Biała (XVI)

with 10 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiUpał, jak jasny gwint. Kto mógł, uciekł z miasta, wyjechał. Ja w pracy, a w pracy nudy. Nudno by było, gdyby nie pisanie 😉
Udanego ostatniego weekendowania wakacyjnego.
Witaj szkoło 😀 Ależ się cieszę 😀

Zmusiłam ciało do ruchu, poruszałam się jednak w zwolnionym tempie. Członki nie chciały współpracować z umysłem. Zdrewniałam, szok mnie usztywnił.
Udało mi się w końcu podźwignąć, zawisnąć w pozycji na czworaka nad Adamem. Na tyle blisko, bym mogła spojrzeć na dziewczynę, zajrzeć jej w oczy.

- Ty mnie widzisz – szepnęłam, zawisając twarzą w odległości może dwudziestu centymetrów od jej twarzy. – Jesteś świadoma! Czyżbyś zdrowiała?

Znów poruszyła ustami bezgłośnie. Oczy jej się zaszkliły z wysiłku, może przez świadomość własnej niemocy. Palce dłoni poruszały się nerwowo. Wystraszyła mnie, gdy zaciskając dłoń w pięść i rozprostowując ją, otarła się o moje kolano.

- Adam jest nadal piękną kłodą – wypowiadałam myśli na głos, zmieniając obiekt obserwacji.

Nie odrywałam wzroku od twarzy Adasia, ale u niego nie widziałam zmian. Dziewczyna natomiast poruszyła nogą, przechyliła głowę w stronę Adasia, po chwili w drugą, ku ścianie i szafce nocnej.

- Nie ruszaj się. – Uspokajająco uścisnęłam jej ramię. Momentalnie skoncentrowała wzrok na mojej twarzy widziałam jednak, że wpada w coraz większą panikę. Oddychała gwałtownie, krótkimi haustami łapiąc powietrze. – Byłaś chora. Jesteś wśród przyjaciół. Przewieźliśmy ciebie i jego – wskazałam Adama brodą – w bezpieczne miejsce. Opiekowaliśmy się i karmiliśmy. – Nie powiedziałam czym, bojąc się większej paniki dziewczyny. - Wygląda na to, że wracasz do zdrowia. Odzyskasz panowanie nad ciałem, to wstaniesz o własnych siłach. Teraz jednak nie rób nic. Zawołam Gabriela. To on cię znalazł. – Przemilczałam również fakt, że wziął sobie ją na seks. – Przeniesiemy cię do kuchni, albo ogrodu. Cierpliwości. – Pogłaskałam ją delikatnie po głowie. – Daj sobie chwilę, nie szarp się. Tak szybciej odzyskasz siły. Idę, zaraz wrócę.

To ostatnie powiedziałam, stojąc przy drzwiach z dłonią na klamce. Musiałam, widząc wybałuszone przerażeniem oczy Gammy.

- Skończ się telepać! – rzuciłam jeszcze przez ramię. Może zbyt ostro, lecz nie byłam zbytnio biegła w pocieszaniu innych. – Będziesz panikowała, to stracisz niepotrzebnie energię. Prześpij się, albo skup na oddychaniu, to szybciej staniesz na nogi. Zaraz wracam.

Zamknęłam za sobą drzwi. Cicho, by nie wystraszyć jej jeszcze bardziej.
Chwilę później wystartowałam szukać Gabriela. Przez kuchnię do garażu i na dwór.

Gabriel siedział na trawie, pod drzewem. Obok niego Asia gestykulowała, mówiąc o czymś z przejęciem.
Pierwszą myślą była ta, by wziąć go za rękę i odciągnąć od ślicznotki. Nie miałam ochoty przeżywać czegoś takiego przy niej, dzielić się radością, szokiem. Przemknęło mi przez głowę również i to, że gdybym miała pistolet, to z rozkoszą strzeliłabym do niej teraz. Oczywiście w głowę, może w usta. Lufę skierowałabym w górę.
Chrząknęłam, by zwrócić na siebie ich uwagę. Asia zamarła z dłońmi uniesionymi na wysokości twarzy, Gabriel spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.

- Sorry, gołąbeczki . – Uśmiechałam się pewna efektu, który przyniosą moje słowa. – Gamma się obudziła.

Kusiło mnie, by powiedzieć coś w stylu: „twoja seks lalka ocknęła się właśnie”. Tak, to byłoby przyjemne. Zobaczyć reakcję blondyneczki na te słowa. Byłoby również oczywistym odkryciem się. Pokazaniem, że jestem zazdrosna.
Byłam zazdrosna. Jak jasny gwint. Skręcało mnie na myśl, że straciłam swojego mężczyznę. Może to przesadne stwierdzenie, lecz czułam po prostu, że nasze „MY”, jest zagrożone.

- O kurwa! – Gabriel poderwał się błyskawicznie, skierował kroki do domu. – Teraz?
- Przed chwilą – wyjaśniałam, idąc za nim. Asia szła również. Cóż, była u siebie.

Minutę później wszyscy troje staliśmy przy łóżku. Ja i Gabriel wpatrzeni w Gammę. Ta ostatnia usnęła. Widocznie zmęczył ją strach i stres wywołany przebudzeniem. Znów nieruchoma, piękna.
Asia dla odmiany przyglądała się zachwyconym wzrokiem Adamowi. Widać było, jak na dłoni, że jego uroda zrobiła na niej wrażenie. Aż rozchyliła usta. Pewnie z podziwu. Rozumiałam ją.
Znów diabeł w głowie podszepnął mi, bym powiedziała coś w stylu: „Ciacho, nie? Widzę, że byś go użyła”. To byłoby złośliwe, satysfakcjonujące, ale tylko chwilowo. Milczałam więc.

- Nie spała? – Gabriel potarł brodę, pochylił się nad łóżkiem, szukając jakichś zmian w ułożeniu Gammy. – Skąd wiesz? Miała otwarte oczy, czy coś jeszcze?
- Mrugała oczami, poruszyła dłońmi i głową, wodząc za mną wzrokiem – wyliczałam. – Wpadła w panikę, chciała coś powiedzieć, ale nie umiała. Uspokajałam ją, kazałam oddychać i na tym się skupić. Nie panikować. Widać posłuchała. – Wzruszyłam ramionami, rejestrując zdumienie na twarzy kochanka.

Mój kochanek. Tak. Był nim. Jak długo jeszcze?

- Czyli pomogło.

Powiedział to tak cicho, że ledwie usłyszałam. Wystarczyło jednak, by mnie zaintrygować.

- Co pomogło? – Zaplotłam dłonie pod piersiami. Wiedziałam, że marszczę skórę na czole. – Co jej podałeś?
- Własną krew – mówił w zamyśleniu. Lekko nieobecny. Zdziwiony odkryciem. - Widocznie wyzdrowieliśmy, a przynajmniej staliśmy się lekarstwem.
- I to ją wyleczyło?! – pisnęłam. Szok zmienił mój głos, podwyższył go. – A Adam?! Jemu też podałeś?
- Nie – zaprzeczył. – Aż taki wydajny nie jestem.
- To stąd ten opatrunek! – Chwyciłam go za nadgarstek, jednym szarpnięciem zrywając plaster ze skóry. – Nic nie mówiłeś, draniu! Dlaczego?
- Nie chciałem zapeszać. – Wzruszył ramionami lecz widziałam, że trochę mu głupio. – Robić ci nadziei. Teraz możesz odczarować sobie Kena.

Jakbym w pysk dostała.
Czy on naprawdę tak myślał? Że ja niby czekam na obudzenie Adama? Że chcę go powrotem dla siebie? Po tym co między nami zaszło? Tak blisko nie była z nikim dotąd.
A może on sam chciał Gammę. Miał ochotę na jej słodkie ciało, z pełnym świadomości umysłem, do kompletu.

- Tak jak ty odczarowałeś Gammę SOBIE? – Ostatnie słowo zaakcentowałam mocniej, wymówiłam je z naciskiem.

Wredne to było, ale należało mu się.

- Pomyślałam o czymś innym – oznajmiłam ze spokojem, którego nie było we mnie ani krztyny. Wrzałam podskórnie, miałam ochotę uderzyć go, albo kopnąć. Od wybuchu powstrzymywała mnie jedynie obecność Asiulki. – A właściwie o kimś.
- O kim? – Zmrużył oczy, czyli też musiał być choć trochę zazdrosny.
- O bracie! – huknęłam, pochylając się ku niemu. W głowie mi pojaśniało. Plan układał się w błyskawicznym tempie. Samoistnie. – Jest was dwoje, więc zajmiecie się nimi. – Wskazałam Adama i Gammę. – Ja poszukam Tomka. Może jeszcze żyje. Ty podzielisz się swoją krwią z Gammą, Asia z Adasiem. – Podjęłam decyzję za nią. – Podzielisz się?

To ostatnie pytanie skierowałam do Asi. Wciąż wpatrzona w Adama, z zamglonym spojrzeniem. Marzyła może. Na pewno podziwiała.

- Asia! – Podniosłam głos, choć wolałabym rękę i to zaciśniętą w pięść. Najlepiej, uzbrojoną dodatkowo w kastet. Już widziałam wypluwane przez nią zęby. Czym aż tak działała mi na nerwy?
- Co? – Zamrugała, skupiając na mnie wzrok.
- Nakarmisz tego ślicznego chłopca swoją krwią? – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Z żyły? Do buzi? Dasz mu?

Stała oniemiała, wpatrując się we mnie, niczym sroka w pizdę.
Nie wiem skąd brało się to uczucie, ale to słodkie dziewczę budziło we mnie mordercze instynkty. Całą dostępną siłą woli opanowałam się, by nie być złośliwą, nie powiedzieć jej czegoś uszczypliwego. O kolorze włosów i zbieżnym z nim poziomie IQ, lub coś w tym stylu.

- Mam mu dać krew? – Oczy zajmowały już z sześćdziesiąt procent twarzyczki. – Do ust?
- Możesz do odbytu. – Nie wytrzymałam. – Do ust łatwiej. Wyzdrowieje dzięki temu. Obudzi się.

I będziesz mogła do niego świrować – dokończyłam w myślach.

Dwóch na raz? Miła odmiana w dzisiejszych czasach.
Wydawało mi się jednak, że w przypadku Gabriela nie było szans na to, by przeszedł podobny układ. Nie zaakceptowałby dzielenia się z kimś swoją kobietą. Zaborczość, to u niego wyczuwałam. Może jednak kręgosłup moralny?
Czy poza podawaniem Gammie krwi, dzielił się z nią i innymi płynami od momentu przybycia tutaj?
Aż mnie skręcało w środku, by zadać to pytanie. Nie potrafiłam jednak. Nie przy blond pizdeczce. Ależ mnie drażniła.

- Dam mu swoją krew. – Uniosła brodę, przybrała natchniony wyraz twarzy. – Poświęcę się.

Aż ty kretynko – zaklęłam w myślach. – Już ja wiem, co chodzi ci po tej blond łepetynie. Poświęcenie? Jasne! Dupczenie!

- Wypożyczam twoje auto. – Zwróciłam się z powrotem ku Gabrielowi. Sprawę Adama miałam załatwioną. Chłopaczek przekazany, obietnica złożona jego matce w mocy. – Wezmę trochę jedzenia, picia i ruszam.
- Chcesz jechać sama?! – Nie wyglądał na przekonanego co do mojej poczytalności, może prawdomówności.
- A z kim miałabym niby jechać? – Denerwował mnie brak swobody, jaką czułam przy Asi. – Z Oliwką?
- To niebezpieczne.

Czyżby martwił się o mnie? Możliwe.
Dlaczego? Przywiązał się, czy byłam mu po prostu przydatna?

- A co mi tam niby zagraża? – Podparłam się pod boki czując coraz większe poirytowanie. – Atak krwiopijców? Nie. Zombie już dawno się rozłożyły, bądź zostały strawione.
- Nie wiem. Nie podoba mi się ten pomysł. Pojadę z tobą.
- Nie pojedziesz – zaprzeczyłam. – Oboje wiemy, że jesteś potrzebny tutaj. Tych dwoje. – Wskazałam na łóżko. – Oliwka – wyliczałam. – Teraz Asia. – Oni wszyscy potrzebują cię tutaj.

Niewypowiedziane słowa zawisły pomiędzy nami. Wiedziałam, o czym myśli. Słyszałam prawie słowa z głowy Gabriela. Nie mogłam, nie umiałam powiedzieć tego, co powinnam była wyartykułować. Nie przy Aśce.
Tak, był mi potrzebny. Bardzo. Nic nie ucieszyłoby mnie bardziej, niż wspólna wyprawa.
Pewnie, że wolałabym, żeby pojechał ze mną. Czułabym się o niebo lepiej, bezpieczniej. Wędrówka po pustym, martwym mieście, powrót do budynków pozbawionych prądu, nie napawał optymizmem. Wręcz przeciwnie – bałam się.
Realia wyglądały jednak tak, że wzięliśmy sobie na barki zobowiązanie. Gabriel Gammę, ja Adama i Oliwkę. Teraz dokooptowała się kolejna osoba – Joanna. Nie mogliśmy ich porzucić.
Możliwe, że Oliwka dałaby sobie radę sama. Co jednak z naszymi somnambulikami?

- Prześpię się kilka godzin. Później jadę. Jeśli Tomek żyje, to go znajdę. Dam mu swoją krew i wyzdrowieje.

Znów zapiekły mnie oczy.
Wiedziałam, że szanse są nikłe. Znalezienie Tomka nie powinno być trudne.
Jego codziennym rytuałem, w starym świecie, były wypady na siłkę, jak lubił mówić. Przynajmniej godzina, często jednak kilka. Naturalnym wydało mi się, że to tam skierował się w momencie zainfekowania ludności. Jeśli nie rozpadł się po drodze, niczym moja siostrzyczka, to tam właśnie powinien był dotrzeć.
Jakieś jednak szanse istniały. Wiedziałam, że jeśli nie wyruszę na poszukiwania, nie daruję sobie odpuszczenia tego cienia możliwości, wyleczenia brata.
W końcu to krew, która płynie również w moich żyłach. Co może być ważniejszego w tym momencie?
Do tego domu mogłam wrócić później. Poszukiwań nie mogłam odkładać.
Liczyła się każda doba.

Wyszłam z sypialni, unikając wzroku Gabriela. Bałam się tego, co mogłabym zobaczyć w jego oczach.
Odprowadziła mnie cisza.
Cisza panowała w całym domu.
Bez ludzi. Bez prądu.
Naturalna cisza.
Nowy odgłos świata.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. hhh
    | Odpowiedz

    Jeeej, kiedy można liczyć na kolejna część?

  2. aaa
    | Odpowiedz

    boze, no mogł z nia już jechać ale nie bo po co ;-;

  3. PikkuMyy
    | Odpowiedz

    Dwie części pod rząd, ależ rozpusta 🙂

    Mieszasz i mieszasz, i jestem ciekawa dokąd to wszytko ich doprowadzi 🙂
    Jestem ciekawa jakim gatunkiem jest Asia, bo raczej biała nie jest, a może się mylę… Okaże się z czasem.
    Przyznam szczerze, że też miałam (zupełnie jak Ewka) cichą ochotę jakoś spektakularnie uśmiercić pierwszą miłość Gabriela, jak tylko się pojawiła. Może ktoś lub coś ją przypadkiem zeżre? 😉

    Z niecierpliwością czekam na kolejną część, więc życzę ci czasu, bo weny Ci nie brakuje 🙂

  4. Wsad
    | Odpowiedz

    Jakby do tego grupen dorzucic Tomka, to potem moznaby posnuc akcje tak, ze sa i duety i tercety i wszyscy naraz, lacznie z kazirodztwem… Koniec koncow uczucia, emocje, psyche dochodza do glosu… I tak w ferii gniewu, zazdrosci i wscieklosci, powstalej w wyniku tej sytuacj sami bohaterowie staja sie dla siebie grozniejsi niz choroba, ktora polozyla ludzkosc… Co do czesci napisana dobrze, ale nie lubie czesco niekosmatych

  5. Wsad
    | Odpowiedz

    Jako horror sci fi ok, ale w tym sek, ze to miejsce mysli kosmatych, chyba ze zmienic zalozenia bloga i to potraktowac tylko jako dodatek, zamiast temat. Wymagaloby to zmiany tytulu bloga. I tak bym czytal 🙂

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Ale Wiesz co, ja nie zamierzam pisać części tylko ze scenami. Jeśli to przeszkoda w czytaniu, to nic na to nie poradzę. Blog autorski, a kosmate myśli to pokręcenie, nieuporządkowanie.
      Nie będzie samej erotyki, bo zbyt szybko straciłabym do tego serce. Historia się liczy. Seks jest dodatkiem.
      A tak poza tym, to już niedługo o wiele większe zmiany tutaj będą 😀
      Ale nic więcej nie zdradzę.
      ps. blog nazywa się “mikakamaka-old.guff.pl” a kosmate myśli są podtytułem

  6. Risande
    | Odpowiedz

    Będzie, będzie się działo… 😀 ahh aż by się chciało więcej i więcej, żeby historia rozbudowała Ci się do rozmiarów “Władcy pierścieni”, albo jak już jesteśmy przy tematyce postapokaliptycznej to do “Bastionu” Kinga 😀 pozostaje więc życzyć jak najwięcej czasu i kosmatych myśli 😀 trzymam kciuki Mika! :*

Odpowiedz na „PikkuMyyAnuluj pisanie odpowiedzi