Nikita (XXVI)

with 4 komentarze

 

Marudzisz – skwitował lekceważącym prychnięciem, po czym otworzył na oścież drzwi. Silne uderzenie w twarz nie tylko posłało go na podłogę, ale i zamroczyło. Iwona od razu zorientowała się w sytuacji i sturlała z łóżka, sięgając po broń, którą zawsze miała schowaną pod ręką. Tym razem jej przezorność się opłaciła, bo kiedy rozległy się strzały, ona zdążyła się schować, błyskawicznie przystępując do kontrataku. Nie ryzykowała oczywiści otwartej walki, wolała działać podstępem. Przylgnęła do podłogi i puściła salwę w widoczne spod łóżka nogi. Powietrze przeszyły nieartykułowane wrzaski, a wtedy uniosła głowę i wycelowała w napastników. Była od nich szybsza zaledwie o sekundy, lecz to wystarczyło. Co prawda nie strzelała, aby zabić, ale wystarczyło draśnięcie, aby wróg utracił przewagę. To nie był amerykański film, gdzie złoczyńca trafiony serią z karabinu maszynowego, zachowuje się jak zombi i dalej walczy z zaciętością.

Jeden z nich od razu się wycofał, znacząc drogę swej ucieczki krwawą posoką. Drugi, nieco bardziej opieszale, ale podążył jego śladem. Iwona zaniechała pościgu z dwóch powodów: żaden nie był Wadimem, no i musiała sprawdzić co z Nikitą.

Dziesięć minut później zjawił się Siergiej i zastał dość niecodzienny widok.

Na krześle siedział jego siostrzeniec, z głową odchyloną do tyłu, krwawymi plamami na ubraniu i twarzy. Obok stała Iwona, marszcząc z niezadowoleniem brwi, delikatnymi ruchami ocierając jego nos oraz policzki. Nikita wyglądał znacznie bardziej ponuro niż zazwyczaj, zwłaszcza, że ona mitygowała go nieco poirytowanym głosem.

– …cię nie uczyła, że pyta się przed otwarciem drzwi?

Bądź już cicho!

O! Wcześniej mówiłeś „zamknij się, suko!” – Ucieszyła się, nie wiadomo dlaczego. – No widzisz, jak chcesz, potrafisz być normalny.

Nie, ja kurwa nie wytrzymam! – warknął Nikita, odpychając kobiecą dłoń. Następnie wierzchem ręki przeciągnął po twarzy, rozmazując krew barwną smugą. – To wszystko przez ciebie!

Akurat! – prychnęła. – Dzięki mnie żyjesz. Znowu uratowałam ci dupsko.

Tę arcyciekawą wymianę zdań, przerwało im znaczące chrząknięcie.

A, witam! – Iwonę nawet ucieszyło towarzystwo Kuzniecowa. – Gości mieliśmy, dlatego on tak wygląda. Za mało serdecznie ich przyjął.

Gości?

Pewnie Wadim ich przysłał. Niki, przestań się wiercić! Trzeba to zmyć i przyłożyć lód.

Odwal się!

Kochanie! – Groźnie zmarszczyła brwi, a biedny Nikita gwałtownie poczerwieniał. Jednak nie odpowiedział. Przez chwilę sapał jedynie z wściekłością, zezując na milczącego Siergieja i pozwalając na zmycie resztek krwi ze swego oblicza.

To był zakład – odezwał się w końcu, chociaż tamten wcale o nic nie pytał, nie domagał się wytłumaczenia. – A ty! – wskazał palcem na Iwonę. – Nie nazywaj mnie tak więcej!

Przyleciałem po ciało twojej siostry. – Kuzniecow nie pytając o pozwolenie, usiadł w fotelu. Jego ochrona dyskretnie czekała przy drzwiach. Twarz miał poważną, ściągniętą grymasem cierpienia, ale w głębi oczu pojawiło się rozbawienie. To, co zastał, w jakiś sposób poprawiło mu humor.

Tych dwoje… Nie dość, że jeszcze się nie pozabijali, to dawało się zauważyć, że doskonale się dogadują. I to nastroiło Kuzniecowa nie tylko optymizmem, ale i przychylnością do Iwony. Kobieta, która potrafiła poskromić jego bratanka, zasługiwała na szacunek.

Kiedy ojciec Nikity wrócił do domu, Siergiej akurat trafił do więzienia. Wyszedł po trzech latach i pierwszą wiadomością, jaką mu przekazano, była ta o śmierci Eleny, najmłodszej siostrzenicy. Zjawił się oczywiście na pogrzebie, lecz nie dostrzegł nic niepokojącego. Zachowanie pozostałej dwójki dzieci złożył na karb żałoby. Interesy nie pozwalały mu na częste kontakty z rodziną. Lecz kiedy umarła Olga…

Instynkt podpowiedział mu wtedy, że coś jest nie tak. Wzięty na spytki Nikita w końcu się złamał i płacząc, opowiedział o wszystkim. W pierwszym momencie Siergiej nie uwierzył. Potem połączył fakty, nakazał obdukcję ciała chłopca i postanowił porozmawiać z siostrą. Wtedy to zrozumiał ogrom zła, które spotkało jego najbliższych. Wadimowi udało się uciec, siostrzeńca Siergiej wziął do siebie, a jego matkę posłał do miejsca, którego już nigdy miała nie opuścić. Przez wiele lat czynił sobie wyrzuty sumienia, bo gdyby zareagował odpowiednio wcześnie, gdyby nie zlekceważył symptomów, to być może starszą z dziewczynek udałoby się uratować. A tak za jednym zamachem stracił trzy bliskie sobie osoby. Został mu tylko Nikita, niepokorny i tak samo okaleczony jak Nikolaj, chociaż o wiele lepiej to ukrywał.

Skoro mieliście tak przyjacielską wizytę, rozumiecie, że to oznacza, iż Wadim wie o wszystkim lub przynajmniej o większości?

Mamy plan.

Gówno, nie plan! – warknął nagle poirytowany Siergiej. – Nie popisałeś się tym razem. Zamknij się i ani słowa! Ja zajmę się klientami tych jebanych pedofilów. Nikt, kto maczał w tym palce, żywy z tego nie wyjdzie. Ty i ona – wskazał na trwającą w bezruchu Iwonę. – Zajmiecie się Wadimem. Sądzi, że nam się wymknął, ale tym razem nie dał rady. Sięgnąłem po każdy możliwy sposób, zastawiłem pułapki tam, gdzie tylko mogłem. Czeka na was samolot i informacje, załatwiłem też wszelkie formalności.

Formalności? – Nikita ostrożnie pomacał uszkodzony nos. – Jakie formalności?

Siergiej milczał przez dłuższą chwilę, po czym wyjął z kieszeni kawałek papieru i podał go siostrzeńcowi.

Tokio? – Iwona zerknęła przez ramię Nikity i aż gwizdnęła, widząc, co napisano na kartce. – Mamy lecieć do Japonii?

Po odbiór towaru.

Co on u diabła tam robi?

Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Podróż trwa prawie dobę. Na miejscu spotkacie się kimś, kto przekaże wam Wadima. Mężczyzna na imię Yoshirō i pamiętaj o jednym – masz być kurwa grzeczny, zrozumiałeś? – zwrócił się do Nikity.

Będę – obiecał ten ponuro.

Z Yakuzą nie ma żartów. Oni traktują wszystko cholernie poważnie. Nie pytaj mnie o cenę, zapłaciłbym o wiele więcej, gdybym musiał. Zresztą, to nie do końca kwestia pieniędzy, ale to już nie twój zasrany problem. Odbieracie pojeba, wracacie do Rosji i możecie robić z nim, co chcecie. Ma umierać długo, w męczarniach i wiedząc, komu zawdzięcza swoją pełną bólu agonię. W tych tematach jesteś aż nazbyt kreatywny, więc chyba nie będę udzielał ci rad – dodał z ironią Siergiej.

Poradzę sobie.

A ty! – Kuzniecow wskazał palcem Iwonę. – Pilnuj go! Jak zadrze z Yakuzą, to was wyślą do domu w plastikowych workach, o ile będzie co wysyłać. I nawet ja nic na to nie poradzę, zrozumiałaś?

Mam pilnować, aby nie pyskował, nie kozaczył, nikogo nie obraził i nie zabił?

Dokładnie to.

Sam się potrafię upilnować! – wrzasnął rozeźlony Nikita.

Nie potrafisz. Gdybyś działał w pojedynkę, w ogóle bym cię tam nie posłał. Macie godzinę do wylotu. Pakujcie dupy i migiem na lotnisko! – zarządził, podnosząc się i przygładzając klapy marynarki. – Ja się zajmę pogrzebem twojej siostry. Chociaż tyle mogę dla niej zrobić. Nikita! Pozwól jeszcze na słówko na osobności. – Kuzniecow znaczącym gestem wskazał na drzwi.

Dobrze. A ty się ubierz i czekaj przy drzwiach – rozkazał Nikita, Iwonie.

Tak, pewnie – prychnęła. – Może jeszcze pomacham ogonkiem, błagalnie skamląc?

Skamleć będziesz później – uśmiechnął się wrednie.

Akurat! Kończysz szybciej niż zaczynasz, więc jedyne o co mogę błagać, abyś nareszcie porządnie mnie przerżnął.

Oj, czekaj! – warknął i już go nie było.

Zaczekam, zaczekam – mruknęła, idąc do łazienki, bo mimo własnych słów, nie zamierzała być powodem opóźnienia.

Dwie godziny później siedziała już na pokładzie prywatnego odrzutowca. Siergiej pożegnał się chłodno, jednocześnie prosząc, aby dopilnowała Nikity. Ten na początku starym zwyczajem milczał, wpatrując się w nią ponuro, lecz gdy znaleźli się już w powietrzu, na pułapie przelotu, zamknął oczy, symulując drzemkę.

Iwona przyglądała mu się przez dłuższy czas. Myślami była jednak bardzo daleko, bo Kamila przysłała wiadomość o udanym porodzie. I zdjęcie malutkiej dziewczynki, o ciemnych włoskach i słodkich usteczkach. Wykapany Nikolaj, brzmiał podpis. Bez uśmieszków, serduszek, dwa proste słowa. Córka człowieka, którego tak kochała i na którego śmierć musiała patrzeć. Iwona nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak musiała cierpieć, pocieszając się jedynie tym, że dziecko było światełkiem w tunelu, nowym sensem życia dla Kamili.

Cholera, jak ona jej powie o Nikicie? Przecież to będzie niczym sól na świeżą ranę; bolesne wspomnienia znów powrócą. Nie, na razie musi milczeć, zwłaszcza, że i tak nie wiadomo jak dalej potoczy się znajomość z tym bydlakiem. Spojrzała na bydlaka, który chyba faktycznie zasnął, po czym nieznacznie się uśmiechnęła. W niewielkiej przestrzeni ciężko było o intymność, chociaż drzwi do kabiny pilotów były zamknięte.

Próbowała się zdrzemnąć, lecz nie potrafiła. Próbowała myśleć o czymś przyjemnym, jednak w wyobraźni pojawiały się tyko nowe pomysły na seks. Nikita nawet nie drgnął, spał jak zabity. Patrzyła na niego, zastanawiając się, dlaczego wydawał się jednocześnie taki obcy i taki znajomy. W końcu nie wytrzymała. Wpierw zapukała i bez odrobiny zażenowania wyjaśniła pilotom, że przez najbliższą godzinę mają nie wychylać nosa z kabiny. Starszy jedynie skinął głową, młodszy dwuznacznie się uśmiechnął, ale miała to gdzieś.

Zdjęła kurtkę, zsunęła buty. Pomyślała, że dobrze byłoby dodać do tego odrobinę pikanterii, więc starannie umalowała usta czerwoną szminką. Potem uklękła pomiędzy męskimi udami i przygryzając dolną wargę, rozpoczęła zabawę. Ostrożnie rozpięła spodnie i wydobyła spod materiału bokserek miękkiego członka. Nawet w takim stanie budził podziw swoim rozmiarem. Przesunęła dłonią po całej jego długości, raz, drugi, trzeci, po czym pochylił się i nieśmiało liznąwszy, objęła go w końcu ustami. Przymknęła oczy i pomrukując z podniecenia, zacisnęła palce na męskich udach. Jej języczek zwinnie masował twardniejącą męskość, podczas gdy Iwona ssała, wykonując niewielkie ruchy głową, wpychając sobie penisa coraz głębiej.

Mocniej! – jęknął Nikita i wtedy poczuła jak położył obie dłonie na jej głowie. – Włóż go sobie głębiej!

Trzeba przyznać, że tempo w jakim twardniał, było zaskakujące. Nie miała pojęcia, że to właśnie widok soczystych, czerwonych warg na jego kutasie, podziałał tak pobudzająco. Za to z dreszczem rozkoszy poddała się władzy jego rąk.

Tak! – wysapał, agresywnie przyduszając ją z taką siłą, aż prawie dotknęła nosem jego podbrzusza. Poczuła jak napina ciało, słyszała coraz głośniejszy oddech, a sama robiła wszystko, aby wytrzymać i nie wyrwać się z uścisku. Rósł w jej ustach, pęczniał, nabrzmiewał, a z gardła Iwony wydobywały się nieartykułowane, głuche odgłosy krztuszenia. Z kącików ust kapała ślina, ciągnęła się w nitkach po brodzie. Zdawała sobie sprawę, że wygląda to tak, jakby używał jej do masturbacji, traktując obscenicznie przedmiotowo, lecz nie miała nic przeciwko. Właśnie takie rzeczy ją kręciły i to bardzo. Drżącą dłonią rozpięła własne spodnie, po czym wsunęła ją w majtki, docierając paluszkami do nabrzmiałej łechtaczki. Zaczęła się onanizować, podczas gdy Nikita parł dalej niczym buldożer.

Uwielbiam takie pobudki – wymruczał, uśmiechając się wrednie. – A teraz kochanie, pobawimy się ostrzej, dużo ostrzej.

Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Że co? Kochanie? Ona się chyba kurwa przesłyszała! No, ładnie się porobiło. Nawet nie skończyła, a ten pojeb wyskakiwał z takimi czułościami.

Jednak po chwili zrozumiała, że mimo wszystko gnojek pozostanie gnojkiem.

Teraz nauczysz się brać całego mojego chuja w gardło – oświadczył z satysfakcją. – Mam ochotę zobaczyć, jak oczy wychodzą ci z orbit, gdy się spuszczę.

To już nie był zwyczajny seks oralny. Wchodził w nią głęboko, bardzo głęboko. W pierwszym odruchu chciała się cofnąć, lecz nie pozwolił na to. Charczała, z nosa poleciała flegma, znalazła się wręcz na granicy omdlenia. Jedną ręką usiłowała go odepchnąć, ale drugą nadal się zaspokajała, czując, jak bardzo jest podniecona.

Zdominował ją i to tak nakręciło Iwonę.

Pieprzył jej usta, dociskając głowę do podbrzusza, a później luzując uścisk i pozwalając jej odetchnąć. Zachwycony, bo mało która potrafiła zmieścić go w całości. I podjarany do tego stopnia, że szybko poczuł, iż zaraz eksploduje.

Dochodzę! – wyjęczał. Z całej siły wszedł do samego końca, tak że jej twarz znalazła się między jego kroczem i eksplodował. Feeria kolorów ukazała się mu przed oczyma, z ciało zaczęło w niekontrolowany sposób drżeć.

Wytrysk, który Iwona przyjęła głęboko do gardła, spowodował, że błyskawicznie się zakrztusiła. Nie czuła smaku spermy, dopóki nie wyrwała się ze słabnącego uścisku i opadając na podłogę, o mało co nie zwymiotowała. Przez bardzo długą chwilę dyszała, wciąż masując łechtaczkę i próbując odzyskać równowagę. Nikita siedział naprzeciwko, rozluźniony, spocony i wyraźnie zaspokojony. Do tego stopnia, że gdy dostrzegł, iż jeszcze nie doszła, zerwał się w fotela, popychając Iwonę na ziemię. Szarpnięciem zsunął obcisłe dżinsy i wpił się wargami w mokrą, pulsującą podnieceniem szparkę.

Krzyknęła, wyginając ciało w pałąk. Orgazm pojawił się błyskawicznie, wystarczyła szybka pieszczota, dotyk szorstkiego języka. Przez dłuższą chwilę dygotała, podczas gdy Nikita przysiadł na piętach o obserwował ją z satysfakcją.

Przyjemność za przyjemność – skwitował ze śmiechem. – Kurwa, dobra jesteś. Byłem pewien, że się zrzygasz.

Powiedziałeś do mnie "kochanie". – Iwona uklęknęła naprzeciwko i położywszy dłonie na szerokiej piersi, spojrzała mu prowokująco w oczy.

Czyżby? Nie pamiętam. – Wyparł się bezczelnie. – Zrobimy to jeszcze raz?

Anal?

Odważysz się?

Tak, a ty? – Roześmiała się, a później opasała ramionami szyję i pocałowała. – Tutaj jest za mało intymnie, a ja lubię głośno krzyczeć. Zostawimy to sobie na później, zgoda?

Okay.

Doprowadziła się do porządku w małej łazience. Napiła kawy, którą przygotował Nikita. Później wygodnie umościła na fotelu i zagapiła w niewielkie okienko. Rozmyślała o wielu sprawach, o przeszłości i o przyszłości, zastanawiając się, jak to wszystko się skończy.

Lecz mimo wszystko nie żałowała podjętej decyzji.

Godzinę później, Iwona drzemała i nie mogła widzieć czegoś, co nie tylko wprawiłoby ją w zdumienie.

Nikita wstał, wyjął ze schowka koc, po czym przykrył śpiącą kobietę.

A później chyba pierwszy raz w życiu pomyślał, że ma przejebane.

***

Zawsze chciałam zwiedzić Japonię. – Podekscytowana Iwona rozglądała się dookoła.

Nie przyjechaliśmy zwiedzać. Czeka na nas samochód. Załatwiamy co trzeba i wracamy.

Wiem – posmutniała. – Rozumiem.

Nikita zerknął na nią z namysłem.

Jak będziesz grzeczna, to kiedyś tu wrócimy. Na zwiedzanie – oświadczył wspaniałomyślnie, a biedna Iwona o mało nie dostała zawału serca. Czy on właśnie...

Piekło nie tylko zamarzło. Ono właśnie zamieniało się w lodowe pustkowie, pomyślała z rozbawieniem.

Byłeś tu wcześniej?

Kilka razy.

W odwiedzinach u rodziny?

Lubię podróżować – mruknął. – Rodzinę mam w dupie.

Gdzie jeszcze byłeś?

W różnych miejscach.

Interesy?

Nie tylko. Do załatwiania interesów raczej mnie wujaszek nie wysyłał, chyba że chodziło o to, aby kogoś zlikwidować.

Jakoś się nie dziwię. Czy to ten nasz transport? – Wskazała na czarną limuzynę, stojącą tuż przed wyjściem z głównej hali. Tuż przy samochodzie, dostrzegła mężczyznę. Wysoki, szczupły, nawet powiedziałby, że po dziewczęcemu smukły. Typowy Japończyk. Ubrany w elegancki garnitur, białą koszulę, pod krawatem. On również ich dostrzegł i wykonał głęboki ukłon, po czym otworzył drzwi, zapraszając do zajęcia miejsca.

Czuję się nieswojo – powiedziała Iwona. – W razie czego mam czarny pas w karate, obronię cię.

Ty? – Nikita zmrużył oczy. – Będę musiał cię przypilnować, żebyś nie kozaczyła, nie pyskowała i nie zabiła nikogo bez powodu.

Złośliwa bestia. – Bez słowa wsiadła do luksusowej limuzyny, a on zaraz za nią. Mężczyzna, który ich zaprosił, zajął miejsce obok kierowcy i od razu ruszyli. – Niewiele wiem o yakuzie. Jawi mi się jako mityczna organizacja, o surowych zasadach.

U nas nastąpiło spore rozprężenie obyczajów. Nie każdy koronowany zasługuje na tytuł, często są kupowane, zdobywane przekpustwem czy szantażem. Tutaj jest inaczej, więc masz rację mówiąc o surowych zasadaach – przyznał niechętnie.

To może zmienisz członkostwo organizacji przestępczej?

Nie nadaję się. No i musiałbym zmienić tatuaże. – Otworzył torbę podróżną, wyjmujac z niej niewielką paczuszkę. W zasadzie była to elegancka, bogato zdobiona skrzyneczka.

Co to?

Prezent. Mam to przekazać od Siergieja wraz z pozdrowieniami. Musimy być ostrożni, oni nie lubią obcych, a po ostatniej akcji, szczególnie Rosjan.

Jakiej akcji? – zapytała z ciekawością.

Konflikt interesów – odparł krótko Nikita nie wdając się w szczegóły. – Jak spotkamy się z Yoshirō, masz być twarda, nie okazywać strachu i odpowiadać na każde pytanie.

To ja miałam cię pilnować.

Nie zaszkodzi, abyśmy się pilnowali nawzajem.

Przerażasz mnie.

Bo?

Bo jesteś niezwykle poważny. – Oparła się o jego ramię. – Przecież mamy tylko odebrać Wadima, to chyba zostało już uzgodnione i nie jest niebezpieczne?

Nie odpowiedział. Wpatrywał się w przesuwające ze oknem widoki i milczał, zastanawiając się, czy zdoła nad sobą zapanować, gdy w końcu będzie miał w swoich rękach tego skurwiela. Musi, bo w jego planach nie było miejsca na pośpiech. Wadim miał umierać powoli, w niebywałych katuszach.

Iwona również milczała, czując niezwykłe zmęczenie. Ostatnie dni były tak intensywne, tak bogate w różne doznania. Znajomość z Nikitą z pewnością nie należała do nudnych.

Zatrzymali się przed strzelistym budynkiem ze szkła i stali, którego wierzchołek sprawiał wrażenie, jakby sięgał samego nieba. Eskortowani przez czterech ochroniarzy, wjechali windą na ostatnie piętro. Bagaże zostały w odrzutowcu, a torba, z której Nikita wyjął skrzyneczkę, w samochodzie. Dotarli na górę, a potem odebrano im broń. Iwonie nie bardzo się to spodobało, ale nie zaprotestowała. Bacznie się tylko rozglądała, wypatrując bliżej niezidentyfikowanego niebezpieczeństwa.

Znaleźli się w ogromnym pomieszczeniu, gdzie dwie ściany były taflami szkła, a z nimi roztaczała się panorama stolicy. Na środku stał niski, kwadratowy stolik, dookoła którego rozmieszczono trzy skórzane kanapy. Na ścianie wisiała fotografia starszego mężczyzny, a całości dopełniały inne meble, już mniej rzucające się w oczy. Wnętrze charakteryzował nieuchwytny powiew luksusu, trudny do opisania zwykłymi słowami.

Na jednej sofie, siedział mężczyzna. To musiał być Yoshirō, o którym wspominał Nikita. Za jego plecami stało jeszcze z pół tuzina ochroniarzy, więc chyba był kimś ważnym. Iwona pomyślała jednak, że wyglądał zbyt młodo jak na przywódcę, lecz pozory mogły mylić. Zafascynowała ją jego twarz, z wysokimi, wyraźnie zarysowanymi kościami policzkowymi, kształtnym podbródkiem i dość jasnymi, jak na Japończyka oczyma. Połyskujące granatem włosy miał zaczesane pod górę, elegancko przystrzyżony minimalistyczny zarost i kształtne wargi, świadczące o uporze i bezwzględności. Ubrany był w białą koszulę, krawat i eleganckie spodnie, marynarka leżała obok, niedbale porzucona. Miał też pistolet wiszący na uprzęży, chociaż przyszło jej do głowy, że ten człowiek sam w sobie stanowi śmiercionośną broń. Było w nim coś takiego, co dostrzegała też w Nikicie, szaleństwo czające się gdzieś w czerni źrenic, okrucieństwo wyostrzające rysy twarzy.

Tylko czy ludzie, którzy stali na czele grup przestępczych, nie byli po trochu szaleńcami?

Nikita bez wahania podszedł do nieznajomego i położył skrzynkę na stole. Później usiadł na sofie, niezwykle skupiony, wyprostowany, ze wzrokiem utkwionym w siedzącym naprzeciwko mężczyźnie. Iwona podążyła jego śladem, zaintrygowana całą sytuacją. Co dziwne, wcale nie czuła strachu.

Siergiej Kuzniecow przesyła kondolencje z powodu śmierci Handy.

Rozumiem. – Yoshirō pochylił się, sięgając do prezentu. Otworzył skrzynkę i omiótł wzrokiem dwie sztabki złota. Później odsunął ją na bok, po czym postanowił przenieść swe zainteresowanie na Iwonę. Lekko zadrżała pod jego pełnym chłodu spojrzeniem.

Nie znam cię.

Jestem siostrzeńcem Kuzniecowa – odparł krótko Nikita.

Mówiłem o niej. To twoja kobieta? – Biegle posługiwał się językiem rosyjskim, co także ją zaskoczyło.

Tak.

Yoshirō był tak szybki, że żadne z nich nie zdążyło zareagować. Zerwał się z miejsca i kładąc jedną nogę na blacie stołu, pochylił się i przystawił lufę broni prosto do czoła Iwony. Pobladła, ale nawet nie drgnęła. Patrzyła mu prosto w oczy, on patrzył w jej i dopiero po dłuższej chwili się uśmiechnął, drapieżnie, asymetrycznie.

Napijmy się! – powiedział, opadając na miejsce i chowając broń. – Towar czeka.

Zerknęła na Nikitę, który nie wyglądał na zadowolonego. Przeciwnie, od razu zrozumiała, że znajdował się na krawędzi wybuchu. Ciekawe, co go tak rozwścieczyło?

Nie piję – wycedził przez zaciśnięte zęby.

To sake. Każdy pije sake.

My pijemy wódkę.

Ach, tak? – Japończyk uniósł szklaneczkę w geście toastu. – Może ona się ze mną napije?

Bez słowa uniosła naczynie i wypiła wszystko prawie duszkiem. Później jej odstawiła, patrząc prowokująco na Yoshirō. Nie powinna, ale tacy pewni siebie, narcystyczni faceci, których zarozumiałość nie tylko balansowała na krawędzi, cholernie ją wkurzali. Ten siedzący obok niej i przypominający wulkan przed erupcją, także.

Twoje zdrowie – uśmiechnęła się szeroko i od razu poczuła mało dyskretne kopnięcie w kostkę.

Yoshirō nie odpowiedział. Za jego plecami znalazła się smukła Japoneczka i wyszeptała mu coś do ucha. Skwitował to lekkim skinieniem głowy, a wtedy dyskretnie się wycofała.

Pomyślałem, że będę gościnny i zaoszczędzę wam problemów z transportem. Towar zostanie dostarczony do samolotu, którym przylecieliście. Taki miły gest z mojej strony.

Mógłbyś jeszcze dorzucić butelkę sake – sprowokowała go Iwona.

Czyżby? – Jego oczy zwęziły się, jakby pod wpływem gniewu. – A miły gest z waszej strony?

Nie ma sprawy. – Kocim ruchem zerwała się z miejsca, a ochrona zareagowała błyskawicznie. Pochylała się teraz na Yoshirō, podczas gdy kilku mężczyzn przystawiało lufy swojej broni do jej głowy. Tylko że Iwona nie zamierzała nikogo zabijać.

Pocałowała go. Namiętnie wgryzła się w suche wargi, językiem przesunęła po krawędzi zębów, pozostawiając swój smak we wnętrzu jego ust, a kiedy odpowiedział na ten pocałunek, przerwała, unosząc głowę.

Miły gest z naszej strony – powiedziała kpiąco. – Możesz poprosić tych panów, żeby schowali swoje pukawki?

Lekki ruch dłoni, a ochrona wycofała się, zresztą tak samo jak Iwona. Na powrót usiadła obok Nikity, dostrzegając, iż ten z ledwością nad sobą panuje. Cóż, w takim razie należało zbytnio nie nadwyrężać gościnności gospodarzy i szybko się zmyć.

Zapraszam was...

Nie. Biorę mojego tygryska – ujęła Nikitę za ramię – i znikamy.

Nie tyle jej swobodne zachowanie, co pewność siebie i brak okazywanego strachu, zaimponowały Yoshirō.

Uśmiechnął się, szeroko, drapieżnie. Nie spuszczał z niej roziskrzonego spojrzenia, ale nie zamierzał też naciskać. On również dostał rozkaz. Miał przekazać im towar, po czym szybko spławić ruskich i zająć się poważniejszą sprawą. A dla Yoshirō rozkazy jego oyabun, ojca, były święte.

Odprowadzić ich – rozkazał beznamiętnym tonem.

Iwona znów z cichym westchnieniem przyglądała się ulicom Tokio, a Nikita milczał. W zasadzie to nie wypowiedział ani słowa od dłuższego momentu. Domyślała się z jakiego powodu, ale nie zamierzała mu niczego ułatwiać. Pulsująca żyłka na jego skroni wskazywała, że erupcja wulkanu jest coraz bliżej. W sumie sam nie wiedział, co go bardziej wkurwiło, pocałunek czy "tygrysek". Jak ona śmiała całować tego wymoczka? Tego wsiowego ryżożercę? Niech jebany japoniec się cieszy, że miał przewagę w ludziach, inaczej załatwiłby go tak, że ten mały, żółty kutas wyszedłby mu dupą!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Jejejka
    | Odpowiedz

    Mój cudowny Nikitka! Oj chyba Iwonka oberwie za to swoje zachowanie z Japończykiem. Myślę, że bardziej zirytowało go, że pocałowała go, chcoisz z „tygryskiem” też poleciała haha

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      On się chyba zacznie przyzwyczajać i do tygrysków 🙂

  2. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Kiedy ciąg dalszy?

  3. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Całą Iwona, jak zwykle lubi prowokować Tygryska:)

Napisz nam też coś :-)