Nie to miejsce (VI)

with 7 komentarzy

thiller erotyczny
Wiem, obiecałam. Ale powaliła mnie grypa, taka nasza, nie z importu 😉 Dziś już jest lepiej, ale właśnie dowiedziałam się, że zamykamy kawiarnię do 25 marca, bo nasz lokal mieści się w budynku publicznym, który też zostanie zamknięty. I dobrze, i niedobrze. Za to mam całe dwa tygodnie, aby w końcu zając się motylami i dziećmi :-))) Na sceną wkracza kolejny bohater, zobaczymy na ile się mi spodoba i czy zostanie dłużej ;-D

 

Postąpiła dokładnie według instrukcji, które przekazał jej pan podkomisarz, wspinając się przy tym na wyżyny sztuki aktorskiej. Wychodząc, w tłumie twarzy zauważyła twarz mężczyzny z fotografii. Chmurną, zaciętą, szczerą twarz młodego mężczyzny, na którego właśnie rzuciła niejasne podejrzenia. To wprawiło ją w minorowy nastrój. Z jednej strony była szczęśliwa, że już po wszystkim, z drugiej pełna wstydu, bo stchórzyła i zrobiła dokładnie to, czego żądał od niej wróg.

Wróg. Morderca. Prześladowca. Nie pamiętała, iloma takimi epitetami obdarzyła go w myślach. Unikała tylko jednego wspomnienia. Tamtego z polany, gdy doprowadził ją na szczyt, gdy sprawił, że ciało zyskało kontrolę nad umysłem, a Mariel pogrążyła się w odmętach rozkoszy.

A teraz siedział na ławce, w parku po drugiej stronie ulicy, przy której mieściła się komenda.

Siedział, wlepiając w nią beznamiętne spojrzenie i enigmatycznie paląc papierosa.

– Powiedziałam dokładnie to, co chciałeś – oznajmiła, otulając się połami swetra. – Wywiązałam się z umowy. Nie musisz mnie dłużej nachodzić.

– Muszę cię pilnować – mruknął, mrużąc oczy.

– Możesz to robić z daleka, nie zakłócając mojego spokoju – oświadczyła hardo.

– Nie czując nad sobą bata, mogłabyś jeszcze narozrabiać.

– Postąpiłam wbrew sobie, wbrew własnemu sumieniu. Rzuciłam oskarżenia na niewinnego człowieka. Być może poniosę tego konsekwencje.

– To praworządny idiota, wyznający durne ideały – wzruszył ramionami. – Akurat on nie będzie cię prześladował.

Przypomniała sobie twarz młodego policjanta i poczuła łzy, zbierające się pod powiekami.

– Jesteś wyjątkowym skurwysynem! – warknęła, ocierając wierchem dłoni oczy. – Mam nadzieję, że ktoś w końcu cię zastrzeli i będę mogła wyznać prawdę. Bo tego co zrobiłam, nie wybaczę sobie do końca życia.

– Jestem skurwysynem – potwierdził z obojętnością. – On też będzie, zobaczysz. Kilka lat pracy, kilku morderców, których wyśledzi i aresztuje, a prokurator na spółkę z sędzią szybko wypuszczą na wolność i z jego ideałów gówno zostanie.

– Tak jak z twoich? – spojrzała na niego z nagłą ciekawością.

– Tak jak z moich – potwierdził, bo nie widział sensu, aby kłamać. Zapalił kolejnego papierosa i zaciągnął się dymem, patrząc na milczącą dziewczynę.

– Nie wszyscy się tacy stają – odezwała się w końcu cicho.

– Nie wszyscy. Ale im większe masz nadzieje związane z tą pracą, tym boleśniejszy zawód cię spotka.

– Chyba rozumiem. – Ruszyła przed siebie, w kierunku niewielkiego parku, a on razem z nią. – Mogę spytać jaki zawód ciebie spotkał?

– Możesz. A ja mogę nie odpowiadać.

– Myślę, że chcesz.

– Chcę?

– Chcesz mi to powiedzieć.

– Bynajmniej – wzruszył ramionami. – Historia jakich wiele.

– Mów. – Usiadła na ławce obok niego. Oparła się o twardą poręcz, on pochylił do przodu, z łokciami na kolanach, ze wzrokiem wbitym w chodnik.

– Kiedyś… Kilka lat temu, zgłoszono morderstwo. Pięć ofiar, w tym troje dzieci. Jedno… niemowlę – ostatnie słowo wycedził przez zaciśnięte zęby. – I skurwiel, którego bardzo szybko namierzyliśmy. I wiesz co? Prasa zamiast nas pochwalić, urządziła gównoburzę, bo wyprowadziliśmy skutego bydlaka w samych gaciach. Że niby to takie nieludzkie i niehumanitarne. A potem… Dobrze opłacony psychiatra, lewe papiery, krótki pobyt w psychiatryku i znów na wolności. Jego ojciec, znany polityk, miał znajomości. Nikt się tym tematem nie chciał zająć.

– Skoro polityk, to może opozycja?

– Niby kto? Telewizja i prasa na smyczy jednej władzy. Teraz to chociaż pójdziesz do konkurencyjnej stacji, ale wtedy to do kogo, jak wszyscy stali murem po tej samej stronie? Trochę tam internet poszumiał, ale to wszystko. I wiesz co jest najzabawniejsze? Pół roku później brutalnie zgwałcił i zamordował nastolatkę. Pewnie to też uszłoby mu na sucho, ale młoda miała wujka, który przez całe życie działał na bakier z prawem. Ten się nie cackał jak nasza prokuratura. Tak, to właśnie kurwa jest przyczyna tego bałaganu! – warknął. – Popieprzeni prokuratorzy, obojętni, wyprani z uczuć sędziowie.

– Nie przesadzaj. Przecież nie wszyscy.

– Niestety, większość. Nadzwyczajna kasta, oby wszyscy smażyli się w piekle! – warknął, z trudem tłumiąc gniew. Wspomnienie tamtej porażki powróciło, tak samo dławiące, tak samo smakujące goryczą. – Gdy dostałem wtedy wezwanie, wiesz co zastałem? Co zastaliśmy?

– Powiedz mi – poprosiła ze spokojem. Pierwszy raz widziała, jak stracił nad sobą panowanie. Pierwszy raz zachowywał się jak normalny człowiek, a jego oczy straciły tę lodowatą obojętność.

Jego słowa były oszczędne, wręcz minimalistyczne, ale wystarczające, aby wzbudzić cały wachlarz emocji. Od żalu do gniewu. Jeśli ona odczuwała to w ten sposób, to on…

– Wujek tamtej dziewczyny… Zabił go?

– Tak. – Tym razem Marcin szeroko się uśmiechnął. W zmrużonych oczach dostrzegła całe morze satysfakcji. – Nie miał litości. Najpierw wykastrował gada, później pozwolił, aby wykrwawił się na śmierć. Już nie żyje.

– Bo wykrwawił się na śmierć, tak?

– Nie, mówię o tym, który sam wymierzył sprawiedliwość. Bogaty tatuś naszego psychola też potrafił się zemścić. Dwa dni później zmarł z przyczyn naturalnych. Zawał. I dobrze, inaczej nakręciłby spiralę takiej zemsty – Marcin pokręcił głową – że nie wiadomo, czym by się to skończyło. A tak świat został uwolniony od psychopatycznego sadysty, przekupnego bydlaka i gangstera, który o dziwo, w tym towarzystwie wcale nie wypadał najgorzej.

– A ty?

– Co ja?

– Opowiedziałeś mi właśnie krwawą bajeczkę jako usprawiedliwienie twojego zbydlęcenia.

– Bajeczkę? Sądzisz że ta… bajeczka – prawie wypluł to słowo – to powód czegokolwiek?

Patrzyła na niego, milcząc. Zamyślona, jakby nieobecna. Nie, wcale tak nie sądziła. Miała wrażenie, że tamte wydarzenia były tylko przysłowiową kroplą, która przelała czarę goryczy.

– Ile masz lat? – spytała impulsywnie, a on zaskoczony uniósł w górę brwi.

– Czterdzieści trzy – odpowiedział, chociaż nie spodziewała się tej odpowiedzi.

– Dlaczego wciąż pracujesz w policji, skoro działasz po przeciwnej stronie?

– Właśnie dlatego – odparł rozweselony. – Oj wiewióreczko, wiewióreczko! Strasznie nieżyciowa jesteś.

– Wiewióreczko? – Teraz to ona się zdziwiła. – Nie jestem ruda.

– Nie. Ale zauważyłem, że lubisz pstrykać fotki wiewiórkom.

Westchnęła.

– To co teraz? Wezwą mnie jeszcze raz?

– Może.

Milczała bardzo długą chwilę. Kiedy opadły emocje, zniknęła też złość, a w zamian za to pojawiło się zmęczenie. Zniechęcenie. Miała nawet wrażenie, jakby to wszystko był snem, koszmarem, z którego wystarczy się wybudzić.

– Pora na nas. – Marcin wstał, rzucając kolejny niedopałek na ziemię.

– Na nas?

– Odwiozę cię do domu.

– Nie! – zaprotestowała energicznie. – Nie – powtórzyła tym razem spokojniej.

– Boisz się? – zadrwił.

– Tak.

– Dlaczego się mnie boisz?

– Nie powiedziałam, że ciebie.

Zrozumiał i chyba go to rozbawiło. Przylgnął do jej pleców, obie dłonie zaciskając na smukłej talii. Nie wyrywała się, bo nie chciała zwrócić na nich uwagi i chyba doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

– A jednak cię zawiozę – szeptał, pieszcząc oddechem skraj poczerwieniałego policzka. – Po drodze skręcimy w którąś z bocznych dróg, wjedziemy głęboko w las, aby nikt nie słyszał twoich krzyków… Mariel! Ja już jestem podniecony. Dlatego musimy to zrobić!

– Puść mnie. – Była wściekła, chociaż dawało się dostrzec tylko w głębi przejrzystych oczu.

– To nieuniknione, pamiętaj.

– Pamiętam o wiele więcej. A teraz mnie puść.

Nie poddał się, a jedynie drwiąco uśmiechnął. Wciąż miał świadomość przewagi, ale kiedy zadzwoniła jego komórka, zrozumiał, że dziś nie będzie mógł tego wykorzystać.

– Sprawy służbowe – mrugnął okiem i bez pożegnania, odwrócił się na pięcie i odszedł.

Została sama. Lekko drżała, chociaż świeciło słońce i było wystarczająco ciepło. Zamknęła oczy, policzyła do dwudziestu i głęboko odetchnęła. Lecz nie zdążyła zrobić nic poza tym, gdy ktoś brutalnie ją chwycił, zakleszczając w stalowym uścisku.

– Teraz rozumiem, wszystko rozumiem. – Podświadomie spodziewała się usłyszeć Marcina, ale to nie był on. Ten głos był młodszy, wyższy. I należał do mężczyzny, którego pół godziny wcześniej oskarżyła o morderstwo.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. k
    kikiska
    | Odpowiedz

    Nareszcie!!!!! Mamy kolejnego gracza w tej grze, ciekawe co z tego wyniknie…powrotu do zdrowia 🙂

  2. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Babeczko, obyś szybko wyzdrowiała.
    No no czyżby konkurencja dla naszego podłego policjanta?

  3. E
    Emgie
    | Odpowiedz

    Zdrówka życzę, ale jest plus tych przymusowych wakacji: będzie więcej opowieści?😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oby, oby… Jak mnie psychicznie nie wykończą te dwa tygodnie wspólnie z rodzinką 😉

  4. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Dużo zdrówka…..
    Oj oj będzie się działo ❤️

  5. A
    AR
    | Odpowiedz

    Robi się coraz ciekawiej 😮 kolejne super opowiadania, które trzyma w napięciu 🙃 czekam na więcej 😝

  6. A
    Aaaaa
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejną część??

Napisz nam też coś :-)