Obcy (I)

with 16 komentarzy

jastrząb wśród gołębi

Dźwięk dzwonka natarczywie wwiercał się w uszy. Z irytacją oderwała się od czytania, tym większą, że właśnie dotarła do finałowej sceny. Połykając wzrokiem kolejne akapity, przebiegła długi, wąski korytarz, zatrzymując się tuż przed drzwiami. Dopiero tam zmuszona była na chwilę przerwać. Zerknęła w judasza, a potem zmarszczyła brwi. W końcu powoli otworzyła, zakładając uprzednio łańcuch. Przez powstałą szparę patrzyła z nieufnością na nieznajomego. Średniego wzrostu, szczupły, włosy ani jasne, ani ciemne, delikatny ślad zarostu, pociągła twarz, trójkątny podbródek i jasnoniebieskie oczy w ciemnej oprawie. Ubrany całkiem zwyczajnie, dżinsy, adidasy, skórzana kurtka i biała koszulka. W ręku sporych rozmiarów plecak. Przystojny, chociaż może słowo intrygujący byłoby bardziej odpowiednie?

– Dzień dobry – przedstawił się uprzejmie, szeroko się uśmiechając. – Jestem Kaleb.

– Kaleb? – Zaczęła szukać w pamięci. – Nie znam żadnego Kaleba. Pan do?

– Jestem współpracownikiem Igora. Wysłał mnie…

– Igora? – Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie zdjęcia, które ostatnio oglądała razem z przyjaciółmi. Faktycznie, ten człowiek przewijał się na kilku z nich, chociaż nie wyglądało, aby był jakimś dobrym znajomym jej współlokatora. – Nareszcie! Ten głupek nie daje znaku życia od ponad dwóch tygodni! Szuka go mnóstwo ludzi, nie wspominając o policji. Proszę, niech pan wejdzie.

Zapomniała o książce. Usłyszana wiadomość wprawiła ją w prawdziwą euforię. Miała ochotę rzucić się na telefon i ogłosić ją całemu światu. Jednak najpierw musiała poznać szczegóły.

– Niech pan siada – z niecierpliwością wskazała mu miejsce w ogromnej kuchni połączonej z salonem. Zajął miejsce na jednym z wysokich stołków, plecak kładąc na podłodze. – Kawy, herbaty? I co do licha działo się z tym idiotą?

– Herbaty. – Znów się uśmiechnął. Szeroko, na pozór serdecznie. Tylko dlaczego wydało jej się, że ten uśmiech nie dotarł do oczu, pozostawiając jego spojrzenie czujnym i pełnym chłodu. – I nie pan. Jestem Kaleb.

– Miło mi – podała mu rękę, którą od razu uścisnął. Dłoń miał chłodną, o długich palcach, opaloną. Uścisk silny. – Anka. Do imion jeszcze wrócimy, bo twoje jest dość nietypowe.

– Nie jestem polakiem.

– Aha. Co z Igorem?

– Miał wypadek. Dopiero kilka dni temu odzyskał przytomność.

– Wypadek? – zdenerwowała się. – Zawsze mu mówiłam, że jeździ jak wariat…

– W laboratorium. – Mężczyzna spoglądał na nią uważnie.

– W laboratorium? – zdziwiła się. – A co się stało? Zaatakował go odkurzacz, czy poraził prąd przy mikrofali?

– Chyba niewiele wiesz o jego pracy?

– W sumie niewiele – wzruszyła ramionami, zalewając kubek gorącą wodą. – Nigdy za dużo nie mówił, bo twierdził, że to nudy. Zresztą nie dla mnie tajniki genetyki. Zawsze mało z tego rozumiałam.

– A co studiujesz?

– Polonistykę. Drugi rok – uśmiechnęła się, siadając naprzeciwko. – Chcę pisać bajki dla dzieci. Proszę, tu jest cukier i cytryna.

– Dziękuję. Nie słodzę.

– Okay. Zdradzisz mi więcej szczegółów?

– Może na początek to, że za miesiąc powinien wrócić do domu.

– Nie powiem, odetchnęłam z ulgą. Jego dziewczyna też pewnie tak zrobi.

– Mieszkacie razem?

– Mieszkaliśmy. To poddasze, ogromna przestrzeń. Sześć sypialni, osiem osób, w tym dwie pary. Razem wychodziło taniej.

– No tak – dyskretnie się rozejrzał, popijając herbatę. – Rozumiem.

Potrząsnęła głową. Dziwny był. W jego oczach dawało się dostrzec bezwzględność, w głosie, chociaż brzmiał przyjaźnie, dziwny chłód. I był taki grzeczny, wręcz nadnaturalnie uprzejmy.

– Igor wyjechał, a po dwóch dniach nie odbierał już telefonu, nie odpisywał na eski czy maile. Firma też twierdziła, że nie wie, co się z nim dzieje. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, co przeżyliśmy?

– Nie bardzo – przyznał uczciwie. – Ale tutaj zawinił przypadek. Do tego w laboratorium wybuchł pożar, mieliśmy sporo ofiar. W tym niezidentyfikowanych.

– Nie rozumiem… Czy bardzo ucierpiał? – spytała drżącym głosem.

– Tak, mocno ucierpiał, nie będę cię okłamywał. Zawalił się cały budynek. Dobrze znam Igora, ale nawet ja nie byłem w stanie go zidentyfikować. Dopiero badania krwi pozwoliły na rozpoznanie. Ogólnie, to wszystko było takie – przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – niezorganizowane. Nie ukrywam, że przede wszystkim ratowano wyniki badań.

– Co za!…

– Bez przesady. Taka jest kolej rzeczy – dodał, po raz kolejny uśmiechając się szeroko. Ale tym razem najchętniej starłaby ten jego uśmiech z twarzy. Kolej rzeczy? Bezczelny cham!

– To trzeba było w ogóle nie ratować ludzi – powiedziała zgryźliwie.

– Nie, dlaczego? Przecież jak wyzdrowieją, to wrócą do pracy – zdziwił się, unosząc wysoko brwi. – To wykwalifikowana kadra, szkoda byłoby się takiej pozbywać.

Zaniemówiła. Dosłownie.

– No wiesz!

– Nie wiem. Przecież to prawda. Wolałabyś abym wylewał krokodyle łzy nad obcymi ludźmi, którzy mnie nie obchodzą? To byłoby według ciebie słuszne?

– Byłoby ludzkie. Dajmy temu spokój. Mów, co z Igorem. Jak bardzo jest źle?

– Wróci do pracy.

– Jezu! – wyjąkała. – Uczciwość uczciwością, ale odrobina empatii by się przydała.

– Ależ ja się bardzo cieszę z tego, że będzie mógł wrócić do pracy. Z naciskiem na „on będzie mógł”.

– Rozumiem. Po twojemu to radość, że przeżył – pokiwała głową. – Nietypowy jesteś. A teraz pozwolisz, że zadzwonię. Czy jego rodzina już wie?

– Tak. Byłem u nich.

– A Nowy Jork tak daleko – westchnęła. – Nie da się jakoś zorganizować transportu i wizy, chociaż dla jednej osoby? Wiesz coś może o tym?

– Dałoby się. Lecz za dwa tygodnie będzie go można przewieźć do kraju.

– Powiedz to szalejącej z niepokoju matce.

Przygryzł wargi, przestając się uśmiechać.

– Też o to pytała. Powiedziałem że nie, ale przemyślałem sprawę i zadzwoniłem w kilka miejsc. Może coś mógłbym wykombinować – powiedział w końcu. – Matka czy dziewczyna?

– Z ciężkim sercem to mówię i Gosia mnie chyba zabije, ale matka. A kim ty w ogóle jesteś? Pamiętam cię ze zdjęć, które pokazał nam Igor po ostatnim pobycie w Stanach. Mówiłeś, że współpracownikiem? On o tym nie wspominał.

– Jednym z wielu.

– Przepraszam, ale nie wyglądasz na naukowca. Raczej na wojskowego. Halo?

Zaczęła rozmawiać przez telefon, przekazując radosne wieści. I pewnie dlatego nie zwróciła uwagi na twarz siedzącego przed nią mężczyzny. Pojawiła się na niej czujność, wyrachowanie. Obserwował ją, popijając herbatę, a przez jego głowę przewijało się tysiące myśli. Jednak sam nie mógł podjąć decyzji. No i było na to za wcześnie. Najpierw musiał się czegoś dowiedzieć.

Rozradowana Anka od razu obdzwoniła wszystkich znajomych. Nie kryła wzruszenia, przekazując radosne wieści, bo z Igorem znała się prawie od przedszkola i chociaż zawsze się kumplowali, to ta znajomość nigdy nie była podszyta żadnym erotycznym podtekstem. Pół roku temu jej przyjaciel uzyskał możliwość stażu, i to stażu z dofinansowaniem, w jednym z amerykańskich laboratoriów. Oczywiście, skrzętnie z tego skorzystał. Jego pobyt tam okazał się niezwykle owocny i zaraz potem otrzymał kolejną propozycję współpracy. Do Polski wrócił w zasadzie jedynie po to, aby przekonać swoją dziewczynę, by wyjechała razem z nim. Oczywiście przez tydzień usiłowali dojść do porozumienia, w końcu stanęło na tym, że przyleci do niego, gdy obroni własną pracę licencjacką. Po czym Igor pożegnał się, dotarł do celu, a następnego dnia urwał się z nim jakikolwiek kontakt. Nikt nic nie wiedział, nikt go nie widział.

– Tymi wieściami sprawiłeś dziś radość wielu osobom – powiedziała Anka, siadając przy stole. – Zaraz się wszyscy zjawią. Nie rozumiem tylko, dlaczego osobiście? Są telefony, internet, ambasador. Więc dlaczego osobiści? – spytała z ciekawością.

– Mam urlop, a Igor mi wiele opowiadał o tym kraju.

– Zaraz, zaraz. A skąd znasz tak dobrze nasz język?

– Moi dziadkowie ze strony mamy byli polakami. Już nie żyją. – Zerknął na zegarek. – Pomyślałem że miło byłoby zwiedzić to i owo. Dziękuję za herbatę, ale muszę iść. Nie mam jeszcze rezerwacji w hotelu.

– Daj spokój! – impulsywnie położyła rękę na jego dłoni. Powędrował wzrokiem w tym kierunku, jakby zdziwiony tym gestem. – Jest wolny pokój po Igorze i Gosi. Na razie nie mamy na niego nikogo chętnego. Jeśli nie przeszkadza ci mieszkanie z bandą szaleńców – roześmiała się głośno – to zapraszam do skorzystania z oferty.

– Nie chciałbym się narzucać. I mogę zapłacić.

– Nie będziesz się narzucał i nie będziesz płacił. Daj mi kwadrans to trochę go ogarnę, bo ostatnio nagromadziło się tam sporo kurzu. I przygotuję pościele. Dobrze?

– Skoro tak, to chętnie skorzystam. Dziękuję.

Skinął głową, wpatrując się w nią ze spokojem. Punkt pierwszy planu zrealizowany. Poszło niezwykle łatwo. Nie siedział jednak nad pustą filiżanką. Pomimo sprzeciwu dziewczyny, pomógł jej we wszystkim, pedantycznie usuwając choćby najmniejsze drobinki kurzu. Pokój był niewielki, jedna ściana biegła na skos i w niej też umieszczono okno. Widać było przez nie centrum miasta, skąpane w promieniach złocistego słońca. Białe ściany wyglądały na świeżo pomalowane. Podłoga lekko skrzypiała, tak jak i nieco podniszczone łóżko. Poza nim była tu też ogromna szafa, stolik i niewielka sofa, oraz stół służący za biurko i telewizor zawieszony na ścianie.

– Rozgość się – zatoczyła ręką dookoła. – Masz tylko ten plecak?

– I walizkę w przechowalni na lotnisku.

– Aha. Drzwi do łazienki są tuż przy wejściu. Możesz się odświeżyć i odpocząć – uniosła głowę, czujnie nasłuchując. – Chyba już ktoś wrócił. Chodź…

– Nie – odparł ze spokojem. – Masz rację, przyda się prysznic. Pozwolisz?

– Pewnie – odparła z rozbawieniem. – Ale wieczorem urządzimy mini przyjęcie i wszystko nam opowiesz. Zgoda?

– Zgoda.

Wymknęła się z pokoju i nareszcie został sam. Jego twarz błyskawicznie stężała, pojawiła się na niej czujność. Rozejrzał się dookoła, lecz bez zbytniego zainteresowania. Tutaj z pewnością nie znajdzie odpowiedzi. Musi jej szukać gdzie indziej, w słowach, w gestach, w oczach ludzi pomiędzy którymi zamieszkał. Bez zwłoki przystąpił do wypakowywania zawartości plecaka. Robił to powoli, starannie i metodycznie. Zapełnił półki w szafie, wygładzając każdą nierówność. Zostawił również miejsce na zawartość walizki, chociaż tak naprawdę wystarczyłoby mu to, co miał tutaj. Na samym końcu wyciągnął broń, chowając ją pod poduszką. Nie wierzył, że ktokolwiek mógłby grzebać bez pytania w jego rzeczach. Zresztą, nosił ją zazwyczaj ze sobą. Głupio byłoby jednak zabierać ze sobą gnata pod prysznic. Coś jakby cień uśmiechu pojawiło się na jego twarzy. Później zniknęło.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ta Anka jest główną bohaterką czy ta Mała? Bo już nie wiem.

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Opowiadanie może być. Ale chyba poczekam na całość. 🙂

  3. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dlaczego każde nowe opowiadanie jest płatne? 🙁

    • J
      Jo
      | Odpowiedz

      Nie każde. Opowiadania są na zmianę, płatne i bezpłatne.

  4. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Coś mi się zdaje, że nie polubię głównej bohaterki… Jej język jest jakiś taki… głupi. Ale zobaczymy jak wrócę do siebie, to kupię

  5. J
    Jo
    | Odpowiedz

    Zapowiada się bardzo ciekawie 🙂

  6. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, jest szansa że to (i inne opowiadania w przyszłości) będzie można kupić też na innym portalu niż sprzedajtresci? Chciałabym przeczytać, ale po tej ostatniej awarii i tym jak mnie olali postanowiłam, że już nic tam więcej nie kupię, bo złodziejstwa nie chcę wspierać.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak i to wkrótce 🙂 Wierz mi na słowo, awaria była poważna,

    • A
      Anonimowy
      | Odpowiedz

      Widać było po błędzie, że baza im całkiem zdechła. Zła polityka backupów spowodowała, że nie byli w stanie odtworzyć bazy danych z tamtego dnia, co w konsekwencji spowodowało problemy z dostępem do zakupionych opowiadań.

      PS. Nie jestem pracownikiem tego serwisu. Jestem programistą i takie sytuacje są mi dobrze znane. Trochę w tym ich winy było, ale nazywanie tego zgłodziejstwem to też jest przesada.

    • A
      Anonimowy
      | Odpowiedz

      No jak dla mnie to jest złodziejstwo. Zapłaciłam, dostęp powinnam mieć na rok, a miałam na kilka godzin. Babeczka zachowała się super, wzięła ogarnianie tego rozgardiaszu na siebie i mam swoje opowiadanie – ale to chyba nie powinno tak działać, że ktoś pracuje i myśli za nich. Są firmą, powinni mieć rozeznanie i robić kopie zapasowe – czego innego można oczekiwać od pana Kazia który zdjęcia z wakacji zapisuje tylko w jednym miejscu, a czego innego od ludzi którzy (w teorii) się na czymś znają i biorą za to pieniądze.

    • A
      Anonimowy
      | Odpowiedz

      Tak masz ze wszystkimi awariami? Dajesz radę jeszcze czy wszędzie na piechotę, buty własnej roboty i warzywka z ogródka? Aż dziwne ze z internetu korzystasz.

  7. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko jak tam idą prace informatykowi?

  8. E
    Edok
    | Odpowiedz

    Hej mam pytanie probowalam zaplacic za twoje opowiadanie ( szczerze sa Zaj…) ale nie mam konta w Pl czy jest jakas mozliwosc zeby je kupic?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Całkiem możliwe, że już niedługo będzie 🙂 Tyle moge na razie zdradzić ;D

  9. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Część Babeczko 🙂 wykupiłam dostęp do Twoich płatnych treści przelewem i kod, który wpisałam mogłam użyć tylko raz, a pisało że dostęp jest na 365 dni i nie wiem co teraz zrobić 🙁 Pomocy!

Napisz nam też coś :-)