fbpx

Nie ten mężczyzna (XI)

with 11 komentarzy
namiętność i seks

 

– Dobrze, jeszcze muszę wyrobić ciasto i w zasadzie wszystko gotowe. Basia wróci za godzinę, bo pojechała jeszcze na małe zakupy.

Wspięła się na palce i musnęła ustami jego policzek. Po czym przeszła do kuchni, energicznym ruchem podwinęła rękawy i zabrała się do pracy. Jacob przez chwilę stał nieruchomo, rozdarty pomiędzy tym co chciał, a co powinien zrobić.

Zakończył zadanie. Była bezpieczna. Mógł spakować się i wyjechać, nawet tego wieczoru. Sęk w tym, że wcale nie miał na to ochoty. Patrzył na krzątającą się kobietę i narastało w nim całkiem nowe, nieznane dotąd uczucie.

Wcale nie chciał wyjeżdżać. Tak naprawdę przyjechał tu wykorzystując najbardziej błahy pretekst, jaki przyszedł mu do głowy. Zabił siedmioro ludzi, aby mogła być bezpieczna. O zgrozo, zrobił to zupełnie za darmo…

Podszedł do wałkującej ciasto Zuzki i bardzo powoli, nawet odrobinę niepewnie położył obie dłonie na jej biodrach. Zerknęła przez ramię, uśmiechając się nieco kpiąco.

– Zostawimy to sobie na później. Naprawdę mam jeszcze sporo do zrobienia.

– Ja tylko… – wymamrotał, przytulając się do kobiecych pleców i zanurzając twarz we wzburzonych włosach. Nie, wcale nie robił niczego za darmo, chociaż nie potrafił rzucić jej w twarz rachunku, który wystawił.

– Jacobie, proszę!

Męskie dłonie powędrowały w górę, przesunęły się po ramionach, podążyły w kierunku nadgarstków, nakryły drobne kobiece ręce.

– Co ty w sobie masz? – wyszeptał. – Nawet mi się nie podobasz, a staje mi za każdym razem, gdy cię widzę.

– No wiesz! – oburzona odepchnęła go od siebie i odwróciła. – Chciałeś mnie obrazić czy powiedzieć komplement? Bo wyszło raczej to pierwsze.

– Nie wiem.

– Może to i dobrze, że dziś wyjeżdżasz – odetchnęła, otrzepując dłonie z mąki. Potem figlarnie musnęła palcem czubek jego nosa. – Serio? Staje ci przy mnie? To strasznie niewygodny stan chyba? – zakpiła.

– Niewygodny – zgodził się, a Zuza zatoczyła oczyma.

– Podać tłuczek do mięsa czy mrożony groszek?

– Nie kpij. Byłem szczery.

– Jesteś aspołecznym draniem.

– Bo?

– Bo po słowach: staje mi, chociaż jesteś brzydka, powinnam przywalić ci w twarz.

– Nie powiedziałem brzydka – zmarszczył z niezadowoleniem brwi.

– Dla mnie znaczenie było takie samo.

– Nie rozumiem.

– To widać. – Podeszła bliżej, aby oprzeć się dłońmi o jego tors. Potem uniosła głowę, patrząc prosto w nieprzeniknione, błękitne jak lód oczy. Ale czy nadal były tak nieprzeniknione? – Czego ty ode mnie chcesz Jacobie? – spytała szeptem.

– Sam nie wiem…

– Tak, chyba tak – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Jak seksu, to źle trafiłeś. Jak czegoś więcej, to tym bardziej. Nawet powiem, że nie mogłeś gorzej.

– Dlaczego? – Teraz to on poczuł się zaskoczony. – Masz męża?

– Miałam.

– Zdradził cię?

– Tak, zdradził – odparła z goryczą. – Umierając.

– Zabiłaś go?

– Nie no, litości! Jacob!

– Ale co? Tylko zapytałem.

– Czyste szaleństwo. Wróciłeś tak nagle i postanowiłeś wynająć tu pokój. Przez ostatnie dni znikałeś i do teraz nie wiem, co robiłeś. Może powinnam znów nakarmić cię grzybkami i wyciągnąć z ciebie prawdę? – zakończyła ze śmiechem.

– To nie jest zabawne.

– Jest – pchnęła go w kierunku drzwi. – Idź, przynieś drewna do kominka. Ja skończę w kuchni, przebierzemy się i wrócimy do tego tematu, gdy poprosisz mnie do tańca.

– Nie tańczę.

– Jakoś mnie to nie dziwi. No, idź!

Kiedy wyszedł, spoważniała. Wbrew wszystkiemu słodki był, kiedy patrzył na nią z taką mieszanka złości i niepewności. Albo inaczej – to ta niepewność w jego oczach była rozczulająca. Skąd się brała? Zuzka miała wrażenie, że Jacob napotkał na swej drodze pragnienia i uczucia, z którymi najwyraźniej sobie nie radził. Były mu obce, a przez to niebezpieczne dla jego status quo. I chociaż już nie reagował z taką złością, jak wcześniej, to nadal nie wiedziała, czego się po nim spodziewać. Nie znała go. Mało co o nim wiedziała.

– Przynajmniej widziałam go nago – roześmiała się, opłukując dłonie pod wodą i wspominając chwile, gdy wpadł do jeziora. Umknęła na górę, aby wziąć szybki prysznic i się przebrać. Tym razem w sukienkę. Prosta, klasyczna mała czarna, z miękkiej, opinającej ciało wełenki. Z głębokim dekoltem w szpic, rękawkami do łokcia i długością przed kolano. Upięła niepokorne włosy, umalowała twarz i krytycznie przyjrzała się swemu odbiciu. Całkiem nieźle, chociaż już wieki nie miała na sobie sukienki. Spodnie i spodnie, nawet latem. Sięgnęła do szuflady, wyjmując z niej rajstopy i wtedy się zawahała. Miała coś lepszego. Przyjęcie odbywało się w domu, więc mróz nie był wymówką.

– Dlaczego by nie? – mruknęła. – O ile będą pasować.

Pasowały. Idealnie. Wysmukliły nogi, sprawiły, że poczuła się frywolniej, bardziej kobieco. Czarna koronka na wykończeniu gładkości i jedwabistości. Do tego czarne szpilki.

– Ślicznie wyglądasz! – zachwyciła się Basia, gdy już zeszła na dół. – Oho! Są pierwsi goście!

Podczas gdy przyjaciółka witała przybyszów, Zuzka zakrzątnęła się w kuchni, wyjmując z lodówki schłodzone wino i sałatki. Postawiła na stole, który jednocześnie pełnił rolę bufetu, po czym również zaczęła się witać. Nawet nie zwróciła uwagi na Jacoba, który zwinnie wślizgnął się do salonu. I o mało co, natychmiast stamtąd nie uciekł. Nie lubił tłumów, zwłaszcza stłoczonych na tak małych powierzchniach. Już miał się wycofać, gdy ją spostrzegł. I od razu zamarł w bezruchu.

Po raz pierwszy widział, jak upięła włosy w elegancką fryzurę. Po raz pierwszy dostrzegł, że usta miała soczyste, zanurzone w brzoskwiniowym błyszczyku. I że ubrała sukienkę, niby skromną, całkiem niepozorną, a jednak tak cholernie seksowną… Śmiała się z czyiś słów, witała, wymieniała uściski. Znów była taka jak za pierwszym razem, radosna, szczęśliwa.

Przyszło mu do głowy, że to dzięki niemu.

To nie była niemiła myśl.

Lawirując, podszedł bliżej, a wtedy i jego dostrzegła.

– Jacob! Jak zawsze wymuskany i elegancki. Przyjaciel – przedstawiła go, śmiejąc się. – Wino, szampan, coś mocniejszego?

– Nic.

– Oszaleję przy tobie. Mleczka?

– Nie pijam alkoholu.

Nie odpowiedziała. Duszkiem opróżniła kieliszek, patrząc znad jego krawędzi prosto w oczy Jacoba i myśląc, że wygląda jeszcze lepiej niż zazwyczaj. Czarna koszula, czarne spodnie, wszystko wymuskane, idealne, pewnie też modne i drogie. A fryzura! Pewnie układał każdy włosek, sprawdzając kąt jego położenia. Zachichotała, gdy sobie to wyobraziła, a wtedy Jacob spochmurniał jeszcze bardziej.

– Mam ochotę zatańczyć. Przyłączysz się? – spytała z błyskiem w oku.

Zaprzeczył jedynie ruchem głowy, oparty o kuchenny blat szafki, nieco ponury. Nie podobał mu się chaos dookoła, nie podobali ludzie.

Byli... zbyt swobodni. Ona też znów była zbyt swobodna, nieokiełznana, szalona.

A on nie lubił takich rzeczy, nie potrafił się do nich przystosować. Nie znosił utraty kontroli.

Zuza odwróciła się na pięcie, jakby w ogólnie nie przejmując odmową. Zdawała sobie sprawę, że ktoś taki jak Jacob, nigdy nie będzie potrafił wmieszać się w rozkołysany, radosny tłum. I szczerze mówiąc dziś miała to w nosie. Nie, to nie. Niech sobie ten sztywniak sterczy na boku i patrzy spode łba, sznurując usta.

Sopel lodu to za mało powiedziane. A jeszcze wczoraj miała nadzieję, że będą z niego ludzie.

Prawie duszkiem wypiła kolejny kieliszek szampana, potem znów ruszyła na parkiet. Muzyka była skoczna, radosna, dokładnie taka, jaką uwielbiała. Zrzuciła buty i tańczyła całkiem na boso, serdecznie się śmiejąc. A Jacob obserwował ją z coraz większym niezadowoleniem.

Prezentowała sobą wszystko, czego nie znosił i czym pogardzał. Lecz nie potrafił oderwać od niej wzroku. Po wytwornej fryzurze bardzo szybko pozostało jedynie wspomnienie, a rude pukle wirowały wokół twarzy, a z każdego ruchu wyzierała niczym nie skrępowana radość. Każdy gest był spontaniczny, pełen szczęścia. Mierzył ją spojrzeniem od czubka potarganej głowy, po bose stopy, od zarumienionych policzków, po krągłą pupę. Notował każdy szczegół; duże piersi, nieznaczna fałdka w pasie, masywne uda, piegowate ramiona. Smukłe dłonie o zgrabnych palcach. Szerokie usta i ten figlarnie zadarty nos. Dołeczki w policzkach, które już od dawna wywoływały chaos w jego głowie.

Zmusił się do zamknięcia oczu, odcinając od widoku tańczącej kobiety. Lecz jej obraz wyrył się pod powiekami, nie zniknął, nie wyblakł. Trwał, nabierając wyrazistości. I właśnie wtedy zmieniła się muzyka, a Jacob poczuł jak delikatna dłoń zaciska się na jego nadgarstku.

– Chodź, spróbujemy teraz.

– Spróbujemy co? – Otworzył oczy, zmuszając się do przybrania wyjątkowo beznamiętnej miny.

– Zatańczyć – oznajmiła całkiem poważnym tonem, po czym zarzuciła mu ręce na ramiona, przyciągając ku sobie. A on zamiast się wycofać, ze wzgardą odrzucając propozycję, objął ją skwapliwie.

Zaskoczyło go, ile żaru i ciepła może być w tak drobnej istocie. Zaskoczyła go miękkość jej ciała, własna uległość i ufność, z jaką wtuliła się w jego ramiona. Policzek przytuliła do szerokiej piersi, dłonią muskała napięte mięśnie karku, a palce drugiej wplotła w jego dłoń. Ale Jacob wbrew samemu sobie, nie pozostał obojętny. Twarz zanurzył w splątanych rudych włosach i zdumiona Zuza poczuła, że zaczął nawet lekko się kołysać w takt muzyki.

To już było niesamowite, że ten sopel lodu w ogóle zdecydował się na coś takiego.

– Będą z ciebie ludzie – wymruczała, a potem uniosła głowę i opierając podbródek o jego tors, złapała spojrzenie błękitnych oczu. Nieco mętne, jakby nieobecne i nagle do Zuzy dotarło, jaki był tego powód.

Zresztą, coraz wyraźniej go czuła.

Nie był więc tak niedostępny i nieczuły, na jakiego pozował. Uśmiechnęła się, przygryzając wargę, po czym zwinnie przekręciła się w jego ramionach, dla odmiany wtulając się plecami. Teraz mogła pozwolić sobie na więcej. Na hipnotyzujące, powolne ruchy bioder, na to, aby ocierać się wypiętymi pośladkami o męskie ciało, na to by odchylić do tyłu głowę i zamykając oczy, oprzeć ją na jego piersi.

Poczuła silne dłonie sunące po każdej wypukłości. Jedna z nich powędrowała w górę, do piersi, druga w dół, po biodrze, udzie, by w końcu zgrabnie wślizgnąć się na jego wewnętrzną stronę. Nie umiał się powstrzymać, nie potrafił okiełznać swego podniecenia. Było tak silne, że złamało wszystkie zasady, jakikolwiek opór. To delikatne, cudownie miękkie kobiece ciało doprowadzało jego zmysły do szaleństwa. Jego doprowadzało do szaleństwa. Pochylił się, a kiedy ona lekko wykręciła głowę, unosząc ją w górę, przylgnął do rozchylonych ust.

I dopiero wtedy zrozumiał, czym jest prawdziwe pożądanie.

Jak ona smakowała! Jak mocno ją czuł! Jak bardzo pragnął seksu!

To nie dawało się racjonalnie wyjaśnić. Nie podlegało żadnym znanym prawom, żadnym regułom. Wymykało się spod kontroli rozumu, chociaż dotychczas nic podobnego mu się nie przytrafiło. Zawsze opanowany, znakomicie kontrolujący swoje emocje Jacob, tym razem przepadł i to z kretesem. A kiedy ona oderwała się od jego warg, zaprotestował z jękiem.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anigna
    | Odpowiedz

    Jest jedna rzecz, która wqurza mnie bardziej niż czekanie, na następny rozdział…. Urwanie w takim momencie czytanego właśnie rozdziału….. 😈😈😈☠️☠️☠️ Agata…. No ok to było świetne 😁😁😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Podgrzewamy emocje 🙂

  2. E
    Ela
    | Odpowiedz

    O matko kochana! A gdzie reszta, przerwać w takim momencie!? Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział!🙂

  3. K
    Kamila Gałecka
    | Odpowiedz

    No wiesz w takim momencie😠😢😀

  4. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Polsat.. Polsat jak nic 😄

    • M
      Martyna
      | Odpowiedz

      Haha, dobre porównanie!

  5. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    No proszę jak to miło zburzyć ten chłód. Tylko jak znam życie to się przestraszy i ucieknie. Ach, mężczyźni…

    Czekam na te zapowiadana tajemnice z niecierpliwością 😁

  6. G
    GABRIELA
    | Odpowiedz

    Ale się z rana rozgrzałam, tak samo jak Pan Sopel 😘

  7. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Nie mogę przestać się uśmiechać przy czytaniu tego opowiada😁😁😁 Oj Zuzka i Jacob ciągnie was do siebie, oj ciągnie😉😉😉

  8. M
    Magdalena
    | Odpowiedz

    Babeczko, co się stało z Jacobem i Zuzą…? Czekamy… i nic…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zbieram się i na weekend będzie 🙂 słowo honoru!

Napisz nam też coś :-)