Nie umiem stąpać tak cicho (VIII)

with 6 komentarzy

horror o zabarwieniu erotycznym
 
Po dłuższym namyśle stwierdziłam, że nie będę tego opowiadania przesyłać newsletterem. Ukaże się ono w formie tradycyjnej, w każdą sobotę.
 

Potykając się, zerwała się na równe nogi. Szarpnęła klamkę, lecz to nic nie dało. Drzwi ani drgnęły. Zaklęła brzydko i wtedy to usłyszała.

Cichy szelest za swoimi plecami.

I poczuła.

Powietrze które wydychała zamieniło się w mgiełkę. Otoczył ją chłód, zimno, które sprawiło, że straciła płynność ruchów. Zdrętwiałe palce ślizgały się po klamce, jakby naciśnięcie jej stanowiło rzecz nie do wykonania. Bezgłośny krzyk usiłował się wyrwać ze ściśniętego gardła. Torował sobie drogę, konwulsyjnie pokonując trasę w górę, by wraz z wydechem, rozbrzmieć w przepastnym, pełnym zacienionych kątów pomieszczeniu. Lecz nie rozniósł się echem, a zamienił jedynie w głuchy jęk. I kiedy Laura poczuła jak lodowate palce zaciskają się wokół jej krtani, całkowicie straciła nad sobą panowanie. Upadła na ziemię, z trudem łapiąc oddech. Serce waliło jej jak oszalałe, jakby lada moment miało wyrwać się z piersi. Ciało drżało w sposób niekontrolowany, a w głowie panował chaos. To nie był strach, lecz obłędne przerażenie. Nawet nie dostrzegła, że drzwi się otworzyły, nie poczuła rąk, które ją uniosły. Nie miała też pojęcia, że w końcu znalazła się we własnym łóżku. Dopiero ostry, piekący smak alkoholu, odrobinę ją ocucił.

Zakasłała, ale posłusznie piła ze szklanki, którą ktoś przystawił do jej zdrętwiałych ust.

Nie ktoś.

Edward.

– Nie chcę twojego spadku – odezwał się w końcu cichym głosem, gdy już z oczu dziewczyny zniknęło szaleństwo. – Nikt by go nie chciał. Czy ty… Rozmawiałaś z Gretą przed jej śmiercią? Wyjaśniła ci wszystko? Bo mam coraz wyraźniejsze podejrzenia, że powiedziała jedynie o majątku.

– Spytała się czy chcę po niej dziedziczyć – odpowiedziała po dłuższej chwili ciszy Laura.

– Zgodziłaś się?

– A dlaczego nie? – Wyczerpana wybuchem Laura opadła na łóżko. Zwinęła się kłębek, skuliła, a wtedy w oczach Edwarda ukazało się coś dziwnego. – Pieniądze są nam potrzebne nie tylko ze względu na Mikołaja.

Siedział tuż obok, wpatrując się w nią z uwagą.

– Naprawdę nic ci nie powiedziała?

– Jeśli masz na myśli jakieś rodzinne tajemnice, to nic.

– Cholera – mruknął. Pierwszy raz słyszała z jego ust brzydkie słowo. – Sądziłem, że wiesz. Może nie wszystko, ale chociaż znaczną część.

– Co wiem? Edward, proszę! – spojrzała na niego błagalnie. – O co w tym wszystkim chodzi? Kim tak naprawdę jesteś i kto u diabła wczoraj do mnie dzwonił?!

– Powiedziałem prawdę. Pilnuję wykonania testamentu. Takie jest moje przeznaczenie.

– A jednak wiesz więcej niż ja, prawda?

– Tak – odparł niechętnie. – Ten spadek to nie tylko bogactwo materialne. To również odpowiedzialność.

– Za co? – spytała zaskoczona.

– Za to, aby trzymać w ryzach tego, którego uwolnił twój przodek.

Cmentarz. Strych. Dziwna atmosfera tego domu. Prawda czy zręczna gra pozorów, aby sama zrezygnowała ze spadku i uciekła przed czasem, nie dotrzymując terminu? Szczerze mówiąc, nie była już pewna, co jest realne, a co stanowi jedynie projekcję nagromadzonego w niej strachu. Tak czy inaczej Edward nie był osobą, której mogła ufać.

– Czyli kogo?

– Nie mogę… Zabroniono mi rozmawiać na ten temat. – Wyglądał na dziwnie zmieszanego, gdy to mówił.

– Rozmawiać? – Laura usiadła, opierając się o wezgłowie łóżka, podciągając kolana i opasując je ramionami. – Czy to aż tak wiążąca obietnica?

– Nie masz pojęcia, jak wiele mam do stracenia, łamiąc ją.

Nie nalegała, czując, że Edward się nie ugnie.

– Już i tak dostatecznie się naraziłem.

– Komu?

– Swoim pracodawcom – powiedział, lecz wyczuła w tym jakiś fałsz. Zbyt gładko zabrzmiały te słowa. I wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł.

– Ale słuchać tego, jak wypowiadam własne myśli możesz?

– Tak – patrzył na nią podejrzliwie, skubiąc brzeg koca leżącego na łóżku.

– Myślę… – oparła głowę na kolanach, z uwagą wpatrując się w twarz swego rozmówcy. – Myślę, że chodzi o Jeana Piere. To był zły, bardzo zły człowiek, który wcale nie zginął w wypadku. Nie mam pojęcia jak umarł, ale przypuszczam też, że nie była to przyjemna śmierć.

Edward milczał. Usta zacisnął surowo, jakby bał się, że mimo woli wyrwie się z nich jakieś słowo. Dłonie splótł nerwowym ruchem, a potem rozplótł i zacisnął palce na poręczach fotela, na którym siedział.

– Był archeologiem. Wykopaliska, ruiny dawno wymarłych cywilizacji, Egipt, Bliski Wschód. Być może zabrał stamtąd coś, czego nie powinien był zabierać. I tu wkraczam w rzeczywistość, której mój umysł nie akceptuje – westchnęła. – Duchy, zjawiska paranormalne, demony, przepowiadanie przyszłości. Coś, z czego normalnie bym drwiła.

– Ale nie możesz, prawda?

– Nie wiem. Bo jest jeszcze druga wersja. Ktoś chce, abym tak właśnie myślała. Zły przodek, klątwa, odwieczne zło, a wszystko to związane ze spadkiem. Z ogromnym spadkiem, którego wartości nie ogarniam rozumem nawet teraz.

– Tym kimś jestem ja? – Nie rozgniewał się. Wyglądał na łagodnie zaciekawionego. Patrzył na nią za taką samą pobłażliwością, z jaką osoba dorosła patrzy na dziecko, gdy te wypowiada swoje naiwne, infantylne opinie. – Powiedz Lauro, czy wiesz jak często twoja ciotka opuszczała tę posiadłość?

Zaskoczył ją. Przez chwilę grzebała w pamięci, przeczesując wspomnienia.

– Chyba nigdy… – odparła w końcu po dłuższej chwili. – Jeśli już, to tylko my ją odwiedzaliśmy.

– A potrafisz to powiązać z warunkiem, który został i tobie postawiony?

– To tylko pół roku, a nie całe życie – roześmiała się, możliwe że odrobinę nerwowo. – Usiłujesz dodatkowo zagmatwać, już i tak zagmatwaną sytuację. Jest spadek, jest spadkobierczyni i stary dom, którego nie lubi. Sześć miesięcy to nie wynik działania sił nadnaturalnych, a złośliwy warunek postawiony przez ciotkę, która doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo nie cierpię tego miejsca.

Edward nie odpowiedział. Wzruszył ramionami i wstał.

– Jak chcesz. Możesz widzieć we mnie wroga dybiącego na twój majątek, a możesz też…

– Jeśli powiesz coś o przyjacielu, to czymś w ciebie rzucę!

– Nie jestem twoim przyjacielem. Nie musisz się też mnie obawiać. Powiedzmy, że jestem neutralny.

– Prędzej nijaki – mruknęła. – Idź już sobie, na dziś mam dosyć tych bezsensownych rozmów.

– Pójdę – zgodził się cichym głosem. – Masz kamień?

– Kamień? Ten? – Odchyliła skraj bluzki, aby pokazać naszyjnik.

– Tak.

– Jest ważny?

– Chroni cię.

– Kiedy byłam do góry, jakoś tego nie zauważyłam – odparła z przekąsem. Miała dosyć bzdurnych tajemnic całej tej aury grozy, jaką próbował roztoczyć Edward. Przeklęty materialista!

Nie odezwał się. Dopiero kiedy otworzył już drzwi, stojąc w progu obejrzał się i powiedział:

– Oni nie chcą ci zrobić krzywdy…

Laura zamarła. Oni? Dlaczego Edward za wszelką cenę chce ją wystraszyć?

Lecz nie zatrzymała go kolejnym pytaniem. Skuliła się na łóżku, patrząc na padający za oknem śnieg. Było tak cicho, tak spokojnie. Tak pięknie. Wstała i podeszła do kominka. Rozpaliła ogień, aby wypędzić chociaż odrobinę strachu ze swego serca. Buchnął w górę wysokim płomieniem, bo pierwsze zajęły się wrzucone tam papiery. A Laura usiadła na podłodze, pochylając głowę. Patrzyła na doskonale symetryczny wzór parkietu i zastanawiała się nad chaosem, który zapanował w jej życiu. Czy powinna się pogodzić z faktem istnienia sił nadprzyrodzonych? Tutaj, w tym domu? A może miała kilka koszmarów i reszta to sprawa jej bujnej wyobraźni?

Kim był mężczyzna o bursztynowych oczach?

W myślach odtworzyła własne drzewo genealogiczne. Jean Pierre i Anna Maria. Ich syn Stanisław. Jego trzy żony oraz ich potomstwo, w tym własna babka Laury, Helena. Co oznaczały ostatnie słowa w jej pamiętniku? I dlaczego ciotka Gerta została?

Jednego Laura była pewna. To mężczyźni w jej rodzinie byli źródłem zła. Dwóch odrażających przodków, ojciec i syn. Być może także brat babci Jeremiasz, na którego temat nic nie wiedziała.

Muszę zdobyć więcej informacji, zdecydowała zdesperowana Laura. Biblioteka była pełna jeszcze nie zbadanych szaf, szuflad i innych zakamarków, poza tym miejscowi z pewnością też swoje wiedzieli. Miała przeczucie, że czeka ją mozolna praca, podczas której nie jeden raz zabrnie w ślepy zaułek, ale miała na to czas.

Laura nie wiedziała, jak bardzo się myli.

Czasu bowiem miała coraz mniej.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Rany’ zaczynam się bać,. Coraz bardziej. Fajnie, że w końcu jest szansa na rozwkłanie zagadki,

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To był jednak dobry pomysł, aby kontynuować to w cyklu cotygodniowym 🙂

  2. J
    J.Gibson
    | Odpowiedz

    Dobry jeżu na bukszpanie!
    Aż mnie ciarki przeszyły na wylot.
    Odmrozen dostalam od samego czytania.
    Neutralny?
    Khm…
    Ciekawa jestem jak rozwinie się relacja z panem neutralnym😈😈😈
    W tej chwili na plan pierwszy wysuwa sie tajemnica, a pan neutralny zamiast pomoc rozwiklac co nieco to tylko dolewa oliwy.
    Oj bede zgrzytać zebami do nastepnego odcinka.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Relacja z panem neutralnym będzie i tylko tyle zdradzę. Jaka? Cóż…

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Czyżby mumia?! 🙂 Jeśli w takim wydaniu, to… hmmmm… https://i.pinimg.com/736x/c9/2a/24/c92a24f6f43528a9479eca570559c7a6–the-mummy-kind-of.jpg
    A tak na serio, to ciotka Greta wykazała się wyjątkową podłością wsadzając Laurę na taką minę. Co innego, zgodzić się siedzieć przez pół roku w ponurym domostwie, żeby dostać kasę, a co innego zostać strażniczką czegoś mocno nieprzyjemnego z nie wiadomo jakiego świata. I tak właściwie więźniem, bo zdaje się, że Laura nigdy nie mogłaby milusiej posesji opuścić. No i teraz wreszcie rozumiem niechęć Edwarda do Laury – myślał, że jest taka pazerna na kasę, że nawet ta jakaś tajemnicza ohyda jej nie odrzuca. Teraz, wiedząc, że dziewczyna nie ma o niczym pojęcia, zmienił nastawienie. Chociaż, ta neutralność śmierdzi tchórzostwem i asekuranctwem. Co z niego za mężczyzna? Co z niego za człowiek? Będzie stał z boku i się przyglądał jak Laura pakuje się w tarapaty, albo jak to coś złego ją niszczy? Jak na razie, to stanie z boku wychodzi mu tak średnio, więc chyba taki całkiem do niczego nie jest i jakby co, to tę neutralność straci. Mimo, że wedle jego słów ma bardzo wiele do stracenia – pytanie, co? Czym go trzymają w szachu? No i ciekawe, co takiego ma nastąpić? Ojciec i syn powstaną z grobu, czy co? I jak niby Laura ma trzymać tę jakąś okropność w ryzach? A raczej okropności, bo Edward powiedział “oni”. Normalnie, mafia jakaś, jak nic. Pozaziemska mafia:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Link był, więc czekało na akceptację 🙂 Tak, mnie się mumia w tym wydaniu też swego czasu podobała :-)))
      Poza tym: co z niego za człowiek? A kto wie, może i nie człowiek? ;-D A zdradzę tylko, że żadnego zmartwychwstania nie przewiduję i powoli wszystko będzie wyjaśnione. Nie od razu, trzeba wam trochę w głowach zakręcić ;-)))

Napisz nam też coś :-)