Nikita (XVII)

with 3 komentarze

#psychole

 

Skurwiel! – wysyczała Iwona, błyskawicznie chowając broń. Dostrzegła też skulone dziecko, pięcio, może sześcio letnie. Było w takim stanie, że nawet nie potrafiła rozpoznać płci. To ono cichutko łkało, tuląc się do boku matki. Podeszła bliżej i pierwszym co zrobiła, było zbadanie pulsu nieprzytomnej kobiety. – Żyje, ale powinniśmy zawieźć ją na pogotowie.

Nie przyjechałem tu, aby ratować jakieś dziwki. – Wykrzywił twarz Nikita.

Zamknij się, bo ciebie gnoju pierwszego odstrzelę! – warknęła, odwracając się na pięcie i chwytając go za poły kurtki. Potrząsnęła z taką furią, że zaskoczony uniósł brwi. – Dzwoń po karetkę!

Ocipiałaś? Zawieziemy je. – Podjął błyskawiczną decyzję. Iwona nie wyglądała na skłonną do negocjacji i tym razem nie droczyła się z nim, nie zamierzała dyskutować. Tak wściekłej jeszcze jej nie widział. To go zaskoczyło, zbiło z pantałyku.

Dobrze. – Puściła go i zmrużywszy oczy, uśmiechnęła się ponuro. – Zawieziemy i wrócimy, aby policzyć się z tym gadem. Zostawisz to mnie i możesz wierzyć, że wyśpiewa nam nawet więcej niż wie. Bierz kobietę, ja zajmę się dzieckiem.

Nie wdawał się w czcze dyskusje. Najpierw podjechał samochodem pod bramę posesji, a później upchnął nieprzytomną ofiarę na tylnym siedzeniu. Iwona usiadła z przodu, trzymając w ramionach chudziutką, lekką jak piórko dziewczynkę. Tak, bo to była dziewczynka. Przerażona, zapłakana i zakrwawiona, ze śladami świeżych uderzeń na twarzy i obłędem w oczach. Iwona szeptała do niej coś uspokajająco, podczas gdy Nikita brawurowo ruszył z kopyta, wbijając w nawigację adres najbliższego szpitala.

Zostawimy je i wracamy do tego domu – powiedziała, gdy znaleźli się na miejscu.

Taki mam zamiar – odparł krótko.

I pamiętaj, jak zabijesz go przed pogawędką ze mną, to przysięgam, odstrzelę ci fiuta. Zrozumiałeś?

Wzruszył jedynie ramionami, bo nie zamierzał z nią dyskutować. Dopiero gdy znaleźli się w środku, a nadęta baba w białym fartuchu odmówiła pomocy, wskazując miejsce w kolejce, stracił cierpliwość.

Teraz! – warknął, przykładając jej do głowy lufę broni. – Bo inaczej będziecie mieli trupa na stanie! No rusz tą tłustą dupę!

Wobec takiego postawienia sprawy, nie było już mowy o oczekiwaniu w kolejce. Iwona spojrzała na niego z uznaniem, po czym sprawnie ogłuszyła ochroniarza, który właśnie zamierzał zagrać rolę superbohatera.

Spływamy! – zarządziła, pociągając Nikitę za rękaw kurtki. – Bo za chwilę skończymy w miejscowym areszcie. Mnie pewnie deportują, a ciebie zamkną na dłużej i nici z naszej zemsty.

Nie oponował. Za to kiedy ruszyli w drogę powrotną, zaczął się śmiać.

Czego rżysz? – zapytała wrogim tonem.

Z naszej służby zdrowia. Widziałaś jak jej drgał drugi podbródek? O mało się nie zeszczała się ze strachu.

Niestety, u nas bywa podobnie, chociaż dotychczas nigdy nie wymuszałam przyjęcia bronią – odparła Iwona. – Mam nadzieję, że ten skurwiel jeszcze nie wrócił. Nie chciałabym go przepłoszyć.

A mówiłem…

Nie! – ucięła krótko. – Być może uratowaliśmy jej życie.

Mnie nie zależało.

A szkoda. Jakieś ludzkie odruchy mógłbyś okazać.

Po co? – zapytał z rozbawieniem, ale Iwona milczała, ponurym spojrzeniem wpatrując się przed siebie. Przemoc w rodzinie to nie było coś, co dotknęło jej osobiście, lecz nigdy nie potrafiła wobec czegoś takiego przejść obojętnie.

Nagle zwątpiła we wszystko. W siebie, w siedzącego obok mężczyznę, w cały ten kruchy rozejm i pojebaną współpracę. Owszem, trochę traktowała sytuację, jak zabawę, ale nagle straciła chęć na podobne zagrywki. W zasadzie to powinna wyjąć spluwę, zastrzelić tego wariata i jeśli nie uda się złapać Wadima, wrócić do domu.

Mam nadzieję, że nie pojawił się międzyczasie – mruknął Nikita, parkując w tym samym miejscu, co poprzednio.

Pójdę sprawdzić. Po mnie nie będzie się spodziewał niczego złego.

Idź – zgodził się obojętnie. – Tylko szybko. Daj znać, jak w środku nikogo nie będzie. Przyczaimy się i złapiemy gnojka.

Odezwał się ten szlachetny. – Wysiadła, z hukiem zatrzaskując drzwi. Nikita syknął coś niecenzuralnego pod nosem, ale nic poza tym, bo wyglądała na wyjątkowo rozjuszoną. Tylko że mało go to obeszło.

Przyjdź, dom jest pusty”.

Nie wahał się po otrzymaniu wiadomości. Niewielką odległość pokonał w mgnieniu oka, nawet nie zapalił papierosa. Iwona siedziała w kuchni, na zdezelowanym stołku, rozglądając się dookoła.

Co za syf! – powiedziała, gdy tylko Nikita pokazał się obok. – Mam ochotę przed torturami zagonić go do porządków.

Nie mamy wiele czasu. Poza tym, będę musiał go zabić – oznajmił Nikita chłodno. – Inaczej jeśli uda mu się skontaktować z Wadimem, ten na pewno nie pojawi się w Jakucku.

Te nasze plany – wykrzywiła twarz – o kant dupy rozbić, bo nic się nie trzyma kupy.

Za to ścielą się za nami trupy – zripostował ironicznie. – Nie marudź. Mnie na finezji nie zależy, byle dorwać cel. – Odchylił delikatnie skraj firany. – Zresztą, cel właśnie zmierza do domu.

Wadim? – Spojrzała na niego zaskoczona.

Na razie jego brat. Ja go obezwładnię, a ty masz prawo do tortur, jak już sobie z nim porozmawiam.

W pierwszej chwili chciała zaprotestować, lecz potem nagle zrezygnowała. Niby dlaczego nie? Chciał, to niech działa.

Odczekała równo dziesięć minut, wsłuchując się w głośne przekleństwa, bluzgi i sapanie. Gdy zapadła cisza, wstała i przeszła do sypialni, w której znaleźli skatowaną kobietę. Tym razem na łóżku leżał niechlujny, krępy mężczyzna. Ramiona i nogi miał skrępowane, a w ustach brudną szmatę, skutecznie tłumiącą narzekania i jęki.

Teraz ty – oświadczył wesoło Nikita, ale Iwona tylko stała i patrzyła. Mimo wszystko, mimo tego, co zobaczyła, nie potrafiła tak na zimno skrzywdzić człowieka. Nawet takiego bydlaka jak ten.

Pytałeś go o Wadima?

Napomknąłem.

I co?

Nic, twierdzi, że nie kontaktował się z nim od kilku lat. Ale w telefonie ma dużo ciekawej korespondencji i to mnie wystarczy. – Nikita w skupieniu przeglądał komórkę ofiary. – Wynika z tego, że Wadim wkrótce się zjawi, bo chce odebrać coś, co zostawił przed ucieczką. Tutaj jest mowa o niejakim Aleksieju, który się tym opiekuje, a mieszka w domku na odludziu, kilka kilometrów od Jakucka.

Czyli musimy zapytać o tego Aleksieja?

Tak sobie myślę… – Nikita potarł kciukiem czubek nosa, całkowicie ignorując jej pytanie.

Ty? Weź nie żartuj.

Zamknij się, bo kiedyś przegniesz i źle się to dla ciebie skończy.

Wzruszyła jedynie ramionami, bo czcze pogróżki już dawno przestały na nią działać.

Mam pomysł! Skoro ty nie palisz się do roboty, ja się nim zajmę. – Nikita znów poweselał. – Pilnuj go, ja idę po torbę do samochodu.

Tortury?

Tortury? Ależ skąd! Mam urodziny – wyszczerzył zęby i już go nie było. Wrócił chwilę później, potem wyjął ze sportowej torby niewielką skrzyneczkę i w skupieniu zaczął przeglądać jej zawartość.

Prochy? – Mimo woli zaciekawiona Iwona zerknęła mu przez ramię.

Też. O, mam! Przynieś wody w szklance.

Chcesz go naćpać i zgwałcić? Taki prezent urodzinowy?

Nie jest w moim typie. – Nikta siłą zmusił mężczyznę do połknięcia dwóch małych, białych pigułek, po czym na powrót zakneblował, nie zważając na miotane przez niego przekleństwa.

Co teraz? – zapytała ostrożnie Iwona.

Teraz go ładnie położymy, rozbierzemy i przywiążemy do stołu.

Do stołu?

Oczywiście, jestem kulturalny człowiek, nie będę stawiał tortu na ziemi.

Co ty knujesz bestio?

Zobaczysz. – Nikita wyglądał na nadzwyczaj zadowolonego. – Gotowe! A ty się przestań miotać, to na nic. – Poprawił sznur zawiązany wokół nadgarstków więźnia, po czym wyjął z kieszeni papierosa i zapalił.

Czekamy?

Tak, aż specyfiki zaczną działać.

Skąd będziesz wiedział, że zaczęły?

Kutas mu stanie.

Aha. – Nadal nie rozumiała, o co mu chodzi. Seks? Nie, facet był starym, obleśnym prykiem. Kastracja? Do tego nie musiał mu stawać fiut. Co ta gnida wymyśliła?

Długo jeszcze?

Możesz mu possać, będzie szybciej – zadrwił.

Serio masz urodziny?

Tak.

Które? – zaciekawiła się.

Dwudzieste szóste.

Fiu, fiu! – Aż gwizdnęła. – To ty szczyl jesteś w porównaniu do mnie.

Strzy… Co?

Nie znam odpowiednika w języku rosyjskim. Coś w rodzaju smarkacza.

Może – ziewnął. – Nieważne. Idę po resztę akcesoriów. Jak świętować, to świętować!

Iwona przez chwilę przyglądała się więźniowi, potem podeszła do okna i zaczęła obserwować okolicę. Nic nadzwyczajnego, inne domy, niektóre bardziej zadbane, inne jeszcze bardziej zapuszczone. Żadnych ludzi, jedynie Nikita pochylony nad otwartym bagażnikiem, bezruch powietrza i wszechobecna cisza.

Co ten skubaniec wymyślił?

Bardzo szybko miała się przekonać, że nic przyjemnego, oczywiście głównie dla więźnia.

Proszę, proszę! – Nikita najwyraźniej był w niezwykle dobrym humorze. – Pan ciacho już gotowy. Może niezbyt okazały, ale za to grubość całkiem niezła. Dałabyś radę obciągnąć taki konar?

Tak. A ty? – odwdzięczyła się, a Nikita od razu ściągnął gniewnie brwi.

Odwal się.

To po cholerę zadajesz głupie pytania. – Pociągnęła nosem. – To benzyna?

Lukier. – Z butelki po wodzie mineralnej wylał żółtawo–zielonkawy płyn prosto na sterczące przyrodzenie. Więzień poczerwieniał, po czym zaczął się miotać niczym epileptyk.

Chcesz go podpalić? – zapytała z niedowierzaniem.

Nie jego. Świeczkę. – Nikita zademonstrował puszkę, na końcu której przykręcony został palnik. – Zaśpiewasz mi sto lat?

Jesteś nienormalny – oświadczyła ze wstrętem. – No dobrze, działaj. Jeszcze nigdy nie widziałam płonącego fiuta – dodała z nieukrywaną ciekawością, a Nikicie papieros wypadł z kącika ust. Spodziewał się gniewu, wyzwisk, sprzeciwu, a ona mówiła, że jest ciekawa. Niesamowita kobieta, pomyślał z niechętnym podziwem, po czym wyregulował płomień. Aż w końcu zbliżył syczący, złocisty punkcik do ciała więźnia, a ten jakby oszalał. Wierzgał, krztusił się krzykiem, bo knebel jednak należał do tych solidnych, próbował zerwać krępujące go więzy. Do tego obficie się pocił, a jego pot miał zapach obłędnego przerażenia. Takie samo przerażenie widać było w małych oczkach. Lecz na Nikicie nie zrobiło to wrażenia. Przyłożył płomień do końcówki sterczącego penisa, a ten momentalnie zajął się ogniem. Żołądź zaczęła się kurczyć, marszczyć, niczym kawałek papieru rzucony na pastwę ogniska. Wiezień prawie stracił przytomność, bo ból jaki odczuwał, nie dał się z niczym porównać.

Dobrze, wystarczy. – Nikita zgasił palnik, odkładając go na bok. Po czym z łobuzerskim uśmiechem przyglądał się temu, czego był sprawcą. – Pora pomyśleć życzenie i zdmuchnąć świeczkę!

W twoim przypadku słowo popieprzony nie oddaje w pełni tego, jaki jesteś.

Żal ci go?

Nie. – Przypomniała sobie skatowaną kobietę i dziecko kulące się do jej boku. – Nie! – powtórzyła z zawziętością. – Zabij go!

Każesz mi go zabić? – Chłopak przyglądał się jej, mrużąc oczy. – Nie ma sprawy, ale najpierw prezenty. Co dla mnie masz?

Stała tuż obok niego, więc wystarczyło obrócić się na pięcie, chwycić za poły koszuli, a potem przyciągnąć go ku sobie. I pocałować, wgryzając się agresywnie w męskie usta. Krótko, intensywnie posmakować jego zaskoczenia, aby kilka sekund później odepchnąć go z całej siły.

Prezent był – oświadczyła ze spokojem. – Zabij go!

Oblizał usta czubkiem języka, patrząc na nią z zachłanną ciekawością i czymś, co można byłoby nazwać podziwem. Bosko smakowała! Nie umiał powiedzieć czym, ale ten gwałtowny pocałunek pobudził apetyt na więcej. Mimo iż już raz ją miał. Mimo iż nigdy nie pieprzył dwa razy tej samej dziwki. Mimo iż była jedynie słabą kobietą.

Wyrwał go z zamyślenia smród spalonego ciała, przypieczonego mięsa. Torturowany mężczyzna dygotał w agonii, której nie sposób opisać słowami. Umierał, lecz była to śmierć okrutna, pozbawiona majestatu, żałosna i pełna bólu.

Nikita przechylił głowę na bok, sięgając do rozporka. Ten gad nie zasługiwał na litość. Poza tym to była całkiem niezła zabawa, on, psychopata z wyboru, w roli mściciela i obrońcy ludzkości. Roześmiał się, napotykając spojrzenie zielonych oczu, po czym skierował strumień ciepłego moczu na wesoło mrugające płomienie.

Perwersyjnie i w twoim stylu – podsumowała Iwona. – Ale to ścierwo nie zasługiwało na litość. Nie po tym, jak skatował własną żonę i córkę.

Może. – Wsadził penisa w spodnie, po czym je zapiął. Oczywiście nie ugasił ognia, bo ten znów wystrzelił w górę, pochłaniając nieruchome już ciało. Wokół unosił się coraz intensywniejszy smród, a Iwona niecierpliwie rozganiała ręką ten śmierdzący dym. – Impreza i po imprezie. Niech się sfajczy, my jedziemy dalej. A dla pewności – wyjął broń i wpakował cały magazynek w ofiarę. – Bo skurwiele mają twardy żywot – dodał wyjaśniając.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Ale mocne! Coś na co liczyłam 🙂 dziękuję babeczko, pisz dalej.

  2. M
    Mirela
    | Odpowiedz

    Świetne. 🥰❤️

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    🥰❤

Napisz nam też coś :-)