fbpx

Nie ten mężczyzna (VIII)

with 18 komentarzy
zemsta ma imię

 

– No tak – mruknął. Delikatnie opuścił luźną tkaninę i znów ją przytulił, ale tym razem ostrożniej. – Wszyscy cię zgwałcili?

– Żaden mnie nie zgwałcił.

– Nie wierzę.

– Ja… – przygryzła wargi. – Nie mówmy o tym, dobrze? Było, minęło, trzeba żyć dalej.

– Wszyscy?

– Żaden.

– Zuzanno!

– Tylko ty jeden zwracasz się do mnie pełnym imieniem.

– Mów!

– To takie słodkie.

– Badał cię lekarz?

– Tak. Byłam nieprzytomna.

– Dobrze. Więc się dowiem.

Zerknęła na niego zaniepokojona.

– Po co wróciłeś?

Nie zdążył wymyślić błahego kłamstwa, bo drzwi lekko się uchyliły i ukazała się zaniepokojona twarz Basi.

– Wszystko w porządku? – spytała, patrząc przenikliwie na Jacoba.

– Tak – odparł. – Rozmawiamy.

– Zejdziecie na obiad? Zuzka, powinnaś coś jeść dziewczyno, zanim zupełnie opadniesz z sił.

– Zje – obiecał jej Jacob. Po czym bez pytania podniósł się razem z trzymaną na kolanach kobietą.

– Coś ty się nagle zrobił taki troskliwy? – spojrzała na niego podejrzliwie. Lecz nie wyrywała się, nie protestowała. Była raczej zaskoczona, bo po Jacobie nie dawało się dostrzec żadnego wysiłku, chociaż ona do najlżejszych nie należała.

– To ja zawiniłem.

– I tak by się zjawili.

– Nie pomyślałem o tym, że zechcą się zemścić – przyznał niechętnie, sadzając ją przy kuchennym stole. Sam zajął miejsce obok, chociaż nie miał ochoty na jedzenie.

– Wiesz… Prawie cię nie poznaję – bezmyślnie zaczęła grzebać widelcem w talerzu. – Chyba nie jestem głodna.

Bez słowa wyjął z jej ręki sztuciec, po czym nabił na niego kawałek ziemniaka.

– Jedz! – rozkazał, a zaszokowana Zuzka posłusznie otworzyła usta. Naprawdę do tego stopnia gryzło go sumienie? To było niewiarygodne, wręcz niespotykane. Nie mogła wiedzieć, że to nie sumienie miało swój udział w zmianie zachowania Jacoba. To jej widok to sprawił. Smutek w oczach, poraniona twarz, okaleczone ciało. Kobieta, którą spotkał, nawet jeśli się nie uśmiechała, to miała ten uśmiech głęboko w oczach. To on go zauroczył i zapadł mu w pamięć. Teraz zniknął i to było szokujące, bo nie przypominała już samej siebie. A on tęsknił za tamtą Zuzką, chociaż dopiero teraz to sobie uświadomił.

– Ależ widok! – roześmiała się Basia. Co prawda na początku nie ufała temu mężczyźnie o zimnych oczach, lecz błyskawicznie pozbyła się tej nieufności. Przez tyle tygodni jej przyjaciółka tkwiła w dziwnym stanie obojętności, a teraz nagle zaczęła normalnie rozmawiać, przestała kulić ramiona. To był dobry znak i niewątpliwie wpływ tajemniczego gościa. Kim mógł być dla Zuzki?

– Potem mi wszystko opowiecie. Każdy szczegół – dodał Jacob kategorycznym tonem.

– Nie ma co opowiadać.

– Zuza! – Baśka niespodziewanie walnęła pięścią w stół. – Oczywiście, że jest! To cud, iż przeżyłaś! Miałaś wstrząs mózgu, połamane żebra, pękniętą śledzionę. Krwotok wewnętrzny, opuchniętą twarz, a ty mówisz, że nie ma co opowiadać! Przez trzy dni lekarze walczyli o twoje życie!

– To prawda? – spytał cicho Jacob, a ona tylko przygryzła usta i skinęła głową. – On wie, że przeżyłaś?

– Tak, z pewnością.

– Masz ochronę?

– Cała wieś nade mną czuwa – rozpromieniła się nagle Zuzka. – Mają dyżury pod domem, po kilku chłopa z widłami i dubeltówkami. Kochani są – rozczuliła się.

– Z widłami? – Jacob miał dziwną minę. – Dobrze, zostanę. Wynajmiesz mi pokój? – spytał zaskoczonej Basi.

– Oczywiście. Chcesz tutaj, na parterze, czy na piętrze?

– Na parterze. – Miał ich bronić, a nie chować się po kątach.

– Nie ma sprawy.

– Dobrze. Pojadę tylko po swoje rzeczy – skłamał, bo przecież nic nie zabrał. Lecz to nie był problem. Wystarczyło udać się do Warszawy, tam kupić, co potrzebne i wrócić. Zapowiadał się niezwykle długi pobyt na tym zadupiu, ale tym razem Jacob nie czuł niezadowolenia. Miał sprawę do załatwienia i musiał szybko opracować plan działania. – Przygotuj pokój. Płacę gotówką z góry.

– W porządku – zgodziła się zdumiona Basia. Tak szczerze, to przyjęłaby go pod swój dach nawet za darmo, ale nie wyglądał na takiego, z którym można byłoby toczyć spory na ten temat. – Przygotuję.

– Pilnuj jej.

– Cały czas to robię.

Sięgnął po buty, potem po płaszcz. Obie kobiety obserwowały go w milczeniu, a kiedy wyszedł, Basia zaczęła się śmiać.

– Dziewczyno, skąd ty go wzięłaś?

– Dziwny jest prawda?

– Aspołeczny, to tak na pierwszy rzut oka. I wpatrzony w ciebie, jak w obrazek.

– We mnie? Zgłupiałaś!

– A ty oślepłaś.

– Zgarnęłam go z pobocza drogi, jeszcze przed świętami. Spędził u mnie dwie noce i wyjechał. Nawet nie wiem, po co wrócił.

– Ja chyba wiem. Nie rób takiej miny, facet ewidentnie pojawił się tu z twojego powodu.

– Jest dużo młodszy. I wcale go nie znam.

– Możliwe. Co z tego?

– Jesteś okropna – mruknęła Zuzka, podchodząc do okna i patrząc na znikający za zakrętem samochód. – A ja nic z tego nie rozumiem.

– Tak, to widać. Chodź, przejdziemy się, dziś taki piękny dzień.

– Nie, wolę nie. – Zuza od razu pobladła. – Daj mi czas, proszę!

– Powiem twojemu rycerzowi, że potrzebujesz spaceru.

– Lepiej nie. Bo jego kręgosłup nie wytrzyma ciężaru mego ciała, jak będzie mnie tak łapał na ręce.

– Wygląda na takiego, co udźwignąłby i więcej, nie marudź. Dobrze, dziś odpuszczę, ale pamiętaj, to się wkrótce zmieni.

Zuzka udała się do swego pokoju. Zamyślona, znów usiadła w fotelu.

Naprawdę wrócił? Po co? Przecież nie miał tu nic do roboty.

Przesunęła dłońmi po zmęczonej twarzy. To, co wydarzyło się miesiąc temu, wciąż było żywym obrazem w jej głowie. Pamiętała swoje przerażenie, przejmujący ból okaleczonego ciała, pragnienie, by w końcu umrzeć i nie cierpieć. Potem długi okres rehabilitacji, rozmowę z eleganckim prawnikiem w garniturze, wyraźnie oznajmiający jej, że jeśli zacznie zeznawać, to długo nie pożyje.

– Mój klient i tak zdoła się wykupić, a pani znów ucierpi. To niepotrzebne, więc proszę zapomnieć o tym incydencie. Potem podpiszemy jeszcze umowę sprzedaży ziemi.

– Nic nie sprzedam.

– Wygląda pani na rozsądną, po co ten sprzeciw?

– Nie chcę go sprzedać.

– Przykro mi, ale nie ma pani wyjścia. Do zobaczenia, zjawię się za jakiś miesiąc z papierami.

Bała się tego momentu, bo zbliżał się wielkimi krokami. Bała się wyjść na zewnątrz, wrócić do życia. Podły los tak wiele jej już odebrał. Teraz też coś dla niej szykował, bo nie wierzyła w szczęśliwą odmianę. Była skazana na porażkę, chociaż przez te wszystkie lata, uśmiechała się jakby na przekór przeznaczeniu.

Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się.

Tak wiele cierpienia, tylko dlaczego ona? Czym zawiniła? Była zbyt szczęśliwa, zbyt kochana?

Dlaczego to ona wtedy nie zginęła?

Otarła mokre oczy, potem położyła się na łóżku, kuląc pod kołdrą. Coraz mniej miała nadziei, coraz słabiej wierzyła w ludzi. Kiedyś była jak naiwne dziecko, pełne ufności, tęskniące za nową miłością. Pewna, że wszystko się ułoży. Ale to może nie w jej przypadku. Tylko że Jacob… Uśmiechnęła się do własnych myśli. Mało kto potrafił tak połączyć prawdziwą troskę z nieudawaną szorstkością. Był niezwykłym człowiekiem, chociaż słabo go znała.

Dobrze mieć go znów tak blisko. Dobrze wiedzieć, że się o nią troszczył. Bo nie mogła tego inaczej nazwać. Nieważne kim był, bo ona nagle zyskała pewność, że jej nie skrzywdzi. Wręcz przeciwnie, pojawiła się nadzieja, że będzie zupełnie na odwrót.

***

Nie zwlekał. Już kolejnego dnia, zjadł śniadanie w towarzystwie najwyraźniej ożywionej Zuzki, po czym dyskretnie się ulotnił. Przez noc ułożył sobie plan, przynajmniej jego pierwsze punkty. I chociaż to było zupełnie nie w jego stylu, nie chciał czekać.

Dyskretny wywiad i wino zafundowane miejscowym pijaczkom, przyniosły świeże, całkiem konkretne wieści. Pod wieczór zadowolony Jacob określił pierwszy cel i wróciwszy do kwatery, z wszelkich sił unikał towarzystwa Zuzki. Nie tylko dlatego, że mogła być niczym żywy wyrzut sumienia. Było coś jeszcze, co nadal go denerwowało, wybijało z rytmu.

Własne pożądanie.

Z całych sił próbował je lekceważyć, ale to była walka z wiatrakami. Też nie miał szans. W nocy obudził się podniecony, ze sterczącym penisem i głową pełną rozmazanych obrazów. Lecz dokładnie wiedział, o kim śnił. Miał ochotę pójść do góry, wtulić się w nią, poczuć ciepło jej ciała. Ale jednocześnie czuł, że to nie miałoby sensu. Zrobi co musi, aby była bezpieczna, wręczy prezent, który ze sobą przywiózł i zniknie.

– Jacob! – Kobieca dłoń zacisnęła się na jego ramieniu, gdy o poranku zjawił się w kuchni.

– Widzę, że lepiej się czujesz.

– Niepokoję się.

– Nie ma o co – oznajmił beznamiętnie, odsuwając się, chociaż najchętniej zrobiłby coś całkiem innego. – Mam tu do załatwienia kilka spraw.

– Spraw? – uśmiechnęła się blado. – Ta menda ma całkiem sporą ochronę, nie tylko w postaci napompowanych sterydami osiłków.

– No i co?

– Nie zadzieraj z nim, proszę! Wtedy to zrobiłeś i sam widzisz, jak się skończyło – głos miała zdławiony, pełen bólu.

– Teraz będę strzelał wyżej. – Ze spokojem dopiął płaszcz i założył rękawiczki. – Celniej.

– Basia mu dwójkę dzieci. Mogą ich skrzywdzić.

– Nikogo nie skrzywdzą.

– Dziwnie pewien jesteś swego – odparła z przekąsem, a wtedy Jacob lekko się uśmiechnął.

– Tak – powiedział i wyszedł, podczas gdy zaskoczona Zuzka usiłowała uspokoić własne serce, które próbowało właśnie wyrwać się z piersi. Dobrze że częściej się tak nie uśmiechał, bo poległaby bez walki.

Nie mogła nic zrobić. Tylko czekać na to, co się wydarzy.

Tymczasem Jacob przystąpił do realizacji punktu pierwszego. Od tego momentu musiał działać szybko i bezwzględnie, bo inaczej ofiara wyczuje zagrożenie i pewnie ucieknie. Co prawda, bez problemu znalazłby tego karalucha, ale nie chciał wydłużać czasu zemsty. Tutejsze tereny obfitowały w niezwykle ciekawe miejsca, które mógłby umiejętnie wykorzystać.

Godzinę później patrzył na mężczyznę przywiązanego do słupa, w jednym z opuszczonych w okolicy domów. Beznamiętnie, bez żadnych uczuć. Ten typek był dla niego tylko ogniwem, czymś w rodzaju źródła. I Jacob miał pewność, że gdy odpowiednio się za niego zabierze, to wszystko mu wyśpiewa.

– Byłeś tam? – spytał, siadając naprzeciwko i wyjmując długi, ostry nóż.

– Gdzie? – wychrypiała ofiara, śledząc każdy jego ruch.

– Jak spaliliście dom nad jeziorem.

– Ja… No, byłem. Ale tylko jako kierowca – zaskomlał. – Nic nie zrobiłem, przysięgam!

– No właśnie, nic – odparł zamyślony Jacob. – Zresztą taki zapijaczony ćpun i tak nie miałby szans. Dobrze, mów.

– Ale cooo? – wyjąkał mężczyzna.

– Wszystko. Po kolei. Nazwiska, ich udział, co dokładnie zrobili.

– Ja nic, przysięgam.

– To już wiem – powtórzył cierpliwie Jacob. – Chcę szczegółów. I dobrze, jeśli mnie nie okłamiesz. Wtedy może przeżyjesz – dodał wspaniałomyślnie.

– Ja nic, tylko oni, oni to zrobili. Bili ją tak długo, aż straciła przytomność. Może to i dobrze, bo szef myślał, że umarła i powiedział, że zwłok nie będzie rżnął. Potem podpalili tę chatę i odjechaliśmy.

– Co dokładnie jej zrobili?

– Wszystkooo, dużooo – wystękał tamten. Nie podobał mu się wzrok jasnowłosego oprawcy.

– Czyli gwałtu nie było?

– No, chyba nie. Ruszyła na nich z siekierą i dlatego od razu przeszli do bicia. Skopali ją, a potem zdarli z niej ubranie. Tylko że wtedy straciła przytomność. Chyba – dodał z wahaniem.

– Skopali? – Jacob na zewnątrz zachował spokój, ale w środku czuł, że wrze. Skopali? Już on im kurwa pokaże! Złamie wszystkie swoje zasady, cały kodeks, ale żaden z nich, nie dożyje przyszłego tygodnia. Co prawda Zuzka mówiła prawdę i nikt jej nie zgwałcił, lecz on i tak nie czuł ulgi.

– Opisz to – rozkazał beznamiętnym tonem.

– Po co?

– Opisz!

– No, upadła na ziemię jak Rudy jej przywalił prosto w pysk. Potem zaczął ją kopać, a reszta się przyłączyła. Tylko szef patrzył, bo on za wielki pan, żeby się zniżać do takich rzeczy. Ale chyba się podniecił, bo zaczął masować kutasa, a potem rozpiął spodnie. Kazał im ją postawić na nogi i zedrzeć z niej ubranie. Pewnie by ją wydymał, ale laska zwiotczała i wtedy też ją kopnął, taki był wściekły. No a potem podpalili chałupę i odjechaliśmy.

– Było ich siedmiu?

– Sześciu – przyznał więzień, czując zapach własnego potu. I strachu, bo w jasnych oczach siedzącego naprzeciwko mężczyzny, mógł dojrzeć zapowiedź śmierci. – Siódmy byłem ja.

– I nic nie robiłeś?

– Nic. Ja nie kopałem, przysięgam!

– Nazwiska! – padło kolejne polecenie i tym razem mężczyzna się nie zawahał. Wyrecytował wszystkie, podał adresy i odetchnął. Za dobrą współpracę miał obiecaną wolność, więc chyba dobrze się spisał? Zanim zdążył o to zapytać, Jacob schował notes, w którym wszystko zapisał, po czym chwycił nóż i jednym, szybkim ruchem poderżnął ofierze gardło.

– Bez cierpień. Za współpracę – powiedział, patrząc na umierającego człowieka. Lecz furia w jego wnętrzu wcale nie zniknęła. Przeciwnie, po tym, co usłyszał, znalazł się w takim stanie, że najchętniej od razu pojechałby dokonać zemsty.

Tylko że to nie było w jego stylu i przede wszystkim groziło porażką.

Sprawnie uwinął się z trupem, licząc, że w przeciągu najbliższego miesiąca nikt na niego nie trafi, po czym wsiadł do samochodu i wrócił do wynajmowanego pokoju. Było już późno, więc nie spodziewał się czyjegokolwiek towarzystwa. Lecz gdy wszedł do środka, na jego łóżku siedziała Zuzka.

– Musimy porozmawiać – powiedziała cicho. – Proszę.

– O czym?

– Jacob, zniknąłeś na cały dzień. Wiem, że coś planujesz i nie podoba mi się to. Mogą ci zrobić krzywdę, zabić, potraktować tak jak mnie.

– Nie mogą.

– Dlaczego? Aż taki jesteś wyjątkowy?

– Tak, jestem.

– Cnotą skromności to ty nie grzeszysz – mruknęła, po czym wstała. – Mają przewagę liczebną.

– Co z tego?

– Jacob!

– To nie twoje zmartwienie – rzucił szorstko, rozpinając koszulę. – Wyjdź, chcę się rozebrać, wykąpać i pójść spać.

– Dobrze.

Znów to robiła. Skuliła się, pochyliła, a rude włosy zasłoniły jej twarz. Nie zaklął tylko dlatego, że nie miał w zwyczaju przeklinać na głos. Chwycił ją za ramię i przyciągnął ku sobie. Nie zaprotestowała, tylko wtuliła się nosem w jego pierś.

– Boję się – wyznała cicho. – O ciebie, o Basię, najmniej chyba o siebie samą.

– Niepotrzebnie.

– Dlaczego? Co przede mną ukrywasz?

– Powiedzmy, że twój problem wkrótce zniknie – wyszeptał, odgarniając na bok rude pukle i nieznacznie dotykając wargami smukłej szyi. – Nie powinnaś się o nic martwić Zuzanno.

– Możesz do mnie mówić inaczej?

– Jak? – zaskoczony uniósł brwi.

– Inni mówią Zuzka, Zuza, Zuzia, nigdy Zuzanna.

– Spróbuję.

– Jesteś okropny – uniosła głowę, spoglądając w górę.

– Możliwe – delikatnie ujął jej podbródek, a potem przytrzymując, pochylił się i musnął ustami drżące wargi. – Idź spać Zuziu, późno już.

Patrzyła na niego w milczeniu, ogromnymi, zaskoczonymi oczyma. Tak pieszczotliwie wypowiedział jej imię, z tak czułością dotykał twarzy. Nie spodziewała się tego po nim. W zasadzie był dla niej obcym człowiekiem, bo tamte dwa dni, to było zbyt mało, aby się dobrze poznać.

– Dlaczego to robisz?

– To moja wina, dlatego.

– Nie. To ja powinnam była zrozumieć, że muszę albo podpisać umowę, albo wyjechać.

– Ucieczka nie jest rozwiązaniem problemów.

– Może. Basie organizuje imprezę karnawałową. Będziesz, prawda?

– Chcesz żebym był?

– Tak. Pewniej się przy tobie czuję.

– To będę.

– Pójdę spać. Chociaż zaczynam żałować, że wybrałam pokój na samej górze – zażartowała.

– Zaniosę cię.

– Wiesz że zaskakujesz mnie z każdym wypowiedzianym słowem, z każdym gestem. Nie przypominasz wtedy tego wściekłego, pełnego negatywnych emocji mężczyzny, którego przygarnęłam na dwie noce.

– Na pewno nie byłem wściekły – zmarszczył z niezadowoleniem czoło.

– Na pewno – roześmiała się, po czym zręcznie wysunęła z jego ramion i zniknęła za drzwiami.

Został sam. Potarł kciukiem czoło. Za szybko, pomyślał. O wiele za szybko. Od kiedy tu przyjechał, miał wrażenie, że wszystko pędzi do przodu jak szalone. Nie lubił tego. Wolał załatwiać swoje sprawy ze spokojem, po dłuższym namyśle, po ułożeniu perfekcyjnego planu. No i sama Zuzanna. Teoretycznie nie miał wobec niej żadnego długu, żadnych zobowiązań. Tyle teoria. W praktyce to, aż gotował się w środku, gdy tylko pomyślał o tym, co ją spotkało. Pierwszy raz w życiu miał ochotę zabrać ze sobą półautomatyczny karabinek i ruszyć szturmem na kwaterę wroga. Na szczęście bez problemu nad tym zapanował, bo byłoby to głupie, nielogiczne i na pewno zakończyłoby się porażką.

Trzeba było nie zbaczać wtedy z głównej drogi i grzecznie postać w korku.

Odetchnął. Dobrze że wyszła. Była chaosem i wprowadzała chaos w jego życie. Zmuszała do innego spojrzenia na świat. Wywoływała emocje, których nie chciał, a także takie, których nie znał. Jak to możliwe, żeby jedna kobieta, i to taka, która nawet nie była w jego typie, tak potrafiła zamącić? Póki był u siebie, jeszcze jakoś się im opierał, ale kiedy tu przyjechał, kiedy ją zobaczył, od razu zrozumiał, że stoi na straconej pozycji.

Niestety, nie mógł wyjechać, tak po prostu, bez rozprawienia się z tymi draniami. Nie chciał. Był wściekły na to co robił i co czuł, ale znacznie bardziej żądny zemsty.

Trzeba było darować sobie te odwiedziny i pojechać na wakacje na hawajską plażę.

Uśmiechnął się. Okłamywanie samego siebie nie leżało w jego naturze. Więc po co to robić? Wcale nie chciał hawajskiej plaży, kolejnego wymyślnego i zaplanowanego seksu, ambitnego zlecenia. I mało co tak nim wstrząsnęło, jak widok skulonej w fotelu Zuzki, z pustym spojrzeniem i poranioną twarzą. W zasadzie, to chyba nic.

Prócz własnych uczuć, bo te były jeszcze bardziej zaskakujące.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    O żesz! Super chcę jeszcze😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będzie, teraz już nic mnie nie zatrzyma 🙂

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Jacob zaczyna się rozkręcać. Zabicie gościa, który NIC nie zrobił gdy reszta biła, katowała i prawie zgwałciła ją, to dopiero początek jego zemsty. Jacob przestał się oszukiwać, on niczego nie chce ,tylko tej rudej Zuzi, nie w jego guście kobiety.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie chce, a chce. Jakoś większego oporu nie stawia 🙂

  3. M
    MAŁGORZATA
    | Odpowiedz

    O żesz… 😮😮A tu apetyt rośnie w miarę czytania i ciągle mało…. No, Agieszko coraz bardziej nas rozpiszczasz😘😘

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale będzie, spokojnie, nie można się przejadać 😉

  4. A
    Anigna
    | Odpowiedz

    I teraz co… Mam iść grzecznie spać? Czuje sie jak alkoholik czekający na otwarcie monopolowego….. Totalnie uzależniona od ciebie Aguś… Od twoich Zuzek, Jakobów, Aleksandrów, Dominik, Litek i Żorików… O całej reszcie nie wspomnę … Boże i to ciągłe czekanie na następny dzień, na kolejne rozdziały…. Czy ty wiesz, że moje gwiazdkowe prezenty orbitują wokół motyli w nosie…. Pisz kochana pisz bo ja tu czekam…. 😍😘😁😄

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No taki urok, nie da rady całości… No chyba że dam radę na święta coś przygotować? ;-D

  5. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    No dobrze. Jednak go szanuje. Rozumie co czuje, tylko nie chce się temu poddać. Nie od razu 🤣 a to już całkiem naturalne.
    Zrobisz nam flesh back? Co ukształtowało tego mężczyznę?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A tak, gdzieś tam jest kawałek właśnie o przeszłości 🙂

  6. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Mmmm… Ktoś tu daje za wygraną 😄 dobrze. Takie zmiany lubię 😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja się czuję lekko zakłopotana, bo sądziłam, że dłużej będzie się bronił 🙂 A tu bum!

  7. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Uwielbiam❤❤❤

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiem 🙂

  8. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Jak ja się cieszę że wróciłaś z tym opowiadaniem😁 rewelacja,czekam codziennie z niecierpliwością na nowy rozdział🙂😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Miło mi 🙂 Kolejna część albo dziś wieczorem, albo jutro z rana, zależy jak się uwinę z pracą 🙂

  9. M
    Magdalena
    | Odpowiedz

    Babeczko…. poranek już dawno minął nie mówiąc o wczorajszym wieczorze
    🤔… głód następnej części powoduje całkowity brak możliwości skupienia się na pracy i ciągłe sprawdzanie… jest już?… i… nie ma… 😔… to tortury… tak się nie godzi…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No właśnie, tortury, motyw przewodni kolejnej części 😉

Napisz nam też coś :-)