fbpx

Nie ten mężczyzna (VII)

with 24 komentarze

 

Nie rozumiał sam siebie. Niby wszystko wróciło do normy, a jemu wciąż towarzyszyło dziwne uczucie. Jakby czegoś mu brakowało, coś stracił.

Wziął dodatkowe zlecenie, chociaż nigdy tego nie robił. Raz złamał zasady, które respektował od siedmiu lat i onanizował się pod prysznicem. Nie potrafił sobie znaleźć miejsca, nie umiał skupić na wykonywanych czynnościach. Dopiero gdy pewnego dnia pomyślał, iż mógłby kupić drobny upominek i wpaść z krótką, niezapowiedzianą wizytą do domku nad jeziorem, zrozumiał, co mu dolegało. Niestety, za zrozumieniem nie podążyło nic więcej. Jacoba opanował gniew, zimny gniew, który sprawił, że na zewnątrz nie dawało się nic dostrzec, ale w środku płonął.

Niestety, coraz częściej pragnął kapitulacji. Ciekawe jak sobie poradziła z tym biznesmenem, którego miał ustawić do pionu? No właśnie, to całkiem niezły powód, aby złożyć jej małą wizytę. Sprawdzić czy wszystko w porządku, podziękować.

Wpatrywał się w sufit, leżąc na ogromnym łóżku w sypialni. Dookoła panował niczym nie zmącony porządek, tak jak lubił. Po wczorajszej akcji, podczas której zginęło znane małżeństwo, powinien czuć jedynie zadowolenie. Cały plan wyjątkowo się udał, a policja nie miała najmniejszych szans by trafić na jego trop. Zostawił oczywiście dwa znaki szczególne, dwie dziury po kulach dokładnie pośrodku czoła. Kobiecie strzelił dodatkowo w brzuch, bo dostrzegł, że była w ciąży. To też była jego wizytówka, chociaż dotychczas podpisywał się tak tylko trzy razy. Zainkasował pokaźną sumkę i zniknął. Na jutro miał zaplanowaną wizytę w SPA, na pojutrze cotygodniowy trening. Życie wróciło do normy, lecz jemu nadal czegoś brakowało. I chociaż podejrzewał czym było to coś, jednocześnie nie chciał dopuścić do siebie tej myśli.

Tak jak teraz. Niestety, ta myśl była niezwykle zawzięta i gdy tylko blokował jedno wejście, znajdowała inne. Była natrętna, nieugięta i uparta. Jak on sam.

W sumie… Co by się stało, gdyby wybrał się na małą wycieczkę? Jeden dzień. Sprawdziłby tylko, czy ten biznesmen już więcej jej nie nachodzi, wypił herbatę i wrócił do domu.

Jacob zaczynał się łamać. Zorientował się w momencie, gdy z zakłopotaniem przyznał, że nie ma pojęcia, co mógłby jej kupić. Kwiaty? Tyle to wiedział. Nigdy wcześniej, nie kupował ani kwiatów, ani niczego innego. Żadnej kobiecie, nawet kiedy był nastolatkiem, który głupio zadurzył się w koleżance z klasy. Dla niego nie istniało coś takiego jak związek, uczucia, a tym bardziej małżeństwo. Uznawał jedynie seks i to taki, jaki sam wybierał. Często eksperymentalny, dostarczający nowych, niezwykłych bodźców.

Kwiaty źle zniosłyby podróż. Może czekoladki? Wykrzywił się. Nie, to poniżej jego godności. A może broń? Coś małego, poręcznego, idealnego dla kobiety.

Znakomity pomysł, uznał, podrywając się z łóżka. Dziś kupi, jutro poleci. Poleci, bo na drogach nadal królowała zima i ciężko było się przebić przez niektóre regiony.

Lot do Warszawy z Budapesztu małym, prywatnym samolotem nie napotkał żadnych przeszkód. Tam na miejscu wynajął odpowiedni środek transportu i z trudem panując nad emocjami, udał się w trasę. Szczerze mówiąc, im bliżej był celu, tym bardziej czuł gniew, podniecenie, niepokój i dziwną tęsknotę.

Nie potrzebował nawigacji. Bez trudu odnalazł boczną drogę prowadzącą w głąb lasu. Jeszcze tylko kilka minut…

Zatrzymał samochód i wysiadł.

Potem bardzo długo, w całkowitym milczeniu przyglądał się temu, co zostało z niewielkiej chatki.

Osmalone ściany. Nadpalone sprzęty. Wszędzie ślady ognia, zadeptany śnieg. Lecz dopiero gdy dostrzegł coś, co wyglądało na ślady krwi, pobladł.

Zabije tego skurwysyna, jeśli coś jej się stało.

Bo w przypadek nie wierzył.

Odetchnął. W mroźnym powietrzu z jego ust wydobył się kłąb pary. Potem Jacob wrócił do samochodu i sprawdził, gdzie znajdują się najbliższe zabudowania. Pięć kilometrów na południe. Bez wahania skierował się w tamtą stronę, czując jak targa nim zimna wściekłość.

Za cel upatrzył sobie niewielki sklepik. Co prawda nie lubił rozmawiać z ludźmi, lecz tym razem wymagały tego okoliczności.

– Dzień dobry – odezwał się uprzejmie do korpulentnej sprzedawczyni, która opierając się o kontuar, czytała leżące przed nią czasopismo.

– Dzień dobry – rozpłynęła się w uśmiechu nie tylko ze względu na fakt, że był klientem. Miała wrażenie jakby mężczyzna, który właśnie się zjawił, zszedł w ze stron czytanego przez nią tygodnika o życiu sławnych i bogatych. – Czym mogę służyć?

– Chciałem odwiedzić znajomą – zaczął, zdejmując skórzane rękawiczki. – Ale jej dom spłonął…

– Och, to takie nieszczęście! – Kobieta teatralnym gestem chwyciła się za bujną pierś, a Jacob nieznacznie pobladł. – Cały dobytek poszedł z dymem. Biedna Zuzka, taka porządna z niej dziewczyna. Uczynna, pomocna. Ostatni gorsz oddałaby potrzebującym.

– Coś jej się stało? – spytał, cedząc słowa.

– Bez szwanku z tego nie wyszła, ale na szczęście wróciła już ze szpitala.

– Ze szpitala?

– Tak. Biedulka! Całe szczęście pomogła jej sołtysowa. Prowadzi pensjonat, taką agroturystykę i chociaż to sezon, w jednym pokoiku ulokowała Zuzię. Ona taka załamana jest, że nawet do ludzi nie wychodzi, chociaż my tu wszyscy byśmy jej nieba przychylili.

– Wiadomo co się stało? – dopytywał z pozornym spokojem.

– Wiadomo, nie wiadomo – kobieta chytrze się uśmiechnęła. – Zuzia tego nie powie, ale wiemy, że ten Jagodziński na sto procent maczał w tym swoje brudne paluchy.

– Jagodzińskim się zajmę – obiecał jej Jacob. – Adres domu sołtysowej poproszę.

– Panie drogi, toć my tu tylko dwie ulice na krzyż mamy. I jak pojedziesz prosto, to przed znakiem skręcisz kochaniutki w prawo. Dom pod lasem, to pensjonat Baśki.

– Dziękuję – odparł uprzejmie i zanim zdążyła cokolwiek dodać, już go nie było.

Na progu powitała go szczupła kobieta. Miała bystre spojrzenie i szeroki uśmiech, ale kiedy powiedział po co i do kogo przyjechał, wyraźnie się zasępiła.

– Wejdź proszę – uchyliła szeroko drzwi, a Jacob od razu skorzystał z zaproszenia. Aż wrzał w środku od nadmiaru gniewu i niepokoju. Zdjął rękawiczki, przez oparcie fotela przerzucił płaszcz i pozbył się ośnieżonych butów. – Pójdziemy do kuchni. Zuzia chyba śpi, zresztą rzadko opuszcza swój pokój.

– Co się dokładnie wydarzyło?

– Dokładnie to nikt nie wie. Znaleźli ją na zewnątrz, leżącą nieprzytomną w śniegu. Nagą i… – w oczach kobiety ukazały się łzy. – Biedna Zuzka, ona już tyle w życiu wycierpiała, a teraz jeszcze i to.

– Dokładnie! – zażądał warknięciem, chociaż już rozumiał, co się wydarzyło.

– Ponoć to była zemsta za jakiś postrzał. Jaki, ja się pytam? Niby z czego miała do nich strzelać? Z procy?

– Postrzał? – Twarz Jacoba stężała.

– Tak. Dom oczywiście został podpalony. Ale policja nabrała wody w usta, bo ten człowiek ma pieniądze i znajomości. Oficjalnie prowadzą śledztwo, ale niech ja mchem porosnę, jeśli postawią kogoś w stan oskarżenia.

– Nie muszą. Załatwię to. Później – dodał ponurym tonem. – Chcę ją zobaczyć.

– To nie jest dobry po…

– Już!

Spojrzała na niego bystro, potem westchnęła i wskazała na schody.

– Drugie piętro, drzwi po prawej.

Na więcej nie czekał. Wbiegł po schodach, a potem energicznie zapukał.

– Proszę.

To dziwne jak można reagować na czyiś głos, pomyślał zdumiony Jacob, otwierając drzwi.

Pokoik był malutki, przytulny, z rodzaju tych, których nie znosił. Niski sufit sprawił, że przy swoim metr dziewięćdziesiąt osiem, prawie zahaczył głową w strop. Po prawej stało łóżko, po lewej niewielka komoda. Pod oknem duży fotel, na którym siedziała skulona kobieta.

Nie zdziwiła się, kiedy go ujrzała. Nie poruszyła, ani nie uśmiechnęła.

Patrzyła na niego bez słowa. Tym razem w jej oczach nie dostrzegł tego szczęścia, tej radości, co wcześniej. Były przygaszone, matowe, bez wyrazu. Fioletowy siniak po prawej stronie twarzy. Poranione wargi, chociaż te rany już prawie się zabliźniły.

Kucnął naprzeciwko i delikatnie pogładził drugi, blady policzek.

– To moja wina, prawda?

Wzruszyła ramionami.

– Postąpiłem wtedy głupio i nieodpowiedzialnie – przyznał z niechęcią. – Co ci zrobili?

Kolejne wzdrygnięcie. Zaraz potem opuściła głowę i rude włosy zakryły jej twarz. Nerwowym gestem zaczęła skubać skraj szala, który miała zarzucony na ramiona.

– Co ci zrobili? – syknął ze złością i wtedy na niego spojrzała.

Byłby z kamienia, gdyby jej nie objął i nie przytulił. W zasadzie to był, ale nie w jej towarzystwie. Nigdy w jej towarzystwie. A kiedy już siedział na niskim tapczanie, obejmując ją ramionami, rozpłakała się. Nic nie mówiła, tylko płakała, a Jacob po raz pierwszy w życiu wyrzucał sobie do skończonych kretynów, głupków i debilów.

Jak mógł tak to zostawić? Jak mógł ją zostawić?

Nie powiedział ani słowa pocieszenia, tego jeszcze nie potrafił. Ale uścisk jego ramion, silna dłoń gładząca potargane, rude włosy mówiły o wiele więcej niż sam Jacob chciałby wyjawić.

– Boli – zaprotestowała nieśmiało, unosząc głowę i łapiąc jego chmurne spojrzenie. – Trochę siniaków jeszcze zostało.

– Kiedy to było?

– Dzień po twoim wyjeździe. Zdążyłam się spakować, ale nic więcej.

– Spakować?

– Wiedziałam, że z tego będą kłopoty – westchnęła, unosząc ramię i dotykając szczupłego, gładko ogolonego policzka. – Ale zabrakło mi czasu.

– Co ci zrobili?

– Trochę… poturbowali – powiedziała cicho.

– Trochę? – Jacob nie zamierzał być delikatny. Przytrzymał ją i podwinął w górę luźny sweter, który miała na sobie.

– To jest to trochę? – O mało co nie eksplodował, widząc zadrapania, rozległe krwiaki i kilka śladów, które mogły pochodzić tylko po zagaszanych na skórze papierosach. Ogólnie, to życie i wykonywana praca oswoiła go z takimi rzeczami, ale… Z niechęcią przyznał, że los tej kobiety przestał być mu obojętny. Nie była twarzą z tłumu, ale konkretną osobą, kimś, kogo znał i… Resztę zdusił w zarodku. Emocje nie służą zemście. Bo że policzy się z oprawcami, tego był już więcej niż pewien.

– Co jeszcze?

– Nie to, co myślisz – uśmiechnęła się słabo, ale on wiedział, że skłamała.

– Ilu?

– Siedmiu.

– Siedmiu na jedną kobietę? – zdziwił się.

– Ze względu na ciebie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale takie coś? Po cichu liczyłam, że jednak zdąży.
    Dodatkowo tak krótki fragment! Wiem, że to extra część, ale jednak… LITOŚCI ! (Dla mnie oczywiście :))

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A teraz postraszę… To dopiero początek :-)))

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Super! Kiedy kolejna część? 😀

      • Babeczka
        |

        Jak skończę wyrafinowane tortury, to jutro 😉

  2. A
    Anigna
    | Odpowiedz

    No i co ja mam napisać, że znowu ryczę. 😭😭😭😭😭😭😭😭😭 w d…. Może jest mordercą i skurczysynem ale ma zrobić porządek z Jagodzińskim. I to w sposób w jaki tylko on potrafi. 🤬🤬🤬🤬🤬🤬🤬
    Och Zuzia trafił ci się aspołeczny niemota… Przecież to było logiczne, że tamci wrócą. A on cię zostawił. 😞
    Jacob ty idioto…. 😖😫😠

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Podoba mi się “aspołeczny niemota”. Rymuje się z “drogowa sierota” :-)))

      • A
        AinaIgn
        |

        Zdecydowanie….. tak mają dranie 😁

      • Babeczka
        |

        Moje, twoje, cudze… wszystkie ;-)))

  3. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    No to się porobiło, ale znając Ciebie to dopiero początek🤤🤤🤤

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      W sumie trochę to tak 🙂

  4. M
    Mel
    | Odpowiedz

    O cholercia ale się narobilo🥺🥺🥺…
    No i masz nas Babeczko, emocje jak podczas czytania historii Saszki i Niki. Teraz będziemy czekać w napieciu.
    Dzięki za bonusowa część 😘

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bardzo proszę 😉 Trochę Was potrzymam, ale od razu dodam, że teraz to nic, jazda zacznie się za kilka części…

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Wiesz Aga czytam te Twoje opawiadania od kilku ładnych,wszystkie. Jedne podobaja mi się mniej, inne bardziej. Ale seria ” nie ten…” poraża mnie ilością gwałtów. Mam płonną nadzieję, że chociaz Ruda nie zostanie zgwałcona. Bo jeszcze jakby zakochała się w facecie co to z premedytacją strzela w brzuch kobiety cieżarnej to to już słabe i mało zabawne te opowiadania, ktore do tej pory mnie bawiły. Wiem, juz to tlumaczylas, że chcesz stworzyc prawdziwego drania, ktorego mozna znienawidzic albo pokochać..ale my chyba mamy zryte berety ze to czytamy i że tak wciągają te Twoje powiastki. Pozdrawiam

      • Babeczka
        |

        To zdradzę tylko, że żadnego gwałtu jednak nie było 🙂 a Zuzka nie kłamała. Co do reszty… ona o tym nie wie. Problem pojawi się, gdy się dowie, ale to już na później…..
        A dla rozluźnienia będzie później coś na wesoło, bez strzelania i gwałcenia :-)))

  5. K
    Kasia
    | Odpowiedz

    Kolejna książka, która mnie wciągnęła. Pisze Pani znakomicie

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Piszę od serca i mam wrażenie, że to daje się wyczuć 🙂

  6. D
    Domi
    | Odpowiedz

    O losie…. Teraz Zuzę owinąć w kołdry, zapakować do samochodu i wywieźć do bezpiecznego domu, zamawiając usługi SPA pod drzwi, a z opryszkami porozmawiać po swojemu. Wrócić do domu i błagać o wybaczenie, każdym następnym dniem próbując zadośćuczynić za swoje winy 🤣 a dla pełności tej utopii stać się instruktorem strzelania, światkiem koronnym ujawniając jakiegoś grubego zleceniodawcę, czy coś 😄

    Tak, wiem że tak nie będzie. I że akcja dopiero się zaczyna 😁 bardzo się cieszę. Lubię zaskoczenia

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No, te winy to trochę kontrowersyjne. I tak by się zabrali za Zuzke, chociaż może z mniejszą zaciętością. Poza tym Jacob błagający o wybaczenie… No, moja wyobraźnia też ma swoje granice 😀

  7. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    O jacie, jak czytałam co ten Jagodziński zrobił Zuzce, to łzy miałam w oczach. Jacob taki miękki stał się dla Zuzki, bo jak widać zabicie kobiety w ciąży , to dla niego pryszcz. Jacob nie pomyślał, że po tym co zrobił Zuzce groziło wielkie niebezpieczeństwo. Jacob pokaże Jagodzińskiemu swoje prawdziwe oblicze, jak będzie się mścił za Zuzkę. Nieraz tak się zastanawiam, czy ja nie mam coś źle pod kopułą, że uwielbiam chłopaków, których stworzyłaś w tej serii ,a ich kobiety sa CUDOWNE. Wierzymy, że prawdziwa miłość zawsze wygrywa z ciemnością:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja myślę, że podświadomie wierzymy, iż człowiek może się zmienić. Nie dla siebie, ale dla drugiej osoby. Nie do końca, ale chociaż w połowie. Stąd tak niesłabnącą popularnością cieszą się teksty o złych chłopcach, którzy nagle dostają małpiego rozumu na punkcie jakiejś kobiety. To nie nasze “zryte berety” a wieczna nadzieja i wiara, że świat może być lepszy i piękniejszy.
      A tak od siebie chcę dodać, że czytałam kiedyś pewien artykuł o członkach polskich mafii, korzystających z pomocy psychologa. Ja byłam zaskoczona, bo większość z nich ożeniło się właśnie z takimi zwykłymi dziewczynami, często z tak zwanych dobrych domów, a samą terapię podjęło właśnie z powodu swojej kobiety. Jak znajdę, to fragment wkleję 😉

      • G
        Gabriela
        |

        Chca wracać do domu, w którym czeka ukochana kobieta i dzieci, chcą mieć namiastkę normalności, Ukochana żona i dzieci, to ich Dom i azyl spokoju:)

      • Babeczka
        |

        Pewnie nie wszyscy, ale wiadomo, od każdej reguły są wyjątki!

  8. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Aguś,czyli to nie jest fikcja literacka, tylko rzeczywistość, i to mnie bardzo ucieszyło. 😛

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Biorąc pod uwagę, że oni się u tego doktora z seksoholizmu leczyli :-)))

Napisz nam też coś :-)