fbpx

Nie umiem stąpać tak cicho (IX)

with 14 komentarzy

horror o zabarwieniu erotycznym
 

Napiszę tylko tyle, że podczas pisania sama nakręciłam się do tego stopnia, że zaczęłam sprawdzać, czy nikogo nie ma za moim ramieniem...

 

Kiedy kładła się do łóżka, za oknem znów hulała śnieżyca.

Wcześniej zafundowała sobie długą, odprężającą kąpiel o zapachu cynamonu i czekolady. Towarzyszyła jej ulubiona muzyka oraz kieliszek mocnego, czerwonego wina. Takiego, jakie lubiła najbardziej. Piwnica była tego pełna, a od kucharki Laura dowiedziała się, że ciotka Gerta również uwielbiała ten rodzaj trunku.

Cóż, geny – pomyślała Laura, rozczesując świeżo co wysuszone włosy. Potem starannie wtarła jeszcze balsam o zapachu ciasteczkowym w całe ciało i dopiero wtedy ubrała ulubioną piżamę. Dopiła wino i zaszyła się pod grubą kołdrą, dodatkowo nakrywając kocem.

Liczyła skrupulatnie do stu, potem do tysiąca. Gdzieś w okolicach trzystu po prostu zasnęła.

Lecz przebudzenie nie należało do przyjemnych.

Wydawało jej się, że na zewnątrz szaleje burza, a światło błyskawic rozświetla nocny mrok.

W pokoju było zimno, tak zimno, że Laura dygotała mimo tego, iż przykryta była ciepłą kołdrą i puszystym kocem. Poza tym leżała na plecach, nie mając siły, aby zmienić pozycję.

I wtedy to dostrzegła.

Powietrze przy jej łóżku zgęstniało, tworząc zarysy widmowej postaci. To było coś w rodzaju krwawej mgły, lekko drżącej w tak bicia przerażonego serca dziewczyny.

Kim ty jesteś? – wyszeptała. Albo wydawało jej się, że to zrobiła, bowiem panującej ciszy nie zakłócił najmniejszy nawet szmer.

Pewnie za dużo wina – tłumaczyła sobie desperacko, pragnąc się zerwać i włączyć światło, aby przekonać się, że upiorna wyobraźnia spłatała jej kolejny dowcip.

Ale nic z tego.

Nadal nie potrafiła się ruszyć.

Wtedy zjawa pochyliła się nad nią. Dwie widmowe dłonie zacisnęły się na smukłej szyi dziewczyny. Tak lodowate, że już tylko to wystarczyłoby, aby Laura o mało co nie straciła przytomności ze strachu.

A może spała? W takim wypadku trudno mówić o utracie przytomności…

– Muszę wrócić!… – pusty głos, jakby dobiegający z dna głębokiej studni. – Muszę…

Chciała się zerwać. Pragnęła krzyczeć. Ale nie mogła zrobić nic. Sparaliżowana, bezwolna, przerażona.

Senny koszmar, z którego nie potrafiła się wyrwać. Obudzić, odzyskać kontroli nad swoim ciałem i nad emocjami.

Dusiła się. Widmowe dłonie pozbawiały ją powietrza, krzywdziły. Czuła przejmujące zimno, a jednocześnie opływała potem. Dławiła się własnym strachem, przeczuwając, że to wszystko, to coś więcej niż sen. Chciała unieść ramiona, odepchnąć ciotkę Gertę i zaczerpnąć tchu.

Dlaczego wrócić? I skąd wiedziała, że to Gerta?

– Potrzebuję ciała… Potrzebuję twego ciała! Jest mi tak zimno... Tam jest tak zimno!…

Spomiędzy sinawych, rozchylonych warg Laury, wyrwał się cichy jęk. Zbyt cichy, aby ktokolwiek mógł ją usłyszeć, aby ktokolwiek mógł jej pomóc. Kiedy to zrozumiała, zrozumiała też, że musi sama odepchnąć atak nieczystej duszy. Duszy cierpiącej, pokutującej, duszy, która jeszcze nie rozliczyła się ze swojego życia, która pozostawiła w tym świecie niedokończone sprawy.

Przestała się bezsensownie szamotać. Za to skupiła w sobie, przywołując na pomoc całą silną wolę, jaką dysponowała. I pomimo iż znalazła się na skraju szaleństwa, broniła się, broniła się przed złem, które chciało ją wyrugować z jej ciała. To był nierówna walka, a przynajmniej tak na początku się wydawało.

I wtedy Laura pomyślała nie wiadomo dlaczego, że zmarli krewni, nawet te osoby, które tak bardzo nas kochały, wcale nie są naszymi aniołami stróżami. To złe, samotne byty, błąkające się po innym wymiarze, wymiarze któremu daleko i do nieba, i do piekła, bo będącym tylko nicością.

Tak, stoją u naszego boku, ale nie po to, aby nam pomagać.

One czekają.

Czyhają na okazję.

Chcą wrócić i czasami im się to udaje.

Żądne ciepła, spragnione naszej krwi, gorącej krwi pulsującej w takt każdego uderzenia serca. Złaknione życia, które im odebrano i którego już nigdy więcej nie zakosztują.

Nieważne czy nas kochały, czy nie. Po przekroczeniu granicy między życiem, a śmiercią, każdy staje się tym samym.

Czystym złem.

Dłoń dziewczyny, chociaż z pozoru nieruchoma, przesuwała się delikatnie po pościeli, aż w końcu zacisnęła na tajemniczym kamieniu, będącym znakiem dziedzictwa. I wtedy widmo ją puściło. Wyjąc, rozpłynęło się w powietrzu, a z ust Laury zamiast jęku, wydobył się pełen przerażenia krzyk.

Z trudem oddychała. Nadal czuła silny uścisk na swojej szyi. Nadal powietrze, które wydychała, zamieniało się w parującą mgiełkę.

A ona krzyczała i krzyczała, siedząc na łóżku, z dłońmi obejmującymi szyję.

– Oszalałaś?!

Krótkie, pełne złości warknięcie. Silne ramiona, ciepło drugiego człowieka. Przylgnęła do twardego ciała, nie zastanawiając się ani przez sekundę. Drżała, spazmatycznie łapiąc powietrze, trochę jak ryba wyrzucona na brzeg.

– Co za!… – i znów niewyraźne mamrotanie. Tylko że Laura miała gdzieś, co sobie o niej pomyśli. Pragnęła jednego: aby nie zostawiał jej samej.

Chyba to zrozumiał, bo bez skrępowania wepchnął się do łóżka, opierając się plecami o wysoki zagłówek, z dziewczyną wciąż wtuloną w ramiona.

– Jesteś strasznie zimna, wręcz lodowata – powiedział, marszcząc czoło. – A przecież w pokoju jest dość ciepło…

Sięgnął po kołdrę, którą odrzuciła na bok. Otulił nią dygoczącą Laurę, z niepokojem obserwując wyraz jej twarzy. Rzadko widywał tak obłędne przerażenie.

– Czy oni wszyscy?… – wyszeptała w końcu, nie wiadomo komu zadając pytanie, jemu czy sobie? – Czy my wszyscy tacy się staniemy? Nie zostanie nic z nas, z prawdziwych nas?

Mimo iż nie powinien mieć bladego pojęcia, o czym ona mówi, odparł:

– Nie wszyscy. Tylko ci, którzy czegoś tutaj nie skończyli, którym coś pozostało do naprawy. Sprawia to świadomość zmarnowanych szans czy popełnionych błędów. Albo zło wyrządzone innym.

– Nie skończyli? – Chyba po raz pierwszy, od chwili gdy wbiegł do jej sypialni, podniosła głowę, łapiąc jego spojrzenie.

– To właśnie jest piekło Lauro. Poczucie zmarnowanych szans. Świadomość popełnionych błędów. Wierz mi, ani gorąca smoła, ani najwymyślniejsze tortury nie są tak straszne jak to.

– Skąd wiesz? – spytała zaskoczona, lekko się odsuwając.

– A nie sądzisz, że tak właśnie jest?

– Możliwe – wzdrygnęła się na wspomnienie ciotki Gerty. I wtedy nagle do niej dotarło, gdzie jest i w czyim towarzystwie. Nie dość, że Edward był niezwykle skąpo ubrany, zaledwie w koszulkę i bokserki, to jeszcze ona przyssała się do niego niczym pijawka. Tylko że wyplątanie się z jego objęć było ostatnią rzeczą, na jaką miałaby ochotę.

– Wiem że nie powinnam… Wiem też, że ty… – z trudem przełknęła nadmiar śliny. – Ale zostań, proszę! Błagam! – dokończyła szeptem, nie mogąc już powstrzymać łez.

– Zostanę.

Sucho, bez emocji. Lecz to się teraz nie liczyło.

– Co konkretnie ci się śniło?

– Co czy kto? Ciotka, chciała wrócić jak już wspomniałam.

– Nie jest zadowolona z wyboru, jakiego dokonała.

– Nie pytasz, twierdzisz.

– Przeczuwam.

– Dusiła mnie.

Nieco ją odsunął. Ponieważ wcześniej zapalił lampkę stojącą na nocnym stoliku, teraz mógł się w jej świetle przyjrzeć Laurze.

– Nigdy wcześniej nie miałam tak okropnego koszmaru. Tak oddziałującego na wszystkie zmysły.

– Masz ślady na szyi – wyjaśnił beznamiętnym tonem. I wtedy Laura zerwała się na równe nogi. Nad stojącą przy drzwiach komodą, wisiało niewielkie lusterko w złoconej ramie. Pstryknęła też włącznikiem światła, którego złoty strumień zalał ich niczym wezbrana fala przypływu.

Na jej skórze, doskonale widoczne, widniały ślady smukłych palców. Powoli przybierały siono–fioletowy odcień, zupełnie taki, jak twarz Laury w tym momencie.

– Nie mdlej. – Edward podtrzymał ją od tyłu, posadził w fotelu. Później napełnił kieliszek z napoczętej butelki wina. – Masz, pij! Słaby to alkohol, ale zawsze alkohol.

Dłoń Laury drżała tak mocno, że nie była w stanie upić nawet łyka.

– To przecież był tylko koszmar – wyszeptała, desperacko czepiając się tej myśli.

– Był.

– Ale… skąd ślady? Sama się dusiłam?

– Skoro tak twierdzisz.

– Nie ułatwiasz sprawy – wykrzywiła twarz, podczas gdy jego wciąż zachowywała ten sam wyraz. Obojętności.

– Dostałaś tyle dowodów, ale nadal wątpisz. Czego byś jeszcze chciała?

– Pytasz, bo zamierzasz zorganizować następny show? – Rozgniewała się. On również. Poznała to po groźnym zmarszczeniu brwi.

– Tak, tylko to mi chodzi po głowi – odparł z sarkazmem. – Następny pokaz sił nieczystych.

– Nie wierzę w duchy. Nie wierzę w boga. Żadnego! – oświadczyła kategorycznie. – To głupota. Zabobony ludzi słabych i głupich.

– Głupota? – Edward oparł się o ścianę, zwieszając głowę i splatając ramiona na piersi. – Wiara nie jest głupotą. Jest po prostu wiarą. Czasami bardzo się przydaje.

– Wiara w duchy? Jak chcesz mogę zacząć wierzyć w Yeti – odpowiedziała drwiąco.

– Czasami brak wiary to świadectwo większej słabości i głupoty, niż cokolwiek innego – uniósł głowę spoglądając na nią przenikliwie.

Irytował ją. Gdyby nie to, że nadal bała się zostać sama, to z chęcią by go wyprosiła.

– Mam wyjść? – spytał, jakby odczytując jej myśli.

– Nie.

Samotność była ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili pragnęła. Wypiła duszkiem wino, dopiero później lekko zakasłała.

– Jesteś śpiący?

– Nie. Mało sypiam.

Podciągnęła kolana pod brodę i objęła je ramionami. Brakowało jej siły, aby wrócić do łóżka, brakowało na rozmowę. Tym bardziej, że Edward ważył każde wypowiedziane słowo. Jednego była pewna – skrywał tajemnicę.

To był surowy, niezwykle opanowany mężczyzna, strasznie skryty i bardzo oszczędny w wyrażaniu swoich opinii. Bez skrępowania zaczęła mu się przyglądać, a on jakby chcąc jej to ułatwić, wpatrywał się w okno, rozświetlone blaskiem padającego śniegu, nie zaszczycając jej spojrzeniem.

Pierwszy raz zastanowiła się, jak mógłby wyglądać, gdyby pozbył się tego opanowania, gdyby zetrzeć mu z twarzy ten wyraz arogancji. Czy on się w ogóle uśmiechał? Nie zauważyła, chociaż w sumie to nie miała zbyt wielu okazji. O serdecznym, spontanicznym śmiechu nie wspominając. Był pociągającym mężczyzną, na którego na pewno zwróciłaby uwagę, gdyby spotkali się w innych okolicznościach. On na nią raczej nie i za tym wnioskiem, nie stała fałszywa skromność. Cichutko westchnęła. Rzadko rozmyślała o swym życiu intymnym, zwłaszcza w przeciągu kilku ostatnich tygodni. Poza tym tutaj spotykała jedynie Edwarda oraz służbę. Nawet przyjęcie nie dostarczyło pola dla wyobraźni, bo większość gości to były małżeństwa z długim stażem, a tych kilku singli nie zasługiwało na jakąkolwiek uwagę.

– Gdzie mam spać? – przerwał ciszę, odwracając ku niej wzrok. Laura speszyła się niczym mała dziewczynka złapana na psocie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Alexza
    | Odpowiedz

    Oj Babeczko, dawno nie czytałam niczego tak wciągającego 🙂 Dobrze, że jeszcze jest jasno, bo mogłabym mieć problemy z zaśnięciem, gdybym usiadła do tej części wieczorem. Szczególnie, że w pewien sposób nawiązujesz w niej do zjawiska paraliżu sennego, które mnie mocno przeraża.

  2. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Zawiało groza, juz wiem, zeby nie czytać tego opowiadania przed snem gdyż moze byc zle 😅

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    O chorera!
    No i tyle, jeśli chodzi o spanie.
    Zawinę się w kołdrę i poczekam, az zemdleje z braku tlenu.
    Ciekawe co tam sie w tym wyrku wydarzy miedzy nimi.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ostatnio Babeczka zasiała we mnie niepewność co do człowieczeństwa Edwarda, a po tej części nasionko skiełkowało – kim, czym jest ten facet? Opanowany aż do obrzydzenia, ale nie pozbawiony uczuć. Ukrywa coś ważnego, nie udaje nawet, że nie ukrywa, a skąpe informacje, których udziela sprawiają, że wszystko wydaje się jeszcze bardziej tajemnicze. I miesza Laurze w głowie. Ciekawe, co duchy musiałyby Laurze zrobić, żeby wreszcie przyjęła niemożliwe za jak najbardziej możliwe i realne. Cioteczka żałuje, że wybrała Laurę? Myślała, że dziewczyna szybko wymięknie, a tymczasem ta się zaparła i trwa na posterunku? Oj, Edward, proszę cię, jak to gdzie masz spać? Na pewno bez problemu zmieścisz się z Laurą, a i kołdry wystarczy dla dwojga:)

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Czyżbym była jedyną osobą, która nie odczuwa strachu, czytając to opowiadanie? 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jesteś duchooporna 😉

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Zdradzę że cała scena napisana na podstawie własnych doświadczeń, chociaż oczywiście u mnie to był sen. Ale jaki kurna realny, że do teraz mam gęsią skórkę, gdy sobie o tym pomyślę…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Sen?
      Mi sie przytrafilo jeszcze zanim zasnelam. W zasadzie to probowalam zasnac, zamkniete oczy mialam i liczylam oddechy meza, az tu nagle slysze podloga trzeszczy (parkiet drewniany), jakby ktos podchodzil do lozka.
      Myslalam ze moze syn, ale otwieram oczy a przy nogach lozka stoi taki cien… Znaczy swiatlo przez niego nie przebijalo to moze lepiej okreslicz ze czarna postac. I ja jestem w takim szoku, ze wydusic slowa nie moge. I mi sie wydawalo, ze to niewiadomo jak dlugo trwalo. Nawet pomyslalamb że jak mnie ten koles nie ubije to i tak zaraz na zawal zejde. Ale on tak stal tylko i jakby sie przygladal… Znaczy. Ja po sylwetce skojarzylam ze to on. W koncu udalo mi sie zlapac za ramie męża (lezal obok mnie a mimo to nie moglam go ani zawolac, ani szturchnąć – taka bylam sztywna). Wiec jak go w koncu zlapalam, to az zawyl i z lozka wyskoczyl. Tak go sluchaj zlapalam ze mu skore zdarlam z ramienia. I nagle gosc zniknal a mi wrocily sily w konczynach. I ja to od razu mezowi opowiedzialam. Myslalam ze przysnelam jednak i mi sie przysnilo, ale sprawdzilismy na zegarek i od momentu jak sie polozylam do lozka, do momentu jak mezu z niego wyskoczył, minelo niecale 6 minut! Ale to nic. Przeprowadzilismy sie i mialam druga taka akcje, tyle ze bylo ich juz dwoch! I teraz nie wiem, czy po prostu na tym aktualnym mieszkaniu byla ciemna parka jak sie wprowadzilismy, czy byl tylko jeden a my z poprzedniej chaty zabralismy ze soba tego “pierwszego”….
      Zeby nie to, ze mnie dusi ze strachu i odezwac sie nie moge, to bym ich zapytala😂😂😂😂
      Przezyl ktos cos takiego?
      Pytam, bo moja prababcia prawdopodobnie widziala duchy i nawet z nimi rozmawialab tylko zawsze przestrzegał by nie pytac ich czego chcą. Slyszalas o czyms takim?

      • A
        Alexza
        |

        @J. Gibson Słyszałaś o zjawisku paraliżu sennego? Atak występuje zwykle w czasie zasypiania i polega na braku możliwości poruszenia się. Budzi się umysł, ale nie ciało. Często występują wtedy omamy wzrokowe, słuchowe i dotykowe, przerażenie, problemy z oddychaniem i uczucie duszenia, wrażenie czyjejś obecności. Być może to właśnie Ci się przytrafiło? 🙂

      • J.Gibson
        |

        Alexza! Ale czad! A ja się bałam, że mnie coś nawiedza! Uffff co za ulga…

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Witaj Babeczko. Ja tez przez zasnieciem czytam i juz drugi raz z rzedu mialam problem z zasnieciem. Czasmi mamy sny jak z horroru.Mi na przyklad snil sie tata. Kilka dni po jego smierci przysnil mi sie. Nie wiem ale nigdy nie bylam blisko zaprzyjazniona z kuzynem i jego rodzina ale moj tato czesto ich odwiedzal. Snilo mi sie ze jestem u nich przy stole i gramy w karty nagle z nad stolu unosi sie tylko glowa mego taty i mnie wola.Glowa wygladala okropnie bo moj tato mial sekcje zwlok, byla nie foremna z cieta rana. Od tego czasu przez kilka miesiecy nie spalam sama. Sen byl bardzo realny i glos mojego taty tez az teraz mam gesia skorke gdy go sobie przypomne. Podobny sen juz sie nie powtorzyl. Nigdy nie sprawdzalam co moze oznczac. Pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Czasami nasze sny to gotowy scenariusz na film grozy. Pamiętam, że jeden sen śnił mi się dwa razy, o ile jestem w stanie ocenić, był identyczny.

      Ale nie tylko sny potrafią przerazić. Na strychu w starym domu babci podobno “straszyło”. Doświadczył tego mój tata, który całość opowiedział tylko raz, a potem się wypierał. Jako młody chłopak urządził tam sobie pokój. Ze snu zbudziła go lodowata dłoń głaszcząca go po policzku. Mało sobie nóg nie połamał, tak uciekał 😉 Kilkanaście lat później, prawie całe wakacje spędzałyśmy u babci. Strych jak strych, ciekawy był, pełen skarbów. W sam raz dla dwóch smarkul. Opowieści o tatusiu do nas wtedy jeszcze nie dotarły, więc jakakolwiek sugestia odpada. Na dużej ławie, tuż pod samą ścianą, położyłyśmy grę chińczyk. Zamykając drzwi, usłyszałyśmy straszny hałas. Gdy je otworzyłyśmy gra była rozrzucona po całym pomieszczeniu. Przeciągi odpadają, okna były zamknięte. Zwierzę, np szczur czy mysz, zrzuciłyby pudełko na ziemię, ale ono nie tylko spadło. Wyglądało jakby uderzyło o przeciwległą ścianę, a to ponad 5 metrów było. Pamiętam jak stałyśmy z siostrą osłupiałe, dziesięcio i sześciolatka. Pamiętam dominujący chłód, chociaż był to środek lata. I pamiętam własne przerażenie.

      Minęło trzydzieści lat, ale do teraz nie weszłam tam sama. Nie ma mowy! Końmi mnie nie zaciągną! Dużo później dowiedziałyśmy się, że na posiadłości dziadków zakopano podczas wojny zamordowanego niemca. Szczegółów nie znam, bo babci nie zdążyłam wypytać 🙁 co niezmiernie mnie martwi, a mój tata pamięta wszystko bardzo mgliście…

      O strachach można by więcej, ale noc idzie, wolę nie ;-)))

  8. M
    Maria
    | Odpowiedz

    Genialne opowiadanie, wiecej poprosimy, umieram z ciekawości! Place jak za prezydenta! Czytam i czytam i uwielbiam 😍a tu okazuje się że nie ma końca 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zima idzie, może się bardzo ponury dzień trafi, to natchnienie wróci i dalej Was postraszę :-)))

Napisz nam też coś :-)