Nie umiem stąpać tak cicho (VII)

with 5 komentarzy

horror o zabarwieniu erotycznym

 

Usiadła na szerokim parapecie, otulając się zabranym z fotela kocem. Palcem powiodła po wzorach, które mróz wymalował na gładkiej powierzchni szyby. Nadal była wzburzona po incydencie z Edwardem, nawet bardziej niż po tej całej przygodzie na cmentarzu.

Skąd wiedział, że groby się zapadają? O ile w ogóle była to prawda. Dlaczego tak gwałtownie zareagował, gdy powiedziała mu o celu swego spaceru? I dlaczego do diabła, radził jej zrezygnować ze spadku?

Normalnie Laura potraktowałaby to wszystko z lekceważeniem. Lecz spotkało ją tutaj zbyt wiele dziwnych, niewytłumaczalnych rzeczy.

Ten wieczór, gdy zeszła na dół napić się wody.

I dzień, gdy na strychu rozleciało się całkiem solidne biureczko. Ot tak, po prostu!

Albo noc, gdy ujrzała w lustrze obcą kobiecą twarz. Martwą twarz.

– Nie lubię tego domu – wyszeptała, obejmując ramionami kolana. – Może powinnam porozmawiać z Edwardem? Jeśli faktycznie ostrzy sobie zęby na ten spadek, zawrzemy umowę. Ja dostanę środki na rehabilitację Mikołaja, on resztę.

Zadumała się. Tak, to był jakiś pomysł. Tak naprawdę Laurze nie zależało ani ta tym domu, ani na innych nieruchomościach. Podniecająca była świadomość odziedziczenia tak wielkiego bogactwa, ale przez ostatnie tygodnie coraz częściej miała wrażenie, że źle postąpiła, zgadzając się na warunki ciotki Grety.

Nie powinna była przyjmować naszyjnika.

No właśnie! Naszyjnik! Gdzie ona go…

Zerwała się na równe nogi. Przeszukała zawartość toaletki. Potem obie komody. Na końcu tknięta nagłą myślą, wsunęła dłoń pod poduszkę.

Był tam!

Przez okno wpadł do pokoju złocisty promień zachodzącego słońca, któremu udało się wyrwać z objęć skłębionych chmur. Padł na kamień umieszczony w kokonie srebrzystych drucików. A wtedy ten zalśnił, roziskrzył się, wprawiając Laurę w zachwyt.

Nie, to nie był diament. Zaraz, ciotka wspomniała co to za kamień. Herkamer? Nie, herkimer. Chyba. Dziewczyna sięgnęła po telefon i wystukała zapamiętaną nazwę.

Herkimer. Z ciekawością weszła na stronę z opisem.

Nie diament, tylko kwarc, chociaż bardzo go przypominał. Występował tylko w jednym miejscu na ziemi. Pobieżnie przeczytała o budowie i procesie formowana. Zatrzymała się dopiero przy słowach – kamień szamański. Ze zmarszczonymi brwiami przyswajała informacje, które zawsze uważała za głupoty.

Ułatwiał telepatię? Jasnowidzenie? Zwiększał świadomości snów?

Co za bzdury! żachnęła się Laura, odkładając telefon.

A jednak jedno przeczytane zdanie uporczywie brzęczało w jej pamięci.

Umożliwia kontakt z innymi wymiarami.

Zadrżała, przypominając sobie mężczyznę o złocistych włosach i bursztynowych oczach.

Trzymała wtedy w ręku naszyjnik ciotki Grety.

Może zobaczyła… ducha? To wyjaśniłoby, dlaczego widniał na starych fotografiach, wyjaśniłoby różnice w czasie.

O ile wyjaśnienie „duch” należy do wyczerpujących, pomyślała z przekąsem Laura.

Powinna porozmawiać z Edwardem. Była pewna, że wiedział więcej niż wyjawił. I zazdrośnie strzegł tej wiedzy.

A może po prostu da sobie spokój z odkrywaniem rodzinnych tajemnic, samotnymi spacerami i niepokojącymi myślami? Może po prostu zaciśnie zęby i wytrzyma jeszcze te pięć miesięcy? W zasadzie to rozwiązanie wydawało się najprostszym.

Zawiesiła naszyjnik na szyi. Schowała go pod grubym materiałem swetra, krzywiąc się, gdy zimny kamień dotknął rozpalonej skóry. Ale to było jedynie fizyczne uczucie dyskomfortu, nic poza tym. A na końcu się rozpłakała.

Tak samotna i zagubiona nie czuła się nigdy w życiu.

Co więcej, miała przeczucie, że będzie jeszcze gorzej.

I nic nie mogła na to poradzić.

***

Aby ze spokojem przespać noc, wzięła tabletkę nasenną, wygrzebaną z apteczki mamy. Miała nawet ochotę na dwie lub trzy, lecz po namyśle doszła do wniosku, iż jedna wystarczy. Nigdy wcześniej nie zażywała takich środków, więc nie było potrzeby przedawkowania.

Obudziła się późnym rankiem. Za oknem dostrzegła szalejącą śnieżycę. W głowie jej huczało, w ustach przeszkadzał nieprzyjemny posmak. Może i przespała noc, ale nie czuła się najlepiej. Nie pomógł prysznic, syte śniadanie czy filiżanka aromatycznej kawy. W końcu zdecydowała się wyjść na dwór, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.

Stanęła w wykuszu, ale i tak wiatr szarpał połami jej ubrania.

Świat wydawał się tak obcym miejscem.

Kuląc ramiona, wpatrywała się w zasłonę unoszonego przez gwałtowne podmuchy śniegu, myśląc, jak bardzo to wszystko było nierzeczywiste. Jakby dom wraz z otaczającym go ogrodem, został przeniesiony do innego wymiaru, gdzie poza białą kurtyną nie istniało nic, kompletnie nic, a szalejąca na całego zima, miała się nigdy nie skończyć.

Przyszedł jej na myśl film, którego tytułu nie pamiętała. Tam główna bohaterka nie zdawała sobie sprawy, że była duchem. Wraz z służbą i dwójką dzieci czekała na powrót męża, który zginął na froncie. To był dziwny film i dziwne było to, że właśnie teraz, po tylu latach, przypomniała sobie o nim.

Tutaj, w tym domu.

Dlaczego jej babka uciekła stąd, nie zabierając nic poza garstką wspomnień? Dlaczego zawsze tak mało mówiła o swej rodzinie?

– Kim byłeś tak naprawdę Jean Piere? – wymruczała w zamyśleniu. – Kim byłeś, skoro nawet po śmierci bije od twego gnijącego ciała taka aura zła?

Chyba pierwszy raz w życiu pożałowała, iż nigdy wcześniej nie odbyła poważnej, szczerej rozmowy z ciotką Gretą. Mogłaby się od niej czegoś dowiedzieć, o ile oczywiście ta zechciałaby mówić. Teraz pozostał jej Edward, z którym instynktownie unikała kolejnego spotkania.

Zaraz… Laura zmarszczyła brwi. Jeśli Edward nie kłamał, to te informacje, które ma o ich rodzinie czerpał zapewne z jednego źródła. Od swego zwierzchnika. Czyli szanowny pan adwokat musi znać sporo rodzinnych sekretów. Nie może się z nim spotkać, bo nie wolno jej opuścić posiadłości, ale przecież może zadzwonić. Znają się już, bo przecież on załatwiał sprawy spadkowe.

Nie zastanawiała się nad swoim pomysłem, nie czekała. W pośpiechu wbiegła do domu, a kilka minut później zaszyła w gabinecie, starannie zamykając drzwi i przekręcając klucz. Nie chciała, aby ktokolwiek jej przeszkodził. Z dreszczem podniecenia wybrała numer i czekała na połączenie.

– Halo?

Z drugiej strony rozległy się dziwne trzaski. Pewnie przez pogodę, w roztargnieniu pomyślała Laura. Jakość sygnału nie była najlepsza.

– Halo! – powtórzyła.

– Słucham – odpowiedział schrypnięty, męski głos. Był dziwny, głuchy, jakby dochodził z bardzo daleka. Albo z samego dna głębokiej studni. Laura poczuła zimny dreszcz, wstrząsający jej ciałem.

– Z tej strony Laura Pahalska. Siostrzenica pani Grety. Dzwonię, bo chciałabym zadać panu kilka pytań. Mogę?

– Tak.

I znów kolejna seria trzasków.

– Fatalne połączenie – roześmiała się dziewczyna. – Jeśli coś nam przerwie, zadzwonię jutro, albo później.

– Nie będzie później. Mogę rozmawiać tylko teraz.

– Dlaczego? – zdumiała się dziewczyna. – Wyjeżdża pan?

– Tylko teraz mi pozwolili.

– Pozwolili?

– Powinnaś to zostawić. On jest coraz pewniejszy siebie, coraz silniejszy.

– Kto?! – Konwulsyjnie zacisnęła palce na aparacie. Nie musiała spoglądać w lustro, aby wiedzieć, że z pewnością strasznie pobladła. – Chodzi o Edwarda?

– Tak mało czasu… – męski głos słabł, chociaż wyraźnie wyczuła w nim desperację. – Tak mało czasu Lauro. Masz kamień? On…

Przerwał mu głośny pisk, tak przenikliwy, że z okrzykiem bólu odrzuciła telefon.

– Boże! – jęknęła, pocierając ucho. – Albo facet oszalał, albo się czegoś naćpał. Alkohol wykluczam, bo nie bełkotał. Chociaż… – zamyśliła się. – Był dziwny, jakby docierał do mnie z daleka, bardzo daleka.

Przez całe popołudnie rozmyślała nad tą rozmową. Nie rozumiała ani jej sensu, ani samego pana adwokata, szanowanego i powściągliwego, prawdziwego specjalisty w swoim fachu. Szybko doszła do wniosku, że być może ktoś jej zrobił dowcip. Spisku na szeroką skalę, aby pozbawić ją majątku, nie brała na razie pod uwagę.

W końcu uznała, że jest wystarczająco zdesperowana, aby jeszcze raz porozmawiać z Edwardem. Stanęła pod drzwiami jego pokoju, strzepnęła wyimaginowany pyłek z rękawa, po czym głęboko odetchnęła i zapukała.

– Dopiero teraz wróciłem z pracy – rozległo się za jej plecami, a Laura o mało co nie zemdlała z przerażenia.

– Wystraszyłeś mnie! – Odruchowo skrzyżowała ramiona na piersi, patrząc na niego z wyrzutem. – Nie sądziłam, że pojedziesz dokądkolwiek w taka pogodę.

– Muszę. Od śmierci pana Samuela jest sporo do uporządkowania.

– Jak to śmierci? – Laura gwałtownie pobladła. – Mówimy o tym samym człowieku? O twoim zwierzchniku? Tym, który odczytał testament?

– Tak – odparł z wyraźnym zniecierpliwieniem. – Czego chcesz? Jestem zmęczony i…

– Dzwoniłam dziś do niego.

– Dzwoniłaś? – Na twarzy Edwarda pokazało się zniecierpliwienie. Wyjął z kieszeni telefon i spojrzał na jego ekran. – Z jakiego numeru?

– Słucham?

– Dysponuję jego komórką, dlatego spytałem z jakiego numeru, bo dwóch nie zdążyłem dziś odebrać.

– Ale… – bezradnie spojrzała na trzymany w jego ręku aparat. Nadal nie docierał do niej sens tego, co usłyszała. Potem wyjęła z kieszeni swój telefon i wybrała numer, z którym przed chwilą rozmawiała. Komórka w ręku Edwarda rozdzwoniła się, silnie wibrując.

– Powiedział, że on jest coraz silniejszy – wyszeptała zmartwiałymi wargami. – I pytał o kamień. Kiedy zmarł?

– Pięć dni temu.

– Na co?

– Rozległy wylew – odpowiedział Edward ponuro, przypominając sobie słowa koronera. Ten człowiek przekazał mu znacznie więcej szczegółów. Niepokojących szczegółów.

– W takim razie, jak możesz być tak okrutny? – Laura wymierzyła mu piekący policzek.

– O co ci chodzi? – Wydawał się być bardziej zdumiony niż urażony.

– Z jakiegoś powodu masz chrapkę na mój spadek i…

– Ja?!

– A nie? – Przelała się szala goryczy. Krzyczała głosem napęczniałym od łez, drżącym od wzburzenia. – Od samego początku, gdy się tu zjawiłeś, byłeś… Słowo nieuprzejmy to eufemizm! Ty nie tylko mnie nie lubisz! Ty mnie nienawidzisz! Z tak prozaicznego powodu jakim są pieniądze!

Nie zaprzeczył, ale i nie potwierdził. Obserwował ją ze zmarszczonymi brwiami, jakby zastanawiał się nad powodem tego gwałtownego wybuchu. Nie mogła znieść tego beznamiętnego, taksującego ją wzroku. Uciekła, potykając się o własne nogi. Długim korytarzem aż na sam koniec, potem schodami w górę.

Przystanęła dopiero przed drzwiami prowadzącymi na strych.

Zadrżała, patrząc na pociemniałe ze starości deski, lekko naruszone zębem czasu.

Przypomniała sobie wczorajszą rozmową. Głuchy, dochodzący jakby z ogromnej odległości głos. Dziwne znaczenie wypowiedzianych przez niego słów. Chłód jaki opanował jej ciało podczas tej rozmowy.

Z bardzo, bardzo daleka…

Uniosła ramię, odruchowo popychając drzwi.

Otworzyły się z głośnym, przeciągłym skrzypnięciem.

Za pierwszym razem to miejsce nie wydawało jej się tak przerażające.

Lecz teraz…

Dała krok do przodu, przekraczając próg.

Nie mogła się poddać, nie w tej wojnie. Niech Edward nie myśli, że ucieknie stąd z podkulonym ogonem, bo jest tylko zwykłą dziewczyną.

Silne pchnięcie od tyłu pozbawiło ją równowagi.

Z hukiem upadła na podłogę, a za jej plecami równie głośno zatrzasnęły się drzwi.

Umysł Laury zalała panika.

Potykając się, zerwała się na równe nogi. Szarpnęła klamkę, lecz to nic nie dało. Drzwi ani drgnęły. Zaklęła brzydko i wtedy to usłyszała.

Cichy szelest za swoimi plecami.

I poczuła.

Powietrze które wydychała zamieniło się w mgiełkę. Otoczył ją chłód, zimno, które sprawiło, że straciła płynność ruchów. Zdrętwiałe palce ślizgały się po klamce, jakby naciśnięcie jej stanowiło rzecz nie do wykonania.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. I
    Irena Omegard
    | Odpowiedz

    W takim momencie zostawić,ooo….

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Za rzadko sa te części:(

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    O mamuniu! Głos zza światów… tajemnica coraz bardziej tajemnicza… Edward i jego wrogość? Strach? Kamień szamański… zwidy/widzenia Laury… Uwielbiam takie klimaty:) Trzymam kciuki za finał opowieści. Szkoda, że tak z rzadka się pojawia, bo napięcie i klimat opowieści na tym traci. Są historie, którym sprzyja rozwleczenie w czasie, a są takie, które domagają się pożarcia tu i teraz. Nie na zasadzie: przeczytać i zapomnieć, tylko: czytać i dać się wchłonąć wykreowanej historii.

  4. K
    Kiki
    | Odpowiedz

    A ja nadal nie rozumiem znaczenia tytułu. .

  5. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Dziś nadrabiałam od początku i muszę ci Babeczka powiedzieć: NIE ZASNE!
    Tajemnice się zagęszczają, Edward tym złym? Naszyjnik ma byc amuletem, czy tym czyms, co przyciąga zło?
    Mam gęsią skórkę!
    Spociłam się na zimno, czyli ze strachu.
    To horror! Oznacz to opowiadanie tabliczką ” strachliwym zaleca się czytanie w dzień, w towarzystwie osób trzecich i rekomenduje obejrzenie komedii zaraz po przeczytaniu”
    Jest u mnie 22 i szybko się nie położę. Oooooo nieeeeeee. Nie ma opcji. Już przynoszę do łóżka dzieci. Będziemy spać wszyscy razem! Powiedz mi, please, będzie mroczniej? Bo ja mogę tego nie przeżyć. Męża na noc do pracy nie puszczę! Bedzie siedział i czuwał nad snu mego spokojem!

Napisz nam też coś :-)