Nie umiem stąpać tak cicho (V)

with 16 komentarzy

horror o zabarwieniu erotycznymPorządki robiłam na stronie i tak właśnie coś mnie tknęło, gdy trafiłam na ten tytuł. Regularnych publikacji planować nie będę, ale powiedzmy, że zostawimy je sobie na różne okazje. Dzień kobiet na przykład, święta idą i takie tam różne, różniste. Pora skończyć to, co rozpoczęte. Potem mam jeszcze Niekompletnych, tekst, który zaczęłam poprawiać i gdzieś tam utknęłam w połowie, bo przyznam, że łatwiej napisać coś od nowa. No właśnie, druga część Niekompletnych też czeka na publikację 🙂

Z innej beczki. Mąż ma wolne i oczywiście w ruch poszło pudło tv. Pokazali dziewczyny z Tuli (chyba dobrze odmieniłam?) i wtedy poinformował mnie, że wystąpią na tegorocznej Eurowizji. Spojrzałam nieco krytycznie i stwierdziłam, że jak sobie dziołchy sztuczne brody przylepią, a nawet i sztuczne fiutki dopną, to całkiem spore byśmy mieli szanse. Tak to wielkiej furory nie zrobią, za ładne, za normalne, no i jeszcze te ludowe stroje... 😀

No i jeszcze chciałam się spytać, jak sklepik widzicie? Sama robiłam, to się chwalę 🙂

.

Ponura posiadłość była tak rzęsiście oświetlona i tak wspaniale udekorowana kwiatami, że przestała choć na kilka godzin przypominać śmierdzące starością mauzoleum.

Zjawiła się cała okoliczna śmietanka towarzyska, ludzie, których Laura nie znała i nawet nie pragnęła poznać. To było przyjęcie grzecznościowe, zorganizowane jedynie po to, aby zadośćuczynić jednemu z kilku ostatnich życzeń testatorki.

Dziewczęta miały więc na sobie eleganckie sukienki i witały przybyłych na progu, uprzejmie kiwając głowami i starając się zapamiętać chociażby najważniejszych z gości. Za ich plecami stał Edward. Nieruchomy i milczący przypominał bardziej marmurowy posąg niż żywego człowieka. I nieziemsko irytował swą obecnością, zwłaszcza Laurę.

Ukradkiem obejrzała się za siebie.

Nawet na nią nie spojrzał.

Nieskazitelnie wymuskany w swym czarnym garniturze i białej koszuli. Pomyślała, że gdyby nie ta kamienna maska, jego twarz byłaby naprawdę interesująca. Usta, wąskie, z lekko opadającymi kącikami, szpiczasta broda, lekko garbaty nos. Ciemne, nieprzeniknione oczy o ostrym, kłującym spojrzeniu. Połyskujące granatem, zaczesane pod górę włosy.

Nie gap się tak na niego. – Młodsza siostra wymierzyła jej kuksańca. – No, chyba że ci się podoba?

Jest interesujący. I odpychający jednocześnie – odparła Laura. – Czy to już koniec, czy ktoś jeszcze się zjawi?

Trzeba było zrobić listę. Nie mam pojęcia. Może jednak dołączymy do rodziców?

Dajmy sobie pięć minut.

Gabrysia jęknęła protestując. Co chwilę zerkała na stojący w holu stary zegar, podczas gdy Laura uporczywie wpatrywała się w jakiś odległy, nieokreślony punkt.

Nagle przez jej ciało przebiegł dreszcz.

Otrząsnęła się i rozejrzała, napotykając jedynie skupiony wzrok Edwarda.

Sądzę, że nikt więcej nie przyjedzie – odezwał się cicho. – Pora podać do stołu.

To dobrze – nawet nie starała się ukryć ulgi w głosie.

Grzecznie przepuścił je przodem, potem obejrzał się do tyłu. Zmarszczył brwi z wyrazem niezadowolenia. I znów na jego twarz wróciła uprzednia obojętność.

Kolacja upłynęła przy szmerze rozmów. Potem całe towarzystwo przeniosło się do salonu, gdzie grała specjalnie wynajęta na ten wieczór kapela. Trzy, cztery godziny i było po wszystkim. Laura usiadła na twardej kanapie, z ulgą zdejmując eleganckie buty i rozglądając się po pustym już pokoju. Przynajmniej sądziła, że jest pusty, do chwili gdy dostrzegła stojącego przy oknie Edwarda. Nie wyglądał na zainteresowanego ani jej towarzystwem, ani rozmową. Stał nieruchomo, z dłońmi w kieszeniach, wpatrzony w czerń za oknem.

Zaczął padać śnieg. – Nie rozumiała, dlaczego powiedziała te słowa. Banalne, głupie i całkiem niepotrzebne. Może dlatego, że nie lubiła panującej między nimi ciszy. Krępującej, wrogiej ciszy, nieprzyjemnego uczucia paniki i dziwnego przymusu, który za każdym razem gdy się spotykali, nakazywał ją przerywać.

Nawet nie drgnął.

Zauważyłem – odpowiedział w końcu suchym tonem.

Może do jutra będzie całkiem biało – brnęła dalej, modląc się jednocześnie, by ktokolwiek wszedł do pokoju. Po co w ogóle się odzywała?

Może.

Lubisz śnieg?

Nie.

I to chyba byłoby wszystko. Pochyliła się, rozcierając obolałe stopy, kiedy Edward nieoczekiwanie się odezwał.

Nienawidzisz tego domu. Po co tu jesteś?

To zabrzmi bardzo wyrachowanie, ale potrzebuję pieniędzy. My potrzebujemy. Mój brat.

Twój brat? – Nie zrozumiała drwiny w jego głosie. – Twój brat z pewnością potrzebuje wielu innych rzeczy, ale nie pieniędzy.

Na rehabilitację. Jeśli sugerujesz, że…

Nic nie sugeruję.

W takim razie nie rozumiem.

– Nie musisz – wzruszył ramionami. Potem nieoczekiwanie oderwał się od okna i podszedł do siedzącej Laury. Patrzył na nią z góry, z jednej stronie zupełnie beznamiętnie, z drugiej surowo, taksująco. Jak człowiek na psiaka, który właśnie narobił na świeżo co wyczyszczoną podłogę. Nie chciała tego, ale zarumieniła się pod wpływem jego wzroku.

Nie mieli nic przeciwko przeprowadzce? – spytał w końcu, przerywając panującą ciszę.

Moja rodzina? Nie, wręcz przeciwnie – wzdrygnęła się nagle. – Wiesz, w zeszłym roku… Dużo złego się wydarzyło.

Złego? – Oczy Edwarda zmrużyły się czujnie. – Czyli co?

Po pierwsze Mikołajowi drastycznie się pogorszyło. A pod drugie – Laura przygryzła wargę. Nawet teraz, gdy o tym myślała, zbierało jej się na płacz. – Wybrałyśmy z przyjaciółką na urodzinową imprezę. Źle się czułam, więc pojechałam wcześniej do domu. Ala została, miała zadzwonić później po taksówkę. – Urwała. Wróciły z trudem stłumione wyrzuty sumienia.

Wnioskuję, że nie wróciła?

Niezupełnie. Spadło wtedy dużo śniegu, pamiętasz? Bardzo dużo. Było bardzo ślisko. Dlatego taksówka nie wjechała w osiedle. Ala wysiadła w odległości dwustu, może trochę mniej, metrów od domu. I już do niego nie dotarła. Jej ciało znaleziono z samego rana, w pobliskim parku.

Jeszcze bardziej zmrużył oczy. Oczywiście nie wyglądał, jakby przejął go los nieznanej dziewczyny, nawet tego nie oczekiwała.

I co dalej? Śledztwo nic nie wykazało, dobrze zgaduję?

Nic – uśmiechnęła się blado. – Może usiądziesz? – wskazała na drugi fotel.

Dziękuję, postoję.

Czuję się nieswojo.

I co z tego? To twoje uczucia.

Nie znalazła wystarczająco dobrej odpowiedzi, więc wolała milczeć. Za to też wstała.

Pójdę już spać. Dobranoc – powiedziała tylko.

Szybkim ruchem zacisnął palce na jej ramieniu.

Gdzie był wtedy twój brat?

Tym razem udało mu się ją zaskoczyć i to bardzo mocno.

Mój brat? A niby co on miałby mieć z tym wspólnego?

Nic. – Edward zmarszczył brwi. W ciemnych oczach mignęło niezadowolenie. – Mówiłaś, że w tym samym czasie miał kryzys. O to pytałem.

Przysięgłabym, że nie tylko o to. Był w szpitalu. A teraz puść mnie – zażądała, usiłując wyrwać się z jego uścisku. – I pamiętaj, że muszę tolerować obecność obserwatora, ale nie muszę tolerować twojej obecności. Pewnie znalazłby się ktoś inny na twoje miejsce.

Wierz mi, nieprędko.

Nie tylko ją puścił, ale i lekko odepchnął. Potem wyszedł z pokoju nie zaszczycają ani jednym spojrzeniem. Laura westchnęła. Dziwny mężczyzna. Bardzo dziwny. I te jego podłe insynuacje odnośnie Mikołaja. Dobrze wiedziała, co miał na myśli. Kaleki bez szans na wyleczenie nie warto ratować. Ale teraz to będą jej pieniądze i to ona zadecyduje, na co je wydać. Na dodatek co ten kretyn sobie myślał, pytając o to, gdzie był Mikołaj, gdy dokonano morderstwa? Powinna zadzwonić do adwokata i spytać o możliwość wymiany tego typka.

Zamyślona sięgnęła po leżące na podłodze buty. Jeszcze raz spojrzała przez okno, na padający śnieg, po czym skierowała się do swojej sypialni.

***

Padało przez całe trzy dni. Świat pokrył się skrzącym dywanem bieli, która błyszczała teraz w promieniach popołudniowego słońca. Zniknęła cała brzydota, bo przyroda ubrała się w swe najpiękniejsze szaty, zasłaniając nędzne łachmany poprzedniej kreacji.

Lecz Laura patrząc na to piękno, żyła jednocześnie w strachu. Za kilka dni jej najbliżsi pojadą do miasta i zostaną tam, bo Mikołaj będzie musiał przejść całą serię badań. Nie ośmieliła się prosić kogokolwiek z nich, aby z nią został. Nawet Gabi, bo ta już z niecierpliwością odliczała dni do wyjazdu.

Nie obraź się siostra, ale ciotka Gerta to była jednak wredna zołza. Pół roku bez opuszczania tej rudery! Podziwiam cię, że wytrzymujesz – powiedziała na pożegnanie.

Wytrzymuję – roześmiała się Laura, napotykając jednocześnie czujny wzrok mamy. Chyba ona jedna podejrzewała, jak bardzo nie lubiła tego domu. – Bawcie się dobrze i przywieźcie mi bułeczki z naszej ulubionej piekarni.

Została sama. Chociaż nie. Była jeszcze służba. Był i Edward, o którym wiedziała przynajmniej tyle, że nie szło go wymienić na bardziej normalnego sublokatora. Była tajemnica z pamiętnika prababki, zagadkowe słowa o bracie i o złu, które odkryła Helena. Ciekawe czy właśnie to było przyczyną jej ucieczki?

Dzień upłynął spokojnie. Laura prawie cały spędziła w bibliotece, wertując rodzinne dokumenty, lecz nie trafiła na nic ciekawego. Noc także nie przyniosła nic nowego czy zaskakującego. Powoli dziewczyna uspokajała się, poprzednie wydarzenia biorąc za efekt swej bujnej wyobraźni.

A jednak na strych już nie poszła.

Bała się.

Nie odważyła się również opuścić nocą swej sypialni.

Nie zaczepiła też Edwarda, który zachowywał się jak zawsze, czyli ignorował ją lub wymieniał zdawkowe uprzejmości.

Pani Rozalio – zaczęła z wahaniem, wchodząc po kolacji do kuchni. – Czy pani pochodzi z tych stron?

Tak kochanie. Chciałabyś pewnie więcej wiedzieć o swojej rodzinie?

– Owszem – Laura uśmiechnęła się, chwytając za ścierkę. Przy wspólnej pracy przyjemniej się gawędziło, a pani Rozalia właśnie z zapałem zmywała naczynia.

Niestety, tutaj cię zawiodę, bo to co wiem, to raczej plotki i domysły, niż prawda.

– W zasadzie chodzi tylko o jedno. Ciotkę Gerte pochowano na cmentarzu. Ale jej rodziców już nie.

A, o to! – Pani Rozalia pokiwała głową. – Posiadłość miała własny cmentarz, tak to przynajmniej na początku zaplanowano.

Własny? Gdzie?

Nie wiem nawet, czy pozostał po nim jakiś ślad.

Ale wie pani, gdzie jest?

Tyle lat… – Kobieta zamyśliła się. – Poproś jutro pana Piotra, pokaże ci drogę. Będzie trudno, zwłaszcza że teraz wszystko zasypane.

Nie szkodzi. Spróbuję. Jak się nie uda, poczekam na odwilż.

Tej nocy spała dziwnie niespokojnie. Męczyły ją senne koszmary, chociaż po przebudzeniu niczego nie mogła sobie przypomnieć. Była mokra i przerażona, a jednak nie ośmieliła się opuścić pokoju. Poranny prysznic nie przywrócił dobrego humoru, a kiedy na dodatek minęła się w korytarzu z zachmurzonym Edwardem, który nawet nie raczył odpowiedzieć na jej powitanie, jeszcze drastycznie się pogorszył.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Nic nie wniosła ta część.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czasem trzeba zbudować tło do konkretnej akcji i to właśnie zrobiła Babeczka.
      Dla mnie jest ok. Wychodzi na jaw sprawa cmentarza, a to raczej konkretne fundamenty do intrygi.
      No ale cóż. NIe dogodzisz Babeczka.

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Blagam dodawaj regularnie to opowiadanie. Cos czuje, ze duzo tu sie bedzie dzialo.
    Jak mnie nigdy nie interesowały duchy i tym podobne, tak teraz to sa moje ulubione tematy waszych opowiadan

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Już się bałam, że to opowiadanie zginie i przepadnie, a szkoda by było 🙂
    Babeczko, a co z Karą? Wrócisz do tego opowiadania?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wszystkich nie dam rady ciągnąć 😉
      Już i teraz mam na tapecie wersję dla dorosłych pewnej rosyjskiej baśni 😀

  4. L
    Lite
    | Odpowiedz

    Nie do pomyślenia, że ten tekst pojawił się w 2014 roku, oj jak ten czas leci! I ile to już czasu jak możemy was czytać 🙂 Pamiętam, że już wtedy pomysł na historię zrobił niesamowite wrażenie, ale fakt, po tylu latach chyba wszysycy
    zapomnieliśmy o tym tekście 🙂 Więc przykro mi ale tym razem już nie damy spokoju błagając o więcej! Zupełnie coś innego niż reszta opowiadań, czekam z niecierpliwością na więcej 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Pod którąś częścią jest komentarz, (co prawda miał być w zamierzeniu potępiający), że klimat zerżnęłam żywcem z Ann Rice, bo jest identyczny. Szczerze mówiąc, mało kiedy czułam się tak zaszczycona jakimkolwiek komentarzem. Po pierwsze dlatego, że to pisarka światowej rangi. Po drugie, właśnie dokładnie o to mi chodziło. O ciężki, pełen ponurego pesymizmu nastrój jak z jej książek i byłam szczerze uradowana z takiego porównania.

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Powiem szczerze, że naprawdę ciężki klimat ma to opowiadanie. Mroczny, można poczuć lęk głównej bohaterki. Z natury nie jestem taka, że byle horror mnie przestraszy, ale tu czuć grozę. Podoba mi się. To, co? Na dzień kobiet kolejna część? 😉

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jakaż miła niespodzianka! Straciłam już nadzieję, że wrócisz do tego opowiadania, a tu proszę! Mroczność miodzio. Tajemnica, może klątwa, zły duch z dziada pradziada, demon zaklęty w naszyjniku… lubię takie klimaty i mocno jestem ciekawa co się za tym wszystkim kryje. Edward, złotowłosy Mikołaj… czyjś, pełen nienawiści wzrok. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie jakoś baaaardzo długo czekać na ciąg dalszy.
    Sklepik jest niczym Pewex za czasów PRL-u:) Powiało luksusem:)

  7. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Będzie na 8?

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    Jeśli wcześniej dobrze zrozumiałam to Helen była babką Laury. W drugim akapicie (od dołu) od ostatniego dialogu jest napisane “prababka”, chyba że się mylę :). Poza tym opowiadanie jest świetne 🙂 pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Możliwe 🙂 Już kołowacieję od tych babek, prababek i praprababek ;-D

      I dziękuję. Tym razem naprawdę się staram, aby trzymać poziom napięcia 😉

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy będzie kolejna część?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Pewnie na święta, bo pisałam, ze to jest dodatkowy tekst, który będzie ukazywał się przy różnych okazjach 🙂

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiddy’s czytalam to no a I Sligo now moglam zasnac

  11. Anonim
    | Odpowiedz

    Babeczko zaczęłam to czytać w nocy I dlugo po tym nie moglam zasnać.

Napisz nam też coś :-)