fbpx

Nie ten mężczyzna (X)

with 10 komentarzy
zemsta na zimno

 
Tortury poprawię, bo faktycznie jakieś tak blade wyszły. Będzie bardziej opisowo, krew tryśnie wartkim strumieniem i jeszcze dołączę do tego różne inne, miłe oku dodatki 🙂

 

– Co chcesz! – Ofiara najwyraźniej była zdeterminowana. Zresztą po pokazie, który zafundował mu Jacob, nie było w tym nic dziwnego. – Wymień kwotę! Zapłacę każ…

– Nie chcę pieniędzy.

– A co? Mów! Mam ci pomóc kogoś sprzątnąć?

– Wolne żarty – mruknął Jacob, po czym ze stojącej nieopodal skrzynki wyjął coś w rodzaju szpikulca do lodu. – Łap!

Narzędzie poturlało się pod nogi skrępowanego mężczyzny, budząc u niego prawdziwy przypływ paniki.

– Jebać forsę. Dostaniesz wszystko! Mam sporo nieruchomości. Mam też znajomości, jeśli potrzebujesz. Najlepsze dziwki – przymilał się drżącym głosem.

– Nie.

– To czego pojebańcu chcesz?!

– Przedstawienia – oznajmił zimnym głosem Jacob. Przysunął krzesło bliżej więźnia i wskazał szpikulec. – Wydłubiesz sobie jedno oko i będziemy kwita.

– Że co do chuja? Ocipiałeś?

– Wyglądasz na inteligentnego faceta. Widziałeś co potrafię. Ogólnie to miałem w planach cię zabić, ale mogę z nich zrezygnować pod jednym warunkiem. Wyłupiesz sobie oko.

– Ja pierdolę! – jęczał tamten. – Ochujałeś debilu?

– Tak czy nie? – Jacob z premedytacją odbezpieczył broń. – Nie mam czasu na bezsensowne dyskusje. No i muszę tu posprzątać przed zmrokiem.

W akompaniamencie przekleństw, jęków, próśb i gróźb, przyglądał się jak mężczyzna przykłada szpikulec do oka, wycofuje się i znów próbuje spełnić jego żądanie. W końcu zniecierpliwiony postanowił mu pomóc. Odczekał kilka minut, a gdy ofiara znów przymierzyła się do wykonania zadania, błyskawicznie pochylił się i chwyciwszy męski nadgarstek, pchnął z całej siły.

Ciszę przeszył nieludzki skowyt bólu.

– Nie było chyba tak trudno? – spytał Jacob, przyglądając się temu z uznaniem. Sándor byłby z niego dumny, bo jednak nie zapomniał metod, które tamten wbijał mu do głowy latami.

– Jeszcze trójka – mruknął. To była zaledwie połowa zadania, a już tyle sprzątania, pomyślał z niesmakiem. Chyba dlatego wolał prostsze metody.

Zamyślił się. Co miał zrobić z trupami? To nie był jakiś tam sobie pierwszy lepszy biznesmen, tego będą szukać do upadłego. Musiał więc zadbać o to, aby zbyt szybko go nie znaleźli. A najlepiej w ogóle.

Trzeba znaleźć zakład pogrzebowy, z przekupnym właścicielem, który za sporą sumę nie będzie zadawał zbędnych pytań. Najlepiej jeszcze dziś, bo inaczej będzie musiał wsadzić trupy do bagażnika i zabrać ze sobą, pod dom, w którym mieszkała Zuza.

Rozbawiła go ta myśl. Wyprostował ramię i strzelił łkającemu mężczyźnie prosto w głowę. Co tam, skoro miał dobry humor, niech ten dureń na tym skorzysta.

Z właściwą tylko sobie cierpliwością, dokładnie wszystko uprzątnął, usuwając każdy, nawet najdrobniejszy ślad. Zwłoki zapakował z gustowne worki, zabezpieczył je i wrzucił do samochodu, w duch gratulując sobie wyboru modelu z dużym bagażnikiem. Na końcu rozejrzał się uważnie, po czym wyjął z kieszeni telefon.

Czas zadzwonić po pomoc. Zabicie kogoś to połowa zadania, drugą było zatarcie śladów, a Jacob i w jednym, i w drugim był mistrzem.

***

Wszedł do środka, starając się to zrobić cicho, aby nie obudzić śpiących domowników. Lecz kiedy znalazł się w swoim pokoju i zapalił lampę i od razu zrozumiał, że nie miał szans.

– No i co mi powiesz zakłamany draniu? – Zuzka wstała z fotela, na którym siedziała.

– Nic.

Nie wytrzymała i z całej siły uderzyła go w twarz. Nawet się nie zachwiał, chociaż jasne oczy zapłonęły gniewem. Lecz nadal doskonale nad sobą panował.

Pierwszy raz uderzyła go kobieta. I to taka, której próbował pomóc.

– Mów, co robiłeś! Nawet nie próbuj łgać!

– Interesy – wyjaśnił niechętnie, odkładając sweter. – Znalazłem kogoś, kto porozmawia z twoim biznesmenem. Nie musisz się nim więcej martwić.

– Czy rekwizytem niezbędnym do tej rozmowy będzie broń?

– Może. Nie znam ich metod – wzruszył ramionami. – W każdym razie to koniec, jesteś bezpieczna.

– Jagodziński odpuści?

– Tak. Masz na to moje słowo.

– Jacob! Zleciłeś, aby go zamordowano? – Pobladła tak bardzo, że poczuł się zaniepokojony.

– Co ci tak na nim zależy?

– Na nim? Nie, nie na nim.

– Więc nie rozumiem.

– To widać – opadła na stojące za jej plecami łóżko. – To widać – powtórzyła ze smutkiem.

– Nie będziesz już miała kłopotów – przykucnął tuż obok i kciukiem podniósł jej głowę w górę. – Dałem słowo Zuziu.

– Lubię sposób w jaki wypowiadasz moje imię – uśmiechnęła się. A wtedy Jacob pochylił się lekko, opierając czołem o jej czoło.

– Za dwa dni wyjadę, przysięgam – powiedział schrypniętym głosem.

– Tak szybko? To po co w zasadzie przyjechałeś?

– Nie wiem…

– Chyba wiesz – potarła policzkiem o jego policzek. – Obiecałeś zostać na imprezie. Pomógłbyś w przygotowaniach. Przyda nam się silny mężczyzna.

– Ja?

– Nie jesteś silny, czy nie jesteś mężczyzną?

– Chcesz się przekonać? – zmrużył oczy, jednocześnie przysuwając się bliżej.

– Nie mam pod ręką świecznika.

Klapnął na podłogę i zaczął się śmiać. Za to Zuza zamarła w bezruchu, a oczy miała ogromne, pełne fascynacji. Miała rację przeczuwając, że zdarcie tej kamiennej maski z jego twarzy może się opłacić. Nagle dostrzegła w nim całkiem normalnego mężczyznę. Bardziej seksownego, niezwykle tajemniczego, ale i intrygującego.

– Nieładnie tak. Idę spać.

– Idź – zgodził się. – Ale za to, że mnie uderzyłaś, jeszcze się z tobą policzę – dodał, mrużąc oczy.

– Policzysz? Nie mów, że aż tak bolało?

– Później.

– Jakoś nie wierzę – wstała, a potem spojrzała na niego z góry. – Ale dobrze, że przyjechałeś. Naprawdę. – Dłonią rozwichrzyła jasne włosy, a wtedy złapał tę rękę i ucałował jej wnętrze.

– Dobranoc – powiedział.

To było tak normalne, do bólu zwyczajne, że nie potrafiła wyjść ze zdumienia. Zresztą, nie tylko ona, bo Jacob również nie mógł długo zasnąć, patrząc w górę, na sufit, po którym przesuwały się migotliwe cienie.

Nie wiadomo dlaczego, przypomniało mu się dzieciństwo, rodzice, dalsza rodzina, dziadkowie, kuzynostwo. Wtedy jeszcze miał kogoś, kto go kochał, kto o niego dbał. Zresztą Sándor też na swój sposób darzył go uczuciem. Przez pierwsze lata bywał trochę surowy, lecz później… Jacob zamknął oczy. Lecz pod powiekami wciąż miał obraz piegowatej twarzy o ostrym podbródku i wesołych chochlikach w szarych oczach. Dokładnie taką chciał ją zapamiętać.

Gwałtowny podmuch wiatru uderzył w okno, wyrywając go z zamyślenia. Spojrzał w tamtą stronę, dostrzegając, że znów się rozpadało. W tym roku zima pokazywała, na co ją stać.

Była przyczyną jego wypadku. Tego, po którym trafił do małej chatki nad jeziorem.

I może dlatego wydała mu się nagle czymś magicznym, nieskończenie pięknym.

Ziewnął i stwierdził, że czas zasnąć. Miał jutro trzy trupy do upłynnienia. Całe szczęście, że Zuzka nie potrafiła czytać w myślach, bo chyba nie darowałby mu tego, iż w samochodzie zaparkowanym pod oknami jej pokoju, leżały elegancko ułożone trzy obszerne, czarne worki z mocno nieciekawą zawartością.

Oj nie, tego raczej by mu nie darowała! A Jacob balansując na granicy snu i jawy, pomyślał, że w przyszłości będzie musiał unikać takich sytuacji.

W przyszłości?

Tak, to dopiero było dziwne, bo pierwszy raz w życiu myślał o kimkolwiek w kontekście przyszłości.

***

Kolejne trzy dni minęły mu dokładnie na trzech czynnościach. Po pierwsze był zajęty pomocą w przygotowaniach do imprezy w domu Basi. Po drugie był zajęty Zuzką. Po trzecie, wykańczaniem pozostałych oprawców. Po cichu i bez fajerwerków, chociaż bardziej bał się, że to ją oskarżą, nie jego.

Zuzka oczywiście narzekała, że znikał na tyle godzin, ale jednocześnie była zbyt zajęta, aby zwrócić na to większą uwagę. Za to kiedy już się pojawił, dyszkurowała nim niczym chłopcem na posyłki. Niejednokrotnie Jacob miał ochotę rzucić przekleństwem i wyjść, trzaskając drzwiami. Ale tylko zaciskał zęby, wykonując polecenia i obiecując sobie w duchu, że jeszcze mu za to zapłaci.

– To już chyba wszystko? – zastanawiała się głośno Zuzka, patrząc na udekorowany salon. – Jacob, wreszcie jesteś! Gdzieś ty znów był? Włóczysz się po okolicy niczym kot z pęcherzem!

Strzepał śnieg z płaszcza i starannie powiesił go w szafie na korytarzu. Potem rozejrzał się dookoła z niechęcią. To dekoracja ją wzbudziła, napompowane, kolorowe baloniki, powiewające serpentyny, błyskające światełka. Tandetnie i kiczowato, ocenił, ale wolał nie wypowiadać tego na głos. Godzinę temu zrealizował ostatni punkt planu, więc w zasadzie to mógł się spakować i wyjechać. Zwłaszcza że przez ostatnie trzy dni ewidentnie grała mu na nerwach. Nie tylko to. Prowokowała go. Ośmieszała. Drwiła z niego. Tak przynajmniej to odbierał.

– Czego jeszcze potrzebujesz? – spytał suchym tonem.

– Panie Sopelek, niech pan nie zgrywa obrażonego. Przytrzymasz drabinę, zawieszę kulę. Jak zgasimy większość świateł, będzie bardziej romantycznie.

– Akurat – mruknął, ale posłusznie zrobił, co kazała. I nie po raz pierwszy musiał cierpieć męki, mając ją tak blisko, że niemal ocierała się o jego ciało, że wyczuwał zapach jej skóry czy płynu do kąpieli. Odrobina wanilii, spleciona z nutą czekolady i delikatnym posmakiem jabłek. Jedyna, specyficzna kompozycja, drażniąca zmysły i prowadząca na zatracenie. Teraz również dostarczająca ukojenia, bo ostatnio towarzyszył mu tylko odór śmierci, zapach przelanej krwi. Czasami z niechęcią zastanawiał się, czy to było potrzebne? Może wystarczyło sprzątnąć samego szefa? Co prawda jego sumieniu robiło to niewielką różnicę, ale czas poświęcony organizowaniu i realizowaniu tych morderstw, mógłby spędzić tylko z nią.

– Tak będzie doskonale, tylko jeszcze kawałek… – Zuza wspięła się na palce, próbując dosięgnąć do wiszącego nieopodal przewodu z lampkami. – Zaraz to…

Drabina nie miała prawa się zachwiać, bo Jacob sumiennie ją przytrzymywał. Za to Zuzka wykonała skłon do przodu, po czym równie gwałtownie gibnęła się w tył. Kula uderzyła o podłogę, a ona wpadła prosto w męskie ramiona.

– Jestem wyższy, ja to zrobię – spojrzał na nią z dezaprobatą.

– Nie podoba ci się, prawda? – spytała, wtulając się w jego objęcia i opasując szyję rękoma.

– Wystrój? Nie.

– Mógłbyś czasami szczerość zastąpić odrobiną dyplomacji.

– Skłamać?

– Dlaczego się nie podoba?

– Jeszcze się pytasz? – Ostrożnie postawił ja na podłodze. Ale ona nie puściła jego szyi, zmuszając do pochylenia się.

– Ale zostaniesz, prawda?

– Zostanę.

– Będzie trochę ludzi i boję się, że…

– Nie musisz – odparł szorstko. – Nikt z nich już więcej cię nie skrzywdzi.

– Mimo wszystko brak mi tej pewności, którą masz ty.

– Zabiłem ich. Zadowolona?

Nie potrafiła się powstrzymać i wybuchła głośnym śmiechem. Wzięła jego słowa jako żart, ani przez chwilę nie przypuszczając, jak wyjątkowo prawdomówny był Jacob.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Krótko. Zdecydowanie krótko.
    Jakieś pocieszenie na niedzielę poproszę 🙈

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety, ja dziś w pracy 🙂 ale kolejna część będzie przyjemna, obiecuję!

  2. A
    Anigna
    | Odpowiedz

    Skurczybyk dobry jest… 😁😁😁😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiesz… Jeden trup więcej, jeden trup mniej 😉 co za różnica…

  3. M
    Magda
    | Odpowiedz

    Oj tak krótko bardzo. Chochlik się wdarł; ” chłopcem na posiłki”

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Poprawiona, dziękuję!

  4. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Ach ten Jacob… chce się tylko więcej I więcej😉😉😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziwnie normalny wyszedł, prawda? 😀

  5. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Na razie😁😁😁 bo na pewno go takiego normalnego nie zostawisz😉

  6. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Jacob szybko i zwinnie się z nimi uwinął. A Zuza coraz mocniej podnosi mu ciśnienie hehe:)

Napisz nam też coś :-)