Nie ta kobieta (VIII)

with 21 komentarzy

gdy zakochujesz się tak prawdziwie

 

Bardzo na szybko, sorki za błędy 🙂

 

Lubiła pić kawę zaraz po przebudzeniu. Dopiero potem był prysznic czy śniadanie. Ale dziś nie poszła do kuchni. Najpierw się ubrała. Skromnie, w zwykłe dżinsy i białą bluzeczkę. Włosy związała w niedbały węzeł z tyłu głowy, a z kosmetyków użyła jedynie odrobiny pudru.

Konrad chyba jeszcze spał, bo w salonie go nie było, a zza drzwi nie dobiegał żaden dźwięk. Włączyła ekspres, potem zajrzała do wnętrza pustej lodówki. I właśnie wtedy usłyszała, jak otwierają się drzwi do mieszkania. Zaskoczona spojrzała w tamtą stronę i ujrzała swojego ochroniarza, w dresie i z papierową torbą.

– Byłem pobiegać – oznajmił krótko, w odpowiedzi na nieme pytanie jej oczu. – Kupiłem po drodze rogaliki.

– Ale skąd…

– Zawsze wożę coś na przebranie w bagażniku. Zazwyczaj dres i adidasy. Wczoraj nie chciało mi się po to pójść.

– Aha.

– Zrób kawę. Twój ojciec dzwonił.

– Do ciebie?

– Tak. Prosił, abyśmy wrócili do domu. Nie był zadowolony, że tutaj nocowałaś i to razem ze mną.

– On czy Magda? – spytała z lekkim sarkazmem. Konrad zerknął na Jagnę i coś jakby cień uśmiechu ukazał się na jego wargach.

– Stawiam na nią.

– Ale dlaczego? Jest o ciebie zazdrosna? Przecież jesteście kuzynostwem?

– O to musisz ją spytać sama. Zjedz coś, ja idę się wykąpać.

Zjadła, bo akurat śniadanie było posiłkiem, o którym nigdy nie zapominała. A kiedy ubrany już Konrad pojawił się w salonie, bez słowa przygotowała mu kawę.

– Proszę. Nie mam mleka, ani cukru, więc jeśli nie chcesz, nie pij.

– Lubię czarną i gorzką.

– Tu są kupione przez ciebie rogaliki. I konfitura malinowa, nic więcej nie mam.

– Wiem, zdążyłem sprawdzić. To wystarczy.

Patrzyła w milczeniu, jak sięga po pieczywo i zastanawiała się nad tym, co zaszło wczoraj. Nie było po nim widać, ale musiał się chyba mocno upić? Zresztą, pół nocy o tym rozmyślała i nie potrafiła dojść do żadnych wniosków. Spała krótko, snem niespokojnym i obudziła się dziwnie poddenerwowana, nieswoja. A teraz patrząc na Konrada postanowiła, że poprosi ojca o zamianę. Niech z nią zostanie Oskar, a ten ponurak niech leci z nimi. Tak byłoby lepiej, inaczej przez prawie trzy tygodnie będzie się bała gdziekolwiek ruszyć.

– Zjadłem. Wracamy?

– Tak – skinęła głową, wyrwana z zamyślenia. Umyła jeszcze filiżanki po kawie, odstawiając je na bok i nie dostrzegając, że Konrad wpatruje się w nią intensywnie. I zastanawia się, czy gdyby teraz zaproponował, że ją pocałuje, to by się zgodziła?

Cholera! To było niewiarygodne. Dobra, mógł zrozumieć, że wczoraj mu odbiło, ale dziś sytuacja się powtórzyła i teraz już nic nie znajdował na swoje usprawiedliwienie. Naprawdę miał ochotę ją pocałować, sprawdzić jak smakuje. Był pokręcony, ale żeby aż tak? Mało mu było Magdy? Chociaż w sumie ją to miał do pieprzenia, nie całowania…

Przez całą drogę każde z nich milczało, bo ani Konrad, ani Jagna, nie mieli ochoty na rozmowę. A kiedy dotarli na miejsce, podziękowała mu i wysiadła, nawet na niego nie patrząc.

Konrad samochód zostawił na podjeździe, bo nie chciało mu się manewrować pomiędzy innymi pojazdami. Przygotowania do jutrzejszego przyjęcia szły pełną parą. Potem wszedł na górę i przebrał się w coś luźniejszego, bo te garnitury zaczynały go wkurwiać. Był pewien, że na dziś to koniec jego obowiązków, a jego podopieczna nie wytknie nosa zza drzwi swojej sypialni. Za to postanowił poszukać Magdy, bo znów miał ochotę na coś ostrego.

Jagna wcale nie poszła do swojego pokoju. Po pierwsze, musiała załatwić najbardziej pilną sprawę, czyli porozmawiać z ojcem na temat tego, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. Od pokojówki dowiedziała się, że zaszył się w swoim gabinecie. Stanęła przed drzwiami, głęboko odetchnęła i weszła do środka. Bała się tej rozmowy, ale była też zdeterminowana. Po pierwsze dlatego, że Robert zasłużył na lanie, a po drugie ze względu na Konrada. Nie chciała aby trafił do więzienia.

Wyszła stamtąd, a w zasadzie wybiegła pół godziny później, zanosząc się płaczem.

I trafiła prosto w szerokie, męskie ramiona.

– Co się stało? To przeze mnie? – dopytywał ze zmarszczonym czołem.

Zaprzeczyła jedynie ruchem głowy. Chciała się wyrwać, uciec, schronić w swoim pokoju i to jak najszybciej, bo po domu kręciło się wielu obcych ludzi, ale Konrad na to nie pozwolił.

– Chodź. – Objął ją w pasie, prowadząc do wyjścia. Gdzieś tam w tłumie mignęła mu zaskoczona twarz Magdy, ale miał to gdzieś. – Wyrwiemy się stąd na chwilę.

Prawie zmusił ją, aby wsiadła do samochodu. Ruszył potężnym zrywem, ale nie skręcił w stronę miasta. Przez te kilka miesięcy, gdy włóczył się po okolicznych wsiach w czasie wolnym od pracy, zdążył dosyć dobrze poznać te tereny. Wiedział gdzie jedzie, miał też ułatwione zadanie, bo willa stała poza miastem i nie trzeba było przedzierać się przez zatłoczone ulice czy stać w korkach. Wystarczył kwadrans, a znaleźli się wśród zieleni otaczającej prześliczny pałacyk.

– Znam to miejsce – ucieszyła się Jagna, ocierając mokre oczy. – Kiedyś przyjeżdżałam tu z mamą. A tata miał chrapkę na ten pałac, chciał go kupić i odrestaurować, ale Magda zażyczyła sobie eleganckiej willi z luksusami, więc zrezygnował.

Nie skomentował tego.

Chwilę później siedzieli na trawie, nad brzegiem niewielkiego jeziora, w zakątku, do którego docierało niewielu spacerowiczów, chociaż w ten upalny, gorący poranek i tak nie było zbytnio chętnych na piesze wycieczki po parku. Konrad oparł się o pień drzewa, żując w zamyśleniu źdźbło trawy, Jagna siedziała skulona, obejmując ramionami kolana i wpatrując się w spokojną taflę wody i kłębiące się na niebie ciemne chmury.

– O co poszło? – w końcu to on przerwał milczenie.

– O to, co zwykle – westchnęła.

– Czyli o moją kuzynkę.

– Tak jakby. Podobno strasznie się wściekła, że nie było nas nocą w domu. Oczywiście, tłumaczyła ojcu, że to nie wypada, że powinien uważać, że… Słowem, troskliwa mamusia się nagle z niej zrobiła – dodała z goryczą. – Konrad, o co chodzi? Skąd u niej ta nagła zazdrość?

– Zazdrość?

– Ja bym to nazwała dokładnie tym słowem.

Bystra dziewczynka, pochwalił w myślach, zastanawiając się jednocześnie nad odpowiedzią.

– Już mówiłem, sama ją zapytaj.

– Na pewno powie mi prawdę – prychnęła. – Był też wściekły na mnie, trochę na ciebie, ale obiecał pomóc.

– Wynajmie mi adwokata? – spytał z ironią Konrad.

– Nie, raczej nie to miał na myśli. Lecz w tej kwestii mu ufam, bo strasznie się zdenerwował postępowaniem Roberta.

– Gdybym się martwił konsekwencjami własnych czynów, to udusiłbym gada szpitalną poduszką i zwiał na Ukrainę.

– Dlaczego tam?

– Moja siostra wyszła za Ukraińca – mruknął. – Osobiście uważam, że to arogancki psychopata z manią wielkości, ale jej sprawa. Nie zamierzam się wtrącać.

– Psychopata? – Jagna przysunęła się bliżej niego i też oparła plecami o pień drzewa, tyle że po innej stronie. Nie wiadomo dlaczego, wyglądała przy tym na rozbawioną.

– To cię śmieszy?

– Poniekąd. Wiesz, chciałabym już skończyć studia i uciec z domu – rozmarzyła się. – Oczywiście nie w sensie prawdziwej ucieczki, aż tak źle nie jest.

– Możesz uciec z domu, ale nie uciekniesz przed wspomnieniami czy problemami. – Urwał kolejne źdźbło trawy i połaskotał jej szyję. Zachichotała, odtrącając męską dłoń, po czym lekko się obróciła, tak że teraz opierała policzek o szorstki pień, patrząc na profil siedzącego obok mężczyzny.

– Zdaję sobie z tego sprawę, ale może gdy znajdę własny cel w życiu, będzie mi łatwiej?

– Może – wzruszył ramionami, wyjmując z kieszeni papierosy.

– Nie myślałeś o rzuceniu zgubnego nałogu?

– Zgubnego?

– No chyba że to taki image. Wiesz, ponura mina, beznamiętne spojrzenie, broń pod ręką i papieros, obowiązkowo bez filtra, jak dla prawdziwego twardziela – pokpiwała, błądząc palcami po szorstkiej korze drzewa. Konrad lekko obrócił głowę, marszcząc z niezadowoleniem brwi.

– Image? Nie potrzebuję takich głupot.

– Nie? Czyżby? – dalej go prowokowała, ale on coraz mniej zwracał uwagę na słowa, wpatrzony w kobiecą dłoń. Śliczna była, seksowna, chociaż nigdy wcześniej nie myślał z tych kategoriach. Zgrabna i taka drobna, ze smukłymi, pełnymi wdzięku paluszkami. Bez udoskonaleń, długich drapieżnych paznokci, modnych ostatnio lakierów. Wyobraził sobie, że tak samo subtelnie jak tego drzewa, dotyka jego twarzy, przeczesuje włosy, sunie po nagim torsie, potem po napiętych mięśniach brzucha, aż w końcu zaciska się wokół nabrzmiałej męskości. Mimowolnie jęknął, a podniecenie strzeliło w górę wysokim płomieniem.

– Coś się stało? – Jagnę zaniepokoił wyraz jego twarzy, nagle pociemniałe oczy, ściągnięte surowo usta.

– Nic – wychrypiał, zamykając oczy. Z desperacją pomyślał, że teraz to musi dorwać gdzieś Magdę, bo inaczej eksploduje. Ja pierdolę! zaklął. Za chwilę będę się ślinił na widok każdej dupy, która stanie mi na drodze, pomstował w duchu.

Seks stawał się jego obsesją.

Zerwał się z miejsca tak gwałtownie, jakby nagle zorientował się, że usiadł pośrodku mrowiska.

– Chcesz już wracać? – spytała z żalem Jagna. – Szkoda.

– Możemy zostać.

– Świetnie! – ucieszyła się. – Przynajmniej póki nie zacznie padać. Zbiera się na burzę, chociaż to nic dziwnego w taki upał. Szkoda, mogłaby zaczekać na jutrzejszy wieczór.

– Masz coś przeciwko imprezie?

– Wolałbym upiec tacie tort, zaprosić brata i siostrę z rodzinami, spędzić ten dzień kameralnie, w towarzystwie tych, którzy go kochają i którym na nim zależy. Ale nie, Magda zadecydowała inaczej – spojrzała na niego z wyraźnym żalem. – Będzie ponad trzysta osób, bogatych, znanych, wpływowych. Takich, którym mają w nosie mojego ojca, jego samopoczucie i zdrowie, a nawet takich, które utopiłyby go w łyżce wody, gdyby mogły. Tak, przydałaby się burza z piorunami, chociaż podejrzewam, że i tutaj organizator się zabezpieczył. Przydałoby się wręcz tornado.

– Zadzwoń na policję i powiedz, że podłożono bombę.

– A wiesz! – nagle się ożywiła. – To jest myśl!

– Jaga, nie bądź głupia. To dopiero byłoby szczeniackie zagranie.

– To może pożyczę od ciebie broń i zacznę strzelać w tłum? Wyobrażasz sobie tych celebrytów, jak zwiewają w podskokach, potykając się o własne nogi? – zachichotała.

– Ja od razu wyobrażam sobie konsekwencje twojego czynu.

– Serio? Nie spodziewałabym się, że bywasz tak przewidujący. Zaraz, zaraz… Czyje to słowa, cytuję, gdybym się martwił konsekwencjami własnych czynów? Przypadkiem nie twoje sprzed pięciu minut? – Wstała i otrzepawszy pupę z trawy, znów oparła się plecami o drzewo.

– Ja nie muszę, ty powinnaś. To jest różnica. – Stanął tuż przed nią, zasłaniając widok na jezioro. Za blisko, ale nagle przestała się tym przejmować.

– Dobrze, to ty będziesz strzelał w tłum. Ten pomysł również mi się podoba. – Uniosła głowę i patrzyła teraz w górę, prosto w pełne gniewu oczy, figlarnie, bez zażenowania.

– Jestem twoim ochroniarzem, nie chłopcem na posyłki.

Na czubku języka miała pytanie, jak to się ma do wczorajszej propozycji, ale jednak jej odwaga miała swoje granice. Chociaż pomimo jego obojętności, pewnej szorstkości, graniczącej wręcz z nieuprzejmością, niezwykle lekko się z nim rozmawiało.

– Fakt, na chłopca na posyłki się nie nadajesz. Dlaczego wstąpiłeś do wojska?

– To moja sprawa – znów się najeżył, przybierając ten odpychający, pełen wrogości wyraz twarzy. – Chciałem, to zrobiłem. I tyle.

– A wcześniej?

– Co wcześniej?

– Konrad, nie zgrywaj głupiego – zirytowała się. – Dałabym ci coś koło trzydziestu lat. Służba wojskowa to coś około pięciu. A co było przed? Praca? Nic? Może coś na bakier z prawem?

– Studiowałem.

– O! – zainteresował ją. – Coś ze sportem?

Spojrzał na nią kpiąco. Nigdy wcześniej nie dostrzegła, aby się tak uśmiechał. Może i trochę złośliwie, ale szczerze, normalnie.

– Nie, pani przyszła lekarko bez granic. Medycynę. Udało mi się zaliczyć sześcioletnie studia w cztery i pół roku, a chciałem zostać chirurgiem. Zrezygnowałem zaraz po obronie, wybierając wojsko i mój promotor do dziś nie może się pozbierać po tym fakcie. A teraz zamknij buzię, bo ci tam wleci zbłąkana mucha.

– Żartujesz sobie ze mnie, prawda?

– Nie. Chcesz, pytaj. Nawet po tak długiej przerwie przerastam cię wiedzą.

– Dobrze – zmrużyła oczy i dźgnęła go palcem w brzuch. – Zaraz sprawdzimy panie chirurg, ile jest prawdy w pana chełpliwych słowach. To nie będą pytania typu czym jest układ immunologiczny.

– Tak? Możesz pytać o rozrodczy. Jakieś szczegóły? A może coś zademonstrować? – kpił dalej. Pochylił się nad skonfundowaną Jagną, jedną ręką oparł o pień za jej głową, a drugą położył na smukłej dłoni, która nadal dotykała jego torsu. Cholera! Jakie ona miała śliczne oczy. Duże, szare, przejrzyste, nawet lekko zabarwione błękitem.

– Najpierw część teoretyczna – oświadczyła surowo, rumieniąc się. Była pewna, że źle robi dopuszczając go tak blisko i rozmawiając w ten sposób, ale nie mogła się oprzeć pokusie. Nie bardzo wierzyła w bajeczkę o studiach medycznych, ale to akurat łatwo było sprawdzić. Zadała pierwsze pytanie, nawet proste, ale Konrad odpowiedział bez wahania, szybko i płynnie. To znów ją zaskoczyło. Drugie pytanie było więc o wiele trudniejsze, a przy trzecim sama Jagna wspięła się na szczyt swojej osobistej wiedzy.

– Niesamowite – wyszeptała, patrząc na niego okrągłymi ze zdumienia oczyma, nie dostrzegając, jak delikatnie pieści teraz jej dłoń. Nie dostrzegła też zachłannego, mocno mętnego spojrzenia. Za to wyczuła jak szybko i mocno bije mu serce, chociaż nadal wydawał się taki spokojny, taki niedostępny.

Nie mogła wiedzieć, że w głowie Konrada szalały demony. Pierwsza myśl była taka, żeby nie wikłać się w romans z dwoma kobietami naraz, w dodatku mieszkającymi pod jednym dachem i pałającymi do siebie żywą niechęcią. Potem cynicznie doszedł do wniosku, że co mu szkodzi, najwyżej spakuje się i da nogę, chociażby do Litki, nie przejmując się konsekwencjami swego postępowania. A na samym końcu pojawiły się wyrzuty sumienia, bo o ile Magda zasłużyła sobie na takie traktowanie, o tyle Jagna w żadnym wypadku. Tylko że wyrzuty sumienia nie były czymś, czym Konrad się przejmował, dlatego bardzo szybko stłamsił je, spychając w odmęty podświadomości.

I nagle, kiedy zawisł już prawie nad jej ustami, uświadomił sobie jedną rzecz. Jego doświadczenie w związkach, takich normalnych, w zasadzie było niezwykle nędzne. Przed Magdą, był dwie inne dziewczyny, z jedną udało mu się spotkać tylko raz, z drugą skończyło się na pocałunkach. A przez ostatnie lata tylko uprawiał seks i to z przygodnymi partnerkami. Nigdy więcej niż jedna noc czy jedno spotkanie.

Pytanie, czego chciał od tego dziewczątka?

– Konrad, nie – powiedziała cicho, zakrywając mu dłonią usta. – Nie do końca wiem, co ci chodzi po głowie, ale to i tak zły pomysł.

– Dlaczego?

– Znalazłoby się wiele powodów. Zagrzmiało, słyszałeś? Chyba pora wracać.

– Dobrze – zgodził się potulnie, czując nagle rozbawienie. Jasny gwint! Taka niepozorna gąska, ale to ona go odepchnęła, podczas gdy on zachowywał się jak napalony szczeniak. Wczoraj sądził, że to wina alkoholu i adrenaliny, ale dziś był spokojny i trzeźwy jak świnia. Odmówiła mu? Rewelacja! Coś czuł, że taki rodzaj polowania też przypadnie mu do gustu. Ciekawe ile czasu smarkula da radę stawiać opór? Mieli trzy tygodnie bez Magdy i szanownego tatusia, a on obstawiał, że zaliczy Jagnę po tygodniu. No dobrze, doda jeszcze dwa dni w zapasie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Dorota
    | Odpowiedz

    Konrad żebyś się nie przeliczył i na odwrót ona zrobi z tobą co będzie chciała Jagna ma nad tobą władze tylko jeszcze o tym nie wie 😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Może tak, może nie 🙂

  2. J
    Julita
    | Odpowiedz

    Juz ze mną jest źle skoro zamiast papieros bez filtra czytam papieros bez fiuta 😂😂😂😂😂😂 oj Konrad ciebie jebnie i nie będziesz wiedział jak i kiedy tylko oby nie było za późno po tym co jej zrobisz

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Za to ja się przestraszyłam, że może tak napisałam 😀

      • A
        AinaIgn
        |

        To od dzisiaj papierosy z fiutem czy bez 😁😁😁😁😁😁😁😁😁😁😁🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣

    • A
      Aricca
      | Odpowiedz

      Ja też tak przeczytałam 😂😂😂😂

  3. M
    Majka Jeżowska
    | Odpowiedz

    Podoba mi się ta Jagienki🙂a Konrad cóż nie ma lekko bidulek🤣

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jagienka to trochę takie piskle, jeszcze sama nie wie, na co ją stać 🙂

  4. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    Hahaha niedostępny owoc bardziej smakuje…. Konrad i jego prymitywny instynkt zdobywcy…. Mam nadzieję że Jagna da mu ostro popalić… Na zasadzie już był w ogródku i witał się z gąską a tu upss i do domu. Hahahaha oj będzie się działo… Aga nie wysyłaj go z Magdą i Krzychem bo co tam by było to my wiemy a tu będzie interesująco gorąco…. 😁😁😁😁😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No przecież nie wyślę, bo o czym bym pisała? O tym jak Konrad uprawia dziki seks z Magdą pod bokiem męża? ;-D

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Tak ogólnie, to niech wam się nie wydaje, że Konrad mięknie 😉 Ja mu jeszcze różki doprawię, zobaczycie 😀

  6. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Oj w to akurat Babeczko nie wątpimy 😉z Tobą to istny rolerkoster 😃i za To Cię kochamy🤗

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Załamanie akcji musi być 😉

  7. N
    Natalia
    | Odpowiedz

    Myślę, że Jagna coraz bardziej będzie ulegać fascynacji Konradem i on także. I mszcząc się na Magdzie nieświadomie będzie krzywdził Jagnę. Ale Kondzio chyba nie stracił wszystkich ludzkich uczuć i mam nadzieję, że może Litka pomoże mu je ponownie w sobie odnaleźć. Babeczko Twoje opowiadania są niesamowite i sprawiają, że mogę znaleźć się w świecie bohatera i przeżywać historię razem z nim. Oby wena pisarska nigdy Cię nie opuściła😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bardzo dziękuję 🙂 Moja wena jedynie może udać się na wakacje, nigdzie więcej jej nie puszczę :-)))

  8. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Kondziu nie myśl za dużo jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu bo sam możesz się spalić…. Żorka psychopatą, przecież on po prostu jest pomysłowy i taki kochany😚 czekam na więcej wiadomości co tam u Żorki i Litki😍
    Widać, że Jagienka walczy, ciekawe ile wytrzyma…Juz się nie mogę doczekać co się będzie działo jak zostaną sami😉
    Życzę miłej niedzieli😊

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Z definicji to chyba pod psychopatę nie podchodzi, chociaż przyznasz, że jest nieco pokręcony? 😉
      Jak zostaną sami, to będzie się działo….

      • K
        Karolina
        |

        Oj jest, jest pokręcony, ale i tak go uwielbiam. Bo każdy z nas jest trochę pokręcone i ma coś w sobie z wariata😉 odpoczywaj Babeczko😊 a jak już odpoczniesz to może wstawisz krótki fragmencik bo dzisiaj mam imieniny😁

      • Babeczka
        |

        Sto lat i wszystkiego najlepszego!!! Postaram się, chociaż nie wiem kiedy, bo ja dziś w pracy i pewnie dopiero, jak wrócę do domu 🙂

  9. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    Mam takie wrażenie, że Jagna pobije Kondzia jego własną bronią ale tą z czasów kiedy był jeszcze studenciakiem i dopiero zdobywał doświadczenie u dziewczyn. 🙂
    Poza tym to mam takie mieszane uczucia przy tym opowiadaniu. Jakoś tak zawsze mi przeszkadza ta druga kobieta. Niby Sasza też zdradził Nikę i raz na jej oczach ale tu jest inaczej. To Jagnię nie jest gotowe na rzeź.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zdobyć twierdzę to jedno, ale utrzymać ją to drugie… Nie będzie łatwo, tym bardziej że Konrad ma sporo tych fortyfikacji…

Napisz nam też coś :-)