Nikita (XIII)

with 5 komentarzy

#psychole

 

Wymiana złośliwości ustała, gdy znaleźli się przy pierwszej chałupie. Oparty o płot, stał tam staruszek, pykając w spokoju fajeczkę. Iwona zagadnęła go przyjaźnie, wymierzając jednocześnie kopniaka w łydkę Nikity, bo bała się, że ten kretyn znów zacznie wymachiwać bronią. Nie zaczął. Przysłuchiwał się w milczeniu prowadzonej rozmowie, z której wynikało, iż trzech obcych nocowało w jednym z domów, który dotychczas stał niezamieszkany. Niestety, dzisiejszego ranka spakowali się i wyjechali, na dodatek w wielkim pośpiechu.

Znał pan któregoś z nich?

Nie, ale chałupa należy do syna Ajtaliny Afanasjewy, Wasilija.

Czekaj… Wasilij Afanasjew? – Nikita zmarszczył brwi. – Wasia?

Kolega? – Iwona zerknęła na niego z zaskoczeniem.

Ksywka – wyjaśnił w roztargnieniu. – Każdy złodziej ją ma. Dobra, wiem gdzie go znajdziemy. Udamy się na przyjacielską pogawędkę, na pewno powita nas z otwartymi ramionami – zakpił.

Iwona uprzejmie pożegnała staruszka i dogoniła Nikitę, który nie oglądając się, ruszył w kierunku samochodu.

Niki! – pociągnęła go za rękaw, gdy już byli prawie przy aucie. – A ty jaką masz ksywkę w złodziejskim świecie? Bo ja proponuję analna bestia…

Zamknij się!

Albo krócej, łatwiej do zapamiętania. Dildo.

Dziwne, ale nie wyprowadziła go z równowagi.

No serio pytałam, jaką masz ksywkę? Chyba że to wujcio załatwił ci zaszczyty?

Gwałtownie przystanął, odwrócił się i chwycił ją za poły kurtki.

Nikt niczego mi nie załatwiał! – oznajmił z tłumioną złością. – Wyszedłem od Wiaczesława Fiodorowicza i od Nikolaja. Zasłużyłem na swoją koronację!

Zaraz! – Co nieco znała ten żargon i wiedziała, że „wyjść od kogoś” oznaczało mianowanie przez tę osobę na złodzieja w prawie. – Od tego Nikolaja?!

Zrobił to, aby mnie upokorzyć – odparł z goryczą Nikita.

Jesteś taka świeżynka w tym fachu?

Powiedzmy. – Zgrabnie zajął miejsce kierowcy, a Iwona pasażera.

A siedziałeś?

Tak. Najpierw dwa lata, artykuł sto czterdziesty piąty, rozbój, potem trzy lata, artykuł sto czterdziesty ósmy, wymuszenia. – Jakoś nie widział powodu, aby robić z tego tajemnicę.

Nie za gwałty? – Iwona aż otwarła usta ze zdziwienia. – Tylko za zwykłe rozboje?

Nie były aż tak zwykłe – uśmiechnął się szeroko, z wyraźną satysfakcją. – Za coś wypadało dać się zamknąć, a te wyroki przynajmniej były krótkie.

Zamyśliła się. Miał dwadzieścia pięć lat, czternaście gdy trafił pod skrzydła Siergieja, pięć lat spędził w więzieniu. Zgadywała, że zarzutów morderstwa jeszcze mu nie postawiono, inaczej nie zachowywałby się tak beztrosko. Chociaż cholera go tam wie. Był więcej niż nietypowy i był… sporo młodszy, co nagle uzmysłowiła sobie z niechęcią.

Nie zapytała, dokąd jadą. Przyglądała się prowadzącemu Nikicie, tej pozornie luzackiej pozie, która doskonale maskowała przyczajoną bestię i po raz pierwszy tak na poważnie zastanowiła się, co siedziało w jego głowie.

Z jednym na pewno nie będę polemizowała – odezwała się w końcu. – Siergiej nie musiał ci pomagać, ale czy Nikolaj naprawdę chciał twojego upokorzenia?

Zostałem jego chrześniakiem! – Nikita zgrzytnął zębami. – Jebana świnia!

Nie mogłeś się sprzeciwić?

Serio? – Spojrzał na nią z politowaniem.

Mało wiem o rosyjskiej mafii.

Mafii? – Wyraźnie rozbawiła go tym twierdzeniem. – No, mało. Dobra, teraz konkrety. Plan jest taki. Wiem gdzie dorwać Wasię, bo on ostatnio tylko ćpa. Siedzi z takim jednym kurwiszonem, na osiedlu pod Petersburgiem.

No nie wiem, limit trupów na dziś chyba już zaliczyłeś?

Nie dziś i nie zamierzam go zabijać. Po pierwsze i tak zrobią to prochy, po drugie akurat to mogłoby mieć nieprzyjemne dla mnie konsekwencje. Najpierw pogadam z Siergiejem, on musi o wszystkim się dowiedzieć – mruknął Nikita, pochmurniejąc. – Prześpimy się, może w międzyczasie zadzwoni mój informator. Dorwiemy Wasię i pewnie ruszymy do Jakucka.

Lubię cię za to, że używasz liczby mnogiej.

Łypnął na nią podejrzliwie okiem, lecz nie odpowiedział. No faktycznie, niezwykłe łatwo przyszło mu zaakceptowanie tej dziwacznej współpracy. Wystarczył jeden dzień. Poza tym to była prawda – dawno się tak dobrze nie bawił w czyimś towarzystwie. No, może ostatnio, jak gwałcił Kamilę, patrząc na wyraz twarzy siedzącego naprzeciwko Nikolaja. Jednak to była całkiem inna przyjemność, raczej jednorazowa satysfakcja.

Na usta Nikity wypełzł szeroki, pełen złej radości uśmiech. Tak, to było zajebiste! Idealnie udało mu się zmącić w jego głowie, sprawić, że oddał mu swoją kobietę. Jedno małe zwycięstwo nad tym padalcem, chociaż tyle mu zostało.

O czym pomyślałeś, że wyglądasz na tak zadowolonego?

O tym, jak pieprzyłem twoją przyjaciółkę.

No tak, cóżby innego cię uszczęśliwiło – odparła uszczypliwie. – Chyba że mamusia?

Zmrużył oczy. Co za wredna suka! Niepotrzebnie cokolwiek mówił. Tyle lat trzymał język za zębami i nagle zebrało mu się na zwierzenia. Nie chodziło o to, iż wstydził się tych wspomnień. Po prostu dotąd nie spotkał nikogo, z kim tak dobrze mu się rozmawiało. Aż zwolnił, gdy to sobie uzmysłowił. Co prawda ta rozmowa polegała głównie na dokuczaniu i na wyzwiskach, ale dotąd chyba nie zamienił tylu słów z żadną kobietą.

Głodna jestem.

Zjemy na miejscu.

Zaraz… Chcesz mnie zabrać do niezdobytej twierdzy Kuzniecowa?

Muszę z nim porozmawiać.

Przyznasz się, że tatuś ci zwiał?

To nie jest mój ojciec! – wycedził przez zaciśnięte zęby.

Dobrze, ojczym. Ciekawa jestem, jak wygląda taka twierdza naczelnego wodza.

Nie jest żadnym naczelnym wodzem.

Nie łap mnie za słówka. Ale jest ważną szychą bratwy?

Tak, brać go szanuje i Siergiej często rozstrzyga wiele sporów – odparł z niechęcią Nikita.

No właśnie i dlatego jestem ciekawa. Wyobrażam sobie to tak. Płot na dwa metry, zasieki z drutu kolczastego pod napięciem, stado umięśnionych byczków z bazukami, wściekłe psy, wrząca smoła i latające siekiery? A w samym centrum dom kipiący złotem, wszędzie nagie panienki o urodzie modelek i kolejne stado umięśnionych byczków. Dookoła walająca się broń, wódka i prochy. Aha, zapomniałam o kawiorze! – zakończyła uradowana, obserwując pojawiające się osłupienie na twarzy Nikity.

Latające siekiery? – powtórzył jak echo. – Ja pierdolę, co ty bredzisz?

Moja wizja siedziby szefa mafii.

Aż się otrząsnął.

Psy i płot na dwa metry się zgadza.

A panienki? Lubię seks z kobietami, poużywałabym sobie.

Eee… – Na szczęście stanęli w korku, bo Nikita zagapił się na nią niczym wół w malowane wrota. – Serio?

Nie – roześmiała się, widząc jego zaskoczoną i pełną dziwnej zachłanności minę. – Jestem do bólu hetero. Ale na zajebisty numerek miałabym ochotę. Zwłaszcza z przystojnym ochroniarzem – powiedziała i raptownie umilkła, bo właśnie przypomniała sobie, że jednego już uwiodła, chcąc uzyskać informacje o Nikicie. Pozostaje mieć nadzieję, że nie natknie się na niego po przybyciu na miejsce. Zresztą, on chyba dla własnego dobra, będzie siedział cicho?

Nikita, tam widać sklep spożywczy. Nie bądź świnia, zatrzymaj się.

Powiedziałem, że zjemy, jak dojedziemy.

Ale to potrwa, a mnie już burczy w brzuchu – poskarżyła się żałośnie, masując po żołądku. – No proszę, w zamian obiecuję, że nie pisnę przy Kuzniecowie ani słowa o twojej przygodzie z panem dwadzieścia trzy centymetry.

Nie.

Nie wspomnę też o tym, że podczas analu fiut ci stał niczym antena – zachichotała.

Wysyczał coś niewyraźnie, po czym gwałtownie skręcił w prawo, parkując oczywiście na chodniku, w miejscu niedozwolonym. Jednak Iwona machnęła na to ręką, bo bardziej interesował ją sklep, przy jakim się zatrzymali. Pięć minut później zajadała z apetytem ogromną bułę, podczas gdy naburmuszony Nikita ruszył pięknym zrywem do przodu.

Zanim dotarli na miejsce, zdążyła zjeść nie tylko to, ale i dwa batoniki. Zaproponowała mu jednego, ale chłodno świadczył, że nie jada słodyczy.

Nie wiesz, co tracisz – odparła, z zaciekawieniem przyglądając się bramie posiadłości, pod którą podjechali. – Ale chawira! Na ful wypasie!

Oddaj broń – zażądał, gdy zatrzymali się przed dyżurką ochrony.

Nie ma mowy. Niech nas przepuszczą po znajomości.

Zostaniesz przed płotem.

Hm – zmrużyła oczy, zerkając na niego prowokująco. – Czyżby twoja osoba była tak mało znacząca, że panowie muszą cię rewidować?

Poskutkowało. Wzruszył jedynie ramionami, rzucił ochroniarzowi jedno słowo i po chwili samochód sunął wąską drogą, prowadzącą wprost pod okazały budynek w stylu dawnych pałacyków.

Iwona zadrżała. Wybierając się do Rosji, nie spodziewała się, że znajdzie się w tym miejscu. W domu, o którym tak wiele opowiadała jej Kamila. W miejscu, gdzie rozkwitła i umarła jej miłość, gdzie spotkało ją tak wiele złego. Poczuła napływające do oczu łzy. Nikolaja znała tylko ze zdjęcia, jedynego, jakie przyjaciółka zachowała na pamiątkę. Nie było jej go żal. Lecz całej reszty…

Piękny dom – powiedziała tylko, wysiadając.

Piękny – potaknął z obojętnością Nikita. – Gdzie jest Siergiej? – zapytał kobiety, która ukazała się w drzwiach, ani chybi pokojówki.

Dzień dobry. Pan Kuzniecow jest w gabinecie – powiedziała suchym, wypranym z emocji głosem, chociaż jej spojrzenie z ciekawością lustrowało Iwonę. Nic dziwnego, że była zdumiona, bo przez tyle lat Nikita nigdy nie pojawił się z jakąkolwiek kobietą.

Dobra, podaj coś do jedzenia do gabinetu, tylko migiem! – warknął, mijając nieruchomą kobietę. Iwona podążała za nim, rozglądając się dookoła.

Niki, naniosłeś błota. Nie trzeba było wytrzeć butów przed wejściem? – zganiła go łagodnie, powodując u Nikity nerwowe drganie prawej powiek.

Nie mów do mnie per Niki.

Dlaczego? To takie słodkie!

No właśnie kurwa dlatego!

Pierwszy i drugi seks już za nami, więc chyba mogę?

Uduszę cię babo i zakopię w ogródku – wymamrotał, podchodząc do masywnych drzwi. Po czym przyłożył kciuk do czytnika i dopiero wtedy wszedł do środka. Przytrzymał też zamykające się samoczynnie skrzydło, wpuszczając Iwonę.

Nikita? – Mężczyzna siedzący za biurkiem, uniósł głowę znad dokumentów, jakie przeglądał. – O, nie jesteś sam?

Nie. – Opadł ciężko na jeden z fotelów, kładąc nogi na biurku i wyjmując papierosa. Iwona zajęła miejsce na drugim fotelu i z ciekawością spojrzała w stronę gospodarza. – Jest sprawa i to poważna.

Sprawa? – Siergiej nie wiadomo dlaczego roześmiał się głośno. – Żenisz się?

Biedny Nikita! O mało co nie udusił się z nadmiaru wściekłości. Bluzgnął taką wiązanką przekleństw, że zdumiony Kuzniecow uniósł brwi, zastanawiając się, dlaczego zimny i opanowany bratanek, wpadł nagle w taką furię. Potem przeniósł spojrzenie na Iwonę i znów się roześmiał.

Dobrze, już dobrze. To mów o co chodzi.

Nie będziesz zadowolony.

Czyli zepsujesz mój znakomity humor?

I to bardzo. Wadim żyje.

Co? – Brwi Siergieja zbiegły się do środka, usta wykrzywiły się, jakby ich właściciel spróbował czegoś niezwykle gorzkiego. – Jak to żyje?

Nie dobiłem go, bo byłem pewien, że ogień załatwi za mnie sprawę. Ranny, osaczony przez płomienie, nie powinien był przeżyć. Niestety, gnida się wyrwała i teraz wróciła.

Wróciła? Dlaczego ja nic o tym nie wiem?

Dobre pytanie. – Nikita zaciągnął się papierosem.

Gdzie go spotkałeś?

W takiej podrzędnej spelunie, na obrzeżach miasta.

I co? Udało mu się zwiać?

Nooo… – potwierdził Nikita z ociąganiem. Potem nagle westchnął. – Niewiele pamiętam, bo za dużo wypiłem.

Ty? – Kuzniecow aż wybałuszył oczy ze zdumienia. – Przecież jesteś kurwa zakamieniałym abstynentem!

Tak wyszło.

A ona? – Siergiej znów przeniósł spojrzenie na milczącą Iwonę.

Ona uratowała moją dupę. Inaczej nie miałby kto, powiedzieć ci o Wadimie. Ponoć zmierza do Jakucka, pewnie do brata. Nie rozumiem tylko, dlaczego fakt jego obecności nigdzie nie wypłynął?

A kto go niby miał szukać? – mruknął Siergiej. – Od tamtej pory minęło pięć lat. Nigdy nie należał do naszego kręgu, nagrody za jego łeb już nie ma. Uratowała, mówisz? – Odchylił się do tyłu, sięgając po cygaro.

Też mam rachunek do wyrównania z tym skurwielem – odezwała się w końcu.

Z pewnością – rzucił z przekąsem Kuzniecow. – Wpuściłeś ją z bronią?

Tak.

No nie mogę – mruknął. – Dobra, co zamierzacie? Chcesz obstawę?

Więcej broni i informację. Sam go złapię.

Złapiemy – wtrąciła się uprzejmie Iwona. – Ja mam zaklepane tortury, ty go dobijesz po wszystkim.

Tortury? Niby jakie? – sarknął Nikita. Mimo wszystko nie w smak mu było przyznać się do aż takiej komitywy z kobietą. – Nazwiesz go skurwielem i ściśniesz za jaja?

Nie, użyję twojego przyjaciela pana gumowego i wsadzę mu w dupę – wyjaśniła pełnym słodyczy głosem, sprawiając, że obaj mężczyźni gwałtownie poczerwienieli. Nikita ze złości, Siergiej z rozbawienia.

Zamknij się suko!

Niki! Zachowuj się przy ludziach – upomniała go, wygodnie rozsiadając się w fotelu. – A tak w ogóle to ma pan pozdrowienia od Kamili, mojej przyjaciółki.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. AmiSopot
    | Odpowiedz

    Jak ja cholernie tęskniłam za porannymi kawami w towarzystwie zwyroli 😈

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      W sumie to ja też 😉

  2. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Ależ nas trzymasz w niepewności, ale najważniejsze że drań powrócił 😉👍

  3. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Jest moc 💪🔥🔥

  4. J
    Julia
    | Odpowiedz

    Tak sie śmieje, że aż płacze 😅
    Aż mnie ciekawi jak zareaguje na pozdrowienia

Napisz nam też coś :-)