Nie to miejsce (III)

with 3 komentarze

thiller erotyczny
 

Aż trudno uwierzyć, że o poranku świat wydawał się być taki sam. Słońce za oknem na bezchmurnym niebie, zapach wykrochmalonej pościeli, aromat kawy zbożowej, którą jej babcia zawsze piła na śniadanie.

Wszystko prawie takie samo. Bo nie świat się zmienił, a ona.

Usiadła na łóżku, zamyślona, poddenerwowana. Wspomnienia wróciły z siłą wodospadu, tak realne, że aż wydawało się to nierzeczywiste. Zazwyczaj, gdy miała kłopoty, o poranku wydawały się one bardziej banalne. Lecz nie dziś.

Była świadkiem morderstwa, które popełnił wysoko postawiony funkcjonariusz policji, przy czym ofiara również była policjantem.

Jakiego ona kurwa miała pecha!

W całej, ogromnej puszczy, musieli wybrać akurat miejsce obok jej kryjówki.

Mariel? – Babcia uchyliła drzwi, wsadzając do środka głowę. – Kochanie, coś ci jest? Wyglądasz niezwykle blado?

Przemokłam wczoraj – wyjaśniła. – Pewnie dlatego. Już wstaję.

Dobrze. Śniadanie czeka na stole. I ten półmisek z truskawkami jest cały dla ciebie.

Dziękuję. A ty?

Dziś piątek, zapomniałaś? Mamy spotkanie w domu sołtysowej.

Baw się dobrze. – Mariel zmusiła się do uśmiechu, a później bez zapału zwlokła z łóżka.

Długa kąpiel i mocna kawa, odrobinę pomogły. Słoneczna pogoda za oknem i ciepłe, przesiąknięte zapachem końca lata powietrze, także. Mariel ubrała krótkie dżinsowe szorty i białą koszulkę, którą związała w węzeł na brzuchu, rozpinając jednocześnie kilka guziczków od góry. Potem jeszcze kalosze, bo po wczorajszym deszczu trawa z pewnością jeszcze nie zdążyła wyschnąć. Postanowiła pójść do sadu i nazrywać jabłek na placek. Przyda się osłodzić sobie życie.

Zastanawiając się skąd u licha o tej porze roku babcia wzięła truskawki, wzięła całą miseczkę i wyszła na zewnątrz. Tuż przy płocie zamarła zaskoczona.

Ty? – wydusiła z siebie z trudem.

Ja – potwierdził, przyglądając jej się bacznie.

Stał oparty plecami o ścianę sąsiedniego domu, w prawej ręce trzymając telefon, lewą wsunął do kieszeni podniszczonych dżinsów.

Dziś potrafiła dostrzec znacznie więcej szczegółów, niż poprzedniego dnia. Tak, był wysoki, dużo wyższy niż ona. Skórę miał zbrązowiałą od słońca, włosy krótkie, bardziej siwe niż czarne. Cała jego postawa, rysy twarzy, charakteryzowały się niezwykłą surowością, a oczy… Tak zimne, tak hipnotyzujące, tak wyprane z wszelkich uczuć. Nigdy wcześniej nie spotkała się z taką intensywnością spojrzenia.

Na długą chwilę utonęła w nich, zamierając w bezruchu i piastując w objęciach miseczkę z truskawkami. Reszta nie była ważna, nie zwracała aż takiej uwagi.

Poczęstujesz mnie? – Wskazał podbródkiem na trzymane przez nią owoce.

Z trudem otrząsnęła się z oszołomienia, chociaż teraz pojawił się również strach. Po co zjawił się już dzisiaj? Podeszła bliżej, stając tuż przy samym ogrodzeniu. On również, między czasie chowając telefon do tylnej kieszeni spodni. Potem oparł się o drewniany, podniszczony płot, jednocześnie pochylając do przodu.

Przyszedłem omówić szczegóły naszej umowy.

Nie odpowiedziała. Nadal miała wrażenie, jakby poruszała się w gęstej mgle. Sięgnęła po dorodną, pyszniącą się czerwienią truskawkę, po czym trzymając ją za zielony ogonek, wyciągnęła przed siebie rękę. Nie spodziewała się tylko, że mężczyzna pochyli się jeszcze bardziej, dotykając ustami wierzchu jej dłoni.

Zmrużył oczy, wodząc wargami po delikatnej skórze, wdychając zapach kobiecego ciała, z wyraźną nutą truskawek. Po czym ostrożnie ujął owoc zębami, patrząc przy tym prosto w ogromne, niebieskie oczy. I dopiero wtedy go zjadł.

Mogę prosić o więcej? – spytał, ale tym razem głos miał zmieniony, głębszy, lekko schrypnięty.

Mariel nie odwróciła się na pięcie i nie uciekła. Za to wyjęła kolejną truskawkę. Tym razem do pieszczoty ust dołączył i język. Nic poza tym. Wyglądało to tak, jakby smakował jej dłoni, delektując się nie tylko soczystością czy słodkością owocu. Nie poruszył się, nie zmienił pozycji, nie zmniejszył dzielącego ich dystansu.

Pierwszy raz mężczyzna je mi z ręki – odezwała się końcu, mając nadzieję, że on nie dostrzeże, jak bardzo drży jej głos. Mężczyzna? Morderca! jęknęła w duchu.

Mogę jeść nie tylko z ręki – zaproponował, uśmiechając się szeroko, jednocześnie jego spojrzenie powędrowało niżej; zanurkowało w zbyt głębokim dekolcie, zsunęło się po płaskim brzuchu, na moment zatrzymało na zgrabnych łydkach.

Ja… Mam coś do zrobienia – wydusiła w końcu z siebie Mariel.

Nie, zostań! – zaprotestował. Tym razem w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Coś co mogła przyrównać do rysy na idealnie gładkiej, lustrzanej powierzchni. – Nie kryguj się głupio. Wiesz, o czym chcę porozmawiać.

Wiem. Tylko na chwilę wrócę po coś do domu, potem możemy rozmawiać.

Skłamała. Po prostu chciała uciec. Zatrzasnęła z hukiem drzwi, opierając się o nie plecami. Głęboko odetchnęła. Drżącą dłonią odstawiła pustą już miseczkę, drugą poprawiła wzburzone włosy i zapięła dekolt, redukując go do minimum. Nie chciała ani jego podziwu, ani pożądania. Pragnęła, aby okazał się tylko złym snem, koszmarem, z którego obudzi się o poranku.

Lecz kiedy chciała wyjść, okazało się, że stał tuż na progu. Przez ramię miał przewieszoną skórzaną kurtkę, ale nic poza tym się nie zmieniło. Nic, prócz tego, że teraz znajdował się dużo bliżej i to bez przeszkody w postaci płotu.

Lepiej będzie w środku – oznajmił. – Doświadczenie mi podpowiada, że okoliczne krzaki kryją wiele niespodzianek – zakpił.

Chciałam się przejść.

Przejść?

Potrzebuję świeżego powietrza i długiego spaceru. W sadzie nie ma krzaków, a wątpię, by ktoś siedział ukryty na drzewie.

Dobrze, możemy się przejść – wzruszył ramionami, kładąc kurtkę na fotelu stojącym na ganku.

Tak było lepiej. Bała się znaleźć z nim w jednym pomieszczeniu sam na sam. Samej siebie nie musiała okłamywać.

Zamknęła drzwi, tym razem używając również klucza. Poprawiła jeszcze stojącą krzywo na parapecie doniczkę, po czym sprawnie pokonała trzy stopnie schodów, kierując się nieco zaniedbanej ścieżce prowadzącej do sadu. Nie sprawdziła, czy mężczyzna podąża za nią, bo była tego stuprocentowo pewna. Lecz zaledwie w połowie drogi, silne ramię owinęło się wokół jej pasa, zatrzymując ją w miejscu. Krzyknęła cicho zaskoczona, ale na razie nie próbowała się uwolnić.

Podobasz mi się – wyszeptał, delikatnie kąsając płatek jej ucha i przyciskając ją do swego ciała, w tak jednoznaczny sposób, że nie pozostawiał on żadnych wątpliwości, co do jego zamiarów.

A ty mnie nie! – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Dlaczego?

Mogłabym podać wiele powodów, ale poprzestanę na jednym. Jesteś za stary jak na mój gust. I przestań bredzić o doświadczeniu, bo nie szukam seksu bez zobowiązań.

Kto powiedział, że byłby bez zobowiązań?

Ja. Dlatego że jesteś za stary, dlatego że chciałeś mnie zabić, dlatego że jesteś mordercą i przede wszystkim dlatego, że wczoraj mnie upokorzyłeś.

W ramach tresury. – Poluzował uchwyt, a Mariel od razu to wykorzystała. Stanęła naprzeciwko, tym razem odważnie patrząc mu w twarz.

Wiem. Na razie muszę godzić się na reguły tej gry, ale jeśli tylko będę miała możliwość, zmienię je.

Wiesz że teraz powinienem bez słowa sięgnąć po broń i strzelić ci w łeb? – spytał z zaciekawieniem.

Stwierdziłam tylko to, o czym sam doskonale wiesz. To nie jest dobrowolny układ.

Nie jest – powiedział powoli. – Uparta dziewczyna z ciebie.

A co myślałeś? – syknęła, nagle rozzłoszczona. – Poznałam cię dzień temu, w dodatku w takich warunkach i co? W podskokach mam zadrzeć z siebie kieckę, radośnie zgadzając się na szybki numerek?

Nie powiedziałem, że będzie szybki. – Pochylił się tak bardzo, że poczuła ciepło jego oddechu. Nie po raz pierwszy pomyślał, iż najprostszym rozwiązaniem byłoby zabicie jej. Tylko że nieoczekiwanie nie miał ochoty tego zrobić. Podobała mu się ta niepewność, ten układ pomiędzy nimi, układ działający na jego korzyść.

W końcu coś, co przełamało wszechobecną nudę, zburzyło rutynę.

W przyszłym tygodniu stawisz się na komendzie. Tutaj masz kartkę ze szczegółami i inne informacje. – Wzdrygnęła się, gdy wcisnął jej w rękę zdjęcie młodego mężczyzny w mundurze. – Nie masz niczego twierdzić wprost. Twoje zeznania mają być nieco mętne, wszystko pozostawiające w sferze domysłów, a nie pewności.

Dlaczego? – Poczuła się zaskoczona.

Masz zasiać ziarno niepewności, a nie oskarżać. To drugie pociągnęłoby za sobą pewne konsekwencje, którym mogłabyś nie sprostać. Naucz się tego na pamięć, potrenuj przed lustrem.

Kto to jest?

Nie twój interes. Jak wszystko zapamiętasz, spal.

A jeśli mi nie uwierzą?

Nie muszą. Masz zasiać wątpliwości, sprawić, aby poczuł na karku palący, baczny wzrok przełożonych. Tylko to.

Skoro nic złego nie zrobił, to i tak się nie przestraszy.

Być może. Nie musi.

Więc kompletnie tego nie rozumiem.

Powiedzmy, że mniej zacznie zastanawiać się nad pewnymi faktami, więcej nad własnym położeniem. To mi wystarczy. Muszę załatwić jeszcze kilka spraw, a potem będę zgrywał przykładnego, pełnego poświęcenia gliniarza – dodał drwiąco. – Kto wie? Może nawet schwytam jakiegoś mordercę?

Irytujesz mnie.

Myślałem, że przerażam?

To też. Ale coraz mniej – dodała ze zdumieniem, a wtedy w oczach mężczyzny ukazał się niebezpieczny błysk.

Niedobrze – cmoknął z niezadowoleniem, a później niespodziewanie zaatakował. Nie uderzył jej, chociaż mógł. Lecz miał ochotę ukarać ją w zupełnie inny sposób. Przyjemniejszy dla niego.

Mariel? – Podpity głos sąsiada zabrzmiał niczym wystrzał z kuli armatniej.

Dzień dobry – powiedziała, wyplątując się ze słabnącego uścisku pana komisarza. Lecz wiedziała, że on nie odpuści. Jak nie teraz, to dorwie ją innym razem. Niepotrzebnie wymsknęło jej się to o przerażeniu. Tym bardziej, że wystarczył jeden jego ruch, jedno brutalne posunięcie, a strach powrócił.

Przewaga była niewątpliwe po jego stronie.

Zamieniła kilka słów ze wścibskim sąsiadem, podczas gdy wróg stał za jej plecami. Milczący, pochmurny. I tak cichy, że dopiero kiedy odwróciła się w jego stronę, zrozumiała, że to dlatego, iż zniknął.

Miała jednak przeczucie, że nie na długo.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. K
    Kate
    | Odpowiedz

    Fantastyczny klimacik, taki mrrroczny 😀

  2. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Kocham to opowiadanie normalnie!
    Jest bardzo wciągające, czyta się jednym tchem 🙂

  3. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Mrauuu

Napisz nam też coś :-)