Nie to miejsce (II)

with 2 komentarze

thiller erotyczny
 

ocknęła się na tylnym siedzeniu auta.

Cichym jękiem oznajmiła oprawcom swój powrót.

Samochód stał w miejscu. Pan komisarz siedział z przodu, z zaciekawieniem przeglądając zdjęcia, które miała w pamięci aparatu. Był sam.

Niezłe – pochwalił, nawet się nie odwracając. – Naprawdę, całkiem niezłe.

Nie wymażesz? – spytała błagalnie.

Nie, no co ty! – roześmiał się cicho, odkładając aparat i odwracają się w jej kierunku. – Porządna rewizja i odwożę cię do domu. Muszę się tylko upewnić, że nie kłamałaś.

Za… zabijesz mnie?

Powinienem, to fakt – mruknął, mrużąc oczy i patrząc na nią nieodgadnionym wzrokiem. – Już i tak mocno narozrabiałaś.

Przecież to nie moja…

Kto normalny siedzi w krzakach, pośrodku lasu i to w taką pogodę? Na takim odludziu? Powiedzmy, że nie liczyłem się z tym, że zwłoki zostaną tak szybko znalezione. Ale skoro tak, to przyszło mi do głowy inne, znakomite rozwiązanie.

Mariel ukradkiem nacisnęła klamkę. Niestety, drzwi okazały się zamknięte.

Blokada – powiedział lekceważąco. – Masz tylko jedno wyjście. Pójść ze mną na układ.

Albo wszystko im powiedzieć.

Wszystko? Czyli co? Myślisz, że tak z marszu ci uwierzą? – dodał ze śmiechem. – Pracowałem jako antyterrorysta, potem brałem udział w misjach pokojowych w ONZ i Kosowie. Mam zasługi, odznaczenia i alibi. Posłuchaj. Moja propozycja jest bardzo jasna i klarowna. Powiesz im, że przypomniałaś sobie kilka szczegółów. W tym tych dotyczących mordercy.

Ciebie? – Trzeba przyznać, że ją zaskoczył.

Nie, nie mnie. Mam wrogów. Ty pomożesz mi, może nie tyle ich zniszczyć, co zasiać podejrzenia co do ich uczciwości.

Mam… Mam złożyć zeznania obciążające niewinnych ludzi? – Mariel nie mogła uwierzyć w to, co słyszała.

Ich kariera za twoje życie. Zresztą, nie tylko twoje – znów zmrużył oczy. – Masz rodziców, starsze rodzeństwo, bratanków, siostrzenice. Zniszczysz mnie, a ja zabiję po kolei każdą osobę, na której ci zależy.

Zamknęła oczy. Oparła się o siedzenie i tak trwała w bezruchu przez długą, bardzo długą chwilę.

Nie wiem, czy potrafię tak przekonująco kłamać? – powiedziała w końcu.

Będziesz musiała się postarać – oświadczył obojętnie. – A teraz wysiadaj!

Nie sprzeciwiła się, bo czym jakikolwiek sens miała ucieczka, skoro wiedział o niej tak wiele?

Po cholerę zgłosiła to morderstwo?!

Mogła wrócić do domu, zachowując tajemnicę. Mogła nic nie robić i nadal żyć w swym małym, bezpiecznym świecie.

Tylko czy spodziewała się, że to policjant okaże się mordercą?

Mam wracać pieszo? – zapytała, gdy on również wysiadł.

Nie. Rozbieraj się.

Co?! – Tym razem nie zamierzała go słuchać. – Nie ma mowy!

Albo zrobisz to sama, albo ja ci pomogę.

Ale… Zimno jest!

To zrób to szybko – zadrwił. – Dalej dziewczyno, nie marnuj mojego czasu. Nie lubię tego. Chyba że chcesz poczekać na Artura? – roześmiał się.

Nie chciała. Znów pomyślała o ucieczce. Bezsensownej, bo nawet jeśli nie zdołałby jej dogonić, to i tak by ją znalazł.

Po co? – spytała, czując się jak w sennym koszmarze.

Rewizja. Twoje rzeczy już przejrzałem, teraz muszę sprawdzić ciebie.

Ale po co?

Czy nie ukrywasz gdzieś przypadkiem malutkiej karty pamięci ze ślicznymi fotkami – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – No dalej, chyba że chcesz robić grupowe show?

Nie chciała. Z dwojga złego, wolała jednego widza. Miała jednak wrażenie, że nie o sprawdzenie tu chodziło. Chciał ją upokorzyć, pokazać, jaką ma nad nią władzę, udowodnić, iż to on jest tym silniejszym. Niestety, na razie miał rację. Z wielu powodów stała na straconej pozycji.

Zsunęła buty, potem spodnie. Na samym końcu z wahaniem zdjęła sweter i zadrżała z zimna. Lecz mimo to policzki miała purpurowe, wzrok spuszczony. Kątem oka dostrzegła, że mężczyzna usiadł na masce samochodu, skrzyżował ramiona i przyglądał jej się znudzonym wzrokiem. Ta jego beznamiętność wkurzyła ją znacznie bardziej niż cokolwiek innego.

Reszta też – rozkazał.

Ale po co? – powtórzyła pytanie.

Liczę do pięciu. Raz, dwa – recytował, wyciągając broń. – Trzy…

Zastrzelisz mnie? – Tym razem spojrzała mu prosto w oczy. Bardziej zaskoczona niż przerażona.

Skoro nie chcesz współpracować, to do niczego nie jesteś mi potrzebna. Cztery – uniósł ramię, odbezpieczając broń. – Pięć.

Doobrzeee – wyjąkała Mariel, sięgając do zapięcia staniczka.

Wszystko – ponaglił, nie mogąc oderwać wzorku od dużych, jędrnych piersi. Niezwykle apetycznych, przyznał w myślach.

Nie potrafiła się powstrzymać. Z furią rzuciła mu w twarz ostatnią sztukę, czyli majtki.

Masz skurwielu! – warknęła. – I co? Znalazłeś coś?

Zaskoczyła go. Dotąd dostrzegał w niej wyłącznie strach. A teraz nieoczekiwanie wpadła we wściekłość.

Jeszcze nie – oznajmił ze spokojem. – Teraz podejdź do samochodu, oprzyj dłonie na masce i rozstaw nogi.

Co?!

Najprzyjemniejsza część. No dalej! – wskazał lufą, gdzie ma pójść. – Bo tym razem nie będę liczył.

Zrobiła co kazał, ale był pewien, że zyskał nagle śmiertelnego wroga. Upokorzył ją, a ona odtąd będzie tylko wypatrywała okazji do zemsty. Lecz miał to w dupie. Czym mogła zagrozić mu taka dziewczynka?

Mariel to niezwykłe imię – powiedział, podczas gdy jego dłonie powoli przesuwały się po jej nagim ciele, od stóp w górę.

Maria Helena – burknęła, zaciskając palce w pięści. – To zdrobnienie nadane mi przez brata.

Ładne. – Na dłużej zatrzymał się na krągłych biodrach. Kurwa! Niezła była. Niewysoka, o pełnych, może nawet zbyt pełnych kształtach. W sumie to takie kobiety go nie kręciły, ale ta miała w sobie coś wyjątkowego. Co? Na to pytanie nie znał odpowiedzi. Ale w miarę jak przesuwał rękoma po jej ciele, rosło jego podniecenie.

Zaskakująco szczupła w pasie. Prawie zdołał ją objąć dłońmi. W końcu powędrował wyżej.

Co robisz? – jęknęła, chcąc się wyrwać. Ale nie pozwolił jej na to. Przycisnął ją do zimnej maski, unieruchomił, a potem dotarł do piersi.

Wiesz, że są cudowne? – wyszeptał prosto do ucha, podczas gdy dziewczyna krzyknęła z bezsilnej złości. Nagle uświadomiła sobie, że jej kiepskie położenie, właśnie zmieniło status na fatalne. Gwałt! Chyba gorzej już być nie mogło! Chociaż nie, mógł ją jeszcze zabić.

Puść mnie! Tego nie było w umowie!

W umowie? – Ocierał się o nią biodrami, zataczając niewielkie kółeczka. – A może właśnie powinniśmy w jakiś sposób celebrować nasz układ? Seks byłby niezłym pomysłem.

Nie chcę! – jęknęła. – Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, stary pryku!

Stary? W tych sprawach liczy się również doświadczenie – zakpił. – Pokazać ci?

Nie!

Jak Artur wróci może się do nas przyłączy? Rżnęło cię już dwóch facetów? – Gorący oddech owiewał skraj jej policzka. Ciężkie, męskie ciało przyszpilało w miejscu, nie pozwalając na zbyt wiele, chociaż walczyła, walczyła z całych sił! – W tym samym momencie?

Puść mnie! – rozpłakała się z bezsilności. – Proszę! Puść! Nie chcę… Nie tak i nie z tobą!

Nie ma mowy. Podnieciłem się, a nie lubię robić tego samodzielnie. I nie wyrywaj się, bo cię skuję.

Mówił prawdę. I chciał ją zmusić do współpracy. Jakoś gwałty nie leżały w kręgu jego zainteresowań, zresztą nigdy nie musiał zmuszać do czegokolwiek żadnej kobiety. Tej też nie chciał. Wolał ją rozpalić, sprawić, aby sama zaczęła go błagać o seks. Przyda się relaks po pełnym emocji dniu.

Wytropił zdrajcę. Z satysfakcją strzelił mu w łeb. A potem nagle dostał wiadomość, że jest świadek tego zajścia. O mało co nie eksplodował ze złości. Cały, misternie ułożony plan mógł się zawalić, bo jakaś dziewczyna podglądała ich, siedząc w pobliskich krzakach.

Poza tym ustalimy pewną hierarchię. Ja wydaję polecenia, ty je wykonujesz. Szybko, bez zbędnych pytań.

Nie! – Z całej siły zacisnęła zęby. A on z niezadowoleniem stwierdził, że daleko jej było do współpracy. Nawet kiedy wcisnął palce w jej wnętrze, poczuł jak jest suche i nieprzystępne.

Uparciuch – mruknął, po czym nagle ją puścił, dając krok w tył. – Nie, to nie – dodał, wzruszając ramionami. – Ubieraj się, byle szybko.

Nie trzeba było dwa razy jej tego powtarzać. Drżącymi dłońmi, wciągnęła spodnie, potem sweter i buty, nie kłopocząc się czymś takim jak bielizna. Poprawiła jeszcze wzburzone włosy i dopiero wtedy się odezwała.

Jestem gotowa.

Szlag! A miałem nadzieję, że zmienisz zdanie. Dobra, do środka!

A ten drugi?

Artur? Został na komisariacie. Musi dopilnować interesów.

Jest taki jak ty?

Nie bardzo wiem, co masz na myśli? – Przez otwarte okno wyrzucił niedopałek papierosa i ruszył z kopyta. – Po prostu współpracujemy.

O nic więcej nie spytała. Zapięła pas, łapiąc jego pełne politowania spojrzenie, po czym skuliła się, zachowując jak największą odległość. Wciąż jeszcze była roztrzęsiona tym, co ją spotkało, a jeszcze bardziej tym, czego zdołała uniknąć.

Kwadrans drogi upłynął im w milczeniu. Mariel odwróciła głowę, wpatrując się w przesuwający się za oknem krajobraz. Za to on, od czasu do czasu, zerkał na nią z rozbawieniem. Wciąż było podniecony, ale postanowił poradzić sobie w inny sposób. Może to był dziwne, że mając tyle grzechów na sumieniu, nie chciał popełnić kolejnego, ale naprawdę brzydził się gwałtami. Trochę go poniosło przez tą rewizję, lecz w porę się opanował. Dziewczyna była niezwykle ponętna i nawet teraz czuł pod palcami zarys jej ciała, ale nie zamierzał do niczego jej zmuszać.

Zabiłby ją bez problemu, ale gwałt? Nie, daruje sobie. Niedaleko stąd jest burdel z całkiem dobrymi dziwkami, więc załatwi to po staremu.

Od kiedy Anna od niego odeszła, nie miał nikogo na stałe. Rzadko też szukał czegoś przygodnego. Wolał zapłacić, chociaż wiedział, że nie miałby problemu ze znalezieniem chętnej. Usługa kompleksowa, bez zbytecznych podchodów, fałszywych słówek i alkoholu – to było to, co preferował. Pierwszy raz od bardzo dawna dotykał kobiety, która nie tylko nie była dziwką, ale nie była też nim zainteresowana. Lecz bardzo prosto sobie to wytłumaczył.

Bała się go. Widziała w nim jedynie mordercę, przekupnego glinę. Bezlitosnego łajdaka.

I dobrze. Tak miało zostać. Nawet nieźle mu wyszedł pokaz siły, bo teraz dziewczyna będzie gotowa na współpracę.

Jesteśmy. – Zatrzymał się przed niewielkim domkiem. Nie pytała głupio, skąd wiedział, gdzie mieszka.

Mogę zabrać swoje rzeczy?

Tak – skinął głową.

Nic więcej nie powiedziała. Chwyciła torbę, plecak i kurtkę, po czym w pośpiechu wysiadła. On również się nie odezwał. Po co strzępić sobie język? Musiał jedynie dopilnować, żeby nie popełniła żadnego głupstwa. Jej fałszywe zeznania przydadzą się, bo taki jeden wciąż patrzył mu podejrzliwie na ręce. A tak będzie zajęty obroną własnej dupy.

Rzucił ostatnie spojrzenie w kierunku znikającej za drzwiami Mariel, po czym odpalił i ruszył z wizgiem opon.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    AR
    | Odpowiedz

    Robi się ciekawie 😁

  2. J
    Julcia552
    | Odpowiedz

    Kocham, kocham, kocham ❤

Napisz nam też coś :-)