
***
Rozdział 8
Silvermoon
– Dowiedziałeś się czegoś? – zapytał Siergiej, zamiast powitania, siadając w fotelu.
– Niby czego? – Kristofer spojrzał na niego zza ekranu laptopa.
– O mocy Selene.
– Ja? Po cholerę? To twój problem.
– Masz lepsze źródła. Poza tym podzielę się jej krwią.
– Najpierw podzielisz się nią w inny sposób. Nie krzyw się tak, wiesz o co mi chodzi, prawda? Jesteś zazdrosny?
– Idiota! – warknął Siergiej, zrywając się z fotela, na którym przed chwilą usiadł. – Na ten sposób, to możesz brać wszystko, mam to gdzieś.
– Słyszałem o akcji w klubie.
– Niby o czym? Wpadłem tam na drinka i musiałem wywiązać z umowy, to wszystko.
– Niepokoisz mnie. Nie dlatego, że masz na nią ochotę, ale dlatego, że tak gorliwie temu zaprzeczasz. Przecież to nie pierwsza i nie ostatnia kobieta w twoim życiu, więc o co chodzi?
– Wiesz co zabrała ze sobą do klubu? Srebrne talary.
Tym razem przykuł uwagę Kristofera.
– Przypadek. Skąd mogła wiedzieć? Prócz nas…
– Był jeden świadek.
– Tak, którego szybko posłałeś do lepszego świata. Nie miała prawa wiedzieć, chyba że ktoś zorientował się przypadkiem, że to działa i gdzieś to opisał. Tak, to musi być to – dodał, marszcząc brwi. – Nie upatrywałabym w tym niczego innego. Poza tym przez tyle lat chyba się uodporniłeś?
– Nie lubię tego wspomnienia – mruknął Siergiej, krążąc po gabinecie. – Jak interesy? Mamy zgodę burmistrza?
Tym razem Kristofer na dobre oderwał się od pracy. Uniósł głowę, splótł nad blatem dłonie i w milczeniu przyglądał się niespokojnemu wampirowi. Siergiej nigdy ani jednym słowem nie zapytał o postęp w ich wspólnej sprawie, z lekceważeniem odnosząc się działań wspólnika w tych kwestiach. Jedyne, co go interesowało, to zabijanie i zabawa kosztem innych.
– Ta Selene zaczyna mnie poważnie niepokoić.
– Mówiłem, najpierw ja, a potem możesz sobie robić z nią, co zechcesz.
– Po tobie nie będzie żadnego później. Jednak chętnie skorzystam w inny sposób – dodał z ironią.
– Korzystaj – burknął Siergiej, chociaż ani trochę mu się ten pomysł nie podobał. Tak samo jak własne zachowanie wczoraj wieczorem. Niby wygrał, lecz dlaczego towarzyszyło mu poczucie porażki? – Jakbyś mnie szukał, to będę w Pekinie, mam tam coś do załatwienia.
– Zmieniasz dietę?
– Poniekąd.
– Znikaj, wariacie. O swoją Selene się nie martw, zajmę się nią w odpowiedni sposób, jednocześnie nie naruszając twojego prawa własności.
Kiedy Siergiej wyszedł, Kristofer wstał i podszedł do jednej z wysokich aż po sam sufit półek, zastawionych książkami. Niedbałym gestem otworzył drzwi do tajnego pomieszczenia, a później wszedł prosto w ciemność. Wyciągnął przed siebie dłoń, na której powoli zmaterializowała się kula ognia. Zaczęła sunąć w górę, aż zawisła pod sufitem oświetlając niewielki pokój.
Na samym środku stał wysłużony fotel, a naprzeciwko niego, na kamiennym postumencie, znajdowała się rzeźba, przedstawiająca kobiecą głowę. Została wykonana z idealnie białego marmuru, wygładzona przez troskliwe dłonie artysty. Twarz kobiety była szczupła, o wyraźnie trójkątnym podbródku, rozchylone pełne wargi sprawiały wrażenie, jakby za chwilę miało się wyrwać spomiędzy nich ciche słowo, a półprzymknięte powieki skrywały tajemnicę, którą Kristofer próbował poznać od tysięcy lat. Ta twarz była zbyt idealna, aby mogła należeć do istoty ludzkiej, naznaczona pierwiastkiem nieśmiertelności, dostępnej tylko dla istot nie zrodzonych przez kobiece łono.
Podszedł bliżej i opuszką palca powiódł po srebrzystym symbolu umieszczonym na czole rzeźby. Magiczny półksiężyc, symbol jednej z największych mocy, bo pochodzącej ze samego źródła. Bogini, która odeszła, spalając się w swym własnym ogniu, opętana przez siłę, jaką przywołała dawno, dawno temu. Bogini bez imienia, bo upływający czas wymazał je z ludzkiej pamięci.
Ta, która uratowała go przed nicością, lecz nie zdołała uratować siebie.
Jedyna, którą kochał.
Leave a Reply