie napiszę, niczym nie zaskoczę. A tu proszę!

Napisz nam też coś :-)