Nie umiem stąpać tak cicho (X)

with 8 komentarzy

horror o zabarwieniu erotycznymSypialnia na piętrze w te upały to koszmar... Zamiast wyspana, to czuję się tak pogięta, że nawet mocna, poranna kawa nie pomogła 🙂

Dziś nie będziemy się straszyć, tylko co nieco sobie wyjaśnimy. Postraszmy się w kolejnych częściach 😀
 

– Nie wiem – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Obszerny fotel i dwa krzesła nie stwarzały zbyt wielu możliwości. A połowy łóżka nie ośmieliłaby się mu zaproponować.

– Przyniosę jakieś koce i kołdrę – mruknął, kierując się do wyjścia, a umysł Laury zalała fala paniki.

– Nie! – Poderwała się, dopadając go i chwytając ze ramię.

– Przepraszam – dodała zawstydzona, gdy posłał jej karcące spojrzenie.

– Załóż naszyjnik i się połóż. Zaraz wrócę.

– Pójdę z tobą…

– Nie wierzysz w duchy, co? – ironicznie wykrzywił usta. – Chodź.

Gdy potem oboje już leżeli w ciemności, rozświetlonej jedynie małą lampką stojącą w rogu pokoju, Laura zadała nurtujące ją od dłuższego czasu pytanie.

– Dlaczego powiedziałeś, że ciotka pomyliła się, wyznaczając mnie na swą spadkobierczynię?

– Jesteś słaba – mruknął. – Jesteś słaba przez swój brak wiary, przez sceptyzm i przez niewiedzę.

– Przecież to nie moja wina, że nikt o niczym nie chce ze mną rozmawiać – odparła z pretensją. – Same niedopowiedzenia, tajemnice. Ty także zbywasz mnie półsłówkami.

– Ja nie mogę nic powiedzieć.

– Dlaczego?

– Zabroniono mi.

– A gdybym ci dała słowo honoru, że nie zdradzę, iż wszystko wiem od ciebie?

– To na nic. Oni o tak by wiedzieli.

– Kto u diabła? – zirytowała się tym jego suchym, beznamiętnym tonem i zagadkowymi słowami. – Duch święty?

– Coś w tym rodzaju – wyszeptał. – Mówiłaś że nie wierzysz w boga, że nie wierzysz w życie po śmierci, duchy i inne zjawiska paranormalne. Ale to nie znaczy, że one nie istnieją, drwiąc sobie z twojej niewiary, szydząc ze słabości. Bo wobec nich jesteście jak dzieci we mgle, bezbronni i zagubieni.

– Wy? A dlaczego nie my? – Przysunęła się do krawędzi łóżka i kładąc pod brodą złączone dłonie, wpatrywała się w leżącego na wznak Edwarda. – Nie zaliczasz się do ludzi, czy do bezbronnych i zagubionych?

– Bystra jesteś. Umiesz łapać za słowa. Ale na to pytanie nie odpowiem.

– Edward! Żebyś wiedział, jak mnie irytujesz! – warknęła, dla podkreślenia tych słów uderzając zaciśniętą dłonią o rant łóżka.

– Tak? – Spojrzał na nią i chyba po raz pierwszy lekko się uśmiechnął, sprawiając że Laura o mało co nie zleciała z hukiem na podłogę. – To połóż się wygodnie, bo opowiem ci bajkę. To nie historia mego życia, tej nie chcę nikomu zdradzać.

– Chyba wiem, czego będzie dotyczyć. Mów!

– Był sobie pewien ciekawski, ambitny człowiek. Dużo podróżował. Zjawił się w kraju, którego nie było na mapach i poznał piękną, inteligentną kobietę. Zakochał się i ożenił, normalna kolej rzeczy. Później razem ruszyli w podróż. Dotarli do miejsca, które kryło w sobie wiele tajemnic. Starych, przerażających, ale i pobudzających wyobraźnię.

– Masz taki styl, jakby to trup relacjonował swój pogrzeb – mruknęła Laura. Ten opanowany, wyprany z uczuć głos i krótkie, treściwe zdania, denerwowały ją.

– Ten człowiek znalazł coś, co powinno było pozostać w ukryciu – mówił dalej niezrażony Edward. – Znalazł, złamał pieczęć i zabrał ze sobą do domu nadprogramowy bagaż. Wtedy jeszcze o tym nie wiedział, bo przemiana następowała powoli, niezauważalnie.

– I pewnie był demonem z piekła rodem? – podsunęła usłużnie Laura, nie kryjąc sarkazmu.

– Coś w tym stylu. Przede wszystkim jest istotą złaknioną ludzkiego ciała. Nie, nie po to, aby się nim pożywić – dodał z nieoczekiwanym rozbawieniem, patrząc na wykrzywioną grymasem obrzydzenia twarz dziewczyny. Szczerze mówiąc, to lubił jej twarz. Była taka szczera, a uczucia i myśli, odbijały się w niej, niczym w lustrze. Oczy też miała piękne. Duże, szare, lekko załamane błękitem, otoczone długimi, gęstymi rzęsami. – On pragnie życia, takiego, jakie my wiedziemy. Jest więc poniekąd chrześcijańskim demonem. Lecz w jego przypadku nie chodzi o opętanie. Bierze wszystko, ciało, umysł, a człowieczą duszę ściera w proch. Nie pomogą żadne egzorcyzmy, obrzędy i rytuały. Tylko fizyczne unicestwienie.

– Dobrze, a teraz odkryjmy karty. Tym podróżującym człowiekiem był mój przodek, Jean Pierre. I ten demon posiadł jego ciało. Dlatego był dupkiem, którego nawet na cmentarzu pochowano na uboczu?

– Tak.

– Czy on ma imię, ten demon?

– Reum.

– Złociste włosy i bursztynowe oczy?

– Tak. Widziałaś go. – Nie pytał, stwierdzał.

– Pierwszy raz w ogrodzie, gdy obie z siostrą bawiłyśmy się klejnotami ze szkatułki Gerty. Ona zabrała rubiny, ja to – wskazała na zwisający z szyi naszyjnik.

– Nie to miałem na myśli. Nieważne – westchnął. – Złamię zasady, ale trudno. Ktoś chociaż trochę musi rozjaśnić ci w głowie.

– Sam wszystko gmatwasz takimi słowami.

– Nie o mnie tu chodzi. Ja jestem jedynie obserwatorem.

– Aniołem stróżem, co?

– Nie – spojrzał w górę, prosto na Laurę. – Daleko mi do anioła, możesz mi wierzyć. I uprzedzam kolejne pytanie, do demona jeszcze dalej. Nie zajmuj się tym. Masz większe problemy.

– Spadek – odparła ponuro.

– Spadek. Demon istniejący w realnym wymiarze i w fizycznej formie, to niezwykle groźna istota. Prawie nieśmiertelna, bo potrafi także wpływać na regenerację ludzkiego ciała.

– Ale Jean Pierre umarł. Czy może został zabity?

– Poprawniej byłoby powiedzieć, że starty w proch. Niewiele włożono do dębowej, wzmocnionej żelazem trumny. Jego syn został jedynym spadkobiercą, lecz aby nie powtórzyła się sytuacja, zapewniono mu ochronę. To! – Uniósł ramię i chwycił w dłoń zwisający na łańcuszku herkimer.

– Pewnie nie powiesz mi, kto go zabił?

– Po co? Nie znasz i nie poznasz tych ludzi.

– Ale przynajmniej to byli ludzie. Szlachetna banda oszołomów o wzniosłych ideałach.

Tym razem Edward roześmiał się głos.

– Przyprawiasz mnie dziś o wstrząsy – powiedziała Laura, teatralnie chwytając się za pierś.

– Nie byli szlachetni, nie mieli wzniosłych ideałów. Dbali wyłącznie o swój interes. Z naszyjnika zrobili klucz do więzienia, którym stał się dla demona ten dom. Z twojego dziadka strażnika. Ale kiepski był to strażnik, bo poczęty już po tym, jak ciało Jean Pierre przejął demon. Też nie był szlachetny i nie miał wzniosłych ideałów. Za to znakomicie dbał o własny interes. – Edward usiadł, tak, że jego twarz znajdowała się teraz dokładnie naprzeciwko twarzy Laury. W półmroku, z rozwichrzonymi włosami, z niezgłębioną czernią oczu, wydał jej się szalenie intrygującym mężczyzną. – Umiał pertraktować nawet z taką siłą, jaką jest Reum. Lecz nie zamierzał poświęcić siebie. Ożenił się. Pierwsza żona urodziła mu syna, idealnie dla umowy, jaką zawarł. Córki nie były ważne.

– Dlaczego? Czyżby demon był tak nienowoczesny, że nie potrafił zmienić płci? – zakpiła Laura.

– Śmiej się, ale to prawda. Ten drugi świat, też rządzi się określonymi regułami. Męski potomek tego, kto złamał pieczęć. Żadnego wyjątku od reguły.

– Nawet zaświaty bywają szowinistyczne. No dobrze, rozumiem to, co mi powiedziałeś. Rozumiem też, że babcia Helena dała nogę, po tym jak dowiedziała się o tym, co wyprawia jej ojciec.

– Być może. Izabella, ich macocha spodziewała się wtedy dziecka.

– Tego nie wiedziałam – potarła kciukiem policzek.

– Wasza rodzina skrywa wiele tajemnic.

– Czyli widzę tego demona tylko dzięki naszyjnikowi?

– Nie, taki już twój urok – znów lekko się uśmiechnął. – Czasami, niektórzy ludzie mogą przekroczyć niewidzialną barierę dzielącą dwa światy. Ale z pewnością cię chroni, nie tylko przed Reumem. Ułatwia i chroni.

– Wcześniej nie zdarzyło mi się nic podobnego. Tylko w tym domu…

– Może działa on jak katalizator? Wyzwala w tobie coś, czego sobie nie uświadamiasz?

– Może – odparła i nagle zerwała się na równe nogi, wręcz wyskakując z łóżka. Twarz miała bladą, ściągniętą przerażeniem.

– Mikołaj! Przecież on też jest męskim potomkiem!

– Tak, Mikołaj. – Edward wstał zamyślony, a później westchnął. – Nie bój się, jego nie tknie.

– Bo jest kaleką?

– Nie Lauro, powód jest zupełnie inny.

– Jaki?! – Pochyliła się, chwytając go za materiał koszulki, jakby chciała zmusić do odpowiedzi.

– Tego akurat nie mogę powiedzieć.

– A może nie chcesz?

– Nie uwierzyłabyś.

– Mów! – wysyczała, tym razem nim potrząsając. Lecz Edward wyglądał jak zawsze, na niewzruszonego.

– W swoim czasie się dowiesz.

– Proszę! – jęknęła. – Czuję się jak dziecko we mgle. Mało rozumiem, jeszcze mniej wiem. Dlaczego ja?!

– Gerta nie była ani dobra, ani szlachetna. Lecz poświęciła się, poświęciła swoje życie. Nigdy nie opuściła posiadłości, wiedząc że wtedy złamałby umowę. Pewnie nieraz zastanawiała się, komu przekazać swoje brzemię. Potem zjawiłaś się ty, akurat w momencie, gdy umierała. Nie miała wyjścia. Rzuciła przynętę w postaci spadku, a ty ją połknęłaś.

– W każdej chwili mogę ją wypluć i opuścić to miejsce.

– Teraz już za późno. Pójdzie za tobą. I na dodatek będzie wolny. Naprawdę wolny.

– Muszę to sobie wszystko przemyśleć. – Laura na powrót usiadła na łóżku. – Niby wyjaśniłeś, ale… Skoro już mam wierzyć w te rzeczy, to pozostaje jeszcze kwestia służby, która nie zachowuje się jakby mieszkała w opętanym domu, tego, co zaatakowało mnie na strychu i pytanie, jak mam się z tego wszystkiego wyplątać?

– Służba nic nie wie, strych to było ostrzeżenie dla ciebie i wyplątać się możesz z tego, przekazując spadek komuś innemu z twojej rodziny. Aktualnie jest to matka lub siostra. Kaleka odpada.

– Jeszcze raz powiesz kaleka, to ci przyłożę! – szturchnęła go stopą, którą złapał w kostce.

– Lauro! – Tym razem głos Edwarda brzmiał niezwykle poważnie. I chyba pierwszy raz zwrócił się do niej po imieniu. – Zdaję sobie sprawę, że przyjęłaś coś, o czym nie miałaś pojęcia. Lecz jeśli teraz wyjedziesz, jeśli uznasz że to bzdury i opuścisz posiadłość, to otworzysz drzwi na świat niewyobrażalnemu złu.

– Ale po pół roku…

– To kłamstwo. Nie chodzi o określony czas, ale o związanie cię na zawsze z tym miejscem. U jednych okres adaptacji trwa dłużej, u drugich krócej. Jednak zawsze jest to kwestia zaledwie kilku tygodni.

– Czyli później nawet jeśli będę chciała, to nie wyjadę?

– Nie.

– Gerta również nie mogła?

– Nie.

– A gdyby umarła, nie czyniąc mnie spadkobierczynią?

– Z chwilą jej śmierci, byłby wolny.

– Jakie to wszystko popieprzone – wykrzywiła się, z premedytacją używając brzydkiego słowa. – Czyli co mi pozostaje? Jakie mam wyjście?

– Nie masz wyjścia.

– Mam. Spakować się i wyjechać, zostawiając to wszystko – zatoczyła ręką dookoła.

– Nie Lauro. Na to nie pozwolę. – W półmroku złowiła jego spojrzenie. Oczy miał ciemne, wyraz twarzy zacięty. – Właśnie tego muszę dopilnować. Abyś została na miejscu. Nawet jeśli musiałbym to zrobić siłą!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Ja mieszkam na ostatnim piętrze w bloku z wielkiej płyty i okno mam na zachód ;D Wczoraj o 21 miałam w sypialni 31 stopni… Dobrze, że przeciąg da się zrobić, po jakichś 2h spadło do 27 stopni, ale rewelacja to nadal nie była.

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    A kto jeszcze nie tak dawno twierdził, że Laura powinna opuścić posiadłość? Cytuję: “Lauro, ja wiem, ze zależy ci na pieniądzach, ale lepiej by było, gdybyś się spakowała i opuściła to miejsce. Niektóre rzeczy… – odetchnął głęboko. – Nie są warte naszego poświęcenia.” A teraz co? Ma zamiar przykuć Laurę do kaloryfera, żeby tylko uniemożliwić jej wyjazd z ponurego domostwa? “Okres adaptacji” – nieźle. Biedna Laura została wmanewrowana na całego. Ciekawe o co chodzi z jej bratem Mikołajem – Edward już wcześniej jakoś mało przyjemnie się o nim wyrażał. I jakież niepokojące szczegóły śmierci adwokata miał na myśli. Hmmm… sporo zagadek. A Edward jest największą z nich – kim on jest? Strażnikiem? Pilnuje, żeby została zachowana równowaga? Pośrednikiem pomiędzy realnym ludzkim światem a tym co kryje się po drugiej stronie? Sam określił siebie obserwatorem. Będzie się bezczynnie przyglądał? Przecież Laura została wrobiona w pilnowanie demona, to nie była jej świadoma decyzja, więc powinien jej pomóc. Niezależnie od tego, jak sam jest w to wszystko wplątany i kto go ma w garści. I czym mu grozi. Dlaczego niewinna dziewczyna ma ponosić konsekwencje niegodziwości przodków?

  3. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Ja dzisiaj nie O poście. Chciałam nawiązać do strony motylewnosie. Koncepcja bardzo fajna. Ale…
    Czasami mam wrażenie, że ignorujecie czytelników. Zwłaszcza jeśli chodzi o powrót Miki. Najpierw była informacja, ze wróci w newsletterze po Wyklętym. Teraz zmiana info na niemoc twórczą. Nie do końca można ufać takiemu przekazowi wiadomości. Uważam również, że Mika okazuje brak szacunku tym, którzy czekają na jej opowiadania. Nawet jeśli prawdą jest brak weny, to powinna wejść na stronę i napisać jakąś informację odnośnie powrotu. Gdyby ktoś ostatnio nie spytał o nią, to ludzie odwiedzający motyle nadal tkwiliby w niewiedzy. Brak weny dotyczy wszakże pisania opowiadan a nie udzielenia krótkiej informacji odnośnie tego co dalej. To trochę niepoważne zachowanie. Niepasuje ono tym bardziej z racji wieku kobiet, które prowadza ten blog. Proszę nie gniewać się na mnie. Takie sa moje odczucia.

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Martynko, masz rację.
      Na dniach dam znać, co i jak.
      Dziękuję za komentarz, że Ci się chciało.

  4. J
    Jolka
    | Odpowiedz

    Coś się Edwardowi poprzestawiało? Najpierw uparcie milczał, teraz wszystko wypaplał?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bardziej wzgardliwie niż uparcie… Uff! Nie mam nastroju na straszenie, nie wiem kiedy dam kolejną część 🙁

      • P
        Pati
        |

        Chyba na opowiadaniu też ciąży jakaś klątwa, dlatego nie pozwala się skończyć! Jedno jest pewne, nikt mu nie odbierze miana najdłużej publikowanego od 2014 roku 😀
        Dużo jeszcze części zostało?

      • Babeczka
        |

        Szczerze mówiąc, to nie wiem. Zarys fabuły mam, ale jak się to wszystko rozpisze… Jeszcze Kara została :-))) A z płatnych “Gdzie diabeł”…

Napisz nam też coś :-)