Obcy (II)

with 6 komentarzy

Obcy

– Przedstawiam wam Kaleba. – Anka wstała i z szerokim uśmiechem podeszła do stojącego w progu mężczyzny. Przy owalnym stole siedziało dziewięcioro osób. Pięciu mężczyzn, cztery kobiety. Wszyscy oni z nieukrywana ciekawością gapili się teraz na niego. Nie okazał irytacji, chociaż nie cierpiał być tematem zainteresowania tylu ludzi. Podszedł do nich, grzecznie się przywitał, wyjaśnił w kilku słowach kim jest i zajął swoje miejsce. W białej koszuli z podwiniętymi rękawami, w zwykłych dżinsach wyglądał jak jeden z nich, chociaż z pewnością zdziwiliby się, gdyby znali jego prawdziwy wiek. Zachwycona Ania zajęła miejsce tuż obok.

– To kolacja na twoją cześć, a jednocześnie spotkanie, na którym świętujemy dobrą wiadomość. Wiem że stan Igora jest poważny, ale liczy się przede wszystkim to, że żyje. Już straciliśmy nadzieję.

– Anka, daj spokój. Lepiej nas przedstaw – zażądała jedna z dziewczyn. Ładna, stwierdził, nie zawahałby się powiedzieć, że piękna, ale zbyt wyzywająco ubrana i zbyt agresywnie umalowana. Nie lubił tego typu kobiet.

Uważnie wsłuchiwał się w wypowiadane imiona, dopisując je do twarzy. Szczupły blondyn w okularach na wielgachnym nosie, Mateusz. Obok niego siedziała siostra, chyba bliźniaczka, bo niesłychanie podobna. Marta. Dwie kolejne osoby nie były ważne, nie mieszkały tutaj. Dalej wspomniana para. Niczym się nie wyróżniający, oboje tacy nijacy. Kamil i Martyna. Gosia, posągowa brunetka, dziewczyna Igora. Reszta się nie liczyła. Przekrzywił głowę. Kogoś mu tu brakowało. Lecz nie spytał, wolał poczekać. Jego gospodyni mówiła przecież, że mają wolną tylko jedną sypialnię, tę po Igorze. Widocznie ktoś nie dotarł na czas.

Zjedli, a potem przenieśli się przed kominek. Cztery osoby zajęły miejsca na ogromnej sofie, reszta po prostu znalazła sobie jakiekolwiek miejsca. Jemu przypadł fotel worek. Usiadł, trzymając otwartą butelkę piwa w dłoni. Przyglądał się każdemu z uwagą, lecz nie nachalnie, więcej milcząc lub zadając pytania, niż udzielając odpowiedzi. Wszyscy pili i to dosyć ostro, on nie. Sączył piwo, delektując się każdym łykiem i niecierpliwie wyczekując okazji, gdy będzie mógł zadawać bardziej niewygodne pytania. Na rozmówcę upatrzył sobie Ankę, która wyraźnie przeholowała z alkoholem. Oczy jej błyszczały, policzki poczerwieniały i co chwila wybuchała głośnym śmiechem. Nie mógł nie zauważyć również spojrzeń, jakie mu posyłała. Chociaż szczerze mówiąc, miał to gdzieś. Ewentualnie zabawi się przy okazji. Odstawił pustą butelkę, gdy Anka trąciła go kolanem, wskazując na drzwi.

– O, jesteś Mała! – krzyknęła radośnie, na widok wchodzącej dziewczyny. – Nie mogłam się do ciebie dodzwonić.

– Miałam wyłączony telefon – odparła nowo przybyła. – Coś się stało?

– Igor się odnalazł.

– Aha.

I tylko tyle. Tym lakonicznym słowem oraz nadnaturalnym spokojem od razu zwróciła uwagę Kaleba. Popijał kolejne piwo, notując jednocześnie każdy szczegół jej wyglądu. Była niska i drobna, ciemne włosy, przedzielone pośrodku okalały owalną twarz o niezwykle harmonijnych rysach i ogromnych, czarnych oczach. Cerę miała bladą, brwi delikatnie zarysowane, pełne wargi i dziwnie melancholijne spojrzenie.

– To Amelia, nasz sfinks – przedstawiła ją nieco już podchmielona Anka. – Ale wszyscy mówimy na nią Mała. Z powodu wzrostu i wieku. Miesiąc temu skończyła dopiero dwadzieścia lat.

– Wygląda młodo – odparł dyplomatycznie, podążają wzorkiem z dziewczyną, która właśnie podeszła do lodówki i ze zmarszczonymi brwiami wpatrywała się w jej wnętrze.

– Nie uwierzysz, ale jest już na trzecim roku studiów. Piekielnie inteligentna z niej bestia. – Mateusz podał mu kolejne piwo. – Nanotechnologia, fizyka, biochemia. Pewnie dlatego najlepiej dogadywała się z Igorem. Chociaż ostatnio to chyba nie bardzo? – zafrasowany spojrzał na koleżankę, która podejrzanie poczerwieniała.

– Bo wiesz… Gosia… No sam pomyśl – bąkała, usiłując półsłówkami dać mu do zrozumienia, że powinien się domyślić. – Nasza Amelka to urocze dziewczę.

– Bardzo urocze – potaknął Kaleb, nie spuszczając z niej oczu. Twarz miał niczym maska, zastygłą w skupieniu. Nanotechnologia? Biochemia? Wstał i podszedł do dziewczyny, wyjmującej właśnie z lodówki resztki ich kolacji.

– Kaleb – przedstawił się z szerokim uśmiechem. O dziwo, spojrzała na niego z niechęcią.

– Amelia – mruknęła, udając że nie zauważa wyciągniętej na powitanie ręki. – Niewiele mi zostawiliście – zwróciła się ostrym tonem do śmiejącej się z czegoś Anki.

– Trzeba było się nie spóźniać – odparła tamta. – Jest piwo, nie marudź.

– Tym się nie najem.

– Coś ty taka skwaszona? – Ania podeszła bliżej i energicznie otworzyła zamrażalkę. – Jest pizza z serem i pizza z serem, i pół pizzy z serem – wyliczała, mrużąc oczy. – I te ohydne paluszki rybne, które kiedyś kupiła Gosia, a których nikt nie chce jeść. Zgaduję, że pokłóciłaś się z Wiktorem?

– Nie pokłóciłam się – odparła Amelia zezując na milczącego Kaleba. – To zaledwie drobna różnica zdań.

– Drobna? – zachichotała Anka. – Hormony mu buzują, a ty jesteś jak sopel lodu. Byś mu trochę odpuściła…

– Kara musi być! Poza tym to są tematy osobiste – dodała, patrząc na stojącego obok mężczyznę z niechęcią. Nie odezwał się ani słowem, chociaż była pewna, że z uwagą przysłuchuje się ich rozmowie. Cholerna Anka! Schlała się i teraz bredzi głupoty. Wyjęła z zamrażalki jedną pizzę i zatrzasnęła ją z hukiem. - Wsadzę ją do piekarnika. Jak będzie gotowa, to wyjmijcie.

– Gdzie idziesz? – Gosia pojawiła się tuż obok nich. – Nie zostaniesz z nami?

– Boli mnie głowa – skłamała Amelia. – Było miło – dodała zdawkowo, patrząc w stronę Kaleba.

– Hi, hi! – Jej koleżanka wybuchnęła głośnym śmiechem. – Nie musisz się z nim żegnać. Dostał pokój po Igorze i Gosi, zostanie z nami tydzień lub dwa.

Amelia jedynie zacisnęła usta. Sięgnęła po butelkę z wodą mineralną, po czym bez słowa odwróciła się na pięcie. Kaleb obserwował ją z łagodnym zainteresowaniem, chociaż w duchu zdawał sobie sprawę, że zaintrygowała go. Nie mizdrzyła się, nie krygowała, nie udawała nagłej sympatii, nie starała się być miła czy przyjacielska. Była nieufna, zamknięta w sobie i tajemnicza. I piękna. Seksowna. Wcale nie jak sopel lodu, chociaż na pierwszy rzut oka mogła się taką wydawać. W tej niepozornej osóbce było sporo żaru, tlącego się gdzieś w głębi czarnych oczu, w sposobie jaki się poruszała, w niskim, aksamitnym głosie.

Wrócił na swoje miejsce z nową butelką piwa. Wsłuchiwał się w prowadzoną rozmowę, bacznie obserwując całe towarzystwo i wyłapując, co ważniejsze informacje. Czasami odpowiadał na zadane pytanie, grzecznie, z uśmiechem. Tylko raz coś wybiło go ze skupienia. Moment, gdy Amelia pojawiła się w kuchni, po swoją pizzę. Milcząc, przełożyła ją na talerz, nalała sobie szklankę wody i zniknęła. Nikt, prócz Kaleba nie zwrócił na nią uwagi, nie skomentował wręcz wrogiego zachowania.

Każdemu wydawało się, jakby był już jednym z nich. I o to właśnie mu chodziło. W końcu goście wyszli, a wszyscy prócz Ani udali się do swych pokoi.

– To dobrej nocy przystojniaku! – Puściła mu oczko, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że wystarczyłby jeden jego ruch, a znaleźliby się w jej łóżku. Lecz wiedział również, że mogłoby to wprowadzić różne niesnaski, pełną napięcia atmosferę. Nie miał czasu na głupoty. Poza tym po czymś takim ciężko byłoby mu się zbliżyć do Amelii. Uśmiechnął się więc szeroko, powiedział grzecznie dobranoc, po czym zniknął za drzwiami swej sypialni.

Dopiero tam jego twarz stężała, pojawił się na niej chłód i wyrachowanie, zniknęło udawane rozbawienie. Rozebrał się, starannie układając zdjętą odzież, po czym całkiem nagi wyciągnął się na łóżku. Patrzył w sufit, analizując każdy fakt, każde słowo i gest.

Mateusz. Z pozoru roztargniony, zauważalnie niepewny siebie. Jego siostra Marta. Zupełne przeciwieństwo brata. Kamil i Martyna. Owszem, wesoło się z nimi gawędziło, lecz byli aż do bólu zwyczajni. Gosia. Pełna euforii, bo, jak sama wyznała, ostatnie dni były dla niej koszmarem. Anka. Łatwy podbój. Jak będzie chciał wyciągnąć z niej informacje, to po prostu ją upije. Wykrzywił usta. Amelia. No właśnie… Tak, ta dziewczyna była zagadką. Na dodatek wyraźnie mu nie ufała. Jakby wiedziała więcej niż inni. Gdyby był na miejscu Igora, to tylko jej powierzyłby tajemnicę. Przymknął oczy, przypominając sobie jej twarz, sylwetkę. Kuszące biodra, zgrabne nogi, smukłe dłonie i krągłe piersi. Usta… Mimowolnie się oblizał. Miała cudowne usta. Wykrojone w tak specyficzny sposób, że chyba każdy facet, który ją spotkał, marzył o jednym. On wcale nie był wyjątkiem, chociaż nigdy wcześniej nie pozwolił, aby podczas wykonywania zadania, owładnęły nim takie pragnienia. Położył rękę na twardniejącej męskości, uzmysławiając sobie, że dawno nie folgował tym potrzebom. Musi coś z tym zrobić, aby nic go nie rozpraszało. Na początek…

W wyobraźni zbudował obraz nagiego, kobiecego ciała. Tak sugestywny, że prawie czuł jego zapach, ciężar, ciepło. Onanizował się, widząc przed sobą twarz tej dziewczyny. Już nie tak obojętną, lecz z rumieńcem na bladych policzkach, z wargami nabrzmiałymi od pocałunków. Nic nie mógł poradzić, że to była właśnie ona. Że tym razem jego marzenie, miało rysy konkretnej osoby. W końcu wytrysnął z głuchym stęknięciem. Potem leżał jeszcze chwilę uspokajając oddech i rytm serca. Wstał, starannie wytarł rękę w mokrą chusteczkę, którą później wyrzucił do stojącego w kącie kosza. Wrócił do łóżka, tym razem przykrywając się kołdrą.

Na sam koniec podsumował pierwszy dzień i zamknął oczy. Zasnął, minutę później.

***

Skuliła się pod kołdrą, patrząc w zamyśleniu w stronę okna. Zgodnie z zapowiedzią pogodynki, padało. Jednostajny szum deszczu sprawiał, że nie miała ochoty wstać, lecz przymknąć oczy i zostać w łóżku. Walczyła z poczuciem obowiązku jeszcze przez chwilę, po czym z ulgą przewróciła się na drugi bok, zakopując w pościeli. Świat się nie zawali, jeśli opuści jeden dzień zajęć. Po czym wróciła myślami do wczorajszego wieczoru.

Nowy, tymczasowy lokator, wcale jej się nie spodobał. Owszem, był grzeczny, uprzejmy, uśmiechnięty, lecz wyczuwała w tym wszystkim fałszywą nutę, która nie pasowała do całości. Zawsze nieufnie podchodziła do obcych, często w miarę upływu czasu zmieniając swoje podejście, ale jego po prostu znielubiła od pierwszego spojrzenia. Nie rozumiała dlaczego. Nie znalazła ani jednego racjonalnego powodu. Żadnego przekonywującego argumentu. Po prostu czuła niechęć podszytą strachem. A ponieważ Amelia przez całe życie ufała swej intuicji, tym razem też postanowiła, że tak zrobi. Wytrzyma jakoś te dwa tygodnie, w końcu nie musiała siedzieć w mieszkaniu. Ance się spodobał, więc niech go sobie bierze.

I nagle aż podskoczyła na łóżku.

– Referat! – jęknęła, energicznie wstając. Cóż, nici z błogiego leniuchowania. Musi szybko się ubrać i pędzić na uczelnie. Trudno, wolne zrobi sobie jutro.

Poszła do kuchni. Szybko wypiła szklankę wody, potem soku. Zerknęła na zegarek. Miała pięć minut opóźnienia w codziennym harmonogramie. Dobrze że tak szybko przypomniała sobie o referacie, bo inaczej straciłaby miejsce w kolejce do łazienki. Na każdy dzień obowiązywał dość luźny plan, bo niestety, mieszkało ich tutaj zbyt wielu. Całe szczęście, że chociaż toaleta była osobna.

Nieco zamyślona podeszła do drzwi łazienki, lecz gdy nacisnęła klamkę, przekonała się, że już ktoś jest w środku.

– Teraz moja kolej! – załomotała energicznie. – Kto do cholery pomylił kolejność? No dalej! Spieszę się!

Była wściekła, bo nie cierpiała zmieniać własnych planów. A będzie to musiała zrobić, bo nie zdąży się wykąpać, nie zdąży wyjść o czasie i nie zdąży kupić po drodze karmelowej latte oraz ogromnej drożdżówki z kruszonką. To skutecznie popsuło jej i tak nie najlepszy humor, sprawiając, że poczuła gniew.

– No kto?… – walnęła jeszcze raz. Więcej nie zdążyła, bo drzwi otworzyły się i stanął w nich półnagi mężczyzna. Półnagi, bo miał na sobie jedynie ręcznik owinięty wokół bioder i to dosyć nisko. Skórę miał niesłychanie gładką, pokrytą kropelkami wody, a włosy wciąż wilgotne. Pod tą gładką skórą widać było idealnie zarysowane mięśnie, wyrzeźbiony brzuch, drzemiącą siłę, chociaż na pozór nie imponował posturą. Prawie wbrew sobie omiotła go wzrokiem, z niechętnym podziwem zatrzymując się ułamek sekundy dłużej, w niektórych miejscach. Potem uniosła głowę i napotkała jego spojrzenie.

Miał upiornie uprzejmy wyraz twarzy i błysk w oczach, który przeczył tej uprzejmości. Błysk prawdziwego drapieżnika.

– Przepraszam. Nie wiedziałem, ale już jutro postaram się…

– Daruj sobie! – warknęła. – Jak skończyłeś, to wyjdź.

– W zasadzie skończyłem.

Nie czekała na więcej, usiłując minąć go w progu i wejść do łazienki. Lecz mężczyzna wyciągnął ramię, opierając dłoń na futrynie i zatrzymując zdumioną Amelię w pół kroku. Pochylił się przy tym nieznacznie, tak że teraz ich twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów.

– Jeszcze raz przepraszam – powtórzył ze spokojem, patrząc na zarumienioną dziewczynę. Jasnoniebieskie oczy w przedziwny sposób hipnotyzowały, a ich spojrzenie zawisło na jej ustach. Leniwym ruchem podniósł drugą rękę i dotknął opuszkiem dolnej wargi. Powoli obrysował jej kontur, a potem ukradkiem wślizgnął się pomiędzy rozchylone płatki ust. Amelia zadrżała i z trudem przełknęła ślinę, odpychając jego dłoń.

 

Komentarze

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Akcja się robi coraz ciekawsza 😀 Kiedy kolejna część? 🙂

  2. J
    Jo
    | Odpowiedz

    Zaczyna mi się podobać, zapowiada się ciekawie 🙂

  3. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko ,kiedy będzie wygrana 3?

  4. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy baba?

  5. Anonim
    | Odpowiedz

    Świetnie się zaczyna💪

  6. A
    Anna Ziel-Pi
    | Odpowiedz

    Intrygujące…..bardzo…. Lubię takich niepozornych, skrywających tajemnice i siłę mężczyzn. Czyżby tajny agent?😁

Napisz nam też coś :-)