fbpx

Nie ten mężczyzna (VI)

with 11 komentarzy
zabawnie i zimowo

 

– Ach, nie masz? – zmrużyła oczy. Co za buc! Zresztą, dobrze, da mu telefon, niech sobie dzwoni gdzie chce i znika. – Dobrze, rób co chcesz. Ja też odetchnę, bo nie lubię gości, którzy bezczelnie mnie obmacują.

– Byłem na haju – wycedził. – I jestem przekonany, że zrobiłaś to specjalnie.

– Niby po co? – zdumiała się.

– Bo liczyłaś na to „obmacywnie” – odparł z pogardą.

– Aha. I dlatego przywaliłam ci świecznikiem.

Nie odpowiedział. Faktycznie, ta teoria miała spore luki.

– Proszę, herbata dla ciebie. – Podała mu kubek, siadając obok na kanapie. – Nadal się trzęsiesz. Przyniosę drugi koc.

– Nie trzęsę się.

– Jak nie, jak tak. Przy mnie nie musisz udawać twardziela – zakpiła.

– Nie udaję.

– Wiem – westchnęła, wspominając jak zaczął strzelać do tamtych mężczyzn. Potem odłożyła kubek i zrobiła coś zaskakującego.

– Chodź tu do mnie – przytuliła się do jego boku, objęła ramionami. Zgrabna, kobieca dłoń wślizgnęła się pod koc, którym był okryty i zaczęła okrężnymi ruchami masować jego tors. – Nadal jesteś zziębnięty. Oby nie wynikło z tego nic poza katarem – dodała wyraźnie zaniepokojona.

– Nie wyniknie.

– Jesteś mistrzem lakonicznych wypowiedzi Jacobie. – Wycofała rękę, po czym, zanim zdążył przeciw temu zaprotestować, sama wślizgnęła się pod miękką tkaninę, przytulając do jego ciała. A on znów poczuł to cholerne mrowienie wzdłuż kręgosłupa…

Powinienem częściej uprawiać seks, pomyślał ze złością, podczas gdy Zuzka wygodnie umościła się na jego kolanach i w ramach rozgrzewania, błądziła dłońmi po nagiej, lodowatej skórze. Niby tego nie chciał, ale była taka rozkosznie ciepła i miękka, że mimo woli się odprężył. Zamknął oczy i znieruchomiał, pozwalając jej skończyć to, co zaczęła.

Co ta kobieta w sobie miała, że jego zmysły zaczynały szaleć, gdy tylko go dotykała?

– No panie sopelek, zaczyna pan rozmarzać – wymruczała. Rozkosznie było błądzić dłońmi po silnym ciele, po twardych mięśniach. Zresztą, twarde to on miał nie tylko mięśnie. – To dobrze. Ogrzejesz się, zjesz śniadanie i dam ci telefon, bo nie wiadomo, co nam szykuje pogoda.

– Dlaczego mieszkasz tu sama?

– Bo lubię.

– Nie pasujesz tutaj.

– Bo?

– Teraz ty zamieniłaś się w mistrzynię lakonicznej odpowiedzi.

– Pewnie tak – roześmiała się. Później odsunęła i spojrzała prosto w jego oczy. – Herbatki? – spytała radośnie.

O mało co nie odpowiedział: ciebie. Ale milczał i pozwolił jej wstać. Potem zrobił to samo, siadając przy kuchennym stole. Patrzył, jak stawia przed nim talerz z kanapkami i nie powiedział ani słowa, chociaż już od lat nie jadał białego pieczywa.

– Częstuj się. Po kogo chcesz zadzwonić?

– Po transport.

– Jaki?

– Helikopter, o ile warunki będą odpowiednie. Tam jest całkiem spora polana, chociaż nie musi lądować. Wystarczy że spuści drabinkę.

– No proszę. Goszczę agenta służ specjalnych albo super tajnego zabójcę – zażartowała, a Jacob zdrętwiał. W następnej chwili się rozluźnił, bo trochę racji miała. Co mogła sobie pomyśleć, zwłaszcza po tym popisie wczorajszego dnia i jego dzisiejszych słowach?

– Szkoda – westchnęła. – Jakbyś został dłużej, to bym cię uwiodła i niecnie wykorzystała.

– Za pomocą świecznika?

– No nie – roześmiała się. – Wiesz, najpierw wypadałoby się trochę poznać. Takie zasady.

– Po co? Seks to tylko seks.

– Zgaduję, że zazwyczaj nie znasz dobrze swoich partnerek?

– W ogóle ich nie znam – odparł suchym głosem. – Bo po co.

– Nie masz tam gdzieś pod skórą metalowego kadłuba?

– Nie.

– Na pewno? Może nawet o tym nie wiesz, a jesteś spec maszyną przysłaną na ziemię w celu jej inwigilacji? – dopytywała kpiąco.

Nie zniżył się do odpowiedzi.

– Daj telefon i to różowe, chyba że miałabyś coś, w co mógłbym się przebrać?

– Nie mam. Twoje rzeczy już się suszą, ale to potrwa. Chcesz wyjść w szlafroku na zewnątrz?

– Tak.

– Na boso?

– Ubiorę buty.

– Te baletki? – zerknęła w kąt, gdzie leżało jego drogie, markowe obuwie. Chociaż po kąpieli w jeziorze już nie wyglądało ani na takie markowe, ani na drogie. – Rób co chcesz, ale drugi raz nie będę cię rozgrzewać.

Wzruszył tylko ramionami i faktycznie, pięć minut później mozolnie brnął przez śnieg, w kierunku wskazanej przez Zuzkę górki. A ona stała w oknie i przyglądała się temu, płacząc ze śmiechu.

Wysoki, postawny mężczyzna, ubrany w przykrótki, wściekle różowy szlafrok, z rękawami po łokcie i w eleganckich mokasynach z brązowej skórki, to był widok, z którego nie można było się nie śmiać. Po prostu nie dała rady nad tym zapanować. Zanim Jacob wrócił, Zuzkę zdążył rozboleć brzuch, twarz miała zaróżowioną, mokrą od łez i prawie brakowało jej tchu.

– Jak tam? – zakpiła, gdy wszedł do środka. – Siły specjalne wezwane?

Spojrzał na nią, mrużąc oczy i od razu odgadł, z czego się śmiała. Nie odpowiedział, tylko zacisnął zęby i zgarnąwszy swoją na wpół suchą odzież, zamknął się w pokoju. Musiał, bo inaczej zrobiłby coś innego. Miał dość kpin, niewybrednych docinek, infantylnego zachowania. Jak dojrzała kobieta mogła zachowywać się w ten sposób?

Przebrał się i usiadł na krześle. Wyprostowany, naprężony jak struna. Czekał, z satysfakcją myśląc, że wydostanie się z tego zadupia bez jej pomocy. Od razu powinien o tym pomyśleć. Szkoda tylko… Zacisnął zęby. Dobrze, samego siebie nie będzie okłamywał. Szkoda, że jej jednak nie zaliczył, bo miał na to cholerną ochotę. Jak nigdy wcześniej. Drażniła go, działała mu na nerwy, ale i fascynowała, pociągała. Nie umiał określić dlaczego, ale tak było.

Trudno. Za kilka godzin będzie u siebie. Może ten jeden raz złamie swoje zasady i zamówi z dwie, trzy dziwki na całą noc? Pozbędzie się tego nieznośnego napięcia i wróci do swego prawdziwego życia.

No właśnie, a gdzie jego broń?

– Jacob! Chyba coś przyleciało!

– Mój transport – odparł, wchodząc do kuchni.

– No, patrz! A ja myślałam, że żartujesz! – Zuzka podała mu dziwnie niekształtny pakunek. – Masz, schowałam jak wczoraj byłeś na haju. Na wszelki wypadek, bo po grzybkach podobno ma się halucynacje i kto wie, co jeszcze mogło ci odwalić. A tu masz pierniczki. Do pochrupania w drodze.

– Nie lu…

– Wiem, wiem. Ale może jednak? Nie kryguj się głupio, tylko bierz.

– Wyrzucę.

Zrobiło jej się przykro.

– To wyrzuć – wzruszyła ramionami. Dostrzegł jednak, jak spoważniała, nawet posmutniała. – Nic więcej prócz broni ze sobą nie miałeś. Ale było już ciemno, mogłam nie zauważyć.

– Dobrze. – Bez pośpiechu zamocował broń na uprzęży. Potem, jakby powodowany wewnętrznym impulsem, sięgnął po pierniczki. Co mu szkodziło zabrać je ze sobą?

Wyszli na zewnątrz. Słońce jeszcze świeciło, ale od wschodu nadciągały grafitowe, nabrzmiałe chmury. Zapowiadała się kolejna śnieżyca i Jacob po raz pierwszy poczuł niepokój.

Ona naprawdę nie bała się tu zostać sama?

– Żegnaj Jacobie – delikatnie ucałowała jego policzek. Poczuł ciepło jej oddechu, zapach włosów. – I powodzenia!

– Żegnaj – odparł sucho, z trudem opanowując chęć, aby także ją pocałować. – Powodzenia.

– Dziękuję. – Uśmiechnęła się, ale tak jakoś ze smutkiem. A on nagle zapragnął objąć ją, przytulić, pogładzić po wzburzonych włosach. Jednak szybko pozbył się tego pragnienia. Ani razu nie spojrzał na malutki domek, w dół, gdzie stała samotna kobieca figurka, z głową zadartą w górę i uniesionym ramieniem.

Powinien być zadowolony i pełen satysfakcji, bo w końcu udało mu się wyrwać.

Dziwne, że nie był.

Wypadek i pobyt tutaj powinien był traktować w charakterze drobnego, nieprzyjemnego epizodu. Tylko dlaczego miał przeczucie, że tak nie będzie? Spojrzał na trzymane w ręku pudełko z pierniczkami, po czym zacisnąwszy stanowczo usta, wyrzucił je przez okno.

Poszybowało w dół, wbiło się w miękki śnieg, a we wnętrzu maszyny pozostał tylko słaby korzenny zapach. I coraz bardziej zawzięty Jacob, bo tak naprawdę, to miał ochotę w pośpiechu zawrócić.

Nie znał tylko powodu, dla którego miałby tak postąpić.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Och mężczyźni… Dlaczego im tak ciężko pogodzić się z własnymi emocjami ?
    Wiem, że to trudne, ale okłamywanie siebie niewiele pomoże .
    Przecież wiadomo, że on do niej wrócić – to tylko kwestia czasu.
    Może przy okazji uratuje ją od tego wściekłego inwestora ?
    Gdyby tak zobaczył jak on się nad nią pastwi, lub co gorsza próbuje ją zgwałcić to może coś do niego dotrze ?

    Z drugiej strony Zuzka też ma jakąś dwoją tajemnicę. Jestem ciekawa kiedy nam ją zdradzisz …

  2. A
    Anigna
    | Odpowiedz

    No i się zryczałam a to dopiero początek…. Dziękuję Aguś.. Echh

  3. G
    GABRIELA
    | Odpowiedz

    Jacob na razie zaprzecza swoim uczuciom do Zuzki. Na pewno się jeszcze spotkają, ciekawi mnie tylko w jakich okolicznościach to się stanie. Zuzka coś ukrywa, czy coś będzie nadal jej zagrażać od tych gangsterów, którzy chcą mieć jej ziemię. Smutno mi, że oni nie są nadal razem ☹️

  4. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Zuzka do mnie nie przemawia. 🙈 może z czasem się do niej przekonam.

    • K
      Karolina
      | Odpowiedz

      Smutno mi się zrobiła na końcówce🙁

  5. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Hmmmmmmm

  6. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Smutno się zrobiło…
    Co za zatwardziały typ!
    I jeszcze wywalił pierniki….dupek!

  7. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Dużo będzie jeszcze zaprzeczania i zaklinania rzeczywistości, co do tego nie mam wątpliwości. Znów się ubawiłam 🙂 Sama mam taki szlafroczek, ale w pudrowym różu 😀

  8. Babeczka
    | Odpowiedz

    Podrażnię Was…
    Lot do Warszawy z Budapesztu małym, prywatnym samolotem nie napotkał żadnych przeszkód. Tam na miejscu wynajął odpowiedni środek transportu i z trudem panując nad emocjami, udał się w trasę. Szczerze mówiąc, im bliżej był celu, tym bardziej czuł gniew, podniecenie, niepokój i dziwną tęsknotę.
    Nie potrzebował nawigacji. Bez trudu odnalazł boczną drogę prowadzącą w głąb lasu. Jeszcze tylko kilka minut…
    Zatrzymał samochód i wysiadł.
    Potem bardzo długo, w całkowitym milczeniu przyglądał się temu, co zostało z niewielkiej chatki.
    Osmalone ściany. Nadpalone sprzęty. Wszędzie ślady ognia, zadeptany śnieg. Lecz dopiero gdy dostrzegł coś, co wyglądało na ślady krwi, pobladł.

  9. M
    Mel
    | Odpowiedz

    🙉To nas podrażniłaś…i co teraz? Nie zostawiaj nas tak, przed długa nocą🥺

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Toteż dodałam kolejną część :-)))

Napisz nam też coś :-)