fbpx

Nie to miejsce (XI)

with 14 komentarzy

No i przyznaję, że po tej części będzie już prawie wszystko nowe. Korzystajcie, eldorado plus minus do 14 lutego, potem odetchnę, zastąpi mnie Monika 🙂
 

Powinna czuć wstyd, żal, cokolwiek z negatywnych emocji. Ale nie, ona po prostu rozpaczliwie pragnęła więcej.

– Musimy jechać – mruknął, znacząco wskazując nadal nieprzytomnego grubasa. – Nawet nie wiesz, jak narozrabiałaś.

– To ktoś ważny?

– Poniekąd. – Z samochodu wyjął swoją komórkę, napisał smsa, po czym wyrzucił ją w pobliskie krzaki. Nie pytała z jakiego powodu, bo pamiętała słowa nieznajomego, że namierzył Marcina po telefonie.

– Chodź wiewióreczko, pora przenieść się w miejsce, gdzie będziemy sami – dokończył z błyskiem w oku. – Mam dla ciebie kilka godzin.

– A co potem? – spytała ostrożnie.

– Potem będę musiał naprostować pewne rzeczy. Skoro mam przejść na emeryturę…

Jęknęła, bo nagle powróciła świadomość różnicy wieku pomiędzy nimi.

– ...to chciałbym zostawić po sobie porządek. – Do bagażnika wrzucił aktówkę, którą wcześniej trzymał przybysz, a w międzyczasie Mariel zajęła miejsce pasażera.

– Cholera – mruknął Marcin. – Umiesz prowadzić?

– Tak – odparła zaskoczona.

– Przesiądź się.

– Dlaczego?

– Ja mam ciężką nogę, a chłopcy zorganizowali dziś akcję stop prędkości czy coś w tym stylu. Wolałbym nie tłumaczyć się napotkanemu patrolowi. Zwłaszcza że lubią siedzieć w leśnych krzakach.

– Tłumaczyć? – Chociaż zaskoczona, posłuchała go. – Nie wystarczy jak pomachasz odznaką?

– Wystarczy – wyszczerzył zęby. – Ale ponieważ właśnie powinienem być w zupełnie innym miejscu, lepiej żeby nikt nas nie zatrzymał.

– Nic z tego nie rozumiem.

– Nie musisz. Skręć w prawo.

– Dokąd jedziemy? Do ciebie?

– Nie, tam najpierw będą szukać.

– Kogo? Mnie?

– Także – znów się uśmiechnął, ale wyczuła, że nic więcej nie powie. Co ten drań knuł? No tak, przecież mówił, że mają dla siebie kilka godzin.

Prowadziła ze spokojem, chociaż z trudem pokonała rozkojarzenie. Jego obietnica podziałała na wyobraźnię.

– Teraz będzie w lewo. O, tam!

– Przecież to leśna droga pewnie prowadząca donikąd – zaprotestowała.

– Jedź, nie marudź.

– Samochód się rozleci na tych wertepach.

– Mój samochód, moja sprawa.

Starała się prowadzić jak najostrożniej, gdy nagle droga po prostu się skończyła. Dalej była tylko wysoka ściana lasu i nieco niższa gęstych zarośli.

– Wysiadka – zarządził, a ona wyjątkowo posłuchała bez sprzeciwu. Oczywiście pojawiła się też nieprzyjemna myśl, że może chce ją zastrzelić, a trupa zakopać na odludziu, ale kiedy spojrzała na Marcina, zrozumiała że to głupie. Wyraźnie było widać, że spieszy się do czegoś innego niż usunięcie jej z tego padołu łez.

– Idziemy!

Nie zatroszczył się nawet o zamknięcie samochodu. Szybko przekonała się dlaczego znaleźli się akurat tutaj.

– Dużo masz tych zrujnowanych domów pośrodku lasów w podorędziu? – spytała.

– Ten nie jest mój. Po prostu dobrze znam tutejszą okolicę. – Łokciem wybił szybę w drzwiach, aby bez problemu je otworzyć. Wciągnął zaszokowaną dziewczynę do środka i od razu zrobił to, na co miał największą ochotę.

Pocałował ją.

– Zaraz, chwila – z trudem odepchnęła jego natrętne usta. – Najpierw wytłumacz mi, o co w tym wszystkim chodzi.

– O seks, myślałem że wiesz? – zdziwił się obłudnie.

– Należy ci się kara! – syknęła, wytrącona z równowagi.

– Trzeba było prędzej o tym pomyśleć. – Bez skrępowania ścisnął jej biodra obiema rękoma. – Zanim głupio złamałaś mój zakaz.

– Zacznij się przyzwyczajać! – Nie wierzyła własnym uszom. Ona to powiedziała? I nagle do wciąż oszołomionej Mariel dotarło jedno. Koniec ze strachem. Koniec z potulnością. Chciał jej? Nie ma sprawy, ale dostanie w zestawie z całą resztą.

– Co to była za plama?

– Gdzie? – spytał nieuważnie, zajęty czymś całkiem innym.

– Na łóżku z kajdankami.

– Kajdanki były moje, zgadza się. Ale o plamie nic nie wiem.

– Marcin!

– Wiewióreczko – dotknął czołem jej czoła. – Już raz ci mówiłem. Mam cię ochotę przelecieć, ale to nie oznacza pobłażliwości wobec twoich wybryków. Nasz pierwszy raz traktuję jako przeprosiny.

– Tak – odparła zamyślona, tonąc w pociemniałych z pożądania oczach. – Już to mówiłeś.

I pocałowała go. Przywarła całą sobą do męskiego ciała, palce wplotła w krótkie włosy. Miała wrażenie, że zaraz oszaleje, tak cudownie smakował. A jak ją dotykał! Silne dłonie przesuwały się po plecach, pośladkach, udach. Czuła się wobec nich tak bezbronna, ale ta bezbronność nie przyniosła ze sobą strachu, a pełne napięcia oczekiwanie na rozkosz. Drżącymi palcami zaczęła rozpinać jego koszulę, potem wytyczyła szlak w dół, rozpięła spodnie i dotknęła twardej męskości. A Marcin nie pozostał jej dłużny, chociaż on nie bawił się w subtelności. Szarpnął materiałem bluzki, prawie zdarł z niej szorty i oszołomiona Mariel poczuła, jak niesie ją w głąb domu.

Łóżko było duże, miękkie, a pościel na nim pachniała lawendą i kurzem. Przez opuszczone żaluzje przedzierały się złociste promienie słońca, wydobywając z cienia nic nie znaczące szczegóły. Bo liczył się tylko dotyk, żar splecionych ciał, gwałtowne, pełne pasji pocałunki.

Jak mogłam tak bez niczego skapitulować, pomyślała, wzdychając, podczas gdy gorące wargi wytyczały prosty i nieskomplikowany szlak po jej skórze. Szczypnęły sterczący sutek, zostawiły mokry ślad na płaskim brzuchu i dotarły do celu. Krzyknęła, naprężając ciało w łuk i rozrzucając szeroko ramiona. Lecz on miał chyba inne plany, bo chwycił ją i brutalnie obrócił, podciągając w górę biodra. Klęczała teraz z wypiętą pupą i policzkiem ocierającym się o szorstkie prześcieradło, a on wtulił twarz pomiędzy jej pośladki, czubkiem języka drażniąc drugą dziurkę.

– Nie! – zaprotestowała słabo, ale nawet nie raczył odpowiedzieć. Zsunął tylko do końca spodnie, a potem ukląkł na łóżku, tuż za Mariel. Nawinął sobie na dłoń długie kosmyki włosów, drugą zacisnął na kształtnym biodrze dziewczyny, po czym szarpnął. Jęknęła, zajmując pozycję, o jakiej marzył. Od ich pierwszego spotkania właśnie tak chciał się z nią kochać. Nie potrzebna była mu gra wstępna; wszedł w nią od tyłu jednym silnym ruchem. Do samego końca, wyrywając z kobiecych ust krzyk rozkoszy, chociaż pozycja nie należała do wygodnych. Wręcz przeciwnie, Mariel przez chwilę miała wrażenie, że pęknie jej kręgosłup. Lecz zaraz potem utonęła w całkiem innych doznaniach, doskonale znanych, a jednocześnie wyjątkowo obcych. Poczuła męską dłoń zaciskająca się na jej krtani, władczo, brutalnie i delikatnie. Tak, aby dostarczyć rozkoszy i jednocześnie utrzymać kontrolę. I chociaż była na kolanach, to głowę miała tak wygiętą ku tyłowi, że patrzyła prosto w sufit. Nie za długo, bo Marcin pochylił się i łapczywie przylgnął do jej ust, przyspieszając. Ale jakby tego było mało, albo jakby nie dowierzał, iż to mogłoby zaprowadzić ją na szczyt, zaczął pocierać nabrzmiałą, wyjątkowo wyczuloną na najmniejszy nawet dotyk, łechtaczkę.

Mariel doszła tak szybko i gwałtownie, że i jego to zaskoczyło. Ale i dodatkowo nakręciło. Nie wycofał się, nawet o tym nie pomyślał. Głuchy jęk splótł się z echem kobiecego okrzyku, aby trafić potem w objęcia ciszy. Oboje opadli na materac; ona leżała na brzuchu, on na plecach, smakując każdą przeżytą sekundę.

– Mariel – czuły szept wyrwał ją z przyjemnego odrętwienia. I wzruszył, bo rzadko zwracał się do niej po imieniu. – Wykończysz mnie…

– Niby ja? – uniosła głowę i wydęła usta, patrząc na jego poczerwieniałą od wysiłku twarz. Zresztą ona musiała wyglądać podobnie. Mokre czoło, do którego przylepiły się kosmyki włosów, kropelki potu nad górną wargą, purpura rozlana nieregularną plamą.

– Przynajmniej to będzie przyjemna śmierć – zakończyła z filozoficznym spokojem, a on usiadł, zanosząc się śmiechem.

– Prawda. Poszukam czegoś do picia.

Po raz pierwszy miała okazję widzieć go nago. Szerokie ramiona, wąskie biodra, mięśnie prężące się pod smagłą skórą. Należał raczej do szczupłych mężczyzn, ale był przy tym doskonale zbudowany. I nagle dotarło do niej, że właśnie po raz drugi kochała się z tym facetem. Z mordercą, wariatem i mężczyzną, który kilkukrotnie przystawiał jej broń do głowy.

Ja chyba całkiem zwariowałam! jęknęła w duchu, siadając i nerwowym ruchem szukając czegoś do zakrycia nagości. Przecież on mnie uderzył! Dwukrotnie! I cholera wie, co zrobi jak już zaspokoi swoją żądzę! Tylko że ucieczka niczego nie rozwiąże, przeciwnie, znów mogłaby go tym rozjuszyć.

– Proszę. – Podał jej szklankę pełną wody. – Wiewióreczko, nawet nie próbuj.

– Czego? – spłoszyła się.

– Ucieczki. – Usiadł na łóżku, a ona wlepiła w niego przerażony wzrok.

– Skąd…?

– Właśnie dopadły cię wyrzuty sumienia – wyciągnął ramię i niesłychanie delikatnie przytulił dłoń do zarumienionego policzka. Był przy tym dziwnie poważny. – A przecież musiałaś wiedzieć, że to się tak skończy. Jesteś głodna?

– Jestem. – Tak seksownie przygryzła dolną wargę, patrząc na niego z mieszaniną nieśmiałości i lubieżności, że w jednej chwili poczuł, jak jego męskość zaczyna twardnieć. Ale nie zdążył nic zrobić, bo to Mariel się podniosła i otoczyła jego twarz obiema dłońmi. – Ciebie.

Po raz pierwszy z niechęcią pomyślał, o sytuacji, w jakiej się znalazł. W zasadzie to nie powinno go tu być. Lecz jak zwykle postanowił z wrodzoną sobie przekorą wyrwać życiu jeszcze trochę czasu. Zanim któraś ze stron w końcu go nie zastrzeli.

Pociągnął ją za sobą na łóżko. Całował leniwie, enigmatycznie, jakby mieli przed sobą kilka dni, a nie kilka godzin. Akurat o tym wolał nie myśleć, nie teraz. Bo powoli zaczynało do niego docierać, dlaczego nie układało mu się z eks, dlaczego korzystając z płatnych usług, bywał tak brutalny. Szukał czegoś, czego dziwki nie mogły mu dać. Chłodna, opanowana, chociaż niezwykle pomysłowa Anna, także. Ale ta młoda kobieta leżąca w jego ramionach, już tak.

– Dasz mi pięć minut? – wyszeptała.

– A nie uciekniesz?

– Od takiego przystojniaka? No co ty? – podniosła się, wyplątując z jego ramion. – I… Marcin, pozwoliłbyś mu?

– Nie.

– A jak daleko mógłby się posunąć?

– Gdyby decydowały o tym względy praktyczne, to do końca. Niestety, decydowałem o tym ja, więc co najwyżej trochę by cię obmacał.

– Powinnam ci za to przywalić – oświadczyła z goryczą.

Uniósł się i odwrócił głowę, wskazując prawy policzek.

– Wal!

Machnęła ręką. Bez pospiechu odnalazła łazienkę, załatwiła co trzeba i wróciła do sypialni.

Marcin wyglądał jakby spał, ale Mariel z ironią wydęła usta. Spał? Akurat! Chociaż kiedy usiadła na łóżku, ani drgnął. Położyła się więc na boku, ze spojrzeniem utkwionym w jego twarzy i zamyśliła się.

Sądziła, że będzie miała chwilę, aby sobie to wszystko poukładać, ale nawet nie zorientowała się kiedy i ją zmorzył sen. Nie na długo, bo kiedy znów otworzyła oczy, wydało się, iż upłynęły zaledwie minuty.

Leżała z twarzą wtuloną w miękką, przyjemnie pachnącą pościel. Po jej plecach błądziła męska dłoń, delikatnie muskając nadwrażliwą na dotyk skórę.

Odwróciła głowę i otworzyła oczy. Lekko się uśmiechnęła, a wtedy on przysunął się i niezwykle czule ją pocałował.

– Wariat jesteś – powiedziała, unosząc ramię i przeczesując krótkie włosy.

– Dlaczego?

– Bo można przez ciebie oszaleć.

– I tak nie rozumiem.

– Nie? A pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? I kolejne?

– Pamiętam – potaknął domyślnie. – Ale wtedy sytuacja była całkiem inna. Musiałem cię utrzymać w ryzach. Byłaś dla mnie wrogiem Mariel.

– Wrogiem? Chyba za bardzo poniosła cię wyobraźnia – odparła z kwaśną minę.

– Jeszcze nie – wyszeptał jej do ucha. – Moja wyobraźnia dopiero się rozpędza. Chociaż masz rację. Odbiło mi. Na twoim punkcie wiewióreczko.

Trochę dziwnie było słuchać takich słów z jego ust. Ale znacznie bardziej zaskakiwał ją sposób w jaki jej dotykał czy całował. Pierwszy raz był szybki, pełen namiętności i wręcz niemożliwego do zaspokojenia głodu. Drugi także. Lecz teraz było inaczej.

– Ty… Sama już nie wiem, co mam o tobie sądzić? – Leżała na plecach, palcami pieszcząc jego policzki, a on na niej, pomiędzy zgrabnymi udami, z niedbale zaplątaną wokół bioder pościelą. Miała go tak blisko, że dostrzegała każdy szczegół, każdy detal surowej twarzy. I ogień, który całkowicie stopił lód w jasnobłękitnych oczach.

– Nie ma mnie. Jesteśmy my. – Pochylił się, aby ją pocałować. Na początku ledwo muskał wargi, lecz z każdą sekundą ta delikatność zamieniała się w pełne pasji pożądanie. Mariel splotła ręce na jego karku i zamykając oczy, utonęła w narastającej rozkoszy. Sam dotyk wystarczył, aby bez wahania rzuciła się na głębinę. A gdy dodała do tego ciężar silnego, muskularnego ciała, każdy zdecydowany gest, język splatający się z jej językiem, błądzący po nabrzmiałych ustach, figlarnie zahaczający o zęby, to wydało jej się, że nie zniesie tego więcej, nie da rady.

– Marcin! – wyjęczała, podczas gdy on sunął wargami po wygiętej w łuk szyi, docierając do sterczących piersi. Nie potrzebował brutalności, innych podniet. Wystarczyło jedno lubieżne spojrzenie kobiecych oczu, mało znaczący gest czy dotyk smukłej dłoni, a jego ciało płonęło niczym wyschnięte polano, a silna wola pękała głośno i z hukiem. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie przeżył. Nawet nie przypuszczał, iż uczucie to może być tak silne, tak intensywne.

Przeczesał palcami krótkie włoski na łonie, a później zaciągnął się upajającym zapachem gorącego, wilgotnego wnętrza. Lecz on pragnął także go posmakować. Obiema dłońmi ścisnął biodra Mariel i wsłuchany w jej jęki oraz błagania, niczym w transie pieścił nabrzmiałą łechtaczkę. Tak długo, aż nie nadeszło spełnienie i kobiece ciało zaczęło drżeć w jego objęciach. Dopiero wtedy ją puścił, podciągnął w górę i opierając głowę na ramieniu, spojrzał z rozbawieniem prosto w zasnute mgiełką rozkoszy, oczy.

– Pięknie krzyczysz – mruknął, figlarnie muskając czubek zgrabnego noska. – To lepsze niż niejedna symfonia.

Zarumieniła się słysząc taki komplement.

– A ty? – spytała, prawie że nie poznając własnego głosu.

– Ja? Pójdziemy pod prysznic, tam będę ja – uśmiechnął się szeroko. - W podziękowaniu pozwolisz mi na coś więcej.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    AR
    | Odpowiedz

    Aaaaaa w takim momencie 😱😱😱 tak nie można… Jako ratownik wnoszę sprzeciw 😝

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Ratownikiem nie jestem, ale jako osoba o podobnych umiejętnościach pływackich do Mariel również wnoszę sprzeciw! Ona umrze ze strachu zanim dowiemy się co dalej 😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zaplanowałam gorący poniedziałek 🙂

  3. G
    Gość
    | Odpowiedz

    No to czekamy!

  4. K
    Karo
    | Odpowiedz

    No niee!
    Mam niezwykle szczescie trafiac na takie zakonczenia rozdzialow
    Czekam z ogromnym zainteresowaniem

  5. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Jestem bardzo ciekawa co tam namieszałaś 😀 Starą wersję kocham, nowa na pewno mnie zaskoczy! Nie mogę się doczekać. I jak w starej wersji tu też liczę na happy end! Inaczej być nie może 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Raczej będzie to rozwinięcie całej akcji, która była potraktowana mocno po macoszemu 😉

  6. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Marcin mocno namieszał. Mariel jest teraz jego oczkiem w głowie, już nie jest wrogiem. Przemek tą akcją narobił sobie wrogów, on i Mariel będą na pewno na celowniku. Ciekawe co jest w tej walizce.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tajne dokumenty 🙂 A tak serio, ponieważ nie do końca skupiam się na wątku sensacyjnym, a raczej na relacjach, to być może się nie dowiecie 😉 Niby oczkiem jest, ale Marcin nie z tych, co pod pantofel można wziąć ;-)))

  7. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    Dla mnie Marcin to zdecydowanie ten drugi koniec kija. Dranie ale… Od słodkiego Żory do świadomego Marcina. Podoba mi się w nim, to jak potrafi zagrać drania, a po uzyskaniu efektu potrafi być czuły i opiekuńczy. Krzyknie, da w twarz (tego nie popieram), poszarpie ale to jakoś ma sens, (nie mówię o relacjach z paniami w domach publicznych)… Chce ją podporządkować ale i chronić. Poza tym lubię relacje pomiędzy dojrzałym facetem i dużo młodszą kobietą. I nie chodzi tu o układ z lolitką. Mariel jak na swój wiek jest dojrzałą romantyczką.
    Teraz będzie to co najlepsze czyli nowe. Pisz pisz Aguś ja to czytam…. 😁😁😁😘

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No w twarz to dał, gdy sytuacja była inna 🙂 Teraz Mariel jest jego. Piszę, muszę nad tym przysiąść z rozwagą, bo szkoda zmarnować tekst bylejakością ;-D

  8. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Wpadli jak śliwki w kompot😁😁😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Kapitulacja na pierwszym froncie ;-D

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Babeczko a kiedy kolejna część historii naszego Marcinka? 😊

Napisz nam też coś :-)