fbpx

Niekompletni (I)

with 14 komentarzy

eebook erotycznie o wampirach

 

Pomysł na ten utwór, przyszedł mi do głowy prawie siedem lat temu. Wykonałam również do niego własne ilustracje. Jakoś nie przemawiają do mnie wampiry płonące w świetle dnia, czy też przemiany dokonujące się pod wpływem ukąszenia. Krótko potem przyszła moda na słynny Zmierzch, jedną z nielicznych książek, przy której poddałam się po zaledwie dwudziestu stronach... Z perspektywy czasu widzę wszystkie błędy i uchybienia tego tekstu. Postanowiłam je poprawić. Oczywiście nie dam od razu całości, więc na zakończenie trochę będziecie musieli poczekać :)))

 

Nie pamiętał, kiedy dotarła do niego świadomość zmiany. Nie mógł zrozumieć czym lub kim się stał. Gdy podniósł dłoń na wysokość oczu, wydawała się taka jak zawsze. Silna, o długich smukłych palcach, z krzywo obciętymi paznokciami. A jednak gdy próbował zacisnąć palce na jakimkolwiek przedmiocie, napotykał jedynie pustkę. Lecz nie wierzył, że świat wokół niego był iluzją.

To on nią był.

Z początku myślał, że to żart. Przecież wampiry nie umierały tak jak ludzie. Nie pozostawało po nich nic prócz wspomnień, a i te znikały wraz z biegiem czasu. I na pewno nie zamieniały się w duchy.

Tak. Był duchem. Świadomość tego przyszła nagle, wraz z wspomnieniami, które stawały się coraz bardziej wyraźne.

– Klątwa – mruknął, przyglądając się jak jego ręka zanurza się aż po łokieć w najbliższej ścianie. Powoli wszystko układało się w logiczną całość.

– Klątwa – powiedział ktoś szeptem, za jego plecami.

Siergiej odwrócił się, stając naprzeciwko wątłego, ciemnoskórego człowieka. Szaman. Obiecał mu zemstę i chyba udało mu się jej dokonać. Za to że grał z ogniem został skazany na żałosną egzystencję pomiędzy światami. Ni to pies, ni to wydra. Do piekła go nie wpuszczą, do nieba tym bardziej. Wykrzywił usta w nagłym grymasie wściekłości.

– Co mi zrobiłeś? – warknął zaciskając widmowe dłonie w pięści.

– Przecież wiesz – odparł tamten ze spokojem. – To kara za pozbawienie życia mojej córki. Kara, którą ci obiecałem.

– Jestem silniejszy niż…

– Bzdura! – Szaman zachował spokój, tylko jego czarne jak bezgwiezdna noc oczy, błyszczały satysfakcją i podnieceniem. – Jesteś jednym z pierwszych, jesteś jednym z najsilniejszych, ale chociaż dało ci to wielką moc, to nie byłeś w stanie oprzeć się mojemu zaklęciu.

Siergiej najpierw obserwował go, mrużąc oczy, lecz kiedy tamten umilkł, zaczął się śmiać. To nie był przyjemny dźwięk. Śmiech wampira był szyderczy, pełen satysfakcji. Pomimo sytuacji w jakiej się znalazł, ani przez moment nie żałował tego, co zrobił.

– Miała słodką krew – powiedział w końcu, z pogardą wydymając wargi. – Czułem w niej i niewinność, i posmak magii.

Szaman milczał, mierząc go niezgłębionym spojrzeniem. Siergiej nawet jako duch był tym, na kogo wyglądał – bezwzględnym mordercą, którego serce dosłownie i w przenośni, przestało bić przed setkami lat.

– Teraz ta magia cię ukarze.

– Ukarze? Wystarczy uwolnić się od twojej klątwy, by wrócić do dawnego, wspaniałego życia.

– Sądzisz, że potrafisz to zrobić?

– Tak! – Wampir dał krok do przodu, uśmiechając się nieprzyjemnie. – A jak już to zrobię, to wtedy się z tobą policzę.

***

100 lat później

Z dawnej buty i złości już niewiele pozostało. Był zmęczony walką, znużony poszukiwaniami.

Klątwa nie starzała się i nie słabła. I chociaż na początku sądził, że wystarczy po prostu znaleźć odpowiednią osobę do zdjęcia czaru, to bardzo szybko przekonał się, iż jest to niemożliwe.

Nie był duchem. Był ulotnym cieniem, którego nie widział nikt, nawet ci obdarzeni specjalnymi zdolnościami. Nikt. Utknął w tym stanie, nie mając pojęcia jak się uwolnić i nie mogąc się z nikim skontaktować. Błąkał się po świecie, bo tylko to mu pozostało. Szeptał na ucho złe słowa, chociaż miał poważne wątpliwości czy ktokolwiek mógłby go usłyszeć. Podglądał, mimo iż na początku uważał, że uwłacza to jego godności.

Lata płynęły, a on powoli popadał w paranoję. Czasami zachowywał się jak szaleniec, ale to i tak nie przynosiło żadnego rezultatu. Przecież nikt go nie mógł usłyszeć, nikt go nie mógł zobaczyć…

Pewnie gdyby potrafił, to błagałby o litość. Obojętnie kogo, obiecując mu w zamian duszę, której i tak nie miał. Męczyło go pragnienie, złakniony był ludzkiej krwi, ale przecież nie potrafił dotknąć niczego materialnego.

Coraz częściej podążał przed siebie bez konkretnego celu. Coraz częściej przyglądał się ludziom, ich krwawym wybrykom, których widok przynosił mu odrobinę ukojenia. Czasami pochylał się nad rannymi czy umierającym, zaciągając się zapachem ich krwi. Tylko tyle mógł zrobić. Każdego dnia i każdej nocy pędzić naprzód, czując zmęczenie, chociaż nie mógł odpocząć, czując pragnienie, chociaż nie potrafił wbić się w żadną, rozkosznie pulsującą tętnicę.

Podczas jednej z takiej nocy, dotarł do niewielkiego ogrodu. Księży oświetlał cienie i wyganiał mrok ze wszystkich zakątków, wysokie i smukłe drzewa kąpały się w jego srebrzystym blasku. Noc była wyjątkowo ciepła, ale dla Siergieja i tak nie miało to znaczenia. Nie czuł ani chłodu, ani żaru.

Tknięty dziwnym impulsem przystanął. Potem spojrzał w prawo. Na hamaku, otulona kocem, spała dziewczyna. Srebrzysty glob bezczelnie oświetlał jej twarz, lekko uchylone usta i długie czarne rzęsy, rzucające głębokie cienie na szczupłe policzki.

Była piękna, a w pełnym blasku księżyca, wyglądała jakby sama była duchem, zjawą, która tylko na chwilę ukazała się temu światu. Spokój jej snu niespodziewanie udzielił się i jemu. Powoli podszedł do hamaka i w zamyśleniu obserwował jej twarz. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ten widok tak silnie na niego podziałał. Pochylił się lekko i wyciągnął dłoń, chcąc dotknąć miękkiego policzka, choć doskonale wiedział, że nie jest w stanie tego zrobić. Wtedy dziewczyna poruszyła się niespokojnie jak gdyby czuła, że ktoś ją obserwuje, a po jej twarzy przebiegł nagły skurcz, niszcząc to ulotne wrażenie spokoju, jakie na nim przed chwilą wywarła.

Cofnął dłoń. Czyżby go wyczuła? Nie, niemożliwe! A jednak nie odszedł, tylko zamarł w bezruchu, bijąc się z myślami i z nadzieją, która nagle pojawiła się w jego sercu

Dziewczyna powoli otworzyła oczy i spojrzała wprost na niego. Były ciemne i lśniące, a światło księżyca dodawało im jeszcze tajemniczości.

– Kim jesteś?

Nadzieja zamieniła się w pewność.

– Widzisz mnie? – spytał, z zaskoczeniem wsłuchując się w swój schrypnięty głos.

– Tak. Trochę niewyraźnie, bo przecież jesteś niematerialny, ale owszem. Ale ty… – potrząsnęła głową, podnosząc się – nie jesteś duchem.

Nie pytała. Stwierdzała fakt. A Siergiej nie zamierzał być ani ironiczny, ani wyniosły. Po raz pierwszy od stu lat ktoś zauważył jego istnienie! Po raz pierwszy od całego wieku mógł do kogoś się odezwać. Kucnął, opierając łokcie na kolanach i obserwując uważnie, siedzącą naprzeciwko kobietę.

– Nie jestem duchem. Jestem wampirem.

Zmarszczyła brwi w geście niedowierzania.

– Wampirem? Bardziej przypominasz ducha, chociaż nim nie jesteś. Poza tym wampiry nie zamieniają się w pokutujące dusze. Raczej wracają tam skąd przyszły, czyli do piekła.

– To niezupełnie tak. Wampiry nie mają duszy, więc jeśli już komuś uda się je zabić, po prostu znikają. I masz rację, nie jestem duchem.

– Więc kim?

– To trochę skomplikowane. Zastanawiam się nad tym już od kilku dziesięcioleci.

Oparła się wygodnie o poduszkę leżącą za plecami.

– Mam czas. Opowiedz.

– Ja też mam czas – syknął poirytowany rozbawieniem słyszanym w jej głosie.

Wtedy zrobiła coś niespodziewanego. Zmrużyła oczy i wyciągnęła rękę jakby zamierzała go dotknąć. Koniuszki palców zamigotały oświetlone księżycowym blaskiem. A potem poczuł delikatny jak muśnięcie wiatru dotyk. Tak go tym zaskoczyła, że gwałtownie odskoczył do tyłu.

– Jak?... Jesteś czarownicą? – zawiesił głos, a w jego wzroku wyczuła niedowierzanie.

Pokręciła przecząco głową.

– Czarownicą? Nie. Może gdybym była silniejsza mogłabym przeciągnąć cię z powrotem do rzeczywistego świata. Choć nie wiem czy byłby to najlepszy pomysł?

Nie zwrócił uwagi na te ostatnie słowa. Niezwykła gorączka opanowała jego ciało, wprawiła go w stan podniecenia. W końcu pojawiła się przed nim szansa na wyzwolenie, szansa, na którą tak długo czekał.

– Możesz mnie uwolnić? – spytał głosem napęczniałym od emocji.

– Raczej nie. Poza tym chyba ktoś miał ważny powód, aby skazać się na taką egzystencję. Mam rację?

– Jakie to ma znaczenie? – syknął.

Pochyliła się do przodu i spojrzała prosto na niego. Miała miękkie rysy dziecka, chociaż siateczka zmarszczek w kącikach oczu, mówiła mu, że czasy beztroskiej zabawy już dawno dla niej minęły. Czarny jak węgiel kosmyk włosów opadł na jej policzek, zasłaniając jedno oko i czyniąc twarz jeszcze bardziej tajemniczą. I chociaż Siergiej myśli miał zaprzątnięte zupełnie czymś innym, to w duchu musiał przyznać, że nigdy nie widział kobiety tak pięknej, w jakiś niejasny i niemożliwy do wyrażenia słowami sposób.

– Bez ważnego powodu nikt nie skazałby cię na taki los. I raczej nie wyglądasz na skrzywdzonego przez zło. Wręcz przeciwnie.

Jej słowa zawisły w powietrzu. Nagle uświadomił sobie, że ona być może wiedziała jak zdjąć klątwę, ale on nie mógł jej do niczego zmusić. Mógł tylko grzecznie poprosić o pomoc. On? Prosić? Na samą myśl o tym, zgrzytnął zębami w bezsilnej złości.

– Usiądź. – Ręką wskazała na wygodny fotel stojący obok hamaka.

– Nie zauważyłaś, że jestem niematerialny?

– To nie takie trudne. Jesteś w końcu jedną nogą w tym świecie. Nie mów, że nigdy nie próbowałeś?

– A jedną w tamtym – mruknął zastanawiając się skąd wiedziała, że to potrafił. Tak, czasami, gdy mocno się skoncentrował, potrafił położyć się na łóżku, usiąść, wejść po schodach. Lecz zazwyczaj okazywało się to zbyt wyczerpujące.

– Postoję – odparł ze spokojem.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, niczym zawodnicy na ringu przed śmiertelna walką.

W jego czaiła się tłumiona latami wściekłość, ale i podniecenie na myśl o szansie bliskiego wyzwolenia. Jej spojrzenie było zamyślone, smutne. Bo chociaż nieznajomy wydawał się zagubiony i zmęczony, to jednocześnie w jego oczach nie było ciepła, a kiedy się uśmiechał widziała zbyt ostre zęby. Było w nim coś z dzikiego zwierza, coś co podniecało i jednocześnie ostrzegało.

Uśmiechnęła się lekko do swoich myśli.

Przecież miała przed sobą wampira. Rozum podpowiadał, że dla niego słowa litość czy współczucie nie istniały.

– Mogę powiedzieć jak masz wydostać się z tej pułapki, ale wątpię czy ktokolwiek będzie mógł ci pomóc.

– Dlaczego?

– Bo do tego potrzeba przynajmniej tak potężnego czarownika jak ten, który cię przeklął. Gdzie takiego znajdziesz?

– Nie twoje zmartwienie – uciął krótko. – Czy mogłabyś spróbować jeszcze raz?

– Jeszcze raz?

– Dotknęłaś mnie i poczułem…

Cicho się roześmiała.

– To nie takie proste jak się wydaje. Zobaczyć niematerialne to jedno, a sprawić by na powrót zaistniało w naszej rzeczywistości to drugie.

Popatrzył na nią po swojemu, posępnie i ponuro, a potem z ociąganiem przysiadł na wiklinowym fotelu. Jeśli chciał wiedzieć więcej, musiał uzbroić się w cierpliwość i o zgrozo w odrobinę pokory. Choć przez ostatnie sto lat dostał w tym temacie dobrą szkołę, to teraz i tak przyszło mu to z wielkim trudem.

Księżyc schował się za chmurę i z oczu dziewczyny zniknął tajemniczy blask. W mroku wydawała się bardziej zwyczajna, choć nawet uciekające światło nie odebrało uroku oczom i słodyczy ustom.

Usiadła lekko przeciągając się jak kotka. Jej twarz była teraz tak blisko, że gdyby był materialny poczułby delikatny podmuch oddechu. Jakieś niewyraźne uczucie nieokreślonej straty zaczaiło się gdzieś w głębi jego umysłu. Żal za czymś ulotnym i nieuchwytnym, czego nigdy nie dano mu zakosztować. A potem pojawiło się coś jeszcze. Nie tylko ludzkiej krwi był spragniony. Nie mógł też zaspokoić swego pożądania, doznać spełnienia, jakie daje seks z kobietą. Często sam nie umiał odpowiedzieć na pytanie, co było bardziej frustrujące.

Księżyc umknął czarnej chmurze i znów rozświetlił srebrzystym blaskiem niezwykłą scenerię, kobietę i mężczyznę siedzących tak blisko siebie, iż można było sądzić, że za chwilę ich usta spotkają się w namiętnym pocałunku. Jednak baczny obserwator dostrzegłby, że w ich wzroku nie było miłosnego oszołomienia, tylko rezerwa i nieufność.

– Masz jakieś imię? – Łagodny kobiecy głos wyrwał go z zadumy

– Siergiej.

– Siergiej? Dość oryginalnie jak na byłego wampira. Jestem Natasza.

Mówiąc to nieznacznie się odsunęła. Jak na jej gust siedzieli zbyt blisko siebie, choć oczywiście w przypadku ducha nie miało to żadnego znaczenia.

Ten ostrożny ruch skwitował prychnięciem.

– To nie strach przed tobą – leciutko się uśmiechnęła. – Co chcesz wiedzieć?

Tak nagle zmieniła temat, że przez chwilkę nie umiał sformułować swojego pytania. A może było ich tyle, że nie wiedział od czego zacząć?

– Czy wiesz gdzie znajdę kogoś, kto mógłby mi pomóc?

– Powinieneś raczej spytać gdzie znajdziesz kogoś, kto chciałby ci pomóc. Nikt przy zdrowych zmysłach lub bez określonych korzyści tego nie zrobi.

– Ty mogłabyś spróbować – wycedził po chwili milczenia. – Chociaż twierdzisz, że nie masz takiej mocy to wiem, że mogłabyś. I możesz być pewna, że bym się odwdzięczył. Wyznacz tylko cenę.

– Nie – pokręciła głową. – Przede wszystkim dlatego, że uważam to zdecydowanie zły pomysł. To nie jest rozwiązanie dobre dla ciebie.

– Więc nie chcesz?

Chociaż oboje dobrze wiedzieli, że w tej chwili nie mógł jej nic zrobić i do niczego zmusić, spojrzała na niego niepewnie. Jego spokój był zbyt nienaturalny, aby mógł być prawdziwy. Pod pozorną maską chłodu wrzał prawdziwy wulkan emocji, obcych ludzkiej naturze i umiejętnie tłumionych. Tylko oczy błyszczały mu drapieżnie i przypominały Nataszy, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Był zły. Ktoś wyświadczył ludzkości prawdziwą przysługę skazując go na ten byt pomiędzy światami, a ona nie miała zamiaru tego zmieniać, choć w pierwszej chwili ogarnęło ją współczucie dla nieznajomego.

Odwrócił głowę tak, aby nie mogła zobaczyć jego twarzy. Zacisnął dłonie w pięści, bo tylko tyle mógł. Bezsilna wściekłość zmieniła mu głos, a w oczach zabłysła nienawiść.

– Nie kłam. Nie chcesz bo sądzisz, że w imię ogólnie pojmowanego dobra nie byłoby to słuszne posunięcie. Coś ci powiem! – Zadrżała pod jego pełnym złości i pogardy spojrzeniem. – Tam skąd pochodzę zło jest dobrem, a dobro tylko głupstwem. Nie chcesz mi pomóc? Dobrze, nie umiem cię zmusić, ale lepiej błagaj swojego anioła stróża abyś nigdy nie stanęła na mojej drodze, jeśli zdołam powrócić do życia, które mi odebrano.

Gwałtownie wstał lecz dziewczyna była szybsza. Jej drobna dłoń zacisnęła się na jego widmowej ręce niczym imadło.

– Zrozum Siergieju, jeśli skazano cię na ten los, to także po to, abyś miał możliwość pokuty i poprawy. Nie tylko z zemsty. Odkupienie i poświęcenie to twoja jedyna droga do wolności. Do prawdziwej wolności.

– Bzdura! Może i poczekam jeszcze z kilka setek lat, ale bądź pewna, że kiedyś będę wolny bez głupot, które wygadujesz.

Zagryzła wargi. Ciemne chmury zasłoniły niebo i nagły podmuch wiatru gwałtownie rozkołysał gałęzie drzewa, które wznosiło się tuż nad nimi. Zadrżała, ale nie z zimna, a raczej ogarnięta jakimś niezrozumiałym strachem. I choć czuła dziwną słabość do tego mężczyzny, który tak niespodziewanie pojawił się tej nocy w jej ogrodzie, to jednak nie mogła i nie chciała mu pomóc. Przynajmniej nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażał.

Puściła jego rękę, która na powrót stała się niematerialna. Rzucił ostatnie pełne jadu spojrzenie, po czym odwrócił się i zniknął jak cień, którym w rzeczywistości był, zostawiając ją z zamętem w sercu i w umyśle.

***

W miarę upływu czasu wściekłość Siergieja malała, jednak coraz więcej było w nim zaciętości i determinacji. Ktoś na pewno potrafiłby go wyzwolić, ale sęk w tym, aby trafić na taką osobę i dobić z nią targu. Nie jak z tą przeklętą dziewuchą, która plotła jakieś bzdury o nawróceniu. On miałby stać się tym dobrym? Na samą taką myśl, Siergieja ogarniał pusty śmiech. Myśli o zemście na tym, który rzucił na niego klątwę, zastąpiły rozkoszne wizje tego, co zrobi z ludźmi, kiedy już uda mu się wyzwolić. A w szczególności, co zrobi z nią! Na dalszy plan odsuwał fakt, że być może jego dziwna niewola nie skończy się tak szybko, a ludzkie życie, nawet jeśli jest się osobą obdarzoną mocą, ma dość ograniczony czas.

Niech no tylko się uwolni, to już on jej pokaże odkupienie!

Stał na obrzeżach parku. Z nieba lał się prawdziwy żar, a słońce oślepiało swym blaskiem. Siergiej drgnął, unosząc głowę i odrywając się od snucia wspaniałych planów zemsty. Mężczyzna, który przykuł jego uwagę był niezbyt wysoki i ubrany na czarno. Siedział w cieniu rozłożystego drzewa i z okrutnym uśmiechem przyglądał się parze kłócącej się nieopodal. Jego wargi szeptały jakieś słowa, kiedy nagle przerwał i zmarszczywszy brwi, czujnie rozejrzał się dookoła. Kiedy spostrzegł Siergieja, na jego twarzy ukazało się zdumienie. Zaraz potem zastąpiła je radość. Wampir nie miał wątpliwości, że mężczyzna w czarnym ubraniu go widzi. Więcej, był nawet pewien, że nieznajomy doskonale wie kim jest i jakie korzyści może wyciągnąć z tej znajomości.

Siergiej głęboko odetchnął i ruszył w jego kierunku. Czuł, że skończyła się poniżająca niewola i nędzne życie pokutującego ducha. Nie umiał powiedzieć ile będzie musiał za to zapłacić, ale był gotów na wiele, bardzo wiele.

Tak poznał Kristofera, pół człowieka, pół demona, czyste zło w atrakcyjnym ludzkim ciele.

Jego kara dobiegła końca.

***

Dzień był niezwykle upalny. Na błękitnym niebie, jak okiem sięgnąć nie było widać ani jednej, choćby najmniejszej chmurki. Natasza siedziała na skraju fontanny. Delikatny wietrzyk poruszał gałęziami drzewa, które osłaniało przed bezlitosnym słońcem. Było to bodaj najprzyjemniejsze obecnie miejsce w ruchliwym na co dzień mieście. Jednak piękna pogoda panująca od kilku tygodni i środek sezonu urlopowego, sprawiły że zatłoczone na co dzień ulice opustoszały, a większość mieszkańców udała się nad okoliczne jeziora. Dlatego w spokoju mogła czytać i delektować się orzeźwiającym prysznicem, który od czasu do czasu fundował jej wiatr na współ z fontanną. Tak była pochłonięta tym zajęciem, że nie zauważyła przyglądającego jej się ze zdumieniem mężczyzny. Miał krótkie, czarne włosy, które ostro kontrastowały ze jasną cerą i niezwykle wyraziste oczy w kolorze wypolerowanego srebra, w czarnej oprawie rzęs. Obrazu dopełniały proste, stanowcze brwi w szczupłej twarzy o kwadratowym podbródku i pełnych, bladych wargach.

Najpierw zmarszczył czoło, jakby nie dowierzał temu, co zobaczył. Zaraz potem jego usta rozciągnęły się w okrutnym uśmiechu, ukazując odrobinę za ostre zęby. Cofnął się kilka kroków do tyłu i skrył za grubym konarem drzewa.

To ona! pomyślał gorączkowo Siergiej. I choć obiecał samemu sobie, że zemstę odłoży na później, nie mógł zmarnować takiej okazji, która wręcz sama pchała mu się w ręce. Ostatnio był zbyt zajęty wypełnianiem poleceń Kristofera i spłacaniem długu, jaki wobec niego zaciągnął, ale nie oznaczało to, że zapomniał o swoich planach.

Ktoś głośno roześmiał się tuż obok niego, wyrywając go z zamyślenia.

Skrzywił się z pogardą. Głupcy! Nawet nie zdają sobie sprawy ile zagrożeń czai się dookoła nich: wampiry, demony i inne stwory z piekła rodem. Codziennie stają się ich potencjalnym celem, zazwyczaj posiłkiem, ale bywa też, że dostarczają niezdrowych emocji w niezwykłej grze pomiędzy światłem a ciemnością. Jakiś kretyn wymyślił kiedyś bzdury o czosnku, krzyżach i świetle słonecznym, a obecna kultura jeszcze go utrwaliła. Poza tym, że wampiry miały kły i piły ludzką krew, reszta była stekiem wydumanych kłamstw. Siergieja szczerze bawiły wszelkie współczesne opowieści, choć zazwyczaj nie podobały mu się ich zakończenia. Bywały stanowczo zbyt mało krwawe i optymistyczne jak na jego gust. Te, które sam aranżował były za to o wiele bardziej interesujące.

Oderwał się od swoich myśli i spojrzał w stronę Nataszy. Dziewczyna właśnie uniosła głowę i ze zmarszczonym czołem zaczęła rozglądać się dookoła. Ledwo zdążył na powrót schować się za konarem. No cóż, miał do załatwienia kilka ważnych rzeczy i porachunki z nią mogą jeszcze kilka dni poczekać. Najlepszą zabawę zostawi sobie na koniec. Wycofał się niezauważalnie, mijając po drodze rudowłosą piękność, która rzuciła mu spod rzęs powłóczyste spojrzenie. Ale Siergiej nawet na nią nie spojrzał.

Tymczasem ruda podeszła do fontanny, jeszcze przez chwilę zerkając poprzez ramię na mężczyznę o niezwykłej urodzie. Cicho westchnęła, z żalem patrząc jak obiekt tego zainteresowania oddala się tak zamyślony, że nie poświęcił jej nawet jednego spojrzenia. Potem lekko dotknęła ramienia Nataszy.

– Widzę że korzystasz z pięknego dnia?

Koleżanka spojrzała w górę, osłaniając oczy wierzchem dłoni.

– Sylwia – ucieszyła się. – Już myślałam, że nie przyjdziesz

– Pozazdrościłam ci wylegiwania się w tak przyjemnym miejscu. A propos, zauważyłaś tego faceta, który przed chwilą się tu kręcił? – Przysiadła tuż obok, zanurzając stopy w chłodnej wodzie.

– Nie, chyba nie. To ty jesteś specjalistką od takich spraw.

Sylwia roześmiała się wdzięcznie.

– Żałuj, na pewno by cię zainteresował.

– Dlaczego akurat mnie?

– Twój typ. Jednak na mój zapraszający uśmiech nawet nie zwrócił uwagi. Szkoda – westchnęła z melancholią.

– Skoro tak, to chyba nie był w pełni normalny. Nie wyobrażam sobie, aby jakiś mężczyzna mógł przejść obok ciebie z obojętnością.

– Lizus! – Ruda mrugnęła do niej jednym okiem. – A tak serio, to chciałam cię na coś namówić.

– Namówić?

– Widzisz, jestem zaproszona na fajną imprezę typu bal sztywniaków i brakuje mi kogoś, kto mógłby podtrzymać mnie na duchu.

– To nie idź, w czym widzisz problem?

– To bal fundacji, która sprawuje opiekę nad moją wystawą. Muszę iść. Może choć ten jeden raz dotrzymasz mi towarzystwa?

Natasza milczała. Nie lubiła takich imprez jeszcze bardziej niż przyjaciółka, ale ten jeden raz mogłaby się poświęcić. Tym bardziej, że wiedziała jakie to dla Sylwii jest ważne.

– Jak bardzo sztywna będzie ta impreza?

– Strój wieczorowy, dużo markowego szampana i świeżo upieczonych nowobogackich.

– Dobrze, pójdę z tobą – westchnęła. – Nie mogę przecież pozwolić, abyś zanudziła się tam na śmierć. No i przede wszystkim dlatego, że pewnie oprócz markowego szampana, przewidziana jest także darmowa przekąska…

***

Ogromna sala jarzyła się światłem dziesiątek lamp, których blask odbijał się w lustrach na ścianach, potęgując wrażenie niezwykłego przepychu. Tuż wejściu, witając się z wchodzącymi, stał średniego wzrostu mężczyzna. Przystojną twarz okalały falujące kasztanowe włosy, a spojrzenie zielono żółtych oczu taksująco badało przybywających. Jednak ani zachowanie, ani strój nie zdołały do końca zamaskować jego prawdziwej natury. Co bystrzejszy obserwator, wyczułby w nim prawdziwego drapieżnika, który choć ubrany w drogi garnitur, wciąż pozostawał bestią.

Kristofer świetnie się bawił. Choć w połowie był człowiekiem, nigdy nie czuł szczególnej więzi z ludźmi, a to, że uchodził wśród nich za filantropa i dobroczyńcę, zawsze było dla niego źródłem nieustającej uciechy. Tak jak dziś, gdy organizował wielki bal, z masą durnych i głupawych aukcji charytatywnych. Nie miał w tym żadnego konkretnego celu, po prostu musiał dbać o swój wizerunek. Widać było wtedy tylko piękną fasadę jego działalności, pod której przykryciem mógł bez skrępowania urządzać dzikie orgie, krwawe polowania i składać rytualne ofiary. A także załatwiać wiele interesów Konwentu, którego był posłańcem. Zło jawnie opanowujące świat, szybko zostało by pokonane i stłamszone. Te działające w ukryciu wręcz kwitło, nie krępowane żadnymi więzami. Konwent uprawiał tę politykę już od setek lat i wciąż przynosiła ona zaskakująco dobre efekty.

Demon uniósł głowę, a jego spojrzenie powędrowało ku niewielkiej galeryjce, biegnącej wzdłuż jednego z boków sali. Stało tam dwoje jego najlepszych pomocników. Aylo była mieszańcem tak jak on i wiedział, że z pewnością zejdzie dziś na dół, by dotrzymać mu towarzystwa. I nie tylko jemu. Po wampirzycy o anielskiej urodzie, złocistych włosach i ogromnych błękitnych oczach, nikt nie spodziewał się, że jest w rzeczywistości krwawą bestią, która z upodobaniem rozszarpuje gardła swoim ofiarom. No i był jeszcze Siergiej, całkiem świeży nabytek. Jednak przez ostatnie dni chodził wyraźnie rozkojarzony. Na chwilę czoło Kristofera przecięła pionowa zmarszczka. Wampir stanowił dla niego zagadkę, nawet Konwent niewiele o nim wiedział. Musiał być bardzo stary, choć jednocześnie nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego dał się złapać w tak prostą pułapkę, jaką było zaklęcie szamana. Jednak dzięki temu miał spory dług do spłacenia i Kristofer mógł liczyć na jego wieloletnią lojalność. Być może Siergiej był potworem bez sumienia, ale dumy i honoru mu nie brakowało. Tylko że właśnie ten fakt był tak bardzo niepokojący. Czyste zło nie chodziło w parze z bezwzględnym dotrzymywaniem słowa.

Ponieważ nie była to odpowiednia chwila do takich rozmyślań, Kristofer szeroko się uśmiechnął i lawirując pomiędzy zaproszonymi, skierował się ku niewielkiemu podium. Był w połowie drogi kiedy jego wzrok zahaczył o pewną kobietę. Momentalnie zatrzymał się w miejscu.

Stała nieco z boku, obracając w dłoni kieliszek szampan. Wyróżniała się z tłumu, tak samo jak on czy Aylo. Jej czerwona sukienka doskonale uwydatniała wszelkie krągłości figury, a ciężki węzeł kruczoczarnych włosów podkreślał smukłość i biel szyi. Choć szmaragdowe oczy spoglądały z dystansem na rozmówców, to usta uśmiechały się kusząco. Nawet zbyt kusząco, bo Kristoferowi w jednej chwili wyleciały z głowy wszystkie plany na dzisiejszy wieczór i pewnie jeszcze długo stałby tak, gdyby nie lekki kuksaniec, który wymierzyła mu Aylo.

– To do ciebie niepodobne.

– Wiem – z ociąganiem odwrócił wzrok od nieznajomej. – Jest piękna!

– Owszem, jest piękna. – Wampirzyca skrzywiła się z niezadowoleniem. – Ale to tylko śmiertelniczka.

– Jesteś zazdrosna – zwrócił się do niej z wyrzutem w głosie. Westchnął i jeszcze raz obrzucił nieznajomą łakomym spojrzeniem. – Najpierw obowiązki – mruknął do siebie.

Zniknął w tłumie, zanim Aylo zdołała coś odpowiedzieć. Oboje nie zauważyli obserwującego ich z góry Siergieja. Wściekłego, bo on również dostrzegł w wielobarwnym tłumie smukłą sylwetkę Nataszy. A nie miał najmniejszego zamiaru dawać pierwszeństwa Kristoferowi. Sam chciał się rozliczyć z tą przeklętą babą! Syknął poirytowany, bo wnioskując z zachwyconego wzroku demona, sprawy mogły się opóźnić, a w najgorszym przypadku, mocno skomplikować. Zaklął w duchu i ruszył schodami w dół, wprost w rozgadany i rozbawiony tłum. Gdy zauważył jak dziewczyna opuściła salę i wyszła na rozległy taras, postanowił niepostrzeżenie udać się za nią. Jednak Kristofer zdołał go ubiec.

– Witam na moim przyjęciu.

Natasza odwróciła się w stronę skąd dobiegał głęboki męski głos.

– Pan jest gospodarzem?

Uśmiechnął się szeroko. Miał rację, z bliska i w migoczącym świetle lamp, wyglądała jeszcze piękniej.

– Proszę mów mi Kristofer.

Ujął wyciągniętą na powitanie dłoń i pocałował. Zauważył, że drgnęła, a w jej oczach pojawiła się niepewność.

– Natasza – wahanie w głosie było ledwo wyczuwalne i zapatrzony w nią demon nawet nie zwrócił na to uwagi.

Potem splotła dłonie, zakłopotana jawnie okazywanym podziwem, tym bardziej, że wrodzone zdolności podpowiadały, aby uciekała jak najdalej od tego człowieka. Nigdy dotąd tak silnie nie reagowała na kogokolwiek, tym bardziej na przystojnego i szarmanckiego mężczyznę. Wyraźnie wyczuwała w nim niebezpieczeństwo.

– Jesteś moim gościem?

– Niezupełnie. Przyszłam tu z przyjaciółką. Jest jedną z tych młodych artystek, nad którymi pieczę sprawuje twoja fundacja. W zasadzie nie bywam na takich przyjęciach, nie lubię ich – przyznała z rozbrajającą szczerością. – Ale ona też czuje się nieswojo w takich miejscach i jestem jej wsparciem duchowym.

– Można powiedzieć, że to niezwykle korzystny dla mnie zbieg okoliczności.

Nie przytaknęła, tylko spojrzała na niego z lekkim półuśmiechem, który jednak zatrzymał się na ustach i nie dotarł do oczu. Właśnie odmawiała wszystkie znane modlitwy, prosząc aby Sylwia pojawiła się obok i pomogła uwolnić się od niechcianego towarzystwa.

– Piękna noc, prawda? Brakuje tylko srebrzystego blasku księżyca.

Niespodziewanie roześmiała się.

– Tak, nawet nie wiesz, jak bardzo mi go brakuje. Lecz proszę, nie rozmawiajmy o pogodzie i świetle księżyca. To zbyt banalne.

– Jak dla nas? – Zrobił pół kroku w jej kierunku. – Wolisz bardziej osobiste tematy?

Spojrzała na niego przenikliwie, zastanawiała się do czego dąży jej rozmówca. I wtedy ratunek przyszedł ze strony złotowłosej piękności, która położywszy rękę na ramieniu Kristofera wyszeptała mu coś do ucha, jednocześnie nieprzychylnym wzrokiem mierząc Nataszę. Musiała to być jakaś niepomyślna wiadomość, bo mężczyzna skrzywił się z niechęcią. Potem ujął dłoń dziewczyny, nie zwróciwszy nawet uwagi na nagły dreszcz, który wstrząsnął jej ciałem.

– Będę musiał cię przeprosić na dłuższą chwilę. Obowiązki – uśmiechnął się rozbrajająco. – Mam nadzieję, że znajdę cię po powrocie?

– Ależ oczywiście, na pewno będę się gdzieś kręcić w tłumie – powiedziała równie gładko, co nieszczerze. Po czym westchnęła z ulgą, gdy zniknął w drzwiach prowadzący do ogromnej sali balowej. Odwróciła się i oparłszy łokcie na kamiennym murku okalającym taras, wtuliła podbródek w zagłębienie dłoni. Chciała chwilę odetchnąć, zanim znów ruszy na salę bankietową. Postanowiła, że odnajdzie Sylwię i namówi ją do wyjścia, a jeśli tamta się nie zgodzi, to zrobi to sama. Nie miała najmniejszej ochoty na dalszą znajomość z Kristoferem. Nie tylko budził niepokój, ale także ją przerażał.

Drgnęła usłyszawszy za swoimi plecami ciche, skradające się kroki. Pełna obaw odwróciła się i zamarła w bezruchu, ze zdziwieniem wpatrując się w stojącego naprzeciw mężczyznę.

Potem powoli wyciągnęła przed siebie rękę i dotknęła go.

– Siergiej? – wyszeptała z niedowierzaniem.

Tym razem był jak najbardziej materialny. Fascynujący i odrażający w swej inności. Niebezpiecznie fascynujący. Znacznie bardziej niż wtedy, w mroku ogrodu, w srebrzystym świetle księżyca.

Uniosła wyżej dłoń, aby dotknąć jego twarzy, lecz brutalnie ją odtrącił, zaciskając palce na smukłym nadgarstku.

– Nie! – wysyczał.

– Chciałam tylko sprawdzić, czy ty… To Kristofer, prawda? To on jest osobą, której szukałeś?

– Nie wiesz tego?

– Nie – lekko się uśmiechnęła. – Już mówiłam, że nie jestem czarownicą.

– A kim? – zmarszczył brwi.

– Moja moc jest uzależniona od faz księżyca. Najsilniejsza podczas pełni, a gdy nadchodzi nów, prawie całkiem znika.

Zerknął w górę, w rozgwieżdżone niebo.

– Wiem – tym razem roześmiała się w głos. – To bardzo niepraktyczne. Złośliwy los mógłby obdarzyć mnie czymś bardziej oczywistym, jak przepowiadanie przyszłości czy coś w tym stylu. Życie byłoby o wiele prostsze.

– Wasze życie zawsze jest proste.

– Skąd to wiesz? Założę się, że dawno zapomniałeś, jak to jest być człowiekiem.

– Nigdy nim nie byłem – mruknął, czując nagły przypływ irytacji. Stoją tu sobie, gawędząc jak dobrzy znajomi, podczas gdy jego plany były na początku zupełnie inne. Puścił dłoń dziewczyny, odpychając ją i dając krok do tyłu. Nie, zemsta najlepiej smakuje na zimno, a poza tym był przynajmniej jeden powód, aby nie robić tego teraz. Trup na imprezie Kristofera to kiepski pomysł. Patrzył w milczeniu na stojącą obok kobietę, czując jak to, co przez tyle dziesiątek lat kumulowało się w nim, teraz próbuje wyrwać się na wolność. Wściekłość, rozgoryczenie, upokorzenie. Nie mógł zemścić się na tym cholernym szamanie, ale mógł na niej! Poza tym obiecał to tamtej księżycowej nocy.

– Nie byłeś? – Natasza uniosła ze zdumieniem brwi, nieświadoma rodzących się w jego głowie planów. – Nie rozumiem?

– Nie musisz. – Stanął obok niej, opierając się o kamienny murek.

– A Kristofer? On nie jest wampirem, prawda?

– To mieszaniec, pół demon, pół człowiek. Jego prawą ręką, jest ta urocza blondyneczka. Też mieszaniec, ale demona z wampirem.

– Ładne towarzystwo – Natasza cicho się roześmiała. – Dobrze, że chociaż ciebie nie muszę się bać. Niepokoisz mnie, ale…

– Niepokoję cię? – Jego palce wbiły się w kamienny murek, wyżłabiając w nim głębokie bruzdy. Wściekłość zalała umysł nieposkromioną falą. – Zastanawiam się właśnie czy nie skręcić ci karku! Powstrzymuje mnie tylko miejsce, w którym się znajdujemy. Kristofer nie lubi niepotrzebnego rozgłosu, a przede wszystkim nie lubi kłopotów.

– Dlaczego chcesz się na mnie mścić? – Obróciła się przodem, wlepiając w niego zaskoczone spojrzenie. – Przecież wiesz, że nie dałabym rady wtedy ci pomóc. Mój dar… To coś pierwotnego, nad czym nie potrafię panować. Nie wiąże się z zaklęciami, rytuałami, z niczym prócz blasku księżyca w pełni. Teraz naprawdę – wskazała na niebo pełne gwiazd – jestem bezbronna. Gdybyś pojawił się w moim ogrodzie podczas nowiu, nawet bym o tym nie wiedziała.

– Bezbronna? – Brutalnie przyszpilił ją do muru, zaciskając prawą rękę na jej krtani. O dziwo, nie próbowała się wyrwać, nie wyglądała też na przestraszoną. Stała nieruchomo, patrząc na niego ze słabo maskowaną fascynacją. – Jak bardzo bezbronna? – Twarz Siergieja była tak blisko jej własnej, że czuła na policzkach ciepło jego oddechu. Czuła również jak silna dłoń bezczelnie prześlizguje się po udach i pośladkach, błądzi po rozgrzanej skórze.

– Zupełnie bezbronna – odparła tak spokojnie, jak tylko mogła. Zaskoczyło ją podniecenie, które pojawiło się w niezwykłych oczach. Spodziewała się wielu rzeczy, ale nie tego.

Myśli Siergieja ruszyły do morderczego galopu, poplątane i zagmatwane, jakby coś nie pozwalało mu jasno ocenić sytuacji. Nie miał najmniejszego zamiaru po prostu jej zabić, wręcz przeciwnie, gdzieś głęboko w jego duszy krystalizował się właśnie nowy plan. O wiele lepszy od prymitywnej zemsty. Lecz wpierw musiał pozbyć się tego zamętu w myślach, niechcianego podniecenia. Chciał się odsunąć, chciał ją odepchnąć, a zrobił coś zupełnie przeciwnego. Pochylił się, gorącym oddechem omiatając jej policzki. Przekręciła głowę i spojrzała prosto w najbardziej fascynujące oczy na świecie. Lśniące srebrzyście, z ciemnymi, niezgłębionymi źrenicami. I usta, teraz wykrzywione ze złości. Tak blisko jej własnych warg… Niemal czuła ich smak, każdy szczegół struktury, bijący od nich żar. Niemal czuła smak pocałunku, który mógłby ich połączyć.

Odepchnął ją tak gwałtownie, że omal nie upadła.

– Nie tym razem – powiedział, odpowiadając twardym spojrzeniem na jej niemą fascynację. – Wydaje ci się, że możesz ze mną igrać? Że jesteś kimś wyjątkowym?

– Być może jestem – uśmiechnęła się lekko. Pochłonięty własnymi odczuciami, gniewem, nie zauważył jak wiele było smutku w tym uśmiechu.

Wyminął ją bez słowa, przeskoczył mur i zniknął w ciemnościach. Tak samo nagle, jak się pojawił. Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w mrok, chociaż była pewna, że nie wróci. I pomimo tego, że właśnie przysiągł jej zemstę, zadrżała, nie mogąc doczekać się kolejnego spotkania.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowne opowiadanie:) czekam na ciąg dalszy.
    vet

  2. R
    Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    To druga, najukochańsza opowieść.. Choć smutna. Pierwsza i bezkonkurencyjna Wygrana ze wzgledu na happyend.
    Mmm.. Tak sobie pomyślałam… Nie zechciałabyś wysłać mi tych rysunków? Mój e-mail: wikibloog@gmail.com
    Jeśli nie- rozumiem. Jeśli tak- to super! 😀

  3. J
    JB
    | Odpowiedz

    Ciekawe, wciągające 😁 czekam na cd.😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety, na kolejne części trzeba będzie trochę zaczekać 🙁

  4. P
    P.
    | Odpowiedz

    Świetne !

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No to się cieszę, zwłaszcza że to stary tekst, jeden z pierwszych.

  5. A
    A.
    | Odpowiedz

    Nie wiem czemu ale mam straszny sentyment do tego opowiadania. Czekam na kolejne części. 😉

  6. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    To nawet nie zaczynam ….zaczęłam na całość 🤭

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Kiedyś na pewno będzie. Muszę mieć nastrój na wampiry!

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Witam, czy jest kolejna część opowiadania, czy tylko ta I część . Pozdrawiam.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tylko ta na razie, bo resztę powoli przerabiam 🙂

  8. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Świetnie było sobie to przypomnieć. Pamiętam jaka była ciekawa co też kryje się za tym smutkiem w jej oczach

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja to dam w zupełnie nowej odsłonie 😉

      • M
        Martyna
        |

        Pożyję to i zobaczę 😁

Napisz nam też coś :-)